przystajnik

Archiwum tagów la repozytoria

FractalNow 0.8.1 – nieoczywiste stany pikseli

FractalNow jest przykładem na to, jakie skarby potrafią skrywać nawet podstawowe repozytoria naszych dystrybucji. Programik chociaż leciwy (ostatnia wersja z 2012 roku), wciąż jest użytecznym narzędziem do generowania frapujących układów pikseli. Chodzi rzecz jasna o fraktale a FractalNow potrafi dostarczyć wiele frajdy podczas regulowania ich parametrów.

Ubuntu 16.04 LTS i 10 sposobów na lepszą współpracę

Ubuntu 16.04 LTS powoli staje się faktem, gdyż w dniu wczoraj (14 kwietnia 2016) dystrybucja przeszła w stan „Final Freeze”, a co oznacza, że do 21 kwietnia deweloperzy skupią się nad ostatnimi szlifami nad całością, już bez dodawania nowych funkcji. W ferworze pierwszych instalacji można łatwo zapomnieć o paru podstawowych zasadach, dzięki którym będziemy w stanie przystosować Ubuntu w pół godziny do pełnej i wydajnej pracy. Wystarczy trzymać się nieskomplikowanego schematu.

Z brzytwą na repozytoria

Koncepcja linuksowych repozytoriów z oprogramowaniem przetrwała próbę czasu i z biegiem lat weszła na wyposażenie wszystkich systemów operacyjnych w których możemy decydować o posiadanym oprogramowaniu. Repozytoria (zwane sklepami) spotkamy dziś w Androidzie, iOS, OS X a nawet i w Windowsie. Podczas gdy użytkownicy wiodącego systemu czekali na proste i automatyczne instalowanie programów (a nie ręczne wydłubywanie ich z internetu), całe pokolenia użytkowników Linuksa przez dziesięciolecia walczyły o zgrabne, funkcjonalne oraz graficzne menadżery pakietów. Gdy w zasadzie już każda dystrybucja posiada takie narzędzia w zestawie, okazało się nagle, że… Tak naprawdę wielu osobom szkoda czasu na „klikalne” instalowanie lub usuwanie pakietów z systemu. Trend powrótu do korzeni i obsługa oprogramowania z poziomu terminala nie jest jakimś wyzwaniem, gdy dysponuje się poręczną ściągą z parametrami.

App Grid 0.252 – gdy USC doprowadza nas do zwątpienia

Ponieważ Canonical nie ma konceptu jak wybrnąć z impasu związanego z Centrum Oprogramowania (Ubuntu Software Center), musimy sami ratować się przed tym rozlatującym się truchłem. No dobrze, może to niezbyt wysublimowany epitet, gdyż USC ma się dobrze i działa. Ale jego główne przywary pozostają niezmienne i nic zapowiada poprawy – program jest wolny i w przemijającej stylistyce. Dla średnio zaawansowanych użytkowników to żaden problem, wszak instalowanie oprogramowania za pomocą terminala to bułka z masłem („apt-get install program” i gotowe). Ale co z całą rzeszą początkujących, dla których USC jest źródłem odkrywczej wiedzy o ofercie oprogramowania dla ich systemu? Alternatywą może być inny program podobnego przeznaczenia – np. App Grid.

Weekend z dystrybucją: Korora 21

Korora 21

Korora 21, Fedora 21 – zbieżność nazwa nieprzypadkowa, bowiem to własnie Fedora 21 stanowi podwaliny dystrybucji Korora 21. Koncepcja odwiecznego ulepszania, poprawiania i przyśpieszania wydaje się być nieśmiertelna i za absolut można przyjąć, że nie ma rzeczy, której nie można usprawnić. Podobne założenia przyjęli twórcy Korory, stawiając sobie za zadanie jeszcze bardziej „uczłowieczyć” Fedorę. Na ile podołali temu zadaniu i jak wygląda Fedora na sterydach?

Sztuka użytkowania Linuksa

Gdyby zrośniętym z Linuksem wyjadaczom przyszło odpowiedzieć w krótkich słowach na pytanie „jak używać Linuksa”, zapewne nie jeden by się zająknął, zakrztusił lub przerodził się w niemy znak zapytania. Najtrudniejsze są proste odpowiedzi na proste pytania – i nie inaczej jest z kwestiami jakie mogą trapić początkujących użytkowników Linuksa, dokonujących migracji z wiodących rozwiązań na system który w mediach przedstawiany jest jako ostoja bezpieczeństwa i stabilności. Ich pytania mogą wprawić w zakłopotanie niejednego użytkownika od lat praktykującego z Linuksem. Bowiem dla takich osób wszystkie aspekty użytkowania i obsługi jakiejkolwiek dystrybucji Linuksa są tak oczywiste, że aż trudne do opisania. Czy zatem nie mamy nic do przekazania chcącym rozpocząć nowe życie poza korporacyjnym obszarem wpływów?

Weekend z dystrybucją: Pisi Linux 1.1

Wśród ogromu dystrybucji niewiele jest takich, które mogą pochwalić się autorskimi rozwiązaniami. Jeśli nawet, to są to niewielkie skrypty, konfiguratory lub inne drobnostki ułatwiające życie przeciętnemu użytkownikowi. Jednak niewielu twórców dystrybucji decyduje się na takie kategoryczne rozwiązania jak własny format paczek, własne repozytoria i tworzenie dystrybucji od faktycznego zera. Czy wobec obecnego stopnia rozbudowania Linuksa to ruch szalony? A dlaczego mielibyśmy być dożywotnio skazani na cztery – pięć dystrybucji głównego nurtu i oferowane przez nie sposoby paczkowania programów?

MKVToolNIX 7.2.0 i kaganek oświecenia

W obecnych czasach nie jest łatwo poruszać się i korzystać z bogactwa plików multimedialnych jeżeli chce się pozostać na uboczu własnościowych kontenerów, formatów i kodeków. Powiedzmy wprost, jest to wręcz niemożliwe. Dlatego wizja, aby to właśnie Matroska stała się formatem przyszłości wydaje się być koncepcją słuszną. Jest to kontener do przechowywania obrazu i dźwięku wraz z napisami, menu, w dodatku oparty na otwartych standardach. To na tym formacie bazuje WebM od Google. A teraz dzięki MKVToolNIX sami możemy uporządkować własne archiwa plików wideo.

Deepin 2014.1 rusza na podbój Europy

Zdobywająca przebojem serca użytkowników chińska dystrybucja Deepin 2014.1, po ostatnich aktualizacjach staje się coraz ciekawszym rozwiązaniem zarówno dla tradycjonalistów wychowanych na wiodących systemach, jak też osób poszukujących tchnienia nowoczesności w zmurszałych standardach pulpitów linuksowych. Jednak korzystanie z tego osiągnięcia młodej myśli wizualno – technicznej jest dla wielu osób nieco utrudniona, z racji serwerów obsługujących repozytoriach Deepina. Zlokalizowane są one niemal bez wyjątku na chińskiej ziemi, co owocuje dość powolnym transferem w nasze strony globu. Ale impas został przełamany i pierwsze mirrory Deepina wylądowały jakiś czas temu w Europie, a niedawno do tej listy doszedł kolejny.

LMDE zwolni tempo i zamarznie?

Linux Mint Debian Edition to doskonała propozycja dla każdego, kogo nie pociągają zmiany wynikające z bazowania tradycyjnego Minta na Ubuntu. Dodatkowo, LMDE nieco cywilizował sposób obcowania z repozytoriami testing i experimental Debiana. Mówiąc oględnie, to było spełnienie marzeń o debianowej dystrybucji ciągłej (rolling release). Najnowsze (w miarę) wersje programów bez konieczności reinstalowania systemu co pół roku – któż by tego nie polubił. Niemniej według ostatnich doniesień, na kanwie doświadczeń i pozytywnym przyjęciu decyzji o wydawaniu nowych wersji Minta tylko co wydanie Ubuntu LTS, Clem rozpatruje podobne uproszczenia w LMDE i zawierzeniu tej dystrybucji wydaniom stabilnym Debiana. Czy to dobry pomysł?

Debian GNU/Linux 6.0 zaanonsowany jako LTS

Moda na wydania LTS zatacza coraz szersze kręgi i coraz więcej twórców dystrybucji zapewnia użytkowników o długoterminowym wsparciu swoich dzieł. Ostatnio uczynili to twórcy odpowiedzialni za projekt Debian, czyli jedną z najpopularniejszych dystrybucji, będącą podwaliną pod wiele innych projektów, choćby Ubuntu. Debian GNU/Linux 6.0 Squeeze LTS oznacza ni mniej ni więcej, że wydanie to będzie otrzymywało do lutego 2016 wszelkie wsparcie i poprawki bezpieczeństwa. Jeżeli posiadamy rzeczony system na dysku, to musimy się jedynie upewnić, że będzie potrafił skorzystać z dobrodziejstw takiego wsparcia.

Terminal pogryzł człowieka: scrub

Jakiś czas temu poruszałem już kwestię skutecznego zamazywania zawartości nośnika magnetycznego. Wszystko w celu uniemożliwienia skutecznego odzyskania z takiego nośnika danych, którymi nie chcemy się z nikim dzielić. Wydawać by się mogło, że temat został zamknięty – jest program, wymazuje dysk, nadpisuje zawartość, koniec kropka. Jednak dla koneserów to zaledwie początek tematu, bowiem nawet taki niuans jak schemat danych jakimi nadpisujemy nośnik ma znaczenie. Czego przykładem może być program scrub.

Translate »