przystajnik

Wszyscy jesteśmy fanatykami

Gdy w towarzystwie mimochodem wyniknie z naszej strony niezręczność w postaci wspomnienia faktu korzystania z Linuksa, możemy wywołać skrajne emocje a przy okazji dowiedzieć się czegoś o sobie. Tak proszę państwa, świat nie znosi odmienności i samodzielnych stanów świadomości. Nawet jeśli nie chcemy i nie prowadzimy misji ewangelizacyjnej, to opowiedzenie się po stronie społeczności opensource może zostać odebrane dwojako i szybko zostaniemy ochrzczeni przezwiskiem „fanatyk”. Wystarczy, że spróbujemy wyprostować cierpkie komentarze rodem z otchłani zadufania i niewiedzy.

steveballmer

Linux jest rakiem – przekonuje Steve Ballmer

Oczywiście w rzeczonej sytuacji można się po prostu nie odzywać i przemilczeć salwy śmiechu wywołane sensacjami naszych adwersarzy – „Linux to takie literki”, „nie ma gier”, „tam się nie da normalnie instalować programów” i tak dalej. Naciągamy kaptur na głowę i trwamy w dalszym ukryciu. Jednak rzeczownik „fanatyk” w naszej rzeczywistości nabrał tak pejoratywnego znaczenia, że zapomniano już o drugiej twarzy tego określenia – fanatyk to również ktoś, pasją oddaje się jakiemuś zajęciu lub jest czyimś zagorzałym wielbicielem. Zatem przyznanie się do zainteresowania kulturą opensource oraz samym Linuksem w niczym się nie różni od bycia fanem 40 letnich Polonezów lub pasji futurologa nasłuchującego transmisji z kosmosu. Tymczasem w oczach wielu osób stajemy się przedstawicielami kościoła wojującego, którzy przyszedł palić i niweczyć ich dotychczasową rzeczywistość pod sztandarem „Jam jest Linux twój”.

win10

Któż nie chciałby takiego ładnego Windowsa

Czego jednak nie spróbujemy zrobić, wspomniany fanatyzm może nam być wytknięty przy jakiejkolwiek próbie wyartykułowania swojego zdania i doświadczeń. Nawet jeżeli nikt na głos tego nie powie, to po stwierdzeniach typu „Linux jest spoko”, zauważymy wokół siebie speszone miny osób nagle żywo zainteresowanych wzorem na parkiecie, wskazówką zegarka lub kontemplujących czubek swego buta. Wszyscy znamy stan dyskusji, w którym nasze wypowiedzi druga strona komentuje niemym komentarzem „taa, dobra, dobra, gadaj zdrów”. Łatwo wyczuć niepokojące napięcie takiej sytuacji i gęstniejącą atmosferę chęci ucieczki. Uspokajające kiwanie głową na nasze wypowiedzi w podtekście oznaczają „Ale wpadłem, ten oszołom nie odpuści mi teraz do końca imprezy”, a próba rozluźnienia toku dyskusji niewybrednym żartem „użytkownicy Windowsa 10 – jedźcie do USA, wasze dane już tam są”, tylko doleje oliwy do ognia.

Tak jak w domu powieszonego nie mówi się o sznurze, tak przy użytkownikach Windowsa nie warto budować swoich wypowiedzi z użyciem pewnych terminów. Będą one odebrane na opak, niezrozumiane, wyolbrzymione lub przeinaczone w negatyw. Wolna kultura, świadomość wyboru, bezpieczeństwo, transparentność nie stanowią bowiem przeliczanej wartości w obecnej kulturze. Gdy do kompletu dorzucimy jeszcze wygodę użytkowania Linuksa, pogrążymy się już totalnie. To tak, jakby próbować wytłumaczyć smak czystej wody komuś, kto nigdy nie miał z nią do czynienia. Całe pokolenia wychowane pod kloszem przyzwyczajeń i narzuconych rozwiązań nigdy nie będą w stanie w pełni odetchnąć powietrzem przepełnionym świeżymi ideami. Zauważmy, że nie dotyczy to tylko naszego nieszczęsnego opensource – wystarczy uświadomić sobie, z jaką niechęcią i niezrozumieniem musi zmagać się sam Windows 10, który i tak stanowi przeznaczenie wszystkich użytkowników wiodącego systemu.

Wyrywając się z okowów miałkości konwersacji o tym, co komu się zepsuło na komputerze, nie liczmy na to, że zyskamy miano wizjonera. Co najwyżej nie będziemy mieli wspólnego tematu ze znajomymi, a kolejnych znajomych utracimy, gdy będą woleli trzymać się z daleka od kogoś, kto nie doświadcza w życiu tego samego piachu między zębami co oni. „Gość ma jakiegoś Linuksa i nie ma wirusów i nic mu się nie psuje? Odleciał po tej czystej wodzie”. Tak… Wszyscy jesteśmy fanatykami.
 

Post navigation

31 comments for “Wszyscy jesteśmy fanatykami

  1. Marek
    7 sierpnia, 2016 at 8:51

    To tak samo jak robić zdjęcia Pentaxem gdy wszyscy wokoło mają Canona, Nikona oraz czasem coś firmy Sony 😉

    Pozdrawiam „fanatycznie” użytkownik Pentaxa, Linuxa i Windowsa 10 😉

  2. Przemek
    7 sierpnia, 2016 at 9:52

    Zarówno linux jak i windows mają swoje wady i zalety dlatego wielu użytkowników korzysta z obu maksymalizując pozytywne cechy, ale fanatyzmem bardziej nazwałbym osoby, które nigdy nie korzystały z systemów open source a „wiedzą” lepiej, do czego się nadaje(a w zasadzie nie-) takie oprogramowanie. Ignorancja i wyparcie powoduje, że nie potrafią dostrzec nic innego -jeden jedyny słuszny system bez chęci poznania to jest fanatyzm. Natomiast użytkownicy ze świata open source są świadomi istnienia czegoś więcej niż -jednego jedynego słusznego systemu, dzięki któremu dzieci przestają płakać, żony marudzić, szef daje podwyżkę, a jeszcze potrafi uleczyć z „raka” itp. I ich nie nazwałbym fanatykami a osobami świadomymi, tyle. Krótko pisząc nie zgadzam się z opinią autora☺widzę pewne niedopowiedzenia w tym temacie.

  3. Inter
    7 sierpnia, 2016 at 10:09

    Spokojnie, wiele zależy od tonu dyskusji. Wielokrotnie rozmawiałem na temat linuksa i jeśli zdarzyło mi się wywołać negatywne nastawienie to sam byłem temu winien nadmiernym uproszczeniem, lub niepotrzebnym narzucaniem swoich poglądów.

    Teraz jeśli przychodzi mi mówić o linuksie to zaczynam od autentycznych zalet windowsa, bez podtekstów. W ten sposób ludzie poznają mnie jako kogoś kto zna ten system i wie o czym mówi. W toku dyskusji wychodzi na jaw, że używam linuksa, ale nie opowiadam o nim zbyt wiele, tylko tyle, że lubię i że działa doskonale. Jeśli dyskutant ma otwarty umysł to podłapie temat i będzie zadawał pytania. Z zamkniętym „fanatycznym” umysłem żadna dyskusja nie ma sensu i warto zmienić temat. Może pytania pojawią się u niego dopiero za jakiś czas.

    Najważniejsze to nie wciskanie własnych rozwiązań na siłę i nie ocenianie windowsa. Każdy sam powinien wysnuć wnioski.

    Czy on jest łatwiejszy w obsłudze od windowsa? Nie wiem, najłatwiejsze w obsłudze jest narzędzie do którego już się przyzwyczailiśmy. Zainstalowałem linuksa dwóm seniorom i są zadowoleni. Mówią, że jest szybszy. To przyjemny system, trudno go zepsuć, aktualizacje wszystkich aplikacji i systemu to tylko jedno kliknięcie. Jest bezpieczny, nie potrzebuje obciążającego antywirusa.

    Czasami lepiej jest powiedzieć „używam, ale nie każdemu bym polecił” 🙂

  4. Czytelnik
    7 sierpnia, 2016 at 10:32

    Coś o tym wiem – „nie dość że wegetarianin, to jeszcze jakiegoś linuxa używa” 😀

  5. Anonim (niezarejestrowany)
    7 sierpnia, 2016 at 11:13

    Jeśli ktoś uważa cię za fanatyka, to jest wyłącznie jego problem. A takich trzeba albo unikać, albo zlewać. Pełno na świecie ograniczonych umysłowo stworzeń, które próbują wbić kogoś w schemat, w którym sami się znajdują. Tylko co jest ciekawego w rzeczy używanej przez większość? Dla mnie nie ma niczego i dlatego wybrałem dawno temu Linuksa. I z takiego samego powodu nie bedę używał urządzeń Apple, które może i są solidne i ładne, ale dla mnie zbyt popularne (miliard srajfonow). Może i jestem hipsterem, ale dobrze mi z tym i nie zamierzam się zmieniać tylko dlatego, że ktoś ma problem ze sobą i nie rozumie OS, Linuksa oraz innych rzeczy. A jak nie rozumie, to oznacza, że się tego boi. Niech pracują nad sobą i swoim poczuciem wartości…

    U mnie w rodzinie wszyscy są już zapoznani z Linuksem i nie widzą w tym czegoś dziwnego. Przeszli z tym do porządku dziennego i tylko czasem mam radochę, jak siostry znajomi dziwią się, że dziewczyna używa takiego systemu xD

  6. etmoon
    7 sierpnia, 2016 at 11:35

    Mi się udało parę osób zadowolić Linuksem, szczególnie na starszych maszynach, gdzie taki sprzęt miał służyć do odpalenia przeglądarki i w razie czego napisania prostego dokumentu. Przekonałem osoby, że nie ma sensu piracić do takich zadań Windowsa, bo to więcej zachodu z tym niż pożytku.

  7. MiloszI
    7 sierpnia, 2016 at 11:58

    Jakiś dziwnych znajomych macie. Z moimi nie mam takich problemów. Jak komuś nie pasuje, to jego sprawa. Linux, to system, jak każdy inny. Ma wady i zalety.

  8. trb
    7 sierpnia, 2016 at 12:12

    Nie rozumiem założenia, w którym przeciwnicy linuksa są traktowani jako osoby nie znające tego systemu. Nie każdemu ten system działa dobrze w jego zastosowaniach i na jego sprzęcie, więc nie ma się co dziwić że traktują go jako ciekawostkę, a jego piewców jako fanatyków. Równie dobrze niektórzy linuksiarze powtarzają mity o zawieszkach, powolnym działaniu itp bo zawalili system jakimś badziewnym softem albo zatrzymali się na bolączkach Win98. Fajnie że jest Linux, fajnie że jest Windows, dla Maca też jest miejsce – bycie fanatykiem jakiekolwiek systemu to głupota, każdy ma wady i zalety.

  9. 7 sierpnia, 2016 at 15:23

    No to jest nas już tu dwóch 😉 Za wyjątkiem tego Windowsa 10 😉 – nie używam do pracy ale styczność z systemami z rodziny Windows mam 😉

  10. Stanisław Krawczyk
    7 sierpnia, 2016 at 17:11

    No niestety wszyscy jesteśmy fanatykami 🙂 To jest żałosne i woła o pomstę do nieba.

  11. 7 sierpnia, 2016 at 18:44

    Dawno się już wyleczyłem z propagowania Linuksa. Nawet jeśli ktoś ze znajomych widząc mój komputer prosi, by jemu też zainstalować taki system, odmawiam stanowczo lub rzucam cenę 300 zł za usługę. Dzięki temu ja mam spokój a Linuksa ma ten, kto sam się o to postara.

  12. ⲼⲶ
    7 sierpnia, 2016 at 20:47

    Odbieram ten tekst wyłącznie jako żart. Osobiście nie obracam się w kręgu 12-latków, a dorosłych ludzi (dorosłych mentalnie, nie wiekowo) nie obchodzi kto jakiego systemu używa.

  13. 7 sierpnia, 2016 at 20:55

    O, ciepło, ciepło 🙂

  14. Anonim niezarejestrowany
    7 sierpnia, 2016 at 22:01

    Kto jak kto, ale Ty akurat piszesz niezbyt przychylnie o Windowsie oraz jego userach. Czyli fałszem trochę zalatuje. A to dlatego, że w każdym żarcie jest trochę prawdy xD

  15. 8 sierpnia, 2016 at 5:32

    Zastąp w tekście użytkowników Linuksa użytkownikami Windowsa i nie zmieni zbytnio on swojego wydźwięku (w kontekście fanatycznie głoszonego uwielbienia dla używanego rozwiązania) 🙂 Czy piszę nieprzychylnie o użytkownikach Windowsa? Daleki jestem od tego, nic do nikogo nie mam, system to system, nawet ten którego użytkuje się bo po prostu o niczym innym się nie wie. Czy piszę nieprzychylnie o Windowsach? Może inaczej – nie potrafię odnaleźć w tym systemie pozytywów, które przesłoniły by negatywy. Ale to chyba wiodąca cecha naszej niekończącej się narodowej frustracji 🙂

  16. Ittaj
    8 sierpnia, 2016 at 12:42

    Jak mówi przysłowie: „Jeśli wejdziesz między wrony, kracz jak i one”.;)
    Oczywiście się z tym stwierdzeniem nie zgadzam, ale to powiedzenie nie wzięło się znikąd. Społeczeństwo nie znosi osób, które postępują inaczej niż utarte w nim normy. I absolutnie nie ma tu znaczenia, czy odchodzisz od tych „utartych norm” w tą gorszą czy lepszą stronę. Jeśli np. jesteś w mafii, bijesz ludzi, zbierasz haracze, bierzesz narkotyki itp. jest to przez większość postrzegane równie negatywnie jakbyś np. nie zdradzał żony, nie przeklinał, starał się nie kłamać, nie oddawać złym za złe, nie nadużywał alkoholu itp. Mało tego, w tym drugim przypadku spotkasz się ze znacznie większym prześladowaniem niż w tym pierwszym. Wiem, bo w życiu przeszedłem obie drogi, najpierw byłem na złej (w mafii nie byłem ale do dobrego chłopca było mi bardzo daleko;) a potem zacząłem studiować Biblię ze Świadkami Jehowy i diametralnie się zmieniłem. Dopóki byłem zły, to nikt mi nic nie powiedział (no może nie licząc najbliższej rodziny) bo zwyczajnie się mnie bali, więc choć nie podobało im się moje postępowanie, to traktowali mnie z respektem i siedzieli cicho. Odkąd zacząłem starać się stosować do norm biblijnych i okazywać innym miłość (Mateusza 22:35-40), to każdy już wie, że nie uderzę, będę starał się wybaczyć, nawet nic złośliwego nie powiem… i już się nie boją, więc nie mają żadnych hamulców żeby wykazywać mi jaki to jestem głupi, fanatyczny, zacofany, niedouczony (innych epitetów z nabytej grzeczności nie będę przytaczał;)
    Przytoczone na wstępie przysłowie można by zmodyfikować i napisać:
    „Wejdziesz między wrony – nie masz być ani gorszy niż one, ani lepszy niż one, masz być taki jak one”;)
    ———————————
    Z używaniem Linuxa zamiast Windowsa, jest podobnie, ale w znacznie bardziej „lajtowej” skali. Kiedy tylko mam okazję mówię czy pisze o Linuxie i spotykam się z różnymi reakcjami, na ogół to obojętność, czasami ktoś powie mi jakim to jestem hipsterem;) czasami muszę odpowiadać na utarte formułki w stylu „ale na to nie ma programów”, „to jest trudne w obsłudze”, a czasami ktoś prosi mnie żebym mu Linuxa zainstalował…
    jednak gdy mówiłem czy pisałem o Linuxie nikt, nigdy nie groził mi, że wezwie policję, pobije mnie, zrzuci ze schodów, dźgnie nożem, poszczuje psem, czy ostatnia rewelacja, która mnie spotkała w służbie kaznodziejskiej „obetnie mi nogi i ręce maczetą”…
    także pomimo, iż widzę dużo podobieństw do (jak nazwał to Autor tekstu) „misji ewangelizacyjnej”, to jednak to zupełnie inna liga;))

  17. Anonim (niezarejestrowany)
    8 sierpnia, 2016 at 15:46

    Błędnie pojmujesz respekt. Jeśli ktoś się kogoś boi to czuje strach i nienawiść do takiej osoby i najchętniej by jej wbiła noż w plecy. Więc cóż to jest za respekt? Respekt to jest szacunek, a Ty piszesz o tym, że byłeś niemądry i robiłeś tak, żeby się bali. Ja spotkałem osoby do których czułem respekt, ale nigdy strach lub nienawiść. Natomiast tych drugich ładnie urządzałem i z przyjemnością robiłem im koło dupy. I zazwyczaj nie wychodzili na tym najlepiej.

    Co do tego że się naprostowałeś, pogratulować i życzyć szczęścia w nowej drodze. Jednak Jehowcy nie są moją bajką i często mnie wkurzają swoją namolnością. Poza tym uważam ten ruch za sektę i jak to każda sekta, jest nie do końca spoko. Ale jeśli Ty coś tam w niej się nauczyłeś, to znaczy że nie jest z Tobą aż tak źle i nawet takie miejsce potrafi pozytywnie na kogoś wpłynąć.

  18. Van
    8 sierpnia, 2016 at 16:57

    Fajny wpis!

  19. Ittaj
    8 sierpnia, 2016 at 20:22

    Co do respektu, to użyłem tego słowa w starym kibicowskim znaczeniu – jak byliśmy na wyjeździe, szliśmy sobie środkiem ulicy i śpiewaliśmy, a nikt nawet nie drgnął, to mówiło się, że „czują respekt”, a jak pojechaliśmy np. do Katowic i rzucali w nas kamieniami, to respektu przed Kolejorzem nie czuli;) Jednak mniejsza o to, bo dla mnie ten rozdział jest zamknięty. Co do rzeczy ważniejszych:
    1. Ta religia nazywa się Świadkowie Jehowy. Nie wiem czy jesteś jak większość Polaków Katolikiem, jeśli tak to Jehowa (inna, bardziej znana Katolikom forma to Jahwe) to imię Boga, którego wyznajesz, tylko że On nosi takie imię to być może nie wiesz, bo w religii katolickiej to Imię usuwa się z współczesnych przekładów Biblii.
    http://bibliepolskie.pl/zzartykuly.php?art_id=6
    Zatem przekręcając to Imię obrażasz Boga, jak chcesz obrażać nas to przekręcaj proszę słowo „świadkowie”;)
    Gdyby Cię interesowało dlaczego ta religia tak się nazywa to tu, krótkie info:
    https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/nazwa-%C5%9Bwiadkowie-jehowy/
    2.Ludzie bezmyślnie jadą o tej sekcie, nie wiedząc nawet co to słowo oznacza. Wiesz czym jest sekta? To odłam religijny oderwany od jakiegoś Kościoła. Świadkowie Jehowy nie oderwali się od żadnego Kościoła, nie wymyślili też własnej wiary. Zwyczajnie starają się najlepiej jak potrafią odtworzyć religię chrześcijańską z I wieku n.e. to jak wyglądała zaraz po śmierci Jezusa, kiedy była jeszcze w czystej formie, bez tych wszystkich naleciałości filozofii (Kolosan 2:8) i tradycji ludzkiej (Marka 7:13), które wkradły się w późniejszych wiekach. Jednym ze znaków rozpoznawczych chrześcijan była wtedy właśnie ta, w twoich oczach „namolność”, czyli głoszenie „Dobrej Nowiny” (z greckiego Ewangelii):
    ————————

    „I każdego dnia w świątyni oraz od domu do domu w dalszym ciągu bezustannie nauczali i oznajmiali dobrą nowinę o Chrystusie, Jezusie.”
    (Dzieje 5:42)
    ————————

    Sekta ma też ludzkiego przywódcę, a my takowego nie mamy, za swojego Wodza uważamy Chrystusa (Mateusza 23:10). Patrząc na to zagadnienie przez ten pryzmat, to już bardziej religia katolicka jest sektą – jest odłamem innej religii i ma ludzkiego przywódcę (Papież) …no ale co ja tam wiem;))
    3.”Nawet takie miejsce potrafi pozytywnie na kogoś wpłynąć”
    A jakie miejsce jest Twoim zdaniem lepsze?

  20. Anonim (niezarejestrowany)
    8 sierpnia, 2016 at 20:51

    Oj przepraszam jeśli uraziłem, ale w moim otoczeniu na Świadków tak się niestety mówi.

    Ja jestem w połowie Żydem i można powiedzieć, że mamy tego samego Boga – Jahwe 🙂 Co prawda jestem niepraktykujący (w sumie to niewierzący), ale dawno temu studiowałem historię o specjalności judaistka. I wiem, że w czasach początkowych religia chrześcijańska oddzieliła się od judaizmu. A nastąpiło to pod wpływem nauk Jezusa. Na początku większość wyznawców była Żydami i przestrzegała ściśle prawa żydowskiego. Jezusa uważali za swojego mesjasza. Czyli religia Świadków Jehowy miała swojego przywodcę, ktorym był Jezus. I religia ta odłączyła się od innej religii, bo powstała na bazie judaizmu, od ktorego przejęła prawie wszystko (począwszy od koszeru, obrzezani, itp.). Dopiero później to znikło i coraz więcej wyznawców było nieżydowskich.

  21. Ittaj
    8 sierpnia, 2016 at 21:24

    Przepraszam, że źle odebrałem Twoje intencję, zrozum proszę, że większość ludzi, z którymi rozmawiam o Bogu, choć w myśl zasad biblijnych staram się być miły i uprzejmy, nie jest tak do mnie nastawiona, więc przez wieloletnie doświadczenia często podświadomie załącza mi się tryb obronny, gdy zaczynam z kimś rozmowę;)
    Co do Judaizmu i Chrześcijaństwa, to w myśl Biblii jedna religia nie wywodzi się z drugiej, tylko jest jej kontynuacją. (Oczywiście wiem, że Żydzi tak na to nie patrzą;) Jahwe (będę używał tej formy jeśli jest Ci bliższa) wielokrotnie zapowiadał Izraelitom, że nadejdzie obiecany Mesjasz. Wiele proroctw biblijnych o tym mówiło. Problem w tym, że gdy się pojawił, większość Izraelitów go odrzuciła i współcześni Żydzi (no Ty nie, skoro mówisz, że jesteś niewierzący) nadal wyczekują Mesjasza, nie uznając za niego Jezusa.
    My wierzymy, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem, synem Jahwe i że umierając za ludzkość zniósł On Prawo Mojżeszowe, a ustanowił Prawo Miłości. Czyli nie zmienił religii, to nadal religia wyznająca Jahwe, tylko ofiary przestały być potrzebne, bo Jezus złożył doskonałą ofiarę ze swojego ciała, więc i prawa musiały się zmienić.
    Jahwe zmieniał już prawa w przeszłości (np. po potopie gdy ziemia była zrujnowana i zapewne nic tam jeszcze nie rosło, pozwolił ludziom jeść mięso zwierząt, które mieli w Arce, bo inaczej gdyby mieli się żywić tylko roślinami, owocami czy warzywami jak wcześniej to pomarli by z głodu:).
    Uznając Jezusa za Syna Bożego, nie uważamy też, że mamy ludzkiego przywódcę, według Biblii, Jezus zanim przyszedł na ziemię istniał niezliczone wieki w niebie, a po swej śmierci, zmartwychwstał dzięki Jahwe i wrócił na swoje miejsce w niebie.
    No ale nie ma co dyskutować o szczegółach, w których raczej do wspólnego zdania nie dojdziemy;) Chciałem Cię za to spytać dlaczego jesteś niewierzący?
    Może dyskutowanie o tych tematach na tym blogu jest trochę nie na miejscu. Dlatego zachęcam Cię, jak będziesz kiedyś miał okazję porozmawiać ze Świadkami, poruszyć ten temat. Wbrew temu co myślisz, to dobrzy ludzie. Może pomogą Ci pozbyć się wątpliwości (i nie myślę teraz, że zaraz uwierzysz w Jezusa i zostaniesz Świadkiem, tylko że może pomogą Ci na nowo uwierzyć w Jahwe, a to już bardzo dużo:)

  22. Mirosław Walczak
    8 sierpnia, 2016 at 22:01

    Używam tylko Windowsa 10 Pro bo na nim wszystko działa i nie muszę się martwić o to, że jakaś gra albo program nie będzie działał. Na laptopach Windows też wypada lepiej bo bateria trzyma na nim dłużej niż na Linuxie. Oczywiście tutaj najlepiej radzi sobie OS X, ale po co mi ograniczony system.

  23. clfapujc
    8 sierpnia, 2016 at 23:53

    Nie wiem, czy jestem fanatykiem Linuksa. Ale na pewno jestem windowsofobem.

  24. Aspa
    9 sierpnia, 2016 at 16:26

    Mam Linuxa i Pentaxa (a nawet… kilka)
    🙂

  25. Aspa
    9 sierpnia, 2016 at 17:19

    A ja, jak zwykle, swoje trzy grosze. Owszem Linux, Windows i Android (czy inny OS X) to tylko systemy operacyjne, narzędzia służące konkretnym celom – i w tym kontekście wszelkie walki ‚atarowców’ z ‚amigowcami’ są tym, czym są – dzeicinadą. Zainstaluj co potrzebujesz/chcesz/możesz i działaj, nie ma co strzępić jęzora…
    Jednak za Linuxem kryje się pewna ideologia, oparta na wolności, otwartości i bezinteresownej pracy na rzecz społeczności. W tym momencie przepychanki w piaskownicy MOŻNA (choć nie zawsze jest to konieczne i nie zawsze jednak wykonalne) zastąpić całkiem poważną dysputą filozoficzną, etyczną. Pogadać o rudimentach i kondycji naszej kultury. Podważyć bezduszne stwierdzenie ekonomisty, że nie ma darmowych obiadów, że wszystko jest na sprzedaż i ekonomiczne transakcje, kalkulacje zysków i strat są tym, co konstytuuje nasz byt na tej planecie.
    Gdzieś tak od połowy lat 1980-tych nasza cywilizacja obrała kierunek na globalizację, bo globalizacja miała przynieść wiele korzyści w zasadzie wszystkim. I przyniosła ich całkiem sporo, całkiem wielu ludziom. Jednak po kilku dekadach okazuje się, że globalizacja rodzi kolejny wielki problem – monopolizację na skalę całej populacji. 1/7 ludzkości radośnie oddała swoje interakcje z innymi ludźmi, swoje myśli, potrzeby i niemal całą komunikację w ręce jednej firmy, a de facto – jednego człowieka, który jutro może zapaść na chorobę psychiczną i rozpocząć manipulację użytkownikami swojego serwisu społecznościowego na skalę, przy której aktualne manipulacje okażą się dziecinną zabawą. Ma ku temu narzędzia. Pamiętajmy, czego dokonał jeden utalentowany mówca wsparty sprawnym aparatem ‚analogowej’ propagandy – mówię o Adolfie. On nie miał mediów społecznościowych, my nie mamy gwrancji, że nie narodzi się jakiś jego następca.
    Podobnie jest z OSem. MS chciał, by do końca bieżącego roku 1/7 ludzkości używała systemu operacyjnego WIndows 10. Zamkniętego, pozostającego poza kontrolą użytkownika Windowsa, którego aktualna i PRZYSZŁA natura pozostaje tajemnicą. To się nie udało, ale jak olbrzymia machina propagandowa, przepraszam PRowska jest w to uwikłana wie każdy, kto choć trochę rozumie świat mediów i informacji. Istnieje ryzyko, że cel zostanie jednak osiągniety.
    Istnienie Linuxa i świata Open Source, istnienie Wikipedii, licencji CC i twórców, którzy w oparciu o nią publikują – wprawdzie nie zmienia świata, bo jest obserowanym faktem na granicy błędu pomiarowego, ale KAŻDEMU pozwala pójść własną drogą. Powiedzieć – hej, ja przecież NIE MUSZĘ robić tak, jak wszyscy.
    Jestem w wieku, który obdarzył mnie dobrodziejstem pamiętania
    doświadczeń z innego świata, świata, w którym powiedznie ‚hej, ja nie muszę!’ było przestępstwem – bo demokracja była ludowa, milicja – obywatelska a siła, oczywiście, przewodnia. Wtedy, dla mnie, możliwość dyskusji, prawo wyboru własnej drogi, WOLNOŚĆ decydowania, którą z wielu opcji wybrać – był najwspanialszym snem, marzeniem, za które można było trafić za kratki, wylecieć ze szkoły, uczelni czy pracy albo przynajmniej dostać lolobrigidą po dupie. Ceniłem wtedy najmniejsze przejawy wolności – nawet te dostępne tylko w kościele, tylko pod ochronnym wpływem jakiegoś księdza, którego ‚wadza’ się bała, choć jestem ateistą.
    I tak mam do dzisiaj – cenię Linuxa, szanuję ludzi, którym się chce edytować Wiki (choć popełniają błędy z naukowego punktu widzenia) – bo tak długo, jak istnieją, mam wybór. Mogę sobie mówić – hej, ja nie muszę!

  26. Spec
    12 sierpnia, 2016 at 20:11

    Spotkałem się z dwoma typami ludzi „debile” i „typowi zjadacze chleba”. Debile dzielą się na świadomych i nieświadomych.

    Nieświadomi – spotkałem się wiele razy z sytuacją, gdy ktoś uważał, że go wkręcam. Przykładowo kiedyś rozmawiałem z sąsiadem i mi zadał wielce inteligentne pytanie „jakiego używasz internet explorera” na co ja odpowiadam, że używam google chrome. Koleś nie chciał uwierzyć, że są inne przeglądarki i jeszcze rzucił tekstem w stylu „to powiedz jeszcze, że nie używasz windowsa” po czym słysząc moją odpowiedź, że używam linuksa, stwierdził, ze robię go w chuja.

    Świadomi – Z takimi każdy się chyba w życiu spotkał 🙂 Coś tam słyszał na temat linuksa i uważa się za speca, po usłyszeniu słowa linux zaczyna sypać tekstami, że linux to gówno a windows jest najlepszy. Gdyby mógł zrobiłby ballmerowi laskę.

    Typowi zjadacze chleba – Laicy komputerowi, świadomi i nieświadomi, po usłyszeniu o linuksie uważają cię za jakiegoś speca komputerowego.

  27. Błażej
    6 września, 2016 at 11:26

    Dołączam się do tej grupy. Też mam Pentaxa, używam Darktable i Linuxa. Pozdrawiam fanatyków 🙂

  28. Grzegorz
    8 października, 2016 at 10:04

    Linuksiarze też nie są święci: szykanowanie użytkowników Windows i wyśmiewanie ich, a co gorsza: szkalowanie Microsoftu (KONIECZENIE pisanego M$) za to, że dokonuje ‚strasznej zbrodni’ i zarabia na swoim produkcie. Ciekawe, czy tak samo szkalują komercyjne dystrybucje Linuxa? A prawda jest taka, że dyskusja o wyższości jednego systemu nad innym, to jak dyskusja o wyższości młotka nad wiertarką. Jedno i drugie ma swoje zastosowania, w których jest lepsze od konkurencji. Dlatego używam zarówno Windowsa jak i Linuksa.

  29. 8 października, 2016 at 10:29

    Przezwisko M$ ma dwa oblicza. Utarło się i przyjęło, że pochodzi ono tylko od pazerności Microsoftu – co samo w sobie nie jest niczym zły, jak już wspomniałeś. Korporacja musi zarabiać, Red Hat też zarabia ze swoim Linuksem. Dlatego warto pamiętać, że obelżywe utożsamianie Microsoftu ze żądzą niepohamowanego zysku ma swoje początki w początkowych latach funkcjonowania Microsoftu. Były to czasy „dzikiej informatyzacji”, kiedy to zarząd i wodzowie MS imali się wszelakich sposobów aby pozbyć się konkurencji i wypromować swój produkt. Uściślijmy – bardzo brzydkich sposobów.

    Teraz MS stara się zatrzeć te złe wspomnienia. Jest wiodącą korporacją inicjującą różne projekty opensource, otwiera źródła swoich niektórych produktów. Co więcej, MS deklaruje, że kocha Linuksa. Jedyne do czego teraz można się przyczepić, to mając w pamięci ich wysoki należy powątpiewać w szczerość tego kursu w stronę opensource.

  30. ⲼⲶ
    8 października, 2016 at 11:32

    Naiwnością jest sądzić, że jakakolwiek firma, czy to Małomiękki, czy Japko, czy nawet Czerwony Kapelutek zajmuje się opensource z miłości do niego. Robią to bo widzą w tym interes, jeśli przestanie im się to opłacać wypną się na ten model w ciągu 5 sekund. Firma ma zarabiać i tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »