przystajnik

Najprostszy, najpiękniejszy i najzwinniejszy, czyli Linux na rok 2018

Koniec roku to zawsze doskonała okazja do doskonale wyglądających w prasie podsumowań, ocen i recenzji. Zatem, czy przez ostatnie 12 miesięcy wydarzyło się coś na scenie dystrybucji linuksowych co wywróciło by ją do góry nogami i zrewolucjonizowało naszą pracę z tym systemem? Coś, co oszołomiło nas od strony wizualnej czy też pozwoliło stać się jeszcze większymi geekami? Patrząc sentymentalnie wstecz i z nadzieją w przyszłość, trudno jest jednoznacznie wskazać jednego zwycięzcę. Co więcej, twórcy dystrybucji wydają się dość kategorycznie określać swojego odbiorcę końcowego. I dla każdego z nich w systemie jest ważne zupełnie coś innego.

Do oceny dystrybucji można podejść na tyle sposobów, ile rzeczonych dystrybucji widnieje na distrowatch.com. Czyli nieskończenie wiele. Jednak dla przeciętnego użytkownika liczy się przede wszystkim prostota użytkowania oraz, do czego dochodzi się po pewnym czasie, dostępność i świeżość oprogramowania w repozytoriach. Dla przeciętnego użytkownika o wysublimowanej wrażliwości estetycznej dochodzi jeszcze argument zewnętrznej oprawy takiego systemu. No i na koniec, wszyscy uwielbiamy zoptymalizowane Linuksy której potrafią zadziałać nawet na nikczemnie lichych zasobach sprzętowych. Praktyka dnia doczesnego pokazuje jednak, że ogromnie ciężko połączyć te wszystkie cechy w jednym systemie. Zawsze będziemy musieli iść na jakiś kompromis. Ale gdyby tak skupić się na każdej z konkretnych cech i spróbować wyłonić zwycięzcę który godnie zaakcentował swoją obecność w 2017?

Najprostsze

Linux Mint 18.3 Sylvia

Linux Mint 18.3 Sylvia

Linux Mint może być kochany, tak samo nienawidzony lub zupełnie obojętny. Jednak twórcy tej dystrybucji w pewnym momencie podjęli znamienną w skutkach decyzję. Jego rozwój określany jest przez wydania Ubuntu LTS, a zatem systemu z nobilitującym okresem wsparcia (5 lat). Wszystko co pojawia się „pomiędzy” tymi wydaniami to aktualizacje, głównie środowiska Cinnamon, niektórych elementów systemu przynależnych tej dystrybucji, itp. To przywraca blask terminowi LTS, który oznacza faktycznie to co oznacza – bez większych obaw możemy pozostać z tym system przez kolejne trzy lata i możemy liczyć na ożywcze aktualizacje kluczowych komponentów. A co ze świeżym oprogramowaniem? Mint pozostaje zgodny z PPA, czyli repozytoriami w których społeczność stara się uzupełniać ofertę programową dla Ubuntu (tym samym i dla Minta). Z dystrybucji tej będą zadowoleni zarówno zaczynający karierę z Linuksem jak i znudzeni walką z systemem starzy wyjadacze.

Plusy: bazujące na nawykach środowisko Cinnamon, bogate możliwości ustawień, zgodność z PPA Ubuntu, dystrybucja długoterminowa
Minusy: uzależnienie od Ubuntu

Manjaro 17.0.6

Manjaro 17.0.6

Gdyby początkujący użytkownik zdawał sobie sprawę z niektórych rzeczy, dystrybucję tę skwitował by „Ki diabeł?”. Jednak na szczęście początkujący siadają do komputera i chcą mieć działający pulpit, a to, że pod spodem drzemie potęga Arch Linuksa ubrana z wierzchu w czytelną formę Manjaro… Ważne jest, że Manjaro instaluje się bajecznie łatwo, w wersji ze środowiskiem Xfce i MATE (i nie tylko) posiada swoje „podustawienia” umożliwiające łatwą wymianę kernela, doinstalowanie własnościowych sterowników, pakietów lokalizacyjnych, itp. Paradoksalnie dzięki spowinowaceniu z Arch Linuksem system trudny do zepsucia przez początkującego (system paczkowania broni się sam przed zapędami domorosłych fachowców). Co jest warte dwukrotnego podkreślania – jest to dystrybucja ciągła, zatem aktualizowana na bieżąco może (powinna) posłużyć nam przez długie lata. Podkreślam – ciągła, zatem w sensownych ramach czasowych otrzymujemy najświeższe oprogramowanie w oficjalnych repozytoriach.

Plusy: wyśmienita wydajność, zgodność z repozytoriami (główne i AUR) Arch Linuksa, czytelna konfiguracja środowisk graficznych
Minusy: niweczenie koncepcji Arch Linuksa, w przypadku awarii konieczność fachowej interwencji

Kubuntu 17.10

Kubuntu 17.10

To ryzykowana nominacja. Pamiętajmy, użytkownik bezbronny w swej ufności oczekuje prostoty i rzeczy znajomych. Tutaj środowisko Plasma 5 wydaje się być nie do zastąpienia. W przypadku Kubuntu 17.04 oraz 17.10 wydaje się, że rzecz potraktowano poważnie (środowisko) i jest ono doskonale „poskładane”. Dodajmy do tego fakt, że Kubuntu to pochodna Ubuntu, zatem aktualne pozostają zalety te same co w przypadku Linux Mint. Mamy dostęp do PPA, niewyobrażalnie wsparcie niewyobrażalnej w liczebności społeczności i… Wszystko psuje fakt, że Kubuntu poważnie zaczęło traktować (wdrażać) Plasmę właśnie w okolicach wspomnianych wydań. A są to wersje z 9 miesięcznym okresem wsparcia i za 9 miesięcy po ich zainstalowaniu zwykły użytkownik musi cały system instalować lub karkołomnie aktualizować ponownie. Jednak do tego czasu Kubuntu pozostaje wyśmienicie intuicyjnym i konfigurowalnym systemem a KDE znajdziemy wszystko, co potrzebne do przeżycia.

Plusy: Plasma 5 w najlepszym wydaniu, zgodność z PPA Ubuntu
Minusy: atrakcyjne poskładane środowisko w wersji systemu z krótkim okresem wsparcia

Wyróżnienia

Na powyższych nie kończy się świat dystrybucji Linuksowych z którymi poradziłby sobie nawet początkujący. Należy pamiętać o mocno niedocenianym openSUSE z doskonale skrojonym na miarę środowiskiem Plasma. Następnie Mageia, twór o którym wiele osób zapomniało a oferujący z marszu własnościowe sterowniki (i wspominaną już kilkukrotnie Plasmę). Antergos – kolejna wariacja na temat ludzkiej twarzy Arch Linuksa. No i oczywiście Ubuntu które nie trafiło na podium z racji ostatnich zawirowań środowiskowych.

Najpiękniejsze

Nitrux 1.0

Nitrux 1.0

Ponownie Plasma 5, Nomad Desktop i Ubuntu w akcji. Tym razem to autorska wariacja na temat tego jak powinna wyglądać i zachowywać się Plasma 5 – stąd Nomad Desktop. Poprawki w środowisku dotyczą głównie powiadomień, menedżera sieci, menedżera pakietów, konfiguracji zapory sieciowej oraz tacki systemowej. No i oczywiście wyglądu. Nitrux przeszedł długą drogę i po wielu perturbacjach powrócił w takiej a nie innej formie. Dodatkowo dystrybucja oferuje nieco karkołomne połączenie najnowszego oprogramowania, pakietów AppImage i deweloperskich wersji Ubuntu.

Plusy: wystarczy spojrzeć, wystarczy poużywać
Minusy: specyficzny menedżer pakietów

Deepin 15.5

Deepin 15.5

Oto przykład na moce twórcze najliczniejszego narodu na świecie. Chińska dystrybucja może wywoływać mieszane uczucia, jednak Deepin i jego środowisko Deepin Desktop Environment jest po prostu ładne. Efektowne. Konfigurowalne. Kolorowe. Długo obrzucać tę dystrybucję podobnymi epitetami, lecz nie zmieni to faktu, że głównie za sprawą wspomnianego środowiska graficznego jest to system który wygląda elegancko niezależnie od wystroju wnętrza naszego mieszkania. Pod maską znajdziemy starego dobrego Debiana (i zgodność z tym systemem). Twórcy zadbali również o łatwość instalowania własnościowych sterowników oraz konfigurację specyficznych dla DDE ustawień. Całość z wydania na wydanie zachowuje się coraz doskonalej.

Plusy: wystarczy spojrzeć, wystarczy poużywać
Minusy: niekiedy pomysły z innej bajki

elementary OS 0.4 Loki

elementary OS

Można go nazwać kalką macOS, ale nie zmienia to faktu, że system jest przyjemny z wyglądu i dba o jednolitość aplikacji. Pod spodem mamy oczywiście Ubuntu, a tym samym możliwość sięgnięcia po PPA. eOS dostarcza w podstawowej instalacji wiele programów, których jedyną zaletą jest jedynie wizualna integracja ze środowiskiem graficznym. Niemniej programy da się wymienić, a środowisko zostaje i w tym przypadku jest ono zgrabne, wydajne i efektowne.

Plusy: wystarczy spojrzeć, wystarczy poużywać
Minusy: specyficzny tok rozwoju, aktualizacje komponentów środowiska „na żywca”

Wyróżnienia

Wśród bogactwa środowisk linuksowych każdy znajdzie coś dla siebie. Ot, choćby ładnie poskładany Zorin OS, ekscentryczny Solus, wkraczający na scenę Pop!_OS.

Najzwinniejsze

BunsenLabs Deuterium

BunsenLabs Deuterium

Doskonałe połączenie bezkompromisowego minimalizmu i użyteczności oraz bogactwa oprogramowania rodem z Debiana Jessie. System po instalacji potrzebuje jedynie około 170MB na swoje działanie (i to z menedżerem logowania, sieci, itp.). Do tego prezentuje doskonałą jakość wizualną będącą wynikiem skutecznego połączenia ze sobą wielu elementów – conky, Compton, tint2, Thunar, OpenBox. Tak stworzone środowisko z dumą może nosić etykietkę tradycyjny produkt regionalny, pozostawiając jednocześnie ogromne możliwości wszelkiej maści ambitnym adeptom przestawiania parametrów w tekstowych plikach konfiguracyjnych.

Plusy: niesamowicie atrakcyjna forma minimalizmu, „patchworkowe” środowisko, duże możliwości brnięcia w indywidualizm stylistyczno – wizualny
Minusy: repozytoria Debiana Jessie trącące wiadomo czym

Bodhi Linux 4.4.0

Bodhi Linux 4.4.0

System potrzebuje około 120MB pamięci RAM po uruchomieniu – i wszystko jasne. Do tego Bodhi z powodzeniem może stawać w szranki w kategorii „najpiękniejszy”, bo chociaż do jego środowiska Moksha trzeba się przyzwyczaić to zdecydowanie wyróżnia się na tle stawki Plasma, GNOME, Cinnamon, itp. Środowisko tworzone od postaw z naciskiem położonym na optymalizację to rzadkość w dzisiejszych czasach. Całość bazuje na dobrze znanym Ubuntu 16.04.3 LTS, zatem mamy możliwość wykorzystania zarówno bogactwa PPA wspomnianej dystrybucji jak i wsparcia społeczności.

Plusy: środowisko graficzne z kosmosu, minimalizm wespół z optymalizacją
Minusy: środowisko graficzne trzeba polubić

Tiny Core Linux

Tiny Core Linux 8.2.1

Jeżeli powyższe projekty to nadal za dużo jak na możliwości naszego sprzętu, to Tiny Core Linux jest ostatnią deską ratunku. Obraz ISO w okolicach 11 – 16MB, zajęta pamięć RAM po uruchomieniu systemu – około 16MB. Owszem, okupione jest to takim minimalizmem, że niektórych mogą rozboleć zęby. Drugim mankamentem takiego rozwiązania jest taki, że dystrybucja używa własnego systemu paczkowania, zatem nie spodziewajmy się bogactwa typowego dla Ubuntu, itp. Ale miłośnicy FLWM, FLTK, wbar i innych form tego typu będą wniebowzięci.

Plusy: minimalizm i jeszcze raz minimalizm, uruchamia się na wszystkim
Minusy: skrajny minimalizm, własny system paczkowania, hermetyczność dystrybucji

Wyróżnienia

Minimalizm w wykonaniu linuksowym ma długoletnią tradycję. Aż żal nie wspomnieć o takich wspaniałych projektach jak LXLE, Linux Lite, Peppermint, Puppy Linux, SparkyLinux. Długo by wymieniać.

Jak widać, rok 2018 rysuje się przed nami w tak pozytywnych barwach, że odcienie tęczy to przy tym monochromatyczny bazgroł. Obecnie tak wiele projektów dojrzało do użytecznej formy, że aż ciężko zdecydować się na pulpit do codziennych zastosowań. W przypadku zastosowań „specyficznych” (wspomniany minimalizm) również jest w czym przebierać i wybierać. Wymienione powyżej projekty w 2017 roku bardzo mile zaskoczyły skokiem jakościowym, sumiennością twórców i pomysłem na wykorzystanie tego „czegoś”. Oczywiście wszystko nadal pozostaje kwestią gustu. 

Post navigation

34 comments for “Najprostszy, najpiękniejszy i najzwinniejszy, czyli Linux na rok 2018

  1. 30 grudnia, 2017 at 10:43

    Jej trochę zagalopowałeś się stwierdzeniem

    >Wszystko psuje fakt, że Kubuntu poważnie zaczęło traktować (wdrażać) Plasmę właśnie w okolicach wspomnianych wydań. A są to wersje z 9 miesięcznym okresem wsparcia i za 9 miesięcy po ich zainstalowaniu zwykły użytkownik musi cały system instalować lub karkołomnie aktualizować ponownie.

    Jakie karkołomnie? Kliknąć na ok przy pytaniu czy zaktualizować do nowszego wydania?

  2. Benizn
    30 grudnia, 2017 at 12:24

    Za kilka tygodni (~3-5) BunsenLabs dostanie odświeżenie. Od kilku lat korzystam (wcześniej z protoplasty) i ten brak świecidełek oraz ta niecentryczność względem DE jest naprawdę zaletą. Minimalistycznym bym go nie nazwał, bo zasobów zajmuje niewiele mniej niż np. jakiś XFCE czy LXDE, to taki Debian doskonale poskładany wokół Openboxa i tint2, mający działać OOB. Lubię go właśnie za ten brak dogmatyczności i brak świecidełek – również w warstwie wizualnej. Debian to wada i zaleta jednocześnie, pod względem świeżości są repozytoria multimedialne, są też te ze świeżymi kernelami, są backporty – więc tragedii nie ma. Działa wybornie a jak złapiesz założenia to docenisz, że nie musisz skakać po okienka (w BL też sporo rzeczy możesz wyklikać) tylko szybko wprowadzasz zmiany w pliku tekstowym.

    Zresztą cały ten koncept tak się spodobał innym, że jest z kilka innych dystrybucji w duchu BL – ostatnio powstał nawet ArchLabs jak komuś w niesmak z Debianem.

  3. Pseudodrummer
    30 grudnia, 2017 at 12:38

    Hmm,podoba mi się.Trzeba przetestować

  4. RebornOS
    30 grudnia, 2017 at 14:14

    Dodał bym jeszcze Lunar Linux, Funtoo, Slackware, RebornOS oraz inne systemy HaikuOS, NetBSD, OpenIndiana, RedoxOS.

  5. jl
    30 grudnia, 2017 at 17:14

    Najnowsza mutacja to chyba Archmerge.

  6. 30 grudnia, 2017 at 19:58

    Różnie z tą aktualizacją z wersji do wersji jest. Niekiedy po takiej operacji zwykły użytkownik trafia na trywialne problemy, jednak dla niego nie do przeskoczenia z racji „nietechniczności”. Oczywiście wspomniany proces jest już dopracowany i w miarę bezpieczny. Ale nadal pozostaje 5% szans, że coś pójdzie nie tak.

  7. 30 grudnia, 2017 at 20:00

    Mało tego. Kontynuatorami koncepcji Crunchbang są Crunchbang++ i właśnie BunsenLabs. Różnice? BunsenLabs wydaje się być częściej aktualizowany.

  8. Benizn
    30 grudnia, 2017 at 20:34

    Protoplasta to właśnie CB 🙂 A samo Bunsen, w sensie obrazu iso, jest aktualizowane tylko raz pomiędzy normalnymi wydaniami Debiana, bardziej na zasadzie, aby nie pobierać tony pakietów od nowa, bo innych zmian w tej odświeżonej wersji jest niewiele.
    Zachęcam, za kilka tygodni pojawi się wersja Stretch, dobra okazja, aby spróbować tej dystrybucji.

  9. takijeden.ninja
    31 grudnia, 2017 at 14:29

    Zaraz na początku roku będę usuwał BunsenLabsa z ostatniej stacji roboczej. Koncept tej dystrybucji jest jak najbardziej OK, ale miejscami wykonanie i założona „ubogość” pozostawia trochę do życzenia i trzeba różne niedomagania łatać we własnym zakresie. W sumie miło było i całkiem dobrze to distro wspominam, ale się jednak w pracy pożegnamy.
    Wydaje mi się, że konkurencja czerpiąca inspiracje z BL podeszła do tego trochę ciekawiej (polski Mabox i zagraniczny ArchLabs) choć też nie bezbłędnie.

    Ostatnio pozwiedzałem treningowo trochę dystrybucji, pozachwycałem się Plazmą, ale realia i sposób użytkowania komputerów ściągnęły mnie na ziemię. Pomimo rezygnacji z BLa, Debian jednak zostaje w formie zgrabnie skrojonego forka z XFCE (MX Linux).

  10. Benizn
    31 grudnia, 2017 at 17:41

    Wiele tych „niedomagań” wynika z tego, że nie korzystają z DE, ale też bym nie przesadzał z tymi brakami. Takie założenia, i tak z wersji na wersję coraz więcej rzeczy oskryptowują. Konkurencja podeszła inaczej, pojawiły się różne „panele sterowania”, pewnie i w następnych wydaniach BL będzie się pojawiać coraz więcej udogodnień. Na razie sporo rzeczy (mniej popularnych) trzeba z pliku tekstowego/terminala wykroić, ale – no właśnie – takie założenia. Jakbym miał wejść w DE to tylko XFCE – w innych DE nie potrafię się odnaleźć, jak się uczyłem Linuksa to na Xubuntu, przyzwyczajenia robią swoje i ciężko mi pójść w Archowe distra, które dzisiaj są naprawdę przyjazne początkującym.
    Ja w pracy to życzyłbym sobie takie BL, ale niestety Windows 10 się kłania – system, który bez konfiguracji wiecznie mieli dysk, dlatego jak już siadam do prywatnego to dopiero doceniam takiego Debiana 🙂

  11. es
    31 grudnia, 2017 at 18:59

    Czy istnieją dystrybucje czystsze niż Arch Linux?

  12. clfapujc
    31 grudnia, 2017 at 23:35

    Same niszowe, które długo nie pożyją. Nie ma to jak porządny mainstreamowy OS na lata.

  13. golem14
    1 stycznia, 2018 at 1:20

    Gentoo, chłopaki Gentoo :-DDD
    Joke!

  14. RebornOS
    1 stycznia, 2018 at 16:24

    Slackware to pierwszy Linux który żyje nadal od 1992 roku, więc?

  15. ddd
    1 stycznia, 2018 at 16:25

    Gentoo umarło, zrobił się rozłam i powstało Funtoo.

  16. Mariusz Martinus
    1 stycznia, 2018 at 21:32

    Dołożył bym do tych – zwinnych i najprostszych, MX Linux.

  17. clfapujc
    1 stycznia, 2018 at 21:34

    Ostatnia aktualizacja 30 czerwca 2016. Wygląda na to, że umarł półtora roku temu.

  18. K
    2 stycznia, 2018 at 7:25

    Mylisz się, i to bardzo – ostatnia aktualizacja pakietów z 29.12.2017 (aktualizacja bezpieczeństwa). Slackware ma dość długi cykl wydawniczy. Jak ktoś chce częstych aktualizacji to korzysta z Slackware-current.

  19. K
    2 stycznia, 2018 at 7:26

    Jeśli Debian+XFCE to warto zerknąć na Voyager Linux.

  20. Sentymentalista
    2 stycznia, 2018 at 7:39

    Puppy Linux… aż mi się łezka w oku zakręciła. Jeden z moich pierwszych Linuksów. Rozpocząłem z nim przygodę u schyłku 3 serii, by zagościć się na dłużej w 4 generacji.

  21. K
    2 stycznia, 2018 at 7:45

    No to serdecznie gratulujemy 😉 Crunchbang++ 9 został wydany 22.06.2017 czyli 5 dni po premierze Debiana Stretch 🙂

  22. takijeden.ninja
    2 stycznia, 2018 at 10:50

    Zerknąć owszem warto, choćby żeby podejrzeć jak jest poskładany i oskryptowany. Do roboty bym go nie wziął, bo pomimo szacunku dla twórcy za włożoną pracę jest to teatr jednego aktora z dość specyficzną wizją.

  23. takijeden.ninja
    2 stycznia, 2018 at 12:30

    Kwestie związane z DE „pełną gębą” to poza jakimś tam panelem sterowania też trochę kwestia podskórna, która daje o sobie czasem znać w różny sposób. Tu już sporo zależy od programów z jakich korzystamy. Dlatego w niektórych składakach na OpenBoksie pod spodem siedzi np. przycięte maksymalnie XFCE.

    Bunsena miałem na kilku sprzętach i zdarzały się wszędzie poniższe sprawy:
    – nie zawsze działający Catfish lub otwarcie terminala spod prawokliku,
    – nie montowanie zaszyfrowanej partycji swap po zainstalowaniu systemu,
    – konieczność restartu WiFi jeśli się ruter LTE zawiesił (po zrestartowaniu rutera właściwa sieć się nie pojawiała)
    Wszystko do ogarnięcia w ten czy inny sposób, choć ekipa BL mogłaby częściej odświeżać ISO.

  24. K
    2 stycznia, 2018 at 14:02

    Owszem, to jest teatr jednego aktora, ale z tego co mi wiadome nie ma tam „lewych” repo. Wszystko oprócz grafiki z repo debiana.

  25. Benizn
    2 stycznia, 2018 at 14:58

    To są 4 osoby działające „po pracy”, więc jakiś gwałtownych ilościowo udogodnień nie spodziewałbym się 🙂 Niestety, to nie Linux Mint, gdzie te 4 osoby pracują nad distro na pełny etat. Korzystają z elementów środowiska XFCE, ale i tak sporo ludzi podmienia je na swoje. Nie oszukujmy się np. taki Thunar coraz bardziej odstaje od konkurencji.

  26. Benizn
    2 stycznia, 2018 at 16:58

    Crunchbang++ to inicjatywa jednej osoby, która przykleja skrypty i temat jeszcze z czasów właśnie CB. Bunsenlabs dodaje swoje skrypty, pewną ich cześć przepisuje na Pythona i przede wszystkim stara się zunifikować motywy graficzne zarówno pod względem ggraficznym (czarny motyw) jak i nowości w kolejnych GTK-ach. Pojawiła się też współpraca z devem od tint2, więc bez porównania w BL włożona jest większa ilość pracy, aby spiąć całość w przyjemny pulpit.

  27. K
    3 stycznia, 2018 at 6:31

    Wiem czym różnią się te dwa distra, z Crunchbanga i jego spadkobierców korzystam od czasu, kiedy pierwowzór oparty był na Ubuntu 8.04 🙂 CB++ odrobinę poprawia oryginalne skrypty i dostosowuje temat graficzny do zmian w GTK3 (inaczej pozostawała by sieczka na ekranie). Stara się zachować „ducha starego CB”. W Bunsenlabs jest już troszeczkę inaczej, w końcu tworzy go społeczność z byłego forum CB.

  28. ratus
    16 stycznia, 2018 at 7:14

    W porównaniu do BunsenLabs „Hydrogen” (i wczesniejszej wersji Crunch Bang) CrunchBang++ jest poskładany wręcz bezbłędnie!
    Używam go jako podstawowej dystrybucji z IceWm jako zarządcą okien.

  29. ratus
    16 stycznia, 2018 at 7:20

    W porównaniu z BunsenLabs Nitrogen (i wczesniejszą wersją CrunchBang) CrunchBang++ jest poskładany wręcz bezbłędnie!
    Używam go jako podstawowe distro, z IceWm jako zarządcą okien.

  30. takijeden.ninja
    16 stycznia, 2018 at 16:44

    Teraz to dla mnie już trochę za późno na taką zmianę, gdzie mogę tam ujednolicam wszystko na MX Linuksa.
    Niemniej dzięki za namiar, bo nie znałem tego distra, a w innych okolicznościach może się kiedyś przyda.

  31. Hawk
    17 stycznia, 2018 at 9:18

    Raczej syf kiła i mogiła 😉 Jest już 18.04 Alpha 64-bit … Voyager na Xubuntu jest ładny i mało kłopotliwy. Autor stara się go odchudzić stąd wersja testowa 16.04 Air. V9 oparty na Debianie jest niedopracowany od strony wizualnej – jak całe Xfce w Debianie. Zwalone są proporcje okien, przycisków. Wciskasz przycisk w oknie to ramki widać na około. Poza tym sam instalator zostawia wiele do życzenia. Plus za Voyager Box i możliwości konfigurowania języka systemu czy Conky’ego poprzez klikanie.

  32. Hawk
    17 stycznia, 2018 at 9:22

    PS No i SMPlayer’a ciągnie ze strony projektu https://software.opensuse.org/download.html?project=home%3Asmplayerdev&package=smplayer Działać, działa, ale na desktop jest za bardzo irytujący (V9). W domu mam wersję GS – dla graczy i sobie chwalę.

  33. retman41
    10 marca, 2018 at 11:37

    Dziękuję takijedenninja . Nie znałem MX Linuxa a po aktualizacji Mint Cinammon sprawiał problemy z bootowaniem. Skoro świt zainstalowałem MX i jestem mile zaskoczony.

  34. Masster Universum
    2 maja, 2018 at 22:20

    Ja nie wiem te wszystkie GNU/HURD są dla nerdow ja nic z tego nie rozumie najlepszy był DOS i poty ni ma kwantowcow jest palace się dziadostwo. Jakiś błąd się pojawia – formatowac środowisko do skutku Tak samo jak linuxa i hejtuje Maca i wszystko bazowane na Unix. Ale fakt faktem trza Bugbuntu używać jak za darmo. Dziadostwo i tyle i ogółem przepraszam za te wypowiedź. Hej pomóżcie przy okazji jak z Macintosh HD se dane zgram bez Time machinow i innych takich bo nie wiem bo nie wie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »