przystajnik

Terminal pogryzł człowieka: cone

Nikt chyba nie wyobraża już sobie współczesnych czasów bez poczty elektronicznej. Usługa ta wrosła się w nas na dobre i bez dostępu do skrzynki pocztowej czujemy się jak w butach z pourywanymi sznurówkami – da się funkcjonować, ale podświadomie czujemy, że coś jest nie tak. Twórcy oprogramowania również podchwycili tę koniunkturę i do naszej skrzynki możemy się logować ze smartfonów, za pomocą dedykowanych klientów poczty, poprzez WWW oraz – a jakże – za pomocą tekstowego terminala. Działających w trybie tekstowym klientów email mamy kilka, a wśród mniej lub bardziej znany istnieje sobie program cone.

cone

cone – prosto, czytelnie i funkcjonalnie

Istnienie tego klienta poczty nie jest może nagłaśniane w źródłach masowego przekazu, a szkoda, bo cone to naprawdę zgrabny, poręczny i funkcjonalny czytnik poczty (i nie tylko – jego nazwa to skrót od console newsreader and emailer). Co więcej, program występuje najzwyczajniej w podstawowych repozytoriach, zatem z instalacją nie ma żadnego problemu.

Istotą cone jest jego wysoce intrygująca konfigurowalność. O jego możliwościach możemy dowiedzieć się bezpośrednio po uruchomieniu programu i przeglądnięciu oferowanej dokumentacji online. Cone nie są straszne uniwersalne rozwiązania (UTF-8), popularne zabezpieczenia (TLS1/TLS1.1/SSL3), standardy (IMAP/POP3/Usenet), obsługa certyfikatów, podpisywanie wiadomości, obsługa kilku skrzynek pocztowych, sprawdzanie pisowni, szyfrowanie GPG/PGP, wyświetlanie pełnych nagłówków wiadomości, itp. Całą konfigurację programu przeprowadzamy za pomocą zgrabnego menu, a główny ekran z listą kont i katalogów jest schludny i czytelny. Obsługa cone sprowadza się do kilku skrótów klawiszowych, które wyświetlają (i zmieniają) się w dolnej części ekranu.

cone2

Sortowanie wg tematów? Nie ma problemu

Cone jest dość nietypowym programem jak na narzędzie tekstowe, gdyż całość konfiguracji przeprowadzimy bezpośrednio w programie, bez konieczności do uciekania się w tekstową edycję pliku z parametrami (choć jest to możliwe). Pracę z programem rozpoczynamy we wspomnianym oknie z lista kont – możemy usunąć domyślnie dodawane konto lokalne, zostawić sobie na potem dokumentację i naciskając klawisz m przejść do głównej konfiguracji (proszę zwrócić uwagę na opcje zarządzania certyfikatami i szyfrowaniem/podpisywaniem – wow). Tam będzie nas na początek interesowało dodanie nowego konta pocztowego (klawisz n). Określamy jego typ (IMAP/POP3/Usenet/Konto lokalne) i wypełniamy kolejno wyświetlaną nazwę, nazwę serwera obsługującego pocztę, nazwę użytkownika, hasło oraz czy chcemy szyfrować przesyłanie haseł i czy chcemy korzystać z SSL. Ważna uwaga – jeżeli nasz serwer posługuje się samodzielnie podpisywanym certyfikatem do szyfrowania SSL, należy przy nazwie serwera dopisać parametr /novalidate-cert (np. moja.poczta.pl/novalidate-cert). I to wszystko. Zatwierdzamy ustawienia logując się od razu na konto i przechodząc do listy katalogów. Nawigacja za pomocą strzałek pozwoli wybrać interesującą nas kategorię (poczta przychodząca, wysłane, katalogi tematyczne), a za pomocą klawisza r wystosujemy odpowiedź na zaznaczoną/czytaną wiadomość. Pisanie wiadomości umilą nam podstawowe i podręczne funkcje formatowania tekstu (usuwanie linii, odnajdywanie i zamiana ciągu znaków, wyrównanie, sprawdzanie pisowni, itp.). Wszystko jest tak intuicyjne, że zapominamy, że pracujemy w tekstowym terminalu.

Jak wspomniałem, cone znajdziemy w głównych repozytoriach niemal wszystkich dystrybucji. 

Post navigation

8 comments for “Terminal pogryzł człowieka: cone

  1. KaCzKa
    16 października, 2015 at 18:53

    > Nikt chyba nie wyobraża już sobie współczesnych czasów bez poczty elektronicznej.

    Powiedz to młodym. Jeszcze parę lat temu mogłem śmiało wysyłać mejle. Teraz adresy może i mają, bo w podstawówce na lekcji zakładali, ale większość nie korzysta. Część nie pamięta hasła i się nie logują w ogóle, a część zagląda tam raz na pół roku. Już nawet nie sięgam po takie tematy jak MUA, bo to w ogóle abstrakcja, ale samo używanie poczty elektronicznej to już dość silny przeżytek.

  2. Kamil Koczurek
    16 października, 2015 at 20:27

    No nie wiem, zawsze jak trzeba przesłać coś większego znajomemu, zarejestrować się gdzieś itp. sięgam po e-maila, o komunikacji z ludźmi poznanymi w internecie już nie wspominając, to chyba oczywiste.

  3. terenowy
    17 października, 2015 at 9:49

    Młodzi 🙂
    Pójdą do pracy to sobie przypomną co to e-mail. W każdym korpo czy nawet działalności gospodarczej e-mail to dzisiaj podstawa (a nie przeżytek). i skończy się piracki Outlook, bo nic nie zastąpi Thunderbirda z porządnym filtrem spamu 🙂
    Tak więc ja stawiam, że młodość ma fejsika, a dojrzałość pocztę i prosty kalendarz (oraz fejsika) 🙂

  4. 17 października, 2015 at 14:54

    Twórcy (literaci, muzycy, informatycy, plastycy i artyści) piszą i czytają. Konsumenci – oglądają, słuchają. Przepaść ilościowa i jakościowa pomiędzy tymi grupami wzrasta, w miarę zaniku chęci czytania – brak której skutkuje utratą umiejętności koncentracji, retrospekcji, wyobraźni i innych atrybutów twórcy.
    Wtórny analfabetyzm staje się codziennością. Twórców – nie naśladowców – jest relatywnie coraz mniej. Czy są to tendencje przejściowe, czy trwałe – się okaże.

  5. 17 października, 2015 at 14:58

    Tak, porządny terminarz „papierzany” jest nie do zastąpienia!

  6. Esc
    19 października, 2015 at 17:42

    @antonratus:disqus
    Dobre spojrzenie, zgadzam się z Tobą

  7. KaCzKa
    19 października, 2015 at 22:19

    Niekoniecznie, moi znajomi w średnim wieku też już praktycznie mejla nie używają. Nie mówię o osobach technicznych (informatycy i okolice). Z dużym przymusem, jak trzeba i uzgodnimy mejlowanie innym kanałem, to użyją, ale żeby można było wysłać mejla i liczyć na odpowiedź — zapomnij.

    Zresztą widać to też po śmierci MUA. Kiedyś było ich od groma, teraz raczej stanęło. Jest Outlook korporacyjny w MSO i TB, ale TB też raczej stoi niż się rozwija. Z tego co czytuję nowinki w Sieci, to jest to koło u nogi Mozilli i tak go gdzieś Udają, Że Robią. Teraz dodali łaskawie po latach Lightninga domyślnie, ale to żadna radość, bo integracji z Google i podobnymi brak i raczej szału to nie wzbudza.

  8. KaCzKa
    19 października, 2015 at 22:21

    Papiurzany rządzi, ma tylko 1 wadę. Brak powielania zadań cyklicznych. Dlatego pomimo wszystko męczę się z PIMem Google’a.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »