przystajnik

Monthly Archives: Marzec 2007

Kuszenie

Oj, ciężki żywot człowieka, który ma jakieś hobby. Ciężki dla jego kieszeni.

DCR-250, ale identyczne jak MSN-202Stałem się mimowolnie i mimochodem testerem fajnego ustrojstwa o nazwie Raynox MSN-202 (dzięki Przemas !). Jest to soczewka z uniwersalnym (snap-on) montowaniem na obiektywy o średnicy filtra 52-67mm. Do czego ta soczewka ? Ano, do pstrykania przysłowiowych komarzych jaj. Wg. informacji znalezionych w sieci, MSN-202 powiększa obraz x11 (‚mniejszy’ brat, DCR-250 powiększa ok. x3.8 ), co pozwala niemal z mikroskopowym zbliżeniem uwieczniać przeróżne przedmioty i naturę. Istotne jest tutaj również to, jaką ogniskową dysponuje obiektyw na który zakładamy tę uprząż. Ja testowałem najpierw ze swoim tele, 40-150 mm i gdy zerknął w wizjer i udało mi się złapać ostrość, nie wiedziałem gdzie się znalazłem (celowałem w mały kaktusik na oknie). Zbliżenie przy ogniskowej 150 mm po prostu powala. Nie ma kaktusa bez kolców, rzecz jasna, a co za tym idzie złapanie ostrości i jej utrzymanie graniczy z cudem (nie działa AF i trzeba ostrzyć ręcznie). Ze statywem zabawa robi się nieco bardziej stabilna i przewidywalna, ale i tak trzeba wykazać się cierpliwością i dobrym oświetleniem obiektu.

Tak zatem, pobiegałem dzień cały z zatkniętym na obiektywie Raynoxem, pstrykając co mi podlazło pod lufę. Fascynujące, aczkolwiek męczące momentami. Ostrość na obiekcie można złapać przy zbliżeniu się na 1 – 4 cm, wyobraźcie sobie teraz pracę w plenerze w trawie 🙂

Na drugi dzień przypomniałem sobie, że mam drugi, krótszy obiektyw, 14-45 mm. I tu zaskoczenie. Zaczął mi działać AF, zbliżenie nie było takie gigantycznie jak w przypadku tele, ale zdjęcia ze wszech miar podchodzą pod kategorię makro. Pojawiła się nieco większa głębia ostrości i Raynox przestał był przystawką dla snobów pstrykających włoski na nóżkach much.

Zabawa na deszczowe wieczory przednia – graty w mieszkaniu stają się przy takim zbliżeniu nieodkrytym światem i obiektem do uwieczniania. I tu docieramy do tytułowego kuszenia … Kupić nie kupić …

kaktusik10groszywkładzik

Hall of the Mountain Grill

Hall of the Mountain GrillTytułowy album ( wydany w 1974 roku ) niedocenianego Hawkwind to rzecz uczciwa.

To uczciwe dopełnienie wieczoru, gdy w ciszy pozbawionej natłoku dźwięków cywilizacyjnych można usiąść naprzeciw dobrego zestawu stereo, zamknąć oczy i wydostać się na zewnątrz z przelatującymi wokół nas dźwiękami, które zabiorą nas w arcyciekawą wędrówkę.
Od onirycznej atmosfery zasnutej dusznymi riffami gitarowymi, przez budujące partie smyczkowe, by ponownie zanużyć się wraz z niemal mantrycznym rytmem w poszarpaną dystorsjami i przesterami przestrzeń, osnutą na niciach wysokich tonów elektronicznego ekwipunku podróżników.
A droga jest długa i nie ominie nas chłoszczący szum pyłu gwiezdnego, podmuch startujących silników rakietowych, przelatujące neutrina i wszystko czego siedząc w wygodnie w fotelu nie dane nam było usłyszeć/zobaczyć.

Również fani Motörhead mogą być zaciekawieni, jak zaczynał Ian „Lemmy” Kilmister, który na tej płycie udzielał się na basie ( jak i na kilku innych płytach Hawkwind, do czasu gdy został wyrzucony z zespołu ). Fenomenem Hawkwind jest, że pomimo częstych zmian personalnych, przez wiele lat utrzymali styl muzyki na swoim poziomie, takim ‚hawkwindowski’. Przekleństwem zaś jest to, że wydali dużo, jak nie bardzo dużo materiału. Duża część to słabej jakości kopie z koncertów i wykonań w różnych miejscach – często zamiast kupić dobrą płytę studyjną, można naciąć się na taką ‚odgrzewankę’.
‚Hall of the Mountain Grill’ mogę z czystym sumieniem polecić, nie tylko fanom progresywnego grania – dziś wieczór też się udam na wędrówkę z Hawkwind.

Zepsute freedb.org

Na zamieszanie z freedb.org pewnie nie zwróciłbym uwagi.
Ale w walce z nudą (system działa, wszystko chodzi, no to co by tu …)naszło mnie, aby pozgrywać parę swoich płyt audio do .ogg (kopia oryginału wykonana na potrzeby własne, do odtwarzania na innym sprzęcie niż oryginalny nośnik z hologramem i tak dalej – nawet się nie zastanawiałem, czy to jeszcze legalne). Robota prosta i przyjemna jak się używa Grip’a. Oj, nie dodało mi tagów jak należy. W ruch poszedł Easytag. I tu konsternacja – wyszukiwanie danych płyty w freedb.org nic nie pokazało.
Przez moment zabrzmiał dzwonek ostrzegawczy, że mnie namierzyli z tym kopiowaniem płyt, ale sprawdziłem tu i ówdzie (vide pierwszy link) i sprawa się wyjaśniła. To przypomniało mi, dlaczego jakiś czas temu, gdy bawiłem się Easytag’iem, to zniechęciłem się po kilku próbach wyszukania jakichś płyt.

A tu proszę, sprawa prosta – po prostu funkcjonalność odpytywania freedb.org za pośrednictwem /~cddb/cddb.cgi najzwyczajniej została wyłączona zmieniona. A co z moim ulubionym Easytag ? Na szczęście, nie tylko ja zauważyłem brak reakcji ze strony freedb.org :

1.99.13 – December 10th, 2006 :
===============================
* The manual cddb search was reactivated by using now „gnudb.org” instead of
„freedb.org” as the last service didn’t work,

Z naciskiem na 1.99.13. A tu się okazuje, że w repozytoriach wszędzie Easytag w wersji 1.99.12 (i Ubuntu i Debian). Rozwiązanie ? Alien i paczuszka .rpm okazały się remedium na problemy znudzonego pirata własnych zbiorów audio.

I tak zapewne jest ze wszystkimi programami, które nadal próbują korzystać z freedb.org.

Jeżeli zatem chcecie tagować, zmieńcie w swoich programach serwer z bazą płyt na www.gnudb.org, port 80, ścieżka CGI /~cddb/cddb.cgi.

Jak to mówią, lepiej późno, niż wcale …

Nasze i wasze standardy

Było pewne, że gdy OpenDocument został wyniesiony do standardu ISO, ulubiona firma od wiodącego systemu operacyjnego (i wiodącego pakietu biurowego) nie spocznie na laurach.

Jak postanowili dopaść swój kawałek tortu ? Nietypowo (?) – stawiając naprzeciw OpenDocument opracowany przez siebie MSOOXML. Teraz pozostał jeszcze tylko proces standaryzacji ISO i będziemy mogli cieszyć się kolejnym oficjalnym, rekomendowanym przez wszystkich formatem. Oczywiście, proces ów ma odbyć się w trybie przyśpieszonym.

Czy te fakty determinują stwierdzenie, że MSOOXML będzie/jest formatem złym ? Któż to wie, mało komu udało się przedrzeć przez 6000 (sześć tysięcy) stron opisujących ten twór (dla porównania, 700 stron opisuje OpenDocument). Ciekawe, czy komuś udałoby się wdrożyć wsparcie dla MSOOXML w terminie krótszym niż pół roku (i dlaczego ja mam takie wrażenie, że o to chodzi).

Inni też czują pismo nosem : http://www.ux.pl/about/?page=prasa&info=29.

Od siebie to mogę tylko powiedzieć, że żal mi serce ściska. Jak np. widzę kogoś, kto ze smutnymi oczami prosi mnie o wydrukowanie jakiegoś dokumentu .doc, a ów dokument .doc wygląda na wszystko, tylko nie na to, na co wyglądał w edytorze właściciela smutnych oczu.

Standardy są dla idealistów.

gThumb 2.10.0 i brzydkie słowa

Pojawiła się nowa wersja fajnego programiku gThumb, który lubię i od czasu do czasu uruchamiam, bo mi fajne albumy ze zdjęciami w HTML’u generuje. Moja domyślna przeglądarka to Gqview, bo jest mniejsza, szybsza, ma może mniej bajerów, ale obsługuje pliki RAW ( w wersji 2.1.5 ).

Aż tu patrzę, a nowy gThumb ( 2.10.0 ) ma wsparcie dla plików RAW. Fajnie. Może stanie się, pomimo swojej ociężałości, moją domyślną przeglądarką ?

Ale niestety, nie stał się. Głupia sprawa. Wyświetlenie 30-sięciu 30-stu miniatur plików .orf ( RAW’y z aparatu fotograficznego ) zajęło mu dobre pięć minut. A potem się spostrzegłem, że z partycji /home/ COŚ zdmuchnęło mi 1 GB miejsca. Co jest, do stu zapleśniałych dyskietek….

No tak. Program, aby wyświetlić RAW’y, korzysta, jak mu przykazano z Dcraw’a. I to jest słuszna koncepcja, tylko dlaczego zamiast odczytać osadzane w plikach RAW miniaturki zdjęcia ( .jpg, parę kilo ), konwertuje całego RAW na swoją modłę ?? Mało tego, czego wynik swojej mozolnej pracy zapisuje tak efektywnie zajmując miejsce na dysku ??

W opcjach nie znalazłem sposobu, aby jakoś okiełznać to barbarzyństwo … I w ten oto sposób gThumb pozostanie narzędziem do generowania szybkich galeryjek WWW z fotkami.

Jak to rząd pograł w zielone …

Rząd naszej RP mydlił oczy Unii w sprawie nieszczęsnej autostrady którą byli sobie umyślili przez dolinę Rospudy i się domydlił. Komisja Europejska skierowała tę sprawę do Trybunału Sprawiedliwości, podtrzymując zarzut, iż projekt budowy przez dolinę Rospudy narusza program Natura 2000.

Maniakiem ekologicznym nie jestem, ale wędrując z aparatem tu i ówdzie zauważam, że coraz ciężej o to, aby trafić na obszary gdzie druty nie przecinają mi pięknego krajobrazu, bądź nitka asfaltu nie przebiegała przez piękne tereny. O wszechobecnych oponach, reklamówkach, puszkach, itp nie wspomnę. Taki urok cywilizacji.
Więc słuszne wydaje mi zachowanie dziewiczego terenu, tam gdzie jeszcze jest to możliwe.

Ale z tego wszystkiego, to nasi będą teraz mieli mocny argument w ręce na zarzuty braku rozwoju autostrad w Polsce. ‚Bo Unia jątrzy i się awanturuje, zaskarża i nie pozwala, to jak mamy budować’.

AAC+ i Audacious

Jeżeli ktoś postawił krzyżyk na wyforkowanego z XMMS’a Audacious’a, to może go przekonam do zmiany zapatrywania na ten program ( o ile korzysta z Gnome/XFCE lub podobnych – czyli lubiących GTK2 ).
Głównym argumentem przetargowym jest pojawienie się w wersji 1.3.X ( u mnie 1.3.1 ) obsługi strumieni AAC+. ‚Co z tego’, wzruszą ramionami niektórzy. Gstreamer ( i korzystający z Gstreamera Exaile ) i np. Xine też to potrafią.

Ale lubię programy małe, zwinne, sprytne. Koncepcja molochów multimedialnych mnie nie rajcuje ( vide Amarok, Exaile i pochodne ). Audacious zabiera mi z pamięci komputera około 25 – 35 MB i na to jestem w stanie przystać, jako wieczny orędownik optymalnego wykorzystania zasobów.

A o co chodzi z tym nieszczęsnym AAC+ ? Strumienie chodzące na 40 – 60 kbps z jakością lepszą lub porównywalną niż te same strumienie w MP3 z bitrate’em 128 kbps. Kolejna oszczędność – łącza tym razem 🙂

Oprócz tego, program oferuje sporo wtyczek odtwarzających większość formatów ( jednak, nie tyle, ile mój ulubiony, archaiczny XMMS ). Obsługa skórek, playlist, equalizera, wizualizacje i inne gadżety, które się nie narzucają, a czasem pocieszą oko i są w zupełni akceptowalne i nie przytłaczają głównej koncepcji programu – odtwarzania muzyki.

Skąd i jak instalować tegoż Audaciousa ? JAK NIE CZUJESZ SIĘ NA SIŁACH, NIE KOMBINUJ !

W Debianie skorzystałem z repozytorium VDLinux ( na własną odpowiedzialność ). Dodałem do /etc/apt/source.list :

# audacious
deb http://vdlinux.sourceforge.jp/ experimental audacious audacious-plugins audacious-plugins-ugly mcs libprojectm
# eksperymentalki debianowskie
deb http://ftp.fi.debian.org/debian/ experimental main contrib

Z instalacją wiąże się aktualizacja niektórych bibliotek z głównych repozytoriów Debiana do wersji ‚experimental’ – głównie chodzi o libcairo2, libpango1.0-0, libjack0.100.0-0, libkrb53 ( wymuszamy jakby co przez apt-get -t experimental install nazwa_paczki ). Instalujemy libaudacious5, audacious, audacious-plugins-extra, audacious-plugins-ugly, audacious-plugins.

W Ubuntu można skorzystać z paczek przygotowanych dla Edgy Eft’a : http://mail.atheme.org/~soho/
Ściągamy, instalujemy, uzupełniamy zależności. Może ktoś złoży lepsze paczki ? *wink*

Koniec już bliski

Po osiemnastu miesiącach życia Ubuntu 5.10 Breezy Badger podąża w stronę światła. Oficjalnie zakończy swój żywot trzynastego kwietnia ( sprawdziłem, to piątek ! ), 2007 roku. Od tego dnia nie będą się pojawiały żadne poprawki bezpieczeństwa i aktualizacje pakietów dla wydania 5.10.

Co pozostaje osobom które nadal korzystają z tej wersji ? Udać się np. na forum Ubuntu.pl i poczytać, jak bezboleśnie ( lub prawie bezboleśnie ) zaktualizować swój system do, co najmniej, Ubuntu 6.06 LTS. Jak widać po tej ankiecie, niewielu was już zostało 🙂

Gnome 2.18 oficjalnie

Miłośników integracji desktopu na pewno ucieszy wiadomość, że jest nowy Gnome. Lepszy, bardziej obładowany dodatkami i wsparciem wielu rzeczy, które powinny działać ‚same z siebie’.
Nowe Gnome zagości ( a w zasadzie gości od jakiegoś czasu, jeżeli ktoś korzysta z odpowiednich repozytoriów ) w Ubuntu Feisty Fawn, więc to dobry pretekst, aby zaktualizować swoje systemy, ubunciarze 🙂


Gnome 2.18

Poczytać o nowym wydaniu można tutaj.
Kiedyś pewnie bym skakał i klaskał z radości. Ale od kiedy XFCE mi w zupełności wystarcza, nowe wydania Gnome traktuję jako pamięciożerne ciekawostki 🙂

Moje stetryczałe gderanie nie zmienia jednak faktu, że Gnome bardzo ułatwia życie ( szczególnie początkującym, moje subiektywne zdanie na przekór Linusowi ). O ile ma się odpowiednią ilość pamięci na te wszystkie apleciki.

A gwoli zaspokojenia mojej ciekawości czymś więcej, niż suchym opisem – dalej, VirtualBox, pokaż co potrafisz…

Niech stanie się wiosna

W zasadzie, u mnie już jest – co najmniej od niedzieli, a oto moje własne dowody na to :

wiosna #1

wiosna #2

Pytanie, czy wczesna wiosna to dobrze, czy źle. Mnie nie przeszkadza, bo w końcu mogę się bezstresowo pokręcić po okolicy, nie brodząc w błotnej brei ( choć, na upartego to i takie miejsca się znajdzie ).

A czy u was niedźwiedzie też opuściły legowiska ? 🙂

Coś za darmo od MS ?

Znana i lubiana firma MS zamierza zrezygnować z opłat licencyjnych od standardu graficznego Windows Media Photo. Nowemu formatowi zmieniono już nazwę na HD Photo.
Sam format zapisu to rozwinięcie i próba zmiany popularnego formatu JPG. HD Photo to więcej bitów na kolor ( 16 lub 32 bity, w .jpg 8 bitów ) – co za tym idzie, lepsze odwzorowanie barw i przejść tonalnych, oraz lepsza kompresja ( dwa razy mniejsze pliki niż .jpg ).

Wszystko to wygląda zachęcająco i obiecująco, ale …
No właśnie. Jeżeli w dzisiejszych czasach duża firma daje coś za darmo, to jaki ma w tym cel ? Bo, uderzcie, ale w filantropię przestałem wierzyć mniej więcej w czasie, gdy św. Mikołajem okazał się mój wujek.

W mojej mrocznej wyobraźni rodzi się czarny scenariusz, gdy MS podsuwa i udostępnia wszystkim za darmo nową technologię, po to, aby za dwa, trzy lata ulepszyć format i zacząć go wdrażać na nowych zasadach, lub zmieniając zasady licencjonowania HD Photo.
Firmy i producenci którzy uzależnią się od nowinki, zapłacą niezłe frycowe, które w przełożeniu ekonomicznego trybiku wydrze zwykłym użytkownikom kasę z kieszeni.
Nieszczęściem, mam bujną wyobraźnię. Może np. pan Ballmer wyjść na mównicę i powiedzieć ‚Kradniecie nasz format ! Pozwoliliśmy posiadać, ale nie używać !’. Albo format będzie wolny, ale tylko MS będzie miało wgląd do kodu kompresji. A tu nagle ni stąd ni zowąd, tajemniczy wirus za rok zacznie niszczyć pliki graficzne. Albo powie MS – wy możecie używać wolno formatu, a wy linuksowcy nie.
I wiele, wiele innych wariantów, które przy stopniu wiarygodności MS moja podświadomość generuje bez zahamowań.

A może się okazać, że wszyscy zaczną krzyczeć ‚Prowokacja, prowokacja !’, a MS po prostu udostępni format, uczyni go wolnym, wszyscy zaczną używać, pliki graficzne staną się bardziej kolorowe i mniejsze objętościowo. I tyle. Wszyscy będą szczęśliwi.

Czego sobie i wam życzę.

Niech się święci

Czy coś wam ta data mówi ( 8 marca ) ? Jeżeli nie, to znaczy, że zapomnieliście dziś w te pędy polecieć do kwiaciarni, kupić obowiązkowy goździk czerwony i z uśmiechem wyłożyć swej lubej białogłowie formułkę o zdrowiu i szczęściu.

Ja nie zapomniałem, tylko w kwiaciarni nie było jeszcze (!) goździków i święto uświetni inni kwiat, równie szlachetny i z przeszłością.

A całej damskiej części tamtej strony internetu – najlepszego !

Translate »