przystajnik

Monthly Archives: Marzec 2012

Ostatni Flash Player 11.2

Adobe ogłosiło wydanie finalnej wersji Adobe Flash Playera 11.2 i zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, jest to ostatnia wersja tego produktu wydana w tej formie dla Linuksa. W ten sam sposób Flash Player jakiego znamy, dołącza do porzuconego jakiś czas temu Adobe Air. Oczywiście należy się zapewne spodziewać wsparcia tej wersji przez cały czas jej cyfrowego życia i pojawienie się na ew. poprawek bezpieczeństwa. Po wersji 11.2 każde następne wydanie będzie już opierało się o Pepper API i player, przynajmniej na razie, będzie dostępny tylko w przeglądarkach Chrome/Chromium (w wersji dla Linuksa).Choć do całkowitego zniknięcia tej wtyczki z linuksowego światka jeszcze daleka droga, to jestem pełen optymizmu na przyszłość. Adobe mając HTML 5 na plecach skupia się na platformach na których będzie miało jeszcze przez jakiś czas najwięcej odbiorców. Dodatkowo, część prac w celu zapewnianie zgodności między platformami przejmie na siebie Google i ich Pepper API. Brak Flash dla platform mobilnych, przy jednoczesnym gwałtownym wzroście popularności tych ostatnich, jasno wskazują tendencję schyłkową technologii Adobe – choć może i odbędą się jakieś próby reanimacji. Ale moje zdanie przy takich wieloletnich projektach jest zdecydowane – przepisać od nowa, by pozbyć się zaszłości dziejowych w kodzie. A po co przepisywać, skoro rozwija się już HTML 5.

Ubuntu 12.04 Beta 2

Na fali ostatnich nowości wypłynęła także nowa wersja Ubuntu 12.04 Beta 2, kolejna beta zapowiedzianego na 26 kwietnia finalnego wydania Ubuntu Precise Pangolin 12.04. Czy zmieniło się coś, co pozwoli zmienić zdanie dotychczasowym krytykom promowanego przez Canonical interfejsu Unity?

Wydajność

Według zapewnień, Compiz Core, jeden z głównym komponentów napędzających Unity, został zoptymalizowany i w momentach krytycznych obniżono zużycie CPU przez Compiz nawet o 40%. Rzadsze ‚budzenie’ procesora nie pozostanie oczywiście bez wpływu (pozytywnego) dla czasu pracy na baterii. Do lepszego zarządzania energią przyczyni się też kernel 3.20-20.33 (z aktywowanym domyślnie Intel Sandy Bridge RC6).

Rozwój Dasha

Dash nabrał więcej ogłady, poprawiono drobne szczegóły wyświetlania ikon, lepiej odseparowano całość od tła.

Dash w powiększeniu

Stał się bardziej komunikatywny.

Dash - nic o tym nie wiem

Opcje wyświetlania

Tu pojawiły się niby niepozorne opcje, które jednak ucieszą posiadaczy konfiguracji kilku-monitorowej. Mianowicie można już zadecydować o obecność Launchera na wybranym ekranie, jak też wybrać zachowanie się krawędzi okien.

Ekrany

Podręczne menu

Większość natywnych aplikacji (np. Rhythmbox, Totem, Gedit, Brasero) umieszczonych w Launcherze, posiada szybkie menu które aktywujemy po kliknięciu w ikonkę programu prawym przyciskiem.

Szybkie menu podręczne

Centrum Oprogramowania

Jest teraz lepiej zintegrowane z Unity – podczas instalacji nowego programu, Launcher wyświetla jego ikonkę wraz z paskiem postępu. Po zakończeniu procesu, pasek znika, a my kliknięciem w ikonę uruchamiamy nowy program. Centrum Oprogramowania podpowiada też, jakie inne aplikacje zainstalowały osoby korzystające z wybranego przez nas programu.

Opcje prywatności

Rozwija się też konfiguracja polityki prywatności. W ustawieniach systemu znajdziemy odpowiedzialny za to programy, z powiększającą się liczbą funkcji.

Prywatność

Oraz cała reszta

Na tym zmian nie koniec. Znajdziemy też w ustawieniach systemu konfigurację klienta Landcsape, aplikacja obsługująca Ubuntu One też zmieniła nieco swój wystrój, opcje wyszukiwania muzyki oraz plików zostały sprawniej zintegrowane z programami obsługującymi te pliki. Nie można całości odmówić spójnego, estetycznego i atrakcyjnego wyglądu.

Zdaje się, że jednym argumentem przeciwników Unity będzie już tylko zmiana przyzwyczajeń w obsłudze i zarządzaniu oknami programów, gdyż Ubuntu 12.04 nosi wszelkie znamiona bardzo dopracowanego systemu. Nie udało się mi uzyskać co prawda satysfakcjonujących osiągnięć na Virtualboksie, jednak po zainstalowaniu na odrębnej partycji, jestem mile zaskoczony sprawnością systemu, szybkością działania. Osoby kompletnie niezaznajomione z Ubuntu od ręki znajdą większość potrzebnych do funkcjonowania na co dzień aplikacji i ustawień. Jedyne co mnie frapuje do dziś, to odświeżanie zawartości repozytoriów w Centrum Oprogramowania po dodaniu nowego PPA.

A cała szczegółowa lista zmian, oraz odnośniki do obrazów .iso znajdują się na oficjalnej stronie.

GNOME 3.4

Po sześciu miesiącach rozwoju zostało przedstawione światu oznaczone numerem 3.4 kolejne wydanie środowiska graficznego GNOME. Co zobaczymy i czego doświadczymy w tej wersji?Na pierwszy rzut oka zauważymy poprawiony wygląd i wydajniejsze funkcjonowanie przeglądarki internetowej Epiphany – od dziś występującej pod nazwą Web. Drugim okiem dostrzeżemy pojawienie się nowych aplikacji Documents (Dokumenty) oraz Contacts (Kontakty). GNOME Disk Utility również doczekało się przemianowania na Disks (Dyski). Wszystkie te aplikacje wyglądem starają się zapewnić pełniejszą spójność wizualną całego GNOME.

GNOME 3.4

Zmianie uległo wyszukiwanie dostępne z poziomu ekranu Activities (Działania). Oprócz odpowiadających kryteriom zapytania wyników w postaci aplikacji, kontaktów i narzędzi systemowych, otrzymamy też dostęp do znalezionych dokumentów. W przyszłości planowane jest wyszczególnienie zarówno plików muzycznych jak i video.Pojawiło się nowe menu aplikacji,dostępne po kliknięciu na panelu w nazwę aktywnego programu. Jak do tej pory takimi menu mogą pochwalić się tylko programy będące integralną częścią środowiska GNOME.

Zmiany objęły też sam interfejs. Paski przesuwania są zdecydowanie węższe, ułatwiono korzystanie z przycisków zwiększania/zmniejszania wartości (Spin Buttons), możliwe jest ukrycie paska tytułowego. Całości doznań estetycznych dopełnia wsparcie dla płynnego przesuwania zawartości oraz animowanych tapet.

GNOME 3.4

Nie bez znaczenia są też zmiany jakie pojawiły się ‚pod maską’. Lepsza obsługa urządzeń – w tym obsługa zarządzania kolorami, lepsza współpraca ze stacjami dokującymi i wiele innych. Również panel sterowania został rozbudowany o sprawniejszy konfigurator tabletów Wacom, lepiej rozplanowany menedżer sieci i zasilania, itp. Wygodniejsza stała się też obsługa Extensions (Rozszerzeń), którymi można niemal całkowicie przebudować środowisko pracy. Wartym wspomnienia jest, że pojawiło się ich już około 140.

GNOME 3.4

A teraz kwestia najbardziej kontrowersyjna. Jak wypada GNOME 3.4 na tle najnowszego Unity? Niestety, na to pytanie każdy zainteresowany będzie musiał sobie odpowiedzieć sam, gdyż ja na jakieś czas profilaktycznie wycofałem się na pozycje pod szyldem Cinnamon. Niemniej uważam, że od czasu rozwodu z Ubuntu, GNOME będzie musiało szybko postarać się o zaistnienie jako oficjalny desktop jakiejś rozpoznawalnej dystrybucji, nie będącej mieszanką wybuchową nowości (Fedora), ciężką do rozłupania skamieliną (Debian), czy inną formą będącą miksem remiksu oficjalnego np. Ubuntu. Proszę nie zrozumieć mnie opacznie – uwielbiam wszystkie dystrybucje (bo nasze są). Ale do przeciętnego użytkownika te dystrybucją muszą wyjść z uśmiechem na twarzy i w miarę pełną ofertą programową, a nie hasłem ‚Da się, pokombinuj’.

Na własne ryzyku GNOME 3.4 można zainstalować dla np. Ubuntu 11.10/12.04 z repozytorium ppa:gnome3-team/gnome3 – oczywiście, jak już pojawią się tam aktualne paczki (których na chwilę obecną nie zauważam). Ostrzegam jednak – należy to robić wyłącznie na własne ryzyko i na jakimś bocznym sprzęcie/wirtualnym systemie przeznaczonym do testów.

NTM i reglamentacja internetu

Jak na czasy niekończącego się kryzysu przystało, internet też powinien być oszczędzany – a przynajmniej z takiego założenia wychodzą niektórzy operatorzy. W sumie, nie ma się czemu dziwić – rosnące zapotrzebowanie na prędkość przesyłu i ilość przesyłanych danych przegoniły rozwój infrastruktury, a to wymusza sprawiedliwy podział dobra społecznego jakim jest internet. Dla wszystkich tych, którzy trafili pod ciężki but kapitalistów wyliczających im każde 1MB ściągniętych danych, ciekawostką godną wypróbowania może być NTM, czyli Network Traffic Monitor 1.3.1.

Network Traffic Monitor z ustawieniami i oknem informacyjnym

Program wykonuje to, co wynika z nazwy – monitoruje ruch internetowy naszego urządzenia podłączonego do sieci. Mało tego, potrafi zliczać ilość przesłanych danych, czas trwania połączenia z internetem i wszystko to porównywać do wprowadzony w ustawieniach limitów. Wszystko po to, by w porę ostrzec użytkownika, lub brutalnie zerwać połączenie, gdy któryś z limitów zostanie przekroczony. Taki siedzący sobie cichutko w zasobniku systemowym zaspany dozorca, trzymający rękę na przełączniku Internet ON/OFF.Program posiada trzy moduły, które można niezależnie aktywować i konfigurować. Pierwszy, zlicza ilość przesłanych danych i porównuje do limitu. Drugi moduł to podział czas połączenia na minutowe sesje. Ustawiamy ilość sesji, czas trwania jednej z nich. Ostatni moduł to zwyczajowe zliczanie czasu trwania połączenia. W każdym z modułów posiadamy możliwość zerwania połączenia w momencie przekroczenia któregoś z liczników. Dane mogą być zliczane w cyklu dziennym, miesięcznym, bądź wprowadzonym przez użytkownika.Niezależnie od tego, w zakładce z ustawieniami generalnymi możemy monitorować wybrany (wpisany przez nas) interfejs, określić, czy NTM ma być uruchamiany automatycznie podczas startu systemu, jak też co ma powodować kliknięcie w ikonkę programu w zasobniku systemowym.

Nie udało się mi odnaleźć tego programu w jakimś repozytorium PPA. Ale ponieważ jest on niewielki i chyba z bardzo minimalnymi wymaganiami, każdy może wypróbować ręcznej instalacji z tego adresu. Po pobraniu paczki .deb dwuklik na niej powinien uruchomić czy to Centrum Oprogramowania (przetestowane z Ubuntu 11.10/Mint 12), czy też inny instalator. Następnie już z Menu -> Aplikacje uruchamiamy NTM i reglamentujemy internet sobie samym, zgodnie z własnym sumieniem.

LCD Nurse – wynieście swoje martwe piksele

Na widok małego czerwonego punkcika na LCD niejedna już osoba zaniosła się bolesnym lamentem. Punkcik czasem dla niepoznaki jest seledynowy lub zgoła inny, lecz cel ma ciągle ten sam – druzgotać nasze nerwy i stan skupienia podczas codziennej pracy przy komputerze. Moment jego objawienia się szczęśliwcy traktują jako sygnał do odnalezienia gwarancji na monitor, a pechowcy – do znalezienia ciekawych promocji na sprawne LCD. Martwe piksele potrafią zaleźć za oczy.

LCD Nurse

Okazuje się jednak, że ten beznadziejny przypadek można leczyć domowymi sposobami. Oczywiście gwarancji sukcesu nie ma, ale skoro jest cień nadzieje, to dlaczego by nie wypróbować LCD Nurse.Na początek nieco mędrkowania. Rozwój cywilizacyjny niesie ze sobą rozwój terminologii specjalistycznej i tak też jest w przypadku technologii LCD, na poczet której powołano do życia terminy ‚martwy piksel’ i ‚gorący piksel’. Często terminy te są podawane jako równoważne, jednak tak nie jest. W przypadku LCD martwym jest piksel który nie otrzymuje zasilania i ciągle pozostaje czarny. Gorący piksel to z kolei taki, który nieprzerwanie świeci na biało, lub jedną ze składowych RGB. Istnieje kilka technik (programowych i siłowych) ożywiania martwych i przywoływania do porządku gorących pikseli. LCD Nurse to jednak subtelna siostra miłosierdzia, stąd też prezentowane w tym programie rozwiązanie opiera się na programowym szybkim ‚miganiu’ wybranym rejonem LCD, zawierającym martwy/gorący piksel. Zostało potwierdzone, że taka metoda może wyregulować trefne piksele, choć zależy to od czasu trwania operacji i szczęścia posiadacza takich pikseli.Aplikacja po uruchomieniu wita nas stosunkowo prostym interfejsem i wygaszonym tłem. Wśród niewielu opcji znajdziemy to co najważniejsze, czy regulacja prędkości migotania skażonych rejonów monitora (po wcześniejszym wskazaniu ich myszką), kolor wybrakowane piksela, kolor tła (ułatwia znalezienie pikseli konkretnego typu/koloru). Program automatycznie zapamiętuje i zapisuje wszystkie nasze ustawienia, łącznie z wyrysowaną przez nas mapą pikseli.

LCD Nurse - barwy naszych pikseli

Po wdrożeniu ustawień wystarczy uruchomić procedurę i… Naprawianie takich pikseli może potrwać od 10 minut do 10 godzin (a nawet i dłużej). Niestety, aplikacja nie działa ‚w tle’, dlatego w momencie terapii nie mamy możliwości normalnej pracy na komputerze – ekran jest okupowany przez warstwę ‚leczniczą’, a my nie możemy w nic kliknąć poza przerwaniem działania programu klawiszem ESC. Dlatego też dodatkowo został stworzony wygaszacz ekranu LCD Nurse Saver, który zamiast esów floresów w przerwach użytkowania komputera będzie migał zapamiętanymi przez program pikselami.

Oczywiście nie ma gwarancji, że dla każdego LCD metoda odniesie pożądany skutek. Najlepiej taki defekty wykrywać na etapie zakupu i po prostu wybierać nieuszkodzony sprzęt.

Program można zainstalować z PPA. Dostępne są paczki dla Ubuntu 10.04/10.10/11.04/11.10, analogicznie Mint 9/10/11/12 (pewnie można je wykorzystać i w przypadku Debiana Sid).

sudo add-apt-repository ppa:colingille/freshlight
sudo apt-get update
sudo apt-get install lcdnurse

Jeżeli ktoś zamierza leczenie aplikować podczas wygaszania ekranu, powinien doinstalować również paczkę ‚lcdnursesaver‚.

Nie będziesz czcił systemów innych a OS-Uninstaller

Niekiedy życie stawia wielu z nas wobec konieczności przegrupowania swoich partycji lub systemów operacyjnych na dysku. Niekiedy też wpadamy w pułapkę zepsutego GRUBa, którego konfiguracja znika wraz z porządkowanym systemem/partycją. Zwykłe niedopatrzenie, a jednak trzeba potem wykonać ogrom pracy fizycznej w formie poszukiwania zdatnego do użytku LiveCD. Dlatego też czasem warto wspomóc się dedykowanym narzędziem do usuwania niechcianych systemów operacyjnych, zachowującym jednocześnie GRUBa w stanie zdatnym do użytkowania.

OS-Uninstaller w trakcie

OS-Uninstaller, bo to o nim mowa, to program który za punkt honoru postawił się przeprowadzenie użytkowania za rączkę przez proces prawidłowego odinstalowania innego systemu operacyjnego z dysku. Wbrew całej magii jaka otacza legendy nt. sektora rozruchowego MBR, GRUBa i innych żywotnych komponentów startowych naszych Linuksów/Windowsów, OS-Uninstaller nie sili się na dezorientację ilością okien, przełączników i opcji. Po prostu wyświetla nam nasze systemy operacyjne, z pytaniem – który usunąć. Wygląda to bardzo minimalistycznie, dopóki nie wejdziemy w opcje zaawansowane.Tam bowiem możemy ustalić, czy odzyskaną partycję chcemy od razu sformatować (UWAGA – domyślnie ustawione jest FORMATOWANIE zwolnionej partycji, na dodatek do formatu NTFS (sic!)). W tej samej karcie będziemy mieli możliwość wykonania kopii zapasowej tablicy partycji oraz sektorów MBR (oczywiście zalecane jest wykonanie takiej kopii gdzieś na zewnętrznym nośniku, np. USB). W ‚Lokalizacja GRUB’ możemy wybrać domyślny system oraz umiejscowienie nowego GRUBa (domyślnie – wszystkie dyski). ‚Opcje GRUB’ daje nam szanse wdrożenia specyficznych ustawień kernela takich jak np. acpi=off (i wiele innych). ‚Opcje MBR’ zioną pustką (przynajmniej u mnie), a ‚Pozostałe opcje’ przydadzą się do ustawienia flagi rozruchowej na wybranej partycji.Teraz kwestia najważniejsza – czy program działa i jest bezpieczny. Według opinii wielu osób działa. Osobiście nie mogłem go przetestować, bo nie posiadam aktualnie systemów, których chciałbym się pozbyć. Znane są przypadki usuwania Windowsa, usuwania Linuksa i aktualizacji GRUBa. Do ratowania poszatkowanych systemów operacyjnych, sensownym wydaje się używanie tego narzędzia w trybie LiveCD (najlepiej z pendrive) – należy pamiętać, że w trybie LiveCD też można zainstalować ten program (Ubuntu 10.04/10.10/11.04/11.10):

sudo add-apt-repository ppa:yannubuntu/os-uninstaller
sudo apt-get update
sudo apt-get install os-uninstaller

Niemniej, zalecam ostrożność – szczególnie uczulam na domyślne formatowanie partycji usuwanego systemu (jeżeli źle coś zaznaczymy – umarł w butach z głową w monitorze).

Trimage i trzy piksele w jednym

Trimage to malutki programik który robi to, czego nikt po tej niepozornej nazwie by się nie spodziewał. W myśl starosłowiańskiego ‚Tu się nie ma co pieścić, to się musi zmieścić’, Trimage swoimi krzepkimi algorytmami tak manewruje pikselami plików JPEG i PNG, że te zmniejszają swój rozmiar. A cały trick w tym, że odbywa się to bez pogorszenia jakości tych plików.

Trimage w trakcie uciskania pikseli

W zależności od rodzaju pliku, wykorzystywane są takie narzędzia jak optipng, advpng, pngcrush oraz jpegoptim, które odpowiadają za bezstratną optymalizację i powtórną kompresję naszych obrazów. Trimage nie posiada wymyślnych opcji i jego obsługa sprowadza się do otworzenia/przeciągnięcia do głównego okna wybranych plików graficznych (obsługiwane są, jak wspomniałem wcześniej, tylko JPEG i PNG), które po optymalizacji możemy zapisać w nowym wydaniu (przycisk ‚Recompress’). Oprócz głównego okna możemy odnaleźć też ikonę w zasobniku systemowym, która w przypadku obróbki dużej ilości plików umożliwia schowanie aplikacji.Jakie są przesłanki używania takiego narzędzia? Chyba nie muszę wyjaśniać nikomu kto publikuje masowo zdjęcia w sieci, ile można zaoszczędzić na kilku setkach plików po odcięciu średnio 4% – 10% z ich objętości. W przypadkach gdy ktoś płaci lub ma ograniczoną pojemność na swoje publikacje, Trimage jest wart kilku chwil uwagi i obsługi.Program dla wydań Ubuntu 11.04/11.10, Mint 11/12, Debian Sid zainstalujemy bezpośrednio z repozytorium. W przypadku Ubuntu 10.04/10.10 i Mint 9/10 przydatne może być repozytorium:sudo add-apt-repository ppa:kilian/trimagesudo apt-get update
sudo apt-get install trimage

Unity dla niezdecydowanych

Od momentu zaprezentowania światu przez Canonical interfejsu Unity minęło już sporo czasu, lecz nadal mnóstwo osób podchodzi do tego dzieła z kpiącym uśmiechem, złością, żalem lub rozbawieniem. Jednak wszyscy którzy w pierwszym momencie odrzucili Unity jako fanaberię kosmicznego komiwojażera, powinni co jakiś czas sprawdzać, czy przypadkiem nie przesypiają wiekowego przełomu. Bo Unity ciągle się zmienia i nawet mnie udaje się w nim znaleźć wiele ciekawych rozwiązań.Ale podobno obraz wart jest tysiąca słów, dlatego poniżej przedstawiam 25 obrazów na sekundę w towarzystwie obcojęzycznych słów (póki co nie ma polskich napisów). Filmik prezentuje obecny stan użyteczności Unity (przed wydaniem Ubuntu 12.04), funkcje tego interfejsu, niuanse i pchełki decydujące o kształcie i miodności całego systemu.httpvh://www.youtube.com/watch?v=pOpVhuB9sVkOczywiście od oceny powstrzymam się do momentu uruchomienia na realnym sprzęcie wydania 12.04. Jednak miło się na to wszystko patrzy i może warto będzie kiedyś zmienić niektóre nawyki machania myszką po ekranie.

Proces Zombie, który się administratorowi nie kłaniał

Ponieważ wiosenna aura skłania ku regeneracji zapomnianych funkcji naszego organizmu, czas na uderzenie sporej dawki fachowych terminów, przerażającego terminala i wszystkiego, o istnieniu czego nie chciałby wiedzieć zwykły użytkownik siedzący w zaciszu swojego ulubionego portalu społecznościowego. Rzecz będzie o Zombie. Procesach, które są nieczułe na polecenie kill i pochodnych.

Narodziny Zombie

Wszyscy uświadomieni użytkownicy oczywiście znają tę opowieść i zapewne potwierdzą moje słowa, że proces Zombie to pozostałość działania procesu potomnego, który po zakończeniu swojej pracy, zwolnieniu zasobów CPU i RAM, nadal figuruje na liście procesów. Dzieje się tak przez błąd (lub jakieś przypadki losowe) w procesie rodzica, który nieodpowiednio obsłużył zamknięcie wspomnianego procesu potomnego (powinien wywołać systemową procedurę „wait” i pobrać prawidłowy status procesu). Tak powstaje Zombie. Jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą taki proces, skoro nie zajmuje zasobów? Pojedynczy proces to może nic groźnego, ale już cała armia Zombie może doprowadzić do destabilizacji systemu w wyniku zapchania tablicy procesów (która zwykle posiada wartość graniczną swojego rozmiaru).

Tak wygląda przeciwnik

Na destabilizację pracy komputera domowego można przymknąć oko (do pewnego czasu), jednak przy komputerach służących poważniejszym celom procesy Zombie nie są pożądanym elementem. Jak zatem skontrolować, ile Zombie mamy w obejściu? Ich detekcję można wykonać poleceniem top, lub;

ps aux

Wszystkie procesy posiadające w kolumnie STAT oznaczenie Z (lub defunct przy nazwie procesu) to Zombie. Poznajcie się.

Sztuka zabijania Zombie

Jak pozbyć się takiego gościa z systemu? W przypadkach szczególnych (np. duże obciążenie systemu) można zaczekać przez chwilę, aż proces rodzica się ogarnie i prawidłowo pozamyka swoje podprocesy. Jednak jeżeli to nic nie daje, czas na inne rozwiązania. Polecenie kill -9 nie ima się Zombie, gdyż one i tak są już martwe – na dodatek nie zajmują żadnych zasobów. Jedynym rozwiązaniem jest wysłanie procesu SIGCHLD do rodzica, by ten pozamykał swoje procesy potomne. Jak jednak odnaleźć nieodpowiedzialnego rodzica?

ps fo ppid numer_procesu_zombie

I otrzymany numer PPID wykorzystamy w poleceniu:

kill -s SIGCHLD otrzymany_powyżej_numer_PPID

Może się okazać jednak, że rodzic jest na tyle źle napisany, że nie potrafi/nie chce/nie może poprawnie obsłużyć sygnału SIGCHLD i pomimo naszych starań, czereda Zombie dalej hasa po liście procesów. W takim wypadku pozostaje nam nauczyć się z nimi żyć, lub ukrócić nieodpowiedzialnego rodzica.

kill -9 otrzymany_powyżej_numer_PPID

Wraz z nim znikną i jego procesy potomne.

Na koniec, różnica pomiędzy procesami Zombie a Orphan. Mianowicie, o ile w przypadku procesów Zombie można zidentyfikować rodzica, to porzucone procesy Orphan takiego rodzica nie posiadają. Charakteryzują się wartość PPID równą 1 (czyli przynależnością do procesu init). Jednak z nimi można już sobie poradzić ulubionym przez wielu poleceniem kill -9.

Kolejne HumbleBundle, kolejne gry

Ruszyła kolejna odsłona niezwykle popularnej akcji ‚Płać ile chcesz za gry i graj bez ograniczeń na (niemal) wszystkich platformach’. W tym wydaniu HumbleBundle For Android 2 za dowolną kwotę, która zostanie rozdzielona na cele charytatywne oraz wpływ dla twórców, otrzymujemy cztery gry + jedną bonusową (jak do tej pory).

Avadon: The Black Fortress

(Linux, Windows, MacOs, Android)httpv://www.youtube.com/watch?v=lfGsVfAV7MA

Cogs

(Linux, Windows, MacOs, Android)

httpv://www.youtube.com/watch?v=lZzWVkJ5fZk

Zen Bound 2

(Linux, Windows, MacOs, Android)

httpv://www.youtube.com/watch?v=2YtYfXzWisk

Canabalt

(Linux, Windows, MacOs, Android)

httpv://www.youtube.com/watch?v=LD-S_XhlLWI

Swords & Soldiers

Bonus do którego dostęp uzyskamy po zapłaceniu kwoty średniej.
(Linux, Windows, MacOs, Android)

httpv://www.youtube.com/watch?v=Y8BqOGKGKas

Zatem ‚Karty płatnicze w dłoń!’… Pomimo tego, że jak w każdym zestawie znajdziemy nieco wypełniaczy (znane wcześniej Canabalt i Cogs), to szczególnie Zen Bound 2 jest miłą i odprężającą rozrywką na wieczór. Gorąco polecam, szczególnie, że tym samym wspieramy rynek gier dla Linuksa i pokazujemy twórcom, że ten rynek istnieje na przekór osobom niechętnym.

Kieszonkowy terminal Stjerm

Każdy ma swoje sposoby na upchnięcie konsoli na biurku. Jedni przytwierdzają ją do pulpitu, leniwi zawsze mają terminal na pasku zadań, jeszcze inni skrótem klawiszowym przywołują takie rozwiązania jak Tilda, Guake, Yakuake i inne popularne programy typu ‚terminalu – rozwiń się’. W związku z ostatnim rozwiązaniem, aby nie popadać w rutynę bądź utrzymywać na chodzie programu obładowanego opcjami których nie potrzebujemy, można przychylnym okiem spojrzeć na formę prostą i pierwotną o nazwie Stjerm.Wśród zalet tego programu można wymienić nikłe wymagania, całkiem sensową i w większości przypadków wystarczają konfigurowalność oraz małą zajętość zasobów. Co prawda w XXI wieku i przy maszynach posiadających po 2 GB pamięci minimum, rozwodzenie się nad lekkością programu wydaje się być jakąś obsesją, lecz zawsze to lepiej mieć uruchomiony w tle program, który zajmuje 13 MB, a nie 80 MB.

A w tle sobie tyka...

Całość konfiguracji wyglądu i zachowań Stjerma przeprowadzamy za pomocą parametrów podawanych podczas uruchomienia programu. Dzięki nim mamy pod kontrolą wygląd okna, przeźroczystość, fonty, kolory, położenie okna, jego rozmiary oraz skrót klawiszowy przywołujący terminal. Zatem wydajemy polecenie:stjerm -fn "Ubuntu Mono 11" -o 80 -w 1280 -s top -p bottom -bg black -m shift -k tab

I kombinacją shift+tab przywołamy okno o szerokości 1280 px, o orientacji dolnej, czarnym tle i przeźroczystości 80, komunikujące się z nami za pomocą czcionki Ubuntu Mono rozmiar 11. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie wypisuje tych wszystkich parametrów za każdym razem. Kwintesencją użytkowania Stjerm jest dodanie do programów startowych tego polecenia wraz z całą resztą parametrów. W ten sposób po starcie systemu będziemy mogli od razu wesprzeć się poręcznym i podręcznym terminalem.

Inne przydatne skróty klawiszowe:

Nowa karta:       ctrl-shift t
Zamknięcie karty: ctrl-shift w
Następna karta:   ctrl-shift pageup
Poprzednia karta: ctrl-shift pagedown
Wyjście:          ctrl-shift q

Program znajdziemy w oficjalnych repozytoriach.

Wzór na górę – Picogen 0.3

Picogen to program dla każdego domorosłego stwórcy zauroczonego matematycznym zapisem świata. Bez opuszczania wygodnego fotela i ciepłych kapci, niemal każdy ruchem myszki wzniesie górę, pstryknięciem w przycisk zaświeci słońce, kręcąc kółkiem pofaluje morze. Niemal każdy – bo aplikacja wymaga nieco wyobraźni jak i zrozumienia większości zawartych w niej parametrów oraz ich wpływu na nasz własny cud stworzenia.

Picogen 0.3 - cóż tu trudnego

W skład tego pakietu wchodzi kilka narzędzi (a dokładnie Picogen:QuatschEditor, Picogen:SimplexGui, Picogen:PicoHelp), lecz mając na względzie, że nie każdego zainteresują matematyczne formuły zawarte w QuatschEditor, skupimy się na programie właściwym, czyli Picogen:SimplexGui. Jak widać na załączonym zrzucie, program dzieli się na zwyczajowy pasek z menu, oraz trzy kolumny – od lewej strony kolumna z parametrami generowanego krajobrazu, środkowa z podglądem i po prawej – pomoce i ściągi. Zasada postępowania jest logiczna – należy tak wczytać się w pomoce po prawej, aby z ich pomocą ustawić parametry po lewej stronie tak, by pośrodku wyszło coś ładnego. Program oczywiście nie trąci banałem i parametrów po lewej stronie mamy sporo, wyglądają na pierwszy rzut oka złowrogo, lecz wywierają zdecydowany wpływ na obraz, pozostawiając jednocześnie użytkowniki ogromne pole manewru i decyzyjności. Ale nikt ambitny nie liczy przecież na przycisk ‚Uczyń górę’.I na tym można by zakończyć wywody nt. powyższego programy. Posiada on bowiem rozległe i dobrze napisane samouczki, oraz masę gotowców. Pozostaje się z nimi zapoznać i z tak wzbogaconą wyobraźnią i wiedzą, przemeblować świat po swojemu. Ale tak pokrótce i w naszej słowiańskiej mowie…Lewy panel zaczyna się od trybu wyboru trybu – podglądu (preview) lub produkcji (production). Podgląd wykorzystujemy na potrzeby szybkiego zorientowania się w efektach naszych machinacji. Produkcja – wygeneruje nam efekt finalny, wg. zadanych ustawień i pozwoli zapisać go na dysk. Idąc skokami dalej – Film Settings pozwoli zapanować nad jakością kolorów (domyślnie – konwersja do sRGB, lecz wtedy kolory mogą wyjść zbyt ‚wyprane’). Render Settings opisuje sposób generowania podglądu i wyniku – dla każdego inna rozdzielczość, oraz niezwykle istotny parametr – samples-per-pixel. Im niższy (np. 5), tym szybciej wygeneruje się podgląd, im wyższy (np. 100), tym wynik będzie lepszej jakości (mniej szumu, czarnych artefaktów, itp). Lecz i o wiele dłużej będzie się generował. Cameras, Objects, Backgrounds opisują położenie, przybliżenie, oddalenie, przesunięcie oraz typ odpowiednich elementów obrazu (czyli ułożenie kamery, typ i sposób rysowania obiektów na planie oraz kolorystykę i ustawienia tła dla całości). W tym miejscu niezbędne będzie już zapoznanie się z samouczkami, bo parametrów wystarczyłoby na niezłą powieść detektywistyczną.

Zatoczka w godzinę i pół


Aby zainstalować program, należy udać się na stronę twórców i pobrać odpowiednią paczkę (Ubuntu/Mint/Debian). Potem wystarczy zainstalować ją zwyczajowym dwuklikiem (lub z poziomu konsoli). Menedżer pakietów pobierze sobie parę zależności i gotowe. Program znajdziemy w Menu -> Grafika -> Picogen: SimplexGui.

Translate »