przystajnik

Monthly Archives: Maj 2007

Surface, czyli kawa na ław… ekran

Wiadomo nie od dziś, że komputery z klawiaturą i myszką są niesamowicie niewygodne i nieergonomiczne. Dlatego firmy wyznaczające kierunki rozwoju w dziedzinie informatyki, czy też szeroko pojętej technice multimedialnego sprzętu AGD, cały czas poszukują. Jak tu uczynić łatwiejszym, co na codzień sprawia tyle problemu. Wiadomo też nie od dziś, że prym wiedzie MS, który jak wieść niesie zastał okna drewniane, a wstawił z plastiku.

Ta cała tyrada to na poczet nowego pomysłu ze stajni MS, Surface. W pełni interaktywna, multi-dotykowa powierzchnia ? Czemu nie, w końcu na czymś trzeba pieniążki zarabiać.
Czy to kolejny przystanek do wdrażania innowacyjnych metod obsługi ? Być może, nie przeczę, choć starych drzew się nie przesadza i ja tego ani nie doczekam, ani się nie przekonwertuję. Zarządzanie sprzętem za pomocą mowy/myśli/trójwymiaru i innych modnych słów będących synonimem przełomu w technice, to zwykle próby siłowego udawadniania, że to jest to, czego potrzebujemy. A jak wygląda praktyka ? Cóż, gdyby można było uszami wykopać dół 2×2 metra, natura na pewno by nas do tego odpowiednio przysposobiła.
A oto próbka pracy na komputerze za pomocą głosu :
[ev type=”youtube” data=”KyLqUf4cdwc” width=”442″][/ev]

Nie przeczę, że to nie jest wykonalne, lub kompletnie nieużyteczne (np. osoby niepełnosprawne i obsługa głosem). Ale czasem kolcowi w tyłku próbuje się nadać miarę odkrycia życia we wszechświecie.

25%

Jak wyliczył w3counter.com, Firefox odbił z rąk niewiernych 25% rynku !

Pękła kolejna bariera, teraz będzie już z górki … Żeby tylko jeszcze twórcy ‚jakoś’ zoptymalizowali/optymalizowali tę przeglądarkę. Nie na wszystkich komputerach mam 512MB ram’u.

Wielka draka z napisami w tle

Trudno chyba znaleźć osobę, która nie słyszała o ostatniej akcji wymierzonej w ochronę własności intelektualnej.
Tym razem Policja inspirowana przez mętne ustawy, firmę dystrybuującą filmy i kogóż tam jeszcze, wyłączyła z obiegu serwis napisy.org. Zatrzymano dziewięć osób. Zarekwirowano sprzęt, a całej chryi przyczepiono etykietkę piractwa.

Odzew w sieci był natychmiastowy. Zewsząd posypały się gromy na Policję, głosy wsparcia i chęć pomocy zatrzymanym, a grupa ‚bojowników’ rozpoczęła DDos’owanie serwera z witryną www.policja.pl. Skutecznością i formą działania wydała się zaniepokojona nawet firma, która była ‚prowodyrem’ utarczek z amatorskimi tłumaczami napisów.

Ciekawe ujęcie od strony nieco bardziej prawnej niż np. moje dywagacje można znaleźć na stronie vagla.pl.

Efekt tego wszystkiego ? Pewnie tylko taki, że ustawą o prawach autorskich i tak się nikt nie zainteresuje, a większy nacisk zostanie położony na ‚bojowników’, nazwanych szumie hackerami. I będą poprawki w prawie karnym odnośnie DDoS’owania i innych aspektów ruchu wirtualnego, które to poprawki będą pisać osoby znające temat od strony BSOD’a, bądź zawieszającego się wiodącego systemu (nikt nie zwrócił uwagi, że hakerem może zostać każdy, kto o określonej godzinie wchodzi/wchodził na serwis policja.pl).

Temat zaostrzenia prawa karnego już został rzucony przed oczy naszych rządzących fachowców i są już pierwsze sygnały prawidłowego podejścia do sprawy. Skoro nie wiadomo, co to jest ‚utrudnianie dostępu do WWW’, czym się różnie korzystanie z zasobów sieci od uporczywego i celowego wyłączania z działania konkretnych serwerów, to na zebraniu nad poprawkami porysujemy se na kartce krzyżyki i kwadraciki. A karać będziemy wszystkich ‚utrudniających’. Po co wnikać w szczegóły.

Kill’em all.

R.I.P. Chrome.pl

Po ponad sześciu latach od serwer Jabber spod domeny chrome.pl zostały odłączone kable podtrzymującego go przy życiu. Poniekąd na tę decyzję wpłynęły utarczki administratora z niezadowolonymi użytkownikami.
Nie powiem, łezka w oku się pojawiła, bo od tego serwera zaczynałem swoje uczłowieczanie się w świecie komunikatorów. Wcześniej odrzucałem tę koncepcję (komunikatorów), GaduGadu i tak nie miałem pod Linuksa, a obsługa IRC’a pozostawała dla wielu moich znajomych tajemną strefą. Tak trafiłem na chrome.pl. Potem pojawiły się problemy ze stabilnym działaniem transportów. Zamiast rzucać mięsem w admina, poszukałem sobie stabilniejszego (odpukać) serwera.

Zatem, kto ma tam konto i ono nie działa – to tak ma być i tak zostanie. (chyba, że trafione okażą się plotki o przejęciu domeny chrome.pl i ponownym uruchomieniu serwera Jabber).

Interkonektor

Tytułowy interkonektor to bardzo istotny fragment naszej rzeczywistości – można wręcz powiedzieć, że niekiedy niezbędny. Czym się jednak różni niezbędność w trybie podstawowym od niezbędności okraszonej zbytkiem jakościowym ? Cóż, macie rację, ceną.
Jednak w przypadku interkonektorów w systemach audio, cena to rzecz poboczna, ważniejszy jest efekt i skuteczność. Jest o co powalczyć, gdy dobiera się element niemal w 50% decydujący o tym, co nam się będzie działo z dźwiękiem przesyłanym z jednego klocka do drugiego.

‚Efekt i skuteczność’ w wykonaniu kawałka kabla + dwóch wtyczek cinch (x2). Dla większości rozważania śmiechu warte. Tacy, po stwierdzeniu, że ma być takiej jakości, żeby w ogóle przewodził sygnał, przejdą do porządku dziennego. O jakże chciałbym stać się jednym z nich 🙂

Moja ‚inter-konekto-rewolucja’ to początek ze światełkiem, następnie przejście na analog ze stajni Black Rhodium Rhythm i wymiana na Real Cable CA1801. Etap światełka pominę, Black Rhodium Rhythm zagrało mi ładnie, sprzęt odetchnął i dźwięk spłynął na mnie większą ilością szczegółów, odkryto również bas w moich głośnikach. I ten kabelek by został, ale nadarzyła mi się okazja wymiany – przeskoku ‚piętro wyżej’. Dlaczego Real Cable CA1801 ? Strzał ślepego na pustyni. I to dosłownie na pustyni, bo nie mam w okolicy żadnego salonu odsłuchowego, żeby móc cokolwiek nawłasnousznie ocenić. Koniec końców – padło na CA 1801.

Po przyjściu paczuszki z interkonektorem i jej rozpieczętowaniu poczułem się jak snob z serialu o snobach. Cóż, czuć siłę pieniądza (co prawda w klasie audiofilskiej niezbyt sporego). Kable zapakowane w gustowne pudełeczko (tekturowe), zamykane na magnes, w środku wyściełane atłasem posłanie dla rzeczonych kabli, które nonszalancko wylegiwały się w pieleszach.

Mniam.

Real Cable CA 1801Same kable emanują potęgą. Masywne wtyczki mono block Twist Lock (dokręcane wtyki, zabezpieczają przed przypadkowym wypięciem i nie tylko), gruby, potrójnie ekranowany kabel, zewnętrznie wzmocniony stalową siateczką. Mało ? Tytanowe wykończenie kabli, sam przewód to wielosekcyjny splot srebrno-miedziany. Wyglądają naprawdę mocarnie, niczym produkt z półki za pięć tysięcy złotych polskich po denominacji.

Mniam.

Od tego oglądania solidnej konstrukcji interkonektora aż człowiekowi przychodzą do głowy myśli – ‚Jak te kable potrafią zagrać’. Szybki podłączenie (ach, te wtyczki, ten kabel z oplotem …. ach, och … Black Rhodium Rhythm wyglądają przy nich po prostu mizernie). I niech przemówią decybele.
Jak można było się spodziewać, Real Cable nie są neutralne. Co mnie wcale nie zdziwiło, nie zasmuciło, a wręcz ucieszyło. System mam dość ‚transparentny’ – Denon gra bez ubarwień. W ten cały przekaz bitów z nośnika, kabel tchnie ducha przekazu. I to dobrego ducha. Przy Rhythm’ach miałem wrażenie, że w niektórych partiach częstotliwości bas w głośnikach się mi wzbudza i przedłuża. Te same płyty puszczone na Real Cable. Ludzie … Cóż za kontrola basu – cóż za wybrzmiewanie. Ciepełko niczym od rasowej lampy. Gitara basowa punktuje niczym szermierz. Brzmienie niskich tonów wibruje ‚tym czymś’, bez dłużyzny, punktualnie niczym stalowy rumak we Włoszczowej. Rhythm’y ten sam materiał w kwestii niskich tonów grały bardzo wybiórczo – ‚to coś’ się pojawiało, ale następne trącenie basu, inny ton i *plask*. Nijako. Real Cable to wyśmienicie opanowały.
Samym basem jednak człowiek nie żyje. W muzyce zdarza się i wokal i wysokie tony, itp. Tu też nie można narzekać. Może góra nie jest tak srebrzysta tak jak w Rhythm’ach i do czego mnie Denon przyzwyczaił, ale nie jest to złą manierą. Scena w tym kablu rozciąga się dość szeroko, jest miejsce dla każdego, a wokal ujmuje ciepłem i miękkością.

Mniam.

Na czym testowałem ? W zakresie basu – analogowe brzmienie basu sprawdziłem na płytach Grand Funk Railroad, Thin Lizzy, Ten Years After. Moc gitar i ostrego wokalu na płytach Ozzy’iego Osbourna i Alice Cooper’a, górę na materiale Andreas’a Vollenwieder’a. Akustykę na płytach Pod Budą, Wishbone Ash.

Mniam.

Jak na taki kawałek druta (0.75m), wyszła mi niezła epopeja. Jednak nie jest to tekst sponsorowany 🙂
A niewiernym powiem – nie przekonujcie mnie, że kabelkologia to utopia. Ja je (kabelki) po prostu słyszę.

RawTherapee 2.1.1

Czekali, czekali i się doczekali.

Kolejna wersja flagowego, jak dla mnie, programu do obróbki (powtarzam, obróbki, a nie przeglądania) RAW’ów dla Linuksa (i Windowsa). Gábor Horváth, autor programu, znowu odwalił kawał dobrej roboty.

Ze zmian wartych wspomnienia :

  • zwiększona prędkość wczytywania RAW’ów – NAPRAWDĘ robi to szybko (zmieniony algorytm odczytu, wykorzysta więcej rdzeni waszych procesorków)
  • wsparcie dla Fuji SuperCCD, D1X , i RAW’ów poprawianych przez Canon
  • przełączalny boczny panel historii i dolny z listą plików (większy widok na obrabiane zdjęcie)
  • poprawiono algorytm automatycznego balansu bieli
  • dla tych, którzy nie lubią bezdusznych suwaków wprowadzono edytor krzywych tonalnych i luminacji
  • poprawiono algorytm ostrzenia, które nie wywołują już artefaktów (przynajmniej tak szybko)
  • Ze strony można ściągnąć wersję binarną programu w paczce *.tgz. Osoby ze starszymi dystrybucjami i starszą wersją libc6 (<=2.3) powinny pobrać wersję rawtherapee*glibc23.tgz, a szczęśliwcy z nowszym libc6 (>=2.4) rawtherapee*glibc24.tgz.

    Jeżeli nie wiesz jak sprawdzić, jakie masz libc6 (dpkg –status libc6), pobierz obydwie wersje i sprawdź która będzie działała 🙂

    Katalog z programem umieszczamy w wygodnym miejscu na dysku (katalog domowy, lub do użytku globalnego w np. /usr/local/). Robimy skrót i to wszystko.

    Jak już wspomniałem, program zachowuje się nad wymiar przyzwoicie i doskonale ociosuje RAW’y. Dlaczego go tak lubię ?
    Pełna kontrola nad kolorami, szumami, prześwietleniami/niedoświetleniami – nieraz można odratować/poprawić fajne kadry. Do tego profile, kadrowanie, wygodne okienku powiększonego podglądu, zapis w .jpg, .tiff (8/16 bitów), .png (8/16 bitów). Brakuje może nieco większej kontroli przy zapisie .jpg (wpływamy tylko na kompresję, a gdzie próbkowanie składowych kolorów).

    I co najważniejsze to wszystko za darmo. ALE. Program jest natury donationware. Warto, oj naprawdę warto wesprzeć Gábora paroma sztukami zielonych biletów płatniczych (via PayPal). Choćby też dlatego, że autor po uzbieraniu planowanej sumy planuje udać się na zasłużone wakacje, a program udostępnić na GPL.

    A pomyśleć, że praktycznie postawiłem krzyżyk na tym programie już w wersji bodajże 1.1. Był wolny, ślamazarny i nie dało się pracować. A teraz, proszę, ociosany brylancik.

    Z ciekawostek – na forum programu autor walczył ze spamem, który wciskały mu boty. Coś mu tam podpowiedziałem, na ile pomogło to już mniejsza z tym, ale – spam reklamował różnego rodzaju specyfiki farmaceutyczne. Jednak nazwa RawTherapee do czegoś zobowiązuje 🙂

    Debian, 2.6.20, NVIDIA i całe te kłopoty z kompilacją

    Jeżeli ktoś jest posiadaczem zestawu jak w temacie, to na pewno zauważył problemy z kompilacją nowszych sterowników NVIDII.
    Hadret podaje dwa rozwiązania tego problemu, ale mój sposób też jest dobry, bo nie trzeba rekompilować/reinstalować kernela.
    Jedyne co potrzebne to źródła kernela rozpakowane gdzieś w /usr/src/ .

    – w katalogu /lib/modules/`uname -r` kasujemy link kbuild i tworzymy go na nowo, wskazując katalog z naszymi ‘podrasowanymi źródłami’ ( ln -s /usr/src/nasz_katalog_ze_zrodlami_2.6.20 /lib/modules/`uname -r`/kbuild )

    – idziemy do katalogu ze źródłami kernela, edytujemy .config i haszujemy ‘CONFIG_PARAVIRT=y’ ( wstawiamy # na początku linijki )

    – zapisujemy config, wykonujemy w katalogu ze źródłami ‘make prepare’

    – kompilujemy sterowniki NVIDII

    Patenty kontra reszta świata

    Dziś w sieci zewsząd zaczęły się pojawiać informacje na temat gróźb wystosowanych przez pana Ballmera :

    Microsoft CEO Steve Ballmer on May 14 claimed that „Linux violates over 228 patents. Someday, for all countries that are entering WTO [the World Trade Organization], somebody will come and look for money to pay for the patent rights for that intellectual property.”

    (a ja słyszałem o 235 ‚naruszeniach’)

    Kto jest adresatem tych złowrogo brzmiących sugestii ? Wiadomo ( zwróćcie uwagę, że Linux, a nie Wolne Oprogramowanie ).
    Społeczność okrada firmę MS, aż furczy. Z dóbr, które firma … Eh, nie chce mi się się po raz wtóry pisać na temat uwarunkowań rozwoju cywilizacyjnego w starciu z usankcjonowanym, korporacyjnym prawem wchłaniania osiągnieć ludzkości.

    Wynik tych szantaży jest oczywisty, gdy tylko zaistnieje możliwość globalnego wtoczenia patentowych dział przez MS.
    Prawo to prawo, i tak dalej. Owszem, społeczność wolnego oprogramowania nie czeka na rzeź jak pokorne ciele. Np. Open Invention Network próbuje ratować (patentować) z wolnościowego dziedzictwa co się da, z których to rozwiązań brać linuksowa może do woli korzystać. Te ‚dobre’ patenty to przyszłościowa przeciwwaga dla ew. agresji MS. Czy będziemy świadkami takiego starcia ? Ja tam źle MS nie życzę …

    http://www.linux-watch.com/news/NS6670466370.html
    http://itbiznes.pl/art26389.html
    http://www.linux.pl/index.php?id=news&show=3840

    Dla tych, którym po drodze

    Jak poinformował mnie Azrael, 19-stego maja roku pańskiego 2007 w Krakowie odbędzie się spotkanie organizowane przez krakowski CLUG. Konferencja ma na celu przybliżyć oblicze Linuksa wszystkim tym, którzy zamierzają poświęcić swoje dalsze życie krzewieniu i propagowaniu tej bliskiej naszemu sercu tematyki. Tych którzy nie zamierzają poświęcać życia też, a nawet przede wszystkim, gorąco zapraszam w imieniu organizatorów.

    Translate »