przystajnik

Archiwum tagów la zrób to sam

Swap który zamieszkał w pliku

Oddzielna partycja swap w Linuksie urosła do rangi monstra przed którym niedoszli użytkownicy Linuksa ostrzegają się nawzajem. Bowiem dla wielu osób czynność tworzenia takiej partycji podczas instalacji systemu była czymś wykraczającym poza wymiary naszego wszechświata. Nawet pomimo legendy o tym, jak to oddzielna przestrzeń wymiany uczyniła z Linuksa potęgę wydajności. Prawda jest jednak nieco inna i jako tako trzymała się kupy do wydania kernela 2.6. Owszem, dawniej system mógł się lepiej dogadywać z przestrzenią wymiany na dedykowanej partycji, szczególnie gdy znajdowała się ona na początku dysku. Niemniej przy obecnych dyskach, linuksowym kernelu który już zapomniał o protoplaście 2.6 oraz ilości pamięci RAM jakim dysponujemy, swap jest traktowany jako relikt przeszłości. A przecież może się przydać.

Wystrugaj sobie Linuksa

W czasach niepohamowanej konsumpcji oczekujemy rozwiązań gotowych i zapiętych na co najmniej przedostatni guzik. Tym samym w niepamięć odchodzi sztuka improwizacji i modelowania otoczenia według naszego uznania. Na szczęście użytkownicy Linuksa mogą przeciwstawić się tym trendom i popracować nie tylko nad samorozwojem, ale i nad innymi łamigłówkami które umożliwia im modularna budowa systemów linuksowych. Choćby dajmy na to – jak skonstruować swoje własne środowisko graficzne?

SSDcronTrim dla stroniących od systemd

Dyski SSD na dobre zadomowiły się już w naszych pecetach, ale nadal możemy spróbować poprawić ich wydajność, szczególnie gdy nasza dystrybucja nie korzysta z systemd oraz nie ma dedykowanego rozwiązania dla funkcji TRIM. Choć grono odbiorców skryptu SSDcronTrim będzie dość wąskie – większość współczesnych dystrybucji z marszu obsługuje poprawnie wspomnianą specyfikę dysków SSD – być może ktoś nadal opiera się przed systemd i nie wykonał samodzielnie skryptów dla CRONa.

Nvidia, oddawaj moje OpenCL

Jednym z uroków użytkowania dystrybucji oznaczonych skrótem LTS (Long Term Support) jest błogie przeświadczenie o nieomylności deweloperów i ekipy testującej wydanie dopuszczone do użytkowania z takim właśnie nobilitującym skrótem. Dlatego wyrwani z tej błogości czujemy się paskudnie, gdy okazuje się, że nasz nieomylny LTS jednak płata jakieś figle. Takim kubłem zimnej wody dla wielu fotografów i użytkowników Ubuntu 14.04 i Minta 17 (oraz pochodnych) okazały się niedomówienia podczas instalacji sterowników Nvidii, które zamiast przenosić nas na wyższy poziom sprawnego wykorzystania sprzętu, pozbawiły system obsługi OpenCL. Jak skutecznie może być to uciążliwe z pewnością przekonali się wszyscy użytkujący oprogramowanie korzystające z mocy obliczeniowych kart graficznych (Darktable, Aftershot Pro, inne).

10 mgnień okien w Xfce4

Konserwatywne środowiska graficzne są przez wielu użytkowników lubiane, bo są konserwatywne. Niemniej bezproduktywny postęp wnosi niekiedy elementy użyteczne i efektowne jednocześnie. Jednym z takich odkryć można nazwać tryb expo, czyli uporządkowanie i wyświetlenie wszystkich aktywnych okien, by kliknięciem można było przywołać któreś z nich. Tego elementu akcji i reakcji nie uświadczymy choćby w masowo używanym środowisku Xfce4. Konserwatyzm wszakże do czegoś zobowiązuje. Ale tryb expo jest pożyteczny, stąd też próby wprowadzenia go do lekkich środowisk. Wszystko dzięki zapomnianemu i odkrytemu na nowo Skippy-XD.

Stara śpiewka z Plymouthem w refrenie

Wielu użytkowników linuksowych zamkniętych sterowników graficznych nawet nie zwraca już uwagi na styl w jakim się uruchamia nasz ulubiony system. Nikogo wydają się nie drażnić przelatujące literki, koślawe i tekstowe logosy dystrybucji, kompletna degrengolada stylistyczna i jakościowa. Jak czymś takim pochwalić się sąsiadowi lub sympatii? Tylko osoba z dużym dystansem do techniki przyjmie ze zrozumieniem taki wygląd procesu uruchamiania i skupi się na pozytywach wynikających ze samego systemu. Większość osób, w tym przeciętnych zjadaczy chleba, taki obrazek zdeprymuje i utwierdzi w przekonaniu o ‚dziadostwie’ darmowego i wolnego oprogramowania. A do tego dopuścić nie możemy.

Mint 17, Nemo i czarne na czarnym

Macie najnowszego Minta 17, ustawiacie swoją ulubioną tapetę, zmieniacie styl na swój ulubiony temat GTK i… Nie możecie się dopatrzeć nazw pod ikonami na pulpicie. Znacie to? O ile ktoś jeszcze używa ikon na pulpicie (a choćby jako tymczasowe pliki robocze na biurku), to z pewnością spotkał się z tym problemem, że niektóre tematy GTK nie ustawiają poprawnie koloru fontów ekranowych i tym samym ikony są podpisane czarnymi literkami, które nikną na tle ciemnych tapet. Niby banał i błahostka, ale potrafiąca skutecznie uprzykrzyć życie i przekonanie o doskonałości Minta. Co prawda, takie rzeczy powinny być załatwiane za pomocą jakichś domyślnych ustawień GTK wspólnych dla całego tematu, niemniej Nemo ma swoje humory i trzeba się posiłkować wpisami dokładnie opisującymi, że to o kolor fontów na pulpicie chodzi.

Translate »