przystajnik

Blender, Epic i 1 milion i jeszcze dwieście tysięcy dolarów

Firma Epic Games raczej nikomu nie kojarzy się z OpenSource. Wszyscy wiemy, jaką prasę ma Linux wśród masowych producentów gier. Ciężko również uwierzyć w fakt, że taki Blender jest w kręgu ich zainteresowań. A jednak.

Blender 2.79

W ramach programu Epic MegaGrants wspierane są finansowo różne rozwiązania pozwalające rozwijać silnik Unreal Engine. Dotowani są deweloperzy, twórcy ciekawych narzędzi, artyści ale i firmy oraz instytucje wdrażające UE w ramach przeróżnych projektów. Wsparcie jest liczone wymiernie w dolarach i program wydaje się docierać do szerokiej grupy odbiorców.

Okazuje się, że do tej grupy został też zaliczony edytor graficzny Blender. Projektowi została przyznana dotacja w wysokości 1.2 miliona dolarów. Wsparcie będzie wypłacane w transzach przez najbliższe trzy lata i ma wzmocnić oraz przyśpieszyć rozwój samego edytora jak i jego możliwości.

Tim Sweeney, CEO Epic Games stawia sprawę jasno:

Wolne narzędzia, biblioteki i platforma są krytyczne dla przyszłości cyfrowego ekosystemu. Blender na trwale wpisał się w świadomości artystów i naszym celem jest zapewnienie jego rozwoju z korzyścią dla wszystkich twórców.

To już kolejna inicjatywa OpenSource która otrzymuje konkretne i policzalne wsparcie ze strony komercyjnych producentów. Czy jesteśmy świadkami karmienia deweloperów ochłapami z pańskiego stołu, czy może firmy chcą sprawiedliwie współistnieć i korzystać z dobrodziejstw wolnego oprogramowania? Tak czy owak, znamiennym jest fakt zauważenia czegoś, co przez lata zbywane było pogardliwym prychnięciem użytkowników wiodących rozwiązań. Okazuje się bowiem, że odpowiednio poprowadzone, rozległe projekty o ambicjach przewyższających możliwości inwestycyjne deweloperów też mogą zafascynować współczesnych piewców komercji. 

Post navigation

17 comments for “Blender, Epic i 1 milion i jeszcze dwieście tysięcy dolarów

  1. Marek
    17 lipca, 2019 at 20:55

    Jak nazywa się film widoczny na ekranie Blendera ? i czy go można obejrzeć na Youtube ? 😉

  2. 18 lipca, 2019 at 4:57

    To oczywiście Agent 327. I tak, wszystkie „wolne” produkcje stworzone w Blenderze można sobie gdzieś pobrać lub obejrzeć:

    https://www.blender.org/about/projects/

  3. Artanis
    18 lipca, 2019 at 18:08

    Mam nadzieję, że Blender Foundation wykorzysta to faktycznie na zatrudnienie developerów i rozwój programu, a nie przekaże 50% dotacji na sponsorowanie jakichś wydarzeń LGBT jak to ma w zwyczaju Gnome.

  4. Marek
    19 lipca, 2019 at 12:18

    Dzięki !

  5. Dobrecki
    19 lipca, 2019 at 13:56

    Gdzieś czytałem propozycję żeby zamiast propagowanego skrótu „LGBT”, używać przetłumaczonego – LPTO.
    Znaczy Lesbijki, Pederaści, Transwestyci, Obojniacy.

    Po przemyśleniach uznałem że to może mieć sens. Używanie prawdziwych nazw zamiast lukrowanych, obcojęzycznych skrótów.

  6. Dobrecki
    19 lipca, 2019 at 13:56

    Gdzieś czytałem propozycję żeby zamiast propagowanego skrótu „LGBT”, używać przetłumaczonego – LPTO.
    Znaczy Lesbijki, Pederaści, Transwestyci, Obojnacy.

    Po przemyśleniach uznałem że to może mieć sens. Używanie prawdziwych nazw zamiast lukrowanych, obcojęzycznych skrótów.

  7. Piotr Rychel
    21 lipca, 2019 at 9:45

    Używam Blendera, wspieram miesięczną subskrypcją i czasem coś kupię z ich sklepu. I ciągle jestem pod wrażeniem, jakie to profesjonalne narzędzie i z jaką determinacją je rozwijają. I nie szkoda mi tych paru groszy.

    Przyklejanie im różnych łatek to wynik czego? Frustracji? Nawet gdyby byli zaangażowani w jakieś ruchy światopoglądowe (a nie są), to co?

  8. Piotr Rychel
    21 lipca, 2019 at 10:01

    Próbuję dopasować Twoje słowa:
    „Z racji wykonywanego zawodu i zainteresowań, muszę utrzymywać wyższy niż
    przeciętnie poziom wrażliwości i samoświadomości. Dlatego zwracam
    pilniej uwagę na to co gości w moim umyśle, co mnie otacza i co trafia
    do mojego ciała. Taka robota. ;)”do powyższego wpisu i ni chu*a mi się to nie udaje.

  9. Dobrecki
    21 lipca, 2019 at 23:48

    do powyższego wpisu i ni chu*a mi się to nie udaje.

    Ja też nie wszystko pojmuję na tym świecie. Nie poddawaj się, kombinuj dalej! 😀

    No, ale wyżal się. Napisz co ci się nie podoba w przetłumaczeniu obcojęzycznego skrótu na język prawie polski? Czyżby pozytywna konotacja terminu „LGBT” była ci na rękę, ale już jej rozwinięcie w ojczystym języku ujawniało coś niewygodnego?

  10. Piotr Rychel
    22 lipca, 2019 at 10:26

    Już kiedyś próbowałem się zdystansować do sporów światopoglądowych pisząc, że zaglądam tu, bo interesują mnie programy graficzne. Odpowiedziałeś wtedy, że zaglądasz tu, bo interesuje Cię wolne oprogramowanie. I bardzo dobrze. Wolność jest dobra, ale dla mnie i tylko w świecie wirtualnym, a nie w realu i dla jakiś odmieńców. A skoro tak, to dlaczego nie dorzucić do tego zestawu LPTO schizofreników, cyklistów, wegetarian, kulawych, garbatych, z zespołem Downa, oraz wszystkie nacje z wyjątkiem Polaków?

  11. 22 lipca, 2019 at 13:38

    Ja Was z @dobrecki:disqus pogodzę: proponuję skrót HBT, bo zawiera wszystko (homo-bi-trans).
    Funkcjonujący w mediach skrót LGBT jawi mi się jako taki celowy, medialny omam, trochę tego, trochę tamtego, a w ogóle to jest przecież eldżi na blutusie, więc postęp, technika i innowacja Panie, a do tego jeszcze razem z „rainbow” i nieważne, że zajumaną. ROTFL

  12. Dobrecki
    23 lipca, 2019 at 20:49

    No pewnie że LPTO to twór syntetyczny, medialny. Tylko dlaczego nie nazywać rzeczy po imieniu a bawić się w jakieś „słitaśne”, tęczowe niedopowiedzenia?

    Niech małolata wytłumaczy rodzicom że chce iść na przykład na pochód Lesbijek, Pederastów, Obojnaków i Transwestytów (czyli przebierańców tak naprawdę) …

    Po co ułatwiać deprawację nieletnich używając „słodkich”, zagranicznych skrótów? 😉

  13. Dobrecki
    23 lipca, 2019 at 20:35

    Nie bardzo rozumiem o czym piszesz. Zrównujesz zapalonego rowerzystę z facetem którego większość życia zajmują fantazje o wstrzyknięciu własnego nasienia w kiszkę stolcową innego faceta. Resztę generalizujesz do kompletnie abstrakcyjnych poziomów… Czemu to ma niby służyć?

    Co do wolności, obserwuję zanik pojęcia „wolności” tam gdzie narrację przejmują środowiska LPTO. Pierwsze pada prawo do swobodnej wypowiedzi, ludzie odmiennego zdania od tych mniejszości są po prostu zakrzykiwani i zastraszani. Nawet tu o tym dyskutowaliśmy, choćby tutaj – https://404.g-net.pl/2019/04/przegladarka-brave/

    I nie rozumiem, co masz do Polaków?

  14. Artanis
    24 lipca, 2019 at 19:47

    Nic nie przyklejam. Napisałem tylko, że mam nadzieję, iż kasę wydadzą na rozwój programu, a nie jak Gnome. Środowisko leży i kwiczy, wycieki pamięci, a kasiurę wydają na pierd… zewnętrzne rzeczy. Wybacz, żem śmiał się wypowiedzieć. A zresztą nawet gdybym gdybym był przeciwko angażowaniu kasy na rozwój programu w jakieś ruchy światopoglądowe (a jestem), to co?

  15. Piotr Rychel
    25 lipca, 2019 at 20:58

    Sorry, niepotrzebnie się odezwałem. A już zupełnie niepotrzebnie ad persona. Posypuję głowę popiołem i znikam.

  16. Aspa
    27 lipca, 2019 at 18:10

    Dostrzegłem uśmieszek na końcu twojej wypowiedzi, ale odpowiem ci całkiem na serio, choć znając ciebie w zamian spodziewam się raczej ataku, niż zrozumienia moich argumentów…
    1. Twoja ‚rzeczowa’ propozycja nazwy jest błędna. Choćby z tego powodu, że ‚obojnak’ i ‚osoba biseksualna’ to są dwa całkiem różne, odległe od siebie pojęcia, na gruncie medycznym również. Tłumacząc ‚bisexual’ na polskie ‚obojnak’ dowodzisz tylko własnej ignorancji i do tego wmawiasz wszystkim naokoło, że tak jak ty chcesz rzeczy nazywać – będzie dla wszystkich lepiej.
    2. Osoba transseksualna nie jest przebierańcem. Przebieranie się jest tylko zewnętrzną oznaką psychicznych cierpień, jakie ci ludzie przechodzą. Miałem w szkole podstawowej koleżankę, Darię, która była chłopcem urodzonym w ciele dziewczynki i… bardzo z tego powodu cierpiała. Oczywiście wtedy nic z tego nie rozumiałem – ot, Daria wolała z nami, chłopakami grać w piłkę, na różnych szkolnych ‚balach’ wolała przebierać się za kowboja niż księżniczkę (jak inne dziewczynki), zaś gdy innym koleżankom urosły biusty – jej pojawiał się jedynie na lekcjach w-f (bo wtedy musiała zdejmować bandaże, którymi sobie maskowała piersi…) etc. Tak się złożyło, że spotykałem Darię później, w liceum (choć byliśmy w różnych szkołach) potem w czasie studiów, przez chwilę trenowaliśmy w tym samym klubie sztuki walki. Spotkałem ją też w życiu dorosłym – już jako Darka. Im bardziej była dorosła, tym bardziej cierpiała, a przebieranie się, wcielanie za pomocą fryzury, stroju, zachowania czy wybieranych aktywności w rolę mężczyzny – było dla niej ratunkiem przed depresją, autodestrukcją, zatraceniem… Na szczęście – miała kochających rodziców. Na szczęście – znalazła dziewczynę, która zaakceptowała ją taką, jaką jest i traktowała jak chłopaka, choć to było tylko przebranie. Dziś Darek jest żonaty, ma dorastające dziecko (tak, nie jest jego biologicznym ojcem, ale jest tak zwyczajnie – świetnym ojcem) i jest szczęśliwy. Dla ciebie jego dramat, cierpienia i to wszystko, przez co przeszedł – jest ‚przebieractwem’. Cóż, masz prawo do swoich ocen…
    3. Termin LGBT i jego odmiany powstał w strefie kultury języka angielskiego, gdzie grupy osób, jakie definiuje były dostrzegane, walczyły o swoje prawa i spotykały się ze ZROZUMIENIEM na długo przed tym, gdy Polacy zaczęli dostrzegać, że nie wszyscy są tacy sami. Dowcip polega na tym, że ze względu na specyfikę języka angielskiego i historię tego terminu – ma ów termin zabarwienie neutralne i jest przy tym rozpoznawalny w skali międzynarodowej, w przeciwieństwie do Twojej propozycji przełożenia go na język polski, która będzie zrozumiała tylko dla niewykształconych Polaków (bo wykształceni dostrzegą błędy, o których wspominałem) i negatywnie nacechowana.

    Tak to już jest, że czasem stosuje się nawet głupie bądź nieudolne nazwy pochodzące z języków obcych – przez szacunek do osób, które są tymi terminami określane w jakimś historycznym czy kulturowym kontekście. Weźmy taką ‚dziewicę konsekrowaną’. Językowo – kretyński zlepek polsko-łaciński, łączący fizjologiczny stan posiadania przez kobietę nienaruszonej błony dziewiczej ze szeroko pojętnym sacrum, określający jednak de facto osoby, które – obiektywnie, analizując ich zachowanie – można by najłagodniej określić mianem zaburzonych emocjonalnie… Nasuwa mi się szereg polskich określeń tej grupy kobiet, zabawnych i zapewne obraźliwych – ale w dowolnej dyskusji będę je nazywał dziewicami konsekrowanymi, choć mnie ten termin drażni.

  17. Dobrecki
    28 lipca, 2019 at 22:32

    Specjalnie ze względu na ciebie zapisałem się na kurs/terapię psychoterapeutyczną pt:

    „Jak żyć, będąc cały czas w błędzie”?

    Ale siłą rzeczy, na odpowiedź będziesz musiał trochę poczekać. Przynajmniej aż go ukończę.

    A póki co, przesyłam ci za poradą prowadzącego „różany odkurzacz” i dużo energii miłości! Aloha! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »