przystajnik

Cindy jak się patrzy, czyli Linux Mint Debian Edition 3

Ile to już razy słyszeliśmy, że Debian nie nadaje się na pulpit. Wiekowe rozwiązania w jego wersji stabilnej (obecnie Debian 9 Stretch) są po prostu daleko w tyle za oczekiwaniami użytkowników desktopu. Wersja niestabilna (Debian Sid) wymaga wzmożonej uwagi podczas przełomowych aktualizacji i zmian w koncepcji współistnienia usług i pakietów. A jednak to właśnie Debian jest obierany jaka baza dla wielu dystrybucji. Niektórzy przewracają go do góry nogami po swojemu (Ubuntu) a niektórzy próbują po prostu okiełznać do formy strawnej przez zwykłego użytkownika. Tak jak Linux Mint Debian Edition 3.

LMDE 3

Gdy kilka lat temu Clem Lefebvre obwieścił światu powrót do źródeł i stworzenie obok mainstreamowego Minta równoległej wersji ale z pominięciem zależności od Ubuntu, wiwatom nie było końca. Oczywiście jako fundament tej koszernej dystrybucji wybrano Debiana w wersji stabilnej. Ambitny plan jego (Debiana) uwspółcześnienia i zintegrowania z dodatkami od twórców Minta rozbudził wyobraźnię wielu osób. I tak oto wraz z upublicznieniem LMDE 3 Cindy doczekaliśmy się zmaterializowania się części tych marzeń.

Tak jak można wywnioskować z powyższego, LMDE stara się powielić udane rozwiązanie ze standardowego Minta. Czyli zbudowanie na wersji LTS (w tym przypadku Stable) systemu który otrzymuje poprawki bezpieczeństwa (ale nie bazowych pakietów) i utrzymanie we współczesnej wersji środowiska Cinnamon i innych komponentów stworzonych przez deweloperów tej dystrybucji. Taki pomysł na dystrybucję niemal ciągłą stara się zadowolić obydwa obozy użytkowników Linuksa. Poszukujący nowości otrzymują co jakiś czas nową wersję środowiska i narzędzi. Zwolennicy stabilności mają pod ręką zawsze niezawodnego Debiana. Co odróżnia LMDE od Minta to brak wydań point release. Nową wersję systemu determinuje harmonogram wydań stabilnego Debiana.

Pojawiły się już poradniki jak zaktualizować nasze LMDE 2 do wydania 3. Oczywiście w dziale Download na stronie projektu znajdziemy najnowszą wersję obrazu instalacyjnego ISO. Zawierają one wersję oczywiście ze środowiskiem Cinnamon. Jest to flagowe środowisko tej dystrybucji i nie są planowane wersje z innymi rozwiązaniami – wszystko w imię uproszczeń i skupienia się na konkretnych rozwiązaniach.  

Post navigation

34 comments for “Cindy jak się patrzy, czyli Linux Mint Debian Edition 3

  1. pavbaranov
    3 września, 2018 at 9:46

    „… Linux Mind…” ? Maybe in mind…
    „…wymaga zmożonej uwagi podczas…” Także wzmożonej podczas pisania.

    Ale doprawdy co wspólnego ma Debian Stable + Cinnamon pod szyldem Minta z „niemal ciągłą” dystrybucją, to pewnie nawet sami twórcy obu dystrybucji nie wiedzą, albowiem jedna i druga jest totalnym zaprzeczeniem dystrybucji ciągłych. Także tych „niemal”.

  2. K
    3 września, 2018 at 10:16

    „Gdy kilka lat temu Clem Lefebvre obwieścił światu powrót do źródeł i stworzenie obok mainstreamowego Minta równoległej wersji ale z pominięciem zależności od Ubuntu, wiwatom nie było końca. Oczywiście jako fundament tej koszernej dystrybucji wybrano Debiana w wersji stabilnej.”

    No autorze, aleś poleciał po bandzie 😉
    Pomysłodawcą i autorem LMDE (jeśli mnie pamięć nie myli – a twój artykuł to wyraźnie sugeruje) był nie kto inny tylko Ikey Doherty, twórca i pomysłodawca Solusa. LDME1 miał być urzeczywistnieniem pomysłu na „Constantly Usable Testing”. Ze względu na kłopoty oraz ogrom pracy, Ikey powiedział „nigdy więcej deb” 🙂 postanowiono w LMDE2 przejść na stable. Drogi autorze, Ty doskonale o tym wiesz, wystarczy spojrzeć na Twoje poprzednie wpisy tyczące LMDE 😉

  3. 3 września, 2018 at 10:39

    Mind 🙂 Tego się po sobie nie spodziewałem 🙂

    Jeżeli chodzi o wystrój dystrybucji, to komponenty autorskie twórców Minta są pod ciągłą opieką. Są one aktualizowane wraz z pojawianiem się ich nowych wersji. Dlatego niemal ciągłość jakaś jednak jest.

  4. 3 września, 2018 at 10:46

    To nie do końca tak. Ikey owszem, kombinował ze „niestabilnym i ciągły wydaniem stabilnym”, powołał do życia SolusOS, ale jak piszesz – poniechał pomysłu i zresetował całość pod szyldem już systemu Solus – który nie ma już nic wspólnego z Debianem.

    Natomiast wątpię, żeby Ikey dopingował Clema do podjęcia decyzji w sprawie LMDE. Może Clem odpatrzył koncepcję, nie wiem – faktem jest, że LMDE ukazuje się regularnie i doczekało się wersji „używalnych”. Historia SolusOS zaplątała się i pogmatwała na etapie koncepcji i realizacji.

  5. K
    3 września, 2018 at 10:49

    Hhmm…. https://404.g-net.pl/2016/06/weekend-z-dystrybucja-solus-1-2/
    „Ikey Doherty od lat angażował się w przeróżne inicjatywy linuksowego świata. Udzielał pracując na rzecz Linux Mint, LMDE (Linux Mint Debian Edition) to oryginalnie jego dzieło.”
    Twoje słowa … 🙂

  6. 3 września, 2018 at 11:02

    Ok, cofam moje haniebny słowa zaprzeczające dokonaniom Ikeya. On przecież był zatrudniony przy tym projekcie (Mint) na pełen wymiar godzin. Uprzedzając docinki, suplementy diety poprawiające pamięć już zamówiłem 🙂

  7. K
    3 września, 2018 at 11:24

    Nie chodzi o docinki, czy jakąś bezsensowną krytykę. Po prostu wszystko odnośnie historii LMDE jest na Twoim blogu.
    Swoją drogą jest to świetna robota. Odwiedzam go od wielu lat. Lubię Twoje „lekkie pióro” i poczucie humoru. Życzę wielu wspaniałych artykułów i oby „ta perełka” polskiej sceny linuksowej trwała jak najdłużej 🙂

  8. pavbaranov
    3 września, 2018 at 11:28

    @salvadhor:disqus – No nie udawaj, bo tego się po Tobie nie spodziewałem. W przypadku np. Kubuntu – też (obecnie) otrzymujemy szybciej lub później upstreamowe poprawki dla Plasmy, ale nikt nie powie, że ta dystrybucja ma cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek postacią dystrybucji ciągłej. W LMDE otrzymujemy to co dostarczają repozytoria stabilne Debiana oraz ewentualne nowe wersje Cinnamon. Reszta jak była z chwili wydania stabilnego Debiana, tak jest i będzie do końca świata i jeden dzień dłużej.

  9. 3 września, 2018 at 12:19

    Problem wynika z tego, że twórcy takich „zlepków” stworzyli swoją własną definicję ciągłości i stąd te nieporozumienia. Ciągłe, ale tylko w warstwie narzędzi dostarczanych przez samych deweloperów. Bardzo mi przykro, że się zgadzamy w tym względzie 🙂

    Swoją drogą, dystrybucje ciągłe nie mają ostatnio dobrej prasy, odkąd Windows 10 rozpoczął psucie tego wizerunku swoimi losowymi w działaniu aktualizacjami.

  10. pavbaranov
    3 września, 2018 at 12:50

    Dystrybucje ciągłe, głównie z uwagi na kompletny brak zrozumienia ich istoty oraz – co tu dużo mówić – ale po prostu często bardzo niedouczonych użytkowników z jednej strony, oraz przeciwstawianie im zwulgaryzowanego jedynie rozumienia „stable” (i przy okazji również „unstable”), od lat odsądzane są od czci i wiary, często przez osoby, które nigdy na nich nie pracowały.
    Prawda leży gdzieś po środku zapewne. Tak jak wolałbym mieć serwer postawiony na jakiejś ustabilizowanej dystrybucji, którą wpierw sprawdziłbym, czy dobrze się zachowuje, gdzie w istocie dostarczane są mi głównie poprawki bezpieczeństwa i ewentualnie takie, które usuwają najdokuczliwsze błędy, tak w przypadku desktopu raczej wolałbym, aby dostarczane mi były nie tylko łatki bezpieczeństwa (tak z ciekawości ile ich w roku jest?), ale również dostarczane wersje programów, czy bibliotek poprawiające ich funkcjonalność.
    Całe szczęście – w przypadku dystrybucji linuksowych – mam wybór, który po tylu latach jego używania – mogę dokonać w sposób świadomy i przemyślany. Potrafię też zadbać o to, by ciągła dystrybucja zachowywała się równie stabilnie, co „stabilna”.
    A owe definicje ciągłości… Cóż, w przypadku Minta ich największym wkładem w świat linuksa jest doskonały PR 🙂
    Z Win10 jest chyba jeszcze inna sprawa. Znam ten system praktycznie wyłącznie z opowieści, w tym osób, które go sprzedają i serwisują. To również nie jest ciągła dystrybucja. Albo inaczej – czasem tak, czasem nie. Niekiedy dostarczane tu aktualizacje w istocie są podobne do zmian dokonywanych w linuksowych dystrybucjach ciągłych, niekiedy jednak taka aktualizacja to przeskok tego samego typu jak z wydania, na wydanie. Różnica taka, że w przypadku wydawniczych dystrybucji linuksowych najczęściej mamy „podbicie” numeru wersji. W przypadku Windows, owa 10 jest traktowana jako „numer wersji”, podczas, gdy całość Windows 10 winno być traktowane tak samo jak Debian, czy Ubuntu. Mniejsza o to, bo i nie moja brożka (Windows) i – jak powiedziałem – zbyt słabo się na tym znam, a to co napisałem, to tylko refleksja na podstawie wiadomości od innych.

  11. K
    3 września, 2018 at 20:20

    Co do Windowsa to bardzo dobra refleksja. Ostatnia jego wersja to Windows 10 1803, a w sumie wydano już ich bodajże 7. Można to przyrównać do schematu wydawania GTK+3, niby to samo GTK+, a jednak poszczególne wersje były ze sobą tylko częściowo kompatybilne.
    Co do dystrybucji ciągłych to od momentu wydania i okrzepnięcia OpenSUSE Tumbleweed, podział na stable i unstable wydaje się przestarzały. U mnie OpenSUSE Tumbleweed jest stabilniejszy niż OpenSUSE Leep 15. Wynika to po prostu z ich modelu wydawniczego.

  12. pavbaranov
    3 września, 2018 at 22:34

    „podział na stable i unstable wydaje się przestarzały.” – Dla twórców tych dystrybucji – nie. To u nas przyjęło się idiotyczne tłumaczenie (przykład z Debiana, bo on to bodaj wprowadził jako pierwszy) stable na „stabilna” i unstable na „niestabilna” i w konsekwencji automatyczne przenoszenie tych znaczeń na „stabilność” lub „niestabilność” samego systemu, szczególnie rozpowszechniane przez osoby, które dłużej w ogóle nie popracowały ani na jednym, ani na drugim wydaniu. Według mnie właściwszym – także pod względem „charakteru” tego wydania – byłoby tłumaczenie „zastabilizowana”, czy „ustabilizowana” dla stable i przeciwieństwo tych znaczeń dla unstable.
    W przypadku Zuśki – oni już od dawna nie określają Tumbleweed jako „unstable”, a jak piszesz różnica z Leap wynika z przyjętego modelu wydawniczego.

  13. Krzysztof Tukiendorf
    4 września, 2018 at 9:12

    „(…)Swoją drogą, dystrybucje ciągłe nie mają ostatnio dobrej prasy, odkąd Windows 10 rozpoczął psucie tego wizerunku swoimi losowymi w działaniu aktualizacjami.(…)” – gdyby większość dystrybucji GNU/Linuks, mając taki udział na rynku PC jak Windows 10, aktualizowała się tak dobrze jak przywołany do tablicy (przez Ciebie) Windows 10, to było by miodzio.

  14. K
    4 września, 2018 at 9:46

    Komercyjne dystrybucje są w zasadzie dwie. W obu przypadkach jest miodzio.
    W przeciwieństwie do dystrybucji linuksa nie widziałem darmowego, także do użytku komercyjnego, Windowsa.

  15. Krzysztof Tukiendorf
    4 września, 2018 at 10:03

    „(…)Komercyjne dystrybucje są w zasadzie dwie. W obu przypadkach jest miodzio.(…)”
    A jakie obłożenie mają na rynku PC te dwie dystrybucje? 0,05%? Na ilu różnych konfiguracjach sprzętowych występują?

    „(…)W przeciwieństwie do dystrybucji linuksa nie widziałem darmowego, także do użytku komercyjnego, Windowsa.(…)” – Windows 10 został wydany za darmo dla posiadaczy poprzednich wersji.

  16. pavbaranov
    4 września, 2018 at 10:46

    „A jakie obłożenie mają na rynku PC te dwie dystrybucje? 0,05%? Na ilu różnych konfiguracjach sprzętowych występują?”
    I tu mógłbyś się zdziwić, bowiem pośród tego targetu, do którego są one adresowane może się okazać, że ich udział w rynku jest wyższy niż w przypadku Windows, a Windows 10 – na pewno.

    Fakt, Win10 został wydany za darmo, ale…
    1. tylko dla posiadaczy poprzednich wersji Windows,
    2. tylko czasowo.
    Każda inna osoba musi go kupić i to niezależnie od tego, czy jest przeznaczony do darmowego, czy komercyjnego użytku. Nawet jeśli kupuje komputer z preinstalowanym Win10, to i tak za niego płaci w cenie komputera i to niezależnie od tego, czy tego chce, czy nie. I by było śmieszniej, ów sprzedany z Win10 komputer – nawet jeśli użytkownik pierwsze co zrobi, to go z niego wyrzuci – idzie w statystyki MS oraz stanowi jego przychód.

    A jeśli chodzi o ową bezawaryjność aktualizacji Windows 10, to myślę, że wygląda ona gorzej niż w przypadku linuksa. Jak się Win10 wykrzaczy, to najczęściej bez reinstalki się nie da. W przypadku linuksa – wszystko zależy od umiejętności użytkownika. A użytkując go lat już kilkanaście – i to różnych dystrybucji – z dużym problemem przy aktualizacji spotkałem się raz, ponad 10 lat temu, a i tak był on mniejszy niż spierniczone sterowniki dostarczone wraz z Win10, które go uceglały. Zatem może lepiej po prostu owego linuksa, świadomie wpierw używać zanim się będzie ferować stanowiska, które niekoniecznie oparte są na swym doświadczeniu.

  17. Krzysztof Tukiendorf
    4 września, 2018 at 11:10

    „(…)I tu mógłbyś się zdziwić, bowiem pośród tego targetu, do którego są one adresowane może się okazać, że ich udział w rynku jest wyższy niż w przypadku Windows, a Windows 10 – na pewno.(…)” – jeżeli masz na myśli kasy w Biedronce czy Leroy Merlin, to fakt masz rację. Tam Windows 10 nie znajdziesz…

    „(…)tylko czasowo(…)” – wiarygodne źródło poproszę a nie: „(…)ferować stanowiska, które niekoniecznie oparte są na swym doświadczeniu(…)”.

    Co do wymiany sprzętu, to masz w zupełności rację. Nie zmienia to jednak faktu, że te „dwie” (nota bene jest ich więcej) wersje GNU/Linuksa też są płatne. Oczywiście na płatnych dystrybucjach GNU/Linuks świat się nie kończy.

    Co do tematu aktualizacji, to temat rzeka. Ja zaczynałem z bodajże Red Hat’em w wersji 5.2 (to był pierwszy GNU/Linuks jakiego dodało polskiego czasopismo Enter do jednego ze swoich wydań; 1999 lub 2000 rok – już nie pamiętam) i z tymi aktualizacjami, to była czasami loteria. Co prawda przez lata sporo się zmieniło i nieoczekiwane pady systemu, to raczej rzadkość i bardziej dotyczą zewnętrznych sterowników niż samego jądra systemu, ale jak sam piszesz świadomy użytkownik potrafi sobie poradzić z takimi problemami. Dokładnie tak samo jest w Windows 10 – ostatnia czysta instalacji, to bodajże 2 lata temu jak przechodziłem na SSD. Mimo instalacji nowych wydań system działa stabilnie. Ciekaw jestem ilu użytkowników Ubuntu lub Minta może powiedzieć to samo. Jak ktoś nie instaluje badziewia z torrentów i kiepskich nakładek antywirusowych (np. Avast), to nie ma problemu z Windowsem. Zatem może lepiej po prostu owego Windowsa, świadomie wpierw używać zanim się będzie ferować stanowiska, które niekoniecznie oparte są na swym doświadczeniu.

  18. pavbaranov
    4 września, 2018 at 12:40

    Nie, nie chodzi mi o Biedronkę, czy LM. Zarówno RH, jak i SLES mają głównych odbiorców pośród tych, którzy wymagają rozwiązań serwerowych i/lub korporacyjnych. Oba systemy do tanich nie należą, zatem ci, którzy je wybierają dokonują świadomego wyboru w zamian za profesjonalny support. Podobnie jak ci, którzy w tych lub podobnych celach wybierają Windows również muszą za to płacić.

    Na moje własne doświadczenie nt. Win10 – nie możesz liczyć. Niemniej jednak braku możliwości uruchomienia Win10 po aktualizacji (nie mówię, że każdej) – informacji bez liku (ot, choćby dołączone do niej wadliwe sterowniki NVidii). Problem w tym, że ci, którzy tego doświadczyli nie mieli możliwości uruchomienia komputera w żaden inny sposób. Jeśli potrafisz jednak naprawić wadliwą aktualizację Win10, gdzie system zgłasza się jedynie z czarnym ekranem, gdzie nie masz możliwości wpisania czegokolwiek, to pewnie miałbyś możliwość znalezienia fajnego zatrudnienia w serwisach komputerowych, bowiem po jednej z takich aktualizacji – o ile wiem (tak, z prasy) – nie udało się już praktycznie nic.
    W przypadku linuksa – takie możliwości zawsze mam. Nawet jeśli aktualizacja się nie powiedzie. No i fakt – są dystrybucje (np. Mint z KDE4), które po prostu nie zapewniły aktualizacji do nowszego wydania w ogóle, oferując wyłącznie możliwość wgrania nowej wersji systemu.

  19. Krzysztof Tukiendorf
    4 września, 2018 at 13:29

    Z opisywanym błędem się nie spotkałem, także ciężko mi powiedzieć czy był do rozwiązania czy nie, tym bardziej, że często „zwykły użytkownik” może uznać usterkę za nie nienaprawialną, a w istocie rozwiązanie problemu może być dziecinnie proste. To jak z GNU/Linuks… czasami musisz uruchomić go z „live” by coś naprawić i tak samo może być w przypadku Windows 10. Wiem, że w przypadku tego drugiego utarło się, że najlepszą metodą jest reinstalacji, ale to było jeszcze w miarę słuszne za czasów Windows 7 gdzie większości poważnych błędów nie dało się naprawić. Teraz system oferuje sporo narzędzi ułatwiających pracę czy odzyskanie sprawności systemu po jakiejś trefnej aktualizacji, której osobiście nie uświadczyłem.
    Zauważ także, że problemy ze sterownikami także potrafią się przydarzyć tym najlepszym – Ubuntu 17.10 usadzające na amen niektóre modele laptopów od Lenovo.
    Co do ciągłości dystrybucji, ich zmian i ewolucji, to można pisać elaboraty. Ogólnie w domu można sobie pozwolić na rotację. W firmie? Zdecydowanie nie.

  20. pavbaranov
    4 września, 2018 at 14:10

    „Z opisywanym błędem się nie spotkałem, także ciężko mi powiedzieć czy był do rozwiązania czy nie, tym bardziej, że często „zwykły użytkownik” może uznać usterkę za nie nienaprawialną,” – Do opisywanego błędu przyznało się nawet MS. Nie chce mi się teraz szukać. Błąd był związany z dostarczonymi sterownikami bodaj NVidii. Spośród wielu serwisów opisujących pewnie najszybciej znajdziesz na DP. Wystąpił – czas szybko leci – ale bodaj wiosną zeszłego roku. Błąd nie był związany w ogóle z użytkownikiem, a z wadliwym komponentem.
    Jeśli chodzi o Ubu – to stwierdzić mógłbym „jeden z popularniejszych”, ale broń boże najlepszych. Fakt – przy 17.10 miało coś takiego miejsce. Przy skali weź pod uwagę możliwości MS i Canonicala na wykrycie czegoś takiego. Inna sprawa, że Ubuntu oferując swoje kernele (bo to kernela sprawa byłą) bierze całą odpowiedzialność na siebie. I to nawet wówczas, gdy wprowadza do nich poprawkę z upstreamu (skąd przecież mogłoby ją wziąć :)).

    „Ogólnie w domu można sobie pozwolić na rotację. W firmie? Zdecydowanie nie.” – Hmmm… rozumiem, że wobec powyższego konsekwentnie stwierdzisz, że Windows 10 zdecydowanie nie nadaje się do firmy.
    Inna sprawa, że w istocie w firmie przydaje się bardziej stabilna sytuacja. Niemniej jednak do wyboru osób odpowiedzialnych w niej należy dobranie takich narzędzi, które będą odpowiednie. Ze względu na to, że człowiek leniwym jest z natury, a najlepsze są rzeczy, które doskonale znamy, to dokonywane wybory często nie są podyktowane tym co „najlepsze”. Niestety.

  21. Krzysztof Tukiendorf
    5 września, 2018 at 6:57

    „(…)”Ogólnie w domu można sobie pozwolić na rotację. W firmie? Zdecydowanie nie.” – Hmmm… rozumiem, że wobec powyższego konsekwentnie stwierdzisz, że Windows 10 zdecydowanie nie nadaje się do firmy.(…)” – Windows 10 jak najbardziej nadaje się do firm. Wersja Pro ma możliwość zmiany kanału dystrybucji łatek jak i ich odroczenia. Nie chce już wspominać, że administrator domeny może tak skonfigurować końcówki by te samoczynnie się nie aktualizowały. Do tego jest jeszcze wersja LTSB, która w sumie najbardziej dedykowana jest firma. Wszystko zależy tylko od zarządzającego. Tak jak z Linuksem, można sobie postawić stabilne i sprawdzone środowisko, ze starszymi wersjami pakietów lub połaszczyć się na niebyt sprawdzone nowości.

    W firmie nikt nie wybiera rozwiązania ze względu na wyznawaną ideologię tylko na przydatność (niekoniecznie łatwość obsługi) ewentualnie koszta wdrążenia (nie każdego stać na pewne rozwiązania). Jak będę chciał postawić duże centrum obliczeniowe, to pewnie zdecyduje się na GNU/Linuks gdzie, w przypadku darmowych dystrybucji, można spokojnie odliczyć koszta licencyjne – choć przyznam, że Windows nie jest jakimś mega wydatkiem jak porównamy jego ceny do wsparcia oferowanego przez płatne dystrybucje GNU/Linuks.

    Jeżeli zaś chodzi o Nvidię, mam w laptopie i podobnego błędu nie uświadczyłem, ale może to dlatego, że sam instaluję większość sterowników (stara szkoła). Nie zmienia to faktu, że podobnych błędów można znaleźć więcej i dotyczą one także innych producentów kart graficznych. To samo zresztą jest w GNU/Linuks – nie zawsze i nie wszystko działa tak jak powinno. Od użytkownika zależy tylko czy sobie poradzi czy nie.

    Co do DP, to ja bym nie brał wszystkiego na wiarę. Po przejęciu przez grupę WP, treść metryczna zeszła na dalszy plan, a na pierwszy wysunęły się „osobiste wycieczki i snucie domysłów”, co w dużej mierze ma prowadzić do powstania kolejnych gównoburzy w komentarzach. A jak wiadomo gdzie jest gównoburza, tam i więcej odsłon, a więcej odsłon, to więcej pieniędzy. DP to teraz taki Pudelk technologiczny. Niby piszą, ale większość to zwykłą zrzynka z innych portali, na dodatek zrzynka z błędami i zakrzywianiem rzeczywistości.

  22. pavbaranov
    5 września, 2018 at 11:02

    „Windows 10 jak najbardziej nadaje się do firm. Wersja Pro ma możliwość zmiany kanału dystrybucji łatek jak i ich odroczenia.” – Ok. Tyle, że… w ten sam sposób w linuksie:
    a. w ogóle nie muszę robić aktualizacji lub „odroczyć je w czasie” (cokolwiek by to nie dawało),
    b. mogę dokonać wyboru takiej dystrybucji, która przez okres swojego życia oferuje wyłącznie poprawki bezpieczeństwa, ba to rozwiązanie jest chyba lepsze niż w przypadku „odroczenia aktualizacji” w Win10 (ale mniejsza o to).

    Każdy ma jakieś doświadczenia – Ty z Win10, ja od wielu już lat praktycznie wyłącznie z różnymi dystrybucjami (tak, u mnie również jakaś wczesna wersja RH była zainstalowana jako pierwsza). Każdy system (dowolny) ma swoje wady i zalety (i broń boże nie mówię tu o dostępności oprogramowania, ale o samym SO). Wybieram linuksa m.in. dlatego, że kontrolę nad nim mam o niebo lepszą i był to mój absolutnie świadomy wybór (wszak kiedyś również byłem użytkownikiem m.in. Windows i szlag mnie trafia na tę korporację, że skutkiem swojej wrednej polityki uwaliła, poniekąd w części swój projekt, jakim był OS2, bo dzisiaj pewnie byłby to system, któremu żaden inny do pięt by nie dorósł).

    Wracając do tematu. Tak w Windows, jak i w dystrybucjach linuksowych zdarzają się wtopy z aktualizacjami. Niemniej jednak prawdą jest, że doprawdy niewiele obecnie jest dystrybucji, gdzie „niegrzebaną” (wszak największym szkodnikiem jest użytkownik), domyślną wersję dystrybucji/środowiska uwaliłaby aktualizacja, choć i to się niekiedy zdarza, niekiedy nie jest możliwe itd. I podobnie jest w systemie noszącym nazwę handlową Win10 (nazwę handlową, albowiem Win10 z początków, a dzisiaj, to chyba jednak prawie dwa różne systemy).

    O ile chodzi o DP – pełna zgoda. Przy

  23. Krzysztof Tukiendorf
    5 września, 2018 at 11:35

    „(…)w ogóle nie muszę robić aktualizacji lub „odroczyć je w czasie” (cokolwiek by to nie dawało)(…)” – no panowie z Sony nie robili aktualizacji i im się plany filmowe posypały, jak im serwery zhakowali. Także chyba nie muszę tego tłumaczyć.

    „(…)mogę dokonać wyboru takiej dystrybucji, która przez okres swojego życia oferuje wyłącznie poprawki bezpieczeństwa, ba to rozwiązanie jest chyba lepsze niż w przypadku „odroczenia aktualizacji” w Win10 (ale mniejsza o to)(…)” – oczywiście, że możesz tylko z tego co pamiętam większość dystrybucji biznesowych, także w okresie swojego życia wydaje pakiety kompletnie odmładzające wydanie LTS i czasami sprowadza nowe błędy. Czasami jednak jest tak, że jakiś błąd istnieje i tylko nowa, następna wersja rozwiązuje daną przypadłość. Do tego osobiście nie widzi mi się skakanie z wersji na wersję tylko dlatego, że coś tam się w cyklu wydawniczym dystrybucji zmieniło – np. przestało wspierać KDE. Dotyczy to także Windows 10, dlatego zalecam instalację min. wersji Pro, a w firmie obowiązkowo LTSB. Obydwie wersje dają większą kontrolę nad samym procesem aktualizacji.

    Co do wersji Home, to cóż jak ktoś chce to i tak wyłączy aktualizacje, tylko po co? Może chce by po jakimś czasie jego komputer dołączył do farmy zombie? 🙂

    PS: Każdy z nas ma jakieś doświadczenia. Ja nie staram się nikogo nawracać, jednak uważam, że część opinii o Windows 10 jest wyssana z palca i powielana szczególnie przez tych którzy jednego czy drugiego systemu nawet na oczy nie widzieli. Sam używam obydwu systemów, i śmiało mogę stwierdzić, że w pewnych kwestiach czy zastosowaniach nie wszędzie wsadziłbym Windowsa czy Linuksa, bo konkurent robi coś lepiej.

  24. pavbaranov
    5 września, 2018 at 13:58

    Od końca – absolutna zgoda. To system winno się dobierać do zastosowań, czy potrzeb, a nie odwrotnie. I nie chodzi jedynie o linux vs. Windows, ale także inne, a i w ramach tych dwu wymienionych należy dokonać właściwego wyboru odpowiedniej „wersji”.

    Natomiast doprawdy nie wiem, jaką widzisz różnicę między „odroczeniem”, czy brakiem aktualizowania Win10 i jakiejś dystrybucji linuksa. W jednym i w drugim przypadku grozi to wtopą. I tak jak „czasem” w linuksie jakaś aktualiacja może „sprowadzić” błędy, tak i w przypadku Windows tego się nie ustrzeżesz. Dlatego – wracając do początku dyskusji, gloryfikowanie Win10 za jego dobrze zaimplementowaną aktualizację i postponowanie jej w „linuksie” (cokolwiek to nie znaczy, albowiem w tym przypadku możemy mówić jedynie o konkretnej dystrybucji) jest nieco nie fair.
    Nie, nie jestem fanboyem linuksa, choć go używam i jednocześnie nie używam Windows. Nie dlatego, że do niego coś mam. Po prostu w moich zastosowaniach stał się on zbędny. Ba, nikogo nie namawiam na używanie linuksa, a już mojej dystrybucji w szczególności (pomimo tego, że jest kilka osób, które z uporem maniaka mi to wmawiają).

    I tak dla kompletnego odprężenia. Z rzeczy kompletnie śmiesznych. Używam różnych dystrybucji linuksa lat już kilkanaście. Wpierw były to popularne dystrybucje wydawnicze. Obecnie używam rolling release i to w dodatku z uruchomionym repozytorium testowym oraz kde-unstable, a nadto mój system niekiedy składa się w blisko 90% z paczek, które sam dla niego stworzyłem. Ba, serce tego systemu, to mój własny (i nigdzie nie udostępniony) kernel i to nie z linii LTS. Aktualizacja systemu odbywa „ciągle”. I jednocześnie jest to najbardziej stabilna dystrybucja, najłatwiej aktualizowana i najmniej z nią właśnie mam problemów spośród wszystkich, jakich używałem. Dlaczego to śmieszne? Albowiem idzie totalnie wbrew powszechnym opiniom. Taki system winien po prostu dawno paść. Ale nie, działa tak nudno, że zapomnieć o nim można.
    Zatem w owych aktualizacjach może być sporo przypadku (i pewnie jest), a ja mówię tak – jakieś maksymalnie 20% problemów z systemem jest w istocie systemowych (tzn. zależnych od tego, kto go dostarcza). Reszta, to nasza, użytkowników wina.

  25. Piotr
    5 września, 2018 at 17:21

    No cóż. Aktualizacje Win10 potrafią niekiedy skutecznie rozwalić sterowniki karty graficznej lub sieciowej laptopa. Spotkałem się też ze zjawiskiem „wyłączenia” modemu od Play. 😉

  26. kristoferes
    6 września, 2018 at 8:56

    ” Mimo instalacji nowych wydań system działa stabilnie. Ciekaw jestem ilu użytkowników Ubuntu lub Minta może powiedzieć to samo.” Krzysztof Czegoś tu nie rozumiem, ablo źle rozumiem. W przypadku Windows 10 są wersje i buildy (wydania) https://www.microsoft.com/en-us/itpro/windows-10/release-information Jesli piszesz że pomimo instalacji nowych wydań (buildów) czyli zapodania comiesięcznego zbiorczego pakietu poprawek, które to podnoszą numerek po kropce nic się nie psuje, i system ci działa stabilnie to fajnie. W Kubuntu też co parę dni dostaję aktualizacje i też nic mi się nie psuje. Co jakiś czas podnosą wersję np 18.04.1 na 18.04.2 i tp i też nic mi się nie dzieje. Ale z przeszeskokiem w Windows z wersji powiedzmy 1507 LTSB wg Ciebie rekomendowanej do firmy na najnowszą obecnie 1803 (rekomendowana do pobrania przez MS – wg. zalinkowanej przeze mnie strony) już tak różowo niema. Raczej bez reinstalki się nie obędzie. Może w sumie nie ma potrzeby podnosić wersji 10 ale zauważyłem że w przypadku LTSB ostatnia łatka wydali 18 sierpnia a w najnowszej łatają częściej, nawet 3x/mc.

  27. Archey
    6 września, 2018 at 11:10

    Dla mnie mają sens tylko dystrybucje ciągłe z dostępnymi najnowszymi stabilnymi wydaniami programów. jak to Edward Snowden w którymś wywiadzie powiedział, że służby typu NSA, FBI, CIA, Mosad nie nadążaj w wypuszczaniu exploitów, backdoorów do najnowszych wydań dystrybucji Linux. Co innego z przestarzałymi systemami BSD, tu mają pole do popisu. Zamiast tej edycji LMDE, powinni zrobić coś na wzór Ubuntu 18.10 lub wydania ciągłego openSUSE czy nawet Fedory. Miałem podmienioną zakładkę w starym Linux MInt 18.3, nigdy już do tych staroci nie wracam. Do tego są przeładowane pakietami, które trzeba godzinami usuwać. Może kiedyś developerzy Minta się zlitują na średnio zaawansowanymi użytkownikami Linuksa i stworzą wersję z najnowszymi stabilnymi pakietami, z instalatorem na wzór Antergos lub RebornOS, ewentualnie wersja odchudzona jaką dostała dystrybucja Ubuntu 18.04, 18.10, gdzie można minimalny system zainstalować. Taka moja prywatna opinia na ten temat. Do tego czasu siedzę na Archu 🙂

  28. Krzysztof Tukiendorf
    6 września, 2018 at 11:39

    @pavbaranov:disqus „(…)Natomiast doprawdy nie wiem, jaką widzisz różnicę między „odroczeniem”, czy brakiem aktualizowania Win10 i jakiejś dystrybucji linuksa.(…)” – to nie tak. Odnoszę się bardziej do sytuacji w której administrator może odroczyć aktualizację na firmowych komputerach, tak by sam mógł ją odpowiednio przetestować. Nie chodzi o to by w ogóle nie instalować aktualizacji. Jak jesteś adminem GNU/Linuks, to też na pałę wszędzie nie puszczasz aktualizacji, tylko na jakiś testowych maszynach. Sprawdzasz czy wszystko działa i puszczasz aktualizację dalej dla wszystkich lub po kolej, dla wybranych grup (a nóż coś się wydarzy). Gdyby to był idealny świat, to aktualizacje wchodziłby z automatu i nie powodowały ewentualnych problemów… w sumie gdyby to był idealny świat, to nie było by potrzeby produkowania tych aktualizacji. 🙂

    Żeby było jasne nie gloryfikuję Windows 10 za taki, a nie inny schemat aktualizacji. Sam niedawno migrowałem z Fedory 27 na 28 (i to po paru miesiącach od wyjścia wersji 28). Było to jednak świadome działanie. To samo mam z Ubuntu… tam gdzie działa, cały czas jest wersja 16.04.5, a 18.04.1 póki co testuję – łącznie z upgrade z wersji starszej do nowszej.

    Co do własnej ingerencji twórczej w rozwój systemu, to ja akurat jestem przeciwniki. Na paru serwerach użytkuję BTRFS i w którymś z wydań (błąd wystąpił we wszystkich liniach), wystąpił błąd, który po zamontowaniu i odmontowaniu, uniemożliwiał ponowne zamontowanie systemu plików. Z tego co pamiętam, ludzie, którzy się pośpieszyli, nie mogli odzyskać swoich danych… ale kto bogatemu (w czas) zabroni 😉

    @kristoferes:disqus Ale LTSB właśnie jest po to aby darować sobie pośrednie wydania i przeskoczyć do następnej wersji LTSB. Co do stabilności aktualizacji, to ja aktualizowałem 1507 do 1607 (bo tylko takie wydania były w formie LTSB). Do tego ostatnia aktualizacja dla 1607 LTSB była z dnia 30-08-2018 roku (KB 4343884). Sama aktualizacja poszła bezproblemowo – przeniosły się wszystkie konta, programy, itp.

  29. pavbaranov
    6 września, 2018 at 11:39

    Nigdy Mint nie zrobi wydania ciągłego, albowiem wymagałoby to pracy nad całą częścią paczek, które bezpośrednio biorą czy to z Debiana, czy z Ubuntu (a zatem pośrednio też z Debiana). Żadna z tych dystrybucji nie jest ciągłą (tak, wiem o Testing i Sid w Debianie, ale te zasadniczo mało się nadają na stabilną bazę dla dystrybucji), stąd nie będziesz miał ciągłej dystrybucji Minta. Zwróć uwagę, że to nie tylko tzw. pakiety bazowe, ale praktycznie każda paczka w systemie. Chcąc zrobić ciągłą musieliby się oprzeć na jakiejś innej ciągłej (ot, jak to zrobił np. Netrunner).

  30. pavbaranov
    6 września, 2018 at 11:45

    „Odnoszę się bardziej do sytuacji w której administrator może odroczyć aktualizację na firmowych komputerach, tak by sam mógł ją odpowiednio przetestować.” I dalej nie wiem, gdzie jest różnica między chwalonym przez Ciebie Win10, gdzie to m.in. ma przemawiać za tym, że w przypadku tego systemu aktualizacje są OK, od linuksa, gdzie mogę zrobić dokładnie to samo, ale tu nie działa to na korzyść linuksa. No, albo kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć Twoich słów.

  31. Krzysztof Tukiendorf
    6 września, 2018 at 12:02

    „(…)I dalej nie wiem, gdzie jest różnica między chwalonym przez Ciebie Win10, gdzie to m.in. ma przemawiać za tym, że w przypadku tego systemu aktualizacje są OK, od linuksa, gdzie mogę zrobić dokładnie to samo, ale tu nie działa to na korzyść linuksa. No, albo kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć Twoich słów.(…)” – to teraz z kolei ja nie wiem do czego darzysz, bo ja nigdzie nie pisze, że w przypadku Windows 10 aktualizacje są O.K., a w przypadku GNU/Linuksa już nie. Nadinterpretujesz moje słowa.

  32. pavbaranov
    6 września, 2018 at 12:29

    Chyba jednak nie: „gdyby większość dystrybucji GNU/Linuks, mając taki udział na rynku PC jak Windows 10, aktualizowała się tak dobrze jak przywołany do tablicy (przez Ciebie) Windows 10, to było by miodzio.” – to są Twoje słowa sprzed dwu dni, a możliwość odroczenia aktualizacji itp. wyszła w naszej dyskusji od Ciebie jako – jak rozumiem – przykład na m.in. powyższą tezę.
    Mogłem jednak coś źle zrozumieć.

  33. Krzysztof Tukiendorf
    6 września, 2018 at 12:50

    „(…)Chyba jednak nie: „gdyby większość dystrybucji GNU/Linuks, mając taki udział na rynku PC jak Windows 10, aktualizowała się tak dobrze jak przywołany do tablicy (przez Ciebie) Windows 10, to było by miodzio.” – to są Twoje słowa sprzed dwu dni, a możliwość odroczenia aktualizacji itp. wyszła w naszej dyskusji od Ciebie jako – jak rozumiem – przykład na m.in. powyższą tezę.
    Mogłem jednak coś źle zrozumieć.(…)” – pisze o skali aktualizacji i liczby wpadek. Ludzie biją do Windows 10 zarzucając mu fatalne wpadki przy aktualizacji, zapominając przy tym, że mówimy o zupełni innej skali instalacji na rynku PC. Sam sposób dostarczania aktualizacji, ich instalacji, itp. to w tym przypadku sprawa drugo, a nawet trzeciorzędna.

    Kiedy ostatni sprawdzałem statystyki, Microsoft podawał, że przekroczył 600 milionów instalacji (wiem to nie to samo co aktywni użytkownicy). Jak to teraz przyrównasz do jakieś konkretnej dystrybucji, np. Minta i jego problemów, które mogą wystąpić na różnych konfiguracjach sprzętowych?

    Już pisałem: „(…)Sam używam obydwu systemów, i śmiało mogę stwierdzić, że w pewnych kwestiach czy zastosowaniach nie wszędzie wsadziłbym Windowsa czy Linuksa, bo konkurent robi coś lepiej.(…)”…

  34. K
    6 września, 2018 at 13:47

    No muszę Ciebie przeprosić. „Oczywiście jako fundament tej koszernej dystrybucji wybrano Debiana w wersji stabilnej.” – nie wiem czy pisałeś to świadomie, ale rzeczywiście taki był pierwotny zamysł na LMDE1. Pisze o tym deweloper debiana mati75, w odgrzebanym w czeluściach internetu artykule https://dug.net.pl/tekst/275/jak_zaktualizowac_linux_mint_debian_201403__%5Baktualizacja_14_04%5D/h/Mint .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »