przystajnik

Weekend z dystrybucją: SparkyLinux 3.6

Debian to nieoszlifowany diament – niemal każdy o nim słyszał, każdy go szanuje, ale mało kto jest w stanie używać tej dystrybucji w surowej formie na desktopie. Specyficzny cykl wydawniczy, stabilne repozytoria które szybko stają się dla biurkowego odbiorcy parkiem staroci a wybuchowy charakter repozytoriów niestabilnych zniechęca początkujących. Innymi słowy – Debian średnio się adoptuje do naszych biurek i niemal wcale się tym nie przejmuje. Ma przed sobą wyższe cele. Ale coś w tym Debianie jest, skoro wiele dystrybucji i twórców bierze ten kawałek szlachetnego kruszcu i przekuwa go w użyteczne, dobrze poskładane i funkcjonalne dystrybucje (Ubuntu, Mint, itp.). Jednak podświadomie wiele osób czeka na to, aż ktoś weźmie w końcu czystą formę Debiana i tak ją ułoży (bez budowania własnych repozytoriów), że będzie atrakcyjna dla przeciętnego odbiorcy. Z takim zamiarem wyszli twórcy dystrybucji SparkyLinux 3.6.

Geneza

Na początku należy podkreślić, że możemy w końcu gościć na naszych komputerach polską myśl technologiczną – SparkyLinux jest bowiem efektem pracy naszych (naszego) rodzimego twórcy. Początki tej dystrybucji sięgają roku 2011, kiedy to jeszcze mając za bazę Ubuntu i pod nazwą Ubuntu Enlightenment17 Remix dostarczała ona użytkownikom środowisko E17. W 2012 roku wraz ze zmianą na SparkyLinux, podstawą systemu stał się Debian – na początku stabilny z domieszką paczek z repozytoriów niestabilnych, a obecnie całkowicie korzystający z gałęzi repozytoriów testing Debiana. SparkyLinux występuje w szeregu odmian z przeróżnymi (w większości minimalistycznymi) środowiskami graficznymi. Znajdziemy zatem wersje z E19, Openbox, JWM, Xfce, LXDE, Razor-Qt (LXQt?) oraz MATE. Od przybytku podobna głowa nie boli, jednak na stronie z obrazami iso nie określono jednoznacznie, która wersja i środowisko jest „namaszczona” przez twórców jako baza dla wszelkich innych odmian – stąd też zdecydowałem się na pobranie 64bitowej odmiany z MATE.

Programy

Ponieważ repozytoria testing z których korzysta SparkyLinux nadają systemowi charakteru dystrybucji ciągłej (paczki są ciągle aktualizowane), to poniższe zestawienie wersji może być za parę dnie nieadekwatne do tego, co zastaniemy na serwerach. Niemniej, da nam to obraz całości:

  • Kernel: 3.16.7
  • Internet: przeglądarka Iceweasel 31.4.0esr, komunikator Pidgin 2.10.11, klient poczty IceDove 31.4.0, Transmission 2.84, gFTP 2.0.19, Liferea 1.10.12, uGet 1.10.4,
  • Biuro: LibreOffice 4.3.3, Atril 1.8.1
  • Dźwięk i wideo: Exaile 3.4.0.2, VLC 2.2.0, GNOME MPlayer 1.0.9, RadioTray 0.7.3, SMPlayer Youtube Browser 14.8
  • Grafika: GIMP 2.8.14, Shotwell 0.20, Eye of MATE 1.8.0
  • Panel: MATE Panel 1.8.1
  • Menadżer okien: Marco 1.8.2
  • Menadżer plików: Caja 1.8.2

Jak widać, dobór oprogramowania jest w miarę standardowy i pokrywający w większości zapotrzebowanie przeciętnego użytkownika. Gdyby jednak zaszła konieczność wymiany lub doinstalowania jakiegoś programu, to w SparkyLinux dokonamy tego za pomocą menadżera paczek Synaptic. Może nie jest on taki ładny i sugestywny jak Centrum Oprogramowania Ubuntu – okraszone grafikami, zrzutami ekranów oraz ocenami użytkowników – ale działa i nie zmusza nas do wycofywania się od razu do terminala.

Oprócz tego, do systemu dołączone jest autorskie repozytorium, w którym znajduje się sporo narzędzi specyficznych dla tej dystrybucji. W większości są one standardowo instalowane, a obejmują taki zakres działań jak obsługa repozytoriów i instalowanie paczek (Sparky APTus), kopia bezpieczeństwa ustawień naszych programów (Sparky Backup Apps), zarządzanie i ustawienia kompozytora Compton (Sparky Compton), zarządzanie i ustawienia Conky (Sparky Conky). Narzędzi jest sporo i nie występują we wszystkich odmianach – np. Sparky Center jest przynależne dla wydania z LXDE. W większości przypadków są to wszystko rozwiązania tekstowe zgrabnie opakowane w GUI i graficzną formę zarządzania.

Wygląd i obsługa

sparkylinux

SparkyLinux 3.6 – standard bez błysku

„Decompressing Linux…” – kiedy to ostatnio widzieliście? Ja też niemal zapomniałem jak wygląda typowy tekstowy start systemu bez „wyciszonych” komunikatów. Pomimo tego, że LiveCD ze SparkyLinux uruchamia się w miarę estetycznie, to co najmniej w wersji MATE po zainstalowaniu na dysku i starcie nowego systemu, wita nas stonowane i estetyczne menu GRUB oraz potem wspomniany „Decompressing Linux” – i to na otwartych sterownikach. Sytuacji nie ratuje również późniejsza estetyka całości, czyli temat graficzny, ikony, domyślna tapeta, itp. Wszystko jest na miejscu i funkcjonalne, jednak razi oczy stylem jak z początku wieku. Owszem, o gustach się nie dyskutuje, jednak od współczesnych dystrybucji można wymagać nieco więcej, szczególnie, że podobny efekt można uzyskać na gołej instalacji Debiana – zatem tego elementu twórcy SparkyLinuksa nie poprawili. Powtórzę, przynajmniej w wersji MATE, a która stwarza jakieś ku temu możliwości konfiguracyjne. Nie oznacza to oczywiście jakiegoś totalnego dramatu, jednak archaizmem razi głównie panel z ikonami z różnych bajek w zasobniku i typowym wyglądem a’la „win98”.

sparkylinux

SparkyLinux 3.6 – po przeróbkach

Założenia SparkyLinux wydają się orbitować wokół minimalizmu, stąd też zapewne nikt nie zadał sobie trudu, by wydobyć z XFCE, MATE tego co najlepsze. Minimalne wersje z JWM, Openbox nie potrzebują wszak takiego zaangażowania, ich minimalizm z natury zmniejsza nasze wymagania co do wyglądu. Szczególnie, że twórcy zadali sobie trud umieszczenia domyślnie na pulpicie informacji serwowanych przez Conky, oraz efektownego dock Wbar.

Niemniej, nic nie stoi na przeszkodzie by użytkownicy biegli w konfigurowaniu środowiska pod własne wymagania uskutecznili własny wygląd. Po zmianie menadżera okien Marco na Openbox, uruchomieniu kompozytora Compton, wykorzystaniu spójnych ikon Numix, Conky-Colors i po drobnym liftingu panelu – nie jest źle. Tyle, że taką samą pracę można włożyć w standardową instalację Debiana i uzyskać taki sam efekt.

Jak pracuje się ze SparkyLinux? Ponieważ MATE to nawiązanie do lat świetności GNOME 2.xx, zatem i obsługa menu oraz pozostałych elementów przypomina właśnie tamte czasy (+ rozwinięcia pozwalające nawiązać im do współczesności). Co cieszy, to poręczne narzędzia Sparky, dzięki którym oporządzimy nasze pakiety, wykonany upgrade systemu (testing to niemal rolling release), skonfigurujemy Comptona, Conky. Wszystkie wykonują powierzone im zadanie, poza Sparky APTus, który informuje, że nie może odnaleźć powłoki. Drugim mankamentem jest rozsianie tych narzędzi po menu – aż prosi się o stworzenie jakiegoś Centrum Narzędzi Sparky, na wzór Centrum Sterowania. Chwilę też może nam zająć odnalezienie DDM (Device Driver Manager), którym zainstalujemy i wdrożymy do konfiguracji zamknięte sterowniki dla naszych urządzeń. O ile zadziała (u mnie przestał po aktualizacji).

Poza tym nic tu nas niczym nie zaskoczy (poza Wbarem, który pozostaje ukryty pod oknami) – o ile ktoś zna etymologię Iceweasela (Firefox) i Icedove (Thunderbird). To również jedna z niewielu dystrybucji, która nie aktywowała mojej karty wifi (Broadcom) i musiałem sobie przypominać jaki moduł za to odpowiada.

Wydajność

Start systemu w niecałe 25 sekund i zajęte około 400MB pamięci RAM powinien postawić ten system w gronie całkiem typowych dystrybucji. Jednak SparkyLinux nadrabia dużo dzięki bazowaniu bezpośrednio na Debianie. To zwinna i szybka dystrybucja. Jednak jeżeli zechcemy używać kompozytora Compton lub Compiz, należy upewnić się, że wiemy co niego o ich optymalnej konfiguracji.

Mowa końcowa

SparkyLinux to dla wielu spełnienie marzeń o zgrabnie poskładanym i w miarę aktualnym Debianie na pulpicie. Nieco te marzenia mogą cierpieć ze względu na zacięcie w stronę minimalizmu, któremu stara się hołdować dystrybucja. Choć domyślny wygląd nie wzbudza achów i ochów, można z tego wyskładać bardzo przyjemny i przytulny system biurkowy. Co prawda niektórzy powiedzą, że to samo można zrobić i z gołym Debianem – jednak z pewnością wtedy dojdzie nam do konfiguracji o wiele więcej elementów, a o które w tym momencie dba za nas SparkyLinux. Jednak przed twórcami nadal zostaje sporo zadań do nadrobienia – z pewnością pomyślałbym o ładniejszym graficznym poskładaniu całości i przyjęciu jakiegoś ładu stylistycznego, jak też ujęciu w jeden panel sterujący dystrybucyjnych narzędzi systemowych.

Maszyna testowa:
CPU: Intel Core i7 Q 720 1.60GHz
GPU: Mobility Radeon HD 4670
Pamięć: 4GB
HDD: 500GB, 7200rpm, udma6
WiFi: Broadcom BCM43224 802.11a/b/g/n

Post navigation

Translate »