przystajnik

Archiwum tagów la google

VR180 Creator ekskluzywnie dla Linuksa

… i macOS. Taka niezamierzona złośliwość (brak wersji dla Windowsa) pojawiła się ze strony Google po upublicznieniu tytułowego programu. Czym jest VR180 Creator? Oględnie mówiąc to narzędzie do wstępnej obróbki i konwersji materiału wideo nagrywanego za pomocą urządzeń o szerokim kącie „widzenia” (180 oraz 360 stopni). Klip potraktowany tym programem będziemy mogli obrabiać dalej już w dowolnym edytorze wideo.

Siostro, zastrzyk, czyli Linux w urządzeniach Google i Microsoftu

W sumie. Czy kogoś to dziwi? Osoby będące w temacie zapewne śledzą od jakiegoś czasu doniesienia o walecznym trudzie jaki zadają sobie wiodące korporacje, aby zaoferować ludziom Linuksa jako przykrywkę dla swoich produktów. Bo jak inaczej określić Chromebooka dla którego Google przygotowało możliwość uruchamiania aplikacji Linuksowych (na Linuksie, wykombinuje sobie to), oraz Microsoft który pozwoli na skorzystanie z Ubuntu na… Windowsie 10 odpalonym na tajemniczym ACPC.

TypeCatcher 0.3 dla niezdecydowanych

W życiu każdego użytkownika Linuksa nadchodzi taki moment, że domyślna elegancja dystrybucji której używa nie jest już dla niego wystarczająca. Jednak niewielu z nich wraz ze zmianą tematu graficznego na pulpicie decyduje się na zmianę fontów. A przecież to kropka nad „i” w wystroju naszego systemu.

Google i jego gLinux

Jak zapewne pamiętają niektórzy z nas, kilka lat temu odtrąbiono propagandowy sukces dystrybucji Ubuntu, którą Google wybrało jako platformę deweloperską. Przez kilka lat wewnętrznie modyfikowana wersja Goobuntu była domyślnym środowiskiem dla programistów Google. Ale na ubiegłorocznym DebConf 2017 Google ujawniło swoją tajną broń o nazwie gLinux.

Google gnębi Flasha

Historia gwałtownego sukcesu i późniejszego upadku multimedialnej wtyczki Flash może wzruszyć jedynie wyjątkowych sentymentalistów. Felerny dodatek od kilku lat jest na cenzurowanym, liczba dziur jakie są w nim wykrywane i łatane w idzie w dziesiątki na tydzień i nawet samo Adobe ma już tego dość, zachęcając deweloperów do tworzenia multimedialnych treści i stron z wykorzystaniem obecnych standardów (czyt. HTML5). Ze świadomości użytkowników wspomnienia o tej wtyczce próbuje też wymazać Google, które blokując domyślnie w nowych wersjach Chrome wspomnianą wtyczkę. Użytkowników Linuksa przypieczętowany los Flasha powinien cieszyć – Adobe nigdy nie przyłożyło się do linuksowej wersji wtyczki, wszyscy pamiętamy wieczne problemy z wydajnością i aktualizacjami.

Animatron – twórz, animuj, udostępniaj

Przez cała lata jednym z wiodących argumentów przeciwników pełniejszego wykorzystywania Linuksa był brak na nasz system edytora animacji Macromedia Flash, potem Adobe Flash Professional CC a obecnie Adobe Animate CC. To przez to Linux nie zdążył na pociąg z napisem „cały świat kocha i tworzy technologię Flash”. Utarło się, że wszyscy twórcy i artyści omijali Linuksa szerokim łukiem (nawet, jeśli wiedzieli o jego istnieniu), gdyż najzwyczajniej na ten system nie było oprogramowania współczesnego światowym trendom. Niemniej lata mijają, a wyłażące z Flasha w każdy niemal dzień dziury i zagrożenia bezpieczeństwa sugerują rozejrzenie się za następcą. Tak, słusznie zauważyliście – mamy HTML5. A co z oprogramowaniem, które łatwo i przyjemnie pozwoli nam na wykorzystanie możliwości HTML5 w zakresie animacji? W dość nieoczekiwanej formie, ale jednak jest – choćby Animatron.

OpenJDK versus łowcy Androidów

Można o Google wyrażać się za pomocą niewybrednych inwektyw, ale skala adaptacji na przeróżnych urządzeniach ich Androida budzi szacunek. Nie ze względu na wybitną jakość tego mobilnego systemu, ale z powodu jego rosnącej popularności (większa popularność -> większe zainteresowanie deweloperów -> szczęśliwsi użytkownicy). Oczywiście nic nie bierze się z niczego i można się spierać, który czynnik odegrał kluczową rolę w tym procesie: moda na mobilność, siła pieniędzy i marketingu Google, kernel linuksowy na którym działa Android, czy jeszcze coś innego. Jednak każdy sukces ma dwa końce – ten drugi jest o wiele boleśniejszy, gdyż w popularnego Androida nieustannie celują nieprzyjemne i złośliwe programy, a jakby tego było mało – uwzięli się na niego prawnicy. I chyba wszyscy znamy kulisy procesu Oracle vs Google.

Google ostatecznym sędzią w sprawie linuksowego kernela

Powyższy tytuł jest odmiennym spojrzeniem na to, co w dość wyważonych (jak na niego) słowach opisał sam Linus Torvalds. W czasie porządkowania swojej skrzynki pocztowej na gmail.com, Torvalds przejrzał również katalog zawierający wiadomości oznaczone przez filtry antyspamowe jako śmieci. Jakie było jego zdziwienie, gdy wśród ofert powiększania tego i owego zauważył wiadomości zawierające łatki do kernela i przeróżne zgłoszenia dotyczące rozwoju tegoż. „Zauważył” to bardzo delikatne określenie bytności wiadomości mogących wpłynąć na postęp w udoskonalaniu kernela.

Google zabrać Linuksa – dobrze, Google dać Linuksa – źle

Prostackie zachowanie Googla w stosunku do użytkowników systemów opartych na Linuksie można skwitować tylko prostacką paralelą. Nie raz i nie dwa razy przekonywaliśmy się o tym, jaką niechęć wykazuje korporacja w stosunku do nieciekawych dla ich statystyk użytkowników Linuksa. Brak dla otwartego systemu natywnej przeglądarki grafiki Picasa, klienta Google Drive i wielu innych inicjatyw, które wspierają masowego odbiorcę wiodącego systemu lub autorskie rozwiązanie promowane przez Google, czyli Google Chrome OS. Tym razem kolejnym pstryczkiem w nos jest dla wielu użytkowników wycofanie z Google Chrome OS obsługi linuksowych systemów plików.

Translate »