przystajnik

Google i jego gLinux

Jak zapewne pamiętają niektórzy z nas, kilka lat temu odtrąbiono propagandowy sukces dystrybucji Ubuntu, którą Google wybrało jako platformę deweloperską. Przez kilka lat wewnętrznie modyfikowana wersja Goobuntu była domyślnym środowiskiem dla programistów Google. Ale na ubiegłorocznym DebConf 2017 Google ujawniło swoją tajną broń o nazwie gLinux.

Nie są do końca jasne powody dla których Google zdecydowało się zakończyć współpracę z Canonical. Z pewnością tarcia pojawiły się w koncepcji podejścia do desktopu, narzędzi i innych niuansów. W którymś momencie koncepcja Ubuntu LTS stałą się dla Google smyczą z której postanowili się zerwać. Stąd też gLinux. Prezentacja tej dystrybucji na DebConf może podsuwać odpowiedzi na to, czym jest ten system. A jest on Debianem Testing ze zmodyfikowanymi (przebudowanymi) przez Google paczkami. Owa modyfikacja budzi nieciekawe skojarzenia, czyżby Google znowu planowało robić wszystko po swojemu? Po części tak.

Ale teraz zacznie się najciekawsze. Google i Canonical współpracowały na czysto komercyjnych warunkach. Google jako klient było objęte Ubuntu Advantage Program, jednak nic więcej z tej koegzystencji nie wynikało. Używane przez nich Ubuntu 14.04 Trusty Tahr poza „skrojeniem” na miarę nie doczekało się żadnej aktywności ze strony Google. W społeczności Ubuntu Google było niewidoczne i nieaktywne.

Teraz gdy nadszedł czas „dociągnięcia” do standardów jakie stały się udziałem pulpitów linuksowych, Google miało do wyboru – dokonać przejścia na kolejne wydanie LTS i dalej nie przejawiać większych ambicji, albo wyjść z cienia i wciągnąć się w dystrybucję ciągłą. Tak też się stało a wybór padł na Debian Testing. Jednak wspomniana modyfikacja paczek/źródeł nie jest kaprysem Google. Dzięki temu zamierzają żywiołowo reagować na wykrywane zagrożenia, dziury, błędy, wdrażać łatki i tak stworzone oraz przetestowane wersje oddawać społeczności – do repozytoriów Testing. Chyba nie trzeba rozpisywać się na temat tego, jak bardzo skorzysta na tym społeczność Debiana oraz wszystkich pozostałych dystrybucji budowanych na jego fundamentach.

Owszem, Google ma swoje ukryte powody takiego a nie innego uczestnictwa w świecie Linuksa. Z jednej strony jako niesamowity innowator (Android, ChromeOS, Fuchsia OS) nadal traktuje „mainstreamowy” pulpit Linuksa po macoszemu (wersje oprogramowania). Czy uczestnictwo w projekcie Debiana przyczyni się do jeszcze większego rozdźwięku pomiędzy Linuksem a Google, Debianem a Linuksem? Obserwując poczynania gigantów nie jest trudno oprzeć się wrażeniu, że najchętniej chcieliby oni mieć swojego Linuksa pod swoim znakiem towarowym i w pełnej kontroli. Czy wzniosłe hasła Open Source pozostaną tylko na sztandarach pokażą najbliższe miesiące.

W wideo z DebConf 2017 od 12 minuty możemy dowiedzieć się coś więcej na temat gLinux. 

Post navigation

Translate »