przystajnik

OpenJDK versus łowcy Androidów

Można o Google wyrażać się za pomocą niewybrednych inwektyw, ale skala adaptacji na przeróżnych urządzeniach ich Androida budzi szacunek. Nie ze względu na wybitną jakość tego mobilnego systemu, ale z powodu jego rosnącej popularności (większa popularność -> większe zainteresowanie deweloperów -> szczęśliwsi użytkownicy). Oczywiście nic nie bierze się z niczego i można się spierać, który czynnik odegrał kluczową rolę w tym procesie: moda na mobilność, siła pieniędzy i marketingu Google, kernel linuksowy na którym działa Android, czy jeszcze coś innego. Jednak każdy sukces ma dwa końce – ten drugi jest o wiele boleśniejszy, gdyż w popularnego Androida nieustannie celują nieprzyjemne i złośliwe programy, a jakby tego było mało – uwzięli się na niego prawnicy. I chyba wszyscy znamy kulisy procesu Oracle vs Google.

openjdkJeżeli ktoś nie zamierza się zagłębiać w prawne niuanse batalii Oracle z Google, wystarczy mu wiedzieć, że jak zwykle poszło o pieniądze. Oracle poczuło się dotknięte skalą wykorzystania w Androidzie API Javy, Google obruszyło się na takie fochy swojego konkurenta a sąd w 2012 roku stwierdził, że naruszeń patentów nie stwierdzono. Niestety dla Google sąd kolejnej instancji zmienił zdanie (API może zostać opatentowane) i odbijanie piłeczki trwa nadal i może trwać jeszcze długo. I zgadnijcie, kto lub raczej co tym razem wyciągnie Google z tej matni? Tak, to opensource po raz kolejny odda przysługę gigantowi i Google zastąpi problematyczne elementy w Androidzie za pomocą OpenJDK. Ironii i smaczku całej sprawie dodaje fakt, że pieczę nad OpenJDK sprawuje… Oracle.

Chyba tylko naiwni uwierzą w zapewnienia Google, że implementacja OpenJDK na potrzeby Androida nie ma nic wspólnego z procesem sądowym i jest podyktowana troską o jeszcze większą otwartość i sprawność Androida. Choć nie da się tego ukryć i ciężko temu zaprzeczyć – ten krok to dobra nowina dla tego mobilnego systemu, a na dodatek znaczne ułatwienie dla deweloperów piszących nań oprogramowanie.

Z drugiej strony możemy oczekiwać dobrych czasów dla rozwoju samego OpenJDK. Oczywistym jest, że darmowy odpowiednik Javy nie otrzymuje należnej mu funkcjonalności i optymalizacji idej w parze z rozwojem zamkniętego protoplasty. Zespół Google planuje nadrobić te zaległości i wprowadzić nową jakość w OpenJDK. Niemniej, dotychczasowe zachowanie Google wobec opensource budzi mieszane uczucie i czego możemy być pewnie, to nowa jakość OpenJDK… Ale na potrzeby Google i w myśl ich standardów. Bo czy coś powstrzyma Google przed stworzeniem nowej marki OpenJDK for Android?

Nie wiadomo jak w tym wszystkim odnajdzie się Oracle. Z pewnością będzie nadal chciało ugryź dla siebie kawałek androidowego tortu, bo skoro Microsoft może żerować na patentach, to dlaczego nie mieliby też tego robić i oni? Poza tym, Oracle nie pałało nigdy wielką miłością do opensource i ich obecna opieka nad OpenJDK może przerodzić się w cyniczną bierność z podtekstem „na własnej piersi gadzinę wychowaliśmy”.

Najtrudniej w tym wszystkim będzie miało samo OpenJDK – samo przeciwko całej hordzie łowców Androidów…
 

Post navigation

28 comments for “OpenJDK versus łowcy Androidów

  1. Dobrecki
    12 stycznia, 2016 at 17:13

    A mi to pasuje. Niech się tłuką. Może w końcu jakiś normalny system mobilny zyska sensowną popularność?
    Normalny dla mnie to jest taki który uszanuje moją prywatność i będzie bronił moich danych.
    Idiotyzmem jest moim zdaniem powierzanie swoich prywatnych danych, często poufnym, urządzeniom które każdemu programikowi przyznają większą kontrolę nad danymi niż ma jego właściciel! Pomijając już boskie uprawnienia jakie ma korporacja nad tym systemem i co za tym idzie nad podobno „twoim” urządzeniem.

  2. 12 stycznia, 2016 at 17:24

    Masz absolutną rację – gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta. Niestety, z mrocznych zakamarków naszych czasów wychodzi jeszcze mroczniejsza prawda – w imię obniżania cen urządzeń dla odbiorców końcowych, korporacje/firmy nie mają już na czym zarabiać jak tylko na naszych danych. Zrozumiało to Google, zrozumiał MS, zrozumiał i Canonical, choć nie ma jeszcze takiej władzy nad rządem dusz, żeby się z tym nie kryć.

  3. ratus
    12 stycznia, 2016 at 20:23

    Trochę mniej pesymizmu! To co się dzieje, to informatyczna wersja odwiecznej konkurencji tarczy i miecza. Wojna o informację trwa od starożytności do dziś i będzie trwała pewnie do końca cywilizacji, a jeśli powstanie nowa – zacznie się od początku…
    Już to, że zdajemy sobie sprawę z problemu, oznacza „ostrzeżony – uzbrojony”. Pozostaje tylko zachować uważność i adekwatnie do potrzeb, stosować środki obrony. I nie liczyć, że „powstanie system, który uszanuje moją prywatność”. Nie powstanie. O to trzeba zadbać samemu.

  4. lolo
    12 stycznia, 2016 at 21:22

    Może moje pytanie wyda się głupie dla osób siedzących w open source od dawna, ale: jak się ma bezpieczeństwo OpenJDK w porównaniu do zamkniętej Javy? Jako początkujący użytkownik linuxa, mam jeszcze „zboczenie” z widnowsa że Java to niebezpieczne zło, którego najlepiej unikać.

  5. ratus
    12 stycznia, 2016 at 21:43

    Środowisko uruchomieniowe Javy – jak sama nazwa wskazuje – pozwala na uruchamianie programów napisanych w Javie, w tym również niebezpiecznych, podrzuconych przez „wrogów”. Więc, jeśli ktoś nie potrzebuje Javy do własnych, konkretnych celów, to lepiej jej nie instalować. Jeśli Java jest potrzebna, to różnica miedzy Javą komercyjną, a otwartą dotyczy jej wydajności, stabilności i ceny – natomiast pod względem „bezpieczeństwa” obie wersje się nie różnią.

  6. Aspa
    12 stycznia, 2016 at 22:30

    Ja zaś mam wrażenie, że istnieje przyzwoleie społeczne na taki stan rzeczy, na oddawanie naszej prywatności w zamian za paciorki i miedziane garnki nowych usług i aplikacji… Ludzie, zwłaszcza młodzi, mają generalnie gdzieś kwestie swojej prywatności, nie rozumieją, że różne wygodne rozwiazania dostosowujące wyszukiwanie jakichkolwiek tresci do ich preferencji nie są de facto wyszukiwaniem, tylko sprzedawaniem, marketingiem zamiast wiedzy. Są w stanie dosłownie ‚oddać siebie’ za ‚wygodę’ i ‚szybkość’ informacji. Byłoby to akceptowalne gdyby nie fakt, że to, co oni uważają za ‚wiedzę’ jest de facto towarem, zaś ‚dopasowana do oczekiwan usluga’ jest de facto manipulacją.
    Podsumowując – to nie mityczni ONI to nam, jako społeczeństwu robią, to MY (nie ja, zapewne nie większośc z Was, ale MY jako społeczenstwo) to akceptujemy. ONI tylko starają się nie marnowac okazji i umacniają nas w słusznosci naszej decyzji.

    PS. Pytam często studentow, czemu spędzają życie na FB? „Bo dzięki temu możemy utrzymywac kontakt ze znajomymi” – to najczęściej padajaca odpowiedź. Wtedy pytam, czy doświadczyli kiedykolwiek problemów z utrzymywaniem takich kontaktow? Owszem, kiedy z jakichś przyczyn nie mieli dostępu do Facebooka. Czyli, mówiąc inaczej – oni sa przekonani, że warto oddać swoją prywatność w zamian za wspaniałe, darmowe nerzędzie do interakcji ze znajomymi, nie więdzą jednak przy tym, ze te interakcje, często lepsze, intensywniejsze, można budować i utrzymywać na milion innych sposobów i także za darmo…

  7. MiloszI
    13 stycznia, 2016 at 7:34

    BlackBerry umiera, poszło w… Androida… Zaimplementowali co prawda kontrolę uprawnień aplikacji, ale to jednak Android. Zresztą kontrolę uprawnień mają teraz nawet tanie chinole – DooGee, Xiaomi, Meizu… Pytanie tylko, co wysyłają bez wiedzy użytkownika? 😀

  8. Dobrecki
    13 stycznia, 2016 at 10:51

    „Już to, że zdajemy sobie sprawę z problemu, oznacza „ostrzeżony –
    uzbrojony”. Pozostaje tylko zachować uważność i adekwatnie do potrzeb,
    stosować środki obrony. I nie liczyć, że „powstanie system, który
    uszanuje moją prywatność”. Nie powstanie. O to trzeba zadbać samemu”.

    -Eeeee, sorki, próbuję ale nie łapię chyba do końca. Zechcesz mi to wytłumaczyć z przełożeniem na kobiety w naszych rodzinach? Że niby one są już uzbrojone? Czy że mają zacząć stosować firewalle? Czy też mają sobie same systemy stworzyć?

  9. Dobrecki
    13 stycznia, 2016 at 10:54

    „Zaimplementowali co prawda kontrolę uprawnień aplikacji, ale to jednak Android”.
    – Zgadza się, nadal centrum wszechświata dla tego systemu pozostaje korporacja Google.

    „Pytanie tylko, co wysyłają bez wiedzy użytkownika? :D”
    – Albo na jakie polecenie z centrali czekają? 😉

  10. Ubbaa
    13 stycznia, 2016 at 11:01

    „implementacja OpenJDK na potrzeby Androida nie ma nic wspólnego z procesem sądowym”
    z tym bym się zgodził. Oracle jakiś czas temu zrezygnował z rozwoju Javy – http://www.infoworld.com/article/2987529/java/insider-oracle-lost-interest-in-java.html . Wszyscy głowni programiści zostali zwolnieni na początku września (chyba?) poprzedniego roku. Dlatego taki krok to nic innego jak przejęci pałeczki i powstanie „Alphabet JDK” to raczej też jest oczywiste. Oracle zachowuje się jak pies ogrodnika, sam nie zje a innym nie da (tak skończył MYSQL). W dodatku Oracle nie życzy sobie by inni pracowali nad OpenJDK.

  11. ratus
    13 stycznia, 2016 at 13:08

    Kobiety nie są głupsze od mężczyzn. Ale nie muszą tworzyć nowych systemów, tylko rozsądnie używać tych, które są. Za kierownicę samochodu nikt nie wpuszcza osób, które nie maja odpowiedniej wiedzy i umiejętności. Dlaczego zakładać, że korzystający z komputerów, to gamonie, za których powinien myśleć ktoś inny? Jeśli powszechna jest wiedza, że systemy szpiegują, kradną dane i są narażone na krakerskie ataki, to:
    – bronimy naszych danych, narażając się na niewygody i konieczność nauki; albo
    – olewamy zagrożenia, wybierając wygodę i bezmyślność. Wybór należy do nas!
    A nie istnieje i nie będzie istniał system, choćby zaprojektowany przez geniusza, którego inny geniusz nie będzie w stanie rozpracować. To jest zawsze kwestia bilansu – coś za coś. Póki co, cieszmy się, jeśli mamy wybór, pomiędzy wygodą a bezpieczeństwem. Politycy coraz silniej naciskają, a to domagają się zakazu szyfrowania danych, a to silniejszego nadzoru nad WWW, a to większych uprawnień do inwigilacji. Prywatność, to coraz większy luksus, oczekiwanie, że ktoś ją ot, tak – uszanuje i zapewni – w mobilnym systemie, dla milionów (miliardów?) użytkowników – jest, wybacz – naiwnością.

  12. lolo
    13 stycznia, 2016 at 14:31

    Dzięki za odpowiedź, to mi wiele wyjaśniło.

  13. Dobrecki
    13 stycznia, 2016 at 23:58

    „Kobiety nie są głupsze od mężczyzn”. – A to się czego tyczy, przepraszam?

    „Ale nie muszą tworzyć nowych systemów, tylko rozsądnie używać tych, które są”
    – To ty masz jakieś inne kobiety wokół siebie. Tym dookoła mnie nawet nie próbuję wyjaśniać jak zabezpieczyć dane na Androidzie. Mają zapamiętać jedno przykazanie: wszelkie dane wgrane lub wpisane w Androida przestają być danymi prywatnymi a stają się publicznymi. Koniec, kropka.

    „Prywatność, to coraz większy luksus, oczekiwanie, że ktoś ją ot, tak –
    uszanuje i zapewni – w mobilnym systemie, dla milionów (miliardów?)
    użytkowników – jest, wybacz – naiwnością”.
    – To samo czytałem w artykułach o systemach na komputery, oraz pod tymi artykułami. Dziś używam głównie Minta, z którego ani jeden bit nie wypływa bez mojej zgody. Mało tego, używam Linuksa Mint, bo dla mnie jest on po prostu wygodniejszy, szybszy, ładniejszy i bezpieczniejszy od windy.
    W czym widzisz problem żeby coś podobnego powstało dla urządzeń mobilnych? Że nie za darmo? A kto mówi że to musi być darmowe? Na dziś spokojnie dołożę stówkę do smartfona, byle spełniał moje wymagania. A myślę że znajdzie się więcej osób które zapłacą te 100€ dla zapewnienia sobie funkcjonalności, bezpieczeństwa i prywatności na przyzwoitym poziomie.

    Do reszty twojej wypowiedzi ciężko mi się odnieść, strasznie dużo emocji. Nie zechciałbyś tego trochę uporządkować?

  14. Dobrecki
    14 stycznia, 2016 at 0:28

    „Ja zaś mam wrażenie, że istnieje przyzwoleie społeczne na taki stan rzeczy…”
    – No i masz problem, Wasza Akademicka Wysokość. Bo zakładasz że ludzie robią to świadomie. Co prawdą niestety nie jest. ;(

    Ale co do reszty twojej wypowiedzi, napiszę tak: święte słowa, święte słowa. 😉

  15. Dobrecki
    14 stycznia, 2016 at 0:34

    Ale ja chętnie zapłacę, tylko chcę systemu spełniającego moje wymagania, czyli ma być:
    -funkcjonalny (odpowiednia baza oprogramowania),
    -bezpieczny, ma chronić moje dane (wystarczy poziom około Linuksa ;))

    -ma też chronić przede wszystkim moją prywatność, nic z niego nie powinno wychodzić bez mojej wyraźnej zgody.
    Myślisz że to aż tak dużo?

  16. MiloszI
    14 stycznia, 2016 at 6:27

    Mogą być i polecenia 😀 Paraliż komunikacyjny 1/3 Europy mogą zrobić jednym ruchem 😀

  17. ratus
    14 stycznia, 2016 at 7:43

    > Zechcesz mi to wytłumaczyć z przełożeniem na kobiety w naszych rodzinach?

    To wyraźna sugestia, ustawiająca kobiety, jako „informatyczne inaczej”.

    Przedstawiłem swój pogląd na sprawę bezpieczeństwa systemów. Sam używam wyłącznie Linuksa. Ale wiem, że sam system (Android, to też Linux) NIE GWARANTUJE prywatności, choć, w porównaniu z innymi – daje większe szanse na jej uzyskanie. W artykule „Ubuntu-16 kończy ze szpiegowaniem” sam jego autor tłumaczy, ze to nie system „szpieguje”, ale aplikacja w nim zainstalowana, przy czym można ją wyłączyć. Takich aplikacji, zbierających dane dla swoich sponsorów czy deweloperów można spodziewać się coraz więcej, bo to jest cena, jaką trzeba płacić za „darmowe” rzeczy, a i za wiele płatnych udogodnień. A daninę z naszej prywatności składamy, w znacznie większym stopniu, sami, korzystając z gugla, fejsbuka, skejpa, komunikatorów i innych udogodnień – całkiem niezależnie od systemu z jakiego korzystamy. Też poza systemem, w dziesiątkach urzędów i instytucji, gdzie podajemy dane osobowe, CV i inne zeznania.
    W tej sytuacji – w mojej opinii – tzw. „szpiegowanie przez system operacyjny” jest najmniej znaczącą kwestia w temacie poszanowania prywatności.

    To są moje opinie, ty możesz mieć inne. Temat jest tak rozległy, że trudno jest w krótkim komentarzu zachować spójność i porządek.

    Zamieszczony poniżej komentarz @Aspa jest bardzo trafnym (IMO) podsumowaniem tej dyskusji.

  18. Aspa
    14 stycznia, 2016 at 13:07

    Zdefiniuj sobie przyzwolenie społeczne jako brak społecznego sprzeciwu i już okazuje się, że mam rację. Świadomy, przemyślany wybór, efekt logiczego wnioskowania na uprawomocnionych przesłankach nie ma tutaj nic do rzeczy. Wybacz proszę prymityywne argumentum ad Hitlerum, ale przyzwolenie przez brak sprzeciwu bylo głowną winą Niemców w czasach nazistowskich i brak przemyslenia ich decyzji nie zwalniał całego pokolenia z odpowiedzialnosci za te decyzje. Niemcy biernie godzili sie na zło, bo w zamian coś tam dostawali: ułudę potęgi gospodarczej, poczucie sily i dumy narodowej, dziejowej sprawiedliwości i misji. Podobnie jest (z psychologicznego punktu widzenia, nie ideologiczego broń Boże!) z relacją ‚dostawca darmowych usług – bierny bo zadowolony konsument’. Ten drugi dostaje za free zabawki, więc nie zastanawia się nad rzeczywista ceną za ich używanie, bo jest mu wygodnie tak, jak jest.
    I proszę bez tytulowania, zdaję sobie sprawę z pewnej maniery mojego pisania, ale upraszam o skupienie sie na meritum 😀

  19. Dobrecki
    14 stycznia, 2016 at 13:21

    No, ale kobiety które mnie otaczają są jak to ująłeś „informatyczne inaczej”.
    Dlatego właśnie wykorzystuję je do weryfikacji niedorzecznych teorii typu – „Linux jest dla wszystkich”! albo twojej wypowiedzi – „Pozostaje tylko zachować uważność i adekwatnie do potrzeb, stosować środki obrony”.
    Jeśli to co piszesz jest prawdą to kobiety, oraz inne „nietechniczne” osoby w twojej rodzinie nie powinny mieć problemów z zastosowaniem tego w praktyce, czyż nie? Czy może to twoje zalecenie dotyczy tylko mnie i ciebie i ma za zadanie udowodnić twoją wyższość nade mną/nami?

    „Temat jest tak rozległy, że trudno jest w krótkim komentarzu zachować spójność i porządek”.
    – A to coś nowego, wprowadzili tu limit na długość wypowiedzi czy też ilość postów? Nadal nie rozumiem większości twojej wypowiedzi, jest niespójna logicznie.

    ” bo to jest cena, jaką trzeba płacić za „darmowe” rzeczy, a i za wiele
    płatnych udogodnień. A daninę z naszej prywatności składamy, w znacznie
    większym stopniu, sami, korzystając z gugla, fejsbuka, skejpa,
    komunikatorów i innych udogodnień – całkiem niezależnie od systemu z
    jakiego korzystamy”.
    – Nadal próbujesz ze mnie zrobić idiotę. Wystarczy nie korzystać w tych „darmowych” rzeczy i nie ma problemu. Fakt, z google ciężko nie korzystać, ale jeśli zrobisz to za pomocą pośrednika i bez logowania to znika problem szpiegowania cię.
    Facebook, Skype? Bez Facebooka da się spokojnie żyć, zamiast Skype używam zwykle Hello z Firefoxa i jestem naprawdę zadowolony. Moje DNS-y też ustalam ja, nie mój dostawca netu.
    Itp, itd …. wystarczy trochę pomyśleć i spokojnie można zadbać o swoje bezpieczeństwo i prywatność.

    Co do komentarzy @disqus_1H2PBskxDA:disqus , też je bardzo cenię. Ale uważaj, bo Aspa zakłada że ludzie myślą, przy twoim emocjonalnym podejściu to może być problem. 😉

    PS Wyluzuj Wodzu, podpuszczam cię trochę, podobnie jak wcześniej Aspa. Bo piszesz ciekawie, ale ciut zbyt emocjonalnie i ciężko to zrozumieć. Ludzie tu wpadają z internetów z płonącymi krzyżami świętej inkwizycji w rękach i z miejsca zaczynają stosować zewnętrzną, agresywną retorykę. Potrzebne to nam tutaj? W dość ścisłym, elitarnym wręcz gronie? 😉

  20. 14 stycznia, 2016 at 15:05

    Pomijając umiejętne stawianie podwójnych zaprzeczeń, powyższe twierdzenia i spostrzeżenia mają inną tezę u podstaw. Kwestia obsługi systemów, urządzeń i innych nie jest problemem kobiet, niekobiet, półkobiet lub mężczyzn podających się za kobiety i vice versa. Po prostu chodzi o stan umysłu. Mózgowa przestrzeń „użytkownika” nieskażona przyzwyczajeniami i przywarami po prostu szybciej adaptuje się do nowych okoliczności – czy to pulpitu z poprzestawianymi ikonkami, czy samochodu z kierownicą po drugiej stronie. W przypadku wkomponowania się w jakiś schemat, każda zmiana wyda się nam dramatem – to trochę tak, jakbyśmy spróbowali się teraz nauczyć pisać lewą ręką (lub na odwrót) – początki są zawsze trudne i trzeba już wtedy wykazać się wolą poznawczą.

  21. ratus
    14 stycznia, 2016 at 15:40

    > „Moje DNS-y też ustalam ja, nie mój dostawca netu.
    Itp, itd …. wystarczy trochę pomyśleć i spokojnie można zadbać o swoje bezpieczeństwo i prywatność.”

    Ależ ja to cały czas powtarzam, że trzeba myśleć i zadbać, a ty się upierasz, ze potrzebujesz systemu, który, cytuję: ” uszanuje moją prywatność i będzie bronił moich danych.” 🙂

    Jeśli masz rodzinę, czy kogokolwiek „nietechnicznego”, to albo ty, albo inny spec powinien jej skonfigurować system, zgodnie z indywidualnymi potrzebami. Co innego potrzebuje miłośnik fejsbuczka i słitfoci, co innego bankowiec, to oczywiste, ale żaden system „sam z siebie tego nie rozróżni. Potrzebna jest świadomość potrzeb i środków. Przykład: dla większego bezpieczeństwa, często zaleca się wyłączanie w przeglądarkach obsługi ‚java -script’. Ale wtedy nie zalogujesz się do banku, nie dodasz komentarzy, itd. Tu użytkownik musi zdecydować, co jest dla niego ważniejsze, a nie system!

    Kończąc ten temat: System, Linux, Win czy inny, to tylko uruchamiacz aplikacji. O bezpieczeństwo, prywatność – musi zadbać użytkownik.

  22. Dobrecki
    14 stycznia, 2016 at 22:46

    „Temat jest tak rozległy, że trudno jest w krótkim komentarzu zachować spójność i porządek”
    – A myślałeś nad ograniczeniem spożycia kofeiny, tudzież cukru?

    Twierdzisz stanowczo że nie ma różnicy pomiędzy Windowsem, Linuxem a Androidem jeśli chodzi o bezpieczeństwo i prywatność. To jest nawet głupsze od twojej wcześniejszej wypowiedzi, cytuję:
    ‚ Już to, że zdajemy sobie sprawę z problemu, oznacza „ostrzeżony – uzbrojony” ‚

    I niby powinienem każde urządzenie z Androidem w moim domu i rodzinie konfigurować, konserwować i kontrolować osobiście. Zwłaszcza smartfony i tablety od kobiet. Po czym mam je wszystkie wysłać na szkolenie o temacie: „Bezpieczne użytkowanie Androida, ze specjalnym uwzględnieniem poufności danych”…. Do kofeiny i cukru dołącz też proszę kokę, herę, hasz i LSD! 😀

    Normalnie z niecierpliwością czekam na kolejne twoje posty! 8D

  23. Dobrecki
    14 stycznia, 2016 at 22:53

    Eeeee, jasne.
    A jak się jakiś transwestyt trafi to też? 8)

  24. Dobrecki
    14 stycznia, 2016 at 23:08

    Słuchaj, postawię ci piwo przy okazji, ale dziś nie jestem już w stanie zebrać myśli żeby sensownie odpowiedzieć. A odpowiedzieć Tobie na odczepnego to zbyt duże ryzyko zebrania bury, zbyt często słusznej… Więc na sensowną odpowiedź musisz poczekać do jutra wodzu. 😉

  25. Dobrecki
    15 stycznia, 2016 at 14:21

    I nastał dzień następny, Dobrecki więc pisze jak obiecał:

    Tradycyjnie przyznaję ci rację, tym razem bez tytułowania Waści.
    Tylko że przyzwolenie społeczne na takie zagrywki korporacji i rządów nie przyszło z dnia na dzień. Wpierw społeczeństwa były poddawane wieloletniej obróbce za pomocą inżynierii społecznej. Jakie szanse ma w tym starciu śmiertelnik z profesjonalistami opłacanymi przez korporacje lub rządy?
    Masz tyle lat że pamiętasz iż taka beztroska jeśli chodzi o osobiste dane i prywatność byłaby nie do pomyślenia w latach 80-tych, 90-tych … przynajmniej w naszym kraju.

    Ale mniejsza o to, wracając do meritum za twoim przewodem …
    Jak proponujesz temu zaradzić? Co zrobić żeby odbudować przetrącony kręgosłup moralny współczesnych pokoleń?

  26. Aspa
    15 stycznia, 2016 at 16:45

    Musze się z Tobą trochę jeszcze podroczyc. Jako socjolog bardzo chciałbym, aby coś takiego jak skuteczna inzynieria społeczna, potrafiąca zmienić społeczne zachowania, istniała. Ale nie istnieje, niestety, choć biedny August Comte wierzyl, iz jest w stanie znaleźć jej równania, a jeszcze biedniejszy, naiwnie glupi Henri de Saint- Simon chciał za pomocą tych rownań uczynic świat utopijnie socjalistycznym rajem… Obaj polegli, choc po Comcie zostala nam ptrzynajmniej nowoczesna socjologia pozwalajaca zrozumiec, dlaczego coś się w społeczenstwie wydarzyło i miało taki, a nie inny przebieg. No ale przwidywać a tym bardziej precyzyjnie sterować – nie potrafimy i nigdy potrafić nie będziemy (o ile nie okaże się, że ludzkość w przytłaczajacej większości funkcjonuje w kontrolowanej rzeczywistosci facebookowej i jest podatna na manipulacje tam serwowane), bo a priori coś tam sobie zakładamy, ale a posteriori wychodzi całkiem inaczej.
    Owszem, jestesmy poddawani praniu mózgow przez media zależne od korporacji i rzadów (które tez w coraz większym stopniu sa zależne od korporacji), ale to nie jest wynalazek ostatnich dziesięcioleci – tak bylo zawsze, tylko piorący się zmieniali. Przez wieki w naszej czesci świata był to na przyklad Kościół katolicki ze swoją wizją świata, potem ideologia narodowa (tu zaliczam także komunizm, choć to dyskusyjna teza), teraz dogmat o nieomylności rynków i kapitaliźmie jako najlepszym z mozliwych ustrojów gospodarczo-społecznych. Dodatowym czynnikiem, takim fotograficznym utrwalaczem tych tendencji jest presja społeczna. Dam ci taki przykład: w instytucji, w której obecnie pracuję nieco ponad rok temu ktoś stwierdził, ze zaloży konto facebookowe naszego instytutu i tam, prawda, będziemy się na bieżąco informować, dyskutować, omawiac projekty i badania. Wszyscy wpadli w zachwyt, zarówno kadra jak i studenci, ale ja – warchoł i wywrotowiec – stwiedziłem, że proszę bardzo, ale ze mną proszę utrzymywac kontakt za pomocą portalu uczelnianego, za którego stworzenie i utrzymywanie uczelnia zapłaciła masę kasy, który jest zamknięty dla ludzi z zewnątrz, utrzymywany na uczelnianych serwerach i dostosowany do potrzeb pracownikow naukowych i studentów, oferując na przykład bezpośredni dostęp do zasobów bibliotek, archiwów publikacji etc. I wiesz co? Ile ja się nasłuchałem, ze co mi szkodzi, że moge założyć konto fake, że mi się spodoba, że – przeze mnie wszystkim będzie trudniej, bo na FB sa ciagle a na portal muszą ‚wchodzić’… Usłyszałem nawet od jednego kolegi, ze jestem… aspołeczny! Ostatecznie stanęło na moim, ale gdyby nie mój upór, to platformą do naukowej, wolnej i nieskrępowanej wymiany mysli stalby się komercyjny produkt nastawiony na profilowanie użytkowników i kontrolowany przez kilka osób gdzieś w USA. Moi oponenci ulegli, gdy uzyłem własnie tego argumentu – a mnie przeraża, ze w sumie inteligentni ludzie (posiadacze tytulow masters i PhD) sami nie wpadli, że to raczej niestosowne i trzeba było im tą brutalna prawdę walnąć miedzy oczy, zeby załapali.
    Więc czego oczekiwac od ‚zwykłych’ ludzi?

  27. Dobrecki
    15 stycznia, 2016 at 22:46

    Tak też myślałem, że ta cała „inżynieria społeczna” to kolejna teoria spiskowa, coś jak smugi Chemitrails albo Echelon, globalna sieć wywiadu elektronicznego. Każdy rozsądny człowiek wie że te wymysły nie istnieją. 8)

  28. Aspa
    15 stycznia, 2016 at 23:34

    I tak, i nie. Jeśli przez ‚inżynierię społeczną’ rozumiesz dosłownie to, co te słowa znaczą: czyli zdolność takiego uogolnienia zaleznosci miedzy kluczowymi zmiennymi społecznymi, żeby bylo mozliwe przewidywanie dynamiki grup społecznych tak, jak inżynier jest w stanie przewidzieć zachowanie konstrukcji w oparciu o wzory wytrzymałości, podatości na ściskanie, skrecanie, odkrztalcenia termiczne itd – to takiej inzynierii spolecznej nie ma i nie będzie. Nie będziemy w stanie wymyślic wzorow, że jeśli w grupie społecznej zaobserwujemy X zmiennych i zastosujemy Y określonych oddziaływan, to ta grupa z aktualnego stanu A dojdzie do zakładanego stanu B w czasie T. To było zamiarem ojców zalozycieli współczesnej socjologii i się całkiem nie udało (oczywiście upraszczam i przejaskrawiam, ale masz ogolny zarys).
    Jest jednak coś takiego, jak oddziaływanie na grupę, które w określonych przypadkach i w ograniczonym zakresie może przynieść zmanę zachowań grupy w załozonym kierunku. Czymś takim – że znowu wrócę do Hitlera – były nocne marsze z pochodniami, czyms takim są akcje promocyjne masowego marketingu, czymś takim jest kreowanie wszelkich mód, propaganda. Tu jesteśmy podatni i tu tkwi zagrozenie. Inteligentny człowiek może latwo wyłapać symptomy takiej manipulacji, chyba, że padnie jej ofiarą na skutek konretnej sytuacji – wtedy ma wrażenie, ze działa racjonalnie, a tak naprawdę działa zgodnie ze świadomymi, badź nie, zalożeniami jakiejś akcji oddziaływania – vide Wojna Światow Wellsa w radiowej adaptacji. Tam mieliśmy do czynienie nawet z podwójną akcją oddziaływania: najpierw NIEWIELKA cześć słuchaczy uwierzyła, że naprawdę słuchaja relacji z inwazji Marsjan. Gazety potem opisały ten fenomen i w efekcie coraz więcej i wiecej Amerykanów przekonywało, że sluchali tej audycji i albo sami wpadli w panike, albo byli tego swiadkami. W ten sosób powstała legenda o MASOWEJ panice w USA w czasie emisji audycji, ktora to legenda przenikneła do kultury masowej.
    Gdyby inżynieria spoleczna sensu stricte była możliwa, mielibyśmy wzór, jak zrobić audycje radiowa bądź telewizyjną, by powtórzyć dokladnie ten sam efekt w dowolnym mijscu świata w dowolnym czasie. Nie mamy. Mamy za to dowód, że przy specyficznym ‚zbiegu zmiennych’ pewne bodźce moga wywoływac pewne akcje w skali społecznej, choć ich ponowne zaapliowanie w innym miejscu i czasie może przyniesc zgoła odmienne rezultaty, lub własnie żadnych.
    Kurczę, zaraz tu napisze ‚Wstęp do Propagandy’ w odcinkach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »