przystajnik

Archiwum tagów la blabla

Proszę nie przecierać oczu – Linux 2019 Superstar

No właśnie. Mamy rok 2019, XXI wiek, galopujący konsumpcjonizm, ocierające się o hedonizm oczekiwania użytkowników. Do tego spłycenie wartości, zachwiane proporcje pomiędzy użytecznością a wyglądem, apogeum koncepcji „jednego kliknięcia do celu”. Co w takich czasach robi Linux? Skąd on się tu wziął? Jak przetrwał? Tyle pytań, a znikąd odpowiedzi…

Microsoft nadal gotuje żaby

Można mieć różne zdanie na temat Microsoftu i jego produktów, ale jedno jest pewne. To właśnie dzięki tej korporacji Linux zyskuje na jako takiej popularności na desktopie, przeważa w chmurze i na serwerach oraz panuje niepodzielnie na superkomputerach. Jak to możliwe zapytacie? To proste – wystarczy umiejętność skutecznego podejmowania niepopularnych decyzji.

Ubuntu bez Unity – dryf bez grawitacji

Mark Shuttleworth zasłynął z radykalnych zmian poglądów. Na ile są one podyktowane kwestiami biznesowymi na ile ideologicznymi – ciężko nam oceniać. Prawda leży zapewne gdzieś pośrodku. Niemniej to właśnie on jako jedyny podjął ryzyko aby zaprezentować zwykłym użytkownikom Ubuntu i Linuksa. To on podjął ryzyko oderwania się od głównego nurtu napędzanego przez środowiska KDE i GNOME. Miał odwagę powołać do życia Unity, powiedzieć „nie” Waylandowi. Miał odwagę wierzyć w konwergencję, Ubuntu i Unity na smartfonach i tabletach.

Wszyscy jesteśmy fanatykami

Gdy w towarzystwie mimochodem wyniknie z naszej strony niezręczność w postaci wspomnienia faktu korzystania z Linuksa, możemy wywołać skrajne emocje a przy okazji dowiedzieć się czegoś o sobie. Tak proszę państwa, świat nie znosi odmienności i samodzielnych stanów świadomości. Nawet jeśli nie chcemy i nie prowadzimy misji ewangelizacyjnej, to opowiedzenie się po stronie społeczności opensource może zostać odebrane dwojako i szybko zostaniemy ochrzczeni przezwiskiem „fanatyk”. Wystarczy, że spróbujemy wyprostować cierpkie komentarze rodem z otchłani zadufania i niewiedzy.

Wyprzedaże, promocje i tylko Steam Machines brak

Histeryczna ekstaza jaka może się nam przytrafić podczas przeglądania najnowszej odsłony promocji (do 4 lipca 2016 roku) na platformie Steam ma swoje drugie oblicze. Nawet dla niepoprawnych optymistów gotowych rzucać na lewo i prawo banknotami tylko za sam znaczek pingwina przy tytule gry. „2300 tytułów dla Linuksa w ofercie, promocje cenowe, a jakiś malkontent musi jak zwykle szukać dziury w całym” – tak z pewnością wiele osób skwituje próbę negatywnego spojrzenia na Valve i ich inicjatywę. Bo próba wypromowania Linuksa jako platformy do gier to z pewnością karkołomna decyzja. Jeszcze bardziej karkołomnym wyzwaniem okazało się stworzenie dedykowanych Steamowi maszyn będących czymś pośrednim pomiędzy pełnoprawnym komputerem a konsolą pracującą pod system SteamOS. Wisienką na torcie miał być dedykowany kontroler Steam Controller. I na dobrą sprawę tylko tą wisienką muszą się zadowolić głodni i wyposzczeni gracze spragnieni odmiany, Linuksa na salonach i komercyjnych tytułów AAA dla tego systemu.

Strach, pieniądze i dominacja Microsoftu

Są sprawy o których warto mówić głośno, nawet, jeżeli minęło od ich zaistnienia nieco czasu. Szczególnie, gdy dotyczą kwestii decydujących o przeznaczeniu płaconych przez nas podatków i tego, jak i kto kształtuje trendy oraz wyobrażenia społeczeństwa. A cała historia rozpoczęła się w roku 2006 w kraju wielkiej wolności i jednocześnie więzienia stworzonego przez korporacje. Bo nie można inaczej nazwać niektórych mechanizmów które funkcjonują w Stanach Zjednoczonych Ameryki, a które pod podszewką demokracji wplątują ludzi od najmłodszych lat w błędne koło wyzysku i ograniczonej świadomości. A zaczęło się niewinnie.

Sezon na internautę

email

Ileż razy już o tym było… W internecie grasują zboczeńcy, złodzieje, naciągacze i hochsztaplerzy dybiący na dane i hasła z naszego komputera. A przecież my chcemy sobie tylko pochodzić po stronkach, pooglądać za darmo premiery kinowe, pochwalić się znajomym jak roczny berbeć sam sika do nocnika, wzbudzić towarzyski ferment projektem naszego domu na nowo zakupionej działce, na dokładkę dowalić im fotkę nas na tle nowego samochodu (z widocznym numerem rejestracyjnym – niech wiedzą, że to nie ustawka) i tak dalej. Przecież to są tak prozaiczne czynności, że jak ktokolwiek mógłby coś z tego wykorzystać przeciwko nam? Inni tak robią i jakoś nikt ich jeszcze nie okradł i nie ograbił. A my mamy na dodatek jeszcze najnowszego antywirusa. Nic nie zmienia jednak faktu, że od dłuższego czasu trwa nieograniczony niczym sezon polowań na internautę.

Co dał mi Linux?

„Kolejny festiwal zaklinania rzeczywistości i subiektywnego trucia trzy po trzy”. Ręka w górę, kto po przeczytaniu tytułu zmełł pod nosem przekleństwo i bezgłośnie wypowiedział powyższą opinię. Coś w tym jest, choć wpis pokieruje się w nieoczekiwanym kierunku ku zaskoczeniu odwiecznych malkontentów. Prawda, użytkownicy Linuksa lubią zaklinać rzeczywistość – bądź inaczej – zaklinanie rzeczywistości determinuje ich wybór. Wybór bądź co bądź niepopularny, niepowszechny, nieoczywisty, na przekór trendom, marketingowi i ofercie wiodących sieci sklepowych. Bo po co ktoś wybiera Linuksa?

Te wspaniałe mocarstwa i ich szybkie systemy operacyjne

Neokylin

Tematyka Windowsa 10 odbija się już wszystkim czkawką. Po jego premierze końca nie mają tyrady, czy to źle czy dobrze, że ten system nas szpieguje i czy ktokolwiek jeszcze w obecnych czasach może pozwolić sobie na komfort posiadania zindywidualizowanej prywatności. O ile przeciętny użytkownik nie odczuwa tego, że coś traci, o tyle w przypadku instytucji państwowych, rządów i samorządów sprawa przedstawia się już nieco inaczej. O dziwo, mniej niefrasobliwości prezentują w tej kwestii państwa sterowane centralnie (przeważnie). Ich odpowiedzią na masową inwigilację jest własny, narodowy system operacyjny. W niektórych państwach po wstępnym hurraoptymizmie, zapał i projekt upadł, ale są też państwa mocno zdeterminowane by osiągnąć zamierzony cel.

Polskie szkoły nie służą do nauki Linuksa

Wydawałoby się, że jesteśmy cywilizacją rozwiniętą. Posiadającą wypracowane standardy zachowań będące ponad partykularnym interesem uprzywilejowanych. Szczycimy się taką tolerancją, że aż popadamy w bezbarwność kulturową. Z jednej strony cenimy sobie różnorodność ubioru, marek samochodów, odcieni kolorów którymi upiększamy elewacje naszych domostw, a z drugiej strony nie potrafimy wyrwać się z sideł zatęchłych przyzwyczajeń, szczególnie jeżeli dotyczy to dziedziny w której nie czujemy się biegli. Jemy na okrągło kebaby na mieście, albo pizze z dowozem do domu, oglądamy dzień w dzień te same reklamy na tym samym kanale TV oraz nie znosimy, gdy na naszym komputerze pojawia się inny układ ikon niż mieliśmy do tej pory na pulpicie. A do tego nie potrafimy przełknąć gorzkiej prawdy, że oprogramowanie za które zapłaciliśmy okrągłą sumę nie jest w stanie poprawnie odczytać pliku z innego programu, lub zapisać swojego tak, abyśmy mogli otworzyć go gdzie indziej. Wtedy pojawiają się słowa i emocje – nawet w szkolnictwie.

Geek – obywatel drugiej kategorii?

Użytkownicy Linuksa przyzwyczaili się już do bycia pomijanymi w wielu zakątkach sieci i w ofercie producentów oprogramowania. Nie jest to przyjemne ani logiczne, ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Niemniej, niektóre firmy uczyniły sobie źródło dochodu ze skubania ślepo zapatrzonych w pingwina naiwnych idealistów. Ten proceder pod przykrywką bycia „pro – linuksowym” to nic innego jak upychanie sprzętu drugiej kategorii osobom chcącym nabyć dany model z zainstalowanym Linuksem. Tymczasem, ten sam model z Windowsem na pokładzie często ma więcej pamięci, lepszy procesor, itp. I kosztuje tyle samo, lub niewiele drożej. Problem nie dotyczy jedynie sprzętu, ale i jakości wykonania portów oprogramowania, np. gier dla naszego systemu.

Pingwin na zakupach

linuxcard

Płacenie kartą kredytową tak już spowszedniało, że podczas zakupów beznamiętnie i bez cienia zazdrości wpatrujemy się w osoby w kolejce przed nami, które usilnie próbują sobie przypomnieć pin weryfikujący płatność za bułkę i 10dg podlaskiej. Jednak przy tak prozaicznej już dziś czynności można jeszcze zabłysnąć i wykazać swój indywidualizm – niestety, w tym celu musimy zamieszkiwać USA, dla rezydentów którego to kraju Linux Fundation wespół z UMB Bank przygotowali ofertę karty kredytowej dla prawdziwych geeków.

Translate »