przystajnik

Xfe 1.41 na trudne czasy

Czy w czasach masowej plastikowej tandety jest jeszcze miejsce na zachwyt nad odmiennością? Takim rozmyślaniom można się oddać spoglądając na linuksowy menedżer plików Xfe. Chociaż na braki tego typu oprogramowania nie możemy narzekać, to w Xfe interfejs graficznym rodem z ubiegłego wieku aż nie pozwala przejść obojętnie obok niego.

Xfe

Rozwojem Xfe (X File Explorer) zajął się w 2002 roku Roland Baudin. Projekt stanowi kontynuację porzuconego X Win Commandera i swoją stylistyką nawiązuje do MS-Explorera. Jak przyznaje sam autor, zmusiła go to tego sytuacja na scenie linuksowych programów zarządzających plikami – były to i są w większości spore projekty z dużą liczbą zależności oraz lubujące się w RAMie naszego komputera. Jeżeli zależy nam na szybkości, elastyczności i wydajności to Xfe jest odpowiedzią na nasze wymagania. Projekt jest zbudowany z wykorzystaniem biblioteki libfox (stąd jego wygląd) a do uruchomienia wystarcza mu około 10MB pamięci bieżącej. Do tego jest to program kompletnie niezależny od jakiekolwiek środowiska graficznego.

No dobrze, jest surowo ale schludnie, oszczędnie, szybko. Ale co tak naprawdę potrafi to narzędzie? Tu kolejne zaskoczenie, bo jak na zapowiedź minimalizmu to program posiada całe mnóstwo przełączników, opcji, paneli i innych elementów. Nie stanowi dla niego problemu obsługa UTF8, jednego lub dwóch paneli z ułożeniem poziomy lub pionowym, do tego drzewka katalogów, widoku ikon małych i dużych oraz szczegółów plików. Dodajmy wyświetlanie miniatur plików graficznych, filtrowania i wyszukiwania plików, ich właściwości, kojarzenie rozszerzeń z konkretnym programem, bogactwo skrótów klawiszowych, itp. Dla tradycjonalistów mamy standardowy pasek z wypisaną lokalizacją, zaś osoby lubiące nowoczesność mogą nawigować pomiędzy katalogami za pomocą ikon. Przeciąganie plików wyświetli nam gustowne okienko z akcją jaką możemy potraktować plik (przenieś/skopiuj/link). Jeżeli zapragniemy doprecyzować niuanse pracy z Xfe, wystarczy uruchomić bogato wyglądające ustawienia. W pakiecie dostajemy również narzędzia xfimage (przeglądanie grafiki) oraz xfwrite (notatki). Prawdę mówiąc prościej jest wymienić to, czego w tym programie brakuje.

A Xfe ma braki, a jakże. Przede wszystkim rzuci się nam w oczy brak możliwości połączenia ze zdalnym serwerem (sftp, Samba, cokolwiek). Tym samym nie jest to narzędzie dla każdego, a raczej dla osób ze słabszą konfiguracją sprzętową lub poszukującą ciekawe uzupełnienia dla własnoręcznie tworzonego środowiska graficznego. Xfe nie jest też jakimś dynamicznym projektem. Rozwijany przez przez jednego dewelopera otrzymuje poprawki i nowe funkcje kiedy stają się one potrzebne.

Program w wersji 1.41 znajdziemy w standardowych repozytoriach standardowych dystrybucji. Najnowsza wersja to 1.42 która wnosi w większości poprawia drobne błędy. Warto pamiętać też o doinstalowaniu paczek xfe-i18n oraz xfe-themes (ta druga paczka umożliwi nam zmianę wyglądu).

Post navigation

4 comments for “Xfe 1.41 na trudne czasy

  1. 5 maja, 2017 at 11:46

    O, sprawdzę czy da się to zrekompilować na RPi2, może będzie jakaś zauważalna różnica w wydajności w porównaniu do domyślnego pantheon-files. bo chyba tak to się nazywało.

    //edit: Może nawet jest domyślnie w repozytoriach, ale rekompilacja z -O3 i -march nigdy nikomu nie zaszkodziła… pomijając, że -O3 na pewno komuś popsuło nie jedną rzecz. ;-;

  2. ps
    6 maja, 2017 at 16:07

    A jakie to trudne czasy nastały? Chyba takie, że więcej tutaj reklam niż wartościowych treści. 😀

  3. terenoswy
    7 maja, 2017 at 1:09

    Takie trudne, że tu wlazłeś i musi Cię wąchać. Jego strona, Jego reklamy, nie podoba się to idź stąd i wróć jak nabierzesz odrobiny szacunku.

  4. mati
    24 maja, 2017 at 8:09

    #BojówkaMate #TylkoMate

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »