przystajnik

Projekty opensource nie dla miłośników opensource?

blabla-iconW dobrym tonie i tradycji narodowej jest rozwinąć raz na jakiś czas czarną myśl, choćby po to, by przerwać trwającą od dłuższego czasu propagandę sukcesu wokół ruchu FOSS. Bo czy ktoś zadał sobie kiedykolwiek pytanie, kim są główni odbiorcy wielu przeróżnych sztandarowych projektów opensource? Ponura prawda otrzeźwiająco uderzy wielu w twarz…

Ruch wolnego i otwartego oprogramowania kojarzy się jednoznacznie z osobami skupionymi wokół przeróżnych dystrybucji Linuksa. To w oparciu o ten system i założenia pana Stallmana w świat ruszyła krucjata, której piewcy oprócz tworzenia programów zaczęli udostępniać również ich źródła. Czy tego chcemy czy nie, zaistnienie otwartego kodu było możliwe z racji rozszerzania się pewnej idei. Biorę, używam, przyczyniam się do rozwoju (lub nadal tylko używam), gdy zmieniam lub tworzę – przekazuję to społeczności. Jaka by to nie była utopia – przyjęła się. Zaprzeczenie regułom drapieżnego korporacjonizmu i kapitalistycznej pogoni za zyskiem sugeruje i skazuje powyższe na niszę i niewielką liczbę użytkowników. I faktycznie, Linux w formie biurkowej do czasów Ubuntu nie doczekał się tabunu fanów. Również promocja ze strony Ubuntu i ukłon w stronę zwykłego użytkownika nie przyczyniły się do rewolucyjnej zmiany proporcji w rynkowym udziale systemów operacyjnych. Jest lepiej niż było, pojawiła się w narodzie jakaś iskierka świadomości nt. Linuksa, lecz wiodącym system pozostał wiodący system. I ma się on całkiem dobrze, a jego użytkownikom żyje się coraz lepiej dzięki… Sporej liczbie programów opensource.

Koncepcja multiplatformowego tworzenia programów jest obecnie jednym z ważniejszych źródeł zapewnienia Linuksowi ciekawych programów. To działa oczywiście też w drugą stronę, bo z tych programów korzystają zarówno i użytkownicy Windowsa jaki i OS X. Nic w tym zdrożnego. Lecz gdy spojrzymy na statystyki wielu kluczowych projektów wywodzących się z naszej wolnej platformy, dostrzeżemy, że siłą napędową ich popularności staje się masowy odbiorca na co dzień korzystający z obwarowanego licencjami i zabezpieczeniami zamkniętego Windowsa. Wolne projekty stają się zatem doskonałym uzupełnieniem komercyjnej oferty dla tego systemu, a tym samym utwierdzają użytkowników w przeświadczeniu o nieomylności w wyborze płatnego systemu – z racji na jego bogactwo programowe. Mówiąc krótko – takie projekty jak digiKam, OpenOffice, Rawtherapee, Lightzone, Blender, GIMP i wiele wiele innych, stają się doskonałą reklamą płatnego systemu. Bez problemu zainstalujesz, nie płacisz za używanie, a korporacja swoje zarobi i tak.

‚Ale, ale…’ – zaoponują trzeźwo myślący – ‚Czy wzrost liczby użytkowników nie przekłada się przypadkiem na jakość projektu – liczbie zgłoszonych błędów, wysuwanych pomysłów, itp?’. Owszem, zapewne tak. Nigdy nie mamy jednak gwarancji, ilu z tej masy odbiorców wolnych rozwiązań na niewolnej platformie poczuje potrzebę kreatywnego przyczynienia się do rozwoju używanego rozwiązania. W końcu nauczeni kolokwialnym ‚płacę, to wymagam’, w każdej chwili mogą po prostu kupić produkt komercyjny, gdy w wolnym projekcie nie uświadczą istotnych dla nich funkcji. Bez sentymentów i poczucia konieczności dołożenia cegiełki do udoskonalenia kodu, tłumaczenia, dokumentacji, itp. Czy to jest problem i jest zauważalny? Wystarczy udać się na fora poświęconego GIMPowi, digiKam lub Rawtherapee – i zaobserwować, ilu zabiera głos użytkowników z danego systemu, przy pomocy którego są tworzone samouczki, itp.

Gdzie tu zagrożenie? Ano na dzień dzisiejszy użytkownicy zamkniętego systemu operacyjnego są o tyle do przodu, że otrzymują stosunkowo szybko instalatory, podczas gdy użytkownicy dystrybucji linuksowych czekają aż ktoś wykona paczki i umieści w repozytorium. No ale taka specyfika systemów, prawda? Lecz co się stanie w momencie, gdy ktoś stwierdzi, że po co się śpieszyć z przygotowywaniem paczek, jeśli 90% użytkowników danego programu czeka na zwykły windowsowy instalator? Jak będzie wyglądał rozwój projektu, gdy wszystkie zgłoszenia i ew. błędy będą rozwiązywane pod kątem tych 90% użytkowników, zatem będą dotyczyły konkretnej platformy? Jeśli wejdziesz między kruki, musisz krakać jak i one…

Nie jestem przeciwnikiem wolności użytkowania. Jeżeli komuś pasuje taki a nie inny system – ok. Ale niepokojąca jest ignorancja i nonszalancja twórców wielu dystrybucji jak i samych użytkowników Linuksa – po co ułatwiać życie żółtodziobom, na co nam taka szara masa nieświadomego użytkownika. Oby momentem otrząśnięcia się nie była chwila, gdy taka sama szara masa ale posiadaczy innej platformy systemowej ‚przejmie’ projekt i wymusi na twórcach swoje racje. O ile przeciętny Kowalski nie wpłynie znacząco na rozwój kernela i nie usprawni czy to planera zadań, czy wydajności operacji I/O, o tyle jego obecność w gronie użytkowników Linuksa jest pożądana, by tworzyć zdrową tkankę użytkowników. 

Post navigation

21 comments for “Projekty opensource nie dla miłośników opensource?

  1. Wojciech
    24 października, 2013 at 9:58

    Bardzo słuszne uwagi. Obserwuję już od dłuższego czasu prowindowsową orientację większości dużych projektów pierwotnie linuksowych. Objawia się to nie tylko dostarczaniem eleganckich instalatorów. Np. słynny jednookienkowy interfejs Gimpa to przecież ukłon w stronę użytkowników Windows. OpenOffice Impress w wersji windzianej miał pełną obsługę multimediów, a w wersji linuksowej to mocno kulało. Itd. itp…

    Dotyczy to również słownictwa. Działając w zespole Aviary, dążyłem do ujednolicenia słownictwa między poszczególnymi projektami, a także starałem się wyrugować rozplenione jak chwasty terminy Microsoftu. O ile w przypadku środowiska Gnome jakoś to się udało, to jeśli chodzi o Thunderbirda czy Firefoksa linuksowcy ponieśli klęskę – programy te przemawiają językiem Windows, bo kierownicy projektów zdecydowanie odmówili prowadzenia linuksowej wersji językowej. Uzasadnienie było jakże piękne i proste – podstawowym odbiorcą jest użytkownik Windows, więc używane nazewnictwo musi być spójne z tym systemem. Dlatego ciągle straszą „aplikacje”, „foldery” i inne dziwolągi.

    Czasami więc pojawia się pytanie: po co mi ten Linux?

  2. 24 października, 2013 at 13:04

    O, publicystyka… i to na dodatek głupoty 🙂

    FOSS to nie ruch, to „neutralny skrót pozwalający objąć jednym mianem zarówno Wolne Oprogramowanie (ang. Free Software) jak i Otwarte oprogramowanie (ang. Open Source)”. Wspomnienie w dalszej części nazwiska Stallmana jest nie na miejscu, sprzeciwia się on powstaniu inicjatywy Open Source, więc logiczne jest że sprzeciwia się także FOSS.

    >>”Czy tego chcemy czy nie, zaistnienie otwartego kodu było możliwe z racji rozszerzania się pewnej idei.”

    Bzdura. Oprogramowanie było od początku otwarte, nie musiało „zaistnieć”. Z biegiem czasu natomiast zaistniały ograniczenia jego używania wraz zabezpieczeniami i licencjami. Wolne oprogramowanie miało więc uchronić tylko to co od dawna powstaje jako wolne.

    >>”Jaka by to nie była utopia – przyjęła się”.

    Jakby nie było to ta utopia stoi za powstaniem informatyki.

    >>”Jest lepiej niż było, pojawiła się w narodzie jakaś iskierka świadomości nt. Linuksa, lecz wiodącym system pozostał wiodący system.”

    Autor jakoś w dziwny sposób zaczyna sugerować, że świadomość użytkowników istniała od zawsze, to znaczy, że rynek był od zawsze kreowany przez użytkowników. To oczywiście znowu bzdura. W latach ’80 kiedy powstawała idea GNU ponad 80% obecnych użytkowników nie wiedziało nawet jak się włącza komputer. Oznacza to że rynek przyciągał nowych użytkowników, a nie był przez nich kształtowany od początku. W tamtym czasie o GNU było bardzo głośno i większość uczestników tamtego rynku o nim słyszało. Sukces MS to w rzeczywistości zablokowanie nowym użytkownikom drogi do poznania alternatyw, a nie walka GNU o swoją pozycję na rynku.

    >>”To działa oczywiście też w drugą stronę, bo z tych programów korzystają zarówno i użytkownicy Windowsa jaki i OS X. Nic w tym zdrożnego. Lecz gdy spojrzymy na statystyki wielu kluczowych projektów wywodzących się z naszej wolnej platformy[…]”

    Otwarty program tworzony dla zamkniętej platformy przestaje być wolnym oprogramowaniem, ponieważ platforma nie respektuje wolności jego użytkowania, ograniczając wolność użytkownika. Ten program jest nadal otwarty, ale nie jest wolny.

    >>”Nigdy nie mamy jednak gwarancji, ilu z tej masy odbiorców wolnych rozwiązań na niewolnej platformie poczuje potrzebę kreatywnego przyczynienia się do rozwoju używanego rozwiązania.”

    Rozwój ten jest zabezpieczony zapisami licencji. Już samo kopiowanie i dystrybucja kodu dalej jest wpływem na rozwój oprogramowania, choćby przez to, że nowi użytkownicy mnie korzystają z programów konkurencji i nie przyczyniają się do kreatywnego przyczynienia się do rozwoju tych programów.

    >>”Wystarczy udać się na fora poświęconego GIMPowi, digiKam lub Rawtherapee – i zaobserwować, ilu zabiera głos użytkowników z danego systemu, przy pomocy którego są tworzone samouczki, itp.”

    To znaczy, że poradniki dla GIMPA tworzone na Windowsie nie są kompatybilne w Linuksie?

    >>”Ano na dzień dzisiejszy użytkownicy zamkniętego systemu operacyjnego są o tyle do przodu, że otrzymują stosunkowo szybko instalatory, podczas gdy użytkownicy dystrybucji linuksowych czekają aż ktoś wykona paczki i umieści w repozytorium.”

    Nadal czekam na instalatory wielu „linuksowych” aplikacji dostępne w Windowsie.

    >>”Lecz co się stanie w momencie, gdy ktoś stwierdzi, że po co się śpieszyć z przygotowywaniem paczek, jeśli 90% użytkowników danego programu czeka na zwykły windowsowy instalator?”

    Wolne oprogramowanie jest dostępne do instalacji na Linuksie już od pierwszych etapów jego powstawania. Źródła są więc dostępne do instalacji już w momencie oznaczenia ich jako wersja stabilna. Piszesz więc bzdury.

    >>”Jak będzie wyglądał rozwój projektu, gdy wszystkie zgłoszenia i ew. błędy będą rozwiązywane pod kątem tych 90% użytkowników, zatem będą dotyczyły konkretnej platformy?”

    Sugerujesz, że błędy specyficzne dla Windowsa powinny obchodzić użytkowników Linuksa? Czy może błąd charakterystyczny dla obu dystrybucji zalatany w źródłach nie będzie poprawiony w Linuksie?

    >>”Ale niepokojąca jest ignorancja i nonszalancja twórców wielu dystrybucji jak i samych użytkowników Linuksa – po co ułatwiać życie żółtodziobom, na co nam taka szara masa nieświadomego użytkownika.”

    Królują w tym zwłaszcza Arch i Gentoo posiadające najlepszą bazę dokumentacji pomagającej początkującym…

    >>”Oby momentem otrząśnięcia się nie była chwila, gdy taka sama szara masa ale posiadaczy innej platformy systemowej ‚przejmie’ projekt i wymusi na twórcach swoje racje.”

    Zmianę licencji?

    >>”O ile przeciętny Kowalski nie wpłynie znacząco na rozwój kernela i nie usprawni czy to planera zadań, czy wydajności operacji I/O, o tyle jego obecność w gronie użytkowników Linuksa jest [tu chyba powinno być „nie”] pożądana, by tworzyć zdrową tkankę użytkowników.”

    Proszę o uściślenie tego fragmentu, gdyż nie mogę się do niego odnieść 🙂

  3. 24 października, 2013 at 14:32

    >> O, publicystyka… i to na dodatek głupoty 🙂

    Może i głupoty, ale z pozycji zwykłego użytkownika coraz bardziej dotykające go mankamenty podczas użytkowania Linuksa, podczas gdy to wiodąca platforma i masy za nią stojące wywierają kształ i rozwój wielu ‚otwartych – już nie otwartych’ projektów.

    >> „FOSS to nie ruch, to „neutralny skrót pozwalający objąć jednym
    mianem zarówno Wolne Oprogramowanie (ang. Free Software) jak i Otwarte oprogramowanie (ang. Open Source)”. Wspomnienie w dalszej części nazwiska Stallmana jest nie na miejscu, sprzeciwia się on powstaniu inicjatywy Open Source, więc logiczne jest że sprzeciwia się także FOSS.”

    Z tego samego źródła (Wiki): (…) W zależności od kontekstu skrót FLOSS może dotyczyć zarówno obu nurtów !ruchu! (społeczność), obu typów definicji licencji na oprogramowanie (prawo, filozofia), zbioru oprogramowania na tych licencjach (informatyka) lub kombinacji tych składników (…).

    Samo FOSS/FLOSS jak wiesz to Otwarte i Wolne oprogramowanie. Zatem FSF sprzeciwiając się koncepcji Otwartego nadal jednak wpisuje się w koncepcję Wolnego. Czyli chcąc, nie chcąc, w niektórej nomeklaturze jest im i tak po drodze.

    >> „Bzdura. Oprogramowanie było od początku otwarte, nie musiało
    „zaistnieć”. Z biegiem czasu natomiast zaistniały ograniczenia jego używania wraz zabezpieczeniami i licencjami. Wolne oprogramowanie miało więc uchronić tylko to co od dawna powstaje jako wolne.”

    Oprogramowanie zawsze otwarte? Wskaż mi zatem źródła MS DOS i innych projektów z lat 80, gdy do życia została powołana koncepcja wolnego i otwartego oprogramowania. Przecież dobrze wiesz, że sam Stallman przybił swoje postulaty na dyskietce ze zamkniętymi sterownikami do jakiegoś sprzętu. Jako użytkownik sprzętu 8bitowego nigdy nie udało mi się w latach 80 kupić gry z dołączonym listingiem kodu źródłowego – ba, nawet prekursor video rozrywki z 1972 bodajże (Pong) też był rozpowszechniany bez źródeł – i to na długo, nim pojawiły się jeszcze bardziej agresywne formy licencjonowania.

    >> „Jakby nie było to ta utopia stoi za powstaniem informatyki.”

    Zgadzam się, choć twórcy komercyjnych rozwiązań będą innego zdania 🙂

    >> „Autor jakoś w dziwny sposób zaczyna sugerować, że świadomość użytkowników istniała od zawsze, to znaczy, że rynek był od zawsze kreowany przez użytkowników. To oczywiście znowu bzdura. W latach ’80 kiedy powstawała idea GNU ponad 80% obecnych użytkowników nie wiedziało nawet jak się włącza komputer. Oznacza to że rynek przyciągał nowych użytkowników, a nie był przez nich kształtowany od początku. W tamtym czasie o GNU było bardzo głośno i większość uczestników tamtego rynku o nim słyszało. Sukces MS to w rzeczywistości zablokowanie nowym użytkownikom drogi do poznania alternatyw, a nie walka GNU o swoją pozycję na rynku.”

    Ta świadomość pojawia się teraz i dlatego piszę o tym tak a nie inaczej – jest lepiej, niż było. W latach 80, 90 to może Stallman i kilka innych osób związanych z Wolnym i Otwarty oprogramowaniem wiedzieli o co chodzi. Cała reszta oprogramowania tkwiła w kajdanach licencji i korporacji, a użytkownik nie wyobrażał sobie innego sposobu na pozyskanie programu, niż jego zakup.

    >> „Otwarty program tworzony dla zamkniętej platformy przestaje być wolnym oprogramowaniem, ponieważ platforma nie respektuje wolności jego użytkowania, ograniczając wolność użytkownika. Ten program jest nadal otwarty, ale nie jest wolny.”

    To kategoryczne i pobożne życzenia, gdyż ludzi i tak interesuje sam fakt ‚bezpłatnego’ pozyskania softu. Czy on będzie Wolny, czy Otwarty – jest za darmo. W swoich wywodach próbuję zasugerować, że o ile użytkownicy Linuksa posiadają inną świadomość i inne skrupuły, to masy (bez obrazy i personalnych przytyków) wychowane na spiratowanym Windowsie i innym oprogramowaniu skrupułów nie mają. Czyli nie będą gloryfikowali użytecznej funkcji wolnego oprogramowania, ani jego zalet. Ot, jakiś frajer wystawił w internecie program za darmo, to sobie ściągnę. To jest zagrożenie dla projektów opensource, gdy narastające wokół niego stężenie ignorancji i bezduszności masowych odbiorców zawęzi do minimum kryteria rozwoju, przeznaczenia, użyteczności, itp. Innymi słowy, żywię nadzieję (może płonną), iż masa użytkowników Linuksa != masa użytkowników Windowsa.

    >> „Rozwój ten jest zabezpieczony zapisami licencji. Już samo
    kopiowanie i dystrybucja kodu dalej jest wpływem na rozwój oprogramowania, choćby przez to, że nowi użytkownicy mnie korzystają z programów konkurencji i nie przyczyniają się do
    kreatywnego przyczynienia się do rozwoju tych programów.”

    MS też ma licencję, EULA i organy ścigania stojące za ich przestrzeganiem. Obydwaj wiemy, na ile się tym użytkownicy przejmują. Dlaczego zatem mieliby się przejąć respektowaniem jakiejś licencji GNU?

    >> „To znaczy, że poradniki dla GIMPA tworzone na Windowsie nie są kompatybilne w Linuksie?”

    Absolutnie nie chciałem aby to zostało w ten sposób odebrane. Osoby tworzące poradniki i przyczyniające się do rozwoju projektu są tymi ‚dobrymi’. Zagrożenie stanowi masowi odbiorcy, którzy swoją liczbnością i używaną platformą systemową wygrywają decyzje o kierunku rozwoju i przeznaczeniu programu (video komentarz odnośnie nomenklatury tłumaczenia, itp).

    >> „Wolne oprogramowanie jest dostępne do instalacji na Linuksie już od pierwszych etapów jego powstawania. Źródła są więc dostępne do instalacji już w momencie oznaczenia ich jako wersja stabilna. Piszesz więc bzdury.”

    Widzisz Greg, ja cię doskonale rozumiem i potrafię się poruszać w świecie źródeł, kompilatorów, itp. Czy to oznacza, że ta wiedza determinuje moją umiejętność użytkowania Linuksa, a moja mama powinna dać sobie spokój, bo nawet nie wie o co chodzi ze źródłami programu? Źródła to półprodukt – w ocenie zwykłego użytkownika często bezużyteczny. Dlaczego zatem mamy tkwić na pozycji ‚chcecie mieć wolność, otwarte źródła, wolny system – nauczcie się kompilować’. Czy to ma przyspożyć Linuksowi ‚pozytywnych wibracji’? Pozytywy to uczestnictwo w społeczności, udzielanie się na forach, projektach, tłumaczenia, itp. Często dla wielu to i tak za dużo, ale im większa liczba użytkowników, tym z tej liczby będzie się więcej rekrutowało osób zaawansowanych – vide użytkownicy wiodącej platformy. Póki co, oni nas przytłaczają i mają sporo kart przetargowych w rękawie. Ustępować im pola dla koncepcji, zasady i idei jest nierozsądnym.

    >> „Sugerujesz, że błędy specyficzne dla Windowsa powinny obchodzić użytkowników Linuksa? Czy może błąd charakterystyczny dla obu dystrybucji zalatany w źródłach nie będzie poprawiony w Linuksie?”

    Nie – ale gdy szala użytkowników się przeważy i społeczność danego programu będzie interesowało tylko poprawienie błędów specyficznych dla Windowsa… To chyba logiczne, że projekt ‚umrze’ dla osób z innym systemem.

    >> „Królują w tym zwłaszcza Arch i Gentoo posiadające najlepszą bazę dokumentacji pomagającej początkującym…”

    Doskonała dokumentacja w połączeniu z metodami instalacji i obsługi rodem z końca lat 90tych. Uwielbiam koncepchę Archa, ale nigdy nie miałem dość zacięcia, by przebrnąć przez jego instalację i konfigurację. Greg, świat użytkowników nigdy nie jest monolitem samych omnibusów. Jakichkolwiek użytkowników – samochodu, kserokopiarki, Linuksa, Windowsa, piły mechanicznej, itp. Dlatego np. konstrukcja młotka jest stosunkowo prosta i sugerująca sposób użycia.

    >>”O ile przeciętny Kowalski nie wpłynie znacząco na rozwój kernela i nie usprawni czy to planera zadań, czy wydajności operacji I/O, o tyle jego obecność w gronie użytkowników Linuksa jest [tu chyba powinno być „nie”] >> pożądana, by tworzyć zdrową tkankę użytkowników.”
    >> >> „Proszę o uściślenie tego fragmentu, gdyż nie mogę się do niego odnieść :)”

    Tak jak napisałem powyżej – użytkownicy Linuksa to nie tylko sami deweloperzy kernela, czy programiści piszący konkretny program. Jeżeli tak by to miało wyglądać, to czas zawiesić na wszystkich stronach o Linuksie baner ‚Organizacja Snobów i Narcyzów o Strukturach Wzajemniej Adoracji’. Punktem kluczowym jest podniesienie głowy i dostrzeżenie, że wiele osób chce komputera używać do różnych zadań. Dlaczego Linux poprzez swoje skostniałe trwanie w pewnych koncepcjach ma to uniemożliwiać? W imię wolności? Co nam po wolności, którą ktoś zamknął w klatce…

  4. 24 października, 2013 at 16:28

    >>”Może i głupoty, ale z pozycji zwykłego użytkownika coraz bardziej
    dotykające go mankamenty podczas użytkowania Linuksa, podczas gdy to
    wiodąca platforma i masy za nią stojące wywierają kształ i rozwój wielu
    ‚otwartych – już nie otwartych’ projektów.”

    Z tekstu artykułu jednak wynika pesymistyczna wizja wsparcia ze strony mas użytkowników. Na czym więc opierasz swoje twierdzenie?

    >>”W zależności od kontekstu skrót FLOSS może dotyczyć zarówno obu nurtów!”

    Nie przeczę definicji, przeczę kontekstowi, który wkleja nazwisko Stallmana w rozwój tego ruchu (FLOSS) i obarcza go odpowiedzialnością. Ta definicja jest zbyt ogólnikowa aby oprzeć na niej cokolwiek.

    >>”Oprogramowanie zawsze otwarte? Wskaż mi zatem źródła MS DOS i innych projektów z lat 80,”

    Z Wikipedii: „Zamierzeniem Stallmana było stworzenie w pełni wolnego systemu operacyjnego. Chciał on zapewnić użytkownikom komputerów swobodę – taką jaką mieli oni w latach 60. i 70.”

    Nie wiem dlaczego poczytujesz początek otwartych źródeł od powstania GNU? Nawt Unix był rozpowszechniany razem ze źródłami, płaciło się tylko za przesyłkę i koszty nagrania taśmy magnetycznej. DOS to już w praktyce rozwój nowej ery, nie był on zresztą do końca zamkniętym oprogramowaniem. Pomimo, że nie był ona na wolnej licencji licencja ta umożliwiała modyfikacje, dzięki czemu obok MS DOS istniała także wersja PC DOS tworzona przez IBM.

    >>”Cała reszta oprogramowania tkwiła w kajdanach licencji i korporacji, a użytkownik nie wyobrażał sobie innego sposobu na pozyskanie programu, niż jego zakup.”

    Albo raczej nie wiedział o innym sposobie. Zresztą co ma zakup do wolności?

    >>”To kategoryczne i pobożne życzenia, gdyż ludzi i tak interesuje sam fakt ‚bezpłatnego’ pozyskania softu.”

    Mówisz o tym w realiach, które gloryfikują bezpłatne oprogramowanie (zamknięte), a Microsoft obniża drastycznie ceny swoich produktów. Jak myślisz co się w tych czasach liczy, pieniądze, czy kontrola nad użytkownikiem i jego danymi? I czy wobec tego Otwarte Oprogramowanie nie jest konkurencyjne skoro „kosztuje” tyle samo, a pozbawione jest wad w postaci zrzeczenia się praw ułatwiających kontrolę?

    >>”Dlaczego zatem mieliby się przejąć respektowaniem jakiejś licencji GNU?”

    Jedynym brakiem respektowania licencji GNU jest zamknięcie kodu tego programu. Uważasz, że któryś z użytkowników tego dokona bez konsekwencji?

    >>”Zagrożenie stanowi masowi odbiorcy, którzy swoją liczbnością i używaną platformą systemową wygrywają decyzje o kierunku rozwoju i przeznaczeniu programu (video komentarz odnośnie nomenklatury tłumaczenia, itp).”

    Nie widzę związku GIMPa z rozwojem systemu. A to czym piszesz mialoby sens gdyby ci użytkownicy doprowadzili do przepisania GIMPa np. do .NET Framework, albo coś w tym stylu. Ma to sens?

    >>”Widzisz Greg, ja cię doskonale rozumiem i potrafię się poruszać w świecie źródeł, kompilatorów, itp. Czy to oznacza, że ta wiedza determinuje moją umiejętność użytkowania Linuksa, a moja mama powinna dać sobie spokój, bo nawet nie wie o co chodzi ze źródłami programu?”

    Widzisz ja nie dyskutuję o tym co kto potrafi, bo znam osoby, które mnie prosiły o instalację Naszej Klasy na komputerze. My rozmawiamy o dostępności oprogramowania i tu użytkownicy takiego Archa nie mają żadnych problemów, co innego Debian, ale to ich ścieżka rozwoju i nikt cię nie zmusza aby nią podążać.

    >>”

    Nie – ale gdy szala użytkowników się przeważy i społeczność danego
    programu będzie interesowało tylko poprawienie błędów specyficznych dla
    Windowsa… To chyba logiczne, że projekt ‚umrze’ dla osób z innym
    systemem.”

    Projekt żyje dopóki są udostępniane jego źródła. Brak dostępności programu dla systemu nie oznacza kryzysu systemu, tylko braku zainteresowania programem, jednak cały czas on jest dostępny dla tego systemu poprzez źródła i autor może tylko to zmienić w ten sposób, że źródła zamknie.

    >>”Jakichkolwiek użytkowników – samochodu, kserokopiarki, Linuksa, Windowsa, piły mechanicznej, itp. Dlatego np. konstrukcja młotka jest stosunkowo prosta i sugerująca sposób użycia.”

    Wymień braki zainstalowanego Archa w stosunku do zainstalowanego Ubuntu?

    >>”Punktem kluczowym jest podniesienie głowy i dostrzeżenie, że wiele osób chce komputera używać do różnych zadań. Dlaczego Linux poprzez swoje skostniałe trwanie w pewnych koncepcjach ma to uniemożliwiać? W imię wolności? Co nam po wolności, którą ktoś zamknął w klatce…”

    Który z punktów Wolnego Oprogramowania lub Open Source stoi na drodze tych wzniosłych ideałów? Czy ktoś tu broni komuś zainstalować jakiś program, który jest mu potrzebny, czy ktoś tu wymaga opłat, dostarczenia danych osobyw itp.? Czego ty wymagasz od tego systemu, a co dają inne za darmo?

  5. pawellek
    24 października, 2013 at 20:43

    Nie za bardzo Greg to zrozumiałeś,

    salvadhor napisał:
    „Nie – ale gdy szala użytkowników się przeważy i społeczność danego programu będzie interesowało tylko poprawienie błędów specyficznych dla Windowsa… To chyba logiczne, że projekt ‚umrze’ dla osób z innym systemem.”

    Zdecydowanie zgadzam się ze zdaniem powyżej. .

    GregKoval napisal:
    „Projekt żyje dopóki są udostępniane jego źródła. Brak dostępności programu dla systemu nie oznacza kryzysu systemu, tylko braku zainteresowania programem, jednak cały czas on jest dostępny dla tego systemu poprzez źródła i autor może tylko to zmienić w ten sposób, że źródła zamknie.”

    Cały czas dostępny? Ale przeważnie przestarzały kod w stosunku do kodu programu na Windows. Bo większość użytkowników domaga się zmian na Windowsie.

  6. 25 października, 2013 at 2:17

    Nie za bardzo rozumiem co masz na myśli mówiąc o „kodzie programu dla Windows”? Czyżby Windows miał jakąś inną wersję GIMPa niż Linux?

  7. 25 października, 2013 at 5:43

    Greg, nie możemy udawać, że na świecie komputerów używają tylko programiści. I że Linux jest stworzony tylko i wyłącznie dla tychże programistów, którzy sobie poradzą ze źródłami,pooprawkami w Makefile’ach, czy czasem kodzie programu, aby program teoretycznie opensource dał się skompilować poprawnie pod Linuksem.

    A trend jest taki, jak mówią komunały typu ‚W kupie siła”, „Duży może więcej” – Linux bez zdrowej i sporej tkanki użytkowników niknie w natłoku żądań i oczekiwań grup użytkowników z innych systemów. Dlatego twórcy programów czasem niezbyt się przejmują tworzeniem paczek dla Linuksa, za to instalatory dla Windowsa są dostępne w dniu premiery nowej wersji. Dojdzie do tego, że niedługo mało kto będzie sprawdzał, czy projekt się poprawnie kompiluje pod Linuksem – bo przecież wszyscy i tak używają Windowsa i to tam się ma poprawnie uruchomić.

    Nie wiem jak ty, ale ja bym wolał, aby FLOSS było utożsamiane z Linuksem – a to do czego obecnie się dąży, to pogoń deweloperów za większym odzewem ze strony użytkowników – czy to w formie wsparcia (datki), czy zgłoszń pomysłów, błędów czy też innych form aktywności, które świadczą o życiu projektu. Wiele projektów takiego życia nie ma, bo zaangażowana społeczność linuksowa jest zbyt mała. Za to reprezentanci wiodącego systemu zgoła odmiennie. Na dodatek, znamiennym jest ‚Na co mi Linux, jak te wszystkie programy działają mi pod Windowsem’.

    Główny akt tragedii jest przed nami i jeżeli nadal będziemy buńczucznie twierdzić, że nas nic nie ruszy, to ockniemy się, gdy opadną przed nami kurtyny i preferecyjnym system dla wielu programów stanie się Windows, a użytkownicy desktopowego Linuksa zostaną zepchnięci na jeszcze ciaśniejszy margines niż obecnie. I nawet Steam nie pomoże 🙂

  8. Wojciech
    25 października, 2013 at 9:16

    Właśnie a propos Gimpa – na stronie Downloads, rozdział Development snapshots, znajduje się taka oto informacja, będąca świetnym dowodem na słuszność wywodów Salvadhora:

    „There are no releases of the 2.9 development version yet.”

    i zaraz poniżej:

    „Nightly builds for Windows are available at darkrefraction.com. This is unstable software, please use it at your own risk.”

    Czyli osoby chcące potestować buildy dla Windows – proszę bardzo, dla Linuksa – nic z tego.

  9. 25 października, 2013 at 11:08

    Pierwsza sprawa to to, że deweloperzy GIMPa w ogóle nie widzą sensu paczkowania programu dla nikogo. Sugerowany link prowadzi do buildu, który nie jest przez nich stworzony i może być ryzykowny, o czym uczciwie ostrzegają. Oczywiste jest więc, że te zadanie powierzone jest szeroko pojętej społeczności i tu akurat Windowsiarze sprawują się lepiej. Nie ma to nic wspólnego z oficjalnym rozwojem projektu, ten nie wspiera Windowsa bardziej niż Linuksa.

    Powód takiego postępowania jest bardzo prosty. Deweloperzy wiedzą, że na tym etapie prac jest masa błędów do naprawienie, zgłaszanie ich nie ma więc sensu, bo być może są one w trakcie naprawiania w oddzielnym branchu, którego nie obejmuje kompilacja. Okres testów zaczyna się więc od wydania Bety, kiedy ustalone są już funkcje, które na pewno będą w nowej wersji. Powtórzę jednak – Nie ma innej wersji dla Windows.

    Druga sprawa to budowa GIMPa z git jest prosta jak łamanie cepa, tak samo jak i aktualizacja tych źródeł i nie musisz czekać na kolejne buildy: http://www.gimpusers.com/forums/gimp-developer/15280-compile-gimpv2-9-1-for-debian-wheezy-sid

  10. flamenco108
    25 października, 2013 at 12:02

    Bardzo ciekawa dyskusja się tu wywiązała.

    1. Zgadzam się, że może (choć nie musi) dojść do sytuacji, że rozwój wersji Windołowej zatrzyma rozwój dla innych systemów. Oczywiście to nieprawda, że cały kod programu można skompilować na dowolnym systemie – dowodem jest choćby LibreOffice, którego dystrybucje na poszczególne systemy różnią się bardzo funkcjonalnością.

    2. Z drugiej strony nie należy dramatyzować. Sukces Ubuntu, powstanie Androida i przemiany w technologii stopniowo przywracają równowagę na rynku, która została zakłócona gdzieś tak po 1995 roku. Znowu trzeba będzie się przyłożyć, żeby zarobić 😉

    3. To prawda, że Windołs zablokował świadomość istnienia alternatyw i to nie tylko przez umyślne działanie (FUD np.), ale przede wszystkim przez marketingową wizję Gatesa, który przebił nawet Jobsa pomysłem, że to producenci informatyki (hardware i software) muszą przekonać klientów, że tej informatyki potrzebują. Kreowanie popytu to Microsoft. A kiedy już kompy stały się niezbędne, równowaga stopniowo powraca. Jeszcze długo będzie wracać, ale w dużej mierze wróci…

    4. …A konkretnie, moim zdaniem, za sprawą właśnie otwartych programów, których funkcjonalność jest coraz doskonalsza i bogatsza (wiele z nich wyprzedza produkty komercyjne). Stare tzw. standardy (doc do tekstu xls do arkusza itp.) stopniowo ustępują potrzebie otwartych standardów wymiany danych, a do nich najszybciej dostosują się własnie otwarte programy. Odpowiada za to wciąż rosnące upowszechnienie informatyki. MS wtopił i nie ma systemu na tablety i telefony. Rządzi IOS i Android – ale klientów nie obchodzą wojny między korpo, chcą mieć dostęp do swoich dokumentów na wszystkim.

    5. FLOSS z pewnością nie podbije rynku w całości, ale to właśnie FLOSS powiększa stale stan posiadania.

    Ostatnio rozmawiałem z właścicielem firmy IT (tzw. integratora, czyli firmy, która jest żywotnie zainteresowana rozwojem komercyjnego modelu, bo z niego żyje), która dobrze prosperuje. Jego zdaniem przyszłość komercyjnej informatyki należy do gigantów – bo tylko oni (uważacie) zdołają konkurować na dłuższą metę z otwartym oprogramowaniem. Bowiem użytkownicy coraz bardziej przyzwyczajają się, że oprogramowanie jest za darmo (kto rozumie zawiłości prawne? kasa się liczy!) lub za mikropłatności (Android), a tylko społeczność stać na wyprodukowanie tanich i dobrych programów. Dla komercyjnego oprogramowania pozostaną przede wszystkim nisze technologiczne (też do czasu) i przede wszystkim – ucieczka do przodu. A to zrobić mogą (stać ich) tylko giganci, którzy de facto zatrudniają tych programistów, którzy po godzinach tłuką FLOSS.

  11. 25 października, 2013 at 12:06

    Trudno mi się odnieść do tej wypowiedzi, ponieważ porusz zbyt wiele spraw, które nie są ze sobą powiązane. Podstawowe kryterium jakie jednak powinieneś przyjąć to fakt, że Linux to nie Windows i każdy użytkownik, który sięga po Linuksa powinien być z tą tezą zapoznany, albo jego migracja nie ma sensu.

    Linux nie jest żadnym zamiennikiem dla Windowsa, pod żadnym względem. Każda próba porównania obu form dostarczania programów skończy się porażką. To tak jakby porównywać helikopter z odrzutowcem i dziwić się, że ten drugi nie potrafi zatrzymać się w powietrzu (jakby co to wiem jak wygląda Harrier). Oba przecież latają, więc powinny potrafić to samo. I niestety ktoś takie zadanie dał Linuksowi, aby udowodnił, że jest Windowsem.

    Instalator ma tu więc drugorzędne znaczenie, liczy się wsparcie jakie daje dystrybucja, a ta wyraźnie stwierdza, używasz czegoś innego spoza repo, nie licz na nasze wsparcie. I nie dziwię się, że nie ma tu nowej wersji GIMPa, skoro może ona zepsuć nam następną aktualizację i fakt, że nie musi nie ma znaczenia, bo nadal jest to ryzyko, które nie zostało na czas przetestowane. Jeśli chcesz wiec nowej wersji GIMPa to znajdź osoby, które dadzą ci wsparcie w przypadku problemów z nią i jak wiesz dystrybucje, ktore dostarczają pakiety zaraz po premierze (np. Arch) nie należą do tych polecanych jako wyjątkowo stabilne.

    Ty jednak nadal twierdzisz, że wszyscy użytkownicy muszą mieć dostęp do takiej dystrybucji, gdzie wszystkie pakiety są najnowsze. Na jakiej podstawie dasz gwarancję użytkownikom, że taka dystrybucja będzie im działała stabilnie?

    >>”Na dodatek, znamiennym jest ‚Na co mi Linux, jak te wszystkie programy działają mi pod Windowsem’.”

    I to jest druga kwestia. Mogę się cofnąć kilka dekad wstecz i powiedzieć po co mi Linux skoro, wszystkie jego programy działają na BSD, jest sens rozwijać nowy system? Jak jednak wiesz historia pokazała co innego i fakt, że programy były dostępne zarówno dla Uniksów jak i Linuksa nie miał żadnego wpływu na uzyskanie przez tego drugiego przewagi na rynku.

    Powyższe twierdzenie jest nielogiczne, ponieważ z takim samym zapałem powiesz: „na co mi Linux skoro nie ma na niego Photoshopa” i tu już logika się odwraca. Jeśli PS byłby dla obu systemów dostępnych to jakie znaczenie miałby on przy wyborze systemu? Żadne! Oczywiste jest więc, że użytkownik szukałby różnic, które są dla niego bardziej istotne zawężając liczbę braków. do np. stabilności, wydajności itp.

    Popularyzacja GIMPa, czy Firefoksa na Windowsie ma te znaczenie, że wśród potencjalnych braków Linuksa nie znajdziemy potrzeby używania na nim np. Internet Explorera. Dobrze wiesz, że w dzisiejszych czasach nikt nie wysunie takiej teorii, że przejdzie na Linuksa, kiedy powstanie na niego IE i to właśnie dzięki temu, że sprawiła to popularyzacja Firefoksa wśród użytkowników Windowsa. Z tego powodu uważam, że promocja programów Windowsowych na Linuksie to głupota, przecież to ma odwrotny skutek od zamierzonego. Ludzie mówią wtedy, po co mam używać Linuksa, skoro i tak muszę na nim instalować programy innego systemu, czyli w efekcie używam nadal Windowsa! Poznanie tych programów na Windowsie ma zresztą też kluczowe znaczenie dla migracji.

    Dam ci dobre ćwiczenie na koniec. Wymień najbardziej istotne wady Windowsa w stosunku do Linuksa i odwrotnie, pomijając fakt dostępności oprogramowania dla, któregoś z nich. Zauważ, że te rzeczy są zazwyczaj bardzo rzadko poruszane, jako potrzeba zmiany systemu. Dlaczego? Bo marketingowcy MS postarali się o to, aby użytkownicy o nich nie dyskutowali, zwracając uwagę na mniej istotne problemy, w których Windows ma przewagę.

  12. 25 października, 2013 at 13:51

    AD.1. Według mnie się mylisz. Różnice w Libre Office nie dotyczą inności programów tylko błędów różnych wersji. Niektóre Linuksowe paczki po prostu maja zablokowane te funkcje podczas kompilacji, ponieważ sprawiają problemy. Kod ten nadal jest jednak dostępny do kompilacji i do … poprawienia. Programy często przemycają tak eksperymentalna dodatki, których nie ma wymogu kompilowania.

    Rozumiem, że taki błąd może nie zostać nigdy naprawiony, ale w większości przypadków to nie jest wina programu i jego społeczności tylko platformy. Przykład KDE, którego uruchomienie na Windowsie wymaga obejść ograniczeń zastosowanych przez MS. Nie jest to więc wina społeczności KDE for Windows tylko platformy. Oczywiście nie muszę przypominać, że hipotetyczne otwarcie źródeł Windowsa przyspieszyłoby pracę społeczności.

    Inna sprawa to fakt, że obecnie współpraca ze społecznością windowsową dostarcza społeczności linuksowej znacznie więcej dodatkowych funkcji niż różnic. I nie osiągnięto by tego, stosując politykę jednej platformy, bo to oczywista droga do wspierania konkurencji na innej platformie poprzez ignorowanie tego rynku.

    AD.2. Tu się częściowo zgodzę z małym zastrzeżeniem, ze obecnie coraz trudniej o model dystrybucji poprzez opłaty, a częściej można spotkać darmowe programy, które wykorzystują fakt gromadzenia danych użytkownika i zarządzania nimi np. w celach marketingowych.

    AD.3. Tu tez się zgodzę, ale obecna sytuacja Windowsa pokazuje, że zaczyna on zaprzeczać swoim ideałom próbując działać w sposób jaki wykreowało kiedyś Apple, czyli ograniczania swobody niezależnym deweloperom i skupienie się na centralnym zarządzaniu dystrybucją aplikacji. Doskonały przykład – wymuszanie tworzenia wersji dla Metro.

    AD.4. i AD.5. Nic dodać, nic ująć 🙂

    Co do przykładu z wizją właściciela firmy IT, to się zgodzę. Pragnę tu jednak zauważyć pewną nieścisłość. Firmy nie wiedzą jak z tym procederem otwartości walczyć, dlatego stosuje się politykę siłową polegającą na większym wydawaniu środków i powiększaniu kosztów produkcji własnego oprogramowania. Zauważyłem to kiedyś w przypadku pobierania opłat przez MS za korzystanie w Androidzie z ich domniemanych patentów. To czysta głupota, bo MS finansuje w ten sposób zagarnianie rynku przez Androida, blokując wejście na niego WP. Oczywiste jest, że będzie teraz musiał więcej zainwestować w system dla smartfonów, bo musi jednocześnie odkupić od Google działkę na postawienie domu, którą jej sprzedał i to po większej cenie. Była to krótkowzroczna polityka i jak widać po zmianach personalnych w MS nie sprawdziła się.

  13. 25 października, 2013 at 15:26

    Greg, ja Cię proszę, rozmawiamy w gronie osób które raczej są przekonane o tym, że Linux żadną miarą nie stanowi substytutu Windowsa i nie to jest jego celem.

    Nasze wywody cały czas krążą wokół i omijają jedną kwestię: Społeczność niewolnego systemu nadaje ton i rytm życia wielu projektom opensource. W przyszłości to ta społeczność może mieć decydujące znaczenie co do przyszłych funkcji, form rozwoju, a sam projekt stanie się wizerunkiem ich platformy. Ich wkład i zaangażowanie są warte najwyższego szacunku, jak i każdej innej osoby niezależnie od używanego systemu.

    Jednak w powyższym zawiera się kolejna obserwacja – większe zaangażowanie nie wynika z lepszych predyspozycji intelektualnych użytkowników danego systemu – lecz z prostej zasady, że nie ma ziarna bez plewy. Im większy odsetek ‚szarej masy – plewy’ – tym większa szansa trafienia na ziarno, które da efekt w postaci przyczynienia się do rozwoju projektu. Innymi słowy – plewy windowsowe przewyższają plewy linuksowe, tym samym to własnie po ich stronie trafia się więcej aktywnych aktywistów. Pomimo tego, że moralnie jesteśmy zwycięzcami, bo podążamy ścieżką licencji GNU, założeń FLOSS. własnych przekonań, itp., itd., to w kurczowym trzymaniu się właściwej ścieżki zapominamy o istocie wielu programów – używania ich.

    We własnym gronie zachowujemy się jak zaciekli teologowie, okładający się całymi dniami świętymi stronicami licencji, referatami nt. wyższości jednego środowiska nad drugim, słuszności tej a nie innej dystrybucji i systemu paczek, a wokół nas codziennie dokonuje się cud stworzenia i istnienia opensource o którym dyskutujemy – lecz nie zauważmy go, bo zajęci jesteśmy udowadnianiem sobie swoich racji.

    Tymczasem programy powstają po to, aby ich używać, aby wyzwalać ludzką inwencję, kreatywność, twórczość – to jest najlepsze często podziękowanie i ukłon w stronę twórców jak i samo ukoronowanie opensource.

    Co stoi na przeszkodzie w rozwinięciu skrzydeł i użytkowania wielu świetnych programów na Linuksie, skoro mamy dostępnego ich źródła, itp? Okowy wolności i teoretyzowania o którym wspomniałem wcześniej. Czym różni się niestabilność projektu na Windowsie od niestabilności tego samego projektu na Linuksie? Tym, że ‚zniewolony’ użytkownik Windowsa może tej niestabilności spróbować, tymczasem wolny użytkownik Linuksa jest trzymany na smyczy – ‚jak chcesz, to sobie skompiluj, zrób paczkę, itp. na własną odpowiedzialność’. Jak już wspominałem wcześniej, ktoś kto ma czas na paczkowanie, kompilowanie i jest w tym biegły, niekoniecznie potrzebuje tych wszystkich programów, bowiem jego hobby jest… Paczkowanie, kompilowanie i ew. pisanie skryptów. A użytkownicy Windowsa w tym czasie oddają się użytkowej stronie konkretnego narzędzia/programu i przejawiają inne formy aktywności. To dlatego na forach projektów coraz częściej widzi się osoby używającego tego systemu, pomimo, że niweczy on intencje autorów udostępniających źródła swojego kodu. Ba, sami autorzy w oczekiwaniu na eksplozję efektownej prezentacji możliwości swojego działa, udostępniają je chętniej i w prostszej postaci osobom nieobarczonym dylematom typu ‚kiedy nowa wersja w repozytorium i skąd dociągnąć zależności’.

    A co najciekawsze – powyższe ględzenie nie stanowi bynajmniej negacji linuksowego systemu repozytoriów i samych dystrybucji, jakby to można było odczytać. To raczej próba zwrócenia uwagi, że Linux potrzebuje popularyzacji bez prób wciągania użytkownik w zawiłości niektórych technikaliów. Linux potrzebuje też świeżości w ofercie programowej, gdyż często miesiąc przerwy pomiędzy kolejnymi wydaniami programów to przepaść, a dla kogoś kto zawierzył w opensource może to być nawet kwestia kilku kontraktów. Co jest teraz źle robione? Wydaje się, że nic. Ubuntu ma swoje PPA, openSUSE swoje Factory, Arch też trzyma fason. Brakuje przełomu w uświadomieniu użytkowników skąd mogą pobrać programy – często jest to kwestia samych menadżerów pakietów. Społeczność twórców opierających swój warsztat na Linuksie też jest nikła (vide Flickr) – a nic nie zapewnia takiego bodźca jak ‚oni potrafili, to ja też mogę’. Nie trzymajmy użytkowników w klatce ‚może to i fajny program, ale niewolny i niemoralnie jest go używać’. Nie zaprzeczajmy też koncepcji rozwoju i temu, jak niedługo będzie to wszystko wyglądało – systemy operacyjne będą za darmo (video OS X Maverick, pewnie niedługo Windows) – liczyć się będą dostępne na niego treści. Wtedy argumenty Linuksem stracą rację bytu – oprócz tych moralnych. Bo kto się w dzisiejszym świecie przejmuje moralnością.

  14. 25 października, 2013 at 19:15

    >>”We własnym gronie zachowujemy się jak zaciekli teologowie, okładający
    się całymi dniami świętymi stronicami licencji, referatami nt. wyższości
    jednego środowiska nad drugim, słuszności tej a nie innej dystrybucji i
    systemu paczek, a wokół nas codziennie dokonuje się cud stworzenia i
    istnienia opensource o którym dyskutujemy – lecz nie zauważmy go, bo
    zajęci jesteśmy udowadnianiem sobie swoich racji.”

    Bardzo dobry tekst tylko powiedzmy, że to głównie wynika z niezrozumienia Open Source, niż jest kreowane przez nie. Open Source stawia znak równości pomiędzy programami, a licencja nadaje równość i wolność użytkownikom. Wszystkim użytkownikom, tzn. każdy ma takie same prawa w dostępie do źródeł jak twórca. To jest bardzo proste do zrozumienia i kierowanie się tymi wyznacznikami spowodowałoby zanik większości kłótni.

    Chciałbym jednak, abyś powrócił do tytułu swojego artykułu i przekonał mnie, że użytkownik Windowsa nie staje się fanem Open Source instalując GIMPa. Nie twierdzę, że nagle stanie się fanem Linuksa, ale Open Source na pewno. I jesli w takim przypadku jak opisujesz, że społeczność GIMPa for Windows jest znaczniejsza i produktywniejsza w rozwijaniu Open Source, to oznacza to tylko, że GIMP ma więcej fanów Open Source niż Linux.

    Czyli jest tak jak napisałem, że próbujesz połączyć dwie sprawy, które nie mają dla siebie żadnego znaczenia. Dla Ciebie to proste: fanem Open Source może być tylko Linuksiarz, a to jest tak jakby powiedzieć: prawdziwym faszystą może być tylko blondyn. Tyle w tym sensu.

    To czego nie dostrzegasz w tej swojej dyskryminacji to fakt, że społeczność windowsowa przekazała stronie linuksowej w kwestii GIMPa dużą ilość kodu w zamian za mniejszą ilość kodu, którą wzięła. I co teraz ten kod odrzucisz, bo się brzydzisz tego czyje ręce go stworzyły. Przecież to też kod fanów Open Source, którzy w myśl zasady Open Source nie chcą za to innych gratyfikacji jak tego żeby mogli programu używać, czyli jest to jak najbardziej droga Open Source i oni ją respektują. W każdym razie bez tego kodu GIMP byłby jeszcze gorszym programem i jeszcze mniejsze szanse byłyby w ten sposób szanse, że dzięki niemu ktoś zainteresuje się Linuksem.

  15. 26 października, 2013 at 6:50

    >> „Chciałbym jednak, abyś powrócił do tytułu swojego artykułu i przekonał
    mnie, że użytkownik Windowsa nie staje się fanem Open Source instalując
    GIMPa. Nie twierdzę, że nagle stanie się fanem Linuksa, ale Open Source
    na pewno.”

    Daleki jestem od dyskryminowania kogokolwiek ze względu na używaną platformę systemową. Doceniam zaangażowanie każdego, kto ma pomysł jak poprawić jakikolwiek projekt opensource.

    Lecz pomimo powyższego i wobec wyciszonej aktywności społeczności Linuksa przy wielu kluczowych projektach użytkowych, konkluduję, że system operacyjny niedługo przestanie mieć znaczenie, bo… Wszyscy na powrót wrócą do Windowsa. Bez oglądania się na moralość i etykę dostaną tam łatwość i świeżość oraz najaktualniejszą ofertę programową, w tym niemal wszystkie rozwiązania opensource. Skupiona wokół jakiegoś projektu i rozrastająca się społeczność jednego systemu pociągnie za sobą zmianę punktu nacisku i priorytetów projektu. To budzi rozczarowanie, że koncepcja opensource stanie się dźwignią wizerunkową i reklamową korporacji, która jak sam wspomniałeś – doszukuje się w swoich użytkownikach zwielokrotnionego źródła dochodu (zakup produktu, reklamy, pozyskiwanie danych). Przyznasz, że krytykowany model rozwoju Ubuntu przy modelu biznesowym i marketingu MS to deklaracja miłości i pokoju (przynajmniej – mamy wybór, dostępny kod i klarowne oświadczenia).

    Powtórzę – rozwój opensource nade wszystko, niezależnie od systemu. Lecz dziwna to sytuacja, gdy prościej jest połączyć ogień z wodą (zamknięty Windows + opensource), niż płynąć wartkim nurtem zgodnego i idącego w parze Linuksa + opensource.

  16. pawellek
    26 października, 2013 at 10:39

    Ludzie korzystając z Windowsa w większości przypadków np używając Firefoksa nie mają pojęcia że to open source i co się z tym wiąże tylko myślą że to za darmo.

  17. 26 października, 2013 at 11:26

    O, i tu poruszasz bardzo ciekawy temat, ale według mnie patrzy na niego poprzez zły pryzmat.

    Pierwsza sprawa to, że za słabość społeczności odpowiada wyłącznie Windows. Jego polityka nie potrafi stworzyć społeczności, czyli takiej, gdzie użytkownik i deweloper mają takie same prawa. Nie łudź się, że powstanie jakaś Windowsowa frakcja GIMPa, jedyna taka frakcja to społeczność GIMPa, która jest obecnie jednolita i pracuje tylko nad GIMPem, nie wersją tego programu dla Windowsa. Fakt nie używania przez nich Linuksa nie ma nic wspólnego z realizacją windowsowej polityki w GIMPie. Jest wręcz odwrotnie. Społeczność ta realizuje się przez wkład open source i nie wymaga od Gimpa zabiegów marketingowych, mających przypisać mu większą rolę Windowsa w kształtowaniu programu. Technicznie więc GIMP tworzony jest przeciwko Windowsowi, bo przez jego popularność (GIMPa) nie jest wnoszony przez tych użytkowników wkład w żaden inny projekt komercyjny Windowsa, albo inne oprogramowanie komercyjne.

    Masz rację, że linuksowa społeczność słabnie, ale nie jest to przyczyną aktywnych członków open source pracujących na Windowsie. Problemem są masy, których nie nauczono na Windowsie być open i traktują Linuksa jako produkt komercyjny, czyli nic nie wiedzą o open source i nie dają do niego żadnego wkładu. Mają tu rację. Windows wpoił im takie myślenie i to nie na takiej zasadzie, że nie muszą działać w ramach open source, tylko że nie mają nawet takich praw. Dotyczy to np. modyfikacji pulpitu. Wszystkie pomysły na zmiany pulpitu w Windowsie zostały zaczerpnięte z efektów Linuksowych i Uniksowych. To nie Windows ukształtował społeczność moderów tego systemu tylko my. I oczywiście to taki nasz mały kamień do ogródka W8, że ten jest krytykowany za brak możliwości dostosowania pulpitu do potrzeb użytkownika. To my ich nauczyliśmy, ze to jest w ogóle możliwe.

    Ale wracając do tematu… integracja wszystkich społeczności jest kluczem do rozwoju tego środowiska, nie jest to żaden szacunek, czy respekt, głównym kluczem jest współpraca niezależnie na podziały. Nawet gdyby to miało oznaczać prace nad jednym projektem, unikając rozmowy o innych. Chcesz siłami społecznymi odnowić park pod blokiem, to dlaczego miałbyś tworzyć organizację dbającą o interesy całego miasta? Oczywiste jest, że w takim przypadku sprawa parku będzie polityczną kartą przetargową w kwestii innych zobowiązań miasta wobec swojej społeczności, a nie powinno tak być. W przypadku ścisłej współpracy, a open source taką gwarantuje (każde odstępstwo to łamanie zasad open source), nie ma mowy o zaniknięciu jakiejś społeczności, bo większą szansę na śmierć ma ona, kiedy z pomocy Windowsa nie skorzysta.

    Paradoksem jest, że uważasz, że program może zdobywać jakąś popularność na jednym systemie, a na drugim ją tracić? Na jakiej podstawie wysuwasz taką tezę? Podaj jakieś przykłady, bo z tego co widzę to jest odwrotnie. Najpopularniejsze w Linuksie są właśnie te programy, które zdobyły uznanie Windowsa i często są one wybierane w Linuksie nawet kosztem zintegrowanych narzędzi środowiska. Dlaczego więc uważasz, że nie zyskują one społeczności Linuksowej? I jak dla mnie jest to również z rozrostem społeczności do tych programów.

    Drugi paradoks to fakt, że nie zauważasz, że hipotetyczna dominacja wszystkich programów open source na Windowsie to śmierć tego systemu. Jeśli wszyscy wybierają open source to jaki jest sens produkowania dla niego programów komercyjnych i jaki jest sens używania Windowsa, skoro te wszystkie programy mam na Linuksie, a ten jest szybszy, bezpieczniejszy, stabilniejszy, bardziej elastyczny itp.? Oczywiste jest, że jeśli już programy nie stanowią kryterium wyboru, to użytkownik ocenia inne cechy systemów, a w tym przypadku Linux nie może mieć żadnych kompleksów.

    Jak wiesz ostatnio zmieniłem wiele w tym jak publikuję materiały. Publicystykę zepchnąłem na dalszy plan, pracując nad integracją społeczności wokół jednego tematu. Nie jakiegoś wielkiego projektu w stylu „jesteśmy Linuksem”, czy „jesteśmy Open Source”, po prostu jesteśmy fanami takiego typu oprogramowania, bez względu na dystrybucję, a nawet system, a już na pewno bez względu na poglądy. Kluczem jest jednak udział w kształtowaniu tego projektu, poprzez pomoc, edukację, czy informowanie. Dla mnie to proste – chcesz mieć społeczność, to ją sam stwórz. Sam projekt nie potrafi stworzyć społeczności, tę mogą ukształtować tylko ludzie i na nich chcę się skupić, dając im jakieś prawa, lub przywileje. Pisanie więc kolejnego publicystycznego tekstu w stylu „Ach jaki ja jestem sfrustrowany obecną sytuacją” to strata czasu. Gorsze pamflety o Linuksie i Open Source można było pisać z dziesięć lat temu zważywszy na jego ówczesną sytuację, tylko z biegiem lat, czyli obecnie, wszystkie tamte tezy nie przedstawiałyby jego dzisiejszego stanu.

  18. 26 października, 2013 at 11:45

    Nie muszą o tym wiedzieć. Wystarczy, ze nie używają w tym czasie IE, Opery, lub Chrome i już wtedy Firefox jest do przodu, a tamte przeglądarki tracą.

    Jakikolwiek wkład w open source nie jest dostępny na zasadzie „używam za darmo, więc jestem coś im winien”, każdy wkład musi być nacechowany chęcią poprawy kodu. Nie mam powodu poprawiać kodu, bo mi pasuje jaki jest, to po co mam się udzielać?

    Ten pomysł z „powinnościami” wobec projektu przyszedł ze środowiska komercyjnego, gdzie wymagane jest płacenie za program, żeby się rozwijał. W naszym przypadku udział jest wymagany tylko wtedy, gdy chcemy, aby program rozwijał się w kierunku realizacji naszych potrzeb. I wydaje mi się, że w tym przypadku wymuszanie na programie jakichś dziwnych postulatów, że powinien on realizować także potrzeby innych programów nie ma żadnego logicznego uzasadnienia.

  19. 27 października, 2013 at 11:03

    „Chcesz mieć społeczność, to stwórz ją sam” – coś w tym jest i masz sporo racji. Niemniej, bez roztrząsania egzystencjalnych niuansów tego świata do dziś żylibyśmy w przekonaniu, że Ziemia jest płaska. Podobnie jest z ewolucją opensource.

    Niemniej w przeciwieństwie uważam, że wzbogacanie programowej oferty dla systemu operacyjnego nie przyczynia się do spadku jego popularności, a wręcz przeciwnie. Czy wzrost komercyjnej oferty dla Linuksa spowoduje, że ludzie się od niego odwrócą? Wątpię – a po niektórych kręgach widzę, że taka oferta jest nawet wyczekiwana. Zatem opensource nie zabije Windowsa, co najwyżej pozwoli jego użytkownikom mieć za darmo jeszcze więcej programów do różnych zadań. Większość tkanki stanowiącej użytkowników tego systemu nie zagłębia się w niuanse moralno-etyczno pracy na komputerze i dla nich mrzonką i utopią jest pomysł porzucenie wygodnego Windowsa na rzecz mitycznego bezpieczeństwa (wobec sensacji związanych z NSA to każdy powinien już porzucić ten system), koncepcji wolnego oprogramowania, spokoju sumienia i walki z korporacjonizmem. To już bardziej oczekiwałbym migracji pracującej na rzecz różnych projektów części tego społeczeństwa na Linuksa – pytanie dlaczego tego nie robią, czego im brakuje, co nie pasuje? I tu jest rola wolnomyślicieli FOSS 🙂

  20. 27 października, 2013 at 14:23

    Nadal jednak poruszasz dwa odrębne tematy, funkcjonujące w różnych kategoriach.

    Pierwsza sprawa to fakt, że open source nie ma nic wspólnego z popularnością oprogramowania. Z jakością tak, ale nie popularnością, która jest dla niego nieekonomiczna. W przypadku Windowsa darmowość użycia tych aplikacji ma też względy ekonomiczne, bo zabija konkurencję (komercyjną) i, to co wcześniej sam przyznałeś, stanowi świetną bazę dla nowego kodu. Nawet więc jeśli użytkownicy Windowsa niewiele wnoszą to nie wnoszą też nic do konkurencji, open source nadal wiec istnieje na rynku, a konkurencja nie. Gorzej gdy zabronimy dostarczania Open Source do Windowsa i to zagwarantuje rozwój alternatyw komercyjnych, które nagle pojawią się na liście potrzeb także użytkowników Linuksa.

    Ty uważasz, że w odwrotnej sytuacji jest to jeszcze lepsze. Proszę bardzo, dobry przykład Steam, którego wkład dla Linuksa to … poprawa jakości zamkniętych sterowników. A gdzie wkład w otwarte sterowniki?

    Druga sprawa to to, że nie można stawiać znaku równości pomiędzy Open Source, a Linux. Open Source nie jest odpowiedzialne za popularność Linuksa, tylko oprogramowania Open Source. Fakt bycia Linuksa w tym klubie nie oznacza, że ma on jakieś dodatkowe przywileje w tym względzie. Doskonałym tego przykładem jest Android, który ma duży wpływ na rozwój Linuksa (jądra), ale minimalny na rozwój Open Source, a wręcz nawet wspiera rozwój oprogramowania komercyjnego na swojej platformie. I odwrotnie fakt, że te same programy, które są na Linuksa są obecne także dla Hurda ma duży wpływ na jakość tych programów, ale minimalny dla Linuksa.

    Obecność programów na Windowsie ma kolosalne znaczenie dla tych programów, nie ma znaczenia dla Linuksa. Co ma znaczenie dla Linuksa? Na pewno nie popularność wśród wygodnickich użytkowników, ci nawet w liczbie tysiąca nie potrafiliby załatać jednej dziury w jądrze. Mogliby pomóc w rozwoju jakichś prostszych programów, ale oni żądają komercyjnych programów w Linuksie i rozwoju tych programów, a nie open source.

    Inna sprawa, że to błędne koło, bo użytkownicy Windowsa widząc, że Linux potrzebuje zamkniętego oprogramowania, zdają sobie sprawę, że jest to gorszy system. W odwrotnej sytuacji każdy zastanowiłby się dlaczego najlepsze oprogramowanie na Windowsie to te znienawidzone programy linuksowej konkurencji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »