przystajnik

Archiwum tagów la dystrybucja

Dystrybucje muszą mieć sens – Apricity OS

Kilka dni temu gruchnęła wiadomość o zakończeniu prac nad Apricity OS. Z pewnością zaskoczeni i rozgoryczeni poczuli się wszyscy użytkownicy tego „Arch Linuksa o duszy artysty”. Ale bardziej pouczające w całej historii jest to, że to jednak społeczność decyduje jakie rozwiązanie się przyjmie a jakie nie. Apricity OS było kolejną dystrybucją, która tak naprawdę nie potrafiła przekonać do siebie ludzi. Za zapowiedzią ożywczego wyglądu pulpitu od twórców nie wypłynęła żadna inna koncepcja.

Stabilne, nowoczesne i piękne: openSUSE 42.2, Fedora 25, Zorin 12

W obecnych i naznaczonych pośpiechem czasach, wszystko co nie dotyczy nas bezpośrednio nosi znamiona rzeczywistości alternatywnej. Tak można spoglądać na dystrybucje Linuksa inne niż te, które zwykle goszczą na naszych biurkach. Tym samym łatwo przegapić takie przełomowe premiery jakimi są kolejne wersje openSUSE 42.2, Fedora 25 i Zorin 12. Udowadniają one bowiem, że Linux może być stabilny, nowoczesny i piękny.

Powitajcie Ubuntu Budgie- oficjalnie

Na początku środowisko Budgie – autorski pomysł Ikeya Doherty – nie wzbudziło sensacji. Ot, kolejne zgrabnie „owtyczkowane” GNOME 3.xx, na dodatek nad autor ciążyła klątwa upadłych projektów (SolusOS – nie mylić z Solus). Jednak z czasem Budgie stało się tworem wykorzystującym nowe technologie rodem z GNOME 3.xx, zrywającym jednocześnie z jakąkolwiek zależnością od swojego protoplasty. Nic zatem dziwnego, że społeczność zapragnęła połączyć Ubuntu z Budgie, a ukoronowaniem ich starań stało się wyniesienie Ubuntu Budgie do rangi oficjalnego remiksu Ubuntu.

12 świeczek na Ubuntu krążku

Wszyscy hucznie obchodzimy 25 urodziny Linuksa, 20 urodziny środowiska KDE i tak dalej. A czy ktokolwiek pamięta 20 października 2004 roku? Bo gdy większość świata nudziła się w tę kolejną środę miesiąca, Mark Shuttleworth ogłosił wydanie pierwszej wersji dystrybucji która zmieniła tory historii. To właśnie 20 października 2004 roku światło dzienne ujrzało Ubuntu 4.10 Warty Warthog.

Linux Mint Xfce 18 dołącza do rodziny

Miłośnicy środowiska Xfce musieli czekać niewyobrażalnie długo na dystrybucję Linux Mint ze wspomnianym środowiskiem w roli głównej. Od debiutu Ubuntu 16.04 na którym bazuje nowy Mint minęło już kilka miesięcy i trzeba przyznać, że odmiany Xfce i KDE mogą poczuć się obywatelami drugiej kategorii – pierwszeństwo przypadło bowiem w udziale środowiskom Cinnamon i MATE. Finalnie jednak obraz iso z Xfce jest już dostępny, a na KDE jeszcze poczekamy.

OpenMandriva LX 3.0 RC1 z zupełnie innej beczki

Podczas gdy społeczność zachłysnęła się dystrybucjami głównego nurtu typu Ubuntu, Mint i Fedora, na uboczu dzielnie trwają i próbują przebić się do świadomości inne rozwiązania. Jednym z takich zapomnianych (niesłusznie) dinozaurów jest OpenMandriva – dystrybucja, której początki sięgają jeszcze 1998 roku, gdy pod nazwą Mandrake (a następnie Mandrake Linux) zdobyła serca zwykłych użytkowników pulpitu. Niedawno udostępniona OpenMandriva LX 3.0 RC1 to nowa jakość, nowa numeracja i bardzo zgrabnie złożone KDE z Plasmą 5.6.5 w roli głównej.

Nareszcie – Linux Mint 18 Sarah

Po premierze Ubuntu 16.04 LTS kwestią nie było czy Linux Mint 18 zostanie wydany, tylko kiedy. To było niekończące się oczekiwanie, podsycane na dodatek nową specyfiką wydań Minta. Można ją streścić „od LTSa do LTSa”. Tym samym zbudowana z wykorzystaniem Ubuntu 14.04 seria 17.xx doczekała się trzech aktualizacji (zgodnie z harmonogramem wydań Ubuntu), lecz bazą nadal pozostał stary, dobry LTS. Teraz czas na oficjalną zmianę warty.

Fedora 24 z Waylandem w rezerwie

Huk otwieranego szampana w dniu wczorajszym dobitnie ujawnił dwa fakty – miejsce zamieszkania prawdziwych fanów Fedory oraz nowe wydanie tej dystrybucji. Fedora 24 to kolejny krok naprzód w stronę rozwiązań które niebawem staną się codziennością większości użytkowników Linuksa. Według zapewnień twórców, nowa Fedora to doskonała propozycja dla każdego – od deweloperów przez naukowców po zwykłych konsumentów internetu.

Bo jeśli FreeBSD, to… od Microsoftu

Świat jaki znamy powoli wali się w ruinę. Bo jak inaczej nazwać ostatnie doniesienia o stworzeniu własnej dystrybucji FreeBSD przez nikogo innego, jak monopolistę zamkniętych standardów – czyli Microsoft. To kolejny taki krok z ich strony, który nieuchronnie prowadzi w stronę przyszłości pod hasłem „MS tworzy własnego Linuksa”. Choć za porównanie FreeBSD do Linuksa wielu rzuciłoby we mnie kamieniem, to niemniej nie da się ukryć faktu, że temu systemowi jest o wiele bliżej do Linuksa niż takiemu Windowsowi. Obraz FreeBSD został przez Microsoft „skrojony” na potrzeby ich platformy Azure, a rola giganta nie ogranicza się do biernego wykorzystywania pracy społeczności. Programiści z Redmond między innymi zoptymalizowali wydajność kernela w zakresie obsługi sieci i nośników danych.

Nowe dystrybucje zapominają o podstarzałym sprzęcie

Postęp pożera tych, na plecach których został zbudowany. Ta zasada sprawdza się również w przypadku naszych komputerów. Podczas euforycznego kontestowania postępu w rozwoju nowych systemów operacyjnych, mało kto ogląda się za siebie. Tymczasem gorzka refleksja przychodzi później, gdy setki użytkowników nie są w stanie wykorzystać swoich urządzeń, które do tej pory działały zupełnie dobrze (vide utyskiwania użytkowników nowych Windowsów). Niestety, podobnie wygląda to i w linuksowym światku, gdzie nowe dystrybucje starają się optymalizować swoje działanie pod nowymi np. kartami graficznymi, zapomniając zupełnie choćby o poprawnym skonfigurowaniu możliwości sprzętu nieco starszego.

Translate »