przystajnik

Monthly Archives: Kwiecień 2012

Aperture Linux dla fotografa wyzwolonego

Aperture Linux, wczesna wersja alpha

Zasadniczo nie jestem zwolennikiem powielania dystrybucji z byle błahej okazji, jak choćby zmiana domyślnego zestawu tapet i tematów graficznych, czy też zestawu domyślnych aplikacji. W związku ze specyficznym trybem przeistaczania się źródeł programów w formę strawną dla dystrybucji (kompilacja ze źródeł i paczkowanie), głównym celem linuksowego desktopu powinno być dostarczenie użytkownikowi jak najszybciej jak najaktualniejszych wersji programów użytkowych. Fakt nie do przecenienia dla osób, które na Linuksie za pomocą tych programów pracują, czy to zawodowo, czy hobbystycznie. Na dalszy plan schodzi legendarna linuksowa stabilność (w granicach rozsądku oczywiście), której to legendzie pozwólmy trwać lecz na okoliczność rozwiązań serwerowych.I taki prawdopodobnie przyświeca cel powstającej dystrybucji Aperture Linux, która ma ambicje dostarczyć fotografom korzystającym z Linuksa większość programów z całego bogactwa wolnego oprogramowania do wywoływania i obróbki zdjęć, oraz podobnego przeznaczenia. Ponieważ jednocześnie taki fotograf może być po prostu zwykłym użytkownikiem, który program potrzebny do pracy kupuje w sklepie, lub w przypadku Linuksa – znajduje w Centrum Oprogramowania (czyli pod nosem), taka kompilacja najważniejszych narzędzi dedykowanych obróbce zdjęć, retuszowi i technikom specjalnym wydaje się mi być całkiem słuszna. O ile bowiem większość ze specjalistycznych programów ma swoje dedykowane kanały dystrybucji, jak choćby własne repozytoria PPA (w najlepszym przypadku), czy gotowe paczki na stronie producenta, o tyle schody zaczynają się w momencie dopasowania konkretnej paczki do konkretnej wersji dystrybucji. Oraz spełnienie ewentualnych zależności lub wręcz konieczności kompilacji ze źródeł. Zwykły fotograf nie będący w miarę zorientowanym i lubiącym rozwiązywanie zagadek uświadomionym linuksowcem, po prostu zniechęci się, ujdzie z niego para i polegnie. A przecież prawidłowy rozwój programom mogą zapewnić tylko rzesze nowych użytkowników, z których część poczuje konieczność zakomunikowania o błędzie, lub zawnioskuje o jakąś nową opcję w programie. Bez odzewu ze strony użytkowników, to z twórców oprogramowania i ich projektów ujdzie para.

Aperture Linux, czyli openSUSE 12.1

Czym zatem jest Aperture Linux? Najprościej mówiąc, to dystrybucja zbudowana w oparciu o 64bitową wersję openSUSE 12.1. Wydana niedawno wersja Aperture Linux GNOME 3.2 Pre Alpha to oczywiście bardzo początkowe stadium tego projektu. Opiera się o wspomniane openSUSE 12.1, środowisko GNOME 3.2, a niedługo i KDE 4.7. Dlaczego nie GNOME 3.4 i KDE 4.8? Z prostej przyczyny – tych środowisk w stabilnej kondycji nie ma jeszcze w repozytoriach openSUSE. Można zatem już teraz założyć, że rozwój Aperture Linux będzie odbywał się pod dyktando rozwoju openSUSE (zatem niedługo wersja 12.2), jak i jego repozytoriów – oficjalnych i nieoficjalnych.A samo Aperture zawiera domyślnie zainstalowane takie hity wolnego oprogramowania jak Darktable, Rawtherapee, Rawstudio, DigiKam, GIMP, Hugin, Luminance HDR i wiele innych. Zadbano też o inne kwestie istotne dla fotografów, jak np. profile kolorystyczne, obsługiwane przez nowiutki system zarządzania barwami Oyranos, do którego dostaniemy się otwierając ekran Activites i wyszukując ‚icc‚.

Aperture Linux i Oyranos

Pomimo początkowego stadium rozwoju, sposób jego obsługi i konfiguracji można już znaleźć na odpowiedniej stronie.Wśród programów odnajdziemy takie unikatowe ciekawostki jak CinePaint, leciwy fork GIMPa, oferujący jednak 16bitową dokładność efektów i filtrów. Projekt niemal zapomniany i rozwijany w momentach heroicznych zrywów jedynego chyba dewelopera.Stawkę graficznych aplikacji uzupełniają np. Entangle, Urban Lightscape, Videoporama, AlbumShaper, Converseen, Phatch, Rapid Photo Downloader i inne pomniejsze projekty. W stawce dziwią nieco mocno specjalistycznie ukierunkowane programy, jak Blender oraz Sk1. Oprócz obróbki zdjęć dystrybucja oferuje także programy do codziennego funkcjonowania w świecie elektronicznej komunikacji, zatem naszą pocztą zajmie się Evolution, komunikacją interpersonalną Empathy, LibreOffice umożliwi pisanie dokumentów, a Firefox… Wiadomo co.Nie znalazły się w Aperture wszystkie programy które zdobyły uznanie osób pracujących nad zdjęciami. Brakuje choćby wyśmienitego Photivo, czy precyzyjnego Delaboratory, ale przypuszczam, że z pewnością dołączą w finalnej wersji do domyślnych pakietów.Co do wydania Pre Alpha. Jak sama nazwa sugeruje, jest to wydanie o charakterze mocno podglądowym i szkicującym obraz końcowy, do którego zmierzają twórcy. Używanie tej dystrybucji nie jest wskazane, jak też próby instalacji na dysku (najbezpieczniej pobawić się w Virtualboksie, choć też zachowuje się kapryśnie). Za to wskazane jest czynne zgłaszanie swoich uwag, próśb, zażaleń, wniosków i pomysłów na dedykowanym projektowi forum. Już teraz można zacierać ręce na okoliczność przyszłego wydania openSUSE 12.2, GNOME 3.4 i pozostałych żywotnych część tej dystrybucji.

Opis jak poradzić sobie z obsługą obrazu LiveCD, jak i same linki do obrazów .iso znajdziemy na stronie twórców. Z rzeczy istotnych – należy pamiętać o domyślnych hasła – ‚live‚ do zalogowania się, oraz ‚root‚ do zadań typu instalacja.

DT, RT dwa bratanki

Zestaw programów graficznych

Automatyczny podajnik tapet Wallch

Wallch ze stagnacją

Jedną z pozytywnych cech nowych wydań dystrybucji linuksowych jest ciągła pogoń za najnowszymi wersjami programów. Tak jest i w przypadku najnowszego wydania Ubuntu 12.04, w którego repozytoriach oprócz całej różnorodności programów wszelakich, znajdziemy choćby taką aplikację jak Wallch.Program służy do automatycznej zmiany tapet naszego pulpitu. Jakby to nie brzmiało banalnie i stereotypowo, programik potrafi zaintrygować ciekawymi opcjami, niebanalnymi dodatkami jak i estetycznym efektem przebierania naszego biurka w nowe fatałaszki. Oprócz wiadomego efektu, program posiada sporo opcji które umożliwią poinformowanie nas dźwiękiem o zmianie jaka się dokonała, pozwolą na losowy wybór obrazów ze wskazanej przez nas kolekcji, zrobienie zrzutu ekranu/zrzutu z kamery, aktywowanie pluginu odpowiedzialnego za podgląd naszego globu na żywo oraz paru innych ciekawostek.

Wallch i glob na żywo

Poza zabawą w dodatki, podstawowa obsługa programu sprowadza się do wskazania plików z naszymi zdjęciami, dodanie ich od głównego okna, określenie jak często mają się zmieniać, w jakiej kolejności i zasadniczo to już wszystko. Dalsza obsługa sprowadza się do uruchomienia cyklicznych zmian (przycisk start), zatrzymaniu ich (przycisk stop), lub ręczne przeskakiwanie pomiędzy kolejnymi elementami z naszej listy.I na okrasę całości – program dogaduje się z Unity, jak też pozwala się zainstalować wprost z repozytorium (12.04). Jeżeli ktoś nie zdążył jeszcze się zaktualizować, to dla 11.04/11.10 konieczne jest aktywowanie następującego repozytorium:sudo add-apt-repository ppa:wallch/wallch-ppasudo apt-get updatesudo apt-get install wallch

Koegzystencja z Unity

Ubuntu 12.04 – na przełaj przez nowości

Długo oczekiwanej wersji Ubuntu 12.04 LTS Precise Pangolin nie można odmówić nowoczesności, rozwoju i postępu, jaki się dokonał na przestrzeni ostatnich dwóch wydań. Na początku zauważymy ten postęp za sprawą tego, co się pierwsze rzuca użytkownikowi w oczy podczas pierwszego kontaktu z systemem – czyli środowisko Unity. Całość wyładniała, stała się spójniejsza, bardziej klarowana i obdarzona nowymi przydatnymi funkcjami lub przeróbkami. W końcu też, oprócz utwierdzania podwalin rewolucji (Dash, Launcher, itp), 12.04 wprowadza i pokazuje użytkowe i funkcjonalne aspekty zawirowań jakie się dokonały w jego wyglądzie i komponentach. Druga miła rzecz, jaka się objawi podczas pierwszych minut pracy z 12.04 to szybkość i responsywność systemu. Kto próbował popracować dłużej i w bardziej zaawansowanym trybie na wydaniu 11.04/11.10, ten na pewno doceni ten fakt – bez żadnych dzikich poprawek ze strony użytkownika, system najzwyczajniej przyzwoicie i przyjemnie działa. Cała reszta ukryta jest w niuansach i żywotnych elementach 12.04, bo jak każdy wie – miodność tkwi w szczegółach.

Ubuntu 12.04, tak po prostu

Jak nowe wydanie prezentuje się w numeracji podstawowych komponentów systemu i aplikacji dla użytkownika?

Kernel 3.2.0, Xorg 7.6, Unity 5.10, Compiz 0.9.7.6, PulseAudio 1.1, Firefox 11, Thunderbird 11, LibreOffice 3.5.2, Brasero 3.4.1, Nautilus 3.4.1, Empathy 3.4.1, Shotwell 0.12, Totem 3.0.1, Rhythmbox 2.96

Domyślny zestaw aplikacji na pewno nie każdemu będzie pasował, ale mamy też do dyspozycji nowiutkie, lśniące Centrum Oprogramowania, za pomocą którego doinstalujemy co tylko zechcemy. Wszystko to wygląda imponująco, ale co to oznacza i jak się przekłada na jakość pracy z Ubuntu 12.04?

Unity 5.10 – zmiany duże i małe

Jak wspomniałem, na obraz całości składają się poszczególne błahostki na jakie się natkniemy. Podobnie jest z Unity – nie oczekujmy tu rewolucji na miarę przemieszczenia paneli lub przycisków okien w inne miejsce. Na pewno ucieszą się użytkownicy starszych kart graficznych, opuszczonych przez producentów sterowników. W końcu Unity 2D nie odbiega wyglądem i komfortem użytkowania od swojej pełnowymiarowej i wymagającej pełnego wsparcia 3D wersji (opartej o Compiz). Ale oprócz przedefiniowanej jakości, szybkości i stabilności Unity, pojawiły się inne zmiany i to takie, które nie są drzazgą podczas codziennej pracy.

Dash i aplikacje

  • Dash – teraz ten panel domyślnie pokazuje listę ostatnio używanych: programów, plików, oraz elementów pobranych.
  • Dash i video – nowy sposób zarządzania/segregowania/wyszukiwania plikami video, które przewinęły się podczas naszej pracy z systemem.
  • Launcher zawsze widzialny – to odmiana po wcześniejszych próbach unikania przez niego maksymalizowanych okien. Oczywiście do poprzedniego zachowania można powrócić, lecz nowe standardowe podejście jest wygodne.
  • Quicklists – czyli podręczne menu aplikacji, pod prawym przyciskiem myszki (ikony pokazywane przez Launcher).
  • HUD – stał się standardowym wyposażeniem Unity. Szybko dostęp do przeszukiwania opcji aktywnego programu aktywujemy klawiszem ‚alt’.
  • Ulepszone zachowanie Alt+Tab.
  • Nowe podejście do konfiguracji kilku-monitorowych.
  • Czy to oznacza, że wszystko jest na medal? W moim odczuciu nieco lepiej można było zorganizować pracę z przywoływaniem aplikacji z Launchera. Np. jeden klik – pokazuje okno, drugi – chowa. Obecnie po aktywowaniu okna, drugie kliknięcie jest ‚bezpańskie’ i bezużyteczne. Kolejna niedogodność to szybki przegląd wszystkich okien – brakuje go, lecz na szczęście można aktywować tryb Expo (choćby za pomocą Ubuntu Tweak).

    Dash i pliki wideo

    System poza Unity

    Poza odświeżonym Unity znajdziemy w Ubuntu 12.04 też i inne zmiany. Choćby wspomniana wcześniej numeracja programów użytkowych. Ale i nie tylko.

  • Konfiguracja prywatności – nowe narzędzie pozwalające określić, co z naszej aktywności będzie rejestrowane i jak długo przechowywane na naszym komputerze. Wszystko w celu, by np. Dash i wyszukiwanie plików/ostatnio używanych pokazywało tylko to co chcemy.
  • Integracja monitorowania i zarządzania wieloma systemami, Landscape.
  • Wyzwolenie od Mono – wraz z Banshee, pokład Ubuntu opuściły wszystkie aplikacje oparte o tę kontrowersyjną platformę. Oczywiście, zawsze można jest doinstalować (Banshee, Tomboy, F-Spot, itp).
  • Odnowione i poprawione Centrum Oprogramowania z coraz bardziej powiększającą się bazą programów do kupienia (gry, aplikacje, czasopisma i gazety, itp).
  • UbuntuOne – nowe narzędzia, nowy konfigurator, lepsza jakość.
  • Stabilność, stabilność i jeszcze raz stabilność
  • Bez oznak słabości?

    Z grubsza tak to właśnie wygląda i po miesiącu pracy i intensywnego testowania począwszy od wersji Beta, niewiele jest elementów do których mógłbym się przyczepić. Powtarzana przez mnie jak mantra ‚stabilność’ w moim przypadku na dwóch komputerach jest faktem. Jedyną sytuację awaryjną jaką miałem, to programik RadioTray (oczywiście to programik spoza głównej instalacji) i konieczność usunięcia jego lokalnej konfiguracji. Pozostałe elementy działają i nie wykazują tendencji do autodestrukcji. Cieszy również fakt łatwego dostępu do płatnych aplikacji. Może nie dlatego, że trzeba za nie płacić, ale z racji stworzenia wiarygodnego i przejrzystego kanału dystrybucji tych dóbr, co docenią twórcy gier/programów/innych. Wzrost zainteresowania przekłada się na ilość dostępnych pozycji oraz ich jakość, zatem skorzystać może na tym każdy.

    Jednak znajdą się też drobnostki, których widok może zdziwić, lecz potem się je ignoruje. Jak choćby zarządzanie indykatorami na panelu (a w zasadzie jego brak – instalujemy indykator – jest, odinstalowujemy – nie ma. To wszystko), czy wyłączanie się dźwięku podczas dogłębniejszych machinacji w jego ustawieniach (‚samo’ zmienia się wyjście dla dźwięku?). Czy też brak odświeżania zawartości repozytoriów po dodaniu PPA w Centrum Oprogramowania. Ale to głupstwa z którymi da się żyć.

    Oprócz ciepły słów wiele osób może i tak mieć awersję do Ubuntu. Dla nich pocieszającą nowinką jest to, że wydanie 12.04 staje się doskonałą podwaliną pod przyszłe ‚satelickie’ remiksy i przeróbki. Już teraz można bez większych problemów znaleźć odpowiednie PPA i samodzielnie sklecić quasi-Minta, po doinstalowaniu środowiska Mate lub Cinnamon. Podobnie wymiana kernela na bardziej ‚rześki’, itp. Nigdy nie znajdzie się dystrybucja, która zadowoli wszystkich swoim środowiskiem, domyślnym zestawem programów, podejściem do użytkownika. Jednak Ubuntu wydaje się łączyć powiew rewolucyjnej świeżości z niebanalnym wyglądem (którego nie chce się zmieniać zaraz po instalacji) i całkiem sensownym zestawem aplikacji i użytecznością nawet dla nieobeznanego z Linuksem użytkownika.

    Nowe Ubuntu można pobrać z oficjalnej strony http://www.ubuntu.com/download (choć 12.04 pojawi się tam dopiero za parę chwil). Ciekawostką będzie objętość obrazu iso (750MB) – to pierwsze wydanie, które nie zmieści się nam na standardowej płycie CD (700MB). Pozostaje użyć pendrive, lub płyty DVD. Zwyczajowo można też wykonać upgrade z poprzedniej wersji, jeżeli ktoś ma taką ochotę.

    Unity według naszych zasad

    Zapewne jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobi wielu użytkowników po zainstalowaniu nowego Ubuntu 12.04, będzie próba dostosowania środowiska Unity do swoich potrzeb. Jednak wobec autorytatywnej postawy pulpitu w, bądź co bądź, nowym rewolucyjnych wydaniu, zderzymy się z koncepcją ujednolicenia, która ma poprawić rozpoznawalność marki Ubuntu (i samego Canonical). I najzwyczajniej i prosto mówiąc – za dużo sobie nie poustawiamy. Niektórzy bez skrępowania dadzą nura w gąszcz przełączników i ustawień zaszytych w plikach konfiguracyjnych, lecz świat manuali i poradników nie powinien być przepustką do pracy z Unity. Zanim ktoś poświęci parę wieczorów na rozgryzanie ukrytych opcji środowiska, polecam zapoznać się z jednym z przyjaznych graficznie i użytkowo programów z gatunku ‚Otwieracz do Pulpitu dla Poszukiwaczy Nieodgadnionego’. Programy starszym użytkownikom są na pewno znane, lecz zerknijmy przelotnie co takiego oferują i w którym znajdziemy to, co akurat nas interesuje.

    MyUnity

    Jedną z głównych zalet programu jest jego obecność w oficjalnych repozytoriach Ubuntu 12.04, zatem zainstalujemy go bezpośrednio z Centrum Oprogramowania. Drugą zaletą jest ładne wykonanie aplikacji i sensowne opcje regulujące Unity. Dzięki nim mamy pod kontrolą Launchera, Dasha, czcionki systemowe, pulpit i jego ikony oraz tematy graficzne. Może nie wszystkie aspekty konfiguracji są dostępne, lecz przynajmniej nie błądzimy pomiędzy setkami opcji.

    MyUnity#1

    MyUnity#2

    MyUnity#3

    MyUnity#4

    MyUnity#5

    MyUnity#6

    Unsettings

    Ten program wiele opcji MyUnity dubluje, lecz dokłada sporo swoich i dlatego też jest wart zwrócenia nań uwagi. Poza ułożeniem interfejsu programu, każde jego podmenu z ustawieniami Launchera, Dasha, paneli, tematów zawiera, itp, zawiera więcej ustawień, choć może nie zawsze do końca szczęśliwie przetłumaczonych nasz ojczysty dialekt. Do zainstalowania potrzebne jest dodanie repozytorium z programem – ręcznie, lub w Centrum Oprogramowania:

    sudo add-apt-repository ppa:diesch/testing
    sudo apt-get update
    sudo apt-get install unsettings

    Unsettings#1

    Unsettings#2

    Unsettings#3

    Unsettings#4

    Unsettings#5

    Unsettings#6

    Unsettings#7

    Unsettings#8

    Ubuntu Tweak

    Program legenda, znany chyba każdemu użytkownikowi. Nie dość tego, że legenda – to i przy okazji kombajn. Tym programem wyczyścimy system ze zbędnych pakietów/zalegających śmieci/starych kerneli, ustawimy opcje Nautilusa, pulpitu, logowania i sesji. Łatwo dotrzemy do ustawień menedżera okien, katalogów osobistych jak też wykonamy kopię bezpieczeństwa naszego pulpitu (w celu późniejszego ew. przywrócenia). Skupiając się jednak na samych opcjach Unity, odkryjemy, że ceną za uniwersalność programu jest pominięcie paru elementów, które ustawimy wymienionymi wcześniej programami. Jednak to, czym się może pochwalić Ubuntu Tweak, a nie ma żadna poprzednia aplikacja, to kontrola Compiza. W skromnym może wymiarze, lecz wystarczającym do przypisania rogom ekranu konkretnych funkcji (co mnie ogromnie uradowało). W celu zainstalowania – dodajemy repozytorium:

    sudo add-apt-repository ppa:tualatrix/ppa
    sudo apt-get update
    sudo apt-get install ubuntu-tweak

    UbuntuTweak#1

    UbuntuTweak#2

    UbuntuTweak#3

    UbuntuTweak#4

    Jak widać, z Unity jest jak z pustynią – pod maską pozornego braku ustawień tętnią życiem opcje, które cześć z nas uzna za stosowne przestawić sobie za pomocą jednej z wyżej wymienionych aplikacji. Należy jednak pamiętać, że taka ‚dłubanina’ może doprowadzić do efektów niezamierzonych i niekontrolowanego zachowania środowiska, zatem trzeba mieć to na względzie i wyczuć, na ile możemy sobie pozwolić. Pomijając oczywiście standardowe ustawienia dostępne w Ustawieniach Systemu.

    Koniec hibernacji

    Hibernacja - u mnie działa!

    Decyzją podjętą na wyjątkowo wysokim szczeblu, Ubuntu 12.04 zostało pozbawione problematycznej funkcji hibernacji systemu. Z rozbrajającą szczerością przyznano, że wobec braku możliwości jednoznacznego określenia sprzętu, który pod kontrolą Ubuntu bez problemu podda się zahibernowaniu, z dniem tym a tym profilaktycznie usuwa się taką opcję. Zaraz też na tę decyzję posypały się gromy od rozgoryczonych użytkowników, jak też pojawiły się filozoficzne dysputy i wywody, czy hibernacja jest tak naprawdę komukolwiek potrzebna. W ten sposób wyodrębniły się dwa obozy – tych, którym hibernacja działała i chcieliby mieć przynajmniej możliwość decydowania, czy opcja jest dostępna dla systemu, oraz obóz drugi, którym hibernacja nie działała i w sumie była im od zawsze obojętna.Sprawa jest rozwojowa, lecz będzie się rozgrywała za plecami użytkowników, do czasu uregulowania komunikacji pomiędzy mechanizmem hibernacji a Ubuntu. Jeżeli jednak ktoś jest z obozu tych, którym hibernacja działała i chętnie widzieliby ją w opcjach swojego systemu, poniżej krótki przepis jej przywrócenie. Przepis jakich wiele, ale ma zasadniczą przewagę – działa. Wymagana jest tylko umiejętność naciskania klawiszy.

  • Na początek otwieramy terminal. Ctrl+Alt+t
  • Tworzymy i edytujemy plik odpowiedzialny za politykę hibernacji:
    sudo gedit /var/lib/polkit-1/localauthority/50-local.d/hibernate.pkla
  • Wklejamy do niego:
    [Re-enable Hibernate]
    Identity=unix-user:*
    Action=org.freedesktop.upower.hibernate
    ResultActive=yes
    
  • Wylogowujemy się i logujemy ponownie, lub restartujemy komputer.
  • Cieszymy się odprężającymi właściwościami hibernacji.
  • Przypomnę tylko, że do pełni szczęści potrzebujemy partycję Swap o rozmiarach odpowiadających przynajmniej rozmiarowi pamięci RAM naszego urządzenia. A jeżeli ktoś ma dylematy, czy hibernować (hibernate), czy usypiać (suspend) i co jest lepsze dla baterii, krótkie przypomnienie teorii.

  • Uśpienie (Suspend) – odłączane jest zasilanie od wszystkich części komputera, poza pamięcią RAM w której pozostaje nasz system, nasze programy, itp. Zużywana jest zatem minimalnie bateria (pamięć nie potrzebuje gigantycznego zasilania), lecz przywrócenie systemu do pracy jest niemal natychmiastowe.
  • Hibernacja (Hibernate) – stan pamięci RAM jest zapisywany na dysk i komputer się wyłącza. Po powtórnym uruchomieniu przywraca się do stanu zapisanego na nośniku. Bateria nie jest używana do zasilania czegokolwiek, lecz przywrócenie systemu trwa dłużej (odczyt z dysku do pamięci).
  • Linus Torvalds laureatem Milenijnej Nagrody Technologicznej

    Technology Academy Finland ogłosiła dwóch laureatów tegorocznej Milenijnej Nagrody Technologicznej (przez wielu uważanej za odpowiednik technologicznego Nobla). Nominowani zostali Dr. Shinya Yamanaka z Japonii oraz Linus Torvalds z Finlandii/USA. Ostateczny zdobywca Wielkiej Nagrody zostanie ogłoszony na ceremonii w Helsinkach, 13 czerwca 2012 roku. Pula nagród przekracza 1 milion Euro. Wręczana co dwa lata przez głowę państwa Milenijna Nagroda jest najważniejszą technologiczną nagrodą (bo usankcjonowaną jako quasi-Nobel), przyznawaną w uznaniu za innowacyjne i przełomowe prace naukowe czy też odkrycia.

    Laureaci 2012

    Dr. Shinya Yamanaka otrzymał nominację w uznaniu za jego pracę nad pluripotencjalnymi komórkami macierzystymi, natomiast Linus Torvalds za stworzenie otwarto-źródłowego systemu operacyjnego Linux i jego wpływ na rozwój oprogramowania, sieci i otwartości w Internecie.Komentarz chyba zbędny.

    Lightworks i postępy reinkarnacji

    Lightworks i postęp uruchamiania

    Wydawało się, że program który dla wielu stał się przepustką w świat edycji video, swoje dni glorii i chwały ma już za sobą. Początki czasów świetności Lightworks sięgają roku 1989 i od tego czasu wiele się zmieniło w świecie nieliniowych edytorów video, jak też w czołówce najlepszych programów do tego typu zadań. Osoby zainteresowane tematem nie miały złudzeń – edytor miał podzielić los wielu innych komercyjnych programów, które w wyniku różnych perturbacji rozpłynęły się w niebycie.Jednak firma Editshare, od 2009 roku właściciel Lightworks zdecydowała się na dość karkołomne posunięcie. W celu zaangażowania większej ilości deweloperów i społeczności, postanowiono uczynić Lightworks wolnym oprogramowaniem. Miał to być proces stopniowy, bo równolegle z rozwojem programu dla platformy Windows, zaplanowano wydanie wersji dla Linux/MacOS, co wymagało oczywistych przeróbek całego kodu Lightworks.

    Linux i Lightworks Tech Preview

    I gdy wydawało się, że ten niekończący się proces może nie mieć szczęśliwego zakończenia, na trwających w Las Vegas targach NAB 2012 Editshare zaprezentowało techniczne demo działającej, linuksowej wersji edytora. Niestety, póki co demo istnieje w postaci pokątnie zrobionych zrzutów ekranu, tudzież zdjęć z samych targów, ale znane są już konkretne zapowiedzi twórców. 28 maja to termin wydania pełnej, stabilnej wersji dla Windowsa, a tym samym wydanie linuksowe wejdzie w fazę przyśpieszonego rozwoju (planowe wersje Alpha). Lightworks zadebiutuje również na platformach 64bitowych. „No w porządku, ale gdzie źródła?” – to zapewne kwestia frapująca wielu fanów wolnego oprogramowania. Editshare zdecydowało się upublicznić źródła, gdy program nabierze cech programu w pełni używalnego. Na dzień dzisiejszy nie została jednak podjęta decyzja o licencji, jednak to jest pewne – program zaistnieje w postaci paczek dla większości popularnych dystrybucji Linuksa (zaprezentowane demo działało na Ubuntu). Brane są też pod uwagę różne kanały dystrybucji, jak choćby Centrum Oprogramowania Ubuntu.Zdecydowanie warto mieć oko na ten program i postępy w jego rozwoju. Może niedługo stanie się nowym wyznacznikiem jakości w puli linuksowych edytorów wideo? Już teraz może pochwalić się taką listą nowości:

  • Very wide format support including AVCHD, H.264, AVC-Intra, DNxHD
  • ProRes, Red R3D, DPX, XDCAM HD 50, XDCAM EX, DVD, BluRay, 4K support (DNxHD available for a single additional payment)
  • Support for all popular camcorder and DSLR video
  • Native real-time title generator
  • Improved interoperability – including AAF with Avid and Editshare Flow
  • Major improvements to Drag-and-Drop in the timeline
  • Trimming enhancements
  • Automatic Edit backups
  • Better Import and Export windows: more options, easier to use
  • Shared Projects
  • Stereoscopic workflow
  • Program będzie dostępny w wersji Lightworks (darmowa) oraz Lightworks Pro ($60, licencja edukacyjna $30).

    A poniżej wyrwany z kontekstu samouczek, by zaprezentować ogólny wgląd na Lightworks.

    httpv://www.youtube.com/watch?v=SK4ogYgnm4I

    Nadpobudliwa klawiatura

    W wyniku jakiegoś wyjątkowego zbiegu okoliczności, od pewnej wersji Ubuntu/Minta dotknęła mój wyśmienity sprzęt stacjonarny przypadłość polegająca na blokowaniu się klawiatury. Najciekawsze, że na tuzinie innych sprzętów (no może pół-tuzinie) nie zaobserwowałem takiego dziwactwa. Nie blokowało się nic samo z siebie, ale podczas intensywnego pisania moich epopei, tudzież najzwyczajniejszego poruszania się strzałkami po tekście. Żeby nie było łatwo i oczywiście, w logach systemowych ani śladu informacji o błędzie, a wszystkiemu przyglądała się reszta systemu, bezczelnie funkcjonującego bez zarzutów. Inna klawiatura – te same objawy. A sama blokada znikała po przełączeniu maszyny w stan uśpienia i jej wybudzenie. Albo… Włączenie/wyłączenie odskakujących klawiszy w opcjach ułatwień (Uniwersalny dostęp).

    Ustawienia klawiatury - po prostu

    Podążając tym tropem, a nie mogąc dotrzeć do jądra składników i zależności Uniwersalnego Dostępu, zacząłem, za przeproszeniem, gmerać przy ustawieniach klawiatury. Podejrzewałem jakieś skróty klawiszowe, lub inną obecnie modną automatykę użytkową. Na szczęście pomogła mi mała liczba opcji w tych ustawieniach, jak też fakt, że blokada polegała na zacinaniu się auto-powtarzania ostatnio naciśniętego klawisza (nie wspominałem o tym, prawda?). Ostudziłem nieco wyśrubowane bariery czasowe w opcjach odpowiedzialnych za powtarzanie klawiszy, zmniejszając czas potrzebny do uruchomienia powtarzania oraz zmniejszając częstotliwość samo-wstukiwania się kolejnych znaków.Przypuszczenia słuszne lub nie, mankament wynikający z tych ustawień, lub nie, ale pomogło.

    Recent Notifications i nie umknie nic

    Pamiętliwe Recent Notifications

    Promowane w Unity indykatory można nie lubić lub się do nich przyzwyczaić. A jeżeli już się przyzwyczajać, to można wykorzystać funkcje niektórych z nich, jak choćby Recent Notifications. Ile razy bowiem przez ekran przemknie nam jakiś ważny ‚dymek’ z informacją, a my zastanawiamy się przez następne 5 minut co też nam system chciał obwieścić? W dobie obsesyjnej pogoni za informacjami takie chwilowe niedoinformowanie może wywołać niepotrzebne napięcie i zgrzyt w pożyciu rodzinnym. Po co ryzykować. Niemniej, akurat ten niewielki przywoływacz wspomnień przydaje się.Programik prosty, instalacja i obsługa równie banalna. Kliknięcie w ikonkę ujawni nam historię powiadomień, które ostatnio przewinęły się przez nasz ekran. Dla lepszej czytelności, z listy można selektywnie usuwać niektóre powiadomienia lub wyczyścić ją całą. I tylko kontrolowanie indykatorów rzuca cień na całość ich współpracy z użytkownikiem. Jak bowiem włączyć zainstalowany indykator? Jeżeli nie znamy polecenia, to musimy się wylogować i zalogować. A jak go usunąć z paska? Trzeba go odinstalować. W pozostałe aspekty zarządzania autonomicznym paskiem z ikonkami nie będę się zagłębiał, gdyż jak wspomniałem – po co ryzykować zgrzyty.Indykator jest dostępny dla Ubuntu 11.10/12.04 po uprzednim dodaniu odpowiedniego PPA:sudo add-apt-repository ppa:jconti/recent-notificationssudo apt-get updatesudo apt-get install recent-notifications

    2.8-4-12.04

    Tytuł tego wpisu nie jest wbrew pozorom numerem telefonu do kogoś miłego, tylko najzwyczajniej rebusem-zachętą dla wszystkich wahających się przed aktualizacją do wydania Ubuntu 12.04. Taka bowiem to już specyfika nowszych dystrybucji Linuksa, że szybciej i z większym prawdopodobieństwem trafiają doń nowe wersje programów. A nie da się ukryć, że nadchodzący po latach GIMP 2.8 RC1 to dla wielu wydarzenie na miarę ich pierwszego w życiu zegarka z melodyjkami.Na paczki dla Ubuntu chwilkę trzeba było poczekać, ale finalnie znalazł się śmiałek, który efekt swojej pracy udostępnił w ogólnodostępnym PPA. Faktem jest, że na dzień dzisiejszy znajdziemy tam paczki GIMPa 2.8 dla Ubuntu 11.10 oraz 12.04. Jednak kompilacji dla 11.10 nie jestem pewien – gdy dzień lub dwa dni temu próbowałem ją zainstalować, system zależności próbował mnie przekonać do rzeczy, do który przekonać się nie chciałem (aktualizacji glib i paru innych pakietów). W przypadku 12.04 tego problemu nie ma, gdyż to wydanie te biblioteki ma już domyślnie w nowszej wersji.

    GIMP 2.8. RC1 w pełnej krasie

    Zatem, nie przedłużając – aby GIMP 2.8 RC1 znalazł się w naszym systemie należy:sudo add-apt-repository ppa:otto-kesselgulasch/gimpsudo apt-get updatesudo apt-get install gimp

    Istotna uwaga – ja nie miałem żadnej wersji GIMPa zainstalowanej wcześniej. Nie wiem, czy nie wystąpią problemy podobne do tych opisanych już kiedyś przeze mnie na okoliczność ucieczki z wersji 2.7.5 do 2.7.4. Inaczej mówiąc – w przypadku problemów trzeba będzie odinstalować GIMPa, libgegl, libbabl i dopiero wtedy próbować ponownej instalacji.

    Miniaturowe zdziwienie

    Czy w XXI wieku jakiś menedżer plików może nie wyświetlać miniatur zdjęć RAW? Może, wszak to nie jest funkcjonalność pierwszej potrzeby. Jednak po takim projekcie jak Nautilus spodziewałem się szerszych horyzontów i bezkompromisowego traktowania rzeczonych zdjęć. A zwróciłem uwagę na to zupełnie przez przypadek, bo o ile w przy XFCE i Thunarze zawsze stosowałem paczkę tumbler-raw-plugin, o tyle w Ubuntu 11.10/Mint 12 byłem święcie przekonany, że miniaturki w oknie ze zdjęciami są.

    Delaboratory 0.7 – a jednak i RAW

    Pomimo zarzekania się twórcy Delaboratory, że program nie będzie aspirował do miana cyfrowej ciemni, w nowej wersji Delaboratory 0.7 pojawiła się jednak opcja otwierania plików RAW. Nie jest to taka kompleksowa ‚obsługa’ tego formatu, jak w przypadku programów dedykowanych temu zadaniu, niemniej – dla większości osób będzie to wystarczające uproszczenie w edycji zdjęć.

    Delaboratory 0.7

    Pomimo tego ukłonu w stronę bardziej leniwej część użytkowników programu, nie należy zapominać o specyficznym przeznaczeniu Delaboratory, który za pomocą zaawansowanych algorytmów pozwala nam wycisnąć siódme poty z niemal dowolnej przestrzeni barw. A do tego celu w wersji 0.7 znajdziemy nowe rozwiązania, jak choćby świetne filtry Equalizer 8/16 (wg. mnie bardziej przejrzyste w działaniu, niż ich odpowiednik w Rawtherapee), przestrzeń barw ProPhoto, rozszerzony efekt winiety, przybliżanie wycinka kadru i kilka innych usprawnień. Nie można pominąć faktu pojawienia się kontrolek informujących o stanie pracy programu (przy ‚cięższych’ filtrach możemy się upewnić, że program nadal pracuje), jak też sprytnego i szybkiego sposobu na otwieranie plików RAW. Niemniej nie oczekujmy tego, że Delaboratory zastąpi nam pełnoprawny edytor ukierunkowany na obróbkę surówki z matrycy.Bardzo cieszy szybki rozwój takiego wyśmienitego programu dla, nie bójmy się tego słowa, dość hermetycznego grona odbiorców. Na dzień dzisiejszy można tylko z niecierpliwością oczekiwać nowych pomysłów autora w kwestii manipulowania kolorystką zdjęć. Nie do pogardzenia byłaby też polska wersja językowa programu (choć terminy techniczne dla wielu bardziej przyswajalnie brzmią w originale). Z pobudek czysto hedonistycznych chętnie zobaczyłbym indykatory prześwietleń/niedoświetleń, oraz próbę wdrożenia dedykowanego tematu GTK, opartego o czernie/szarości (vide Rawtherapee, Darktable).Program można pobrać ze strony autora, bądź z PPA Highly Explosive dla Ubuntu 10.04/10.10/11.04/11.10/12.04 (tak, też!), analogicznie dla Minta.

    Translate »