przystajnik

Steam i ponad 2000 gier dla Linuksa oraz brak graczy

Chciałoby się powiedzieć, że od czasu pojawienia się Steama dla Linuksa nową świecką tradycją stało się comiesięczne podważanie rzetelności zbieranych przez tę platformę statystyk. Są one wyjątkowo niekorzystne dla naszego systemu, chociaż początkowy hurraoptymizm sprawił, że w ogólnej liczbie graczy na Steamie byliśmy potęgą wyliczoną na około 2.5%. Potem było już tylko gorzej i obserwowaliśmy ciągły spadek tych statystyk, na przekór pojawiającym się dla Linuksa nowym grom. A tych na Steamie od niedawna jest już ponad 2000 dla naszej platformy i teraz wytłumaczenie może być już tylko jedno – gracz to wyjątkowo drapieżny i żarłoczny gatunek.

Alien Isolation

Alien Isolation

Shadow of Mordor

Shadow of Mordor

Nie da się inaczej przeanalizować obecnej sytuacji na rynku rozrywkowym. Pomimo krzepiącej liczby tytułów (2007 sztuk i nawet 1/4 z tego nie widziałem), Linux jest ostoją dla nielicznych ustatkowanych graczy. A to co napędza ten rynek to maniacy z wypiekami czyhający na nowości AAA. Ich jakość, stopień innowacyjności, bogactwo fabuły to sprawy drugorzędne. Wobec takiego nastawienia 80% populacji rządnej rozrywki cyfrowej, Linux musi być dla nich dziwadłem. Ani nie mogą w sklepie kupić maszyny z tym systemem (skoro nie ma w sklepach – to system nie istnieje), instalować samemu niezbyt się opłaca – bo przecież wszystkiego jego gry są na Windowsie. Na dodatek nikt nie zająknie się o dostępności dla Linuksa nowości, którymi ekscytują się serwisy traktujące o grach. Stąd też takie a nie inne nastawianie. Cyt. „Linux? Nuda, ze sterownikami dupa i literek w terminalu kupa”.

Xcom 2

Xcom 2

Dying Light

Dying Light

Co więcej, samo Valve wiedziało o powyższym podejmując decyzję o wsparciu Linuksa i wydaniu dla niego Steama. Dlatego postanowili stworzyć grupę  odbiorców tworząc koncepcję Steam Machines. Salonowe komputero – konsole z zainstalowanym SteamOS mogą przeważyć szalę tych nieszczęsnych statystyk, jednak tego nie robią – z prozaicznej przyczyny. Samych modeli Steam Machines jest póki co niewiele, a one same działają w trybie Big Picture – trybie, w którym Valve nie wyświetla użytkownikom zaproszenia do wzięcia udziału w statystykach. To sugeruje, że Valve jest świadome długotrwałego charakteru procesu zmiany przyzwyczajeń, nastawienia deweloperów do Linuksa (SteamOS) i po prostu nigdzie im się nie śpieszy. Ziarno zostało zasiane, teraz wystarczy pilnować SteamOS, Vulkana i kusić producentów Steam Machines przeróżnymi wizjami. Czy to wystarczy? To może się udać, gdyż pomaga im w tym sam… Microsoft. Ich koncepcja zamkniętego sklepu „dla elit”, wymuszanie od deweloperów haraczu, przymuszania do korzystania z takich a nie innych rozwiązań już przynosi rezultat i zbiera żniwo.

Grid Autosport

Grid Autosport

Total War Attila

Total War Attila

Jak mantra wraca również kwestia tego, czy na Linuksie potrzebujemy graczy. Myślę, że stoimy w przededniu zmian, gdy powstanie nowa grupa użytkowników Linuksa, bez zacięcia społecznościowo – ideologicznego. Po prostu będą mieli w domu Steam Machine z grami na potrzeby doraźnej rozrywki. Co nam po takich graczach? Ano wbrew pozorom będą dla nas pożyteczni. Ich masowe pojawienie się na rynku stworzy nową grupę odbiorców, dla których producenci oprogramowania będą musieli dostarczyć gier, co i nam wyjdzie na korzyść jeżeli raz na rok postanowimy wydać oszczędności na jakiś tytuł AAA. Gdy procentowy udział „zwykłego użytkownika” będzie wystarczająco atrakcyjny dla producentów oprogramowania użytkowego – będzie się pojawiać również i ono. Bowiem nie bójmy się tego stwierdzenia – społeczność nie jest w stanie stworzyć programów dla wszystkich dziedzin zastosowania komputera i na poziomie jaki obecnie wymaga większość z nas.

No cóż, to wszystko przyszłość w wariancie optymistycznym. A za miesiąc marzec statystyki gracz Linuksowych znowu spadły w granice 0.85%. 

Post navigation

121 comments for “Steam i ponad 2000 gier dla Linuksa oraz brak graczy

  1. nya
    3 kwietnia, 2016 at 10:58

    A może to jest tak, że jak ktoś już Linuksa ze świadomego wyboru na co dzień używa to ma ciekawsze rzeczy do roboty niż granie w gry?

  2. general.nie7
    3 kwietnia, 2016 at 11:19

    Ciekawe natomiast, że będąc zapewne na bieżąco z technologią, wykazuje się jednocześnie takim zapóźnieniem. Kino już zdążył Pan zaakceptować jako pełnoprawną formę sztuki?

  3. general.nie7
    3 kwietnia, 2016 at 11:22

    Ciekawe natomiast, że będąc na bieżąco z nową technologią, jednocześnie może być tak zapóźniony. Czy kino zdążył już szanowny Pan zaakceptować jako pełnoprawną formę sztuki?

  4. Aspa
    3 kwietnia, 2016 at 11:23

    Być może tak właśnie jest, ale Salvadhor zwrócił uwagę na jedną ważną rzecz – społeczność NIE JEST W STANIE zapewnić oprogramowania na poziomie wymaganym przez wielu użytkowników w każdej dziedzinie. Dziwnym trafem najstabilniejsze i najbardziej zaawansowane projekty linuksowe to te, które jakoś tam funkcjonują także pod wiodącym systemem: GIMP, Audacity, Libre Office (dawniej OOo). Użytkownicy Windows są przyzwyczajeni, że jeśli coś instalują to ma działać, więc jeśli jakiś program o linuksowej prowieniencji powstał także w wersji na Windows i jakoś się tam upowszechnił, to z reguły jest solidny (co oczywiście nie znaczy, że oprogramowanie dostepne jedynie na Linuxa to zawsze kiszka z grzybnią). Sam znam kilka osób, które wiedzą o istnieniu Linuxa a nawet go uzywają, bo kiedyś pod Windows natknęli się na dziwadło w postacie całkiem dobrego, a przy tym darmowego programu bez reklam i zaczeli dochcodzić, co to za zwierzę, trafiając po nitce do kłębka.
    Świetnym przykładem tego, ze na zamknięte oprogramowanie pod Linuxem nie ma sie co obrażać i czasem jest ono najwygodniejszym rozwiązaniem (nawet, jeśli trzeba za to zapłacić) jest wideoedytor Lightworks. Na forach toczy sie dyskusja z twórcami świetnego pakietu Affinity Photo, dostępnego na Maca a wkrótce także na PC. Przy całej mojej sympatii do GIMPa, Affinity jest zwyczajnie dużo lepsze, nowocześniejsze a przy tym – choć płatne – to jednak niedrogie w porównaniu do PSa. Twórcy szacuja koszt wdrożenia wersji na Linuxa na jakieś 500 tysiecy USD i deklarują, że chętnie wydadzą te pieniadze o ile bedą mieli szansę na zwrot poniesionych kosztów. Jeśli baza ‚nieideologicznych’ użytkowników Linuxa sie powiększy, chocby dzięki grom – szansa na taki rozwój sytuacji wzrośnie. Wbrew pozorom będzie to także z zyskiem dla twórców opensourcowych – GIMP od lat jakby drepcze w miejscu, bo nie ma konkurencji, niektóre decyzje odnośnie jego funkcji czy ich implementscji są… kontrowersyjne. My zaś, użytkownicy będziemy mieli wybór – czekać, czasem latami, aż pojawi się pod Linuxa cos używalnego stworzonego przez społeczność, albo zapłacić za to, czego nie ma, resztę zaś workflow zbudować na otwartym oprogramowaniu. A twórcy otwartego oprogramowania? Jeśli Linux zaproponuje ciekawą opcję systemu zarówno dla profesjonalistów i ‚zwykłych’ zjadaczy bitów, to prawdopodobieństwo, że producenci sprzętu wesprą społeczność, liczac na zwiekszoną sprzedaż swoich produktów z zainstalowanym Linuxem – też wzrośnie.
    Zresztą zobaczmy, ile dobrego dla Linuxa zrobił tak często krytykowany Canonical z Ubuntu, ile ‚ortodoksyjnych’ dystrybucji korzysta z dobrodziejstw źródeł Ubuntu, ile osób, dzieki prostej, zautomatyzowanej instalacji i konfiguracji systemu Ubuntu zaczęło przygodę z Linuxem. To jest wartość sama w sobie dla społeczności.

  5. Dobrecki
    3 kwietnia, 2016 at 11:29

    „…jak ktoś już Linuksa ze świadomego wyboru na co dzień używa to ma ciekawsze rzeczy do roboty niż granie w gry…”.
    Mam takie samo wrażenie jak @nya:disqus.
    Użytkownicy Linuksa to osoby zdecydowanie świadome, w odróżnieniu od bezmyślnych „biologicznych robotów”(w niektórych kręgach zwanych „lemingami”) będących głównymi odbiorcami dzisiejszych masowych produkcji. I jako tacy odbiorcy mają większą świadomość potrzeby ochrony przed „pochłaniaczami czasu i uwagi”, takimi jak komputerowe gry czy produkcje Hollywood.

    Krótko mówiąc, użytkownicy Linuxa nie ulegają tak łatwo odmóżdżającej hipnozie ekranów i ekraników.

  6. Dobrecki
    3 kwietnia, 2016 at 11:40

    „Pełnoprawna forma sztuki”… ciekawy pomysł.
    A zechcesz mi wymienić na ten przykład jakiś hollywoodzki film, pozytywnie przedstawiający Polskę i/albo Polaków?

  7. nya
    3 kwietnia, 2016 at 12:40

    GIMP ma od dawna konkurencję w postaci dynamicznie rozwijającej się Krity i dalej drepcze, problemem jest raczej niedobór programistów zainteresowanych tym projektem.

  8. nya
    3 kwietnia, 2016 at 12:50

    Swoje potrzeby obcowania ze sztuką staram się realizować w sposób aktywny, domyślam się że w przeciwieństwie do kolegi.

  9. Ittaj
    3 kwietnia, 2016 at 12:58

    Paradoksalnie Linux jest świetnym systemem dla „zielonych” użytkowników. Dlaczego? Stawialiście kiedyś znajomemu, który nie ma większego pojęcia o temacie Windowsa? Wypieściliście system? Wszystko śmigało, a po tygodniu znajomy dzwoni, że system muli? Jedziecie do niego i co? Wirusy, które nie chcecie wiedzieć gdzie złapał, jakieś śmieciowe oprogramowanie uruchamiające się na starcie i masa śmieci w przeglądarce bo instalując jakieś programy nie wszedł w opcje „zaawansowane” i nie odznaczył instalacji przy okazji innego softu… no totalna masakra…. po tygodniu „nieświadomego” użytkowania system do totalnego remontu.
    a postaw takiemu Linuxa… po tygodniu cisza, po dwóch cisza… po miesiącu cisza… dlaczego? Praktyczny brak wirusów, instalujesz tylko to co chcesz, system się tak nie zaśmieca, trudniej popsuć.
    Za to głównie cenię Linuxa, służy mi do wielu rzeczy ale akurat nie do grania (gram na Windows, konsolach) i wyobraźmy sobie, że Linux jako maszyna do gier zaistnieje w świadomości wielkiej ilości graczy, co się wtedy stanie? Ano wszystko o czym pisałem wyżej weźmie w łeb, bo oprócz masy nowych gier i ogólnie softu, pojawi się też masa różnej maści wirusów, cwaniactwa i prób nabicia cię w butelkę (przykładu nie trzeba szukać daleko – Android).
    Także ja patrzę na to wszystko tak:
    Linux dzięki Steam przebije się do mas? – Dobrze.
    Nie przebije się? – lepiej;)

  10. Dobrecki
    3 kwietnia, 2016 at 13:15

    No ej, może ty im przegadasz? Bo mi nie wierzą, że życie na peryferiach i bycie częścią swego rodzaju elity, to przywilej a nie przekleństwo. 😉

  11. haha
    3 kwietnia, 2016 at 13:42

    Czyli mam rozumieć, że użytkownicy Linuksa, to wyższa rasa? Jeżeli tak myślisz, to nic dziwnego, że Linux dalej jest na desktopach i w oczach graczy niszą.

  12. Magnum44pl
    3 kwietnia, 2016 at 14:14

    Jak będzie Lightroom pod pingwina to zrezygnuję z opcji dual boot 🙂 Na razie jednak od Windows się człowiek nie odpędzi, przynajmniej w tym zastosowaniu. I nie, darmowe Darktable albo RAW Therapee nie dorównują Lightroomowi 🙂

  13. Magnum44pl
    3 kwietnia, 2016 at 14:17

    Cóż, gorzej jak taki ZU sobie pododaje jakieś dzikie repozytoria i wywoła piekło zależności 🙂 Każdy system można zepsuć, ustaw go na Windowsie na koncie ograniczonym to liczba wirusów spadnie praktycznie do zera. Przetestowane na znajomych 😉

  14. 3 kwietnia, 2016 at 14:21

    Ale wiesz dlaczego? Bo używasz jakiejś funkcji w LR, o istnieniu której ja nie mam pojęcia i dzięki temu nic mnie nie wstrzymuje przed pracą w DT 🙂 A może nawet i DT ma podobną funkcję, której ci brakuje, tylko się inaczej nazywa lub konfiguruje.

    Niemniej, owszem, LR przez lata wypracował bardzo automatykę programu i machanie suwakami od cieni i świateł to tam sama przyjemność. Przynajmniej tak słyszałem, bo nigdy nie używałem LR.

  15. 3 kwietnia, 2016 at 14:23

    Wątpię, żeby zwykły user doszedł aż do momentu dodawania repozytoriów. Przecież 40% użytkowników nie wie też jak zainstalować program pod Windowsem (co pobrać i skąd, jak rozpakować, w co kliknąć, itp.). Zlecają tę robotę fachowcom.

  16. jjghfgtyrt
    3 kwietnia, 2016 at 15:43

    „Myślę, że stoimy w przededniu zmian, gdy powstanie nowa grupa użytkowników Linuksa, bez zacięcia społecznościowo – ideologicznego. Po prostu będą mieli w domu Steam Machine z grami na potrzeby doraźnej rozrywki. Co nam po takich graczach? Ano wbrew pozorom będą dla nas pożyteczni. Ich masowe pojawienie się na rynku stworzy nową grupę odbiorców, dla których producenci oprogramowania będą musieli dostarczyć gier, co i nam wyjdzie na korzyść jeżeli raz na rok postanowimy wydać oszczędności na jakiś tytuł AAA. Gdy procentowy udział „zwykłego użytkownika” będzie wystarczająco atrakcyjny dla producentów oprogramowania użytkowego – będzie się pojawiać również i ono.”

    Czy dobrze rozumiem ten fragment? Mam kupować niepotrzebne, zamknięte oprogramowanie aby Microsoft wydał MS Office na Linuksa? Czasami zastanawiam się czy ktoś jeszcze wie dlaczego i po co powstało Wolne Oprogramowanie. 🙁

  17. 3 kwietnia, 2016 at 16:00

    Cóż wszystko zależy od potrzeb. Możemy trwać z sztandarem opensource na szańcu, za który… Nie ma nic. Albo dopingować spopularyzowanie się (choćby do poziomu OS X) naszego systemu i korzystać z niego w pełni, niezależnie od zadania które chcemy wykonać i za pomocą jakiego programu. Wolność wyboru powinna być również wolnością wyboru oprogramowania – użytkownicy Windowsa nie mają z tym problemu, pomimo pochodzenia i oczywistych przypadłości tego systemu. Dlaczego użytkownicy Linuksa mają zwieszać nos na kwintę i nie móc np. złożyć materiału wideo w odpowiednim dla profesjonalnego amatora oprogramowaniu? Owszem, obecna sytuacja programów opensource o wiele bardziej do przodu w porównania do tego, co reprezentowały one jeszcze 10 lat temu. No ale bądźmy również poważni – czekać 15 lat na to, aby GIMP pozwolił na obróbkę obrazu z 16bitową precyzją? Nie ma woli, wizji i chęci społeczności, aby jakiś projekt tworzyć/rozwijać – nie powinno się zatem blokować tego kawałka rynku dla komercyjnego producenta.

    I tu docieramy do marchewki na kiju dla producentów softu – im marchewka większa, tym bardziej ochocza podrepczą oni w naszą stronę.

    Powyższe nie blokuje nikomu drogi do pozostania prawdziwym purystą, korzystającym wyłącznie z oprogramowaniem opensource na biurku.

  18. ratus
    3 kwietnia, 2016 at 16:38

    „Piekło zależności”, to pojęcie które funkcjonowało, gdy podstawowym systemem był Slackware, (gdzieś tak do wersji 10.0) który nie miał mechanizmu managera pakietów i każda nowa instalacja wymagała ustalenia, dociągnięcia i doinstalowania zależności, które miewały własne zależności.
    Teraz, jeśli by nawet ktoś, nie wiadomo po co, dodał „dzikie” repozytoria, to co najwyżej zobaczy komunikat o błędzie. Piekło nie będzie wywoływane.

  19. ratus
    3 kwietnia, 2016 at 17:14

    Oprogramowanie Open Source powstało z założeniem, że jeśli ktoś CHCE, to może, korzystając z osiągnięć społeczności, robić to, co sobie umyśli.
    Wszelkie wezwania „niech zrobią pod Linuksa Lightroom, Photoshop, MSOffice , no i najnowsze gry, itd – oczywiście, za darmo – to wtedy będę go używał” – jest nieporozumieniem, że nie powiem – bezczelnością.
    Nikt nikomu nie robi łaski, używając Linuksa.

  20. 3 kwietnia, 2016 at 17:18

    Czym innym jest negatywna postawa roszczeniowa i szantaż (nie będzie PSP – nie będę Linuksa używał), a czym innym oczekiwanie, że wraz z popularyzacją Linuksa „pod strzechy” poprawi się sytuacja obecnych użytkowników – choćby w zakresie oferty oprogramowania. A czy ktoś będzie chciał kupić komercyjny soft, czy też nie – to już jego sprawa. Problem jest w tym, aby jednak mógł dokonać takiego wyboru – bo teraz najzwyczajniej nie może.

  21. ratus
    3 kwietnia, 2016 at 17:38

    Oczywiście, możliwość wyboru, świetna rzecz, a zawsze wrogiem dobrego jest lepsze.
    Ale, jak sam wspomniałeś > … Jak mantra wraca również kwestia tego, czy na Linuksie potrzebujemy graczy….
    Jak sądzę, również w kwestii tego, czy Linuks ma być „dla wszystkich” też zdania są podzielone. Ja akurat reprezentuję opinię, że niekoniecznie, że jego priorytetami powinna być niezawodność, bezpieczeństwo i stabilność – nawet kosztem mniejszej uniwersalności i popularności. Nikomu nie zabraniam innego poglądu i nie mam zamiaru forsować swojego.

  22. Dev1ce
    3 kwietnia, 2016 at 18:00

    Znając Linuksową planetę niektóre dystrybucje będą przeznaczone dla użytkowników domowych i graczy, a niektóre na serwery, IoT i inne rzeczy, których główną cechą ma być stabilność i niezawodność. W sumie już teraz jest. Jak chcesz mieć zawsze najnowsze oprogramowanie, ale podczas aktualizacji odmawiać litanię, to instalujesz Archa. Jak chcesz stabilność i bezpieczeństwo, to instalujesz Debiana, CentOSa, Reda lub SUSE.

  23. 3 kwietnia, 2016 at 18:48

    Gran Torino. ;]

  24. 3 kwietnia, 2016 at 18:52

    Tak i nie, bo to o czym piszesz częściowo nie ma sensu – praktycznie nie ma oprogramowania Linuksowego, które nie byłoby dostępne także na inne platformy, ponieważ fundamenty na których zostały przygotowane zostały już dawno sportowane na Windowsa i Maka…

  25. Aspa
    3 kwietnia, 2016 at 18:56

    Oczywiście wszystko jest kwestią bardzo subiektywną, ale jako wieloletni, intensywny użytkownik Lightrooma ‚z pewną taką nieśmiałością’ przesiadłem się w całosci ze swoją robotą fotograficzną na Darktable i po kilku(nastu już?) tygodniach odsatwienia od produktu Adobe (który wciaż wisi na jednym laptopie i w każdej chwili może być użyty, gdyby DT mnie zawiodło) stwierdzam, ze nie mam absolutnie najmniejszej potrzeby powrotu do LR, zarówno pod wzgledem zorganizowania pracy, jak i uzyskiwanych efektów. W tym czasie przygotowałem fotograficzne elementy dużej instalacji do galerii, kontynuowałem pracę nad kilkoma długodystansowymi projektami dokumentalnymi, zrobiłem fotograficzne ilustracje do artykułu, który bedzie cześcia książki oraz sprzedałem zdjecia na pierwszą stronę i do środka lokalnej gazety z newsowego wydarzenia, którego przypadkowym świadkiem byłem wracajac ze spaceru nad rzeką ze swoim plecakiem fotograficznym. Jeśli przy tym wszystkim choc na moment czułem się jakoś ograniczony, to raczej własnym brakiem biegłościw posługiwaniu sie DT, nie zaś ograniczeniami czy rozwiązaniami samego programu.

  26. 3 kwietnia, 2016 at 18:57

    Ja bym się za graczy nie obraził, to dzięki nim będziemy mieli bardziej stabilne i dopracowane sterowniki, które nawet przy przeglądaniu WWW są przydatne.

  27. Aspa
    3 kwietnia, 2016 at 19:01

    Ja używałem i potwierdzam – LR jest łatwy i przyjemny w obsłudze, szybko pozwala wyrobić nawyki i daje dobre rezultaty. To zaleta, oczywiscie. Ale DT daje wiecej możliwości i lepszą kontrolę nad obrazem, udostępnia narzędzia i opcje, których wzajemna kombinacja daleko wykracza poza to, co oferuje LR. Przez to praca jest trudniejsza, mniej intuicyjna i – na początku – wolniejsza, ale… można znacznie wiecej wycisnąć z RAWa. Trzeba zatem sobie odpowiedzieć na pytanie: czy ważniejsza dla nas jest wygoda (przy czym to nie jest tak, ze między tymi programami jest przepaść – na DT także wygodnie sie pracuje, zwłaszcza po wyrobieniu nawyków), czy jakość uzyskiwanego obrazu (znowu, ten z LR nie jest zły, oczywiście).

  28. Aspa
    3 kwietnia, 2016 at 19:15

    Sądzę, że koledze Dobreckiemu chodziło o to, że możesz kupić reklamowane półprodukty, proszki i zestawy, wrzucić je do food-procesora, uzyskaną masę zaś – do komputerowo sterowanego piekarnika mikrofalowego, z wybranym programem z instrukcji – i mieć wspaniałą kolację. Nie ma w tym nic złego, może nawet zaproszona niewiasta skusi sie na kontynuację w postaci śniadania.
    A mozesz też pójść wraz z nią na spacer po klimatycznych sklepikach i straganach, gdzie wszyscy będą cię witać jak starego znajomego, wybrać doskonałe, świeże warzywa, ryby, mięso, przyprawy czy co tam chcesz, do tego butelkę wina, opowiadajac przy okazji swojej towarzyszce ciekawe historie z twoich podróży do krajów, skąd to wszystko pochodzi, wrócić do domu, posadzić ją przy kominku a samemu krzątać się przez kilkdziesiąt minut po kuchni, podtrzymując ciekawą konwersacje o sztuce, by wreszcie podać kolacje, od której zapachu ona od razu zapyta z błyskiem w oku, czy wszystkie posiłki, ktore przygotowujesz tak pachną niezależnie od pory dnia i czy miałaby szansę się o tym przekonać?
    Taka jest właśnie różnica miedzy mainstreamem a elitą. Sam pisałem powyżej, ze upowszechnienie i komercjalizacja w pewnym zakresie (w sensie szerszej dostępnosci dopracowanych, komercyjnych rozwiazań) może tylko pomóc Linuxowi. Niemniej jednak aspekty ideologiczne, ze tak powiem, są nie do pominięcia – Linux i ludzie wokół niego naprawdę czynią świat lepszym, tak jak czynią go lepszym ostatni ‚dzicy’ w dżungli amazońskiej czy ludzie z uporem maniaka ratujący ostatnie nosorożce w Afryce. Wielu z nas, w tym ja, wybrało Linuxa, choć jest nieco trudniej, niz gdybym wydał te 130 euro na Windows i kolejne kilkaset na programy. Owszem, zaoszczędziłem pieniadze, ale nie o to chodziło, stać mnie. Wybrałem Linuxa bo… chciałem robić to, co robiłem dotychczas w wyjątkowy (a zatem – elitarny) sposób.

    PS Kolego Dobrecki – jeśli nie to chciałeś powiedzieć – wybacz proszę 🙂

  29. Aspa
    3 kwietnia, 2016 at 19:19

    Amen!

  30. Aspa
    3 kwietnia, 2016 at 19:32

    Wciąż jest sporo programów, które powstają i rozwijają się w obeicujacy sposób na Linuxie a nie ma ich pod Windows – jak choćby Darktable, który – piszę to jako człowiek obyty z fotografią także w jej profesjonalnym wydaniu – naprawdę może konkurować z Lightroomem. Oczywiście w wielu wypadkach jest tak, jak piszesz, niemniej jednak nie sprawia to – IMHO – iż moja argumentacja jest pozbawiona sensu.
    Zresztą my tu mówimy raczej o migracji w drugą stronę – ja byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby programy takie, jak Affinity czy Sony Vegas były dostępne – odpłatnie – dla LInuxa. Byłbym wtedy w stanie przekonac wielu moich przyjaciół, by zaczęli pracować pod Pingwinem, zaś rosnąca grupa użytkowmików Linuxa oznacza bardziej dynamiczny rozwój samej platformy.

  31. Dobrecki
    3 kwietnia, 2016 at 21:22

    Cholerka, dokładnie to chciałem powiedzieć! Tylko zabrakło mi ciut czasu a przede wszystkim tak błyskotliwego pióra. Dzięki szanowny i elokwentny kolego @Aspa. Za pomysł na bałamucenie niewiast także. 😉

    Z tym że ja nie zamierzam zostać wyznawcą Linuksa. Tam gdzie muszę czyli w pracy, używam także windowsów. Średnio stanowią one jakieś 20% systemów w naszym biurze. Póki co muszą być, bo szkoda nam czasu na wyważanie otwartych drzwi.
    Ale w domu wyłącznie Linuksy, z czystej wygody, dla zachowania prywatności i dla bezpieczeństwa oczywiście. Plus oczywiście Android, ale to już głównie domena kobiet w rodzinie, z którymi też nie zamierzam walczyć o zmianę nawyków. 😉

    Co do elitarności użytkowników Linuksów, to chyba oczywista oczywistość? Było nie było, jesteśmy tym jednym procentem użytkowników dyktującym komputerom co mają robić a nie odwrotnie, jak to jest z użytkownikami Windowsów.

  32. Dobrecki
    3 kwietnia, 2016 at 21:51

    No ej! Znamy zaklęcia, jak choćby dir, ls czy cp. Trzymamy nasze komputry na krótkich smyczach, muszą nas słuchać. Serio, u nas nie ma tak że wieczorem wyłączasz komputra z Windowsem Siódmym a rano włącza ci się z Windowsem Dziesiątym i jeszcze cię opieprza że masz niczego nie dotykać, zanim on nie dokończy coś tam tentegować. A potem jeszcze, jak ten ci…ołek, zmuszany jesteś do kilkukrotnego restartu komputera, niezależnie jak bardzo ci się spieszy i ilu klientów toczy pianę, czekając aż twój(?!) komputer łaskawie raczy się uruchomić.

    I do tego stanowimy elitarną, jednoprocentową część użytkowników.
    Czyli jakby nie patrzeć, jesteśmy rasą Panów! ;)))

  33. Aspa
    3 kwietnia, 2016 at 22:18

    To i tak masz nieźle – w mojej fabryce 50 procent to Winda, pozostałe to makówki, ale w wiekszości też z opcją logowania do Windy, jak kto lubi…

    W domu już wszystkich nawróciłem na Linuxa, choć mamy jednego laptopa z WIn10 i MS Office – żona zawodowo używa specjalistycznego programu, który korzysta z MS Office i naczej uruchomić się nie daje, nawet się nie instaluje, jeśli Office nie wisi w systemie. Na tym samym lapku mam też powieszone moje licencje na Photoshopa, Lightrooma i Sony Vegas – tak na wszelki wypadek, jakby terminy goniły a społeczność jakiegoś istotnego dla mnie programu pod Pingwina poniosła ułańska fantazja z usprawnieniami albo wymyślaniem koła na nowo 🙂

  34. Inter
    3 kwietnia, 2016 at 22:33

    Jest dokładnie tak jak pisze salvadhor. Swego czasu zapytywałem się Was jaki system postawić starszej osobie na netbooku. Otóż zdecydowałem się na Lubuntu i finał jest taki, że mąż tej pani pytał się mnie ostatnio czy nie mógłbym i jemu zainstalować linuksa. Oczywiście zero problemów. Myślę że ta Pani nigdy nie pozna terminala a z pewnością nie będzie chciała poznawać tego czym są repozytoria. Już prędzej ja sobie syfów narobię przy moich zapędach kombinatorskich.

  35. 3 kwietnia, 2016 at 22:42

    Darktable jest i działa pod Windowsem, jedynie nie są dostarczane oficjalne buildy (chyba ideolo’n’stuff). Jeśli chodzi o resztę komentarza – w pełni się zgadzam, moja cześć branży już od dawna migruje na Linuksa, bo jest sporo (również komercyjnego) softu.

  36. Krzysiek Kowalewski
    4 kwietnia, 2016 at 8:15

    Gracze to jednak koło zamachowe rozwoju komputerów. Sam gram dość rzadko na Steam (jestem tym 0,85%) i nie uważam aby to było istotne dla użytkowników Linux. Jednak za graczami, przyjdą też korzyści dla zwykłych użytkowników w postaci lepszych sterowników, dedykowanych aplikacji dla Linux czy gier z Vulcanem

  37. Aspa
    4 kwietnia, 2016 at 8:51

    Cóż, poniekąd można powiedzieć, że każdy otwarty soft spod Linuxa ‚jest i działa’ pod Windows, bo tak długo jak legalnie można pobrać źródła i zrobić z nimi cokolwiek – choćby próbować kompilować na dowolny system, wliczając w to Widows – to gdzieś tam może ‚być i działać’ wszystko w wersji ‚okiennej’.
    Faktem pozostaje, ze zespół odpowiedzialny za tworzenie i rozwój DT wersji pod Windows nie opracował (jak piszesz, zapewne z powodów ideolo&stuff) i twierdzi, że nie zna nikogo, kto by się tego ‚oficjalnie’ podjął 🙂

  38. ciemnogrodzianin
    4 kwietnia, 2016 at 10:58

    Przepraszam, ale ta postawa, w tej dokładnie wersji, ma nazwę: IGNORANT.
    Ta „świadomość potrzeby ochrony przed ‚pochłaniaczami czasu i uwagi’, takimi jak komputerowe gry czy filmowe produkcje Hollywood” to do czego, przepraszam, niby prowadzi? Na cóż pożytkuje rasa panów swój czas, który zaoszczędziła odrzucając te formy niższej, plebejskiej rozrywki? Czytam mnóstwo książek, bywam w kinach i teatrach, a jednak gry komputerowe uważam za wcale nie gorszy produkt kultury. Ktoś, kto wrzuca to wszystko do jednego wora uznając za miałkie, po prostu nie ma wystarczającej wiedzy. A w połączeniu z przekonaniem, że ta wiedza jest mu zbędna, bo i tak wszystko wie lepiej – powstaje właśnie brzydka cecha ignorancji.

  39. ciemnogrodzianin
    4 kwietnia, 2016 at 11:02

    Powiem więcej.
    Odnoszę wrażenie, że masa krytyczna wytwarzana przez grupę graczy jest tym, co dziś paraliżuje rozwój Linuxa. Dla 80% użytkowników nie istnieją już, moim zdaniem, istotne powody, dla których nie mieliby się przesiąść na wygodniejszy, łatwiejszy w obsłudze, wygodniejszy i DARMOWY system. Nie robią tego, bo w powszechnej świadomości 99% gier (w które grają oni albo ich dzieciaki) powstaje wyłącznie dla Windows, a na Linuxie można pograć tylko w jakieś g***-gierki.
    Tymczasem to się w ostatnich latach bardzo zmieniło i fajnie by było, gdyby ludzie mieli tę świadomość.

  40. ciemnogrodzianin
    4 kwietnia, 2016 at 11:41

    Zastanawiałbym się jeszcze, czy linuxowi gracze nie preferują innych niż Steam form dystrybucji. Grywam w różne rzeczy, wróciłem do tego hobby dzięki dostępności wielu tytułów na Steam. Ale dziś, mając wybór, preferuję raczej kupno gry na GOG (DRM free!) lub w pudełku, szczególnie jeśli nie wspierają natywnie Linuxa i wymagane jest korzystanie z Wine – takie wersje wymagają znacznie mniej gimnastyki i nie wymagają pośrednictwa Steam (mając różną konfigurację Wine musiałbym mieć zainstalowanych de facto kilka klientów Steama, szkoda na to życia).

  41. Dobrecki
    4 kwietnia, 2016 at 11:52

    Przeprosiny przyjęte, wybaczam ci. 😀

    „Na cóż pożytkuje rasa panów swój czas, który zaoszczędziła odrzucając te formy niższej, plebejskiej rozrywki?”
    – niewłaściwe pytanie. Ale za to podam ci właściwą odpowiedź: „Rasa Panów” wie co ma w głowie, bo starannie wybiera źródła informacji, oraz rozrywki.

    Ale zgadzam się z tobą, w wielu dziedzinach jestem strasznym ignorantem. 😉

  42. Mar
    4 kwietnia, 2016 at 21:07

    Świetnie ujęte, są zdrowsze i mądrzejsze rozrywki niż siedzenie godzinami bez ruchu przed kompem to raz, a dwa 😉 ludzie dorastają, a gry nie.

  43. 4 kwietnia, 2016 at 23:48

    A jednocześnie podaje oficjalne instrukcje samodzielnej kompilacji.

  44. Aspa
    5 kwietnia, 2016 at 8:49

    Ale przyznasz, ze miedzy podaniem instrukcji samodzielnej kompilacji a wspieraniem i rozwojem danej wersji to raczej spora róznica jest? Zresztą nie ma o co się spierać – tworcy DT sami piszą, ze nie wspierają wersji dla Windowsa, bo sami nie mają na to czasu/zasobów/ochoty, a oficjalnie nikt się za to nie wziął. Nie wiem czemu mielibyśmy zakładać, że jest inaczej nic twierdzą ludzie najlepiej w sprawie poinformowani?

  45. 5 kwietnia, 2016 at 12:38

    Też bym nie wspierał, bo nie chciałoby mi się bootować windy. Co nie zmienia faktu, że jakbyś Ty się do nich zgłosił i powiedział „hej, chciałbym przygotowywać oficjalne paczki windowsowskie”, to pewnie by się zgodzili i już by była oficjalna wersja.

  46. Aspa
    5 kwietnia, 2016 at 14:45

    O ile pamiętam, co wyczytalem na ich blogu, to nawet na pewno przyjmą kogoś, kto weźmie na siebie całą tę robotę, raportujac do nich jedynie o ewentualnych problemach na poziomie kodu samej aplikacji – z otwartymi ramionami.

  47. Aspa
    5 kwietnia, 2016 at 14:53

    ‚Na cóż pożytkuje rasa panów swój czas, który zaoszczędziła odrzucając te formy niższej, plebejskiej rozrywki?’

    Czytanie książek. Pisanie książek. Oglądanie filmów. Robienie filmów. Robienie zdjęć. Wędrowki po górach. Przygotowywanie kolejnego wypadu do dżungli. Pomoc dzieciom w nauce. Zabawa z dzieciakami. Przygotowywanie romantycznej kolacji dla żony, gdy dzici już śpią. Spacery z psem. Praca w ogródku. Spotkania z przyjaciółmi. Praca w organizacji społecznej. Gotowanie. Malowanie. Rzeźbienie. Wycieczki rowerowe. Wycieczki samochodowe. Wycieczki koleją. Hodowla trudnych gatunków ryb i gadów… Mogę wymieniac jeszcze ze 20 minut, jak chcesz – każda z tych czynnośc może ci wypełnić dzien, sprawiać wielką frajdę i jeszcze zostawić po sobie jakiś pożyteczny slad; w moim wypadku sprawdza się każda i jedyne, co mnie drażni, to że nie mogę poświęcać im tyle czasu, ile chciałbym.
    Gry komputerowe to jakieś ostatnie 30(?) lat. Świat istniał przed nimi i ludzie nie umierali z nudów 🙂

    PS. Nie jestem ‚lepszą rasą’, ale obawiam się, że nie mając konta na FB z wolna staję się innym gatunkiem 😀

  48. 5 kwietnia, 2016 at 18:16

    Więc tym bardziej – nie jestem pewien, czy jeśli pominąć projekty związane ściśle ze środowiskiem graficznym czy konfiguracją systemu znajdzie się chociaż jeden projekt Linuksowy, który nie ma wersji na inne systemy. Bo „szukamy kogoś komu chce się zabootować czasem Windowsa i przygotowywać binarki” zdecydowanie nie jest tego typu przykładem.

  49. Aspa
    5 kwietnia, 2016 at 19:04

    Cóż, można sprawe tak postwić, w końcu każdy kod, o ile nie odnosi sie specyficznie do unikatowego sprzętu lub unikatowych funkcji jakiegoś systemu – da się w jakis sposób przenieść na inny system, aczęsto nawet na inny sprzęt – zgoda.
    Problemem pozostaje zdefiniowanie, co uznamy za ‚wersję na dany system’ – czy coś, co się dało przenieść, uruchamia się i wywala epicko po paru sekundach, albo pozostaje stabilne ale tylko tak długo, jak długo nie uruchamiamy jakiejś funkcji etc – to jest ‚wersja na dany system’, czy tylko… eksperyment?
    Zresztą, de facto, bardzo wiele linuksowych projektów to ‚work in constant progress’ nawet dla systemu, z myślą o którym powstały, czy zatem ich ‚nieoficjalne’ wersje pod Windows powiedzmy, które na wszystkie przypadłości wersji natywnej nakładaja jeszcze problemy ‚transferowe’ naprawdę zasługują na miano ‚istniejacej wersji’? Z punktu widzenia zwykłego użytkownika – raczej nie.
    Pamiętam przed lat zainteresowałem się Inkscapem, by mieć zastępnik za Corela, którego przed wielu laty używałem bardzo intensywnie, a potem to już tylko sporadycznie (wiec zastanaiwałem sie, czy warto płacić za licencję). Widziałem ówczesne Inkscape u znajomego na Linuxie i było całkiem przekonywujace. Niestety, instalacja oficjalnej wersji na Windows okazała się porażką, program wykładał się jak nieprzymierzając klacze w Janowie Podlaskim 🙂 Więc owszem, wersja pod Windows istniała, była oficjalna i wspierana tyle, ze nie dało się na niej pracować. Rozwiąznaiem był dual boot albo zakup Corela, na czym ostatecznie stanęło.

  50. Dobrecki
    5 kwietnia, 2016 at 21:44

    Tak właśnie czasami wracałem pamięcią i byłem ciekaw co wybrałeś?
    Lubuntu było ciut ryzykownym wyborem, ale skoro piszesz że nie ma problemów to może się już LXDE ustabilizowało? A może tylko w mojej konfiguracji sprzętowej LXDE płatało co chwila psikusy?

    Tak czy siak, cieszę się że dobrze wybrałeś i że masz podobne do moich, pozytywne doświadczenia z Linuksami dla laików. 😉

  51. Aspa
    5 kwietnia, 2016 at 22:32

    Cóż, nie znam żadnego wybitnego działa malarstwa współczesnego, które by MNIE przedstawiało w dobrym świetle – czyli co, malarstwo to nie sztuka?
    Poza tym kino nie zaczyna się ani nie kończy na Hollywood, choć na pierwszy, drugi a nawet trzeci rzut oka można odnieść takie wrażenia. Nieskromnie powiem, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy, w związku z współpracą przy pewnej ksiażce, obejrzałem około 100 naprawde dobrych filmów, z których ani jeden nie powstał w Hollywood – ba, tylko jeden był nakręcony w Ameryce!

  52. Aspa
    5 kwietnia, 2016 at 22:42

    Mój młodszy syn Kuba dorwał się do SuperTuxKart i po godzinnej sesji dopingu, potu, łez i ogromniastych emocji, jakich tylko ojciec może w takiej sytuacji doświadczyć stwierdzam, ze na Linuxie już mamy graczy: bardzo zaangażowanych i ambitnych. Rzekłem!

  53. ciemnogrodzianin
    6 kwietnia, 2016 at 18:59

    Moment, moment. Nie twierdzę, że umarłbym z nudów. Nie twierdzę, że gry są lepsze od innych form rozrywki. Nie twierdzę, że którekolwiek z form rozrywki są ważniejsze/fajniejsze od zabawy z dziećmi albo z żoną 😉

    Twierdzę jedynie, że gry – jak wszystko na tym świecie – są głupie i mądre, nudne i fascynujące. Są wśród nich arcydzieła, które dostarczają podobnych wrażeń jak dobra literatura czy kino, a dodatkowo pozwalają na coś więcej – interakcję. Sam kocham książki, ale kiedy mam ochotę na ciekawą fabułę a nie mam już siły na lekturę, sięgam czasem po dobrego RPG-a albo przygodówkę i doprawdy nie widzę żadnego powodu, dla którego miałoby to być coś gorszego niż wymieniane przez Ciebie np. oglądanie filmów.

    Wielu ludzi ma po prostu idiotyczną opinię o grach. Tak samo jest z komiksami, które ludzie uważają za „coś dla dzieci”. Sam nie dotykam komiksów, ale mam na tyle rozsądku, żeby nie wrzucać całej tej dziedziny sztuki do jednego wora i rzucać z wyższością plebejuszom, bo po prostu jestem świadom, że wśród komiksów jest miejsce i na szmirę, i na arcydzieła. Dla mnie opera to skowyt, ale szanuję ludzi, którzy się tym zachwycają i nie kwestionuję ich zdrowych zmysłów, choć odczuwam czasem taką pokusę 😛

    Tylko o ten elementarny szacunek wnoszę. I o niegłoszenie nieznoszących sprzeciwu opinii pełnych wyższości, jeśli się nie ma o czymś, jak sądzę, zielonego pojęcia.

  54. ciemnogrodzianin
    6 kwietnia, 2016 at 19:03

    Mylisz się. Rynek gier bardzo się zmienił. Ma dziś zupełnie inny target niż przed laty, wykształciły się nisze etc. „Siedzenie godzinami bez ruchu przed kompem” – rozumiem, że mole książkowe też są wg Ciebie nie teges?
    Sorry, ale Twój głos w dyskusji potwierdza moją tezę, że głosicie niższość czegoś, o czym nie macie pojęcia.

  55. Aspa
    6 kwietnia, 2016 at 20:41

    Drogi przyjacielu – ale gdzie ja napisalem, że gry są złe, gorsze albo dla ‚przygłupów’? Zapytaleś: ‚Na cóż pożytkuje rasa panów swój czas, który zaoszczędziła odrzucając te formy niższej, plebejskiej rozrywki?’ – a ja zwyczajnie odpowiedzialem, na co, choć twoje rozumienie ‚elty’ jako synonimu ‚rasy panow’ budzi mój zrozumiały sprzeciw. Nie umknęło przy tym mojej uwadze, iz zadeklarowałeś, ze czytasz, bywasz w kinie etc. I chwała Ci za to. Problem polega na tym, że dla wielu, bardzo wielu ludzi telewizja i gry komputerowe to JEDYNA forma spędzania wolnego czasu w ramach tego, co kiedys nazywano ‚samorozwojem’ oraz ‚korzystaniem z dóbr kultury’.
    Ja nie gram, a gdy ‚nie mam juz sił na lekturę’ (to aż taki wysilek?!), to idę spać. Bo jeśli nie masz po cięzkim dniu pracy siły na kilka stron jakiejś lżejszej ksiażki w łóżku pod lampką nocną (lżejszej, bo ‚Ulisses’ Joyca może być w tych okolicznosciach problematyczny, przyznaję) – to nie wierze, że masz siłę na godzinne zabijane milionow wrogów, rozkminianie zagadek o kosmicznej złożoności czy choćby wyścigi samochodowe – chyba, ze to taka wymówka z tym brakiem siły na czytanie.

  56. Dobrecki
    7 kwietnia, 2016 at 9:12

    Ja w zeszłym roku obejrzałem sześć filmów, w tym roku dwa. Ale od kiedy pamiętam, Polska razem z Polakami są przez Hollywood przedstawiane jako śmierdzący, wiejski zaścianek zaludniony zapijaczonymi złodziejami, ewentualnie donosicielami, których celem życia jest kapowanie SS-manom na biednych Żydów.

    Druga rzecz, dziś nie patrzy się co artysta chciał powiedzieć poprzez dzieło, ale co dotarło do przeciętnego widza, i zostało potem w jego głowie. A jeśli o to chodzi, to dzieła hollywoodzkie są gloryfikacją przemocy, legitymizacją imperialnych zachowań USA i czasami reklamami narkotyków, nie licząc oczywiście nieustającej w nich promocji alkoholu i papierosów.

    Dla mnie to propagandowa pralnia mózgów czystej wody. Czy propaganda może być pełnoprawną formą sztuki? Znając kolegi siłę przekonywania to pewnie i tak… Ale chętnie oczywiście poczytam jak ty to widzisz? 😉

    100 filmów w ciągu roku… Był czas, że oglądałem takie ilości, razem z dziennikami i w ogóle z telewizją. To nie był dobry czas dla mojego umysłu, tak to pamiętam.

  57. Dobrecki
    7 kwietnia, 2016 at 9:51

    Ale cieszymy się, mogąc wśród nas gościć tak zagorzałego ewangelistę świata gier.
    Twój nieudawany entuzjazm, z tego co widzę zapewni nam sporo uświadamiającej lektury.
    Myślałeś czasem nad pisaniem bloga o nazwie dajmy na to „Strażnica”, czy jakoś w tym stylu?

  58. Aspa
    7 kwietnia, 2016 at 18:03

    Cóż, nie jestem przekonany, że znam na wylot obecną ofertę mainstreamowego Hollywood, ale wydaje mi się, że oni raczej teraz siedzą w Supermanach i innych Avangersach bardziej, niz w zagmatwanej historii Europy Środkowej – ale może sie mylę.
    Sama tematyka, o której piszesz jest jednak trudna.Cholernie trudna. Z jednej strony niewiele naprawdę pamiętam filmów, które poruszają kwestie polskie, chyba, ze jako oboczny watek fabuły. Jeśli jednak poruszają… Prawda, obiektywna, jest taka – choć cięzko nam czasem to przyznać – że postawy społeczeństwa polskiego w czasiew wojny a także pod władzą komuny, czy nawet obecnie, w wolnej Polsce – nie zawsze są jednoznacznie bohaterskie, czyste i moralnie oczywiste. W kwestii pomocy Żydom lub szkodzenia im, Polacy mają wspaniałą i bohaterską kartę i – co zrozumiałe – w naszym narodowym rozumieniu historii na niej się koncentrujemy. Ale na kilku kartach zapisana jest tez historia obojętności (poniekąd zrozumiałej, za pomc groziła śmierć) i… takie zdarzenia, ktorych powinniśmy sie wstydzić. Antysemityzm w przedwojennej Polsce byl faktem (getta ławkowe na uniwersytetach, czyli wśród elity narodu… No to jak mogło być na zabitych dechami wsiach?!), antysemityzm w powijennej Polsce był faktem (1968), antysemityzm we współczesnej Polsce jest faktem (najpowazniejszy zarzut wobec polityka, to iz rodzice byli Żydami, czyż nie?). Tymczasem w naszej narracji historycznej próbujemy przekonać świat, że owszem, że może, ale na 6 lat miedzy 1939 a 1945 nasz antysemityzm zawiesiliśmy i tylko bohatersko pomagaliśmy Żydom… Pomagaliśmy, ale nie wszyscy…
    Amerykanie, a trochę ich znam, mają dość prosty ogląd świata i nie wdają się w niuanse. Z ich punktu widzenia nasza narracja jest… naiwna i niespójna. Oni z kolei, gdy już poruszają nasza historię – nadmiernie ją uproszczają, do poziomu absurdu (zresztą – robią tak nie tylko z nasza historią). Czemu jednak obrażamy sę za ich winy zapominając, że my TEŻ manipulujemy naszą przeszlością, tworząc jej sympatyczny, ale falszywy obraz?
    Jak pisałem – temat jest trudny i trzeba go dyskutowac w oparciu o fakty i bez emocji. Niewiele osób w Polsce jest do takiej dyskusji gotowych i to we wszystkich obozach…
    Jedźmy zatem dalej…
    Zgoda, że Hollywood, czy szerzej amerykański mainstream kinowy, to kiszka. Ale twierdzenie, że taka polityka, że świadomie… to zbyt wiele. Hollywood to rozrywka. Nieskich lotów, ale dochodowa. NIe doszukiwałbym sie tam ideologii i planów propagandowych: generalnie działa to tak, że amerykańscy chlopcy są dobrzy. Nawet, jak sa źli, to są w tym bardzo dobrzy i dadzą się lubić – end of story. Amerykanie są naiwni i mało wiedzą, lubią czarno-białe oceny i proste wybory. Takie też robią kino. Mozna nie oglądac – ja nie ogladam (to znaczy – oglądam słuzbowo…). Jestem w stanie posłać Ci jednak listę wielu wspaniałych, trudnych wzruszających i mądrych filmów, które powstały i powstają, choć wiele osób nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia: sporo europejskich, troche amerykanskich, bardzo dużo z Turcji, Iranu, Japonii, Chin, Korei etc. Kino zyje i ma sie dobrze, pomimo Hollywood 🙂

    I na koniec, skoro pytałeś – tak, propaganda moze być sztuką. DADA, wloscy Futuryści, francuscy Sytuacjoniści, wczesne kino sowickie: Dziga Vertov, Eisenstein i inni, nurt sowieckiego idealizmu (potocznie, acz nieściśle zwanego socrealem) – to są wszystko przyklady ŚWIADOMWGO użycia propagandy w sztuce i sztuki w propagandzie. Były to ruchy ważne i znaczące. Niektore dziś budzą śmiech, inne pozostaja bardzo wazne jako siła wpływajaca na współczesna sztukę – oglądając prace Banksego widzisz to, co posrednio wyrosło z prac dadaistów, oglądając filmy włoskiego neorealizmu i później te, ktore odwoływały się do manifestu Dogmy 95 – widzisz reinterpretacje eksperymentów Eisensteina etc.

  59. Dobrecki
    7 kwietnia, 2016 at 22:47

    Hahahahahaha! Dooobre!
    Ale pod tą propagandową mową-trawą umknął koledze główny wątek. Więc powtórzę pytanie:
    Proszę o tytuł, tytuły filmów produkcji Hollywood przedstawiające pozytywnie Polskę, lub Polaków.

    Żeby nie było że się zafiksowałem na jednym, zapytam jeszcze:
    Dlaczego Żydzi zieją taką nienawiścią do Polski, skoro reszta krajów (poza bardzo nielicznymi wyjątkami) nie udzieliła im ŻADNEJ pomocy?
    A może lepiej pogadamy o postawie Francji, która rękoma swojej policji zapakowała wszystkich francuskich Żydów do pociągów jadących do Oświęcimia?
    A może pogadamy o tym jak postąpili Żydzi amerykańscy wobec swoich europejskich współbraci? Albo o odpowiedzi Australii na prośbę o przyjęcie na swój „malutki” skrawek Żydów europejskich?

    „Ale twierdzenie, że taka polityka, że świadomie… …NIe doszukiwałbym sie tam ideologii i planów propagandowych…”
    Proszę kolegę o poważne podejście, jeśli już mamy kontynuować. 2 minuty w wyszukiwarce, hasło „Hollywood propaganda” i otrzymuję takie oto wyniki:
    http://www.kulturoznawstwo.szczecin.pl/hollywood-idzie-na-wojne-czyli-o-potedze-propagandy-filmowej/
    http://www.sadistic.pl/antypolski-hollywood-vt134148.htm
    – Biorąc pod uwagę WYŁĄCZNIE WERYFIKOWALNE fakty, mówiące o współpracy Hollywood z armią USA oraz o podejściu tego studia do Polski i Polaków … akademicy powinni się dobrze zastanowić, zanim niczym politruki, zaczną powtarzać oficjalną propagandę zza oceanu.

    „Ale na kilku kartach zapisana jest tez historia obojętności (poniekąd
    zrozumiałej, za pomc groziła śmierć) i… takie zdarzenia, ktorych
    powinniśmy sie wstydzić.”
    – Kolego Aspa, znów zapomniał kolega o jednym,
    „drobniutkim” detalu. Polakowi za pomaganie Żydom groziła śmierć
    osobiście oraz jego CAŁEJ RODZINY!!! A często za taką pomoc
    pacyfikowano całe wsie!
    Więc pomyślmy razem – jak dziś nazywamy kogoś, kto wbrew nakazom wrogiej i uzbrojonej armii okupującej aktualnie jego kraj, dopuszcza się czynów z dużym prawdopodobieństwem sprowadzających groźbę śmierci na siebie i swoją rodzinę? A możliwe że i na całą osadę…
    No, jak? …

    Ja rozumiem michnikowską pedagogikę wstydu… ale miej pan, panie Aspa trochę litości. Bo mnie się od czytania tych bzdur zajady ze śmiechu porobiły! 😀

  60. Inter
    7 kwietnia, 2016 at 23:16

    Wspaniały komentarz Aspa.
    Dodam tylko od siebie, żeby nieco ostrożniej posługiwać się terminem propaganda, który oznacza po prostu propagowanie czegoś. Tak więc jeśli zrobimy film propagujący n.p. pozytywny obraz naszego kraju to będzie to propaganda narodowa. Jeśli zrobimy film propagujący ruch na świeżym powietrzu to możemy powiedzieć że to propaganda sportowa i tak dalej.

    A więc termin propaganda nie ma negatywnego znaczenia.

  61. Inter
    7 kwietnia, 2016 at 23:59

    Kolego Dobrecki, wpadłeś w jakąś pomyloną propagandę jak śliwka w kompot.

    Podaj mi tytuł produkcji Hollywodzkiej przedstawiającej pozytywnie Słowację lub Słowaków (dla amerykanów nie ma większej różnicy między Słowacją a Polską).

    Dalej mówisz o Polakach wyznania mojżeszowego. Polak to niekoniecznie katolik. Oczywiście pytanie z tezą, ale teza bez oparcia w faktach. Czy Żydzi zieją nienawiścią do Polski? Znasz jakiegoś Żyda?

    Powiedz mi jeszcze dlaczego Polska nie chce przyjmować uchodźców z Syrii mimo, że nie doznała z ich strony żadnej przykrości? Czemu w Paryżu nie ma w ludziach wielkiej nienawiści do osób wyznania islamskiego?

    Jedni są bohaterami, inni zdrajcami. Czyżbyś przypuszczał, że w Polsce stosunek bohater/zdrajca jest bardziej pozytywny (dla bohaterów rzecz jasna) niż n.p. we Francji? Skąd takie przypuszczenia?

    p.s. Przepraszam za mocne uproszczenia.

  62. megaziuziek
    8 kwietnia, 2016 at 0:27

    Ja znam.Nazywa sie grass.Powiedział,że Polacy zabili więcej żydów niż niemców w drugiej wojnie.
    Wiem też,iż jest 54 krajów islamskich.Żaden nie przyjmuje uchodźców.
    Polska doznała przykrości ze strony islamu.

    Porównanie znaczenie Polski do Słowacji [nawet w kontekscie hollywood] to zupełny brak znajomości historii.Bez komentarza.

    PS:Nie przepraszaj za uproszczenia.Krzesła nie da się porównać ze słoikiem

  63. megaziuziek
    8 kwietnia, 2016 at 1:10

    Chłopie, porównianie stosunku Polaków do żydów w 1939-45 i wcześniej do lat 68 i wrzucenie tego do worka „w Polsce”?

    Zawsze były i będą jednostki,które zabijały,szkodziły,donosiły…
    Ale uogólnienie tego w ten sposób?
    To chyba nowa metoda naukowa,taka ze szkoły grassa…
    Równie dobrze można by twierdzić ,że Polska to kraj pedofili,bo jest pan T…
    Jest taka nauka,statystyka.
    I jest nieubłaganie korzystna dla Polski w tym temacie.

    Dla polityka nie jest rzeczą złą,że rodzice mieli żydowskie pochodzenie.Może być rzeczą złą,że byli zbrodniarzami,niezależnie od narodowości.

    Ale żeby nie dostrzec w produkcjach z Hollywood nachalnej propagandy i ideologii???
    A oskary?tam też nie ma w/g Ciebie polityki?

    Zadziwiające….

  64. Aspa
    8 kwietnia, 2016 at 10:04

    Napisałem w swoim poście, że temat jest trudny a w dyskusji przeważają emocje, wiec dyskusja nie jest możliwa. Obawiam sie, że ty – nie obraź się, proszę – właśnie emocjom się poddałeś i do dyskusji gotowy nie jesteś. Nie wiem w tej sytuacji, czy poruszanie tak drażliwych tematów bedzie tu akceptowane przez właściciele tego miejsca, bo wszak to nie jest blog historyczno-polityczny.
    Ale zanim @Salvadhor nas pogoni, spróbuję użyć naukowo uzasadnionego argumentu i proszę – zastanów sie nad nim zanim dasz upust swoim emocjom.
    Piszesz:
    ‚Jest taka nauka,statystyka.
    I jest nieubłaganie korzystna dla Polski w tym temacie.’
    Nie wiem, co masz DOKŁADNIE na myśli, ale spotkałem się już kiedyś z podobnym argumentem i był on zbudowany na danych z instytyutu Yad Vashem, oraz tym, jak wielu Polaków zostało uhonorowanych tytułem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata za pomoc Żydom w czasie wojny. Fakt – naszych rodaków jest najwięcej wśród tych wspaniałych ludzi – dokładnie 6620 osób.
    Ale skoro powołałeś się na statystykę…
    1. Druga w tym rankingu Holandia ma 5516 wyróżnionych. W 1938 roku, ostatnim przed wojną, dla którego istnieją pewne statystyki demograficzne dla Polski i Holandii, Polska liczyła nieco ponad 34,8 miliona mieszkańców, Holandia zaś niecałe 8,7 miliona: dokładnie 4 razy mniej. Tymczasem Holendrzy nagrodzeni za pomoc Żydom stanowią 88,3% liczby Polaków, którzy szczycą się tym wyróżnieniem. Sam przyznasz, ze ta ‚nieubłagana’ statystyka każe przypuszczać, że proporcje ludności do osób aktywnie pmagajacych Żydom jest raczej niekorzystna dla Polski?
    2. Powołując się na ‚nieubłaganie korzystną’ dla Polski statystykę popełniasz bardzo poważny błąd metodologiczny. Otóż z powodów historycznych mamy ‚twarde’ liczby dotyczące osób pomagajacych Żydom, jak choćby dane z Yad Vashem. Ale co z danymi o Polakach, którzy zapisali neichlubna kartę naszej historii? Niestety, w tym temacie nie ma badań, bo jakakolwiek próba badania wychodzaca z założenia zbudowanego na małym kwantyfikatorze: ‚istnieli Polacy, którzy szkodzili Żydom’ i starajaca się oszacować ilość takich przypadków – napotyka na opór, wręcz wrogość części środowisk, takze naukowych. A ntam gdzxie jest wrogość, nie ma obiektyizmu, nie ma więc nauki… Nie wiemy zatem de facto, jak się miała ilość tych, którzy pomagali do tych, którzy szkodzili. Ty z tej niewiedzy wyciadasz wniosek, że byliśmy wspaniali. Ja – ponieważ wiem, ze istynieje taka nauka, jak statystyka i jek jest ona ważna w dziedzinie wszelkich badań społecznych – z tej niewiedzy nie jestem w stanie wyciągnąć ŻADNEGO wniosku poza jednym: kategoryczne stwierdzenia że było tak, albo tak – są nieuprawnione na mocy braku twardych dowodów.
    Powtórzę – spróbuj najpierw znaleźć błąd logiczny w moim rozumowaniu, albo podważ dane i ich wymowę, wtedy chętnie będę kontynuował tę dyskusję. Jeśli jednak masz odpowiedzieć swoimi przekonaniami i emocjami, które im towarzywszą – przestańmy w tym miejscu, bo to nie ma sensu. Wole z Tobą dyskutować o Linuxie, bo po pierwsze masz w tym zakresie wiedze większą od mojej, po drugie potrafisz interesujaco dowodzić swych tez.

  65. Aspa
    8 kwietnia, 2016 at 10:10

    Od czasu Goebbelsa i Żdanowa przynajmniej, istnieją konteksty, w których słowo ‚propaganda’ ma odcień pejoratywny i w tej dyskusji jest to raczej oczywiste. Podobnie jak wyraz ‚reżim’, który w politologii jet jak najbardziej neutralny, w kontekście mowy potocznej bywa zabarwiony zdecydowanie negatywnie. To tak gwoli wyjaśnienia 🙂

  66. Dobrecki
    8 kwietnia, 2016 at 10:10

    Oho! Nadejszła odsiecz!
    A wszystko przez niewinną prośbę:
    „A zechcesz mi wymienić na ten przykład, jakiś hollywoodzki film pozytywnie przedstawiający Polskę i/albo Polaków?”
    Kolego (!?, dziwnie ten zwrot zaczyna tu brzmieć, prawie jak „towarzysz”), kolego @Inter, czy zechcesz się ograniczyć do odpowiedzi na powyższe pytanie. Jeśli już raczyłeś dołączyć do tej dyskusji?

    „Powiedz mi jeszcze dlaczego Polska nie chce przyjmować uchodźców z Syrii
    mimo, że nie doznała z ich strony żadnej przykrości?”
    – A cóż to za obłędna retoryka?! Zalecam udanie się z tym pytaniem do krajów arabskich, tak jak pisze @megaziuziek:disqus. Ale Okey, zastanówmy się na szybko – po wydarzeniach w redakcji Charlie Hebdo, po histerii rozpętanej przez media po sylwestrze w Kolonii, po zamachach w Paryżu … Dlaczego Polska jest niechętna przyjmowaniu na swój teren arabskich prowokatorów? Wychodzi na to że Polacy to urodzeni rasiści i antysemici!!!
    Więcej tak błyskotliwych pytań? 😀

    Ja rozumiem wymagania techniki odwracania uwagi, ale na bogów, niech to ma jakiś sens! To że nigdy się jeszcze nie zabiłem, skacząc z wieżowca nie znaczy że jestem idiotą nie chcąc z niego skoczyć na twoje życzenie.

    „Czemu w Paryżu nie
    ma w ludziach wielkiej nienawiści do osób wyznania islamskiego?”
    – Nie ma? To czemu patrole policyjne poruszają się tam pojazdami opancerzonymi, zawsze w większych ilościach, zwykle ponad dziesięciu funkcjonariuszy?
    A może poczekajmy do następnego sylwestra, kiedy znów radośnie zapłoną samochody białych obywateli Paryża. @Inter, bzdury ogłaszane przez propagandę telewizyjną to propaganda a nie rzeczywistość, więc bądź łaskaw nam ich tu nie wciskać.

    I jeszcze raz poproszę o ograniczenie się do odpowiedzi na powyższe pytanie. Wystarczy jedno krótkie zdanie – „Tak, oto tytuł filmu mówiącego pozytywnie o Polsce/Polakach” -… , lub „Nie ma filmu produkcji Hollywood, przedstawiającego Polskę/Polaków w pozytywnym świetle”. To naprawdę aż takie trudne? Nie ma najmniejszej potrzeby zasypywania mnie tak wielką lawiną słów i emocji.

  67. 8 kwietnia, 2016 at 10:21

    Aspa, jesteś w formie – cały czas. Doskonałe komentarze, marnujące się w tej mojej zaściankowej paplaninie o Linuksie. Twoje wypowiedzi zasługują na samodzielną formę istnienia i publikacji.
    Wyraz uznania.

    Niestety, historia pokazuje, że jak będziesz o czymś mówił dobrze i źle, to ludzie zapamiętają z tego tylko negatywy. Przewrotnie, skieruję tym samym wypowiedzieć na tematykę bloga (choć o historii mógłbym długo i z chęcią dyskutować) – zauważcie, że taki sam mechanizm pokutuje w relacjach pomiędzy użytkownikami systemów. Ilekroć coś pójdzie nie tak w świecie linuksowym, użytkownicy Windowsa mają najwięcej do powiedzenia. Jeżeli w świecie Linuksa pojawi się jakaś innowacja, to… Komentarze dotyczą głównie tego, że terminal, tryb znakowy, brak sterowników i 1% użytkowników na świecie.

  68. Aspa
    8 kwietnia, 2016 at 10:38

    Cóż…
    Piszesz: ‚Proszę o tytuł, tytuły filmów produkcji Hollywood przedstawiające pozytywnie Polskę, lub Polaków.’
    Zapytam tedy: a czemu Amerykanie mają kręcić filmy pokazujace w dobrym świetle Polaków? Japończyków? Peruwiańczyków? NIgeryjczyków? Papuasów? Rosjan? Węgrów? Jakiś powód poza przekonaniem, że my, Polacy to Naród Wybrany i sumienie świata?
    Zreszta – pokaż mi polskie filmy, przedstawiające w ‚dobrym świetle’ te narody, które wymieniłem? Nie ma? A czemu? Czy tylko MY mamy być celebrowani i kinematografie obcych krajów mają nam stawiać celuloidowe pomniki?

    Piszesz: ‚Dlaczego Żydzi zieją taką nienawiścią do Polski, skoro reszta krajów
    (poza bardzo nielicznymi wyjątkami) nie udzieliła im ŻADNEJ pomocy?’

    Ilu znasz Żydów ziejących nienawiścią do Ciebie, jako Polaka? Ja ich paru znam (dla jasności, bo NIESTETY to bywa ważne w tego typu dyskusjach – sam Żydem nie jestem…), żaden nigdy nie okazał mi nienawiści…
    Chyba, ze chodzi ci OGÓLNIE o to, co czasem pokauje się w prasie żydowskiej, albo napisane czy powiedziane przez kogoś, o kim wiesz lub podejrzewasz, że jest Żydem… No tak, rozumiem – bo w polskich mediach, wypowiedziach polityków etc nie ma nigdy ani słowa o negatywnym zabarwieniu, co by dotyczyło Żydów, prawda?
    No ale – ostatecznie NAM wolno, bo my ‚wiemy jak było’, mamy rację i dowody, niezliczone, na podstawie których mamy prawo tak mówić, pisać, myśleć. ONI się mylą, IM nie wolno. ICH dowody są fałszywe na mocy definicji, bo są ICH. Bo my wiemy, ze byliśmy wspaniali i żaden Żyd od nas nie ucierpiał. ONI wiedzą coś inego, ale nasza wiedza jest prawdziwa (bo jest nasza), ich zaś – z gruntu fałszywa, jak wszystko u nich… ONI maja rację jedynie, gdy mwią o dobrych rzeczach, jakie spotkały ich bądź ich przodków ze strony Polaków. Jak mówią o złych – to kłamią…
    Co do pomocy. Zdarzała sie, choćby w Danii. Ale musisz też pamiętać o roli okupowanej Polski w Holocauście – po pierwsze to w naszej części Europy była największa populacja ludności pochodzenia żydowskiego o niskim statusie społecznym i ekonomicznym, po drugie – to na ziemiach Polski Holocaust się dokonywał, mielismy zatem najwięcej MOŻLIWOŚCI, by Żydom pomagać. Jakby to zresztą naiwnie nei brzmiało, dla wielu ludzi na zachód od Polski, czy nawet na Węgrzech czy Słowacji – ich żydowscy sąsiedzi zostali wywiezieni ‚na wschód do pracy’. My, Polacy – widzieliśmy dymy kramtoriów na własne oczy, wiedzieliśmy, co się tam dzieje jako pierwsi na świecie, i zresztą długo nikt nam nie wierzył, albo nie chciał wierzyć. To na pewno miało wpływ na postawy w innych krajach, nie sądzisz?

  69. Aspa
    8 kwietnia, 2016 at 10:59

    To zasługuje na osobny wpis:

    Proszę kolegę o poważne podejście, jeśli już mamy kontynuować. 2 minuty w
    wyszukiwarce, hasło „Hollywood propaganda” i otrzymuję takie oto
    wyniki:
    http://www.kulturoznawstwo.szc
    http://www.sadistic.pl/antypol

    Biorąc pod uwagę WYŁĄCZNIE WERYFIKOWALNE fakty, mówiące o współpracy
    Hollywood z armią USA oraz o podejściu tego studia do Polski i Polaków
    … niektórzy akademicy powinni się dobrze zastanowić, zanim niczym
    politruki, zaczną powtarzać oficjalną propagandę zza oceanu.

    Zanim zaczniesz podważać moje kompetencje (do czego masz prawo, oczywiście) uświadom sobie proszę, że KAŻDA kinematografia, nawet niezależna – ma zabarwienie propagandowe, bo autorzy mają swoje poglądy, choćby na to, jak ma pracowac kamera, jakie ma być światło na planie etc – i te poglądy swoim filmem PROPAGUJĄ.
    Filmy Szkoły Polskiej, chodź uchodzą (niektóre) za klasykę kina światowego – były przesiąknięte propagandą. Kino moralnego niepokoju było osadzone w ‚realiach PRL’, ale te realia miały mało wspólnego z ‚realnymi realiami’. Współcześnie? ‚Operacja Samum’ z Kondratem – propaganda. ‚Smoleńsk’ – propaganda. ‚Karbala’ – propaganda. ‚Człowiek, który został papiezem’ – czysta propaganda. ‚Chłopaki nie płaczą’ – propaganda, bo wszak życie gangsterów wygląda inaczej. ‚Czterej pancerni’, ‚Stawka większa niż życie’, ‚Podróż za jeden uśmiech’, ‚Wakacje z duchami’ – propaganda, bo to nie były DOKUMENTY, a i te bywają narzedziem propagandy czy szerzenia ideologicznych przekonańs autora. KIno włoskie po wojnie (Rosselini, Zavatini i spółka) – propaganda, choć nazywano ich twórczość REALIZMEM. Ruch Cinéma vérité, choć zakładał jedynie OBSERWACJĘ kamerą życia – to czysta propaganda do kwadratu…
    Jako akademik tkwiący w sztuce i mediach wizualnych muszę cię rozczarować w twoim śledczymn zapędzie – nawet dokumentalista, jakim niewątpliwie był Henri Cartier-Bresson, robiąc zdjęcia prasowe produkował propagandę, bo ŻADNE zdjecie, ŻADEN fim NIGDY nie będą obiektywne – bo sam moment wyciągniecia aparatu czy kamery z plecaka jest WYBOREM autora, zatem KREATYWNĄ decyzją, która WYPACZA obiektywny obraz rzeczywistości, bo decyduje, czego JUŻ nie zdołamy zobaczyć, a działo się przed momentem wciśniecia spustu i czego JESZCZE nie zdołamy zobaczyć, gdy zdjecie zostanie wykonana a kamera filmowa wyłączona. Kadr, dobór obiektywu z jego plastyką i własnosciami optycznymi – to wszystko jest MANIPULACJĄ rzeczywsitością, zatem efekt końcowy w jakis sposób propaguje poglądy, eststykę czy twórcze modus operandi autora.
    W tym kontekści KAŻDE kino jest propagandą. Oczywśice bywa kino otwarcie politycznie propagandowe – nasz ‚Smoleńsk’ czy ‚Krzyżacy’ Forda, ale też telenowele jak ‚Plebania’ – są na to przykladami, podobnie jak amerykańska bajka pod tytułem ‚Kapitan Ameryka’ czy nawet ‚Dzień niepodległości’. Jesteśmy gatuniek społeczym o skłonnościach plemiennych, więc zawsze, ciągle i wszedzie udawadniamy wyższość wlasnego plemienia – nasza klasyka literatury, Mickiewicz, Sienkiewicz, Prus – to czytsa propaganda!
    Niczego zatem nie odkryłeś, niczego nie udowodniłeś poza tym, czego moi studenci dowiadują się najpóźniej na drugim roku…

  70. Aspa
    8 kwietnia, 2016 at 11:05

    Dziękuję, ale nie zgadzam się z samooceną Twojej pracy – gdyby to była zaściankowa paplanina, paplalibyście beze mnie. Ale skoro jest to paplanina na poziomie i interesujaca – jestem.
    Pomimo (czasem ostrej, jak sie okazuje) różnicy poglądów, zdołałeś tu zgromadzić spora grupę interesujacych ludzi – a to jest wartością samą w sobie.
    Żeby jednak nie psuc Twoich w pełni uprawnionych założeń co do formy i treści tutejszych dyskusji – ze swej strony deklaruję tematy historyczno-narodowościowo-propagandowe za zakończone. Łączy nas Linux i niech tak zostanie 🙂

  71. megaziuziek
    8 kwietnia, 2016 at 11:51

    Ha-i ta metoda patrzenia na statystykę jest mi znana,aczkolwiek zabawna.

    Koń i człowiek mają średnio po trzy nogi.

    „Twarde liczby” z Yad Vashem,to nie jedyne „twarde liczby”-że wspomnę tylko Naliboki,Koniuchy,Ryki,Świńska Wola,że o Ordnungsdienst nie wspomnę-co mówi na ten temat Yad Vashem?

    Co do lat 39-45 i lat 60tych-chcę tylko zaznaczyć,że istnieje spora,ba,olbrzymia różnica.

    Zresztą jednym z gorliwych propagatorów antysemityzmu był towarzysz,dziś wychwalający U i zapraszający I-znany z wchodzenia do auta przez bagażnik,twórca jednostki chorobowej „pomroczność jasna”….

    Nie twierdzę niczego kategorycznie-po prostu uważam ,że myśl „Polacy powinni się przyzwyczaić do myśli,że są także sprawcą”,że zacytuję „eksperta”-to po prostu nadużycie,i to spore,za to wpisujące się doskonale w „politykę” stopniowego zdejmowania winy z narodu niemieckiego,i wkładania na nasze barki (i tu różne wypowiedzi polityków,gazety z „polskimi obozami koncentracyjnymi”-aż po „polskość to nienormalność”….)

    Daleki byłbym od stwierdzenie,że po prostu było „i tak,i tak”

    Masz zupełną rację,nie czas i miejsce o tym TU pisać.

  72. Aspa
    8 kwietnia, 2016 at 12:49

    ‚Ha-i ta metoda patrzenia na statystykę jest mi znana,aczkolwiek zabawna.
    Koń i człowiek mają średnio po trzy nogi.’

    Z punktu widzenai NAUKI ( w tym przypadku – anatomii), zarówno koń, jak i człowiek mają po cztery KOŃCZYNY. Kończyna przednia ssaków naczelnych jest nazywana ręką (ściślej – jej dystalna część), kończyna przenia ptaków zaś – skrzydłem. Jednak pomimo anatomicznych i funkcjonalnych różnic, wynikajacych z ewolucyjnego przystosowania – ręka, skrzydło i końska przednia noga – są tym samym, czyli kończynami obręczy barkowej. Zatem i ptak, i człowiek, i koń mają po cztery kończyny – zaróno ‚dokładnie’ po cztery, jak i statystycznie.

    I tu, widzisz, mamy problem – zarówno pisząc o nogach, jak i o statystyce – ja posługuję się definicjami i narzędziami uznanymi przez naukę, starając się wyłączyć emocje, choć słyszałem już, że jako akademik coś tam innego powinienem robić (dobrze, ze moi szefowie jednak uważają, że to co robię, robię dobrze, bo bym nie miał za co dostępu do internetu opłacić). Ty zaś powołujesz się najpierw na ‚taką naukę, statystykę’ bo WYDAJE CI SIĘ, ze owa statystyka daje ci arguemnty w dyskujsi. Ja ‚wchodze do ringu’ na twoich zasadach i uzywając czystej i bardzo elementarnej statystyki na poziomie szkoły podstawowej dowodzę, ze nie masz racji. Na co ty piszesz: ‚ha, znamy TAKĄ ststystykę!’ i wyjeżdżasz z żarcikiem, zresztą bardzo starym i cholernie wyświechtanym, który pierwotnie powstał po to, by… wyśmiać ludzi, którzy powołują się na statystykę nie znając jej i nie rozumiejąc!
    Wtedy ty, zdeazuowawszy ststystykę, która już niczego ‚ nieubłaganie nie przesądza’, podajesz kilka nazw, dat i żarcik o koniu.
    Mógłbym znowu odwołać się do nauki i podyskutować z Tobą na temat podanych dat i nazw, co jest tam bezspornym faktem, co interpretacją, jakie są inne interpretacje, jakie wątpliwości i jak na całość wpływa kontekst historyczny (tu zrewanżuję się małym żarcikiem, opowiedział mi go kolega – historyk: fakt – królowa była dziewicą. Kontekst historyczny – do dwunastego roku życia. Smieszne?); mógłbym też sypnąć datami i nazwami, które wspierają mój pogląd, ze nie wszystko jest jednoznaczne, jeśli obrac to z naszych PRZEKONAŃ. I zapewne usłyszałbym potem coś w stylu; ‚ha! Znamy taką historię!’, tak, jak słyszałem niejednokrotnie ‚ha, znamy takich Polaków’, ‚takich patriotów’, ‚takich naukowców’… Męczy mnie to, mierzi i mi się nie chce…
    Poza tym – obiecałem Salvadhorowi, ze zakończe wątek historyczno-martyrologiczny, bo to nie miejsce ku temu. Ten wpis dotyczy zresztą metodologii i rozumienia, czym jest obiektwizm nauki w konfrontacji z przekonaniami i wiarą, zatem obietnicy nie złamałem. Niemniej jednak – ponieważ szanuję zarówno Salvadhora jak i Ciebie – proszę, dajmy pokój. Skoro uważsz, ze moje poglądy sa fałszowaniem historii – napisz ksiażke, zapisz sie na panel podczas jakiejś konferencji, przedstaw dowody i swój tok rozumowania, pozwól je przeanalizować i zafałszować, może się nawet kiedyś w takim kontekście spotkamy, posprzeczamy na argumenty, literaturę, własne odkrycia – a potem pójdziemy na piwo. Czego obu nam życzę.

    A teraz wróćmy do Linuxa.

  73. megaziuziek
    8 kwietnia, 2016 at 13:01

    Ohh..
    Fragment z koniem i człowiekiem pomijam,bo obraża moje IQ,Twoje również.Wiadomo o co chodziło.I ilość słów tego nie zmieni.

    Nie powiedziałem,że Twoje poglądy są fałszowaniem historii.
    Z silnej reakcji jednak wnoszę,że coś na rzeczy.Imputowanie mi stwierdzeń,czy tez, nie pochodzących ode mnie jest nie fair.
    I nie ja zacząłem tą dyskusję,a do powrócenie do Linuxa prosiłem już dwa razy:)
    Widzę jednak,że nie możesz się powstrzymać od odpowiedzi.

    Wróćmy zatem do Linuxa.

  74. Dobrecki
    8 kwietnia, 2016 at 14:04

    No cóż, jak słusznie zauważył @megaziuziek:disqus to jest blog na tematy linuksowe. Więc słusznie pouczony, zamilknę.

    Na podsumowanie muszę cię przeprosić. Przepraszam za to że śmiałem stanąć w obronie mojego kraju i rodaków. To całkowicie zrozumiałe że producenci z Hollywood mogą a nawet powinni wypuszczać WYŁĄCZNIE NEGATYWNE produkcje o moim kraju i rodakach. Oczywiście całkowicie przypadkowo!
    Przepraszam że mój dziadek nie był takim debi…., przepraszam, bohaterem … żeby dla każdego napotkanego Żyda narażać siebie i swoją rodzinę na rozstrzelanie przez hitlerowców(przez połowę tego czasu miglanc jeden ukrywał się na cichutkiej Syberii, z 5 letnim wyrokiem).

    I dziękuję tym samym Tobie @Aspa i Tobie @Inter za całkowicie bezinteresowne poświęcenie mi tak dużej ilości czasu, starań oraz tak wielu prób zmiany tematu z waszej strony. Jak mniemam, wszystko to w interesie zbawienia mojej niepokornej, polaczkowej duszy? Bo inaczej sobie durny, tego wytłumaczyć nie potrafię. Normalnie, ze wzruszenia aż mi gardło zaciska a w oczach mam świeczki.
    Jednak są jeszcze dobrzy i bezinteresowni ludzie na tym świecie!

  75. Dobrecki
    8 kwietnia, 2016 at 14:33

    Masz rację, ta rozmowa nie ma sensu. Teraz wiem jak czuli się ludzie z Rady Miasta Reykjawik.
    http://icelandnews.is/wiadomosci/z-kraju/reykjavik-wulkanem-nienawisci

    Nie możemy tak bronić naszej ojczyzny i naszych przodków, bo to politycznie niepoprawny wybuch wulkanu nienawiści pod adresem Hollywood oraz oczywiście Żydów!

    Przeprośmy więc grzecznie że mamy jeszcze obaj po dwie zdrowe nerki, choć Fundacja Batorego potrzebuje każdego grosza dla swoich działań. I karnie pomaszerujmy dyskutować w sposób politycznie poprawny pod kolejnym wątkiem. 😉

    Po drodze możemy powtarzać mantrę wbijaną przez tak zwane „bajki” do głów naszych dzieci, przez ten wspaniały amerykański przemysł filmowy:
    „Jestem zły, ale to dobrze. Nigdy nie będę dobry i nie ma w tym nic złego. Chcę tylko być sobą”…

    Edit: PS I to wierutna bzdura jest, że prężna i wszechobecna Hasbara czuwa zawsze i wszędzie! 😉

  76. megaziuziek
    8 kwietnia, 2016 at 15:10

    Własnie wyszło Mate 1.14

  77. Inter
    8 kwietnia, 2016 at 17:38

    Kontekst ów ma już swoje lata i warto by czasami zadbać o zmniejszenie energii emocjonalnej stojącej za niektórymi terminami. Z resztą napisałeś dokładnie to samo choć w nieco inny sposób:

    „KAŻDA kinematografia, nawet niezależna – ma zabarwienie propagandowe, bo
    autorzy mają swoje poglądy, choćby na to, jak ma pracowac kamera, jakie
    ma być światło na planie etc – i te poglądy swoim filmem PROPAGUJĄ.”

  78. Inter
    8 kwietnia, 2016 at 18:18

    „I dziękuję tym samym Tobie @Aspa i Tobie @Inter za całkowicie bezinteresowne poświęcenie mi tak dużej ilości czasu…”

    Spoko, wiedziałem że prędzej czy później pojawi się pytanie kto za mną stoi i mi za to płaci 🙂 Aczkolwiek mój udział jest nader skromny, niegodzien jam takiego zaszczytu.

    Strach pomyśleć kto płaci Tobie… Ale może poświęcasz swój czas ot tak bezinteresownie próbując naprawić moją błądzącą polską duszę? Może jestem tylko paranoikiem?

  79. Jarek Bugajski
    8 kwietnia, 2016 at 21:41

    Steam OS to jest platforma do gier.Do momentu pojawienia się dopracowanego Steamboksa,użytkownicy Linuksa będą w mniejszości.Ja gram bardzo często w War Thunder natywnego,którego nie ma w Steam (chyba?).

  80. Dobrecki
    8 kwietnia, 2016 at 23:03

    „…wiedziałem że prędzej czy później pojawi się pytanie kto za mną stoi i mi za to płaci…”
    – To zabawne że właśnie o tymi piszesz…

    „Ale może poświęcasz swój czas ot tak bezinteresownie próbując naprawić moją błądzącą polską duszę?”
    – Tak było, ale już zrozumiałem swój błąd. Wytłumaczyliście mi obaj z @Aspa że przychodzimy na ten świat żeby służyć Narodowi Przebran… przepraszam – Wybranemu, oraz żeby móc poświęcić życie swoje i swojej rodziny, gdyby któryś z Żydów sobie tego zażyczył. W międzyczasie mamy się kajać przed Żydami w głębokiej winie, najlepiej za wszystko i wszystkich.

    Tylko mi się w mojej durnej, słowiańskiej łepetynie trochę to pomieszało. Mógłbyś mi przypomnieć, czy mamy już gorąco przepraszać hitlerowców za naszą krnąbrność, kiedy w 1939 roku przybyli do nas żeby wprowadzić demokrację a potem stacjonowali z misją stabilizacyjną do 1945 roku? Czy też póki co nie ma takiej potrzeby i wystarczy sama szczera skrucha pod ich adresem, z naszej strony?

  81. Inter
    9 kwietnia, 2016 at 0:37

    Wow.

    Moja ironia była nader grubiańska i czytelna, ale Twój umysł zupełnie pominął ten wątek koncentrując się na nagrodzie. Zarzuciłem przynętę a Tyś ją złapał i cieszysz się, że rozpoznałeś agenta, szpiega, lub zwykłego pracownika obcych służb. Brawo Ty 🙂

    Definitywny koniec tematu.

  82. xyz
    9 kwietnia, 2016 at 5:10

    Poczytaj Talmud i przekonasz się kto pierwszy był najbardziej nastawionym rasistowskim narodem do gojów. Swojego rodaka Jezusa to w tej świętej księdze wyzywają wręcz, a gojów traktują jak gorszą pod rasę niewolników, których można okradać i robić z nimi co się chce. Śmiem twierdzić że ten naród zasłużył na wszystko co dostał od świata, nie są tacy niewinni jak by się wydawało, do tego dochodzi fałszowanie historii i ich armia historyków. Poczytajcie głębiej gdzie narodził się syjonizm i dlaczego główni syjoniści naziści mieli pochodzenia semicki. Skąd pochodzi prawie że identyczne hasełko Rasa Wybrana=Naród Wybrany=Rasa Panów. Historia jest zakłamywana od pokoleń.

  83. 9 kwietnia, 2016 at 5:25
  84. Dobrecki
    9 kwietnia, 2016 at 5:48

    „Moja ironia była nader grubiańska i czytelna, ale Twój umysł zupełnie pominął ten wątek koncentrując się na nagrodzie”.
    – Chylę czoła przed taką przebiegłością!

    „Definitywny koniec tematu”.
    – Będzie jak rozkażesz Panie! :)))

  85. Dobrecki
    9 kwietnia, 2016 at 6:05

    Dzięki za wparcie, ale nie warto się produkować. Ten tutaj wie to wszystko doskonale. Wystarczy poczytać jakich magicznych sztuczek dokonuje z rzeczywistością, żeby nagiąć ją do swoich potrzeb. Wyraźnie też widać, że ma się do czynienia z zaprawionym w celowej dezinformacji zawodowcem. Choć nie na tym nicku akurat. 😉

  86. Jarek Bugajski
    9 kwietnia, 2016 at 16:22

    Ja w ogóle nie używam już Windowsa.Mam kupionego legalnego W8 i zaktualizowany do 10.Mam go na SSD.który leży na biurku od pond miesiąca.Prowadzę firmę,obrabiam grafikę oraz filmy.Nie robię tego profesjonalnie,ale na własne potrzeby.Nie potrzebuję żadnych programów,które działają pod Windowsem.To co używam działa u mnie stabilnie i bez problemów.Problem mam tylko z kamerką Microsoft HD300,która do jądra 3.8 działała perfekt,a teraz są jaja.Nieraz nie ,mogę połączyć się na wideo przez Skype.Pod Kubuntu 14.04 zamula start sytemu.Po odłączeniu jest ok.Coś zostało skopane ze sterownikami,ale nie od wideo,tylko od dźwięku.Wręcz przeciwnie,brakuje mi programów i funkcji z Linuksa na Windowsie.

  87. Jarek Bugajski
    9 kwietnia, 2016 at 16:32

    Komputer,to nie tylko klepanie poleceń w konsoli i wmawianie sobie jakim się jest mądrym.Przynajmniej ja dawno z tego wyrosłem.System ma być wszechstronny.Ja jak najbardziej gram na Kubuntu i lubię to.Gry wbrew pozorom kształcą również.Dowiedziałem się jakie czołgi i samoloty miały poszczególne armie w czasie drugiej wojny światowej i na co te pojazdy stać,bo można nimi walczyć wirtualnie.Dawniej co tydzień instalowałem system,teraz tylko jak chcę mieć świeże wydanie.System to tylko środowisko do pracy,zabawy i nauki.

  88. Jarek Bugajski
    9 kwietnia, 2016 at 16:33

    Dzięki,następnym razem zainstaluję przez Steam 🙂

  89. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 14:52

    Krita to nie jest konkurencja dla GIMPA, bo służy do czego innego. Już od lat podąża w innym kierunku, to odpowiednik Paintera. Nie jest w stanie zastąpić uniwersalnych edytorów jak Photoshop czy GIMP.

  90. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 14:53

    „Taka jest właśnie różnica miedzy mainstreamem a elitą.” – ROTFL

  91. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 15:11

    Oj, lubimy dosrywać, lubimy. Człowieku, jeśli chodzi o rynek gier tkwisz głęboko w XX w. Z tego co piszesz, wynika, że nie masz w tej materii kompletnie żadnego pojęcia, a traktujesz innych z góry. W ciągu ostatnich 35 lat przeprowadzono wystarczająco dużo badań, by stwierdzić, że gry rozwijają możliwości umysłowe. Nawet te najgłupsze, a są przecież i takie http://store.steampowered.com/app/370360 . Po prostu stawiają problem który trzeba rozwiązać. W przeciwny sposób działają produkcje telewizyjne i filmowe, nawet te bardziej ambitne, bo serwują gotowe rozwiązania.
    Jeśli chodzi o kwestie artystyczne, to ktoś już pisał, nie tylko Hollywood robi filmy (i nie tylko paszchwile na Polaków), nie tylko Amerykanie robią gry, choć dużą część tych najlepszych a także ambitniejszych produkują oni. Dzisiejsze gry to nie tylko proste zręcznościówki dla dzieci, choćby ze względu na to, że odbiorcy to w większości nie są dzieci. Średnia wieku gracza w krajach „pierwszego świata” to 30-35 lat, w zależności od badań.

  92. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 15:23

    Czyli film nie ma prawa być dziedziną sztuki, ponieważ nie widziałeś żadnego hollywodzkiego filmu który przedstawiał by pozytywnie Polskę i/albo Polaków. Muszę częściej wpadać na tego bloga, rozrywkowo tu.

  93. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 15:24

    „Ich koncepcja zamkniętego sklepu „dla elit”, wymuszanie od deweloperów
    haraczu, przymuszania do korzystania z takich a nie innych rozwiązań” – dokładnie to robi Valve. Dlaczego Valve ma prawo, a M$ nie?

  94. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 15:42

    Możesz podać jakieś proste, konkretne przykłady narzędzi i/albo metod, dzięki którym DT przewyższa LR? Szczególnie interesuje mnie info odnośnie wynikowej jakości, chętnie zrobiłbym porównanie.

  95. Aspa
    16 kwietnia, 2016 at 18:57

    To był wpis żartobliwy – przeczytaj prosze jeszcze raz, wraz z KONTEKSTEM wynikłym z innych wpisów, do których mój się odnosił… Czyż wspaniała sztuka czytania miedzy wierszami i rozumienia czytanego tekstu w szerszym kontekście, z której Polacy słynęli w latach przed 1989, już całkiem zaginęła? Teraz, żeby rozśmieszyć, albo przemycić, to już nie wystarczy zasugerować, czy nawet napisać – przepraszam za wyrażenie – DUPA, tylko trzeba tę dupę pokazać, najlepiej z paroma tysiacami lajków, zeby ludność zrozumiała, że o DUPIE mowa… Czas umierać, może?

  96. Aspa
    16 kwietnia, 2016 at 19:22

    Zadajesz trudne pytanie, bo jakosć końcowego produktu w znacznej mierze zależy od umiejętności osoby, która operuje programem. Postaram sie jednak obrazowow wyjaśnić (choć już to zrobiłem w poprzednim wpisie, ale bardziej ogólnie) z jakiego powodu jestem przekonany, że DT jest lepszym narzędziem.
    Zatem tak: są osoby, dla których ustawienie lustrzanki ‚na zielono’, czyli wszystko w Auto, wybranie zapisu JPG i trybu ‚ładny obrazek’ da absolutnie satysfakcjonujący, ba – zachwycający efekt za każdym razem. Ilekroć taka osoba poeksperymentuje z ‚neutralnym’ JPG do dalszej obróbki, albo – nie dajcie bogowie – zapisze RAWa – to nie dość, że się napracuje, to efekt ZAWSZE będzie z jej punktu widzenia gorszy, niż ten dany przez automat. Naprawdę, znam takich fotografów, nawet zawodowców.
    Są tez oczywiście tacy, dla których świadomość, że po naciśnięciu spustu migawki nastąpi jedynie zapisanie danych z matrycy i zdjecie nie będzie gotowe, jeśli nie zostanie wywołane i przynajniej w podstawowy sposób obrobione – jest oczywistością.
    Dla tej pierwszej kategorii użytkowaników fakt, że ktoś za nich podjął jakieś decyzje (oprogramowując lustrzankę czy pisząc wołarkę RAW), by maksymalnie uprościć workflow i uczynić go łatwym do opanowania i efektywnego użycia – jest zaletą. Dla tych drugich fakt, że muszą się oprzec na arbitralnie wybranym algorytmie demozaikowania, nawet jeśli jest on w 98 procentach przypadków wybrany optymalnie – może być wadą. Bo chodzi o te 2 procent ‚kreatywnej wolności’.
    I właśnie pod tym względem DT jest LEPSZY, bo daje więcej KONTROLI nad większą ilością PARAMETRÓW obróbki obrazu. Nie oznacza to, ze po wrzuceniu tego samego RAWA w LR i DT i wykonaniu tych samych działań w odpowiadajacych sobie kategoriach nastaw, obraz wynikowy z DT będzie powalał na kolana, ten zaś z LR – będzie co najwyżej dobry. NIE, tego nigdy nie napisałem. Ba, może być wręcz odwrotnie, bo nastawy w LR sa zoptymalizowane, w DT – niekoniecznie. Jednak majac wiecej parametrów do kontrolowania i większą kontrolę nad nimi, w pewnych sytuacjach można z trudnego zwłaszcza materiału wyciągnąć więcej w DT niż w LR – oczywiście, o ile się wie jak, to zaś wymaga biegłego opanowania programu a tu LR jest łatwiejszy od DT.
    To jak różnica miedzy kierownicą Renault mojej żony, na której (kierownicy, nie żonie) są przyciski do kontroli radia, tempomatu i jeszcze może jednej jakiejś funkcji, a kierownicą bolidu F1, pełnej kontrolek i przycisków w zasadzie do każdego systemu pojazdu. KIerownica F1 jest na pewno LEPSZYM narzędziem do kontroli pojazdu w sytuacji, gdy potrzebna jest maksymalna efektywność tego procesu co nie oznacza bynajmniej, że moja lepsza połówka chciała by taką mieć w swojej Reni…

    PS – daj ‚kotletowemu’ filmowcowi (‚śluby, komunie, kompleksowo i tanio’) kamerę typu RED czy BM Ursa i zapewniam cię, że bedzie rozczarowany zarówno zlożonością obsługi, jak i jakością obrazka: płaskiego, wypranego z kolorów. Ale RED Scarlett czy Ursa to są dużo lepsze narzędzia od najlepszych kamer powszechie używanych w kościołach i salach weselnych, tylko by wydobyć ich potencjał trzeba dużo więcej dobrego szkła, dużo więcej wymagającego softu, dużo więcej umiejętności, wiedzy i czasu.

  97. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 19:23

    No i nasmarowałeś drugiego posta dokładnie tak samo. Zrozumiałem o co chodziło, tylko z subtelnością tego „między wierszami” jest kiepsko.

  98. [alx]
    16 kwietnia, 2016 at 19:31

    „Ba, może być wręcz odwrotnie, bo nastawy w LR sa zoptymalizowane” – co to znaczy? W LR są dostępne narzędzia pozwalające na kompletnie „manualne” bez żadnych presetów i automagicznych sztuczek wywołanie RAWa, nie bardzo więc rozumiem o czym piszesz. Myślałem, że rzucisz kilka haseł odnośnie swojego warsztatu, reszty bym się dobadał.

  99. Aspa
    16 kwietnia, 2016 at 19:33

    Wiesz, zwijać się na podłodze ze śmiechu można, bo się komuś żart spodobał, albo naśmiewając sie z autora tego żartu. Rozumiem, że skrótowce tego typu miały sens w czasach wdzwanianych sesji i może mają wciąż w systemie SMS, ale na forum DYSKUSYJNYM warto wyrażać się nieco bardziej precyzyjnie. Ja zorozumiałem, ze mój wpis nie przypadł ci do gustu, wiec wyjaśniłem intencje. Jeśli zrozumiałem źle to przepraszam, jestem już stary i dopada mnie demencja. Jeśli jednak dobrze zrozumiałem, to powtórzenie argumentacji dowodzi jedynie, ze nie zmieniłem w tej kwestii poglądów, pomimo demencji. Dobrego wieczoru życzę tak czy inaczej 🙂

  100. 17 kwietnia, 2016 at 5:29

    Dobrze wiesz, że takie porównania mają nikły sens, bo tak samo można z DT i LR wycisnąć wyśmienite efekty, co i skaszanić totalnie wynik końcowy. Wszystko zależy od znajomości programu i gustu. Zatem, czy za pomocą DT da się osiągnąć efekty „gładkiego plastiku” rodem z masowo stosowanego przez fachowców LR (a nawet i PS)? Bez wątpienia tak. Kwestia użycia masek, kilku instancji filtru dolnoprzepustowego, czy co kto sobie zażyczy, itp. Taką mainstreamową obróbkę w DT (co nie oznacza, że złą) prezentuje choćby Riley Brandt (http://www.rileybrandt.com/) – robi zdjęcia na sprzedaż, używa DT, do tego tworzy tutoriale dla tego programu.

    Ale jedną z podstawowych zalet DT jest to, że działa na Linuksie, czego o LR nie mogę powiedzieć – i dzięki temu nawet nie mam jak wypróbować tego programu 🙂

  101. 17 kwietnia, 2016 at 5:33

    Ja satyrę na obecne czasy zrozumiałem 🙂 No a poza tym – nawet będąc politycznie poprawnym aż do bólu, nie da się podskórnie odnieść wrażenia, że trendy i rozwój naszej cywilizacji podążają z różną prędkością na dwóch a nawet i więcej torach.

  102. 17 kwietnia, 2016 at 5:35

    Valve wolno, bo ich oferta jest dostępna dla Linuksa 🙂

    Subtelna różnica polega na tym, że produktu Valve _możesz_ używać, sklepu MS _musisz_. Przynajmniej do tego to zmierza.

  103. [alx]
    17 kwietnia, 2016 at 11:46

    Przecież piszesz od dawna, że nie musimy używać Windowsa, a co za tym idzie sklepu 😉 W każdym razie, chodzi mi o to, żeby ludzie oceniali to co robi Valve ostrożnie, bo to jest wyjątkowo chciwa firma, a Newell to człowiek pokroju Ballmera. Jeśli mu to jest potrzebne, najbardziej absurdalne i bezczelne kłamstwa swoim fanom sprzedaje. Poza tym, że chce mieć sklep na różnych platformach Valve niczym się nie różni od M$. Sprzedają drogo, haracz z devów zdzierają, ich pazerność doprowadziła nawet do powstania EA Origin. Sklep M$ ma ogromną wadę z punktu widzenia Valve, każdy użytkownik będzie miał do niego dostęp z systemem, o Steamie trzeba się dowiedzieć i go zainstalować. Gdyby M$ nie zaczął prac nad swoim sklepem, nie powstał by SteamOS, wcześniej Linux ich kompletnie nie obchodził.

  104. [alx]
    17 kwietnia, 2016 at 11:55

    Wiem, DT jest zapewne świetnym softem. Chodziło mi tylko o to, czy Aspa wie o czym, pisze i dostałem „nastawy zoptymalizowane” i spory akapit ogólnikowych bzdur 🙂 A tak się szydzi z fanbojstwa zwolenników Windy, czy softu na nią…

  105. Dobrecki
    17 kwietnia, 2016 at 21:54

    Oj, widzimy że lubicie dosrywać, widzimy. 😀
    Jak rozumiem, masz być żywym przykładem że gry nie rozwalają psychiki?
    Hahahahaha! 😀
    Ujmę to tak – zmień dealera, bo ten cię na prochach w ciula robi!
    No i pisz, pisz, śmiało, zawsze cię chętnie poczytam panie…. „alx_wieczna_głupota”? Dobrze zapamiętałem nicka?
    W każdym bądź razie styl pisania ten sam, zwykle starasz się w komentarzach stworzyć atmosferę tak miłą, jak zapach w toaletach publicznych na polskich dworcach. Robi się ciekawie. 😀

    @salvadhor:disqus rzucono korpotrole do akcji. Awansujesz w internetach! 8)

  106. Dobrecki
    17 kwietnia, 2016 at 21:58

    Yhym, rozrywkowo. Zwłaszcza od kiedy ty tu jesteś. 😀

  107. [alx]
    17 kwietnia, 2016 at 22:36

    Dzięki, ale gdzie mi tam do ciebie. Logika twojego tekstu o filmie to rzecz wybitna, mówię serio. Dawno czegoś takiego nie czytałem/widziałem.

  108. [alx]
    17 kwietnia, 2016 at 22:37

    No dalej, dalej, rozkręć się mocniej. Widzę, że wena u ciebie równie mocna jak kultura osobista i rozum. @salvadhor „Korpokontrola” :DDD

  109. Dobrecki
    18 kwietnia, 2016 at 9:00

    No spoko, tylko tu już nie ma z km gadać. Dzięki za miłe słowa. 😀

  110. Dobrecki
    18 kwietnia, 2016 at 10:13

    Nie kumasz do nadal? W sumie nic dziwnego, jak pisze @Aspa:disqus, dziś sugestia jest rozpoznawana dopiero po dołączeniu obrazkowej instrukcji, jak ją rozpoznać. 😀

    Po mojej prośbie napisano tu prawdziwe morze tekstu, wylano na mnie rzekę emocji, próbowano wmówić mi wstyd za dziadka, za to że nie popełnił z całą rodziną zbiorowego samobójstwa… O ciągłych, rozpaczliwych próbach zmiany tematu dyskusji już nawet nie wspomnę.
    Ale nadal nikt nie podał tytułu filmu wyprodukowanego przez Hollywood, w pozytywnym świetle stawiającego Polskę i Polaków… Choć „przypadkiem” wyprodukowano tam całą masę produkcji, przedstawiających niekorzystnie i negatywnie tak nasz kraj jak i rodaków.
    O przemyśleniu idących za tym wniosków nawet nie myśląc.

    Ty także całkowicie koncentrujesz się na środkach, ignorując osiągnięty cel. Zaskoczysz mnie i dla odmiany wyciągniesz właściwe wnioski? Wbrew wszechobecnej, propagandowej linii Hasbary? 😀

    PS Wiem że nie po to założyłeś tego nicka, żeby tu prowadzić rzeczowe dyskusje. Więc potraktuj powyższe pytanie jako retoryczne. 😀

  111. 18 kwietnia, 2016 at 10:19

    @[alx]

    A najgorszy przypadek to korpotroll służący w korpopatrolu wymuszającym korpokontrolę 🙂

    Panowie, wymieniajcie się argumentami, bo inaczej wychodzi mównica sejmowa.

    Ale to mi podsunęło dobry pomysł na następne blabla… 🙂

  112. [alx]
    18 kwietnia, 2016 at 11:14

    O tym czy dana dziedzina ludzkiej działalności jest sztuką, czy nie, nie stanowi treść kilku wybranych wg specyficznych kryteriów utworów. Co w ogóle ma piernik do wiatraka? Odmawiasz takim twórcom jak dajmy na to Bergman, Miyazaki czy Tarkowski uznania ich utworów za sztukę, bo ci się nie spodobało parę filmów z Ameryki… Dlaczego ktoś miał by zwracać akurat szczególną uwagę na filmy pochodzące z Hollywood i przejmować się tym, co tam mówią? Przecież to tylko wycinek filmowego świata, jeśli niczego innego nie znasz, współczuję.
    Walnąłeś głupotę, zamiast się przyznać do błędu (przede wszystkim przed sobą) to brniesz w absurdalne próby odwrócenia od tego uwagi przez większość wątku.

  113. [alx]
    18 kwietnia, 2016 at 11:40

    Oj tam, wiesz przecież, że nie jestem taki zły 😉 Przynajmniej nie używam wrzucam jak niektórzy inwektyw i uwag osobistych na poziomie onetu 😉
    Dobrecki rzucił się w oczy, bo co prawda nie gra, filmów nie ogląda i jego wiedza o tych dziedzinach ludzkiej działalności jest raczej śladowa, ale krytykiem jest bardzo srogim. Odpisałem mu więc nieco ostrzej, ale z argumentami, a przynajmniej hasłami do sprawdzenia.

    W odpowiedzi sugeruje, że mam rozwaloną przez gry psychikę (uważaj Dhor, uważaj 😉 i jestem narkomanem.

    Ok, następny wpis będzie merytoryczny 😉

  114. Dobrecki
    18 kwietnia, 2016 at 11:44

    Tak, tak, wiem – słowa, słowa, słowa, morze emocji i marna próba zastraszenia….
    „Dlaczego ktoś miałby zwracać akurat szczególną uwagę na filmy pochodzące z Hollywood i przejmować się tym, co tam mówią?” – mnie nie pytaj, pytaj o to pozostałe 95% populacji naszej planety.

    To jak będzie z tym tytułem, panie historyk? Wierzę w ciebie, dasz radę! 😀

  115. Dobrecki
    18 kwietnia, 2016 at 13:52

    Mało że beksa, to jeszcze i kapuś…
    Ups! Przepraszam, merytoryczna beksa.

    To masz plusa, w ramach tej „merytorycznej” zaliczki.
    Tylko go całego nie przepiernicz na głupoty!
    http://www.temysli.pl/upload/images/large/2014/06/0_0_0_658038624.jpg

  116. [alx]
    18 kwietnia, 2016 at 16:50

    Myślę, że środowisko linuksowe trochę zbyt duże nadzieje wiąże z Valve i rozwojem Linux gaming. Przypomina mi to wypowiedzi o Apple w okolicach roku 2000, kiedy powstawał Darwin i późniejsze „wojny patentowe”, gdzie Jobs się opowiedział po stronie free software. Albo późniejsze czasy, jakie Google było fajne w komentarzach ludzi ze środowiska u początków Androida, Chrome itd. Dziś patrzy się na to inaczej, Apple broniło przede wszystkim swoich partykularnych interesów. Obrona free software była jedynie środkiem, sprawą do załatwienia, a celem zbudowanie zamkniętej platformy.

    Sytuacja z Valve nie jest identyczna, bo w wyniku ich działań zwiększa się zasób dostępnego softu, to jest korzyść wprost, ale jak to będzie wyglądało w przyszłośći? SteamOS może się znacząco oddalić od Linuksa, aby uprościć developement, użytkownicy Steam Machines mogą stworzyć osoby ekosystem, wreszcie SO może też zniknąć równie nagle, jak się pojawił. Czy zniknie, wszystko zależy od tego, jak się potoczą losy Steam Machines (dalej będę używał skrótu SM, nie mylić z sado-maso).

    Sam projekt SO+SM jest w ogólnych założeniach sprytny, otwarty system i otwarta architektura, bardzo ekonomicznie pomyślana rzecz. Na dodatek ciężar wyprodukowania pierwszych urządzeń, swojego rodzaju balon próbny, Valve chytrze przesunęło na zewnętrznych kooperantów. Tanio wprowadzają więc własną platformę, która może znacząco zwiększyć ilość użytkowników ich sklepu i uniezależnić od przyszłych działań M$. W szczegółach SM wyglądają już dużo gorzej, najwięcej wątpliwości budzi target. Nie bardzo wiadomo kto miałby je kupować. SM są czymś pomiędzy konsolami a pctami budowanymi stricte pod kątem gier, dziedziczą niestety wady obu rozwiązań. Dla użytkowników szukających maksymalnej prostoty, którzy zazwyczaj wybierają konsole, SM są problematyczne ze względu na fragmentację i brak standardowej biblioteki dostępnych na dany typ tytułów. SM kilka firm już produkuje, zazwyczaj każda ma w ofercie kilka modeli z różną mocą, choć przeważnie są to dość słabe konfiguracje. Dla kogoś, kto nie interesuje się komputerami może stanowić spory problem, co wybrać?
    Z kolei hardkorowi gracze którzy znają się na sprzęcie już mają mocne pecety do gier (a często i konsole). SM to mnożenie bytów, kolejny PC i podwójne wydatki kiedy sprzęt się zestarzeje i będzie trzeba go przebudować. Poza tym pecetowcom wystarczy SteamLink, tańszy niż SM, jeśli chcą grać na TV w salonie.

    Przekonamy się dość szybko czy pomysł zaskoczy. Jeżeli producenci sprzętu nie sprzedadzą wystarczającej ilości pudełek aktualnej generacji, raczej nie będą pchać sie w kontynuowanie tematu. Wtedy Valve może wypuścić to co obiecują od lat, czyli SteamBox (gdyby już nikt inny nie chciał pchać się w hardware) ale jakby o nim zapomnieli. Premiera miała być w 2015, skasowali ją tłumacząc się kłopotami z kontrolerem. Kontroler się pojawił, o Boxie dalej cisza. Na GDC2016 Valve mówiło tylko o VR.
    Tymczasem sytuacja na rynku się komplikuje i robi się coraz ciaśniej (np. najnowsze projekty Amazon, ciekawa oferta i spory rozmach). Ewentualnego zamknięcia platformy przez M$, jako napędu dla projektów Valve nie przeceniał bym. Pewnie będzie argumentem dla części userów, żeby się z Win pożegnać, ale czy napewno i czy wielu z nich odejdzie? Platforma Apple nie traci userów, ludzi nie obchodzi to, że jest zamknięta. Na zamknięciu oczywiście straci Valve, teraz sprzedają cudze produkty, na cudzych platformach, obcinając grubą kasę. Ciężko się dziwić, że im się plany M$ nie podobają 🙂
    No ale zobaczymy, może Valve odniesie kolejny sukces. W takie projekty jak np. Nintendo Wii, nie mówiąc o samym Steamie też z początku niewielu wierzyło. Na pewno SO i SM to niezła próba, nawet jeśli ostatecznie okaże się nieudana. W porównaniu ze środkami jakimi dysponuje Valve koszt inwestycji był pewnie śmieszny, a potencjalne zyski mogą być niebotyczne.

    W każdym razie, nie ma co się specjalnie napalać. Im większe nadzieje, tym większy ewentualny zawód. Moim zdaniem biblioteka gier dostępna za pomocą dość specyficznej platformy, nie pomoże w popularyzacji Linuksa wśród zwykłych zjadaczy chleba. Jeśli SM przeżyją, stworzą oddzielny ekosystem, ze SteamLinux będą kożystać ci, którzy do Linuksa już są przekonani.
    Btw. Newell wcisnął na Linuksa jeden z najgorszych systemów DRM, a użytkownicy mu dziękują, w końcu przyszedł z M$ 😉

  117. Dobrecki
    18 kwietnia, 2016 at 17:35

    I nie było tak od razu napisać? A nie – łazi taki i psuje powietrze, patrząc komu by tu ciśnienie podnieść. 8)
    Zgadzam się praktycznie ze wszystkim co piszesz powyżej. Valve wykonuje tu ruchy bardziej pozorowane, niż prawdziwe. I zbyt długo się to już wlecze żeby mogły z tego wyniknąć jakieś poważniejsze rewolucje.

    Se poczytałem ten twój tekst i po namyśle odszczekuję co napisałem o tobie wyżej, że jesteś beksa i kapuś. Nie jesteś jednak kapusiem. 😀

    Z ciężkim sercem, ale zmuszony jestem dać ci kolejnego plusa.
    Ale to potem, wpierw idę po zmiotkę i szufelkę, szczękę z podłogi pozbierać. 😀

  118. Dobrecki
    18 kwietnia, 2016 at 17:41

    No, skoro tak sprawę stawiasz, to ciężko się nie zgodzić.
    Zgadzam się z tobą całkowicie, system ma być w miarę możliwości i potrzeb przede wszystkim wszechstronny.

    Przepraszam że tak późno odpowiadam, ale miałem ostatnie dwa tygodnie dość intensywne. Dodatkowo nie do końca ogarniam tutejszy system komentarzy. 😉

  119. 18 kwietnia, 2016 at 18:08

    Doskonała analiza, podpisuję się pod tym czym tylko mogę 🙂

    Mnie samego osobiście cieszy powstawanie jakiegoś (w końcu) rynku rozrywkowego dla Linuksa. Nie jest może idealnie, nie do końca pod takimi sztandarami ideologicznymi, jakie byśmy najchętniej widzieli, ale… Coś w końcu drgnęło. W co się to przerodzi, trudno wyrokować, choć zasada jest prosta – będzie się sprzedawało, to będzie w produkcji nadal (gry dla Linuksa i sprzęt ze Steam OS).

  120. bisz
    19 kwietnia, 2016 at 8:47

    Cóż, prawda jest taka, że pod linuxem te gry zwyczajnie działają gorzej. Sam gram tylko w Team Fortress 2, starawa gra, pod windowsem działa sprawnie, pod linuxem niestety nawet na konfiguracji znaaaacznie mocniejszej niż windowsowej – nie.

  121. Lipa
    7 listopada, 2016 at 17:12

    Niby jak oni chcą zdobyć użytkowników steamos’a? Jak ja próbowałem to zainstalować według instrukcji, ale nie dzaiłało. Na stronie pisze, że „zalecany jest tryb uefi” tylko że wtedy nie działa instalator, a jak się zainstaluje w legacy mode to system nie działa. Temu systemowi nie wróżę nic dobrego.
    Przeciętny gracz NIE będzie szukał po forach jak to zinstalować (szukałem, i tak nic nie dało). Zainstaluje windowsa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »