przystajnik

Monthly Archives: Kwiecień 2008

Raport z terenu

Przed nami długi majowy wypoczynek, ale już końcówka poprzedniego tygodnia (eng. weekend) skutecznie zachęciła mnie do przetestowania wodoodporności moich butów, krzepy moich ud i orientacji na azymut. W sobotni poranek wymaszerowałem sobie w stronę góry, którą i tak widzę z okna swojego mieszkania (Bartnia Góra).

Aparat w dłoń, kromka z pomidorem w plecak, woda (jeszcze ze źródła św. Jana z Dukli) też i dawaj, żółtym szlakiem przed siebie. Pogoda dopisywała, jak i obszczekujące mnie okoliczne pieski, zatem dojście do przełęczy Żdżar minęło wesoło. Potem na przełaj, bez szlaku i ścieżki na szczyt Bartniej Góry i powrót. Sama wędrówka to rzecz jasna pretekst, aby gromadzić cyfrowe widoczki na mój aparat. Niestety, przyroda ożywiona umykała mi w tempie przyśpieszonym (całe stada sarn, ptaki, jaszczurki, chroboki), jedynie ślimak się poddał mojej woli uwieczniania. Ale cóż, jest pretekst, by wybierać się w teren jeszcze wcześniej rano.

Jako, że tematem przewodnim wyprawy było motto ‚Nie ściągam 40-150mm ze swojego aparatu’, zbiory foto z tego wojażu zawierają w większości zbliżenia obiektów jak i próby macro z nałożonym Raynoxem DCR-250.

010-p4262950orf.jpg
012-p4262967orf.jpg
014-p4262976orf.jpg
024-p4263040orf.jpg
016-p4262983orf.jpg
027-p4263046orf.jpg
032-p4263069orf.jpg
pano2.jpg

A w długą majówkę też pójdę w okolice, a co.

Kamień milowy w terapii

Nic tak nie cieszy, jak sukcesywne rozwijanie cholernie dobrego kawałka programu. Właśnie na serwery wrzucono RawTherapee 2.4m1 Milestone i po raz kolejny nie jest to tylko zmiana numeracji z niewielką zmianą funkcjonalności programu.

Tym razem wersja zawiera:

– pełną obsługę danych EXIF – zapisywanie do wynikowego obrazu, modyfikacja, poprawianie, dodawanie tagów,
– obsługa tagów IPTC,
– nowa metoda odzyskiwania przepaleń (CIELab Blending – świetnie działa!),
– wykres histogramu odnosi się teraz do wykadrowanego obszaru zdjęcia,
– obsługa ‚w locie’ wystroju interfejsu programu – bez konieczności ponownego uruchamiania,
– mnóstwo innych poprawek – szybkość działania, itp.

Zupełnie nieźle, a nawet rewelacyjnie (głównie ta nowa obsługa przepaleń i poprawki w histogramie, no i EXIF). W finalnej wersji 2.4 na pewno pojawi się obsługa wsadowa zdjęć i kilka innych usprawnień, których w tym wydaniu jeszcze nie uświadczymy. A ściągamy stąd (wystarczy rozpakować, zapisać, wejść do katalogu i uruchomić binarkę ‚rt’).

Należy pamiętać, że to faza mocno testowa, zatem mogą się pojawić różne dziwne zachowania programu – o których warto poinformować autora (forum na głównej stronie).

A dla tych którzy ze zdziwieniem konstatują moją euforię i nie wiedzących, czy im się też powinna udzielić. RawTherapee to program do obróbki plików .raw (‚surowych’ zdjęć z aparatów cyfrowych). Bo może z kontekstu to nie wynika 🙂

8.04 na głowę

Tak, to nowa promocja – 8.04 dla każdego. Oczywiście do pobrania z sieci, np. stąd: http://pl.releases.ubuntu.com/releases/8.04/ubuntu-8.04-desktop-i386.iso, lub poprzez Torrenty: http://pl.releases.ubuntu.com/releases/8.04/ubuntu-8.04-desktop-i386.iso.torrent.

I tak oto nieoficjalnie Ubuntu 8.04 Hardy Heron pojawił się na oficjalnych serwerach firmy Canonical. Bo w tym momencie na głównej stronie ubuntu.com wciąż jeszcze istnieje dopisek ‚coming soon’. Ale wiadomo, Polak potrafi i nie nabiera się na takie ściągaczowstrzymywacze.

Co nowego w wydaniu to się okaże za jakiś czas. Miejmy nadzieję, że nie będzie większych wpadek, w końcu to wydanie LTS.

Mechanicy samochodowi nie rozumieją audiofilii

Już wiem, dlaczego ludzie popadają w obłęd – wszystko przez niezrozumienie przez innych. A ja jestem na dobrym kursie, zaczęło się od tego, że nie rozumieją mnie mechanicy samochodowi. A dokładniej – nie słyszą tego co ja.

Zaczęło mi się mi coś tłuc w samochodzie – w tyle głuche dźwięki słyszę już od dawna, w przodzie taki metaliczny rzegot się pojawia jak jadę sobie po kamieniach. Bez większych ceregieli pojechałem na diagnostykę, żeby na szarpakach mi wypatrzyli, co to w tyle i w przodzie mi tak hałasuje. Ale jakie było moje zdziwienie, gdy mechanik wyszedł z kanału i mi obwieścił… Że on tam nic nie słyszy. Zbaraniałem, bo dźwięki wydobywające się na nierównościach są przecież wyraźne i mało subtelne, nie trzeba w ciszy i w skupieniu się wsłuchiwać, by je wyłowić z otoczenia. No nic, widocznie gościowi się nie chce poświęcać robocie od rana, pojechałem na inny zakład.

A tam sytuacja się powtórzyła.

Poczułem się, jak wtedy, gdy w domu przy sprzęcie grającym włapuję niuanse srebrzystej góry skrzypiec, a krewni patrzą na mnie w obawie o stan mojego zdrowia, bo oni nie słyszą. Mechanicy samochodowi jak widać, też nie rozumieją audiofilii.

Wycisk od Pani Wiosny

W ubiegłą soboto-niedzielę (weekend to nie po naszemu wszakże), jak nakazuje tradycja aktywnego wypoczynku, pozbieraliśmy nasze leniwe byty i podążyliśmy w poszukiwaniu wiosny. Wiosna miała odmienne stanowisko co do tychże poszukiwań i uwikłała nas w przygodę.

A nic nie zapowiadało takiego dramatycznego pokazu siły:

reg_2a.jpg

Piękne, niebieskie niebo, parę chmurek tu i ówdzie, lekki wiaterek, maszerowało się aż miło. Do czasu, gdy obejrzałem się za siebie:

reg_1a.jpg

Przeciętny turysta w takiej sytuacji dobiega do najbliższego schronienia w przeciągu 20 min. Ja w swojej całej przezornośni zakomenderowałem – ‚naprzód, w stronę niebieskiego nieba, tam nie będzie burzy’.

Dotarliśmy do linii lasu widocznego na pierwszym zdjęciu i otrzymałem jasny sygnał z góry, że jednak w lesie też będzie burza. Cóż pozostało – zawróciliśmy w stronę najbliższego schronienia. Przy wtórze błyskawic i grzmotów, zacinającym deszczu i gradzie, miło spędziliśmy godzinny powrót do samochodu.

Ale przygoda była 🙂

Linux XP alias Przebieraniec

Nigdy nie byłem zwolennikiem udawania przez Linuksa innego systemu. Jak się już ktoś bierze za *nix, to niech wie, że pracuje w Linuksie, a nie w ‚niewiadomoczym, ale prawie jak Windows’ (lub MacOS). Ale cały czas modne jest przywdziewanie Linuksa w szatki rodem z innej bajki. Ostatni krzyk mody – Linux XP.

(więcej screenshotów z koszmaru ZU)

Czemu się czepiam? Nie czepiam się. Ale obiegowa opinia o Linuksie za jakiś czas będzie brzmiała: ‚to takie coś wyglądem jak Windows, ale gry nie działają’.

Dobra płyta

Dawno nie słyszałem dobrej, polskiej płyty. Może dlatego, że nieszczególnie się za nimi rozglądam – utknąłem na starszych przedstawicielach rodzimego grania.

A tu zaskoczenie.

W latach 90siątych pamiętam fascynację mocnym graniem spod znaku Ankh. Nie tyle może ich mocne granie, co wplecenie w aranżację skrzypiec, zainteresowało, zaintrygowało i miło wpadało w ucho. Potem zespół zaczął grać… No nie w moim guście. O wiodących tam skrzypcach zapomniałem i tak było do czasów współczesnych.

Zupełnie niedawno przegrzebywałem ofertę jednego ze sklepów muzycznych w poszukiwaniu przecenionych staroci z lat 70siątych, a tu nagle wyskakuje mi w dziale rock progresywny nowość pt. Jelonek (2007). I pewnie bym machnął ręką, ale polski rock progresywny… Ciekawe. Pech chciał, że nie było sampli do odsłuchania, ale postanowiłem ich sobie poszukać wieczorem na innej witrynie. I zgadnijcie co. Wieczorem pisze do mnie kolega, zapodając linka do filmiku na youtube (dzięki Przemas), i po chwili zaczął przygrywać mi rzeczony Jelonek. A uściślając Michał Jelonek, ze swojej solowej płyty Jelonek. I co lepsze, okazało się, że to ten sam człowiek obsługujący skrzypce w zespole Ankh! (i nie tylko).

Sama płyta jest dobra. Dla mnie, bardzo dobra. Bez żadnych ceregieli z wydumanymi tekstami i naciąganym wokalem, dostajemy do rąk mocne granie, okraszone wspomnianym instrumentem smyczkowym. Promujący ten krążek kawałek ‚BaRock’ jest uniwersalny dla szerokiego grona odbiorców, lecz na płycie znajdziemy o wiele ciekawsze kompozycje. Do mnie najbardziej przemówiły bezkresy wyczarowane doskonałą pracą skrzypiec w ‚Steppe’, czy (a nawet przede wszystkim) rewelacyjna ‚Akka’. Do wyobraźni doskonale przemawiają energetyczne i eksperymentatorskie ‚Mosquito Flight’ i ‚MachineHat’, zagrane z werwą i pomysłem. Płytę kończy mocne uderzenia (jak dla mnie) – ‚Pizzicato – Asceticism’ – świetna, prawie siedmio-minutowa kompozycja, utrzymana w tonie klasyki. W ogóle, na płycie jest kilka utworów, które z powodzeniem można by rozpisać na orkiestrę.

Płyta prawdopodobnie nie odniesie sukcesu komercyjnego. Jest za ambitna (miłośnicy mocnych riff’ów będą się krzywić na skrzypce czy na te kilka utworów na płycie o zacięciu ewidentnie instrumentalno-klasycznym). Poza tym, sukces komercyjny płyty w naszych realiach źle wpływa na przyszły dorobek muzyczny twórców (o jakbym bardzo się chciał mylić).

Jednak w porównaniu do tego co się ostatnio serwuje w naszych komercyjnych stacjach (oglądałem rozdanie Fryderyków… Pominę tę kwestię milczeniem), taka płyta to światełko w tunelu. Że mamy jednak ludzi z głową na karku, talentem i chęcią tworzenia czegoś innego niż POPłuczny dla masowego odbiorcy. Dlatego przyjąłem ten krążek ze sklepu do swojej domowej kolekcji, do czego was też gorąco namawiam (do kupienia krążka, nie do trafienia do mojej kolekcji).

A, strona Michała Jelonka wygląda tak.

OOXML standardem jest i basta

I tak oto straciłem ostatni argument, z którym np. odsyłałem wszystkie listy z załączonymi plikami .doc – ‚proszę przysłać materiały w ogólnoprzyjętych otwartych standardach’.

Ludzie z różnych komisji dobrej woli, opowiedzili się za chęcią posiadania kolejnego standardu zapisu dokumentów. Od przybytku podobno głowa nie boli, tyle, że na starość mogą zacząć się mylić te wszystkie rozszerzenia.

Tak to chęć wspomożenia i poratowania użytkownika, pcha duże firmy do aktów humanitaryzmu i bezinteresowności w działaniu.

Nowy miesiąc, nowy system

Wczesny poranek rozpocząłem jak zawsze. Po przeciągnięciu się i podrapaniu w lewą stopę, podreptałem w kierunku królewskiej samotni, po drodze wduszając przycisk ‚power’ w domku najlepszego przyjaciela człowieka – elektronicznej maszyny liczącej.
Powrót z samotni zakłócała mi natrętna myśl, że ja już taki poranek kiedyś przeżyłem… – ‚Zdecydowanie za dużo ostatnio pracuję’, odpowiedziałem obijającej się mi po głowie ułudzie i przysiadłem się do mojego przyjaciela.

Wymieniliśmy na powitanie login i hasło, po czym przystąpiłem do nieziemienionego od stuleci rytuału. Wpatrujące się we mnie czarną głębią okno terminala zapełniłem zadziornym ‚apt-get update;apt-get -y upgrade’, i siorbnąłem kawy z kubka. Gdy z ustami pełnymi zimnej, tygodniowej kawy, zastanawiałem się co z nią zrobić, przez ekran przebiegły małe literki, wesoło oznajmiając :

Następujące pakiety zostaną zaktualizowane:
MS-Windows-Joker-Edition-core-8.10
1 aktualizowanych, 0 nowo instalowanych, 0 usuwanych i 0 nieaktualizowanych.
Konieczne pobranie 94GB archiwów.
After this operation, 165,5GB of additional disk space will be used.

Ani się spostrzegłem, zadziałało dodane do polecenia ‚-y’ i poleciały ku mnie bajty i kilobajty danych, zapełniając w momencie mój mały dysk. Kabel UTP aż zaskwierczał od przeciążenia i nim kawa z powrotem wylądowała w miejscu zajmującym się szeroko pojętym przechowywaniem napojów, mignął mi przed oczyma błyskawiczny proces instalacji. Głośniki rozdzwoniły się zapamiętam z nocnych koszmarów ‚bing bing blam talala’ i na ekran wskoczyła mi nowa jakość i forma.

Tak oto Windows zagościł u mnie na komputerze. Nie powiem, na początku wystraszyłem się nieco. Ale niepotrzebnie.
Nowy system bezbłędnie wykrył mi istniejące na dysku zagrożenia bezpieczeństwa i bez niepotrzebnego zawracania mi głowy, pozbył się ich w mig (- ‚Revenge of Linus’ found -> Isolated -> Killed -> Deleted -> Cleaned -> Burned). Pokazało mi się na pulpicie mnóstwo nowych, ciekawych ikonek. Rozwinęły się przede mną nowe możliwości w postaci konfigurowania usług jakie oferował nowy mieszkaniec mojego komputera. Wszystko było nowe, lśniące, pachnące przypalanym na mękach procesorem. Pamięć pękała w szwach – moja i mojego elektronicznego druha. Wszystkiego było tak wiele, tak nagle, tak niespodziewanie, tak zaskakująco…

Że aż się obudziłem.

Zza zmuszonej do wysiłku powieki, moje jedyne chwilowo czynne oko wychwyciło godzinę i datę na budziku. 1 Kwietnia. Że też się jeszcze kogoś żarty trzymają, w takich czasach…

Translate »