przystajnik

Archiwum tagów la nagrywanie

QtCAM 12.0.0 prosto od producenta

To bardzo rzadki przypadek gdy producent sprzętu dostarcza również dobrej jakości oprogramowanie dla swoich urządzeń. Jeszcze rzadsze jest udostępnianie takiego oprogramowania na licencji GPL. Jednak e-con Systems nie ma z tym problemów. Ich QtCAM znajdziemy na Githubie, sam projekt jest aktywnie rozwijany oraz dostępne są PPA dla Linuksa. Oczywiście najlepiej wspierane są kamery produkowane przez wspomnianego producenta, ale to chyba nie może dziwić.

Green Recorder 2.0 się rozwija

Stosunkowo młody projekt Green Recorder pojawił się niemal znikąd i z tygodnia na tydzień wyrósł na gwiazdę wśród projektów linuksowych. Ta minimalistyczna z założenia nagrywarka pulpitu bez kompleksów obsłuży Waylanda, umożliwi nagrania wybrane okna lub regionu pulpitu. Aby cieszyć się takimi opcjami należy jednak zainstalować najnowszą wersję Green Recorder 2.0.

Green Recorder 1.1.1 – mały może sporo

Uwiecznianie na wideo akcji wprost z naszego pulpitu jeszcze parę lat temu nie było takie oczywiste. Oczywiście na Linuksie. Niemniej na przestrzeni niemal dekady doczekaliśmy się kilku rozbudowanych i sprawnych projektów które radzą sobie z takim zadaniem. Najnowszych przedstawicielem oprogramowania takiego przeznaczenia jest niewielki Green Recorder 1.1.1. Przypomina on nam o zapomnianej prawdzie, że w nagrywaniu wideo z pulpitu liczy się wideo, a nie liczba opcji.

OBS Studio 0.12.3 czyli linuksowiec na małym ekranie

obsstudio

Jak ogólnie wiadomo użytkownicy Linuksa to niesamowicie medialne osoby, których aparycji i fotogeniczności nie powstydziłby się duży a nawet i mały ekran. Niestety, trendy mamy jakie mamy i sami musimy zatroszczyć się o zaistnienie choćby na małym ekranie. A do tego celu wyśmienicie nadaje się kompleksowy OBS Studio, które zgrabnie połączy w jedno wideo naszą facjatę, monolog autorski, podkład muzyczny i akcję z pulpitu naszego komputera.

EOS Mov Rec 0.3.3 na przekór brakom w Canonach

eosmovrec

Młodsi czytelnicy pewnie tego nie pamiętają, ale aparaty fotograficzne nie zawsze wyposażone były w funkcję nagrywania filmów wideo. W czasach mroku i technologicznego neolitu aparaty służy w zasadzie tylko do robienia zdjęć. Ponieważ to przeczy zupełnie teorii uniwersalnych gadżetów, programiści postanowili uzupełnić możliwości niektórych artefaktów ze stajni Canona i umożliwić nagrywanie za ich pomocą filmów wideo.

Terminal pogryzł człowieka: pv

Nawet jeżeli ktoś nie żywi sympatii do linuksowego terminala, to potrafi wymienić co najmniej jedną czynność, którą łatwiej i wygodniej jest przeprowadzić w terminalu. Moim ulubionym zajęciem jest nagrywanie obrazów iso na pendrive’ach za pomocą programu dd. Szybko, łatwo, skutecznie (o ile dobrze wskaże się urządzenie wyjściowe) i tylko czasem może brakuje informacji, ile jeszcze taki proces nagrywania zajmie czasu, albo w który miejscu akurat się znajduje. I tu z pomocą przychodzi pv, którego skromna nazwa nie odzwierciedla miodności płynącej z kontrolowania przesyłania danych potokami w Linuksie.

Terminal pogryzł człowieka: TermRecord

Czasami ciekawe rozwiązania znajdziemy w równie nieoczekiwanych miejscach, co samo działanie tychże. A przyznacie chyba, że efektowny i odtwarzany w przeglądarce screencast z pracy w terminalu to rzecz na miarę czasów. Oczywiście bez żadnego uciekania się do szeroko pojętych multimediów – TermRecord, bo to o nim mowa, generuje zgrabny plik .html, który możemy rozpowszechniać bez obaw, że ktoś nie będzie miał kodeków do jego odtworzenia. Plik .html zawiera w sobie zaszyty zapis sesji terminalowej w postaci danych interpretowanych przez Javascript. Na dodatek, wygląda to równie dobrze, jak brzmi i tylko może zdziwić sposób instalacji.

Terminal pogryzł człowieka: ttyrec

Zaprzęgnięcie terminala do funkcji multimedialnego rejestratora to ostatnie co przychodzi do głowy wpatrującej się w kojącą czerń okna z białymi literkami. Słabo nagłośniany jest bowiem fakt, że funkcję nagrywania i odtwarzania poczynań w terminalu możemy zrealizować z zachowaniem ducha tekstowej formuły i bez uciekania się do audiowizualnego przepychu. Wszystko czego potrzebujemy to tandem poleceń ttyrec oraz ttyplay.

Wyłapywanie ekranów z SimpleScreenRecorder 1.21

simplescreenrecorderCzy zgrywanie do pliku wideo aktualnych okoliczności rozgrywających się na ekranie naszego monitora, wespół z dźwiękiem, musi być czynnością skomplikowaną? Programów do tego celu powstało całkiem sporo, lecz obsługa niektórych to katorga, inne z kolei posiadają drobne mankamenty i w efekcie dopiero twórca SimpleScreenRecoder udowadnia, że można prosto, łatwo i skutecznie. Bez skomplikowane zgłębiania się w niuanse techniczne wystarczy określić tryb pracy, kodek i jakość wynikową oraz rozpocząć nagrywanie. Z takim narzędziem na podorędziu pozostaje mieć nadzieje na wysyp przeróżnych screencastów i samouczków wideo.

Nowy VokoScreen na stare zachcianki

vokoscreenNagrywanie w formie wideo pulpitu naszego komputera ma wieloletnią tradycję o wielorakim przeznaczeniu. Bez programów poświęconych temu rozwiązaniu nie powstałoby wiele świetnych podcastów, filmików instruktażowych, pokazowych, czy wręcz narcystycznych prezentacji lepiej lub gorzej poskładanych klocków linuksowego środowiska. Z pewnością każdy parający się tego typu działalnością, ma swoje ulubione narzędzia. Niemniej, narzędzi nigdy mało, szczególnie gdy ktoś chce zgrać coś szybko, prosto i bez lawirowania w gąszczu opcji. I ma do tego pod ręką VokoScreen.

Ładne OcenAudio

OcenAudio bezkompromisowo wdziera się na ekrany naszych monitorów, łamiąc sztywne i utarte stereotypy wyglądu aplikacji opartych o systemowe motywy GTK. Rzadko bowiem się zdarza, że po pierwszy uruchomieniu programu kontemplujemy jego elegancki i wysmakowany wygląd, a dopiero na drugim miejscu zaznajamiamy się z możliwościami, w tym przypadku wyjątkowo niebagatelnymi. Oczywiście wygląd i interfejs to kwestia gustu, ale niewiele w tej materii można zarzucić OcenAudio…

Ładne OcenAudio

A teraz mniej istotne kwestie – OcenAudio to edytor audio, który pod ładnym opakowaniem zupełnie nieoczekiwanie kryje bardzo dużo ciekawych opcji. Siłą rzeczy program będzie stawiany w szranki z bardziej rozbudowanym Audacity i szczerz mówiąc, przegrywa tę realizację. Audacity pokonuje go przede wszystkim licencją, gdyż OcenAudio ma zamknięte źródła, a Audacity wręcz przeciwnie. Poza niuansami ideologicznymi, kolejne różnice to podejście do obsługi wielu kanałów – w Audacity jest to bardziej oczywiste, podczas gdy OcenAudio zapewnia pomiędzy otworzonymi ścieżkami proste operacje kopiowania i scalania. Jak już wspomniałem, Audacity posiada też więcej efektów i bardziej specjalistycznych opcji, niemniej jednak OcenAudio nie ma się czego wstydzić.

OcenAudio na żywo

Program ma w zanadrzu bardzo ciekawą funkcję, w postaci odsłuchu efektów w czasie rzeczywistym. Usprawnia to niesamowicie pracę z suwakami i nieraz nic nie mówiącymi parametrami. Do dyspozycji mamy taki kanon narzędzi modelujących falę dźwiękową, jak korektor graficzny 11/31 pozycyjny, kompresor, filtry górno i dolno przepustowe, normalizacja, generowanie szumu, efekty opóźnienia (flanger, chorus, reverb, vibrato), wzmocnienie, wyciszanie i sporo innych. Podczas pracy możemy dowolnie zmieniać jakość i częstotliwość naszego sampla. OcenAudio wyświetli nam też spektogram, dokładną statystkę obrabianego materiału oraz analizę FFT. Na przyszłość dobrze rokuje deklarowana obsługa przez program wtyczek VST, w obecnej wersji dostępna dla innych platform.

Efekt prac możemy eksportować do jednego z wielu obsługiwanych formatów: mp3/ogg/flac/pcm/aac/mp4/wav i kilku innych.

Jak widać, ciężko nazwać ten program prostym narzędziem. Dla amatorów będzie on mniej ‚naukowy’ niż Audacity, a nadal umożliwiającym średnio-zaawansowaną obróbkę audio.

OcenAudio można pobrać ze strony autorów, w wersji dla Linuksa (paczki .deb/.rpm), MacOS i Windows. Wybieramy pomiędzy wersją 32/64 bitową, a następnie klikamy dwa razy na ściągniętej paczce. I to wszystko.

Iso, dd i cała ta kosmiczna terminologia

Człowiek próbuje być nowoczesny, obeznany i podążać za trendami, a tu się niekiedy okazuje się, że na rozwiązania nowoczesne i trendy brakuje czasu, wiedzy i samozaparcia. Czym skorupka za młodu…Tak właśnie w moim przypadku ma się sprawa z tworzeniem bootowalnych pendrive’ów. Nierzadko nabywam z sieci całe mnóstwo różnych dziwnych obrazów iso, które według zapewnień twórców po wypaleniu/nagraniu na nośniku USB mają być samobootowalne. I zapewne są – tyle, że niekiedy systemowe oprogramowanie graficzne do tego celu ma na tę kwestię odmienny pogląd. I nośnik się nie uruchamia, albo program stwierdza, że nie może nagrać tego obrazu, bo (…). Być może istnieje idealne rozwiązanie, ale w Ubuntu na dzień dzisiejszy kreator dysków startowych ignoruje niektóre pliki iso, Unetbootin nagrywa je ze swoimi dodatkami, dzięki którym potem nic się potem nie uruchamia, itp. Cóż, niejeden na moim miejscu może by się załamał i wpadł w nałogi, a ja uruchamiam terminal, przypominam sobie obsługę dd i jestem w domu… W czym tkwi magia tej siermiężnej prostoty o której wielu już zapomina? W tym, że działa (przeważnie).Ponieważ dd umożliwia operacje na niskim poziomie dostępu do sprzętu, przed jego użyciem każdy musi się upewnić, że wie co robi. Zatem, że plik które chce nagrać to jest ten plik co powinien być, a nośnik to sprzęt na którym dane _powinny_ wylądować. Zasada wykorzystania dd jest bowiem klarowna – wskazujemy programowi plik z obrazem dysku oraz miejsce, gdzie on ma go upchać. I program to robi. Nie bacząc na to, że ktoś przez pomyłkę wskazał np. partycję /home.Ale bez obaw. Gdyby ktoś miał wątpliwości, może wszystko powyższe i poniższe potraktować jako niskich i niezrozumiałych lotów beletrystykę. Natomiast osoby z zacięciem, po wspięciu pendrive i wydaniu poleceniem ‚sudo fdisk -l’ odnajdą sobie, pod jaką nazwą systemową nośnik został zaszeregowany (/dev/sdX). W ten sposób, cały powyższy wywód zawiera się w jednym poleceniu:sudo dd if=/pełna_ścieżka_do/pliku.iso of=/dev/sdX bs=8MNależy pamiętać, że podajemy nazwę urządzenia (np. /dev/sdc) a nie partycji jaka na nim się znajduje (/dev/sdc1). Parametr ‚bs’ reguluje ilość (w MB) odczytywanych i zapisywanych danych. Jak widać, nic skomplikowanego, a my w ten sposób stajemy się niezależni od nieodgadnionych humorów narzędzi graficznych.

Translate »