przystajnik

Monthly Archives: Kwiecień 2012

Odmienne stany edycji – Sublime Text 2

Edycja tekstu to jedno z zajęć, które oprócz oblicza ubranego w prostotę tworzenia pism do urzędów, CV, itp, posiada też drugą, tajemną naturę. Tę potężną moc znaków i cyfr znają i doceniają wszystkie osoby związane z pisaniem programów, tworzeniem skryptów, twórcy html/css itp. Nie od dziś wiadomo też, że do tego typu zadań stosuje się odpowiednie edytory tekstu, wspierające programowanie, obsługujące projekty i zawierające inne udogodnienia potrzebne osobom obcującym na co dzień z mnemonikami, procedurami, kodem szesnastkowym oraz tagami. Każdy zapewne ma też już swoje ulubione narzędzie do takiej pracy, lecz czasem warto odetchnąć odświeżającą rześką bryzą, jaką niesie ze sobą Sublime Text 2.

Sublime Text 2

Można by rzec – edytor tekstu jaki jest, każdy widzi. Sublime Text 2 na pierwszy rzut oka nie odbiega od tego stereotypu. Posiada niemal wszystko, do czego przyzwyczaiły nas edytory wspomagające kodowanie – zakładki, podświetlanie składni, numeracja linii. Ma też mnóstwo opcji i tu się zaczyna…Opcji jest całe mnóstwo (jak przystało na tego typu program – edytowanych tekstowo). Do tego dochodzi duża liczba skrótów klawiszowych. Pliki możemy otwierać i zapisywać z żądanym kodowaniem, operując liniami tekstu wstawimy łatwo komentarze, zamienimy linie miejscami, ustalimy poziom wcięcia, połamiemy linie wg. podanej długości znaków, znajdziemy i zamienimy żądany ciąg, magiczny skrót Control+p ułatwi poruszanie się w gąszczu plików. Natykać się będziemy na opcje regulujące projekty, kompilację, aż po zmianę wyglądu okna, które można dzielić na kolumny i wiersze, a w każdej mieć oddzielne zakładki i edytowane pliki. To rzecz jasna tylko przedsmak wszystkich kombinacji, na jakie pozwala Sublime Text 2. Gdy już wydaje się nam, że w miarę program pojęliśmy, odkrywamy możliwość instalowania wtyczek.W tym momencie przychodzi z pomocą wtyczka Package Control. Jak ją zainstalować? Należy ściągnąć plik .package ze strony projektu. W Sublime Text 2 udajemy się w miejsce Preferences -> Browse Packages, po otworzeniu się okna z zawartością katalogu, udajemy się katalog wyżej i odnajdujemy Installed Packages. I to właśnie tam kopiujemy ściągniętą wtyczkę, oraz dla jej aktywowania uruchamiamy ponownie program Sublime Text 2. Aby wybrać plugin – udajemy się ponownie w Preferences -> Package Control. Opcja install wyświetli nam wtyczki możliwe do wykorzystania w programie. Można też szukać ich na własną rękę, pamiętając o sposobie instalowania. Co znajdziemy w repozytoriach z dodatkami? Obsługę GIT, SVN, CVS, SSH, SFTP i całej masy różnych, dla zwykłego użytkownika nic nie mówiących skrótów.

Gdy już przejrzymy i przetestujemy możliwości i sposób obsługi programu, zapewne dojdziemy do wspólnych i podobnych konkluzji. Program jest świetnie skrojony pod osoby nie odrywające rąk od klawiatury – stąd szybkie wyszukiwania plików, instalowanie pakietów i inne opcje koncepcyjnie zahaczające o wdrażanego w Unity Huda. Na pewno docenią to osoby cierpiące na chroniczne bóle łokcia przy ciągłym odrywaniu ręki znad klawiatury, by wykonać jakiś manewr myszką. Szalenie bogata biblioteka pluginów umożliwi im chyba zupełną kontrolę nad projektami. Do tego wszystkiego – Sublime Text 2 jest diabelnie szybkim programem, w którym aż się chce przełączać zakładki i wykonywać różne operacje, które on z gracją i szybkością obsługuje.

Niestety, drobnym zgrzytem w tej świetnej maszynce do mielenia kodu, jest sposób licencjonowania programu. Zasadniczo, program jest płatny, ale i darmowy. Z obecnych wersji można korzystać bez ograniczenia czasowego, lecz w przypadku wykupu licencji i ew. przejściu na ew. wersję Sublime Text 3 – musimy opłacić frycowe. Nieco to pogmatwane i lepsze by było stanowisko developera: albo otwarty kod i dowolne wpłaty na rozwój programu, albo zamknięty kod i licencje z bardziej przystępną ceną (obecna to $59 dla każdej osoby).

Niemniej, póki możemy, cieszmy się tym świetnym kawałkiem programu. Do pobrania dla Ubuntu/Minta/Debiana albo ze strony producenta (archiwum należy rozpakować np. do katalog ~/Programy), albo z repozytorium:

sudo add-apt-repository ppa:webupd8team/sublime-text-2
sudo apt-get update
sudo apt-get install sublime-text-2

Zaklinacz haseł Revelation

Revelation z opcjami na wierzchu

Roztropnie jest zabezpieczyć sensownym hasłem naszą skrzynkę pocztową, nasz profil na Facebooku, konto na jednym forum i konto na drugim forum, konto w naszym ulubiony sklepie internetowym i w tym drugim też, a nawet do naszego banku, poczty zapasowej, poczty na spam i… I tylko kto to wszystko spamięta. W obecnej spersonalizowanej rzeczywistości hasła mnożą się i czworzą i wyglądają zza każdego konta, a wiele osób w tym całym galimatiasie znaków dużych, małych, specjalnych oraz cyfr – najzwyczajniej się gubi. Wielu w zagubieniu popełnia grzech zaniedbania ustalając do swoich profili/kont takie samo lub podobne hasło, na przekór zasadom bezpieczeństwa. A może to już czas, by porzucić żółte karteczki przyklejone do monitora, świstki papieru z kieszeni i portfeli? Niech zajmie się tym wszystkim nasz osobisty zaklinacz haseł, Revelation.Program został stworzony do ogarnięcia tego, z czym ludzka pamięć ma często problemy – zapamiętania, posegregowania i opisania naszych haseł, którymi posługujemy się w naszym internetowym obejściu. Czy można jednak beztrosko powierzyć nasze tajemnice jakiemuś cyfrowemu bytowi? Odpowiedzią na to jest zapewnienie twórców programu, że Revelation przetrzymuje hasła na dysku w formie zaszyfrowanej (AES-256). Dostęp do nich otrzymamy po podaniu ustalonego hasła (i to w sumie jedyne hasło, które musimy zapamiętać), a gdy czas pracy z programem przedłuży się, dostęp do bazy zostanie automatycznie ponownie zablokowany hasłem znanym tylko nam. Revelation umożliwia również przenoszenie hasłe pomiędzy różnymi programami, np. GPass lub Figaro’s Password Manager 2.Jak wygląda praca z programem i wykorzystaniem zapamiętanych przez niego danych? Po początkowych próbach i testach, najlepiej od razu posegregować i pogrupować swoje hasła – czyli utworzyć w programie foldery tematyczne, np. Poczta, Fora, Sklepy, itp. W nich umieścimy wpisy zawierające wszystko co jest nam potrzebne, by ponownie zalogować się w konkretnym miejscu. Każdy wpis oprócz zwyczajowego opisu, notatki, pozwala wybrać typ autoryzacji. Od tego typu zależą kolejne pola jakie pojawią się do wypełnienia. Mamy zatem możliwość w elegancki sposób opisać i zapamiętać np. kody do drzwi (z podaniem ich lokalizacji), hasła na strony internetowe, dane kart kredytowych/skrzynek pocztowych, kont FTP/SSH, numery PIN telefonów komórkowych, itp. W przypadku danych internetowych, większość aktywatorów po dwukrotnym kliknięciu uruchomi ustawioną przez nas w preferencjach akcję/program obsługujący dany typ. Czyli dla witryn WWW będzie to otworzenie strony z formularzem do zalogowania, SSH odpali terminal z dostępem do zdalnego serwera, itp. Kolejne udogodnienie to kopiowania do schowka danych użytkownika i hasła i w ten sposób pod środkowym przyciskiem (rolka) mamy gotowe do wklejenia dane użytkownika (login) a następnie hasło.Pomimo paru mankamentów, jak brak ikonki w zasobniku (choć powinna tam być, może to tylko mój lokalny problem?), oraz zepsutej ikony ‚Edit’ (to ta obok ‚Remove’), program sprawuje się przyzwoicie i może bez zahamowań posłużyć nam za domowy sejf z hasłami.Gdzie zdobyć program. Najzwyczajniej, z repozytorium. Revelation 0.4.11 znajdziemy w repozytoriach Ubuntu/Minta/Debiana. Obecna wersja to 0.4.12, a niedługo zapewne ujrzymy 0.4.13 – warto przeglądać od czasu do czasu stronę twórców (i PPA w poszukiwaniu nowszych wersji).

Kubuntu pod mecenatem Blue Systems

Gdy w połowie lutego pojawiła się informacja, że Canonical odstawia dewelopera Kubuntu na boczny tor, wielu wieszczyło rychły koniec lub drastyczny spadek jakości Ubuntu z zamontowanym KDE na pokładzie. Jednak okazuje się, że zdobycie sponsora dla tego projektu to była kwestia kilku dni, bo z nieukrywanym entuzjazmem Jonathan Riddell poinformował o przejściu Kubuntu pod opiekuńcze skrzydła Blue Systems. Według zapewnień Jonathana, sam projekt nie zmieni się przez to w żaden sposób. Nadal będzie wykorzystywał Ubuntu jako ‚rodzica’, Launchpad jako platformę obsługującą paczki/zgłoszenia błędów/itp, a Blue Systems opłaci czas, jaki deweloper poświęci na rozwój dystrybucji. Oprócz tego, planowane są rozwiązania finansowe mające umożliwić promocję Kubuntu (plakaty, CD, wyjazdy na konferencje, itp). Jedyną kwestią która wymaga uzgodnienia, to prawa autorskie do nazwy Kubuntu, co będzie przedmiotem najbliższych rozmów z Canonical. W przypadku, gdyby coś poszło nie tak, konieczna będzie zmiana nazwy – lecz taki scenariusz jest wg. Jonathana dość mało prawdopodobny.Tym samym Blue Systems wyrasta na dość szczodrego członka społeczności, bowiem oprócz wspierania Kubuntu, dotuje również rozwój takich projektów jak Mint KDE oraz Netrunner.

Rawtherapee 4.0.8 – niestabilność kontrolowana

Od spóźnionego, stabilnego wydania Rawtherapee 3.0 sprzed 9 miesięcy upłynęło już nieco bitów w sieci. Przez różne perturbacje i wydarzenia losowe, wydanie to już w dniu premiery było cokolwiek opóźnione w stosunku do tego, co prezentowała prężnie rozwijana obok wersja 4.xx. Bity w repozytoriach zmieniały się jak kartki w kalendarzu, a deweloperzy Rawtherapee ciągle nie mogli podjąć decyzji o ogłoszeniu nowego stabilnego pana i władcy RAW’ów – Rawtherapee 4. Paradoksalnie, to zachowawcze działanie tłumaczy tylko postęp jaki się dokonał w gałęzi 4.xx programu, który doprowadził do niezgodności z utworzonymi w wersji 3.0 plikami .pp3, zawierającymi ustawienia obrabianego zdjęcia. W wersji 4.xx przybyło wiele nowych narzędzi, a sporo starych zmieniło tak diametralnie swe działanie, że poprzednio zapisywane w .pp3 kroki obróbki mogły prowadzić do niekompatybilności i niestabilności programu. Koniec końców, deweloperzy nadal upewniają się, jak to co zapisał RT 3.0 wpływa na pracę RT 4.xx, a samo wydanie 4.xx przez ten czas osiągnęło tak solidny stan ciągłego funkcjonowania, że można się nią posługiwać bez większych kompleksów i obaw. Przynajmniej w moim przypadku, wydana w nowym cyklu wydawniczym parę dni temu wersja Rawtherapee 4.0.8, nie przysporzyła mi problemów, które eliminowałby ten program z codziennego użycia.

Rawtherapee 4.0.8, widok ogólny

Osoby które do tej pory pracowały na RT 3.0, po uruchomieniu 4.xx mogą poczuć się cokolwiek zagubione. Program zmienił się w znaczy sposób, przybyło sporo opcji, zmienił się interfejs programu i pierwszym miejscem gdzie powinniśmy się udać po zainstalowaniu 4.xx powinny być opcje (prawy górny róg, chyba, że już coś przestawiliśmy – to lewy dolny – jak u mnie na zrzucie).

Rawtherapee 4.0.8 - ustawienia

Tam będziemy mogli w domyślnej zakładce dokonać pierwszych ważnych wyborów co do wyglądu i sposobu zachowania się programu. Po ustawieniu wersji językowej, interfejsu (kilka tematów do wyboru), fontów (w moim odczuciu lepiej jest wybrać coś, co pomieści ogrom opcji i parametrów na ekranie – typu Liberation Sans Narrow), zoptymalizowanego interfejsu typu ‚slim’, zachowania się rolki w myszce na prawym panelu oraz położenia histogramu (wygodnie jest przenieść go na lewą stronę) … możemy przejść do kolejnych opcji. Tam znajdziemy wytyczne dla programu co do domyślnych profili dla otwieranych przez nas zdjęć, zarządzanie kolorami, typami plików i sporo innych przydatnych funkcji. Innymi słowy, możliwości dostosowania aplikacji pod swoje wymagania są całkiem spore.

Tone Mapping

Gdy otworzymy już swoją kolekcję zdjęć i wybierzemy jedno z nich do obróbki, możemy zagłębić się w pozostałe, bardziej specjalistyczne opcje programu. Oprócz ustawień i parametrów, które większość będzie znała z wersji 3.0 (choć nierzadko przerobionych), znajdziemy takie nowości jak mapowanie tonalne, które może nam posłużyć do ratowania ciemnych/niedoświetlonych obszarów naszych zdjęć. Taki, można nieco na wyrost powiedzieć, HDR.

Krzywe RGB


Kolejną bardzo przydatną, intuicyjną i widowiskową funkcją są krzywe RGB. Tu z kolei mamy możliwość regulowania za pomocą krzywych (dowolnej, parametrycznej, itp) każdej ze składowych RGB. Jak to w krzywych bywa, górna cześć wykresu odpowiada za obszary świateł, dolna za rejony cieni. Wynik naszych ustawień możemy zapisać, by w przyszłości w prosty sposób zaaplikować je do innych zdjęć.

Kontrast lokalny

Wdrożone również zostały do programu ciekawe algorytmy kontrastu lokalnego. Dzięki nim, jakość szczegółów na zdjęciu oprócz standardowego wyostrzania możemy kontrolować za pomocą co najmniej dwóch różnych implementacji zwiększania wyrazistości szczegółów i detali zdjęcia. Jednak czasem zmiany są na tyle subtelne, że należy dokonywać

Kontrast wg. precyzji detali

manipulacji parametrami przy dużym, jak nie maksymalnym powiększeniu obrazu (lub włączeniu lupy).

Przypuszczam wręcz, że podczas optymalizacji programu pod kątem prędkości działania, przyjęto, że bardziej wymagające filtry nie będą nakładane na zdjęcie widoczne w całości na ekranie, a tylko w przypadku, gdy widoczny będzie jego wycinek (czyli powiększenie >100%, lub włączona lupa). Warto o tym pamiętać, gdyż można czasem się zdziwić, że włączona opcja nie miała wpływu na nasz podgląd ekranowy, a po konwersji czy wysłaniu do zewnętrznego edytora efekt jest aż przesadzony. Innymi słowy – dobrze jest mieć lupę włączoną co najmniej dla wyostrzania, kontrastu lokalnego, odszumiania.

Kontrola prześwietleń


Oddzielna historia i opowieść powinna zostać poświęcona możliwościom Rawtherapee 4.0.8 w zakresie odzyskiwania prześwietleń i cieni. Program mało tego, że umożliwia zwyczajową kompresję takich obszarów, to na dodatek posiada bardzo szczegółową kontrolę, jak to robić. Kilka algorytmów ‚naprawiania’ prześwietleń, z moimi ulubionymi Mieszanie i Propagacja koloru, odpowiednio zastosowane potrafią wręcz przerobić prześwietlenia w normalnie wyglądający fragment zdjęcia. Oczywiście warto się wspomóc innymi opcjami, jak choćby krzywe, ale w dużej ilości przypadków beznadziejnie wypalonych chmur na niebie udało się mi uzyskać całkiem przyzwoite efekt. Przepalona skóra naszej modelki/modela podczas pleneru? Uwierzcie, to jest do odratowania. Rzecz jasna, nie oczekujmy też cudów – przepalenia to przepalenia – rzecz zła, nieprzyjemna i najlepiej nie mieć ich wcale na zdjęciu.

Krótkie zmagania z prześwietleniami - czy trzeba wskazywać co jest przed, a co po?

Jaskrawość


Kolejna ciekawa i nowa opcja to Jaskrawość, która robi rzecz wydawałoby się banalną. Zmniejsza lub zwiększa nasycenie kolorów. Jednak każdy, kto przyjrzał się problematyce nasycenia, wie, ile czyha pułapek i sideł na nieostrożnego miłośnika wizualnej natarczywości kolorów. Łatwo kolory ‚przesolić’, co prowadzi co niekontrolowanego ‚wybuchu’ którejś z barw i generalnego przesunięcia koloru/kolorów. Algorytm Jaskrawości tego wszystkiego dopilnuje, na dodatek pozostawiając nam kontrolę nad niektórymi aspektami, jak odcienie skóry, oddzielne traktowanie odcieni nasyconych i nienasyconych, itp.

Pojawiły się też rozbudowane opcje dotyczące korekty naszych doskonałych obiektywów. Za ich pomocą skorygujemy aberrację chromatyczną, winietowanie, dystorsje, itp.

Geometria obiektywu

Niestety, pomimo jako takiej automatyki, część rzeczy będziemy musieli ustawiać ‚na oko’, gdyż póki co, Rawtherapee nie korzysta z biblioteki LensFun. W zakładce tej odnajdziemy też korektę perspektywy, obroty kadru i wszystko pod kontrolą niezwykle przydatnego auto-przycinania.

W ten sposób docieramy do samego sedna i najbardziej zaawansowanych opcji wywoływania zdjęć. Czyli tych wszystkich algorytmów które dotykają bezpośrednio ‚surówki’ z matrycy. Tutaj jest już potrzebna wiedza, co i do czego chcemy użyć. Większość użytkowników nie będzie miała potrzeby zgłębiać tych tajników jak i frustrować się dziwnymi nazwami w tej zakładce, ale w końcu przecież każdy ma ambicje. Zatem w oddzielnej zakładce RAW możemy wybrać z bogatej listy algorytmów demozaikowania ten nasz ulubiony (Po co? A choćby po to, że udowodnione jest, że dla Olympusa najlepszy wynik da demozaikowanie VNG, NEF z Nikona zadowoli się Amaze, itp).

RAW

Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by samodzielnie poeksperymentować, który algorytm da nam najwięcej szczegółów, najmniej efektu mory, szumów, itp. Możemy włączyć bardzo skuteczną korektę aberracji chromatycznej. Dla purystów dostępne są opcje czarnej klatki i pustego pola *.

Ilość opcji może przytłaczać, ale powtórzę – to są już mocno zaawansowane aspekty wywoływania zdjęć i można, acz nie zawsze trzeba, tutaj zaglądać. Dla własnego komfortu dobrze jednak wiedzieć, że pod ręką mamy takie możliwości.

I tak docieramy do kwestii najistotniejszej dla wielu – jak wypada Rawtherapee 4.0.8 na tle swoich konkurentów typu Darktable, Aftershot Pro, Rawstudio, Photivo? Odpowiem dyplomatycznie, bo każdy z tych programów za coś cenię – przy takim dobrobycie jaki panuje na platformie linuksowej w zakresie bardzo zaawansowanych programów do obróbki zdjęć, należy samemu zbadać, który program wpasowuje się w nasze przyzwyczajenia, wymagania i pojęcie ergonomii. Po wcześniejszych próbach oswojenia interfejsu, porównania jakości wyników, każdy znajdzie swojego faworyta. Obecny standard interfejsów w takich programach opiera się niemal na tym samym schemacie (zwijane zakładki z opcjami), zatem nawet przejście między jednym programem a drugim nie powinno być traumatycznym przeżyciem. Rawtherapee 4.0.8 przebył niesamowitą drogę od wersji 3.0.0 i nabył wiele świetnych cech. Oczywiście, należy pamiętać, że to nadal wersja niestabilna, zatem mogą pojawić się drobne zgrzyty, jak choćby optymalizacja prędkości pracy filtrów, czy (co przyuważyłem) zdarzające się nieuwzględnianie korekty prześwietleń na powiększonym zdjęciu.

Kolejna najistotniejsza kwestia dla przeciętnego użytkownika, to skąd program pobrać i zainstalować. W przeciwieństwie do wielu projektów, na stronie Rawtherapee, w zakładce Downloads znajdziemy bogactwo pakietów wszelakich. To rozwiązanie dla osób, które wybiorą ręczną instalację pakietu. Jeżeli ktoś chce skorzystać kulturalnie z repozytorium, to aktualne wydanie 4.0.8 znajdzie w PPA Highly Explosive, w wersji dla Ubuntu 10.04/10.10/11.04/11.10/12.04 (i analogicznie Mint). Jedyny niuans dotyczy nazewnictwa, bowiem umieszczone są tam dwie paczki – ‚rawtherapee‚ (wersja 3.0.0) oraz ‚rawtherapee-unstable‚ (obecnie wersja 4.0.8) i należy wybrać którą chcemy mieć w systemie. Niuansem jest też zamysł twórcy (cóż, nikt nie oponował) paczek, by można było mieć zainstalowaną tylko jedną wersję (w celu uniknięcia ew. nadpisywania plików, itp). Zapewne w niedalekiej przyszłości 4.xx stanie się stabilne i tym samym zasłuży na usunięcie dodatku ‚-unstable’ z nazwy, a liczba mylących orientację paczek zredukuje się do jednej. Jednocześnie, ten pakiet inauguruje moje repozytorium Highly Explosive dla Ubuntu 12.04 Precise Pangolin 🙂

sudo add-apt-repository ppa:dhor/myway
sudo apt-get update
sudo apt-get install rawtherapee-unstable

*
Dark frame (Czarna klatka) – odejmowanie obrazu wykonanego w absolutnej ciemności od obrazu z obiektem, celem usunięcia nierównomierności stałych, stałych wartości jasności, jasności prądu ciemnego i martwych pikseli oraz z pomocą flat fieldu nierównomiernego oświetlenia i szumu nierównomiernej czułości pikseli. Uwaga pojedyńcza dark framka spowoduje że szumy sczytywania pikseli i świetlny pochodzący od prądu ciemnego wzrośną o pierwiastek z 2-óch czyli 1,4 raza, a sumowanie nie przesuniętych względem siebie obrazów nie będzie przynosiło spodziewanych efektów, więc powinno się zsumować wiele dark framek i otrzymany obraz podzielić przez ich liczbę. Temperatura kamery i czas ekspozycji dark framki powinny być identyczne z tymi na fotografii.
Flat field (Puste pole) – dzielenie obrazu z obiektem przez pusty jasny obraz, celem usunięcia nierównomiernego oświetlenia oraz szumu nierównomiernej czułości pikseli. Od flat fieldu należy odjąć dark framkę, tak samo od fotografii przed zastosowaniem flat fieldu należy odjąć dark framkę. Uwaga pojedynczy flat field może spowodować że sumowanie nie przesuniętych względem siebie obrazów nie będzie przynosiło spodziewanych efektów, a w przypadku mocno naświetlonej fotografii może powiększać szum świetlny, więc powinno się zsumować wiele flat fieldów i otrzymany obraz podzielić przez ich liczbę. Temperatura kamery i czas ekspozycji flat fieldu powiny być identyczne jak przy dark framce i fotografii.

Kwiecień kodem i miodem płynący

Perspektywa najbliższych dni – tygodni w tegorocznym kwietniowym wydaniu zapowiada się wyjątkowo ciekawie dla wszystkich entuzjastów otwartego oprogramowania. A nawet jak nie entuzjastów, to po prostu użytkowników dystrybucji/środowisk/programów, które akurat w tym miesiącu mają zaplanowane swoje mniej lub bardziej przełomowe wydania. By nie wypaść w niektórych kręgach na ignoranta, dobrze jest trzymać rękę na pulsie – a wszelkie znaki i wpisy na stronach developerów wskazują na to, że:

  • 26 kwietnia zaplanowane jest wydanie Ubuntu 12.04 LTS Precise Pangolin – czyli kolejne Ubuntu o długoterminowym wsparciu,
  • 28 kwietnia ukaże się kolejna wersja środowiska XFCE 4.10 – lub co najmniej ostatnie wydanie pre3 – niedługo po tej dacie można się spodziewać zatem Xubuntu 12.04,
  • 24 kwietnia Mozilla przewiduje premierę Firefoksa 12 i Thunderbirda 12,
  • przełomem kwietnia/maja pojawi się GIMP 2.8,
  • tuż po 30 kwietnia (1 maja) powinno zostać wydane KDE 4.8.3,
  • 4 kwietnia została wydana w wersji dla Linuksa gra Trine 2,
  • w kwietniu sporo będzie się działo wokół kernela 3.4, co warto śledzić z uwagą,
  • w kwietniu pojawiło się i będzie się pojawiało coraz więcej przecieków nt. Steama dla Linuksa,
  • w połowie kwietnia kolorów całości nada Delaboratory 0.7
  • Zapowiada się całkiem ciekawa końcówka miesiąca.

    GTKRawGallery 0.9.71

    GTKRawGallery rozwija się na uboczu głównego nurtu programów do wywoływania i obróbki zdjęć RAW. Raczej nie ma ambicji by ścigać się z Darktable w ilości pluginów, z Rawtherapee pod względem jakości wyników, z Rawstudio w prędkości, itp. Można rzecz – przeciętny średniak. Lecz wbrew opinii jaką można przypiąć temu programowi, to zupełnie przyzwoity i dla wielu początkujących fotografów wystarczający kawałek programu. A czasem nawet i przewyższa swoich bardziej rozwiniętych braci, choćby w zakresie tworzenia albumów, opisywania zdjęć tagami i zarządzaniu kolekcjami. Wydana wersja GTKRawGallery 0.9.71 potwierdza, że dla wielu może to być zupełnie wystarczające narzędzie do wywoływania i obróbki zdjęć RAW (oraz jpg/png/tiff).

    GTKRawGallery 0.9.71 - główne okno z miniaturkami i opcjami

    Program napisany jest w Pythonie, swoje działanie opiera o Dcraw, wykorzystywany do dekodowania formatu RAW (z dedykowanym GUI dla tego narzędzia) oraz ImageMagick (z jakością 16bit na kanał) do efektów, transformacji, filtrów, itp. Oprócz tego obsługuje kolejkowanie, drukowanie, zarządzanie kolorami, zaawansowaną edycję danych EXIF/IPTC jak też bezpośrednie publikowanie materiałów na Flickr, Facebook oraz Picasa Web Albums. Program rozpoznaje formaty plików jpg, tiff, png, xpm, xbm, gif, ico, cur, ppm , pbm, pgm, pnm, pcx, bmp, svg, ras, tga, targa, wmf, apm, wbmp. Za zdjęcia RAW odpowiada Dcraw, a zatem cr2, nef, crw, raf, kdc, dcr, mrw, orf, ptx, pef, arw, srf, x3f, erf, dng, bay, bmq, cs1, dc2, fff, k25, mos, rdc, rw2 nie stanowią dla programu problemu.

    GTKRawGallery 0.9.71 - obróbka zdjęcia

    Z ciekawostek znajdziemy wysyłanie zdjęć bezpośrednio na pocztę oraz wypalanie materiału na CD/DVD. Intrygujący jest też sposób obróbki zdjęć, który przyjąłem nawet na początku za jakiś błąd w programie – z którego to przyjęcia wyprowadził mnie autor aplikacji. Otóż każdy filtr, efekt, itp. po jego ustawieniu i przejściu do innej opcji, samoczynnie zatwierdza się na stałe w nasz obrabiany materiał. Powrót do takiej opcji zaskakuje nas domyślnym ustawieniem i niemożnością przestawienia parametrów do poprzedniego stanu. Tzn. przestawienie jest możliwy – ale za pomocą przycisku ‚wstecz’ (ostatnio aplikowany filtr/efekt/transformacja) lub ‚reset’ (całość nałożonych efektów) na górnym pasku. Może i dziwne, ale nie do takich rzeczy ludzie się przyzwyczajali. Inną specyfiką działania programu są pełnowymiarowe pliki .jpg naszych zdjęć (tworzone na potrzeby szybkiego otwierania się ich edycji?), zapychające /tmp. Tworzenie albumów odbywa się na zasadzie przenoszenia plików źródłowych do ustawionego przez nas w preferencjach katalogu – domyślnie ~/.GTKRawGallery. Zatem, by ktoś nie był zdziwiony, że z domowego katalogu ubyło mu kilka giga miejsca. Jak widać, program oprócz niezłych możliwości ma swój charakter, który jedni polubią, inni nie.

    GTKRawGallery w wersji dla Ubuntu 10.04/10.10/11.04/11.10/12.04 (analogicznie Mint) można pobrać i zainstalować z Highly Explosive, po wcześniejszym dodaniu tego PPA:

    sudo add-apt-repository ppa:dhor/myway
    sudo apt-get update
    sudo apt-get install gtkrawgallery

    Użytkownicy innych dystrybucji mogą program zainstalować za pomocą instalatora dostarczonego przez autora – znajdziemy go w oryginalnym archiwum z SourceForge.

    GIMP 2.8 tuż za rogiem

    Wśród przeróżnych anomalii jakie ostatnimi czasy dotykają przestrzeń wokół nas, nie sposób nie odnotować pojawienia się pierwszego wydania GIMP 2.8 RC1. Tak, powtórzę tym, którzy przecierają oczy ze zdumienia – GIMP 2.8 RC1. Powiem nawet więcej, ekipa deweloperów z finalną wersją 2.8 na milimetry rozminęła się z wybornym terminem 1 kwietnia (ciekawe, kto by uwierzył). Przyczyną był bałagan w bibliotekach GEGL, ale nie ma tego złego – dzięki wydaniu/wydaniom Release Candidate w wersji finalnej GIMPa znajdziemy GEGL 0.2.0. A to oznacza, że dostępne będzie wsparcie dla OpenCL (akceleracji sprzętowej z wykorzystaniem procesorów kart graficznych), choć jeszcze domyślnie nie aktywowane. To rzecz jasna nie wszystkie nowości jakie niesie ze sobą GEGL 0.2.0, a jest to o tyle kluczowy element całej układanki, że ostatnie tygodnie boju o wersję 2.8 deweloperzy nazwali wręcz Inwazją Kozy (Genetically Engineered Goat, Large aka GEGL), gdyż większość zadań koderski skupiła się na ściślejszym integracji GIMPa z tą biblioteką.Zatem, wydanie programu w wersji 2.8 to już fakt i kwestia dwóch – trzech tygodni (a może nawet i krócej). Pozostaje niuans w postaci aktualnej paczki dla Ubuntu/Minta/Debiana, bo o ile jest PPA z wydaniem 2.7.5 (ppa:matthaeus123/mrw-gimp-svn) to jego użycie jest na tyle problematyczne, że raczej nie polecam (jakość paczek – delikatnie mówiąc, mizerna).

    Kto pisze Linuksa

    The Linux Fundation udostępniło kolejne cykliczne zestawienie postępu prac nad rozwojem linuksowego kernela. Ostatni taki spis miał miejsce 10 grudnia 2010 roku i obejmował wykaz prac do wersji 2.6.36. Obecny raport rozszerza całe zestawienie do momentu wydania 3.2.0, czyli do 4 stycznia 2012 roku. Jak można wnioskować z wzrastającej ciągle liczby developerów, firm pracujących nad kernelem, ilością linii kodu, zgłaszanych poprawek – praca wre na wszystkich odcinkach. Poniższa tabelka daje podgląd na skalę tej pracy. Najbardziej jaskrawe są spore przedziały czasowe, dlatego zawarte są dane dla kernela 2.6.11 z 2005 roku, kolejno 2.6.36 z 2010 (wydania, do którego opiewał poprzedni raport), oraz 3.2.0 z 2012 – najnowszy zawarty w raporcie. Dane przemawiają do wyobraźni – gdy nad kernelem 2.6.11 pracowało 389 developerów i 68 firm, 3.2.0 rozwijało już 1316 developerów i 226 firm (choć najwięcej firm pracowało nad kernelem 3.0 – 331). Wśród firm które mają największy wkład w rozwój kodu kernela prym wiodą oczywiście Red Hat, Intel, Novell, IBM, Texas Instruments, Broadcom, Nokia, Samsung, Oracle oraz Google. Ogromną niespodzianką jest pojawienie się na 17 miejscu w liczbie poprawek zgłoszonych do kernela firmy… Microsoft. Firma, dla której Linux jest/był niczym rak złośliwy, zgłosiła 688 poprawek co stanowi 1% ogółu. To wszystko po to, by zapewnić zgodność ze swoimi usługami/produktami, ale czyżby Microsoft rozpoczął erę ustępstw w myśl – ‚Skoro nie możesz kogoś pokonać – przyłącz się do niego’? Czarą goryczy w całości zestawienia jest brak… firmy Canonical. Twórcy Ubuntu czerpią ze społeczności całymi garściami, jednak postanowili całkowicie oddać się stworzeniu perfekcyjnej dystrybucji i systemu graficznego, kernel pozostawiając innym (?).

    2.6.112.6.363.2.0
    2.6.112.6.363.2.0
    Data wydania02.03.200520.10.201004.01.2012
    Liczba zmian (patches)3 6169 50111 881
    Liczba linii kodu6 624 07613 442 03715 004 006
    Liczba developerów3891 1761 316
    Liczba firm rozwijających kod kernela68207226
    Oryginalny raport w formacie .pdf można pobrać z tego adresu.

    xScreenshot i sztuka podążania za wskaźnikiem

    Każdy, kto kiedyś poczuł w sobie zew dydaktyki obrazkowej, wie ile zachodu jest z efektownym opisaniem zrzutu ekranu z podglądową lekcją. Można produkować koślawe opisy i odręczne strzałeczki np. w GIMPie i przy okazji kaleczyć zmysł estetyki widza, ale można też zrobić to ładniej za pomocą eXtended Screenshot.

    eXtended Screenshot podczas pracy na wycinku zrzutu (przepraszam za styl QT)

    Ten program o zamkniętych źródłach to całkiem sensowny kompromis pomiędzy integracją z systemem, a ilością opcji oraz dokładnością i jakością wykonanego opisu (w porównaniu do np. Shuttera). Tak jak wspomniałem, UI nie jest urodziwe (choć to kwestia ustawienia wyglądu QT3 lub QT4), ale cała reszta prezentuje się już światowo. Program po uruchomieniu lokuje się w zasobniku systemowym, skąd kliknięciem możemy wywołać główne okno, w którym pojawi się równocześnie zawartość naszego ekranu – innymi słowy, zostanie wykonany zrzut ekranu. I teraz możemy przystąpić do wycinania jego fragmentów, rysowania prostokątów, elips, opisywania elementów za pomocą strzałek o różnym rodzaju i sile sugestii (strzałki z numerkami, z ikonami, czy wręcz opisem tekstowym). Będziemy mogli rozmyć wstydliwe bądź tajne części zrzutu, nałożyć znak wodny, wybrać szerokość pisaka jak i jego kolor. Każdy z elementów może być dowolnie przemieszczany i modelowany (kierunek strzałek, czcionka opisów, itp). Na ekranie panuje też zasada – element wstawiony ostatnio przesłania elementy wcześniejsze. Finalny efekt naszej pracy możemy zgrać jako plik .jpg na dysk, lub też umieścić ekspresowo w serwisie http://xscreenshot.com i podzielić się ze znajomymi otrzymanym odnośnikiem.Do uruchomienia programu potrzebujemy samego programu – do pobrania ze strony producenta, oraz zainstalowanych z repozytorium bibliotek ia32-libs gdy posiadamy system 64bitowy. Problem pojawi się też, gdy używamy systemu opartego o Unity (i zapewne Gnome-Shell) – xScreenshoot nie pojawia się jak powinien w zasobniku systemowym (z racji przebudowy tegoż w wymienionych środowiskach). Poradzić można sobie podając podczas uruchomienia aplikacji parametr ‚-c‚ (czy to w aktywatorze, czy z poziomu terminala). Tak, to prawda, wygląda to bardzo prowizorycznie. Ale skoro program działa i to z niezłymi efektami, może ktoś się z nim polubi.

    Translate »