przystajnik

Monthly Archives: Maj 2007

Poznaj swój kraj

W ramach krzewienia świadomości lokalnej i chęci poznania czy ktoś bywa w ‚moich’ okolicach, zagadka.
Kto wie, co to za góra i gdzie znajduje się to jeziorko ? Podpowiedź : Beskid Niski.
Zadziwcie mnie.

gorka_1600x1200.jpg

jeziorko_1600x1200.jpg

Nagroda : pozwolenie na użycie fotek jako tapetki 🙂

Aha – dla tych, co powiedzą, że kiepskie ujęcia, itp – po majowym długim weekendzie mam na dysku około 300 zdjęć z takimi tematami. Nie prowokujcie…

Pamiętaj komputerowcu młody …

udev przed hdparm uruchamiaj wprzody.

Jeżeli nie chcesz mieć losowych błędów na dysku i wyłączania się DMA podczas bootowania się komputera.
Być może to tylko u mnie się tak objawia, ale dam głowę, że na poprzedniej płycie głównej też kiedyś miałem takie przejścia. Dawno temu, przy starcie systemu wypadały mi takie błędy :

hda: dma_intr: status=0x58 { DriveReady SeekComplete DataRequest }
ide: failed opcode was: unknown
hda: set_drive_speed_status: status=0x58 { DriveReady SeekComplete
DataRequest }
ide: failed opcode was: unknown
hda: dma_intr: status=0x58 { DriveReady SeekComplete DataRequest }
ide: failed opcode was: unknown
hda: set_drive_speed_status: status=0x58 { DriveReady SeekComplete
DataRequest }
ide: failed opcode was: unknown

Dysk się resetował do ustawień domyślnych i bootowanie leciało dalej. Jakoś sobie to tak wykombinowałem, że hdparm ustawiający parametry dysku wsadziłem w skrypty startowe parę pozycji za udev (S10udev, S15hdparm) i było mi z tym dobrze. Tak, regułki dla udev ustawiające dysk też musiałem wywalić, bo mi parę razy brzydko narobiły na dysk.

O błędzie, o istnieniu którego jeszcze wtedy nie wiedziałem, zapomniałem. Jakież było moje zdziwienie, gdy ostatnio poznikało mi parę rzeczy z /, system raz wstawał, a raz twierdził że nie mam /lib/modules/* i tak dalej. I przypomniałem sobie. Zerknąłem w /etc/rcS.d i faktycznie – udev odpalał mi się po hdparm’ie. Czy to kwestia tego, że dysk miał za mało czasu (???), żeby przyjąć ustawienia z hdparm, czy co – nie wiem. Ale zrobiłem po staremu i jest dobrze.

Chodzą słuchy, że ktoś to próbuje naprawić.

Komplikowanie prostego

W jednym zdaniu – Dell zawrze pakt z duetem MS/Novell, aby kupować od MS certyfikaty SLES (SUSE Linux Enterprise Server) Novella i sprzedawać swoim klientom.

Brzmi wystarczająco zawile ? Cóż, dla chcącego nic trudnego, a zainteresowani osiągają to co zaplanowali – aby marka ‚Linux’ kojarzyła się z … (tu wstaw swoje domysły).

Uśmiechnąłem się

… od ucha do ucha, gdy przeczytałem sobie, jakie mniemanie o produkcie i sobie ma pan Ballmer, a do którego to mniemania ustosunkowała się firma Novell. W zasadzie, to typowa marketingowa paplanina, którą ktoś próbuje lepiej lub gorzej wyprostować i nadać wypowiedzi rzeczywistą formę.
Mnie rozbawił szczególnie jeden kawałek wypowiedzi pana Ballmera :

(…)”jest oczywiste, iż Windows zapewnia niższe całkowite koszty użytkowania niż Linux, ma mniej luk w zabezpieczeniach i luki te są szybciej likwidowane; do tego firma Microsoft zapewnia dla swoich produktów bezkonkurencyjną ochronę przed roszczeniami — podobnie kompleksowej ochrony nie mają Linux i oprogramowanie o otwartym kodzie źródłowym”(…)

Jako żywo stanął mi przed oczyma wiodący polityk z wiodącego u nas obecnie ugrupowania trzymającego władzę i wyobraziłem sobie jego prawdomówność i krytycyzm na kanwie wydarzeń w naszym kraju :

„Nasza partia jest uczciwa i rzetelna, wydajemy pieniądze podatników z ich poszanowaniem, nie tworzymy niepotrzebnych stanowisk, brzydzimy się układami koleżeńskimi w dobieraniu kadr, a grupy doradców i specjalistów rekrutujemy z najlepszych fachowców. Jesteśmy otwarci na rozmowy i porozumienie z każdym, nikomu nie ograniczamy wolności słowa, pod warunkiem, że przynależy do naszego ugrupowania.”

Jedna i druga wypowiedź niesie w sobie taki sam sposób myślenia o klientach/społeczeństwie (że to durnie skończeni).

(wygrzebałem ten list o stąd)

Battlestar Galactica

Podczas pewnej bezsennej nocy przerzucałem kanały w TV na lewo i prawo. I jakoś trafiłem na stację AXN, gdzie leciały kosmiczne wehikuły, strzelały do siebie, a efektowne wybuchy niemal rozbryzgiwały się malowniczą spalenizną po ścianach mojego pokoju. ‚O’, pomyślałem i już zostałem na tym kanale. Ładnie zrealizowany film, z efektami w których nie czuć plastiku (nadto), a i potem okazało się, że scenariusz i fabuła też mnie zaciekawiły. Lubię sobie od czasu do czasu takie pooglądać, a do Babylon 5 zawsze miałem pecha.

Tak oto stałem się początkującym fanem Battlestar Galactica. Zgrzytem okazało się to, że AXN wyemitował, jak ustaliłem, dwuczęściowy pilot serialu. A co było dalej ? No otóż to – stałem się komandorem Adama, przemierzającym bezkres internetu i wyszukując co, gdzie i kiedy będzie można zobaczyć.

Tak czy siak. Serial może się podobać. Choć nie mając przed oczami pierwowzoru z 1978, mogę bałwochwalczo opiewać uroki nowoczesnej techniki użytej do stworzenia remake’u z 2003. Ale i tak jest fajnie. Walka, romans, psychologia, niewiadome. Taki może popularny ostatnio miszmasz, ale sprawnie i treściwie podany.

A i najważniejsze, o czym jest serial. Zacytuję :

Rasa ludzka zamieszkująca Dwanaście Kolonii toczy wyniszczającą wojnę z Cylonami, zbuntowanymi maszynami, które sama wcześniej stworzyła. Po wyniszczającej walce dochodzi do zawarcia rozejmu, a Cyloni wycofują się. Daleko od zamieszkanych systemów zostaje zbudowana baza kosmiczna, która ma być miejscem utrzymywania kontaktów dyplomatycznych między obiema rasami. Rokrocznie ludzie wysyłają oficera, aby oczekiwał wieści od dawnych wrogów. Jednak druga strona milczy. Niespodziewanie po czterdziestu latach dawna nemesis powraca. Tymczasem Cyloni stworzyli 12 modeli humanoidów ─ cylonów, wyglądających jak ludzie, którymi posługją się głównie do infiltracji. W wyniku podstępu uzyskują dostęp do systemów obronnych Dwunastu Kolonii i przypuszczają atak, w wyniku którego rasa ludzka staje na krawędzi unicestwienia. Z pogromu ocalał przestarzały okręt bojowy, Battlestar Galactica, oraz pewna liczba statków cywilnych. Załoga wyrusza na poszukiwanie nowego domu, zaginionej, trzynastej kolonii ─ Ziemi.

Lubującym się w space operach polecam.

Pudełeczko z Xubuntu

Czy szumiący komputer zdegradował już twój narząd słuchu, obudowa chłonie kurz jak szalona, wszędzie plątają się kable, a ciebie wkurza mała mobilność całego tego ‚pieca’ na którym chcesz sobie tylko coś poszukać w sieci, napisać, pogadać ze znajomymi ?
Jeżeli tak, to znaczy, że zaczynasz rozważać możliwość miniaturyzacji tego domowego multimedialnego molocha. Wyjść jest kilka – od tych najprostszych, ale najkosztowniejszych – zakup laptopa, lub MacMini, lub …

Ano właśnie, zaopatrzenie się w Linutop. Design’em może nie przypomina MacMini, ale jest fajny – malutki, sprawniutki i co ważne – ma Linuksa na pokładzie !

Linutop

Całe Xubuntu znajduje się na jedno-gigowym pendrive’ie. AMD Geode LX700 napędza to pudełeczko mające w środku 256 MB ram’u, cztery porty USB 2.0, sieciówkę, kartę muzyczną, wyjście VGA na monitor.

Je mało prądu, zajmuje mało miejsca, jest słuszne ideologicznie … I w przeciwieństwie do ‚standardowej obudowy’, jak spadnie na stopę, to tak bardzo nie boli, 🙂

Translate »