przystajnik

Avidemux 2.6.13

Ciągnące się od lat pasmo sukcesów edytora Avidemux sprawiło, że z programu stricte linuksowego stał się on projektem wieloplatformowym (Linux, OS X, Windows), doczekał się wersji Qt i mnóstwa wtyczek. Choć nie jest on edytorem wideo w stylu, do jakiego przyzwyczaiły nas OpenShot, Shotcut, Pitivi, Kdenlive czy Lightworks, to doskonale spisuje się jak „scyzor” do doraźnej i szybkiej manipulacji przy plikach wideo.

avidemux

Avidemux

Starzy wyjadacze z pewnością od razu zauważą spowinowacenie tego programu z VirtualDubem, który wśród wielu cech podobnych i podobnego przeznaczenia, dostępny jest jedynie w wersji dla Windowsa. A na dodatek jest już nierozwijany. Najkrócej paletę możliwości Avidemuksa można streścić jako wielozadaniowa konwersja audio/wideo z możliwością operacji na pojedynczych klatkach. Bo jeżeli oczekujemy po programie wielopoziomowej osi czasu, gdzie będziemy mogli klipy miksować, łączyć, dzielić, wycinać partie obrazu, itp., to tego tutaj nie znajdziemy. Za pomocą Avidemuksa zmienimy format kompresji (audio/wideo), nałożymy kilka filtrów, wytniemy/wkleimy/zamienimy pojedyncze klatki, przytniemy obraz, nałożymy napisy, zmienimy rozdzielczość, itp. To zestaw funkcji wywodzący się z czasów niepohamowanej woli gromadzenia internetu na naszych dyskach i takiego kształtowania objętości plików wideo, aby mieściły się na płycie CD (700MB) lub DVD (4.7GB).

Wersja 2.6.13 to przede wszystkim:

  • [OsX] Toolchain updated
  • [Win64] Toolchain updated
  • [Linux] AppImage (universal linux64 binaries)
  • [Core] Update to libav 3.0.2
  • [Edit] Improved copy mode for h264/h265 video
  • [Audio] AAC/ADTS import/export
  • [Filter] new video filter : ivtcDupeRemover to remove duplicate after 3:2 pulldown
  • [Qt] Revamped refresh screen
  • [Filters] ASS/SSA fixes
  • [Filters] Improved logo filter with alpha channel
  • [Win32] Development files included in installer
  • [Filter] ShaderLoader, load your openGL shaders as filters
  • [Linux] Compatibility with newer gcc
  • [Filter] Partial filter available only for one in/one out video filters
  • [UI] Add go fwd/go backward 60 sec buttons
  • [i18n] Translations updated

Co jest warte odnotowania, to fakt, że na stronie projektu dostępny jest Avidemux w formacie AppImage – uniwersalnym obrazie dla dowolnej dystrybucji. Jeżeli ktoś woli jednak standardowy sposób instalacji, to w wersji dla Ubuntu 16.04/Mint 18.xx program znajdziemy w tym repozytorium:

sudo sh -c 'echo "deb http://archive.getdeb.net/ubuntu xenial-getdeb apps" >> /etc/apt/sources.list.d/getdeb.list'
wget -q -O- http://archive.getdeb.net/getdeb-archive.key | sudo apt-key add -
sudo apt update
sudo apt install avidemux2.6-qt

Manjaro/Arch Linux:

yaourt -S avidemux-2.6

Post navigation

8 comments for “Avidemux 2.6.13

  1. Magnum44pl
    30 sierpnia, 2016 at 7:21

    Mój ulubiony „trymer” do video. Jak chce się przyciąć klip z dokładnością do jednej klatki, albo coś przekonwertować, to Avidemux jest najlepszą opcją 😀

  2. phew
    30 sierpnia, 2016 at 10:38

    Dla mnie był bezużyteczny. Wieszał się co chwilę, a jako „trymer” nie działał, bo miał wielkie problemy ze snapowaniem do I-framek.

  3. Aspa
    30 sierpnia, 2016 at 21:18

    Avidemux bywa przydatny, ale zdecydowanie w drugiej dekadzie XXI wieku tak dojrzały system, jak Linux powinien od dawna mieć sprawnie działający edytor nieliniowy oparty na otwartym kodzie, ktory swoimi mozliwościami nawiązywałby do głównych narzędzi dostępnych na Windows/OSX, zaś stabilnością pracy – do najlepszych wzorców z naszego, pingwiniego podwórka. Ja wiem, że jest kilka OBIECUJĄCYCH projektów (Kdenlive, Pitivi i inne), ale KAŻDY z nich ma jakieś przypadłości, z ktorych dość losowa stabilność pracy, zależna od konfiguracji systemu/sprzętu jest bodaj największą bolączką. Dobrze, że jest LIghtworks, ale – jak by nie patrzeć – jest to rozwiązanie niepasujące do filozofii opensourcowej stacji roboczej. A przecież mamy GIMPA, który pomimo krytyki i odstawania pod względem możliwości i zaawansowania wielu rozwiązań od PSa – jest jednak dla produktu Adobe REALNĄ konkurencją: każdy, kto zawodowo używał Photoshopa może – choc nie zawsze jest to łatwe i bezbolesne – osiągnąć te same rezultaty po przesiadce na GIMPA. Program jest stabilny i działa out of the box, zapewniajac profesjonalny poziom obróbki bitmap. To samo mozna powiedzieć o Libre Office, o Inkscape, o Audacity, o Darktable i o wielu innych, dojrzałych i – nie bójmy się tego określenia – profesjonalnych narzędziach linuxowej prowieniencji. Gdy profesjonalista rozważa przesiadkę na nie z mainstreamu – najczęściej głównym czynnikiem ‚przeciw’ jest… przyzwyczajenie, niechęć do nauki i… mainstreamowość mainstreamu (bo wszyscy w tym pracują, będzie łatwiej, jeśli i ja będę…). Uporawszy się z tymi demonami – można pracowac efektywnie i efektownie, o czym sam się przekonałem na własnej skórze.
    Niestety, z filmem jest inaczej. Ja nie podejmę się złożenia projektu dla TV pod Avidemuxem, tak jak bym nie podjął się przetransportowania kontenera na drugi koniec Europy taczką… A inne projekty? Cóż, z demonami się uporałem, ale programy nie działają tak, bym mógł im zaufać. Powtorzę – gdyby nie Lightworks (który, jednak, ze względu na specyficzną ‚filozofię’ montażu NIE jest narzędziem idealnym do każdej formy produkcji filmowej czy telewizyjnej) moja decyzja o profesjonalnej przesiadce na Linuxa okazałaby się porażką… Szkoda, bo brakuje do pełni opensourcowego szczęścia naprawdę niewiele…

  4. Inter
    30 sierpnia, 2016 at 22:20

    Niestety GIMP nie jest realną konkurencją dla Photoshopa. Może tak się wydawać dla kogoś słabo obeznanego z tematem, ale to raczej GIMP ma wielu konkurentów. Grafik lubi bezproblemowe narzędzie z którego zrobi grafikę do netu, na koszulki i na banner. GIMP bez obsługi pantonów i cmyk’a wypada z tej branży. Oczywiście dla domowych zastosowań nie ma sensu używać Photoshopa, ale pokażcie mi kto w domu używa go legalnie. Najpierw robisz sobie projekciki na piracie, potem nie umiesz już na niczym innym pracować i jak chcesz na nim zarabiać to musisz go kupić. Do malowania też polecałbym bardziej Kritę niż Photoshopa, ale takie są profity ze sławy jaką obrósł Photoshop. Mam nadzieję że kiedyś w końcu nadejdą czasy gdy ze słownika zniknie termin „Photoshop” jako synonim retuszu fotograficznego.

  5. Aspa
    30 sierpnia, 2016 at 23:03

    Cóż, masz zapewne sporo racji, ale ja używałem PSa jako dopełnienia Lightrooma w profesjonalnej obróbce zdjęć – w tych 5 – 8 procentach przypadków, kiedy dobrze zrobiony RAW, po obróbce w wołarce wymaga jeszcze dodatkowej ingerencji. Z tego punktu widzenia GIMP doskonale mi PSa (którego, tak na marginesie, zawsze używalem legalnie, naprawdę) doskonale zastąpił. Ale rzeczywiście, o pre-pressie nie pomyślałem i doprawdy nie wiem, czy nie da się GIMPA zmusić do bezproblemowej (to ważne słowo) pracy na potrzeby przygotowania do druku. Jeśli nie – no to słabo.
    Zgadzam się też z Tobą, że dla każdego profesjonalisty narzedzia softwarowe winny być wygodne i intuicyjne. Dla mnie takim wyznacznikiem jest zdolność do pracy ‚out of the box’ – instaluję w prosty sposób, odpalam i zarabiam na chleb, przy czym obsługa narzędzia nie obciąża mnie bardziej, niż sama ‚produkcja’. Wiele narzędzi otwartoźródlowych pod Linuxem, które w MOJEJ pracy są niezbędne – osiągnęło już ten poziom, choć jak już kiedyś pisałem: przesiadka z mainstreamu raczej obniża komfort pracy. Jeśli jednak mamy jakieś dodatkowe ‚plusy dodatnie’ – w moim przypadku była to motywowana ideologią chęć pracy w środowisku otwartoźródłowym – które w jakimś stopniu rekompensują nam ów dyskomfort, to są dziedziny, w ktorych dziś już można Linuxa i jego ekosystem uznać za pełnoprawny zastępnik Windows dla desktopu. U mnie, poza opisanym problemem z montażem filmów (a to dla mnie ważny kawałek aktywności zawodowej) ten proces zadziałał i uznałem, że mogę przenieść workflow na Linuxa, z odstępstwem ideologicznym w postaci licencji na Lightworksa Pro. Z tego co piszesz jednak, dla wielu profesjonalistów rzecz może być nadal problematyczna.
    Nie traćmy jednak nadziei – osobiście próbowałem ‚rebelii’ kilkukrotnie i zawsze wracałem do Windows, bo wyrzeczenia i kompromisy byly zbyt wielkie, nieakceptowalne w sytuacji, gdy narzędzie jest niezbędne dla zarabiania na życie. Tym razem zaczepilem się w Linuxie raczej skutecznie, choć jakaś tam pępowina mnie jeszcze z Windowsem wiąże, niemniej jednak progres jest zauważalny. Może za kilka kolejnych lat następne bariery uda się zlikwidować? Zwłaszcza, ze ideologicznie nie tylko blisko mi do Open Source, ale też coraz dalej do Windows jako usługi…

  6. Inter
    31 sierpnia, 2016 at 12:35

    Ja też uparcie stoję przy linuksie kiedy przygotowuję materiały do druku. Wiem że można wiele ale wiem też, że niewiele osób byłoby tak zdeterminowanych do przesiadki, no bo niby dlaczego ktoś miałby sobie utrudniać życie skoro można prościej. Względy ideologiczne, czy ochrona prywatności to dla większości społeczeństwa tematy drugorzędne.
    Na szczęście jest Scribus który do zastosowań amatorskich zupełnie wystarcza. W pracy też czasami musimy coś przygotować do druku i może to więcej czasu zajmuje niż na komercyjnych rozwiązaniach, ale z powodzeniem drukujemy bannery, broszurki czy plakaty dzięki duetowi Inkscape i Scribus. Inkscape’a używam codziennie dzięki temu nie musimy kupować Corela. Siłą rzeczy inne osoby z pracy też powoli uczą się na nim pracować bo czasami gdy mnie nie ma trzeba coś poprawić. Z resztą jak ktoś widzi, że na tym narzędziu można fajne projekty tworzyć to podchodzi do niego z ciekawością.
    Myślę, że w przyszłości doczekamy się Adobe’a współpracującego z linuksem. Urządzenia pracujące na kernelu linuksa są coraz powszechniejsze i mam nadzieję, że Adobe też będzie chciało wejść na ten rynek. A może współpraca z windowsem im się posypie i zaczną pracować nad czymś własnym biorąc przykład ze Steam’a, choć to może nie jest najbardziej udany projekt…

    Nie tracę nadziei i odpalam Inkscape’a bo muszę graficzkę na www przygotować 🙂

  7. Łukasz Andrzej
    1 października, 2016 at 12:44

    Właśnie to używanie programu do grafiki rastrowej pod druk większego kalibru… trochę dziwne jest. Pracowanie na ogromnych rozdzielczościach? W takich przypadkach ZDECYDOWANIE lepiej używa się programów do grafiki wektorowej, jak właśnie Inkscape. Do tego Scribus, aby osadzić wszystko ładnie ze zdjęciami i bodajże jest elegancko. No chyba, że się mylę? Wiem że na rastrówce się da, ale w Paincie też da się narysować coś ładnego mimo prostych narzędzi… W każdym razie, praktycznie nigdy na ulotkach czy plakatach nie ma na tyle zaawansowanej grafiki, aby nie dało się jej zrobić bez problemu wektorowo. Dlaczego? A no dlatego, że grafiki na ulotki, plakaty itp. powstają właśnie w wektorach.

  8. Inter
    1 października, 2016 at 21:57

    Ja też nie rozumiem robienia plakatów w Photoshopie, no chyba że ktoś nie chce kupować illustratora. Podejrzewam, że wielu artystów przywykło do photoshopa i nie potrafi już pracować na czymś innym, nawet spod tej samej stajni. To jest taki uwiąd, ludzie bardzo często nie chcą poszukiwać innych narzędzi niż te do których się przyzwyczaili i często nawet nie mają pojęcia czym jest raster a czym wektor. W sumie to zdaje się że można w PS robić wektory, ale komfort takiej pracy jest dyskusyjny.

    Szkoda tylko że Inkscape, który ma potężne możliwości, tak zaniedbuje kwestię współpracy z drukarniami. Przyszło mi kiedyś zrobić banner i w grafice musiałem / uparłem się wykorzystać filtry inkscape’a. Jak wiadomo taka grafika nie zostanie zaimportowana do scribusa poprawnie. Postanowiłem dać eksport do png i tak zrastrowaną grafikę przepuścić przez Scribusa do PDF’a. Klops w tym, że na rozdzielczościach bannerowych Inkscape się wykrzaczał podczas eksportu. Okazało się jednak, ku mojemu zdumieniu, że z importem pliku SVG (wraz z efektami filtrów) i eksportem do PNG w wysokich rozdzielczościach poradził sobie zgrabnie GIMP!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »