Wystrugaj sobie Linuksa

W czasach niepohamowanej konsumpcji oczekujemy rozwiązań gotowych i zapiętych na co najmniej przedostatni guzik. Tym samym w niepamięć odchodzi sztuka improwizacji i modelowania otoczenia według naszego uznania. Na szczęście użytkownicy Linuksa mogą przeciwstawić się tym trendom i popracować nie tylko nad samorozwojem, ale i nad innymi łamigłówkami które umożliwia im modularna budowa systemów linuksowych. Choćby dajmy na to – jak skonstruować swoje własne środowisko graficzne?

Jeśli zapytać by się użytkowników z czego składa się kompletny system graficzny, odpowiedzi mogą być różne. Ikonki, tapeta, okna itp. – i to wszystko będzie prawdą. Jednak podchodząc do tematu samodzielnego wdrażania środowiska graficznego, musimy wzmocnić swoją świadomość o przeróżne nazwy programów. Nieodzowna będzie również biegłość w posługiwaniu się terminalem (instalowanie pakietów, edycja plików z ustawieniami, itp.) – nie jest to zatem zabawa dla negujących jego istnienie.

Debian golutki jak go stworzyli
Debian golutki jak go stworzyli

Debian na początek

Ponieważ jesteśmy sprytni, rozpoczniemy całą zabawę od podstawienia jakiejś „golutkiej” dystrybucji. Polecam wykorzystać do tego typu zabaw Virtualboksa oraz obraz Debian Netinstall. Jak zainstalować Debiana wszyscy wiedzą, kluczowym będzie jednak pominięcie instalacji jakichkolwiek pakietów – poza narzędziami systemowymi (czyli z listy proponowanych komponentów systemu wybieramy tylko „Podstawowe narzędzia systemowe”). Oczywiście rozróżniamy konto root i zwykłego użytkownika a dla mniejszego zamieszania i w celach testowych dysk (obraz Virtualboksa) traktujemy opcją „Wszystko na jednej partycji”. Całość instalacji wieńczy zapisanie programu rozruchowego (GRUB) i po chwili nasz system jest gotowy na kolejne machinacje. Taki twór zajmuje około 1GB powierzchni dysku i startuje w 5 sekund.

Początki są trudne...
Początki są trudne…

Elementy składowe czarnej otchłani

Po starcie systemu logujemy się jako root i przystępujemy do gromadzenia elementów które będą tworzyły nasze środowisko graficzne. I tutaj się zacznie.

Z czego bowiem składa się takie środowisko? Ilu majsterkowiczów, tyle poglądów na ten temat. Załóżmy jednak, że najpierw będziemy chcieli:

  • … aby było graficznie, czyli przede wszystkim potrzebujemy serwera graficznego – w tej roli u nas xserver-xorg,
  • … po prostu się zalogować – wymagany będzie również menadżera logowania – u nas XDM,
  • … aby było tradycyjnie z paskiem na dole – jako panel przetrzymujący listę programów, zegar i tackę systemową wybierzmy minimalistycznego tint2,
  • … by coś umożliwiło nam przeglądanie zawartości naszego dysku i ew. wyświetlało ikony na pulpicie – do tego celu użyjemy nieco zapomnianego menadżera plików ROX-Filer,
  • … nade wszystko zorganizować całość w oknach – na naszego menadżera okien mianujemy znanego i lubianego Openboksa,

Logujemy się zatem jako root i dorzucamy do naszego systemu następujące paczki:

apt-get install xserver-xorg xdm openbox tint2 rox-filer compton roxterm menu menu-xdg xdotool

Wyjaśnienia wymagają paczki roxterm i compton. ROXterm to nic innego jak terminal, którego będziemy bardzo potrzebowali w początkowej fazie dostrajania naszego pulpitu. Opcjonalny Compton to z kolei menadżer kompozycji, przez co nasze środowisko nabawi się przeźroczystości, cieni i innych ciekawostek (kto powiedział, że minimalizm musi być biedny). Paczki menu i menu-xdg ułatwią nam pracę z systemowym menu (i wyświetlanie go przez Openboksa).

Brniemy dalej
Brniemy dalej

Usługa do usługi…

Po zainstalowaniu powyższego robimy restart systemu i po chwili wita nas okno logowania XDM. Nie jest ono piękne, nie jest funkcjonalne (brak wyboru sesji), no ale jest i po zalogowaniu uruchomi nam sesję Openboksa.

Po pierwszy zalogowaniu wszystko wygląda enigmatycznie. Tzn. w zasadzie nic nie wygląda, bowiem widać tylko kursor myszy i szarą tapetę. Na szczęście instynktowne kliknięcie prawym przyciskiem myszy na pulpicie przywoła nam menu, z którego możemy wybrać terminal (mówiłem, że się przyda). Teraz możemy po kolei uruchamiać poszczególne elementy środowiska – zatem panel, menadżer plików i menadżer kompozycji ku uciesze estetów. Każdorazowo dodajemy „&” na końcu komendy. No i w końcu widać jakieś znajome elementy. ROX-Filer uruchamiamy z parametrem „-S”, dzięki czemu zajmie się on wyświetlaniem ikon na pulpicie, tapetą, itp. UWAGA, wszystko uruchamiamy jako zwykły użytkownik.

Ikony i tematy graficzne
Ikony i tematy graficzne

Dostrajanie

Jak nietrudno zauważyć, całość wygląda dość siermiężnie i niektóre elementy się dublują (panele). Musimy zatem udać się do ustawień ROX-Filera i wyłączyć jego panele (to zadziała po jego ponownym uruchomieniu). Ustawić możemy też i elementy graficzne, a do tego celu potrzebujemy kolejnych paczek. Logujemy się jako root („su”) i instalujemy:

apt-get install gtk2-engines-murrine mate-icon-theme lxappearance

Teraz możemy poprawić nieco wygląd całości za sprawą sprytnego lxappearance. Uwaga, ikony dla menadżera plików wybieramy w jego ustawieniach. W ROX-Filerze znajdziemy również możliwość
dobrania tapety dla pulpitu.

Dla poprawy samopoczucia możemy sobie zainstalować również pierwsze dwa programy użytkowe – przeglądarkę internetową (chromium – dlaczego nie), clipit który zajmie się obsługą schowka oraz mousepad, czyli prosty edytor tekstu. Jeżeli stronimy od vi, przydać się też może nasz ulubiony tekstowy edytor tekstu (nano, joe).

apt-get install chromium clipit mousepad

Ikony i inne ustawienia
Ikony i inne ustawienia

Co by tu jeszcze

Teraz musimy zadbać o dwie sprawy. Pierwszą jest upewnienie się, że po restarcie systemu uruchomią się wszystkie klocki naszego środowiska (te, które odpalaliśmy w terminalu z palca). Musimy w tym celu stworzyć (jako użytkownik) plik ~/.config/openbox/autostart i dopisać w nim:

compton&
rox-filer -S&
tint2&

Globalnie i dla każdego użytkownika zostaną również uruchomione programy widniejące w katalogu /etc/xdg/autostart.

Kolejna kwestia jest nieco bardziej skomplikowana. Otóż ROX-Filer w roli zarządcy pulpitu ograniczył nam możliwość wyświetlenia podręcznego menu systemowego. Musimy zatem podpiąć je pod jakiś skrót klawiszowy (domyślne Super + Space – u mnie nie zadziałało). Co więcej, możemy się pokusić o umieszczenie zgrabnej ikonki na panelu, która posłuży nam za menu systemowe.

W tym celu najpierw edytujemy ~/.config/tint2/tint2rc i wkleić do niego:

panel_items = LTSC

# Launcher
launcher_padding = 5 1 5 1
launcher_background_id = 4
launcher_icon_theme = menta
launcher_icon_size = 24
launcher_item_app = /usr/share/applications/menu.desktop
launcher_item_app = /usr/share/applications/chromium.desktop
launcher_item_app = /usr/share/applications/roxterm.desktop
launcher_item_app = /usr/share/applications/rox-filer.desktop
launcher_item_app = /usr/share/applications/mousepad.desktop

Zapisujemy, restartujemy tint2 (pkill tint2;tint2%). Teraz tworzymy jako root plik /usr/share/applications/menu.desktop i wklejamy doń:

[Desktop Entry]
Encoding=UTF-8
Name=Tint2 Openbox Menu
Comment=Tint2 Openbox Menu Hack
X-GNOME-FullName=Openbox Menu
Exec=xdotool key alt+ctrl+space
Terminal=false
X-MultipleArgs=false
Type=Application
Icon=debian-logo
Categories=Menu;
MimeType=
StartupNotify=true

Na tym nie koniec. Otwieramy ~/.config/openbox/rc.xml i doklejamy/poprawiamy w nim skrót klawiszowy do wywołania menu (ctrl+alt+space):

<keybind key="C-A-space">
      <action name="ShowMenu">
        <menu>root-menu</menu>
      </action>
</keybind>

Uwaga, należy zwrócić uwagę, aby wkleić to w sekcji „Keyboard” wspomnianego pliku i poza pozostały deklaracjami „keybind” (a nie w ich środku). Plik zapisujemy.

Małe, zgrabne i przytulne nasze własne środowisko graficzne
Małe, zgrabne i przytulne nasze własne środowisko graficzne

I co nam wyszło?

Po tych wszystkich manewrach otrzymaliśmy minimalistyczne środowisko, które po starcie potrzebuje około 70MB pamięci RAM. Brakuje w nim z pewnością wielu innych elementów (choćby menadżer sieci – np. wicd), ale uzyskaliśmy podstawową funkcjonalność i jesteśmy w stanie zarządzać nim graficznie. Kwestią gustu jest również dobór poszczególnych składowych – specjalnie użyłem mało znanych i abstrakcyjnych (zapomnianych programów), aby nie było za łatwo.

Jeżeli ktoś zadaje sobie teraz pytanie „po co to wszystko”, to wystarczy sobie wyobrazić sytuację w której będziemy próbowali reanimować leciwy sprzęt. Zamiast testować dziesiątki lekkich dystrybucji, możemy w 30 min. zbudować swój własny kawałek pulpitu.
 

0

36 komentarzy

  1. Leciwy sprzęt wolałbym reanimować Archem. 🙂 Ale rzeczywiście, lepsze to od pobierania .iso gotowców, bo mamy tylko to co potrzebne i jeszcze satysfakcję w prezencie.

  2. Dokładnie, Arch też będzie dobrym wyborem. Jednak chciałem się skupić na kwestii składania samego środowiska, a nie instalowania systemu 🙂

  3. Każdy ma pewnie własny sposób. Ja instaluję z obrazu iso Debian-8 XFCE, dodaję do niego ulubiony manager pulpitu IceWm, a potem wywalam to, co niepotrzebne, doinstalowując aplikacje potrzebne.
    Uzyskany tak system potrzebuje „na siebie” niewiele ponad 100 MB RAM, „waży” ok. 2,5 GB (po dodaniu biura, netu, multimediów i grafiki – ok. 4 GB). IceWm jest minimalistyczny, ale wcale nie prymitywny.

    Oczywiście, zawsze jest szczypta dziegciu w beczce miodu. Taki minimalistyczny – ale zawierający prawie wszystko, co mi potrzebne – system jest oparty na GTK. „Prawie” bo niestety, jedyny z prawdziwego zdarzenia organizator kolekcji foto – Digikam – jest ze stajni KDE. Dodanie go, to (razem z bibliotekami i innymi zależnościami to prawie 2 GB przestrzeni dyskowej – i koniec z minimalizmem… 🙂

  4. Debian może wydawać się łatwiejszym systemem niż Arch. Chociaż po 5 miesiącach nie jest to do końca prawda.

  5. Darktable – znakomity, ale nie jako manager. Dla mniej wymagających, po osiągnięciu v. 1.0 Shotwell – ale póki co, Digikam nie ma konkurencji.

  6. Jak ktoś chce też sobie coś wydziergać, to polecam instalację Archa przy pomocy Achoo. Fakt nie jest to instalator systemowy, ale nie spędzicie na konfiguracji systemu całego dnia (szczególnie jak ktoś nigdy nie używał Linux). Instrukcja: http://linuxiarze.pl/instalacja-arch-achoo/#

  7. No dobra, pomysł wyśmienity a wykonanie szybkie i łatwe. Ale jak na takim kompie z 256 RAM-u odpalić sensownie jakąś przeglądarkę? Mi na przykład teraz Firefox pochłania ponad 300 MB RAM-u. Przy odpalonej tylko jednej stronie.

  8. 256 Mb RAM? Toż to zatrważająca pojemność z czasów gdy w internecie hulał html a stosowanie raczkujących css’ów uznawano za przejaw nowoczesności lub podpisania paktu z diabłem.

    Nazwij sobie tego kompa „Maszyna do pisania”, albo „Czytnik e-booków” i będziesz mega szczęśliwym użytkownikiem 🙂

    A po za tym FF jest dosyć ciężką krówką jak na tą polankę. Może coś lżejszego z zakazem używania wielu zakładek?

    A z zupełnie innej beczki, pomijając bezsensowność takiej inwestycji, ciekawe jakby się zachowywał swap na dysku SSD w takim kompie…

  9. Potrzebuję sprawnej i wygodnej obsługi tagów. XNview, gthumb, fotoxx, geeqie, darktable i inne tego mi nie zapewniają. Shotwell – owszem, ale póki co, zawodzi w nim obsługa miniatur i w ogóle, to jeszcze wersja beta.

  10. Ja takiego kompa używałbym tylko z linii poleceń. No i jest przeglądarka internetu links2, więc problemu by nie było. Inne aplikacje okienkowe też da się zastąpić ,,konsolwymi”. Tylko jest w tym sens czy to sztuka dla sztuki postawienie takiego systemu? Każdy musi sobie sam na to odpowiedzieć.

  11. W zasadzie KAŻDA dystrybucja linuksa da się uruchomić dysponując 256 MB RAM, w trybie tekstowym, a nawet w graficznym, z mniej wymagającym managerem pulpitu.
    Co innego, odpalić w tej dystrybucji środowisko graficzne, w nim uruchomić np. Chromium, a w nim otworzyć 100 zakładek, a potem jeszcze w tle konwertować duże pliki video… i.t.d. To wymagania aplikacji i użytkownika determinują ilość potrzebnej pamięci, a nie system operacyjny.

  12. Nie no, masochistą nie jestem. Ciekawiło mnie to tylko teoretycznie.
    Czyli nie czarujmy się, komputer poniżej 1 GB praktycznie do internetów się dziś już nie nadaje.

  13. Jakieś dwa lata temu bawiłem się z laptopem na XP-ku z 512 MB RAM-u. Miał być przystosowany do używania przez kobietę… Krótko mówiąc, to nie miało sensu. 😉

  14. Do internetu raczej nie ma sensu. Chyba że dla nielubianej teściowej? 😉
    Jako sztuka dla sztuki, ewentualnie do innych zadań – czemu nie?

  15. A jest jakiś sposób na zrobienie podobnej składanki z ubunciaka? Bo ja w poszukiwaniu surowego .buntu dotarłem do MadBuntu, czyli takiego openboxowego bunciaka. Ale może też by się dało przez netinstall i wybranie podstawowych narzędzi systemowych?

  16. Ubuntu Server Edition? Instalator powinien być taki sam jak w Debianie (ten tekstowy). Robimy niemal to samo co opisałem powyżej.

  17. Ja tam dawałem radę z linksem ale tak tylko dla testów nie dla jakiejś sensownej pracy. Można było sporo nauczyć się poleceń, poużywać apki screen i owianego legendą vima. Do celów edukacyjnych się nadaje. Nie wyobrażam sobie natomiast na takim sprzęcie jakiś poważnych prac z plikami audio-wideo. To by za dłuuuugo trwało.

  18. W zasadzie masz rację. I co z tego? Swego czasu reanimowałem starego HP z 256 RAM, 20 GB HDD i Win2000. Zainstalować mogłem wszystko ale nie wszystko chciało działać jak trzeba. Ze wszystkich opcji jakie zastosowałem sprawdził się jedynie Puppy 5.2. Nawet w tym przypadku nie obyło się bez optymalizacji usług i autostartu. Konieczna też była zmiana przeglądarki z FF na Operę 12. Dopiero po tych zabiegach dało się korzystać z tego złomu. Dzisiejszy Linux już obrósł w piórka i tłuszczyk, nie jest taki leciutki jak 10 lat temu, do tego trzeba dodać brak wsparcia dla niektórych, wiekowych podzespołów. Dla takich starych sprzętów trzeba szukać dystrybucji która zechce to obsłużyć. Można też pokusić się o zdobycie Mandrake, Debiana lub Ubuntu z tamtych lat na kilku płytach CD z całym repozytorium. Tylko wtedy z netem będzie gorzej i obsługą nowszych modemów.

  19. Dla ludzi przyzwyczajonych do grafiki jest jedno rozwiązanie – kupno komputera z przynajmniej 2 gb ramu i conajmniej core2duo. To absolutne minimum jeśli chodzi o użytkowanie graficznego systemu operacyjnego z rodziny linuksa.

  20. No więc, o to właśnie chodzi! mając ~256 MB RAM-u, uruchomisz system, ale nie uruchomisz aplikacji! RAM-u potrzeba więcej i tu nie ma zmiłuj! Natomiast można się obyć starym dyskiem, bo na partycji 8 GB zmieści się system z aplikacjami.

    Owszem, Linux przytył bardzo, niestety, bo dostępność pamięci dyskowej i RAM-u bardzo rozpieściła deweloperów i pojęcie „optymalizacji” już jest niemodne. To się odnosi zarówno do systemu – (kto by teraz stawiał GENTOO ze źródeł, kompilując kernel); jak i do twórców aplikacji, którzy dodaja coraz to nowe ficzery (których potem i tak nikt nie używa), zamiast skupić się na wyczyszczeniu błędów kodu.

    „Ratowanie starego sprzętu”, to użycie go jako rutera, czy, jak sugeruje @Inter, maszyny do pisania lub czytnika ebooków. Ja, uzywając IceWM zamiast np. Gnome, nie robie tego dla oszczędności miejsca na dysku, czy RAM, tylko mam swoje przyzwyczajenia i koncepcję desktopu.

  21. A czy dla tych mało znanych i abstrakcyjnych programów są jakieś bardziej (u)znane alternatywy? Takie, co do których nie trzeba się obawiać o ich dalszy rozwój?

  22. Kiedyś chyba było coś co zwało się Ubuntu Minimal Edition (albo jakoś podobnie). Swego czasu właśnie na tym bawiłem się w składanie systemu.

  23. W linuksowym grajdołku nie ma nic stałego i pewnego, wciąż są jakieś zmiany.

  24. Ja zrobiłem sobie takiego Rox Desktopa w roku 2005 i wciąż
    wykorzystuję jako jedyne graficzne środowisko pracy zarówno w domu jak i
    na kilku komputerach służbowych wykorzystywanych przez moich
    współpracowników. Jego funkcjonalność i wygoda obsługi zostały
    zweryfikowane doświadczeniem płynącym z intensywnego wykorzystywania w
    zespole roboczym ludzi o różnych specjalnościach zawodowych i
    umiejętnościach komputerowych.
    W odróżnieniu od zaprezentowanego
    rozwiązania, nie zrezygnowałem z panelu a jako manadżera okien
    zastosowałem Fluxbox. Doinstalowałem również kilka programików
    dokowanych (dockapps) uruchamianych w tzw. szczelinie Fluxboksa oraz
    kilka tzw. roxapps. W środowisko to włączyłem kilkanaście lekkich
    programów użytkowych, skonfigurowałem skróty klawiszowe obydwu
    programów, zmodyfikowałem inne ustawienia systemowe, uzyskując spójne,
    efektywne i ergonomiczne środowisko pracy.

    Uważam Rox Desktop za
    jedno z ważniejszych osiągnięć projektowych w dziedzinie graficznego
    środowiska pracy, dlatego bardzo dziwi mnie, że wciąż jest tak mało
    popularne. Może, gdyby skompletowano go w większy zestaw gotowych
    pakietów, tak jak to zrobiono tworząc LXDE, to Rox Desktop miałby szansę
    wysunąć się na czołowe miejsce wśród lekkich graficznych środowisk
    pracy.

  25. Zastosowałbym pcmanfm jako menadżer plików. Swego czasu do repozytorium debiana dodałem openbox-menu i pozwala on ma łatwe i automatyczne zarządzanie menu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.