przystajnik

Google zabrać Linuksa – dobrze, Google dać Linuksa – źle

Prostackie zachowanie Googla w stosunku do użytkowników systemów opartych na Linuksie można skwitować tylko prostacką paralelą. Nie raz i nie dwa razy przekonywaliśmy się o tym, jaką niechęć wykazuje korporacja w stosunku do nieciekawych dla ich statystyk użytkowników Linuksa. Brak dla otwartego systemu natywnej przeglądarki grafiki Picasa, klienta Google Drive i wielu innych inicjatyw, które wspierają masowego odbiorcę wiodącego systemu lub autorskie rozwiązanie promowane przez Google, czyli Google Chrome OS. Tym razem kolejnym pstryczkiem w nos jest dla wielu użytkowników wycofanie z Google Chrome OS obsługi linuksowych systemów plików.

chromebooks

Chromebooks i Photoshop

Tym samym Chrome OS nie rozpozna nośników przenośnych sformatowanych w oderwaniu od wiodącego standardu FAT/NTFS. Jest to sytuacja o tyle kuriozalna, że sam Chrome OS pracuje wewnętrznie na… Linuksowym systemie plików. Porzucenie obsługi EXT2/EXT3/EXT4 przez menadżer plików Chrome OS tłumaczone jest utrudnioną zmianą nazwy (etykiety) podłączonego nośnika. To dowodzi tylko jak problematyczne dla deweloperów Chrome OS jest zaimplementowanie wywołania e2label i jak taka błahostka decyduje o odrzuceniu wsparcia dla nieinteresujących korporację odbiorców wykorzystujących inne systemy plików, niż przeciętny statystyczny masowy odbiorca. Chyba nawet najwięksi optymiści zostają pozbawieni już jakichkolwiek złudzeń, że Google może stanowić „dobrą” przeciwwagę dla niepopularnego w wolnych kręgach Microsoftu. Obie korporacje są nastawione na maksymalizowanie zysku za wszelką cenę i o dziwo Microsoft postępuje o wiele bardziej moralnie, tworząc stosowane w Windowsach rozwiązania własnym sumptem (pomijając kopiowanie ich z innych systemów). Google bez zażenowania podbiera dobrodziejstwo inwentarza stworzone przez społeczność opensource i jednocześnie pokazuje społeczności jej miejsce w szeregu, a w zasadzie poza nim. Niestety – tak bardzo pożądane przez linuksowy marketing masowe wdrożenia (Android i Chrome OS) będące sukcesem Linuksa, coraz skrzętniej ukrywają i zacierają swoje pochodzenie.

Pomysł usunięcia wsparcia dla EXT2/EXT3/EXT4 z Chrome OS pojawił się już rok temu. Niemniej, chyba większość uznała to za tak absurdalny pomysł, że w sumie nie pojawiły się żadne głosy sprzeciwu (lub bardzo nieliczne). Teraz użytkownicy Chromebooków zostali postawieni przed faktem dokonanym. „Usprawnienie” menadżera plików odbyło się bez większego rozgłosu i wszyscy wykorzystujący w domowych zastosowaniach linuksowe systemy plików muszą powrócić do wiodących rozwiązań, by być zgodnymi z linią koncepcji Google. Co prawda to nie pierwsze kłody rzucane pod nogi użytkownikom Chromebooków – np. by zainstalować inny system na tym sprzęcie, należy go rozkręcić (i utracić gwarancję) oraz przestawić zworkę – niezależnie, czy chce się tam instalować Windowsa, czy Linuksa. W obliczu powyższego (o ironio) mniej problematyczny może się okazać zakup sprzętu z dołączonym w transakcji wiązanej Windowsem.

Niewielka nadzieja jest jeszcze w opamiętaniu się deweloperów niezależnego Chromium OS, czyli otwartej wersji Chrome OS. Lecz czy to coś zmienia, skoro system ten użytkownicy muszą i tak zainstalować samodzielnie. 

Post navigation

Translate »