przystajnik

Polskie szkoły nie służą do nauki Linuksa

Wydawałoby się, że jesteśmy cywilizacją rozwiniętą. Posiadającą wypracowane standardy zachowań będące ponad partykularnym interesem uprzywilejowanych. Szczycimy się taką tolerancją, że aż popadamy w bezbarwność kulturową. Z jednej strony cenimy sobie różnorodność ubioru, marek samochodów, odcieni kolorów którymi upiększamy elewacje naszych domostw, a z drugiej strony nie potrafimy wyrwać się z sideł zatęchłych przyzwyczajeń, szczególnie jeżeli dotyczy to dziedziny w której nie czujemy się biegli. Jemy na okrągło kebaby na mieście, albo pizze z dowozem do domu, oglądamy dzień w dzień te same reklamy na tym samym kanale TV oraz nie znosimy, gdy na naszym komputerze pojawia się inny układ ikon niż mieliśmy do tej pory na pulpicie. A do tego nie potrafimy przełknąć gorzkiej prawdy, że oprogramowanie za które zapłaciliśmy okrągłą sumę nie jest w stanie poprawnie odczytać pliku z innego programu, lub zapisać swojego tak, abyśmy mogli otworzyć go gdzie indziej. Wtedy pojawiają się słowa i emocje – nawet w szkolnictwie.

linuxclassroom

Sale wykładowe z Linuksem? A dlaczego by nie

Dług publiczny jaki jest, każdy wie. Finansowanie przybytków kultury wiemy jak wygląda. Szkoły w ofercie mają dla dzieciaków niezbędne minimum. W tym całym bałaganie nasze państwo i urzędników państwowych stać jest na nieustanne dokarmianie rozpasanej korporacji zza wielkiej wody. Korporacja nie jest temu nic winna – pieniądze same jej wchodzą do pyska. Jak to? A tak to.

Linuxportal.pl opublikowało przejmujący list jednego z informatyków – pasjonatów, którzy postanowił w ramach optymalizacji wydatków wdrożyć w podległych mu szkołach zestaw oprogramowania opensource. Kompleksowo – począwszy od systemu Linux Mint po pakiet biurowy LibreOffice, a to wszystko za zgodą władz.

W zeszłym roku zapadła decyzja o zakupie komputerów dla dwóch nowych pracowni szkolnych. Po analizie tematu, biorąc pod uwagę czynnik możliwości/cena zaproponowałem by stanowiska komputerowe pracowni wyposażyć w bezpłatny system operacyjny Linux.

Na każdym z 16 komputerów została preinstalowana aktualna na dany dzień wersja systemu Linux Mint wraz z pakietem ‚dobranego’ oprogramowania: biurowego, programów graficznych, edukacyjnych, przeglądarek internetowych, klienta poczty, komunikatorów (dostępnych na zasadach open source z pakietów dystrybucji). Został zainstalowany także pakiet WINE umożliwiający bezproblemowe uruchamianie oprogramowania dla środowiska Windows – po czym zostało zainstalowane oprogramowanie edukacyjne (dostarczane z podręcznikami). Wyodrębniono osobne konta – administracyjne dla nauczyciela, oraz konta dla ucznia. Sieć została oparta o router bezprzewodowy na systemie Mikrotik (podział pasma/QOS). Zainstalowano drukarkę sieciową.

Za cenę 1900 zł brutto skonfigurowano w pełni nowoczesną składającą się z 16 mobilnych stanowisk pracownię komputerową – wyposażoną w bogaty zasób oprogramowania. Środowisko graficzne zostało przygotowane tak, aby na wskroś imitowało wygląd systemu Windows.

Potwórzmy i uściślijmy – systemy zainstalowano na komputerach w pracowni dla uczniów, nie było konieczności kosztownego (?) szkolenia personelu w kwestii poprawnego użytkowania przeglądarki i czytnika poczty, księgowość nie musiała się zastanawiać dlaczego nie ma Płatnika dla Linuksa. „Poszkodowanymi” w tym wszystkim byli tylko uczniowie, którzy musieli wykonywać zadania za pomocą wspomnianego systemu i pakietu LibreOffice. Z listu wynika, że stan taki trwał przez rok. Sen o potędze opensource i oszczędnościach jakie to oprogramowanie może generować został przerwany przez żołnierskie stwierdzenie jednej z pani dyrektor – „Linux to gówno”. Co więcej – nie była to jej opinia, bo przez rok pewnie nawet nie zauważyła, że pracowania działa na Mincie, ale zapraszanych przez nią do współpracy informatyków w celu doraźnych działań przy systemie.

Tym samym i na podstawie powyższego rozbudowanego wywodu nt. bezużyteczności Linuksa, wójt gminy oskarżył autora listu o praktyki voodoo. No dobrze – o chęć dorobienia się dzięki swojej wiedzy a niewiedzy innych. Żaden z kwalifikowanych informatyków wyszkolonych przez Microsoft na dziesiątkach szkoleń i dźwigających całą ryzę certyfikatów nie był w stanie ogarnąć, jak przeprowadzić jakiekolwiek operacje na zainstalowanym w szkole Linux Mincie. Zatem w grę wchodzi jedynie magia. A na dodatek „LibreOffice nikt nigdzie nie używa” – jak na placówkę edukacyjną niezwykle rozwojowe spostrzeżenie. Na jego podstawie można przyjąć, że powinny zostać skasowane wszystkie lekcje języków obcych – bo w Polsce wszyscy mówimy po polsku.

Przechodząc do sedna sprawy – w dniu wczorajszym zostałem oskarżony przez swojego zwierzchnika Wójta Gminy, iż „zaproponowałem rozwiązanie oparte na Linuxie, gdyż pewnie chciałem się na nim dorobić”. Zostałem poniżony i oczerniony tylko dlatego, że pani dyrektor jednej ze szkół stwierdziła cyt: ” to g… nie system” i zażądała kwoty ok. 17 tys. z budżetu na wymianę jak to oprogramowania na płatne. Wezwano mnie na rozmowę gdzie musiałem wysłuchiwać, że jedynym i słusznym edytorem tekstu jest ‚WORD’, a – tu cyt. „z Libre Office to nikt nigdzie nie korzysta”.

Jeżeli ktoś czeka na soczyste kawałki z którymi mógłby podjąć polemikę i bronić racji pani dyrektor, to niestety ostudzę jego zapał erudycyjny. Bo takowych nie ma, po prostu Linux to gówno a LibreOffice’a nikt nie używa. Przypomnę, rzecz dzieje się w XXI wieku w kraju który jedynie dzięki sponsoringowi ze strony EU jest w stanie podjąć jakiekolwiek podstawowe inwestycje, a większa część budżetówki od pięciu – sześciu lat ma zamrożone pensje (czyt. zero podwyżek).

Ciężko w paru zdaniach skomentować powyższe. Pani dyrektor w tym wszystkim to pionek, na stanowisku i bez świadomości oraz pod presją. Ale pionek powtarzający opinie domorosłych informatyków, których osiągnięcia są mierzone ilością litrów kawy wypitych na szkoleniach MS. To na nich powinniśmy skupić uwagę. Lecz i tu niewiele słów opisze klasę takich osób – zapyziała fachowość rodem z literackiego Grzesia, co to piasek w dziurawym worku nosił. Bardziej znamiennym jest to, że to takim osobom wójt, pani dyrektor i inni powierzają decyzję o wydatkowaniu naszych podatków. Lekką ręką w przypadku jednej szkoły do paszczy MS wędruje 17 tys. zł. Kwota w skali pojedynczego samorządu może i niewielka, ale jednak.

Tematyka wdrażania do urzędów opensource budzi kontrowersje od lat. Jednak niewiele osób które dziesięć lat temu wyrobiły sobie opinię nt. Linuksa na podstawie kulejącej dystrybucji zauważa postęp, jaki się dokonał. Instalacja Linuksa to pestka, konfigurowanie biurka to temat praktycznie nie istniejący – wszystko jest gotowe do użytku ot tak. Dla szkół to wydawałoby się zestaw marzenie, odpowiednio skonfigurowana sala komputerowa nie generuje praktycznie kosztów, odpada zastanawianie się w przyszłości czy pozostawić Win7 czy może zakupić licencje na Win10, lub jakiego antywirusa używać. Co więcej, to nie jest wdrożenie na linii produkcyjnej i nie trzeba szkolić personelu, a kliknięcie w ikonkę uruchamiające program mamy opanowane od dekad. Dodatkowo, wobec dominacji Windowsa na biurkach domowych użytkowników, taka odmienność w szkole to doskonałe wietrzenie głowy i zapobieganie stagnacji percepcji. Z pewnością nikt nie goni dzieciarni i młodzieży do wkuwania poleceń w terminalu, bo tego raczej nie ma w ramach programowych.

LliureX 13.06, wersja biurkowa

LliureX 13.06, wersja biurkowa

Wobec takiej oszczędności środków finansowych i zaszczepiania w młodzieży elastyczności radzenia się z komputerem niezależnie od tego jaki jest na nim układ ikonek, malkontenci potrafią wyciągnąć jedynie argument „Cały świat używa Windowsa i Worda”. Nikt nie zastanowi się, dlaczego tak jest – czy aby nie dlatego, że od dziesięcioleci szkoły produkują użytkowników Windowsa i Worda? Pomimo tej edukacji nadal są osoby, które nie ogarniają klikania w Windowsie (jak się zamyka komputer?), nie mówiąc o poprawnym sformatowaniu tekstu w ultraprofesjonalnym Wordzie. Świat nie ma z tym problemów. Popatrzmy na szkolnictwo w Hiszpanii – większość regionów (nie pojedynczych szkół, regionów – Walencja, Extremadura, Andaluzja) posiada własne i rozwijane przez władze regionu dystrybucje Linuksa. Tamtejszy pomysł uniezależnienie się od płatnych gotowców od Microsoftu to nie tylko instalacja gołego, nieskonfigurowane Linuksa. W ramach całej operacji tworzone są stosowne programy pomocnicze a zalety takiego modelu długo by wymieniać.

Tymczasem u nas walkę z wiatrakami podejmują pojedynczy idealiści. To nie jest też tak, że większość kadry nauczycielskiej odpowiedzialnej za informatykę w szkole to beton reżimowej korporacji, drżący przed przestawieniem na pulpicie jakiejkolwiek ikony. Często są to ludzie z wizją i chcący wnieść powiew świeżości w skostniałe i nudne zajęcia (pomyślcie, dzieciak stuka w domu w ten sam system i te same programy co i w szkole – jaka to musi być nuda na takich lekcjach). Na dodatek większość adeptów obsługuje tego Windowsa lepiej od nauczyciela. Z pewnością jest wiele udanych wdrożeń, zsynchronizowanych z wymaganiami szkoły i programem nauczania, odpowiednimi papierkami w gminie i innych urzędach, ale to wszystko to lokalny folklor. Polska, szkolnictwo i masa urzędnicza nie rozróżnia tresowania ludzi do klikania w określonym systemie w określone miejsca od nauki samodzielnego myślenia. Dodatkowo, samodzielne myślenie może być niebezpieczne. Z drugiej strony, na przestrzeni lat nawet wygląd i sposób obsługi gloryfikowane Windowsa i Worda zmienił się diametralnie – co mają powiedzieć biedne owieczki zakodowane na użytkowanie Windowsa XP, gdy na ich ekranach w pracy pojawi się Windows 8.1 lub 10, nie mówiąc o nowym Wordzie?

Jedynym błędem informatyka dokonującego wdrożeń w szkole była „imitacja wyglądu Windowsa”. Jak Linux, to Linux, niech narybek otrzymuje jasny i klarowny przekaz, a nie dziwi się, że „mamy w szkole taki Windows, ale dziwny”. Jakoś nie słyszałem o przypadkach, żeby w pracowaniach ze sprzętem Apple ktoś zaklejał logo jabłka logiem Windowsa. Dlatego postawa dyrekcji i wójta jak we wspomnianym liście i przy takim zestawie ich argumentów zasługuje na publiczny pręgierz. Niemniej, nie ma nikogo kto by ten pręgierz wystawił i ich tam zamontował – taki mamy stan zastany i trwający. Bez ministerialnych decyzji i zaprzestania dolewania do pełnego wiaderka Microsoftu, nigdy nie wyrwiemy się z matni zależności – zarówno programowej jak i mentalnej.  

Post navigation

24 comments for “Polskie szkoły nie służą do nauki Linuksa

  1. icywind
    22 sierpnia, 2015 at 9:08

    Zastanawiam się na czym polegało to dostosowanie wyglądu, przecież Mint i tak wygląda jak Windows tylko z inną skórką. Pozamieniał wygląd ikonek i pasków? Wyobraźcie sobie to zamieszanie gdyby nauczyciel użył Sugar albo nawet Gnome 🙂
    Ta sytuacja jest chora, szkoła powinna uczyć posługiwania się komputerem a nie urządzać szkolenia z oprogramowania MS za publiczne pieniądze. Może gdyby oswoić dzieci z innymi systemami to nie byłoby takiego przerażenia opartego na stereotypach bo to już jest jakaś linuksofobia.
    I te argumenty, że gość chciał zarobić bo jest jedyną osobą na świecie która ogarnia Linuksa… żenada

  2. Kamil Koczurek
    22 sierpnia, 2015 at 9:50

    A to o próbie zarobienia to trochę prawda. Pomysł wprawdzie ciekawy, ale ilu adminów zatrudnianych w Polskich szkołach w miarę dobrze ogarnia Linuksa? W moim gimnazjum (najlepsza szkoła publiczna w ponad 200 tysięcznym mieście) admin naszej pracowni jak tylko się dało unikał słowa „Linux”, bo to mało popularne, bo to, bo tamto. Windowsa zna w stopniu całkiem niezłym prawie każdy szkolny administrator, dlatego Winda jest po części dobrym wyborem. Zmianę wiodącego systemu powinni zapoczątkować zwykli użytkownicy a szkoła powinna uczyć tego co najpopularniejsze.

  3. 22 sierpnia, 2015 at 10:17

    Ale jaki ma sens uczyć czegoś, co każdy już zna? Windowsa każdy ma w domu, klika na nim niekiedy lepiej niż cała kadra pedagogiczna z danej szkoły. Czego można dzieciaka na takim Windowsie jeszcze nauczyć? Dziergać obliczenia w Excelu? Czy na poziomie podstawowym i średnim faktycznie program nauczania obejmuje jakieś zaawansowane makra i obliczenia w tabelach, do których potrzebny jest Excel? Mając niedawno w domu osobę która kończyła edukacją wyższą i musiała dopełnić zaliczeń z informatyki, widziałem jak wyglądają zadania/pytania na kolosy w takiej szkole. Wybaczcie, ale przytaczanie obliczeń jakie kazano im wykonywać w komórkach urąga godności ludzi z wyższym wykształceniem.

  4. Kamil Koczurek
    22 sierpnia, 2015 at 10:30

    Ależ skąd, starałem się tylko wykazać, że Lepszy w szkołach jest Windows, ponieważ dużo łatwiej znaleźć administratorów, system w szkołach stawia się raz na 10 lat a na tańszym adminie można dużo oszczędzić i w razie braku kompetencji łatwiej go zmienić. Admini w szkołach nie pracują wiecznie a znalezienie nowego, który przejmie cały Linuksowy, szkolny ekosystem jest znacznie trudniejsze niż w przypadku Windowsa, zwłaszcza w małych miastach czy wsiach. Poza tym w domu niewiele osób w tym wieku bawi się Excelem a w pracy bardzo często jest wymagana znajomość pakietu biurowego. Niby LO też pasuje, ale nie ma się co oszukiwać, wszystkim chodzi o Excela, Worda i inne wynalazki od M$.

  5. icywind
    22 sierpnia, 2015 at 11:40

    A odkąd to szkoły mają uczyć czegoś popularnego? Na takiej zasadzie można powiedzieć, żeby na biologii uczyli kreacjonizmu a ludzie niech sami się przekonają do ewolucji. Uważam, że brak Windowsa przez cały okres kształcenia byłby błędem ale w naszych szkołach w programie nie ma nawet teorii (chociaż sama teoria byłaby niezwykle nudna) o Linuksie albo tym czym jest system operacyjny. Brak zetknięcia się dzieci w szkołach z alternatywnym oprogramowaniem jest wielkim błędem i będzie powielać mity o Linuksie albo kompletny brak świadomości o tym, że jest coś oprócz Windowsa. Poza tym wymaganie od uczniów znajomości oprogramowania które muszą sobie kupić jest dyskryminujące i promuje piractwo.

  6. Kamil Koczurek
    22 sierpnia, 2015 at 11:57

    Zetknąć się z innym systemem można, ale prowadzenie na nim stałych zajęć wg mnie nie jest dobrym pomysłem z powodów, które wymieniłem wcześniej. Nie ma też co porównywać biologii i informatyki, chodzi mi o wykorzystane narzędzia, nie widzę by ktoś czepiał się, że nie korzystamy z książek mało znanych wydawnictw. Wszyscy wolą popularniejsze i góruje „Nowa Era”, ponieważ jest sprawdzona i wiemy że nie będzie problemów. Poza tym teoria ewolucji jest chyba popularniejsza od kreacjonizmu. 🙂

  7. lolo
    22 sierpnia, 2015 at 18:12

    Pani urzędniczka pewnie wzięła w łapę od Microsoftu za promowanie ich firmy.

  8. Binko
    22 sierpnia, 2015 at 19:09

    Zawsze byłem zdania, że na informatyce w szkole powinno uczyć się korzystania z komputera, nie z określonych programów. W ogóle na kursach komputerowych. Bo w sumie to jest paranoja – a co jeśli ktoś będzie musiał pracować w przyszłości na LibreOffice, bo teoretyczny-przyszły pracodawca będzie miłośnikiem otwartych rozwiązań? Co wtedy?
    Widzę po znajomych, że jak mają używać LibreOffice, to dziwnie reagują. Odpychają tę możliwość jak najdalej się da. Przyzwyczajenie i strach przed nieznanym jest tak wielki, że kupując nowy komputer nie widzą opcji zainstalowania darmowego pakietu biurowego (który będzie im służył do spisywania przepisów na ciasta albo zrobienie, nie wiem, arkusza budżetu domowego?), tylko sięgną po piracką wersję MS Office (zapłacić 250 zł za MS Office, by móc korzystać z niego w domu… hehe). Bo przez lata wpaja się ludziom, że tylko na MS Office da się pracować. A nie uczy się młodych ludzi jak działa oprogramowanie, gdzie szukać danej funkcji programu, jak działa system operacyjny. Ostatnio mój kilkunastoletni siostrzeniec włożył pendrive (komputer z Windows). Tylko, że autostart był nieaktywny – nie pokazało mu się okienko z wyborem opcji „co chcesz zrobić”. Był zagubiony. Zapisanie prezentacji PowerPointa na tymże pendrive też było nie lada wyzwaniem. A komputera używa na codzień, niestety głównie do Facebooka. Podejrzewam, że tak działa większa część dzisiejszej młodzieży. Gdzie tu słuszność uczenia Worda, Excela, PowerPointa? Takie uczenie to ograniczenie samodzielnego myślenia, uczenie schematów (najpierw kliknij tu, potem tam).

    Ale mamy w Polsce pozytywny przykład – Jaworzno 🙂

  9. aix
    23 sierpnia, 2015 at 0:54

    Panie wójcie u nas w pracy jest w większości Linuks i wszyscy pracują na Libreoffice.

  10. nn
    23 sierpnia, 2015 at 1:41

    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że MS ma swoich ludzi od tego, żeby produkty MS były w urzędach i spółkach państwowych. Na konferencji CCC był były pracownik MS który właśnie mówił o `ambasadorach`, którzy mogą się pochwalić podobną rangą co ambasadorzy państw i umówienie pilnego spotkania z premierem to nie jest problem.

  11. aaa
    23 sierpnia, 2015 at 19:22

    Po pierwsze szkoda że informatyk nie nagrał tego słodkiego pierdzenia urzędników. Skoro został pomówiony to mogłoby to być pomocne a poza tym tak z 10 milionów odsłon na youtube byłoby niezłą reklamą Linuxa. Po drugie czy znane są nazwiska tych „geniuszy” (dyrektor, wójt)? Jak gwiazdorzą to dlaczego internet ma ich nie zapamiętać z nazwisk? Jeśli zaś chodzi o Linux-a to uważam że spośród jego wielu zalet najważniejsze są własnie aspekty edukacyjne (otwartość kodu, praca grupowa, wymuszanie dobrych nawyków bezpieczeństwa, szybkie zrozumienie jak działa komputer, obfitość narzędzi do tworzenia oprogramowania, itp.) więc używanie tego systemu w szkołach powinno być oczywistą oczywistością; najlepiej potwierdzoną w formie ustawy (wiem, naiwniak ze mnie). Podziwiam informatyka że chciało mu się dostosować Linuxa do potrzeb szkolnych oszczędzając przy tym na dzień dobry 20k zł (ciekawe czy i jak oszczędności te zostały przez gmnię „skonsumowane”?). W najmniejszym stopniu nie dziwi mnie także to jak szybko młodzież adoptowała się do nowego systemu. Sam jako nauczyciel pokazałem kiedyś na zajęciach pozalekcyjnych uczniom Linuxa (uruchomionego z livecd) i do dziś pamiętam jaką frajdę sprawiło im poznawanie poleceń w konsoli (w przeciągu godziny grupa potrafiła wykonać podstawowe operacje na systemie plików).

  12. Kamil Koczurek
    24 sierpnia, 2015 at 9:09

    Ech… Ja dalej łudzę się, że w moim Liceum zajmiemy się trochę Linuksem. Niby najlepsza szkoła w mieście z profilem Biol-Chem w wersji dwujęzycznej (tak, jedyna) a na stronie chwalą się „nowoczesną” pracownią komputerową ze sprzętem na oko sprzed ~8 lat. Zapowiada się katorga w formie siedzenia na XP, mam nadzieję, że przynajmniej będziemy programować w C / C++ i nikt nie wpadnie na genialny pomysł pt. Pascal. :/

  13. 25 sierpnia, 2015 at 17:29

    Najczęstszym używanym system obecnie na świecie jest? Linuks : ) Nie rozumiem ludzi którzy są anty na nowości, a tym nauczycielom to pokazałbym skutecznie że są frajerami. Uczenie Windowsa nie jest dobre z jednego powodu! To są nasze pienądze! To nie jest tak że te Windowsy są za darmo. A może nie życzę sobie aby moje pieniądze szły na Windowsa? Żartuje oczywiście ;D Pomijając jednak polityczny temat, linuks może wymaga trochę większej ilosci myślenia, ale w szkole to chyba jak najbardziej na miejscu? Uważam że uczenie społeczeństwa na systemie który nie możemy mieć w domu, bo nas np na niego nie stać jest etycznie nie moralne. Edukacja nei moze być tylko dla wybrańców, tak więc systemów powinno sie uczyć co najmniej dwóch. Dla uboższych i zamężnych.

    PS. zamiast OpenOffica trzeba było wgrać WPS który jest kopią Microsoft Offica ;D

  14. Kamil Koczurek
    25 sierpnia, 2015 at 20:41

    Linux jest najpopularniejszym systemem ale tylko jeżeli liczymy sprzęt, na którym nie damy rady dostać się do choćby konsoli (rutery itp.) i odmiany nawet nie przypominające pierwowzoru (czyt. Android). Znajomość Linuksa jakiego będziemy uczyć się w szkole przyda nam się tylko, jeżeli przyszłość wiążemy z serwerownią lub innymi zawodami, do których i tak trzeba będzie się uczyć wielu rzeczy od nowa. Nauka Windowsa i Linuksa na raz jest jeszcze bardziej kosztowna i chyba mija się to z celem. Wg mnie wystarczy trochę wspomnieć na normalnych lekcjach (tak 3 – 4) i poprowadzić trochę zajęć na kółkach. Trafiłeś za to z biednymi uczniami, ale wiesz co? Oni też mają Windowsa, miałem jednego takiego w klasie – z informatyki 3, stary PC ale na nim oczywiście Windows (chyba XP, albo 7). Gdyby wszystko przeorganizować, zadbać o to, by M$ nie mieszał się do szkolnictwa i ogarnąć dużo w miarę dobrych adminów, którzy by się tym zajęli to Linux w szkołach byłby super rozwiązaniem, ale wiemy jak to się w praktyce skończy, więc lepiej zastosować się do mądrości ludowych – „Nie tykaj gówna, bo zacznie śmierdzieć”.

  15. 26 sierpnia, 2015 at 10:04

    Myślę ze nie ma takiej tragedii, z informatykami do linuxa, w końcu może nauczyciele byli by zdolniejsi od uczniów ;D. Powinniśmy zrozumiec jedno, linuks to już nie tylko terminal i nie słuzy tylko do serwerów. W moim rodzinnym domu, w którym już nie mieszkam zainstalowałem linuksa już 5 lat temu! Uczył się na nim mój mały 6 letni brat, siostra która miała wtedy 13lat, jeden jeszcze brat i rodzice. nikt nie miał z nim problemów! Ba! Do tego stopnia się szybko przyzwyczaili że dla nich windows może nie istnieć. Ponadto rozwineli w sobie umiejetnośc uczenia się na czym polega komputer! Uwierzcie mi moja mama i mniejszy brat są strasznie okropnie mega nie kumaci! A dają radę bez większych problemów. Zainstalowałem ponadto moim z 10 znajomym linuksa. Każdy zadowolony i sobie radzi, mimo iż są oni przecietnymi Kowalskimi. Najbardziej sobie cenią brak wirusów i darmowy system. Stareotypy o ciężkim linuksie idą z roku na rok nie pamięć dzięki ubuntu, mintowi czy innym podobnym dystrybucjom. Ja rozumiem że biedni uczniowie tez mają Windowsa, ale wiem jak to jest, bo albo z niewiedzy go mają, a najczęsciej niestety z piraconą wersje. To nie jest żadne rozwiązanie! Jakby w szkole od początku był linuks i windows, ewentulanie mac, uwierzcie mi nie jeden by miął od dzieciństwa linuksa, a sołeczeństwo było by bardziej otwarte: ) Wiem co mowię. W mojej pierwszej pracy wszędzie był zainstalowany ubuntu 10.04, a nie była to praca informatyka, a każdy sobei radził. Mimo ze większość nigdy go nie widziała. Linuks więc nadaję się do 80% domów. Gdyby uczono go od szkoły, społeczeństwo nie bało by się chociaż spróbować! I tejsty że „Linuks to gó…” nigdy by się nie pojawiły.

  16. Kamil Koczurek
    26 sierpnia, 2015 at 10:57

    To miałeś szczęście, moi znajomi już tacy otwarci nie są, jeden nie mógł żyć bez swoich gier, których ani nie ma, ani nie będzie na Linuksa a dualboot to półśrodek i np. ja nigdy nie byłem z niego zadowolony. Z rodziną jeszcze gorzej, o ile moi młodsi bracia są otwarci o tyle moi rodzice (mimo, że wielokrotnie widzieli jak pracuję na Linuksie) nigdy nie mogli zdjąć sponsorowanych przez M$ klapek z oczu i zawsze jak mówili coś o Linuksie to było to coś pokroju: „A wiesz, że on nie ma normalnego systemu? Tylko jakieś skaczące ikonki i tego dziwnego Linuksa” albo „A po co komu to dziadostwo? Normalny system ci nie starczy?”. Nie musisz mi pisać elaboratu dlaczego Linux dobrze by się sprawdził w szkole, mi by się bardzo spodobało, ale tak jak mówiłem, robienie tego w obecnej sytuacji skończy się… No chyba się domyślasz jak. 😛 I z administratorami rzeczywiście jest problem, tak jak już pisałem, najlepsza szkoła publiczna w dużym mieście, na brak pieniędzy nie narzekają, ale admina wzięli chyba z ulicy. :/

  17. 26 sierpnia, 2015 at 17:12

    Ja kazdemu linuks anei proponowalem, pytam pierw co używają oni na kompuetrze, jak tylko przeglądarki, oglądają filmy, słuchają muzyki to czegoś chcieć wiecej?

  18. Kamil Koczurek
    26 sierpnia, 2015 at 20:27

    Niektórzy chcą Windowsa. 😛 „Bo tak.” albo „Bo jest lepszy.”. Tak jak pisałem, miałeś szczęście i znajomych z w miarę otwartym umysłem, ja nie. :/

  19. 27 sierpnia, 2015 at 19:14

    Albo odpowiednio ich nakręciłem 😉

  20. 28 sierpnia, 2015 at 4:56

    Niestety, przykłady płynące ze świata polityki, jak również z formy sprzedaży choćby Windowsa dowodzą tego, że tylko dyktatura i odgórnie dyktowana sprzedaż wiązana przynosi rezultat. Wszelkie namawianie, nakręcanie, itp. – jakby nie były moralnie lepsze, tak w efekcie nie przymuszają ludzi do podjęcia jakichkolwiek działań. Zupełnie inaczej niż wtedy, gdyby kupili laptopa z preinstalowanym Linuksem i musieli się go nauczyć, tak jak się musieli nauczyć obsługi XP, Win7, Win8, a teraz Win10.

  21. 28 sierpnia, 2015 at 10:19

    Święte słowa. Na szczęście linuksowi czas na rękę. Jego ekspansja rośnie w odróżnieniu od Windowsa.

  22. marcinek
    5 września, 2016 at 10:14

    Prawdziwy Linux to np. Debian. Mint czy ubuntu to szpiegujące zabawki. Ważne jest też, czy sprzęt nie szpieguje nas (Intel Core iX), a najważniejsze: co się na nim programuje… W sumie po przejrzeniu paru książek można coś w Linuxie zdziałać. Sporo wysiłku to skompletowanie narzędzi pracy o nauka ich używania. Narzędzia GNU są zwykle b. dobre, Ale trzeba się ich uczyć i w dobrym tonie jest zapłacić trochę fundacjom, które je rozwijają…

  23. marzena
    19 września, 2016 at 5:44

    Ja jestem dzieckiem Linuxa a sam dwuklik w Mshit powoduje u mnie wymioty i torsje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »