przystajnik

Monthly Archives: Lipiec 2014

Stara śpiewka z Plymouthem w refrenie

Wielu użytkowników linuksowych zamkniętych sterowników graficznych nawet nie zwraca już uwagi na styl w jakim się uruchamia nasz ulubiony system. Nikogo wydają się nie drażnić przelatujące literki, koślawe i tekstowe logosy dystrybucji, kompletna degrengolada stylistyczna i jakościowa. Jak czymś takim pochwalić się sąsiadowi lub sympatii? Tylko osoba z dużym dystansem do techniki przyjmie ze zrozumieniem taki wygląd procesu uruchamiania i skupi się na pozytywach wynikających ze samego systemu. Większość osób, w tym przeciętnych zjadaczy chleba, taki obrazek zdeprymuje i utwierdzi w przekonaniu o ‚dziadostwie’ darmowego i wolnego oprogramowania. A do tego dopuścić nie możemy.

Phototonic 1.01 w nowych tonacjach

Choć bez większego rozgłosu, to rozwój przeglądarki graficznej Phototonic nabiera rumieńców. W anonsowanej niedawno wersji 1.01 oprócz standardowego wyświetlania obsługiwanych przez program formatów graficznych (niestety na razie bez RAW), Phototonic potrafi przeprowadzić kilka operacji na obrazie, w tym kadrowanie, odbicia, obroty oraz efektowne poprawianie kolorów. Dla wielu najprzydatniejszą funkcją pozostaje jednak opcja ‚Otwórz z’, pozwalająca wybrać zewnętrzny edytor do obróbki wskazanego kadru.

Weekend z dystrybucją: PinguyOS 14.04 PaperCut

Poszukiwania Świętego Graala dystrybucji linuksowych trwają w najlepsze. Ilu poszukiwaczy, tyle Graali – dla jednego podstawową cechą świętej dystrybucji będzie łatwość użytkowania, dla kogoś innego pełna wolność, jeszcze dla kogoś – totalna kontrola nad każdym komponentem. W odmętach dystrybucji znajdziemy takie, które próbują osiągnąć te cele totalnym minimalizmem, eklektycznym zespoleniem przeróżnych elementów, albo podarowaniem użytkownikowi na pulpit czego tylko się da. Przykładem tego ostatniego podejścia może być mocno wyposażona w dobra wszelakie dystrybucja PinguyOS 14.04.

LMDE zwolni tempo i zamarznie?

Linux Mint Debian Edition to doskonała propozycja dla każdego, kogo nie pociągają zmiany wynikające z bazowania tradycyjnego Minta na Ubuntu. Dodatkowo, LMDE nieco cywilizował sposób obcowania z repozytoriami testing i experimental Debiana. Mówiąc oględnie, to było spełnienie marzeń o debianowej dystrybucji ciągłej (rolling release). Najnowsze (w miarę) wersje programów bez konieczności reinstalowania systemu co pół roku – któż by tego nie polubił. Niemniej według ostatnich doniesień, na kanwie doświadczeń i pozytywnym przyjęciu decyzji o wydawaniu nowych wersji Minta tylko co wydanie Ubuntu LTS, Clem rozpatruje podobne uproszczenia w LMDE i zawierzeniu tej dystrybucji wydaniom stabilnym Debiana. Czy to dobry pomysł?

SRWare Iron 35.0.1900.0 o wolność naszą i waszą

Internetowa przeglądarka Google Chrome stosunkowo szybko zdobył uznanie i niezliczone rzesze fanów oraz użytkowników. Jednak równolegle z pochwałami za szybkość działania i przyjazny interfejs posypały się słowa goryczy za dość osobliwe podejście Google i jego dzieła do kwestii naszej prywatności. Mętne interesy korporacji czają się w zamkniętym kodzie przeglądarki i trzeba wykazać się dużą dozą wyrozumiałości oraz wiary, aby w pełni zaufać w  bezinteresowną postawę Google. Stąd też większym powodzeniem u ‚wolnościowców’ cieszy się bazowy projekt Chromium (na źródłach którego Google tworzy swoje Chrome, opatrując je w różne dodatki). Jeszcze większym powodzeniem może cieszyć się SRWare Iron, przeglądarka która również bazuje na kodzie Chromium i jeszcze dokładniej ogołaca jej kod z wszelkich mechanizmów służących ewentualnemu zbieraniu informacji o użytkowniku.

Weekend z dystrybucją: Zorin OS 9

Któż nie uwielbia piękna fragmentacji i chaosu w natłoku dystrybucji linuksowych. Dystrybucje małe i duże, ładne i brzydkie, szybkie i wolne – dla każdego coś miłego. Projekty będące wynikiem wieczornej nudy jak też wieloletniego zaangażowania – to wszystko składa się na złożoną ofertę, w której gubią się nie tylko przeciętni początkujący użytkownicy, ale i starzy wyjadacze. Którymi dystrybucjami warto sobie zawracać głowę, gdzie znajdziemy najświeższe oprogramowanie, w której doświadczymy jakichś problemów lub której podołają zasoby naszej maszyny – oto cykl, w którym przynajmniej powierzchownie spróbuję przybliżyć charakterystykę niektórych dystrybucji. Na początek Zorin OS 9, jeszcze w wersji RC ale już bez większych niedomówień.

Microsoft Online Apps dla Linuksa

Zasada działania programów online jest oczywista – mają nam służyć niezależnie od miejsca, czasu, wykorzystywanego systemu operacyjnego i przeglądarki. To oczywiście teoria, gdyż korporacje mają swoje przepisy na uzależnienie od swoich produktów. Niemniej i o dziwo, Microsoft Online Apps faktycznie działają na każdej przeglądarce i co więcej – nawet na Linuksie. W połączeniu z usługą OneDrive stanowią niemal kompletną alternatywę dla Google Docs i Google Drive. Z deszczu pod rynnę? Ale przynajmniej z lepszą obsługą wciąż wiodących prym docx/doc. Może zatem czas na zgrabną integrację tych usług z naszym systemem?

Bogowie, chrońcie system – Systemback 1.0.0

Technik zabezpieczających system przed całkowitym upadkiem jest całe mnóstwo. Każdy użytkownik opracował zapewne też swoją metodę na radzenie sobie z sytuacjami krytycznymi. Bądźmy jednak szczerzy – większość rozwiązań pozostaje w sferze poza możliwościami poznawczymi zwykłego użytkownika. Wymyślne komendy w terminalu z pewnością łatwo i szybko uratują skórę, ale komuś kto wie co i kiedy zastosować. Ostatecznie dla nich nawet zainstalowanie ulubionej dystrybucji od podstaw to nie problem. A co ze wszystkimi drżącymi o swój postawiony z niemałym trudem system? Takim osobom pozostaje Systemback 1.0.0.

Dar wielkich małych braci – Deepin 2014

Jeszcze nie tak dawno emocjonowałem się wydaniem Deepin 2014 RC, a tu już dostajemy do rąk wydanie ostateczne i stabilne. Bez dwóch zdań jest się czym emocjonować, bo na przekór wszystkim malkontentom, Deepin to jednak najładniej od lat poskładana dystrybucja Linuksa. Jednolitością stylistyczną będziemy się mogli cieszyć od samego początku, czyli ekranu bootwania, przez splash screen, ekran logowania i sam pulpit. Mało tego, w końcu doczekaliśmy się spójnego centrum zarządzania w którym przeprowadzimy konfigurację naszej maszyny. Na dodatek, cała dystrybucja bazując na Ubuntu 14.04 LTS, utrzymuje zgodność z tymże – dlatego nie musimy się martwić o świeżość paczek (PPA) i długoterminowe wsparcie. Dodajmy do tego nowoczesną i funcjonalną obsługę pulpitu, zestaw autorskich programów, ustawienie wszystkiego pod siebie w paru kliknięciach i mamy przebój roku 2014 w świecie linuksowych dystrybucji.

Czy lekkie środowiska są lekkie?

Problem oszczędnego gospodarowania zasobami naszych maszyn chyba nigdy się nie skończy. Gdy docieramy do rozsądnego kompromisu ilości pamięci w stosunku do zapotrzebowania na RAM naszego środowiska graficznego, nadchodzi rewolucja, nowe funkcje, nowe możliwości i ponownie jesteśmy w miejscu, w którym zastanawiamy się nad dokupieniem RAMu. W przypadku otwartej architektury naszego peceta nie stanowi to problemu. Gorzej, gdy do rzeczonej maszynki nie mamy możliwości dorzucenia kości pamięci. Dodatkowo, oprogramowanie użytkowe też nie stoi w miejscu i rozwijając się, pochłania coraz to kolejne megabajty pamięci roboczej. Stąd też odpowiedni dobór środowiska graficznego to gra warta świeczki. Ale które środowiska są naprawdę lekkie, a które nie?

Translate »