przystajnik

Monthly Archives: Kwiecień 2007

Precz z tradycją, niech nie będzie niczego

Za Gazetą Wyborczą :

Działacze beskidzkiej LPR żądają, by mieszkańcy Skoczowa przestali w Wielki Piątek wodzić Judosza. – Ten okultystyczny zwyczaj godzi w wartości chrześcijańskie – mówią

Ciekawe, czy działacze pilnujący wartości chrześcijańskich biegali w Wielką Sobotę z jajkami do święcenia, jak nakazuje pogański zwyczaj czczenia w ten dzień ognia, wody, ziemi, symbolizowanych przez jaja i rośliny.
Może jednak urządzili wiec przed kościołem, w imię obrony wiekowej tradycji chrześcijańskiej, która jest zanieczyszczana pogańskimi wpływami, datami, obrządkami i rytuałami.
A Wigilię to chyba w ogóle wykreślili ze swojego kalendarza, jako święto aż nazbyt zbieżne z pogańskim zwyczajami świętowania przesilenia zimowego, czy rzymskimi Saturnaliami.

Ale nas ci poganie podeszli …

Dla tych co tęsknią za konsolą

Gdyby ktoś po zaktualizowaniu Upstart’a do wersji 3.8 zauważył dotkliwy brak dostępu do konsoli po kombinacji ctrl+alt+f1-fX, niech nie panikuje.
Winę ponosi zmiana w konfiguracji plików opisujących zadania dla Upstart’a. Zaglądamy do /etc/event.d/, powinniśmy tam mieć pliki o nazwach tty1 do ttyX. Otwieramy zatem tty1 i może on wyglądać np. tak :

# tty1 – getty

start on runlevel-2
start on runlevel-3
start on runlevel-4
start on runlevel-5

stop on shutdown

respawn /sbin/getty 38400 tty1

Kluczowa jest tutaj ostatnia linijka. W nowej wersji, 3.8 powinna ona wyglądać tak :

(…)
exec /sbin/getty 38400 tty1
respawn

Poprawiamy, wpisujemy w terminalu start tty1 i o ile tylko to stało na przeszkodzie, pod ctrl+alt+f1 mamy możliwość zalogowania się do konsoli.

Fajnie, co.

Kolejne zwycięstwo Janosika

Miałem o tym pisać wczoraj, ale tak się zachłysnąłem tą wiadomością, że aż dopiero dziś się pozbierałem …

A chodzi o długoletni proces Sergiusza Pawłowicza z ZUS’em o udostępnienie specyfikacji technicznej KSI MAIL, który to protokół jest używany do przesyłania danych z Płatnika do ZUS’u. Kolejny etap tego procesu, którym była apelacja ZUS’u, też zakończył się pomyślnie dla twórców Janosika. Sąd oddalił apelację i to oznacza, że utrzymał w mocy wcześniejszy wyrok, który nakazywał ZUS’owi udostępnić specyfikację techniczną KSI MAIL. To tak pokrótce.

Na vagla.pl pełniejszy opis tego całego sądowego zmagania, ja sam nie będą prawnikiem, nie potrafię tego tak ładnie ująć w paragrafy…

Cała sprawa rozbija się o to, że ZUS nakazując przesyłać dane Płatnikiem, przymusił większe i mniejsze firmy jak i wszystkich innych do używania systemu Windows. Z racji, że od początku istnienia Płatnika nie stworzono wersji pod alternatywne systemy, twórcy Janosika postanowili załatać tę wyrwę w autostradzie informacji spływających do ulubionego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Wszystko byłoby może pięknie i sympatycznie, gdyby nie kłody jakie zaczęły się pojawiać po drodze, w postaci choćby protokołu KSI MAIL.

Finał jest taki, że już niedługo powstanie wolny, otwarty zamiennik dla Płatnika, dzięki czemu spadnie popyt na zakup wiodącego systemu operacyjnego. Tak na marginesie, dziwi mnie, że Centralne Biuro Antykorupcyjne nie zainteresowało się tym zmuszaniem podmiotów do użytkowania konkretnych rozwiązań programistycznych w postaci systemu operacyjnego, płatnego, jakby nie było.

Dzień książki

Dziś mają święto wszystkie zebrane przeze mnie woluminy. Nie omieszkałem im złożyć życzeń, jak to wypada zrobić w dniu 23 kwietnia, będącym Światowym Dniem Książki.

Jedynym zgrzytem hucznych uroczystości, była definicja owego świątecznego dnia, która w rozwinięciu brzmi – Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Książki to rozumiem, ale mieszane uczucia mam z prawem autorskim. Co tu świętować – całe zamieszanie które wynika z nadinterpretacji takich praw, mnie bynajmniej nie warunkuje do sympatycznego myślenia o doklejonym do książek jubilacie tego święta.

Tak czy owak, chodzi jednak o to, aby czytać, co też wbrew pozorom czynię.
Ostatnio promocyjnie dorwałem książkę-ciekawostkę „PRL – czas nonsensu”, którą przeglądam przy śniadaniu. Że wartość artystyczna uboga ? Ale kto nie lubi plotek, ploteczek i zestawienia ciekawych faktów.
Poważniejszą lekturę zapewnił mi na długi czas znajomy – od czego w końcu ma się przyjaciół. Obdarzył mnie (pożyczył) opasłymi tomiszczami cyklu „Inny Świat” Tad’a Williams’a.

Niech się święci …

Niech się drogi pną pod progi …

… a stadionów mury niech zasłonią góry … Innymi słowy, ciekaw jestem, na ile wystarczy szumnych haseł, a ile i jak zostanie zrobione w celu organizacji Euro 2012. I czy ktoś da gwarancje, że drogi i stadiony nie rozsypią się po 2012 roku. Arcy-fanem futbolu nie jestem, ot lubię popatrzeć, gdy już idzie stawka o jakieś ważne trofea, to i na eurozawody patrzę. Boję się jednak kompromitacji organizacyjnej i ogólnie – przygotowawczej, mając w pamięci jak to u nas się potrafi najprostszą sprawę skomplikować.

Mówi się już o pierwszym problemie – jakoby brakuje rąk do pracy. No a kto ma pracować, jak wszyscy są po studiach.

Trzeba zamknąć uczelnie, będą ręce do pracy 🙂

ROX, RAW i Reszta

Człowiek w swym lenistwie zawsze będzie dążył do zmiany swego otoczenia tak, by było mu posłuszne i uległe. Kiedy dawno temu decydowałem się na używanie Rox-filer’a, w miejsce Nautilusa, podążyłem w zgoła innym kierunku niż przewiduje teoria rozwoju lenistwa. Przestały mi się automagicznie pojawiać ikonki na pulpicie, okienko z listą plików pozbyło się paru udogodnień.
Ale było i jest mi dobrze z Rox’em. Rozumiemy się nieraz bez słów i jest on mi prawą ręką na moim desktopie.

Ale pierwszy zgrzyt pojawił się wraz z przybyciem na komputer plików .orf z mojego aparatu. Na początku w zupełności wystarczyło kliknięcie i prosta edycja pliku w Ufraw’ie. Potem wtyczka do Gimp’a. Następnie Rawtherapee i Lightzone. Wszystko pięknie i cudownie umożliwiało mi obróbkę konkretnego pliku RAW z rozszerzeniem .orf. Ale chciałem więcej, więcej … Bo i coraz więcej plików .orf pojawiało się w moich katalogach, gdy wróciwszy z pląsów po okolicy potrafiłem przegrywać na dysk 100 – 140 plików zdjęć. Problem pojawiał się przy próbach selekcji. Innymi słowy – brakowało mi przeglądarki, która szybciutko pokazałaby mi miniaturki efektów mojego szału naciskania spustu migawki. Tak, bym mógł sprawnie posłać w /dev/null te dzieła, których zasadności i piękna sam nie rozumiałem ( F-Spot i inne to nie dla mnie ).

Postanowiłem zatem, że to ROX będzie mi te miniaturki tworzył i wyświetlał. Jednak przeszukanie sieci ujawniło ponury stan rzeczy – nikt do tej pory nie próbował usprawnić ROX’a o taką funkcjonalność jak wyświetlanie miniatur plików RAW. Cóż, nie pozostało nic innego, jak tylko … coś wymyślić. Z tym odkrywczym postanowieniem wziąłem na warsztat MagickThumbnail. MagickThumbnail stworzył Guido Schimmels, a wersję 0.5.2 poprawił i upublicznił już Janek Kozicki.
Co robi ów magik ? Po prostu, we współpracy z ROX-filer’em wyświetla miniaturki wielu plików. Niestety, ciągle nie RAW’ów, a to dlatego, że tworzeniem miniatur zajmuje się ImageMagick, a plików .orf i innych to on jeszcze nie potrafi obsłużyć. To koniec ?

Niekoniecznie. Szybki rzut okiem w źródła, poprawki tu i ówdzie, przeedytowanie obsługiwanych typów, zaprzęgnięcie do roboty Dcraw’a i łubudu. Działa.

RawThumbs in akcja

Ale co tak naprawdę się zdarzyło ? Żadne cuda, żadne dziwy. Po prostu zmieniłem komendę, którą MagickThumbnail wykonywał dla wygenerowania miniaturki. Dodałem uruchomienie polecenie ‚dcraw -c -e -q 0 nazwa_pliku‚ i posłałem wynik tegoż prościutko do polecenia ‚convert‚. Oprócz tego, aby generator miniatur zachowywał się jak należy, poprawiłem plik AppInfo.xml i wstawiłem tam odpowiednie typy MIME, jak też w magic1.xml skojarzyłem konkretne MIME z konkretnym rozszerzeniem.

Miłośników ROX’a może nie ma zbyt wielu, ale może komuś się to przyda – oto wytworzony przeze mnie RawThumbs 0.5.1.1.

Jak tego użyć ? Rozpakować, najlepiej do ~/Apps, wejść doń z okienka ROX’a, kliknąć w RawThumbs, zainstalować obsługę wybranych rozszerzeń. I tyle.

Rzecz jasna, mogą zdarzyć się różne nieprzewidywane kłody i potknięcia. ‚Dcraw -e’ użyty przez mnie, ma za zadanie odczytać zapisany w RAW’ie podgląd zdjęcia ( .jpg lub .ppm, zależy od aparatu ). Dlaczego podgląd ? Bo to szybszy sposób niż dekodowanie całego zdjęcia. Jeżeli zatem Twój aparat nie zapisuje podglądów, będziesz musiał sobie zmienić tę opcję w magickthumb.py. Inna sprawa, to typy plików – sprawdzałem tylko .orf i .pef, bo takie miałem. Dodałem jeszcze parę innych, wydaje się, popularnych rozszerzeń plików RAW. Jeżeli brakuje wśród nich tego z jakim Twój aparat zapisuje swoje zdjęcia, możesz sam dodać odpowiednie linijki. Sprawdź plik AppInfo.xml i magick1.xml – wzorując się na wpisach dla innych rozszerzeń dodaj swoje własne. Ty też możesz zostać hackerem 🙂

Jak to załatwiają mężczyźni

W sieć gruchnęła tajna notka, którą wysłał pan Bill Gates. Że to nieładnie czytać cudzą, zastrzeżoną korespondencję ? Cóż, może macie rację, ale kto powiedział, że na tym świecie są przestrzegane jakieś normy moralne, szczególnie gdy zapoznamy się z treścią owego listu ?

A w liście (datowanym na rok 1999) pan Gates zastanawia się, czy by nie wprowadzić rozszerzeń do ACPI, tak, by działały tylko z systemem Windows i z żadnym innym. A potem takie rozwiązanie opatentować.

To normalne ? Pewnie tak, w tumulcie walki z konkurencją różne chwyty się stosuje. Ale firma pana Gates’a została okrzyknięta objawieniem wieku i najważniejszym mentorem rozwoju informatyki. W zestawieniu z ‚ich’ metodami i rozumieniem postępu …

Czujecie tę woń zgnilizny ?

„From: Bill Gates
Sent: Sunday, January 24, 1999 8:41 AM
Jeff Westorinon; Ben Fathi
TO: Carl Stork (Exchange); Nathan Myhrvofd; Eric Rudder
Cc:
Subject: ACPI extensions

One thing I find myself wondering about is whether we shouldn’t try and make the „ACPI” extensions somehow Windows
specific. If seems unfortunate if we do this work and get our partners to do the work and the result is that Linux works great without
having to do the work. Maybe there is no way Io avoid this problem but it does bother me.
Maybe we could define the APIs so that they work well with NT and not the others even if they are open.
Or maybe we could patent something related to this.”

Debian 4.0 Etch

Nie byłbym prawdziwym debianowcem, gdybym nie odnotował faktu pojawienia się oficjalnej wersji Debiana 4.0 Etch. Odnotowuję, a jakże, z świątecznym co prawda poślizgiem.

Co można odnaleźć w tym wydaniu ? Na pewno, pierwsze co się rzuca w oczy, to graficzny instalator. A potem to jak leci, same nowości – rezygnacja z XFree86 na rzecz Xorg’a 7.1, co z kolei przyniosło ze sobą możliwość włączenia do wydania Compiz’a. Z innych spraw mamy kernel 2.6.18, OpenOffice.org 2.0.4, KDE 3.5.5a, GNOME 2.14, Xfce 4.4, Firefox 2.0.0.3, Thunderbird 1.5, Beagle, Banshee, F-Spot, GCC 4.1 w roli podstawowego kompilatora, libc 2.3.6 i tak dalej i tak dalej.

‚Woooow’ zakrzykną ci, którzy utknęli na poprzednich wydaniach Debiana i nie aktualizowali systemu z parę miesięcy/lat (sic!). ‚Aha’, mrukną ci, którzy i tak korzystają z repozytoriów unstable/experimental.

Ale ważne, że coś się w światku dzieje. Jak na ten przykład wybór nowego lidera projektu, którym został (liderem, nie projektem) Sam Hocevar. Wszystkiego dobrego, Sam.

RawTherapee 2.0 – rewolucja

Program RawTherapee to pomocna dłoń przy obróbce plików RAW (zdjęć z aparatów fotograficznych zapisanych w tym formacie). W wersji 1.1 program był bardzo wolny, rozwalał się po pamięci, działał wybiórczo, zrobił dobre wrażenie mnogością opcji, ale korzystać się z niego nie dało.

Ale nadeszła wersja 2.0. I wszystko zaczęło działać inaczej – sprawnie, szybko, efektownie, a sam program połyka około 110 – 150 MB naszego RAM’u, co przy obróbce obrazu jest jak najbardziej do przyjęcia.

Program jest naprawdę nową jakością w darmowych rozwiązaniach tego zastosowania dla Linuksa. Zauracza mnóstwem opcji, przydatnych przy obróbce zdjęć i spotykanych w komercyjnym sofcie. Mamy zatem niemal standardowy balans bieli, korektę ekspozycji, aż po bardziej wymyślną kontrolę nad szumami, wyostrzanie, kadrowanie, kontrola nad cieniami i przepaleniami na zdjęciach, itp. Może doskwierać brak wywoływania/konwersji za jednym zamachem do .jpg/.png/.tiff całych katalogów ze zdjęciami, ale do tego to akurat można przywyknąć. RawTherapee generuje wysokiej jakości efekt końcowy, a o czym autor zapewnia też na swojej stronie, przyrównując swój przerobiony algorytm EAHD do wyników pracy różnych programów, w tym komercyjnych.

Jaka jest przewaga tego programu nad innymi rozwiązaniami ( Ufraw+Gimp, Lightzone, Rawstudio itp ) ? Cóż, każdy użyje programu, który mu bardziej będzie pasował – jednak szukając zaawansowanych opcji panowania nad obrazem, proponuję od razu udać się po RawTherapee 2.0. Ze strony można pobrać binarki wersji linuksowej – rozpakowujemy (choćby do domowego katalogu), wchodzimy doń, i uruchamiamy ‚rt’.

I gwoli ścisłości, bohater tego opisu to _NIE_ mała i szybka przeglądarka, tylko specjalizowany program od obróbki RAW’ów.

RawTherapee

Feisty z ShipIt ?

W oczekiwaniu na zamówione kiedyś tam płytki z Ubuntu 6.06 (zamówione w nadziei, że przyślą Ubuntu 6.10), zajrzałem sobie na ShipIt. Dowiedziałem się, że request’a mi odrzucono (nosił wilk razy kilka…), ale były i dobre wieści :

We’ll be back in a few days, shipping Ubuntu 7.04 (Feisty Fawn) CDs.

Wynikałoby z tego, że po pojawieniu się Feisty Fawn’a będzie można go otrzymać na oryginalnych CD od Canonical’a !

Pierwszy w kolejce, jakby co … 🙂

RTF RFC

Dostałem dziś list od znajomego. Nie papierowy, takie to mi tylko instytucje dbające o stan moich finansów przysyłają (a raczej zabiegające o ten stan). Normalny, zwykły e-mail otrzymałem. Przeszedłbym nad nim do porządku dziennego, ale zaatakowała mnie reklama doklejona w tej wiadomości (znajomy korzysta z darmowego konta) :

Nawet 50MB w jednym mailu >>> http://link.taki.jeden.do.darmowych.kont/f19e7

Zastanowiłem się nad owym 50MB. Pół biedy, gdy ktoś korzysta z interfejsu WWW do pobierania załączników i czytania wiadomości. Ale gdy ktoś jak przykazano ciągnie pocztę przez POP3, to w przypadku takiej wiadomości pewnie rozpatrywałby w krwawych barwach przyszłość znajomego który mu to wysłał.
Fakt, może to tylko moje przewrażliwienie. Co to jest 50MB w jednym e-mail’u, sądzę, że konkurencja zmusza innych dostawców darmowych kont pocztowych do licytowania się tą wielkością. 200MB, 300MB w jednym e-mail’u ! Przy obecnych szybkościach łącz internetowych ściąganie poczty 4 – 6 min. przy 50-sięcio megowym załączniku może być jeszcze do zaakceptowania. Zakładając, że ktoś ma łącze na pułapie 2Mb/s.
Ale co wtedy, gdy ktoś stwierdzi, że podzieli się ze znajomymi fajnym filmikiem. I *baach* rozsyła rzeczone 50MB do kilku osób. Pół biedy, gdy ktoś ma konto na tym serwerze, przez który jest to przesyłane. Pół biedy, gdy czyjaś skrzynka w świecie przyjmie ten plik. Pół biedy, gdy ściągający pocztę wie, że ktoś mu miał podesłać ów materiał. A co z resztą ?
Poszperałem za RFC w sprawie rozsyłania poczty. Wiele strony zawiera swoje modyfikacje netykiety w sprawie poczty. Większość nie uwzględnia wielkości załączników. Ale oficjalne RFC 1855 sugeruje załączniki rzędu … 50 KB. Co prawda, data tego RFC jest równie archaiczna, jak owa wielkość – 1995 rok.

Gdyby przyjąć odpowiedni przelicznik, który przy upływie 12 lat od opublikowania tego dokumentu mógłby wynosić iloczyn wartości początkowej (50KB), upływu czasu (12 lat) i zmiennej określającej przyrost prędkości łącz w każdym roku ((górna granica-dolna granica)/lata (2048 Kbps-56 Kbps)/12, przy założeniach że w 1995 roku 56Kbps to była norma, a obecnie norma wynosi 2Mb/s) :

Wielkość załącznika = 50KB * 12lat * ( 166Kbps/8 ) = 12450KB/1024 = 12.16 MB

(166Kbps/8 – przeliczamy Kbps na KB/s)

Wynika, że po latach rozwoju internetu i przepustowości łącz internetowych, załączniki wg. powyższego wyliczenia powinny oscylować w granicy 12MB, nazwijmy to 12-sto megowej granicy przyzwoitości (i tak uważam, że to za dużo).

Po co te całe wywody ? W zasadzie, nie otrzymuję dużych załączników – utrzymuję kontakty z normalnymi osobami. Ale znam przypadki zapychania serwerów pocztowych w różnych instytucjach, gdy ktoś postanowił wysłać całą płytkę mp3 do znajomego, znam przypadki oburzenia ‚no ile mi ten film ( 200 MB ) będzie się wysyłał’, itp.

Co zatem ?
Czy edukacja netykiety coś pomoże ? Może – ale zwróćcie uwagę na parsknięcie śmiechem, gdy odeślecie kogoś do RFC 1855 i określonych tam 50 KB na załącznik. Ale może warto uświadamiać wszem i wobec, że poczta to nie śmietnisko na fajne filmiki, teledyski, płyty zespołów. No ale co można zrobić, gdy ktoś lubi, a nie potrafi inaczej ?

Promować FTP ? Czemu nie. Promować serwisy WWW do zamieszczania filmów, zdjęć, mp3 ? Czemu nie.

Zwykle najnormalniejszy zdrowy rozsądek pomaga umiejętnie korzystać z internetu i pozwala innym czynić to samo.

Translate »