przystajnik

Ubuntu 18.04 LTS Bionic Beaver na najbliższe 5 lat

Chyba od dawna żadne wydanie Ubuntu nie było tak oczekiwane, nie wzbudziło takiej dozy sensacji, domysłów, nadziei i sceptycyzmu. W końcu Ubuntu 18.04 LTS to wersja z długoterminowym wsparciem i pozostanie z nami przez najbliższe 5 lat. Przez ten sam okres pozostanie też w obrębie zainteresowania deweloperów, będzie otrzymywać aktualizacje i poprawki. A my będziemy musieli przywyknąć do zmian jakie wniesie na pulpity naszych komputerów.

Ubuntu 18.04 LTS

Chociaż poprzednie Ubuntu 16.04 LTS będzie wspierane przez kolejne lata, to jednak już teraz daje się odczuć zapóźnienie technologiczne jego niektórych elementów, czy wręcz niemożność skompilowania niektórych programów (bez wymiany połowy systemu). Dlatego jeżeli dla kogoś system to coś więcej, niż tylko kilka ikonek ze standardowymi programami do uruchomienia, naturalną koleją rzeczy wydaje się być Ubuntu 18.04 LTS. Kolejne lata aktywnego wsparcia, najświeższe oprogramowanie i… Otóż to, kategoryczne zmiany.

Kernel 4.15

Decyzją deweloperów to właśnie ten kernel pozostanie twarzą tego wydania. Nie 4.14 LTS ale właśnie kernel który kilka dni temu osiągnął statu EOL. Jednak zanim posypią się gromy, to pamiętajmy, że 4.15 był odpowiedzią na podatności Meltdown i Spectre. I w dniach gdy o tym decydowano ucieczka z 4.14 wydawała się jedynym rozwiązaniem.

Niezależnie od tego kernel dostarczy nam jeszcze lepszej obsługi jeszcze większej ilości urządzeń. A to dla przeciętnego użytkownika najważniejsze.

Domyślna tapeta

GNOME 3.28

Chociaż było o tym wiadomo już od kilku miesięcy, to nadal ciężko uwierzyć w ten zwrot akcji. W miejsce dotychczasowego środowiska Unity trafia bowiem GNOME 3.28, lekko zmodyfikowane na modłę Ubuntu. Ubuntu zaadoptowało na swoje potrzeby wszystko, co znajdziemy w najnowszym 3.28 (łącznie z łatkami naprawiającymi wycieki pamięci GNOME Shell). Niemniej w celu wyświetlania ikon na pulpicie konieczne było zatrzymanie Nautilusa w wersji 3.26.

Xorg 1.19.6 i reszta

Po krótkiej przygodzie z Waylandem w Ubuntu 17.10, wydanie LTS powraca do starego sprawdzonego Xorga jako serwera wyświetlającego całość treści ekranowych. Na czasie są również pozostałe komponenty systemu, np. biblioteki Mesa 18.0, glibc 2.27, systemd 237, gcc 7.3/8. Wayland pozostanie opcją dla spragnionych wrażeń testerów.

Instalacja minimalna

W końcu po latach utyskiwania na „ciężar” domyślnej instalacji, nowy instalator Ubuntu umożliwia wybór trybu minimalnego. Tzn. instalację systemu (środowiska graficznego), przeglądarki Firefox 59 i na tym koniec. Tym sposobem jesteśmy w stanie upchnąć system nawet na partycji 2GB.

Tekstowy instalator

Nowy instalator w wersji tekstowej

Do tej pory w użyciu było tekstowe rozwiązanie wprost z Debiana. Od tej wersji Ubuntu ma swój własny nowiutki instalator Subiquity.

Natywne wsparcie dla kolorowych emoji

Znakiem czasu jest obsługa kolorowych emoji. Do systemu został dołączony zestaw wolnych ikon z Androida, obrazujących różne śmieszne rzeczy. Różnica jest też taka, że do tej pory Ubuntu wyświetlało je wyłącznie w trybie monochromatycznym.

Ekran powitania

Nowy ekran powitania

W 18.04 zobaczymy też nową wersje ekranu powitania, który żywo przypomina ekran wprowadzający w tajniki GNOME 3.28. Został jeszcze nieco przemodelowany i opatrzony informacjami o niuansach użytkowych Ubuntu 18.04 LTS.

Live patching

Mowa oczywiście o aktualizowaniu kernela na „żywo” bez konieczności późniejszego resetu całego systemu. Opcja która ucieszy przede wszystkim właścicieli serwerów na Ubuntu. Zwykły użytkownik raczej nie zrobi z tego użytku, chociaż… Aby skorzystać z tej technologii należy posiadać konto Ubuntu One co pozwoli nam na kontrolowanie aktualizacji dla trzech urządzeń (jedno konto = trzy urządzenia).

Informacje o systemie

To budząca najwięcej kontrowersji decyzja ze strony twórców Ubuntu. W celu zapewnienia dalszego rozwoju dystrybucji według w zgodzie z zapotrzebowaniem użytkowników, system będzie kolekcjonował niektóre dane o naszym sprzęcie i przesyłał na serwery Canonical. Chodzi o: wersję używanego Ubuntu, dostępność połączenia internetowego podczas instalacji, statystyki CPU/GPU/RAM, producent urządzenia (komputera), lokalizacja (kraj), czas potrzebny do zainstalowania systemu, opcje wybrane przez użytkownika podczas instalacji (autologin, kodeki, itp.), ułożenie partycji na dysku. Do kompletu popularność paczek będzie śledził Popcon, jak też przesyłane będą raporty o ew. awarii oprogramowania.

Domyślnie gromadzenie i przesyłanie powyższych będzie włączone. W opcjach systemu znajdziemy przycisk odpowiedzialny za wyłączenie przesyłania tych informacji.

Brak partycji wymiany

Domyślnie nie zobaczymy znanej od lat partycji wymiany. Od tej pory system będzie korzystał z pliku wymiany (co było możliwe od zawsze). Ma to przynieść oszczędności miejsca na dysku.

Menedżer logowania GDM i brak sesji Gościa

Z racji przejścia z LightDM na GDM, w opcjach menedżera logowania nie uświadczymy już opcji logowania się jako Gość. W sumie była to opcja którą większość użytkowników starała się zablokować natychmiast po instalacji.

Oficjalne wydanie bez wersji 32bitowej

Przeglądając obrazy iso do pobrania zauważymy, że brakuje wśród nich 32bitowego obrazu. I nie jest to błąd, ponieważ dostępna jest tylko 64bitowa wersja systemu. Obrazy 32bitowe oferują jeszcze odmiany Ubuntu (Xubuntu, Ubuntu Mate, Kubuntu, itp.).

Pozostałe

Lista nowości Ubuntu 18.04 jest o wiele dłuższa. Składają się na nią bowiem mniej oczywiste poprawki, jak choćby poprawienie czasu uruchamiania systemu w oparciu o statystyki systemd. Lub scalenie komend „add-apt-repository” i „apt-get update”. Wsparcie dla Thunderbolt 3, obsługa paczek Snap w Centrum Oprogramowania, brak opcji szyfrowania katalogu domowego (zalecane szyfrowanie całego dysku). W komplecie dostaniemy również Pythona 3.6, LibreOffice 6.0, nowy program To-Do z GNOME, itp. Atrakcji nie zabraknie. Wsparcie dla 18.04 potrwa do roku 2023.

Na pytanie czy warto już aktualizować nasze wysłużone 16.04 nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Może warto przeczekać okres pierwszych niedomówień i poprawek. Chyba, że ktoś wymaga do swojej pracy najnowszego oprogramowania to wtedy wybór staje się bardziej oczywisty.

Obrazy ISO znajdują się pod tymi adresami:
Ubuntu Desktop,
Ubuntu Budgie,
Ubuntu MATE,
Xubuntu,
Lubuntu
Kubuntu.

Post navigation

74 comments for “Ubuntu 18.04 LTS Bionic Beaver na najbliższe 5 lat

  1. GN
    26 kwietnia, 2018 at 7:21

    Tym sposobem jesteśmy (?) upchnąć system nawet na partycji 2GB.
    pozdrowienia dla autora 🙂

  2. 26 kwietnia, 2018 at 7:26

    Dzięki. A taka miała być wspaniała autokorekta… Komputerowa 🙂

  3. GN
    26 kwietnia, 2018 at 7:32

    Obawiam się że przy pisaniu blogów, zastąpienie interfejsu białkowego automatami może być fatalne w skutkach 🙂

  4. nie
    26 kwietnia, 2018 at 9:22

    Nie podoba mi się fakt zakładania z góry, że każdy chce wysyłać statystyki – ja nie mam na to najmniejszej ochoty i nie interesuje mnie jak bardzo takie informacje mogą pomóc w rozwoju. Przy końcu instalacji czy też w jej trakcie, ewentualnie przy pierwszym logowaniu powinno pojawić się pytanie czy użytkownik zgadza się na wysłanie takich informacji i dopiero wtedy niech sobie wysysają co tam chcą.

  5. Inter
    26 kwietnia, 2018 at 17:35

    A wiesz, że bez żadnego pytania wysyłane są dokładne statystyki Twojej aktywności w internecie? Każde kliknięcie w odnośnik jest rejestrowane i przesyłane n.p. do google analitycs. Twórca strony może dzięki temu usprawnić Twoją pracę, umieszczając najczęściej klikane elementy w bardziej dostępnym miejscu.

    Jeśli domyślnie wyłączą, to ogromna seria „next” klikaczy nieświadomie nie przyczyni się do zbierania statystyk. Bez dużej bazy, statystyka nie ma sensu.

  6. Zenek
    26 kwietnia, 2018 at 19:35

    I tak właśnie jest. Pierwsze uruchomienie systemu i pytanie czy masz ochotę udostępnić cokolwiek.

  7. nie
    26 kwietnia, 2018 at 19:39

    Czy pytanie wyskakuje samo czy trzeba się przebijać przez ten kreator powitania?

  8. 26 kwietnia, 2018 at 20:40

    Jakkolwiek uciążliwe byłoby wyłączenie wysyłania statystyk w Ubuntu, zestaw to z gehenną użytkowników Win10. Zresztą, internet już tyle wie o mnie, że te drobiazgi jakie zbiera Canonical to… *wzruszenie ramionami*.

  9. Betonforce
    27 kwietnia, 2018 at 7:40

    Ciekawe. Najwyraźniej Lubuntu nie przesiadło się jeszcze na Qt. Niepotrzebnie się przejmowałem.

  10. Draqun
    27 kwietnia, 2018 at 7:49

    Ech. Sesja gościa to było coś bardzo przydatnego. Jak ktoś mnie odwiedzał i chciał skorzystać z kompa to logował do sesji gościa i tam sobie korzystał z pełnego dobrodziejstwa nie martwiąc się tym, że może coś mi w przeglądarce pozmieniać.

  11. gom1
    27 kwietnia, 2018 at 10:22

    Czy pytanie wyskakuje samo czy trzeba się przebijać przez ten kreator powitania?

    W Ubuntu MATE okienko o telemetrii wyskakuje dopiero po instalacji. Można podejrzeć co się wysyła, a potem „send” albo nie.

  12. Piotr Śliwka
    27 kwietnia, 2018 at 17:08

    Siema 🙂 . Korzysta ktoś z Ubuntu 18.04 ze środowiskiem GNOME ? Obawiam się,że na 4 GB RAM’u zje pewnie z połowę ?

  13. Aer
    27 kwietnia, 2018 at 17:19

    Postawiłem wirtualke na MacOSie, ustawilem 2GB ramu i chodzi stosunkowo płynnie.
    ale na dobrą sprawę mialem odpalony jedynie terminal z interpreterem haskella, sublime text i firefoxa

  14. Piotr Śliwka
    27 kwietnia, 2018 at 17:23

    Potestujem,zobaczym i ocenim 😀 A ja właśnie odwrotnie ,nie uznaję VM,lecz tylko Real Hardware niestety 😛

  15. Aer
    27 kwietnia, 2018 at 18:13

    nie mam potrzeby posiadania Linuxa na fizycznym sprzęcie mając maca 😛

  16. Name
    27 kwietnia, 2018 at 18:56

    A co będzie ze „świeżością” tego wydania za 5 lat…?

  17. Majster Klepa
    28 kwietnia, 2018 at 4:44

    Do poprawy – większość linek odnosi się do wersji beta-2 😉

  18. 28 kwietnia, 2018 at 5:07

    Poprawione 🙂

  19. Roman syn Ryżu
    28 kwietnia, 2018 at 6:35

    To nie zależy od automatów, tylko ich autorów.

  20. Roman syn Ryżu
    28 kwietnia, 2018 at 6:38

    To są pobożne życzenia. Celem autorów stron nie jest wygodna użytkowników tylko ilość kliknięć w reklamę i ilość jej ekspozycji.

  21. Roman syn Ryżu
    28 kwietnia, 2018 at 6:41

    Gehenną? Przecież to jest od czasów Windows XP. Większość osób nawet nie wiedziała, że standardowy klient Gadu-Gadu miał dostęp do globalnego odczytu klawiatury. Gehenną to są 10 letnie luki w OpenSSL.

  22. Roman syn Ryżu
    28 kwietnia, 2018 at 6:44

    Dla entuzjastów świeżości są inne wydania i dystrybucje.

  23. Inter
    28 kwietnia, 2018 at 8:46

    Jedno jest powiązane z drugim. Bez wygody użytkownika nie będzie kliknięć w reklamę. Z resztą wiele zależy od profilu strony www. Jeśli jakaś strona jest sama w sobie reklamą/wizytówką to nie umieszczasz na niej obcych reklam.

  24. bjorn
    28 kwietnia, 2018 at 15:19

    Jest się czym chwalić, wpisanie kilku znaków pozwalało każdemu zalogować się na hasło roota. Czy przechowywanie hasła root jako zwykły plik tekstowy. To tylko dwa przypadki jakie wymieniłem tego szpanerskiego MacOS. O trojanach i tylnych furtkach NSA, CIA, FBI, Mossad nawet się nie wypowiem, gdyż to oczywista oczywistość. Do tego kernel kopiowany z NetBSD i FreeBSD. Ale mam ogryzek za który przepłacilem, a mógłbym mieć w tej cenie laptop z i9 i 64GB RAM 😉

  25. Arkadiusz Plich
    28 kwietnia, 2018 at 16:17

    Wrzuciłem wczoraj (debian sid miał problem z xorgiem na intelu [drm_kms_helper]) i generalnie chodzi fajnie. Co prawda trzeba było zmienić motyw i ikony (serio canonical nie potrafi oddelegować jednego, dwóch grafików i jakiegoś kodera by się tym zająć na lata?) i jest serio spoko 😉

    Szkoda że nie da się z poziomu instalatora zaszyfrować partycji / i /home jeśli były już wcześniej utworzone.

  26. Aerowski
    28 kwietnia, 2018 at 22:18

    szczerze mówiąc, dopóki to wszystko po prostu działa i nie wymaga ode mnie praktycznie nic, a ja sam nie jestem pracownikiem NASA przechowującym na komputerze sekretne informację to tak średnio mnie to obchodzi 😉 Grzebanie w Linuxie mi się po prostu znudziło

  27. Onliniak
    28 kwietnia, 2018 at 23:09

    Też mam 4GB i działa płynnie, a 2 gb to bierze Win 10. Na czystym jest chyba 1.2 GB, na Budgie 800 MB. Oczywiście przy minimalnej instalacji. W każdym bądź razie nie masz co narzekać, u mnie udało się nawet uruchomić Gnoma + Wine + ELEXa (razem ze 3-4 GB ram, swap wytrzymał). Choć dla świętego spokoju używam XFCE.

  28. Pseudodrummer
    29 kwietnia, 2018 at 16:46

    Postawa „ja nie mam nic do ukrycia.”Typowa,dla pewnej grupy wiekowej,i pewnego IQ.
    Może nawet szczera.
    Takie osoby często mówią po prostu to co myślą,wystarczy dać mówić.

  29. Aerowski
    29 kwietnia, 2018 at 21:52

    ale tu nie chodzi o postawe „ja nie mam nic do ukrycia” tylko śmieszność argumentu powtarzanego jak mantra o tym złowieszczym szpiegostwie, tak jakbym był łakomym kąskiem dla CIA, które może zobaczyć, że o 10 rano zakodziłem coś w Scali, a o 12 oglądnąłem film 😉

    e: nie system, a użytkownik jest furtką.

  30. Pseudodrummer
    30 kwietnia, 2018 at 1:03

    A nie mówiłem?

  31. b3mol
    30 kwietnia, 2018 at 6:55

    Myślę, że nie zupełnie. Instalator wrzuca na dysk wszystko a potem usuwa „dodatkowe ” pakiety. Zatem tak czy siak potrzebujemy dużej partycji do instalacji. Ale to i tak plus, bo automat zrobi za mnie większość tego, co robię za raz po instalacji.

  32. Pseudodrummer
    30 kwietnia, 2018 at 23:53

    A czy jest coś,co zastępuje kuser?
    Nie ma tego w repo,podobnie jak knemo

  33. pavbaranov
    1 maja, 2018 at 7:32

    Kuser – niestety – ostatnią wersję, jaką udało mi się zbudować ma z 16.08. Brak rąk do pracy w KDE, by rozwijać dalej. Ułomna jego wersja jest modułem systemsettings. Niektóre dystrybucje próbują sił we własnym zakresie (KaOS, OpenSUSE) robiąc podobną aplikację.
    KNemo też od lat się nie rozwija.
    Niemniej jednak, obie aplikacje są możliwe do zbudowania i działają. To, że nie ma ich w Twojej dystrybucji, to kwestia jej deweloperów. Możesz zbudować paczkę we własnym zakresie, albo poprosić kogoś, by to zrobił.
    Alternatywy dla nich znajdziesz np. na alternetiveto.net

  34. Dobrecki
    3 maja, 2018 at 15:33

    „…mantra o tym złowieszczym szpiegostwie, tak jakbym był łakomym kąskiem dla CIA…”

    Kiedy prześledzić polską historię, policzyć rzezie które naszej inteligencji urządzili zachodni i wschodni sąsiedzi, plus rzeź szlachty zaaranżowana przez Austrię …
    Kiedy prześledzić historię współczesną, na ten przykład tajemnicze działania „seryjnego samobójcy”, gen. Petelicki, Lepper…
    Do tego wszystkiego dodać możliwości gromadzenia informacji przez tzw Big Data, a potem obrabiania ich przez bardzo zaawansowane algorytmy, które można porównać do Syntetycznej Inteligencji …

    Osobiście byłbym bardzo ostrożny w beztroskim udostępnianiu wiedzy o sobie na prawo i lewo. Nawet pozornie niewinnych zapytań do google, czy listy filmów wyświetlanych na youtubie.
    Cholera wie kto i jakie wnioski na podstawie tych danych wyciągnie? I jakie przyjdą rozkazy w sprawie osób na przykład o takim wskaźniku IQ? Może znów się zaczną seryjnie zacinać hamulce w samochodach, albo wzrośnie liczba nieoczekiwanych wisielców-samobójców?! O dziwnych katastrofach samolotowych nie wspominając.
    Bo czy dla Polaków, patrząc historycznie ma większe znaczenie, czy rozkazy wydane zostaną w BND, FSB czy CIA?

  35. Dobrecki
    3 maja, 2018 at 16:17

    @Pseudodrummer:disqus @salvadhor:disqus
    Dzięki za podpowiedź kiedy pytałem o system, od kilku dni testuję Kubuntu w tej wersji, znaczy 18.04 LTS.
    Jest stabilne i nudne jak flaki z olejem. Podoba mi się! 😉
    Dopracowane dużo bardziej niż ostatni Mint 18 z Plasmą, którego sobie odpuściłem po kilku podejściach.

    Wyraźnie lepsza responsywność, na moim laptopie lepszy obraz i dźwięk, mniejsze zużycie pamięci (porównując do Minta 17.3, na którym do tej pory siedziałem), faktycznie nie potrzebuje swapa, start systemu ok 20 sekund(Mint 17.3 ok 1 minuty), nieco krótszy czas pracy na baterii(?!), spójny, estetyczny wygląd, póki co więcej grzechów nie pamiętam.

    Poeksperymentuję jeszcze z tydzień, dwa. A potem reinstalka od zera i mam chyba system na kolejne 3 czy 4 lata.

  36. pavbaranov
    3 maja, 2018 at 18:01

    Jak Ci się Kubuntu 18.04 podoba, to spróbuj jeszcze opartego na tej wersji Neona. Będzie za jakiś czas. Niebawem. Różnica? W Neon masz współczesne, wspierane KDE Apps.

  37. Pseudodrummer
    3 maja, 2018 at 18:34

    Ja jeszcze czekam na Mint XFCE i Cinnamon.Po Cinnamon się wiele nie spodziewam,już trochę przetestowałem i szału nie ma.XFCE jednak wyprzedza swój czas…
    Kubuntu bardzo fajne,fakt,brak paru rzeczy,ale da się je zastąpić.
    I z obowiązku sprawdzę jeszcze,tak jak mówi @pavbaranov:disqus ,Neona,jak zrobią go na 18.04.

  38. pavbaranov
    3 maja, 2018 at 19:46

    Gwoli ścisłości: nie polecam Neona. Po prostu z dwu złych dystrybucji opartych KDE (Neon vs. Kubuntu) lepsze wrażenie robi Neon. Obie jednak – są złe w swych założeniach.
    Jeśli jednak chodzi o XFCE, które wyprzedzać ma swój czas… Tak, samo DE miłe jest i super i wspaniałe. Problem, że oparte na zaniechanych już i niewspieranych technologiach. Sam musisz sobie zatem odpowiedzieć na pytanie, czy „wyprzedza swój czas”. Na „gównoburzę” w tym zakresie nie chce mi się odpowiadać.

  39. Pseudodrummer
    3 maja, 2018 at 20:13

    I nie chodzi o odpowiedź:)
    Co do Neona,to był skrót myślowy,myślę,że dobrze znamy z Dobreckim Twoje zdanie,po prostu szybko pisałem:)

  40. pavbaranov
    3 maja, 2018 at 20:41

    Mint – o ile wiem, jako zbudowany na Ubuntu – nie posługuje się sterownikiem Intela (xf86-video-intel) a tzw. modesetting, które jest wbudowane w kernel. Manjaro korzysta ze sterownika intel.
    Grzanie się jednak, może być związane z firmware (i najczęściej jest).
    XFCE jest dość mocno starą technologią, która z zasobów CPU/GPU korzysta bardzo oszczędnie – być może tu leży pies pogrzebany i dlatego (cokolwiek) oparte o XFCE grzeje CPU/GPU mniej.
    Generalnie – wpierw poznać hardware, potem znaleźć rozwiązanie.
    XFCE, LXDE, LXQT, czy jakikolwiek WM winien generalnie mieć mimo wszystko mniejszy apetyt na CPU/GPU i nie powinien „grzać” tych komponentów. Do tego samego efektu można dojść również w bardziej „nowoczesnych” DE, ale pewnie trzeba będzie się pobawić nad zrozumieniem o co chodzi.

  41. Pseudodrummer
    3 maja, 2018 at 20:51

    Tak,ale jak to zrobić,uwzględniając,że planuję wymianę laptopa.Cóż,mój stary Del Latitude e5430 lata chwały ma już za sobą,i już na siebie zarobił.Przypuszczam,że nowsze procesory,nawet ze zintegrowaną grafiką,lepiej sobie radzą.
    Ze sterowników mam:
    bcmwl-kernel-source 6.30.223.271+bdcom-0ubuntu1~1.2
    intel-microcode 3.20180312.0~ubuntu16.04.1.

    xf86-video-intel nie mam

    Pytanie:
    jak zrobić i co w Manjaro,aby się laptop ten który mam nie grzał?

  42. Inter
    3 maja, 2018 at 21:13

    A ja mam wrażenie, że XFCE zatrzymał się w czasie. Najnowsza wersja sięga pamięcią do stycznia 2015. Coraz bardziej doskwiera im chyba brak zapału i rąk do pracy. Thunar wciąż w tyle choćby za PCManFm. Jedyne co jest super w tym środowisku to stabilność…

    W KDE odkryłem właśnie „Titled Menu” i to jest kolejny powód, poza doskonałym Dolphinem i Krusaderem dla którego zostanę z tym środowiskiem na dłużej. Uwielbiam ustawiać sobie ulubione aplikacje niczym klocki. Wszystko pod ręką w jednym miejscu.

  43. pavbaranov
    3 maja, 2018 at 21:38

    Odnośnie „stary laptop” i cokolwiek (może być Manjaro) – w pierwszej kolejności… przeczyścić, dać nową pastę itp. itd.
    Dlaczego Manjaro? Lubisz Minta, lubisz debowe dystrybucje – zostań przy nich. Po co się męczyć?
    Jeśli jednak – to więcej info i na jakimś forum najlepiej. Masz polskie manjaro.pl, masz nasze, masz oficjalne forum Manjaro. Musisz jednak podać tam nieco rzeczy. Jedynie z informacji, że się grzeje absolutnie nic nie wynika i nie można wywnioskować dlaczego, nie mając wiedzy o tym, co tam w bebechach jest i jak to oprogramowane oraz jak ustawione.
    W przypadku jednak wyboru dystrybucji pacmanowych, to osobiście jednak polecałbym jakiekolwiek distro w większym stopniu oparte o Archa niż Manjaro, jeśli ma ono być oparte o Archa (ot, choćby Antergos, RebornOS, czy – najlepiej – AnarchyOS). Dlaczego? Cóż – to temat na długą dyskusję lub jedno zdanie.
    Jeśli planujesz wymianę, to mocno polecam pobawić się w znalezienie takich „klocków”, które w obecnym rozwoju linuksa nie powodują problemów. W zależności od tego, czy nowy, czy z odzysku, to proponowałbym rozgląnąć się za laptopami opartymi o Intela, Intela+AMD, albo AMD (tutaj starsze APU będą na poziomie I3) i stronić obecnie od NVidii (chyba, że to absolutnie świadomy wybór), oraz od wifi Broadcoma. Gdybym miał to ostatnie doradzać, to albo Intel, albo Atheros (sam tych używam od kilku ładnych lat i absolutnie nie robią problemów). Najlepiej po prostu wypytać/sprawdzić jak już będziesz miał upatrzone. Im mniej komponentów, które są OS-problematyczne – tym lepiej. Najlepiej po prostu by takowych w systemie w ogóle nie było. Musisz jednak patrzeć przede wszystkim przez pryzmat zastosowań. „OMCPerkusista” – czyt. jakieś „dźwiękowe” zastosowania? To może kernel RT by się przydał. Itp.
    Pomijając sporo problemów na początek, jakie może sprawiać Arch przez swoją inność od Debian/*buntu ma on jednak jedną niezaprzeczalną zaletę: jeśli trzeba tu sobie doinstalować oprogramowanie, a go nie ma, to zrobić je dla/pod siebie, to przysłowiowe 5 minut. A wojenki między „stable” vs. rolling release (czyt. niestabilne) między źle pojęte, debianowe przyzwyczajenia włożyć.

  44. trb
    4 maja, 2018 at 11:35

    Spróbuj zainstalować TLP – jako że to Archowaty, to będziesz jeszcze musiał manualnie go włączyć (jest na wiki). Na moich lapkach robi to sporą różnicę, jeśli chodzi o temperatury/czas pracy na baterii. Ewentualnie spróbuj z innym kernelem, w sumie w rolling może być to wszystko, ale nie chce rozpoczynać gównoburzy 😛

  45. Dobrecki
    4 maja, 2018 at 14:09

    Się wie że trzeba wypróbować i Neona. Zrobię to zaraz po przetestowaniu aktualnego Kubuntu, bo mam go zamiar reinstalować po tygodniu lub dwóch eksperymentów.

    A w Downloadzie Neona widzę datę 3 maja.
    Dzięki. 😉

  46. Pseudodrummer
    4 maja, 2018 at 14:26

    To prawda,Dolphin jest po prostu świetny.Wogóle Plasma na tyle możliwości…
    W Dolphin brakuje mi tylko,aby można było pliki /katalogi oznaczać symbolem,jak jest w xfce,mate,cinnamon.Kiedyś taka funkcja była w KDE 3…
    XFCE jest stare,ale działa….
    Zresztą już jest prawie całe przepisane na GTK3

  47. Dobrecki
    4 maja, 2018 at 14:27

    Patrzyłem na przeciętną specyfikację tego twojego Della. Na moje oko to jako laptop roboczy może jeszcze całkiem dobrze służyć. Natomiast jako centrum multimedialne może już nie wyrabiać. To jednak laptop.
    Znam to z autopsji. Niby będzie chodzić, ale o komforcie można już zapomnieć. A nawet jeśli coś się uda wydajności wyszarpać, to na miesiąc, góra trzy i potem znów się zaczną akrobacje.
    Ale o czym tu mówić, skoro żona przestała mi głowę suszyć że jej Facebook muli albo że ulubione Candy Crush Saga nie działają jak trzeba, dopiero przy 4 GB RAM-u i 4 rdzeniach procesora. Na smartfonie. To było dwa lata temu, dla ścisłości. 😀

    Wodzu, trzeba chyba zacząć myśleć o nowym laptopie? Bo na to że Facebook, Microsoft czy Google zmniejszą apetyty swoich aplikacji na zasoby sprzętu, to chyba już nie ma co liczyć?

    PS Ja pod Linuxa zwykle dobieram jakieś 30% więcej mocy. Nie muszę się potem przejmować brakiem optymalizacji – „bo to nie Winda”.

  48. Pseudodrummer
    4 maja, 2018 at 15:16

    Myślę,myślę.
    założenia:
    1.złącze stacji dokującej
    2.lepszy procek z lepsza grafiką
    3.16GB ramu
    4.lżejszy niż ten co mam
    5.matryca 14-15 cali

  49. Pseudodrummer
    6 maja, 2018 at 15:50

    A tak z ciekawości:

    „Thunar wciąż w tyle choćby za PCManFm”
    A w czym dokładnie?

  50. Pseudodrummer
    6 maja, 2018 at 16:51

    hmm,jestem laikiem,ale myślę,że znacznie lepiej niż ze „świeżością” Twojego komentarza:)

  51. Dobrecki
    9 maja, 2018 at 13:03

    A jakieś rozwinięcie tych różnic?
    Wypróbowałem właśnie neon-useredition-20180503-1023. W wersji Live, bez instalowania póki co. Wygląda na lżejszy ale i sporo uboższy po instalacji od Kubuntu. Nie to żeby było problemem dorzucić te cztery czy pięć potrzebnych programów … Ale co się zyskuje a co traci korzystając z Neona? Patrząc na przykład z pozycji użytkownika w firmie?

    Sorki jeśli pytanie jest naiwne, ale jakoś nie umiem znaleźć zbyt dużo konkretnych opisów samego Neona. A ty siedzisz w tej tematyce po uszy, jesteś na bieżąco i dysponujesz potężną wiedzą pozwalającą porównywać ze sobą różne systemy..

  52. pavbaranov
    9 maja, 2018 at 16:20

    Oki. Gwoli ścisłości, to w debowych dystrybucjach z KDE obecnie nie siedzę. Jedynie sprawdzam od czasu do czasu co się dzieje. Masz absolutną rację, że konkretnych opisów Neona po prostu brak. Obecnie. Kiedyś jakieś były, ale Riddell chyba się podłechcił, że „oto ma ‚oficjalną’ dystrybucję KDE, rozwijaną przez twórców KDE”. Od tej pory informacji tyle co na plakacie 🙂
    Już kiedyś to pisałem, ale powtórzę, a na koniec odniosę się do stwierdzenia „pryzmat użytkownika w firmie”.
    Neon. Ten zawsze jest oparty o aktualne Ubuntu (nie Kubuntu) LTS. Z pewnym poślizgiem w stosunku do oryginału. W „normalnym” czasie (teraz jest ów „nienormalny”) oferuje kilka swoich wydań. Zwykle cztery. Do wyboru, do koloru masz:
    – wersję „User”; oferuje aktualne wydanie Plasma,
    – wersję „User LTS”: oferuje aktualne wydanie Plasma LTS,
    – dwie wersje deweloperskie:
    GIT stable – jest wersją odpowiadającą User, ale z patchami Plasmy z nadchodzących wydań poprawkowych, które tu się pojawiają wcześniej,
    GIT unstable – to jest wersja oferująca na bieżąco nadchodzące „duże” wydanie Plasmy wg stanu z chwili budowania.
    Obecnie – ze względu na to, że aktualne wydanie Plasma 5.12 jest jednocześnie jej LTSem, nie masz wydania „User LTS”.
    We wszystkich wydaniach zwykle jest stosunkowo nowe KF5, bywa że Qt5 również jest nowsze. Z KDE Apps – różnie, ale jak sprawdzałem nie polegało to na przekopiowaniu debów z Kubuntu, a robili własne. Wówczas, gdy się bawiłem były one o bodaj 2, czy 3 wydania młodsze od dostępnych w Kubuntu.
    Kubuntu. Tu również masz kilka wydań. Bieżące (czyli to ze wsparciem 9 miesięcznym), bieżący LTS (obecnie 18.04) i stary LTS (obecnie 16.04) i jeszcze starszy LTS (obecnie 14.04). Oczywiście może się zdarzyć, że ów „jeszcze starszy LTS” nie będzie już miał wsparcia. Mówimy o stanie dzisiejszym.
    Ograniczając się do KDE. Niemal wszystkie wersje Kubuntu zawierają stare wersje oprogramowania z KDE. Wersja 14.04, to w ogóle śmiech, albowiem tu jeszcze pokutuje KDE4. W wersjach innych, jeśli nie używasz kubuntu-backports nie otrzymasz nowszych wydań, a te które przychodzą… i tak są często nieaktualne. Często samo wydanie jest już nieaktualne w chwili swej publikacji.
    Wiem, że „nie liczą się numerki”, ale… No właśnie, ale Ci, którzy tak twierdzą w przypadku KDE po prostu racji nie mają. Nie chce mi się raz kolejny rozwijać tego tematu, ale – pomijam KDE Apps, bo to jest dość mało istotne – pozostałe 3 elementy, które składają się na to środowisko (Qt5, KF5 i Plasma 5) są dość mocno od siebie zależne. Każdy z tych elementów wymaga minimalnej wersji poprzedniego (patrząc od końca). Także aplikacje (nie tylko od KDE) rozwiajane na Qt5 czy wykorzystujące KF5 wymagają ich w określonej wersji minimalnej. Obecna wersja dostępna we wspieranym jeszcze bodaj 3 lata wydaniu 16.04, to Qt5.9. Jest ona wystarczająca dla budowy Plasma 5.12 (całe szczęście LTS, ale ten ma wsparcie do gdzieś połowy przyszłego roku, o ile pamiętam). Następna wersja (15.13 wymaga już Qt5.10 i KF5.46). Pół biedy, jeśli przez okres życia takiego LTS Kubuntu – (K)Ubuntu będzie dostarczało aktualnych środowisk (tj. wspieranych) oraz odpowiednich dla nich Qt5 i KF5. Istnieje takie prawdopodobieństwo, a pewności brak. Jedno jest wiadome – wydanie 14.04 nadal ma „wsparcie”, ale w zakresie KDE, które tam jest nie można liczyć już na jakiekolwiek wsparcie i to praktycznie nawet, jeśli wykryta zostałaby nagle w nim dziura umożliwiająca wyniesienie użytkownikowi całego domu pod jego nieobecność, a jego samego przeniesienie na łono Abrahama.
    Innymi słowy: odpowiadające sobie wydania Kubuntu oraz Neon mogą, ale nie muszą – z punktu widzenia KDE – zawierać te same wydania jego składników.
    Dlaczego to ważne? Cóż… KDE przeszło na bardzo intensywny cykl wydawniczy, który w zasadzie można byłoby przyrównać do semi-rolling. Tak, są to wydania, ale… KF5 pojawia się raz na miesiąc i przynosi ok. kilkudziesięciu poprawek, w tym zarówno tzw. nowych funkcjonalności, ale najczęściej i w największym stopniu są to poprawki błędów, które cały czas wychodzą. Tutaj są poprawiane także błędy, które znalezione zostały w starszych wydaniach, ale naprawione dopiero w obecnych. Może się zdarzyć, że błąd był zaobserwowany np. w 5.32 (co nie oznacza, że wcześniej nie istniał), ale naprawiony zostanie dopiero w nadchodzącym wydaniu 5.46. Jednocześnie niektóre commity z tego wydania dają się nałożyć na wcześniejsze, a niektóre nie. Jakoś nie zaobserwowałem, by w Kubuntu spieszyli się z naprawieniem bugfiksów z obecnych wydań w tych, które są oferowane przez nich (ale to Ty siedzisz na ubuntowych, to możesz mi podrzucić changelogi – nie bardzo chce mi się ich teraz szukać i analizować; jak je podrzucisz – obiecuję się tym zająć). Podobnie jest z Plasmą, która ma swoją wersję LTS wspieraną ok. 18 miesięcy i bierzące wydania (bodaj 3 do roku, wspierane przez ok 4 miesiące). Podobnie z KDE Apps. Jednocześnie twórcy KDE w coraz większym stopniu przyjmują zasadę: wspieramy to, co jest aktualne. Jeśli im zgłosisz coś z KDE4 – temat po prostu zostanie zamknięty – środowisko niewspierane. Jeśli zgłosisz z obecnego „KDE5” to w zależności od tego czy będzie to aktualne wydanie (np. Plasma 5 LTS lub „bieżąca”) czy też wydanie starsze, uzyskasz często wyłącznie informację – zaktualizuj do nowszej wersji i jeśli problem występuje nadal – zgłoś; jeśli obecnie nie masz wersji aktualnej – poproś opiekunów swej dystrybucji o aktualne paczki – my je dostarczyliśmy). Z problemem zostajesz po prostu sam.
    I w zasadzie to co napisałem na końcu winno zostać oddzielone i wprowadzone do – chyba głównej – odpowiedzi: „pryzmat użytkownika firmowego”.
    Moim zdaniem KDE w niemal wszystkich linuksach wydawniczych, szczególnie o tak długim wsparciu jak *buntu LTS jest nieporozumieniem. Po prostu model wydawniczy KDE oraz model wydawniczy takiego *buntu LTS nie przystają do siebie. Jeśli już myśleć pryzmatem jakiegoś LTS, to winien być od dostosowany do cyklu wydawniczego Plasmy, oferując ją w wersji LTS oraz dostarczając aktualizacje Qt5, na którym jest oparte oraz na bieżąco dostarczając KF5 (czyt. co miesiąc). Najbliżej do takiego wzorca jest OpenSUSE Leap, choć i ono się rozbiega od czasu, gdy w Zuśce w większym stopniu pokłonili się nad Gnome. Można się zatem zdecydować na jakieś rozwiązania (tak w firmie) typu rolling/semi/quasi release (do takich zaliczyć można Neona). Tylko tutaj, w przypadku napotkania problemu możesz w ogóle liczyć na jakiekolwiek wsparcie ze strony tzw. upstreamu. Niestety musisz przyjąć do wiadomości, że deweloperzy prawie każdej dystrybucji (większości) to po prostu pakowacze źródeł. W ten sposób, za takiego wielkiego dewelopera można uznać i mnie, skoro swój system – bardzo często – mam stworzony bezpośrednio ze źródeł, nakładając na niego ewentualne patche od upstreamu (rzadziej od osób trzecich) 🙂 Oni Ci nie pomogą prawie w żadnym stopniu. Zwróć uwagę na informację o przesyłaniu błędów w Kubuntu: błędy paczkowania – do nas, inne – do KDE 🙂 Deweloperzy Kubuntu praktycznie nie udzielają się przy tworzeniu tego środowiska. Część (jakieś 99%) deweloperów Neona – jak najbardziej. To oznacza, że sygnalizując jakąś potrzebę Kubuntu nie uzyskasz prawie żadnego wsparcia. Sygnalizując Neonowi – możesz. I to – z punktu widzenia „firmy” – chyba najważniejsze. Dodatkowo musisz sobie jeszcze dodać „nawis inflacyjny” samego LTS jakim bywa *buntu, gdzie znajduje się oprogramowanie, na którym bazuje oprogramowanie KDE. „Zadowoli” się każdą wersją, ale np. wersja w LTS, a wersja pozbawiona błędów to różnica kilkunastu. Efekt jest taki, że ktoś, kto nie trzyma się kurczowo owego LTS ma oprogramowanie od KDE, które po prostu działa. Ktoś, kto ma KDE na LTS ma coś co może działać bardzo dobrze, ale nie musi. W tym drugim przypadku nic nie zmusi KDE do poprawnego działania. I tu jest różnica.
    Inna sprawa, że na środowisko (DE) firmowe – gdybym ja miał być za to odpowiedzialny – wybrałbym coś, co nie ulega tak częstym zmianom jak KDE. Najlepiej oparłbym to o dobrze oprogramowane WM (np. OpenBox, i3, Sway…). Miałbym spokój w istocie na lata. Kto wie, czy nawet nie na dłużej niż 3-4. Pryzmat owych 3-4, a w przypadku Kubuntu LTS to raczej 5 lat – jest po prostu absolutnie niedostosowany do Plasma, a „wsparcie” można sobie między bajki włożyć.
    I sorry, że tak długo. Inna sprawa – że to na pogawędki. Zatem jeśli będziesz miał ochotę kiedyś o takich rzeczach pogadać, to zapraszam na IRC np. dobreprogramy.pl albo archownia.pl – często tam bywam. Są też inne osoby.

  53. trb
    9 maja, 2018 at 20:54

    Pytanie nie do mnie, ale wtrącę swoje 3 grosze – jeśli chcesz mieć system „zainstaluj i zapomnij”, to unikaj dystrybucji ciągłych. Neon ma co prawda pod spodem Ubuntu LTS, ale wszystko co związane z KDE jest uaktualniane i razem z poprawą bugów i nowościami, dochodzą nowe babole i to całkiem poważne. Najlepiej znaleźć taką wersję LTSa, która Cię zadowala w obecnej wersji i mieć później spokój. Wybrane aplikacje zazwyczaj można uaktualnić za pomocą backportów, PPA czy binarek od twórców.

  54. pavbaranov
    9 maja, 2018 at 21:17

    Cóż… napisałem Dobreckiemu całkiem sporą odpowiedź, której… nie ma 🙂
    Odpowiem Tobie – jeśli chodzi o KDE to nie istnieje obecnie żadna dystrybu cja, która kojarzyłaby swój (czyt. dystrybucji) LTS ze wspieraniem oprogramowania KDE. Najbliżej do takiego „ideału” jest OpenSUSE Leap lub Neon LTS User Edition lub Neon User Edition.
    Wszelkie inne pomysły to wyłącznie dystrybucje typu rolling (semi/quasi cokolwiek). Żadna inna dystrybucja nie zapewnia cienia wsparcia dla oprogramowania, które stanowi – bądź co bądź sporą część – systemu, z którego korzystamy.
    Korzystam z rolling release. Owych „nowych baboli” mam zdecydowanie mniej od nieusuwalnych baboli w dystrybucjach wydawniczych. Tu przynajmniej mogę liczyć, że błąd zostanie usunięty. W tamtych, że mogę zadzwonić: 3x w parapet i 2x w rynnę, albowiem nikt nie wspiera tej wersji oprogramowania, które znajduje się w owej wydawniczej dystrybucji.
    I raz jeszcze powtórzę: KDE jest absolutnie nieciekawym pomysłem do korzystania przez 3-5 lat na zasadzie: zainstaluj i zapomnij. Tu zdecydowanie lepiej sprawdzają się DE o zdecydowanie mniej progresywnym rozwoju. Proponowałbym XFCE, LXDE, LXQT lub – jeszcze lepiej – jakiś WM jak OpenBox czy i3/sway.

  55. 9 maja, 2018 at 21:40

    Odnalazłem, przywróciłem. System „dyskusyjny” wybiórczo traktuje komentarze z linkami. Muszę częściej przeglądać, co też uznaje za spam.

  56. pavbaranov
    9 maja, 2018 at 21:55

    A dzięki. Nie będę musiał drugi raz pisać. Fakt, że pisałem to z innej przeglądarki niż zwykle. Może mu się FF nie spodobał? 🙂

  57. trb
    9 maja, 2018 at 22:10

    Pewnie punkt widzenia zależy od osobistych doświadczeń dla danej konfiguracji sprzętu i oprogramowania, dla mnie dystrybucje ciągłe okazywały się mniej stabilne od LTSów. Co prawda nie można już za bardzo liczyć na wsparcie upstreamu, ale jeśli wszystko działa tak jak oczekujemy (m.in. dlatego że zostało wcześniej przetestowane przez odpowiednią ilość czasu, przed odpowiednią ilość osób…) to czy naprawdę tego potrzebujemy ? Problemem mogą być łatki bezpieczeństwa, ale poważne dystrybucje łatają je na własną rękę. Tak jak piszesz, rozwój KDE jest bardzo szybki, niestety jest też obarczony dużą ilością błędów, i nieraz ich bilans przy podbiciu kolejnej wersji był dla mnie niekorzystny, szczególnie dla wersji 5.11 wzwyż. Drugim problem przy dystrybucjach w pełni ciągłych, jest kompatybilność poszczególnych klocków – przykładem z ostatnich miesięcy NetworkManager i udisk. Tutaj rzeczywiście lepsze są mniej skomplikowane rozwiązania (WM), ale nie rozwiązują wszystkich problemów, np z nowymi wersjami fontconfiga. Moim zdaniem do pracy takie rozwiązania się nie nadają, bo nie jesteśmy w stanie przetestować wszystkich elementów systemu po każdej aktualizacji, a babol może wyjść w najmniej oczekiwanym momencie.
    Jestem też przeciwny specjalnemu traktowaniu KDE – skoro inne duże środowiska są do ogarnięcia dla większości dystrybucji, to widać wina leży też po stronie KDE.
    Obecnie na dwóch kompach mam Debiana 9 (w tym jednego z Plasmą) i póki co chodzą ładnie i stabilnie jako systemy biurkowe. Może jest nieco nudno i pozostały pewne ograniczenia w stosunku do najnowszych wersji, ale mogę skupić się na robocie, zamiast na systemie.

  58. jl
    10 maja, 2018 at 7:40

    Pavbaranov kiedyś proponowałeś mi Neptune,spróbowałem,niestety jak dla mnie zbyt opasłe,podobnie jak inne Opensusy czy Mageie,główny mój system to Sparky XFCE,ale testowo postawiłem Debiana testinga z KDE i jak na razie jest ok,chociaż nie wiem czy Sid nie byłby lepszy dla KDE,w końcu Sid to chyba odpwiednik Archa;-)

  59. pavbaranov
    10 maja, 2018 at 10:21

    Jedną z największych bzdur jest, że Sid jest odpowiednikiem Archa. Nie jest i z założenia nigdy nie będzie. Już prędzej jakieś dystrybucje, które są oparte na Sidzie i mają na tyle własnych mocy przerobowych, że są to w stanie ogarnąć (czyt. jedna, dwie osoby nie wystarczą).
    Nie mam pojęcia co to znaczy „zbyt opasłe”. Ja np. w ogóle nie lubię instalować dystrybucji, które za mnie wiedzą co i jak mi zainstalować. Od Antergosa po Zorina.

  60. pavbaranov
    10 maja, 2018 at 10:45

    Jasne, że każdy punkt widzenia zależy od osobistych doświadczeń. Np. moje osobiste doświadczenia z Debianem są takie, że dobrego słowa o tej dystrybucji nie powiem, jak również (czy zwłaszcza) o jego supporcie 🙂
    Oprócz tego, co napisałeś o KDE trzeba sobie uświadomić, że de facto prawie nie istnieją dwie dystrybucje, które miałyby KDE na pokładzie i było to to samo KDE.
    Już gdzieś pisałem. Poczynając od paczek, które nie stanowią części KDE, ale są przez oprogramowanie KDE wykorzystywane, dając odmienny efekt nawet jeśli to KDE jest „tej samej wersji”, poprzez sposób skompilowania KDE (ma duże znaczenie), a kończąc na tym, że jeśli już uporamy się z poprzednimi kwestiami i te będą takie same, to następne 3 elementy (Qt5, KF5 oraz Plasma 5) muszą występować w tej samej wersji do trzeciej cyfry, nadto jeszcze… zawierać te same patche lub ich nie zawierać wcale. Dopiero wówczas można mówić, że KDE na np. Manjaro jest takie jak na Debianie Testing. No nie jest i nie będzie. To dwie różne implementacje KDE, z których okazać się może że obie chodzą bardzo dobrze, obie chodzą bardzo źle, lub jedna z nich lepiej od drugiej.
    Wracając jednak do wyboru środowiska firmowego opartego na linuksie. W moim przypadku pewnie dokonałbym dokładnie tego samego, co zrobiłem kilka razy dokonując wyboru linuksa dla firmy, dla siebie, dla moich bliskich – poznałbym i rozeznał potrzeby i możliwości. Wybór mojego obecnego systemu od chwili podjęcia decyzji, że dalej z Kubuntu mi nie po drodze trwał pewnie do 2 lat ogółem, w którym to czasie przetestowałem też inne rozwiązania (od Chakry po Sabayon z dłuższym przystankiem w Manjaro). Obecnie pewnie trwałby krócej i powiem tak:
    – gdybym ja miał być adminem takiego „zestawu firmowego”, to nie bałbym się postawić go na rolling release, ze szczególnym uwzględnieniem Archa (podkreślam jedną rzecz: ja jestem adminem i ogarniam to wszystko!); w takim przypadku – jeśli dla osób pracujących KDE okazałoby się najwygodniejsze, mógłbym owe KDE mieć jako DE (DE mogłoby być inne, ale tu nawiązuję do wcześniejszej dyskusji),
    – w przeciwnym przypadku, gdybym miał coś doradzać, to właśnie jakiś WM + flatpak. Dlaczego tak? Otóż instalując dobrze oprogramowane WM mogę spać spokojnie, że ów WM przez dłuższy czas mi się nie zmieni. Ręka w górę kto pamięta kiedy była wydana ostatnia wersja OpenBox, czy i3, która była jakimś przełomem (nie, nie chodzi mi o zmianę „skórek” spowodowaną przez Gtk). Z drugiej strony – jeśli ktoś potrzebowałby z jakiejś przyczyny nowszego oprogramowania, to to winno zapewnić mu oprogramowanie flatpak (jak już nabierze powszechności).
    I tylko w tym kontekście mówiłem o większym nadawaniu się WM jako podstawowego środowiska do firmy, funkcjonującego na zasadzie: wgrać i zapomnieć. Skoro już mówisz o problemach WM z nowymi wersjami fontconfig (to rozumiem, że przykład), to od tego jest dystrybucja, od tego jej deweloperzy, by zadbać o zminimalizowanie takich problemów. Jeśli jest to problem powszechny – nowa wersja nie powinna się ukazać. Jeśli jednak problem wynika ze specyficznego użycia określonych funkcji, rzeczy w owym WM przez użytkownika, no to cóż – wina tu użytkownika.
    Zawsze mówię – jeśli w stosunku do tego co dystrybucja dostarcza OTB użytkownik zmieni w jej konfiguracji cokolwiek, to odpowiedzialność za działanie bierze na siebie użytkownik (administrator).
    I alternatywą dla WM w firmie, mogłoby być dla mnie wyłącznie jakieś słabo (czyt. stosunkowo wolno) rozwijane DE, które jest jednak już po dokonaniu jakichś znaczących zmian, a nie przed nimi (stąd prędzej MATE niż np. XFCE, choć to drugie polecić bym chciał w pierwszej kolejności /ze względu na bardzo „spokojny” rozwój/).

  61. Dobrecki
    10 maja, 2018 at 14:56

    Wiedziałem do kogo się zwrócić, odpowiedź konkretna i na temat. To nie jest zbyt długie Pawle, to jest wyczerpująca odpowiedź na zadane pytanie. Wielkie dzięki! 😉
    Naświetliłeś mi temat czarno na białym i dzięki temu wiem już na czym stoję.

    – Jeśli po instalacji na dysku twardym Neon LTS będzie równie stabilny i responsywny jak Kubuntu 18.04 to zostanie na laptopie domowym. Bo z tego co widzę jest to dla mnie najoptymalniejsza dystrybucja do użytku prywatnego. Jak zacznie za bardzo grymasić, wracam do Kubuntu.

    W firmie póki co zostaję na Mincie LTS z XFCE, mam tam jakieś wsparcie, bodajże jeszcze ze 3 lata. Nie mam z nim żadnych problemów, więc nie muszę się spieszyć z wyborem następcy.

    Po pierwsze Ty i @trb:disqus rozjaśniliście mi mocno sytuację, ale i namieszaliście trochę w głowie.
    Po drugie, jakimś cudem co roku linuksowe dystrybucje chodzą na moim sprzęcie coraz lepiej. Odmiennie od Windowsa, który po około 5 latach wymuszał zmianę sprzętu, albo zabawę w rękodzielnictwo i akrobacje optymalizacyjne. Serio przez ok 5 lat laptop domowy przyspieszył mi realnie o jakieś 100%, albo i lepiej! To też zmienia spojrzenie na przyszłość sprzętu i systemów na niego.
    Po trzecie, zaintrygowałeś mnie koncepcją „jakiś WM(np. OpenBox, i3, Sway…) + flatpak”, ale tu dopiero mam się czego uczyć. Natomiast do firmy wydaje się to pomysłem prawie idealnym.

    Aha, i nie myl mnie proszę z administratorem Linuksów, nawet hasło „changelogi” musiałem dziś sprawdzić w Wikipedii. 😀
    Jestem po prostu przeciętnym, ale leniwym użytkownikiem, który lubi mieć pełen komfort przy korzystaniu z komputera.

    Jeszcze raz wielkie dzięki Pawle, sam bym to rozgryzał z pół roku jak nie lepiej! 😉

  62. Dobrecki
    10 maja, 2018 at 15:35

    @trb
    Odpowiem ci tu na oba posty, żeby nie pompować wątku.
    Pytanie jest jak najbardziej do Ciebie. I do każdego kto ma coś mądrego do napisania. A widzę że masz, i z większością tego co piszesz całkowicie się zgadzam.

    – Dystrybucje ciągłe gwarantują niespodzianki. Może niezbyt
    często, ale w firmie to i tak oznacza kłopoty.
    – W firmie faktycznie jadę na LTS-ie z XFCE(Mint, bo widział cały sprzęt z marszu). I nawet nie mam potrzeby wgrywania tam jakiś nowszych wersji softu.

    „Może jest nieco nudno i pozostały pewne ograniczenia w stosunku do najnowszych wersji, ale mogę skupić się na robocie, zamiast na systemie”.
    – Zadziwiające jak mało osób dziś zwraca uwagę na to by komputer był dyskretnym narzędziem do wykonania jakiejś pracy, pozwalającróżnym „rozpraszajkom” kraść sobie czas i uwagę.

    Dzięki za mądre, naprawdę praktyczne podpowiedzi! 😉

    PS Na @pavbaranov:disqus bierz poprawkę, jak może zauważyłeś przecenia on większość dyskutantów, z automatu uważając że mają oni podobne co on rozeznanie w temacie. To piękna cecha, ale biorąc pod uwagę rozległość wiedzy Pawła, najczęściej założenie jest z gruntu nieprawdziwe. 😉

  63. pavbaranov
    10 maja, 2018 at 16:25

    To jeszcze Ci podpowiem inne rozwiązania alternatywne dla Twojego domowego laptopu (inna sprawa o czymś, o czym zupełnie na końcu). Używając w przeszłości zarówno Debiana, jak i Ubuntu zauważyłem, że to ostatnie (wersja K) jest jakby bardziej mułowate, więcej biorące zasobów niż Debian. Być może zatem obok Neon LTS wypróbuj również Neptune OS: https://neptuneos.com/en/ To jakby alter ego Neona, ale na Debianie.
    Druga opcja – wiem, że jesteś przyzwyczajony do debowych dystrybucji, ale… Kurcze, też byłem. Używałem Debiana i Kubuntu przez kilka lat (z 5-6, jeśli nie więcej) i… „w życiu każdego misia nadchodzi taka chwila…” 🙂 – przestałem. Może jednak warto przeprosić się np. z OpenSUSE Leap? Tu też masz Plasmę LTS. Dodatkowo czas „istnienia” tej wersji Zuśki jest w większym stopniu powiązany z czasem „istnienia” Plasma LTS.
    Nie namawiam.
    Kwestia z początku. Z bólem serca muszę stwierdzić, że KDE na notebook, który wykorzystywany jest na bateriach nie jest wg znawców najlepszym wyborem (choć pewnie jestem w stanie tak „dociągnąć” KDE, że będzie działało długo). Tu dodatkowo ważny jest kernel w wersji min. 4.16 (duże zmiany zdecydowanie zmniejszające apetyt na baterię). Za jedno z najmniejżrących DE uchodzi natomiast Cinnamon, choć tutaj wstrzymałbym się z jakimikolwiek ruchami do uporania się przez zespół Gnome z wyciekami pamięci w Gtk (vide filmik na YT, gdzie gość klikając w menu „start” zapełnia 4GB RAM). Uporać się uporają, ale nikt nie mówi jeszcze kiedy.
    Teraz wróćmy do owego WM. Nikomu, kto ma doświadczenia z DE nie polecałbym instalacji i konfiguracji jakiegokolwiek WM pod siebie od zera. Zapłacze się na śmierć. Trzeba wziąć gotowe rozwiązanie. Takie są. Dystrybucjom *buntowym z flatpakiem nie po drodze (a snappy raczej mam w bardzo głębokim poważaniu), a zatem trzeba by się zainteresować czymś, co wspiera flatpaka. Pewności nie mam, ale oparty o Debiana BunsenLabs mógłby być dobrym rozwiązaniem. Ma wersję live – wypróbuj. To jest rozwiązanie oparte o OpenBox – który ma „standardowy” dla Ciebie sposób pracy (znany Ci z KDE/XFCE). i3/Sway to są WM operujące w świecie tillingu (najprościej wejdź na YT i zobacz jakiś filmik – na „żywca” mogę Ci polecić jedynie Manjaro i3: https://osdn.net/dl/manjaro-community/manjaro-i3-17.1.9-stable-x86_64.iso bo inny z łba nie przychodzi mi do głowy; też livecd i to akurat na pewno ma flatpak, a w zasadzie może mieć, ale to jest RR). Kwestia wyboru między i3 a Sway w tym przypadku to kwestia m.in. GPU. Jeśli masz NVidia – zapomnij o Sway lub będziesz zdany na nouveau dopóki NVidia nie pójdzie po rozum do głowy (Linus znów jakiś f..k! by się przydał). Osobiście, na komputer firmowy co najmniej mocno bym się zastanawiał nad wyborem czegoś, co pracuje w Waylandzie. Ze względów bezpieczeństwa.
    Żeby było śmieszniej, taki zestaw: WM+flatpak do ogarnięcia w przysłowiowe 5 minut.
    I jak zawsze jest jakaś alternatywa… LXDE, LXQT (tu wybór przede wszystkim zależny od tego jakich aplikacji Gtk/Qt więcej używamy, choć LXDE oceniam wyżej od LXQT jeszcze) lub… przyszłe wydanie XFCE4. Dlaczego? Bowiem to są „zwykłe” DE, a na dodatek mają jedną cechę – tutaj przez lata nic się nie dzieje. Z jednej strony to dobre – z drugiej złe. Cóż, samemu trzeba wybrać.
    A swoją ścieżką (nie namawiam broń boże, bo znów ktoś przyleci i będzie twierdzić, że nic nie robię tylko Archa wciskam :)) – przechodząc na RR, a w konsekwencji na Archa, miałem absolutnie wielkie obawy, że co rusz tu będzie jakiś „krach”. Fakt, przez jakiś okres łatwo nie było (i nie mówię nawet o Archu, ale o Chakrze, czy Manjaro do spółki z Sabayonem). Jednak jak to już ogarnąłem (co okazało się prostrze niż sądziłem i obecnie żeby mnie wołami ciągnęli to do żadnej debowej dystrybucji nie wrócę), to… Jest stabilne, jest jakie chcę, jeśli chcę i potrzebuję, to nałożę sobie łatkę szybciej niż zrobi to dystrybucja. Bo tu jakoś prosto tak 🙂 I raz jeszcze – nie namawiam absolutnie! Po prostu tekst z cyklu „pogromcy mitów”.
    No i znów sorry, że tak długo, ale mam nadzieję, że to co zagmatwałem/zagmatwaliśmy w jakiś sposób Ci się przyda.
    Dzięki za dobre słowa i jeśli chcesz, to jako relikt poprzedniej epoki bywam na IRC: #dobreprogramy.pl chyba będzie najodpowiedniejszy. W razie potrzeby – służę, czy też służymy (bo jest tam np. użytkownik i3) jakimiś poradami i mam nadzieję, że Twoje problemy się rozwiążą w krótszym czasie niż moje, gdy zdecydowałem się (świadomie!) na porzucenie Kubuntu (z którego byłem w miarę zadowolony).

  64. 10 maja, 2018 at 20:52

    IRC, ok, ale jakie serwery? 🙂

  65. pavbaranov
    11 maja, 2018 at 6:24

    No tak, na freenode

  66. Dobrecki
    11 maja, 2018 at 20:40

    No, krótko niby nie jest. Ale mnie to naprawdę interesuje, więc i tak jest za krótkie. 😉

    U mnie to wygląda tak – na domowym laptopie przeprowadzam realne testy oprogramowania. I jak jestem już zadowolony, system trafia na laptopy firmowe. Ale żebym się nie przykuł do biura na krótkiej smyczy, systemy muszą być do obsługi i naprawienia nawet przez „pana Władka z portierni”, w ciągu 15 minut.
    Sam widzisz, mam tu mocno ograniczone pole działania. Do dystrybucji przewidywalnych, stabilnych i popularnych, oraz maksymalnie idiotoodpornych. Inaczej nie będę miał ani urlopów, ani czasu na własną pracę.

    Tak więcej odpadają wszelkie rewolucje, zastosowanie Linuxa było wystarczającym szokiem dla ekipy. Ale rozsądna ewolucja, jest już jak najbardziej pożądana.
    Pisze ci to żebyś zrozumiał moją ostrożność i niechęć do zbyt wielkich zmian. Muszę patrzeć na innych i na to co sprawdza się im do tej pory, nie chodzi o zwykły oportunizm wynikający z wygodnictwa.

    Natomiast czytanie twoich odpowiedzi rozjaśniło mi mocno zamglony i niejasny dla zwykłego śmiertelnika świat graficznych środowisk dla Linuxa. Raptem całość stała się zrozumiała i przejrzysta a wybór środowiska według potrzeb naprawdę prosty.

    Dzięki wielkie za poświęcony czas. Będę to sobie teraz analizował i wyciągał wnioski.

    Za IRCa póki co podziękuję, już to przerabiałem. To były czasy też czatu na Onecie i pamiętne noce, z soboty na wtorek. Idą wakacje, huk roboty, nie dam się wrobić w to po raz kolejny. ;)))
    Ale w razie czego wiem gdzie szukać, dzięki!

  67. pavbaranov
    11 maja, 2018 at 21:39

    Daleki jestem od rewolucji, zwłaszcza w cudzej pracy. Niemniej jednak… Dalibóg. Nie wiem jak wygląda typowe korzystanie z komputera przez Twoich pracowników, ale „stabilność” – w takim rozumieniu, jakie podajesz, to… odcięcie owego ZU od możliwości zepsucia instalacji. Brak hasła do roota – i po zawodach. Czy dystrybucja będzie nazywać się *buntu, Debian, Fedora, czy Arch – nie ma znaczenia. Będzie stabilna jak skała, albo tak jak ją „ustabilizujesz”. Jeśli zrobisz to dobrze, to nic nie jest straszne. Nawet rolling release. Może nawet zwłaszcza 🙂
    To ostatnie – i dlaczego – to w istocie na długi wieczór z soboty na wtorek. Ot, zmiana optyki. I żeby było śmieszniej, najwięcej w niej problemu jest z… niewłaściwym tłumaczeniem pewnego pojęcia, jakie zostało przeprowadzaone lata temu 🙂
    Niemniej jednak fakt – u mnie przekonanie się do RR trwało, jak wspomniałem, praktycznie 2 lata, a wcześniej też poprzedzone było pewnymi eksperymentami, które trwały również długo (nawet dłużej). I jak zwykle nie namawiam, a jedynie poddaję pod rozwagę. Zwłaszcza na takim domowym, testowym, laptopie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »