przystajnik

Archiwum tagów la muzyka

LMMS 1.2.0 – gdy już wszyscy zwątpili

Wszyscy uwielbiamy opowieści o bohaterach podnoszących się z upadku i popiołów. Historia edytora muzycznego LMMS może nie obfituje w tak spektakularne przygody, faktem jednak pozostaje to, że projekt na niemal cztery lata zaszył się w zaciszu internetu. LMMS 1.1.3 został wydany w 2015 roku a potem rozpoczął się niekończący festiwal wydań 1.2.0 Release Candidatee. Aż do teraz, gdy LMMS 1.2.0 oficjalnie się urzeczywistnił.

SUSE gra twardo

Muzyczne „parodie” opiewające SUSE i jego osiągnięcia urosły już do miana symbolu, a jakość ich wykonania zaprzecza amatorszczyźnie OpenSource, tak chętnie podnoszonej przez antagonistów. Początki tej muzycznej inicjatywy nikną w pomroce roku 2013 i bodajże pierwszej produkcji What Does the Chameleon Say?. I kto wie, czy ta forma nie jest najlepszą promocją Linuksa.

Tracktion 7 – DAW jakiego potrzebowaliście

To dość ryzykowny krok pisać o „darmowych” wersjach płatnego oprogramowania. Zaraz podniesie się larum, że fani Open Source nie chcą płacić za programy, itp. Jednak każdy profesjonalista pracujący na edytorze Tracktion już dawno (jak nie wcześniej) wykupił stosowną licencję tej fenomenalnej cyfrowej stacji roboczej. Producent natomiast robi ukłon w stronę niezdecydowanych lub mniej profesjonalnych twórców właśnie darmową wersją Tracktion 7 – dostępną bez ograniczeń funkcjonalnych.

Terminal pogryzł człowieka: musikcube

Chociaż słuchanie muzyki w terminalu nie ma już tylu fanów co kiedyś, to jednak nadal powstają rozwiązania które wywołują mimowolny opad szczęki. Tak jak choćby tytułowy Musikcube. Program do odsłuchiwania naszej kolekcji muzycznej. Brzmi banalnie? A co powiecie na możliwość strumieniowania danych na konkretnym porcie naszego komputera? Po co? Wspominałem już o programiku musikdroid, aplikacji dla Androida która wykorzystuje wspomniany serwer nadający treści audio?

Kapitalne Soundnode 0.6.5 i dźwięku brak

SoundNode – na taką aplikację czekałem – bezstresowe przeglądanie i odtwarzanie zasobów SoundCloud. Serwisu dla alternatywnych, bezinteresownych i niekomercyjnych artystów tworzących muzykę. Chociaż sama witryna zacytowana na początku nie odstrasza jakąś totalną niefunkcjonalnością, to jednak natywny program na pulpit z szybkim wyszukiwaniem ulubionych twórców – to jest to. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie niespodziewany brak dźwięku. Chyba nie muszę wspominać, że to rzecz kluczowa w odtwarzaczu muzyki.

Dobrze wysmażony DeaDBeeF 0.7.0

deadbeef

Nic tak nie umila ciężkiej pracy jak miła muzyka sącząca się z głośników. A jak muzyka, to tylko z jakiegoś ciekawego odtwarzacza. Na ich wybór w Linuksie nie możemy narzekać – mamy odtwarzacze małe, duże, kolorowe, mono, tekstowe, zarządzające naszą kolekcją, itp. Jednak to co wyróżnia niepozornego DeaDBeeF to jego nazwa i minimalistyczna forma. Niemal półtora roku zajęło autorowi pokonanie granicy pomiędzy wersją 0.6.2 a aktualną 0.7.0. Program jest lekki, z bogatą kolekcją wtyczek, potrafi odtwarzać niemal wszystko (nawet chiptune’y!) i jedyne czego może nam brakować to nieco bardziej sugestywnej obsługi streamingów (np. radia, SoundCloud).

Sayonara 0.7.1 – dla minimalistów chcących więcej

sayonara

Chociaż odtwarzaczy audio dla Linuksa jest całe mnóstwo i jeszcze więcej, to miło od czasu do czasu natrafić na dzieło, którego głównym założeniem jest minimalizm, oszczędność zasobów oraz dbałość o odpowiednie proporcje formy do treści. Wśród przeróżnych projektów mamy zatem odtwarzacze „duże”, obarczone poważnymi funkcjami ale i w zamian żądające sporo zasobów, jak też małe pchełki które niewiele robią i niewiele wymagają. Sayonara 0.7.1 podchodzi do kwestii odtwarzania mediów z elegancją – nie jest kombajnem, nie jest też prosty grajkiem mp3, a liczba jego funkcji może zadowolić również tych bardziej wybrednych użytkowników.

Ubuntu Free Culture Showcase i 15.10

Wolność jaką daje nam wolne oprogramowanie to jedynie niewielki ułamek tego, co oferuje pojęcie wolności technologicznej. Owo bezinteresowne dzielenie się naszą twórczością można rozciągnąć na wiele sfer naszego życia, ale chyba najlepiej w tę filozofię wpasowuje się wolna kultura. To właśnie ona wydaje się być najpiękniejszą siłą napędową rozwoju sztuki – bez jej komercjalizowania i wykluczania społeczności mniej zamożnych. Tym razem wielbiciele Muz wszelakich mogą zaprezentować część swego dorobku w ramach nadchodzącego wydania Ubuntu 15.10.

Terminal pogryzł człowieka: mp3blaster

Jeżeli wyłączyć by dzwonek systemowy, to wymowna czerń terminala zamyka nas w swoich odmętach otaczając nas wzorową próżnią. Nie dobiegają z niej (czeluści tekstowej krainy) żadne odgłosy. Ale jest to stan złudny. Wystarczy odpowiedni program, by horyzont upstrzony tekstem wybuchł feerią dźwięków, zachęcających nas do wytężonych działań, lub trwania na bezdechu w oczekiwaniu zakończenie kompilacji. Takim typowym rozpraszaczem ciszy może być np. mp3blaster. Program z tradycjami i filozofią działania niepodlegającą modnym trendom.

Flowblade 0.18

flowblade

Na uboczu głównego nurtu nieliniowych edytorów wideo dla Linuksa rozwijany jest niepozorny Flowblade. Nie zabiega on o medialny rozgłos, ale kryje się w pieleszach odchodzącego w niebyt Google Code i nieśmiało daje od czasu do czasu znak życia. Tym razem przypomina o sobie wersją 0.18, której na próżno szukać w popularnych repozytoriach lub PPA (chyba tylko archlinuksowy AUR ma go w swoich zasobach). To niedopuszczalne zaniedbanie, podobnie jak użyty przymiotnik „niepozorny”. Flowblade 0.18 jest bogaty w filtry, działa nad wyraz sprawnie i o dziwo stabilnie.

Translate »