przystajnik

Weekend z dystrybucją: Bodhi 3.1.1

Bodhi Linux przeobrażało się, umierało, powstawało z prochów i trwa nadal. Ta niepozorna dystrybucja wyróżnia się jednak na tle pozostałych niebagatelnym podejściem do wielu spraw. Po pierwsze, optymalizacja wykorzystania zasobów komputera. Po drugie, indywidualny charakter za sprawą środowiska Moksha (autorski fork E17). Po trzecie, stabilność zbudowana w oparciu o Ubuntu 14,04.3 LTS. Cóż więcej można dodać? Społeczności musi się to podobać, skoro po niedawnych perturbacjach z kontynuacją rozwoju, wszystko wróciło do normy.

Geneza

Jest rok 2011. A może 2010? W każdym bądź razie rok, w którym Jeff Hoogland bardzo się nudził. Podczas tej nudy powstał pomysł powołania do życia dystrybucji wyjątkowej pod względem wyglądu i zużycia zasobów. W celu wizualizacji pierwszego zamierzenia zostało wybrane środowisko E17, a drugi punkt to całokształt dobierania poszczególnych komponentów składowych całości. Kiedy na horyzoncie pojawiło się środowisko E19, czyli rozwinięcie i kontynuacja E17, Jeff podjął decyzję o stworzeniu własnego forka E17 – Moksha Desktop. Powodowane było to chęcią zachowania optymalnego zużycia zasobów i „doświadczenia użytkownika”, czyli bogactwa opcji, wyboru i tak dalej. Niestety, pracy i zobowiązań było tak wiele, że przed wydaniem wersji Bodhi 3.0.0 Jeff poinformował społeczność, że nie da rady kontynuować projektu. Odzew społeczności był tak kreatywny, że już niedługo po tym ukazała się wersja 3.0.0, Jeff wrócił do projektu a obecnie możemy cieszyć się wydaniem Bodhi Linux 3.1.1.

Programy

bodhi

Bodhi Linux i dualizm tematyczny

Jednym z uroków Bodhi Linux są jego fundamenty. Całość spoczywa bowiem a barkach Ubuntu 14.04.3 LTS. Tym samym możemy się spodziewać takiej samej wersji pakietów jak we wspomnianym wydaniu LTS.

  • Kernel: 3.16.0
  • Internet: przeglądarka Google Chrome, Midori, klient FTP Filezilla, klient torrent Transmission
  • Biuro: LibreOffice 5.0
  • Dźwięk i wideo: VLC, OpenShot
  • Grafika: Pinta, Ephoto
  • Panel: Moksha Panel
  • Menadżer okien: Moksha
  • Menadżer plików: PCManFM

Minimalizm Bodhi Linuksa ma dwa oblicza. Powyższa wyliczanka to zestaw oprogramowania z bogatszego wydania AppPack. Wersja Standard jest uboższa – tzn. nie instaluje zbyt obszernej bazy programów, pozostawiając wybór w rękach samych użytkowników. Dobór programów jaki jest, każdy widzi. Może brakuje klienta poczty, dziwi brak czegoś dedykowanego do muzyki, ale po świeżej instalacji tej dystrybucji bez problemów można zaistnieć w obecnych realiach internetowych.

ustawienia

Ustawienia

Tematem na osobną rozprawę są narzędzia dedykowane konfiguracji całego Moksha Desktop. Może inaczej – Moksha Desktop to efektowny mariaż komponentów środowiska LXDE i autorskich rozwinięć koncepcji E17 (na którym bazuje Moksha). Zatem nie możemy narzekać na szeroki wachlarz ustawień stylistycznych, tematycznych, kolorystycznych i innych. Zadowoleni będą wszyscy miłośnicy gubienia i odnajdywania się w natłoku parametrów i opcji.

Wygląd i obsługa

Wygląd. Kluczowy element, którym Bodhi ma nas ująć za serce. Tymczasem ekran wyboru systemu to standardowe tekstowy menu – na dodatek z wpisem Ubuntu zamiast Bodhi na liści. Start systemu nie przeraża ale też i obezwładnia stylistyką. Potem jest lepiej – ekran logowania i domyślny pulpit mają swoje „ja”. No właśnie – owo „ja” ma dwa, a nawet trzy oblicza. Pierwszym zgrzytem jaki zauważymy, jest panel i jego podpowiedzi wyświetlane po najechaniu na poszczególne elementów. Nic wielkiego, a jednak dymki pojawiają się na obszarze panelu i zasłaniając jego elementy, na na to wszystko wprowadzając dezorientację i niekiedy losowe klikanie w co popadnie. Drugi zgrzyt to nieposłuszna ikona od menadżera sieciowego – ewidentnie ma inne tło niż reszta pulpitu i tłem zahacza o krawędzi a nawet i dalej – niezależnie od tematu graficznego jaki wybierzemy. Trzecim zgrzytem jest dualizm estetyczno – stylistyczny jaki napotkamy podczas użytkowania Moksha Desktop. Część elementów systemowych korzysta bowiem ze swoich tematów graficznych, a cała reszta… Z pospolitego GTK2/GTK3.

bodhi

Bodhu – inne oblicze graficzne

Niewypowiedzianym i nieuwzględnionym czwartym zgrzytem jest jakość tematów graficznych dostępnych do wyboru. Cóż, Moksha Desktop jak bardzo by nie był innowacyjny, to jednak cierpi na odwieczny problem epokowych odkryć – czyli nieodpowiednie dostosowanie. To rzecz gustu, ale pomijając fakt, że tematy graficzne są przesłodzone (Gradienty? Efekty oświetlenia? Cienie 3D? To nie 2001 rok) to po prostu niekiedy przeszkadzają w odczytaniu treści. Domyślny temat MokshaRadiance chyba jako jedyny jako tako broni się przed powyższym zarzutem. Projektanci zdecydowanie powinni bardziej polubić i odpowiednio potraktować Moksha Desktop.

Obsługa. Mamy panel, mamy menu, mamy narzędzia systemowe – nie da się w tym pogubić, albo nie odkryć magicznego prawego przycisku na panelu czy lewego przycisku na pulpicie (menu). Z początku nie wszystko jest tak oczywiste jak w innych dystrybucjach, ale odkrywanie kolejnym konfigurowalnych elementów tylko dodaje smaczku całości.

Wydajność

Tego nie można określić inaczej jak „rewelacja”. System startuje do pełnego pulpitu w 16 sekund i potrzebuje około 160MB pamięci RAM na swoje funkcjonowanie (i to w wersji 64bitowej!). Tutaj nie można mieć żadnych zarzutów i zastrzeżeń, po prostu taki wynik budzi uznanie. Praca całego środowiska i systemu to również powód do gromkich braw – jest płynnie, bez zacięć i innych wpadek. Trudno tutaj cokolwiek zarzucić tej dystrybucji. Z powodzeniem mogą ją u siebie testować posiadacze bardziej leciwych maszyn.

Mowa końcowa

Bodhi Linux to nie jest dystrybucja dla każdego. Z pewnością jej ogromnym plusem jest nikłe zapotrzebowanie na zasoby naszego komputera, ale z drugiej strony esteci mogą mieć mieszane uczucia. Jarmarczny wystrój większości twarzy Moksha Desktopu może i prezentuje jego nieograniczone możliwości, ale stylistycznie wygląda to kontrowersyjnie. Choć z pewnością znajdą się miłośnicy i takiego podejścia do graficznej formy pulpitu (i nie wszystkie tematy są z pogranicza). Ale finalnie dystrybucja wygrywa swoją zgodnością z Ubuntu 14.04.3 LTS i możliwością skorzystania z bogatej oferty repozytoriów PPA.

Maszyna testowa:
CPU: Intel Core i7 Q 720 1.60GHz
GPU: Mobility Radeon HD 4670
Pamięć: 4GB
HDD: 500GB, 7200rpm, udma6
WiFi: Broadcom BCM43224 802.11a/b/g/n

Post navigation

9 comments for “Weekend z dystrybucją: Bodhi 3.1.1

  1. Hepita
    19 stycznia, 2016 at 21:58

    Nie chcę się czepiać, ale dualizm tematyczny to coś zupełnie innego 😉

    Co do samej dystrybucji – cóż, chyba muszę się zgodzić, że Ubuntu to nie system tylko styl życia, a ja mam własny styl życia i nie lubię jak coś mi go zaburza. Zobaczyłem że oparta na Ubuntu – nie, nie dla mnie.
    Chyba muszę się wyzbyć dawnych uprzedzeń… W końcu to nie jest aż taka zła dystrybucja 😉

    Jak z tymi wszystkimi bajerami graficznymi którymi słynie E17? Pousuwane dla maksymalnego zwiększenia wydajności, czy da się je włączyć? A może włączone domyślnie?

  2. 19 stycznia, 2016 at 22:39

    Wierz lub nie, ale dualizm tematyczny to jest to co zaobserwowałem w Bodhi. Jedno środowisko, dwa tematy graficzne próbujące sprawić wrażenie jednego, ale jednak różne i nie idące w parze 🙂

  3. Dobrecki
    19 stycznia, 2016 at 22:45

    Ależ to wygląda zarąbiście! Właśnie że mi się podobają cienie 3d, gradienty i takie tam… Rodem z Gnome 2x najlepiej.
    Się komuś nie podoba, to się pójdzie i pobuja. 😛
    Choć E17 mi się nigdy nie podobało. Natomiast LXDE zawsze robiło mi jakieś głupie numery. To mi pasek dolny znikł, to obsługa zmniejszania i zamykania okienek gdzieś wyparowała, to zegar wcięło…
    Może dwa minusy w tym wypadku dadzą plus?

    Znajdę czas to przetestuję na pendrivie, bo niestety aż tyle czasu żeby wgrywać na dysk to szybko mieć nie będę.

  4. Hepita
    20 stycznia, 2016 at 18:05

    Przepraszam, za dużo wiedzy miesza w głowie… Pomyliłem dualizm tematyczny z podwójną ekspozycją 😉
    Na przyszłość będę musiał 3 razy sprawdzać zanim coś napiszę…

  5. Hepita
    20 stycznia, 2016 at 18:09

    Są gusta i guściki, mi się tam podoba design Googla i Apple, i tak na przykład mam MATE z ramkami okien żywcem wziętymi z osx yosemite (ale bez przezroczystości), za to motywy GTK wzorowane na googlowym Material Design.
    Gradienty? Cienie? 3D? Jak już to tylko delikatne (a nie tak wyeksponowane jak na przykład w domyślnych motywach Openboxa czy w E17), inaczej to jest dla mnie zło wcielone i należy to jak najszybciej wytępić… Już wolę wygląd w stylu win9x 😉

  6. 20 stycznia, 2016 at 18:32

    Nie ma sprawy. Lepiej wiedzieć więcej nawet mieszając pojęcia, niż nie wiedzieć nic 🙂

  7. Dobrecki
    20 stycznia, 2016 at 21:18

    I tu masz rację, są różne gusta i dlatego masz pełne prawo błądzić. 😉

  8. 21 stycznia, 2016 at 14:31

    Najpilniej z E17 i dualizmem tematycznym radziło sobie OpenGEU jednak projekt upadł dawno temu szkoda 🙁

  9. BlahFFF
    22 stycznia, 2016 at 21:51

    Najlepiej to sobie radzil po prostu domyslny (ten zloty i pozniejszy) temat z E17 (i nowszych). Za czasow kiedy E17 dalekie bylo do pelnej stabilnosci a o E18 jeszcze nie mysleli bylo kilka fajnych motowyw (Detour dla przyladu). Pozniej zaczely sie pojawiac glownie takie przypominajace kolorwa packe i tak niestety zostalo do dzis. E19 jako srodowisko graficzne zasuwa jak dzikie, spelnia swoje zadanie ale wizualnie niestety wszystko poza domyslnym wyglada starsznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »