przystajnik

Archiwum tagów la xfce

Ciosy specjalne Xfwm

Wiele osób próbujących przekonać się do Xfce (w miejsce Unity/GNOME-Shell) może nie dostrzec w początkowej fazie przygody, jakie miłe i pożyteczne udogodnienia posiada to środowisko. Choćby taki niepozorny Xfwm, będący składową Xfce i zajmujący się wyświetlaniem i obsługą okien. Czy wiecie, że:

– alt + prawy przycisk myszy zmienia rozmiary okna,- alt + lewy przycisk myszy przenosi okno,
– środkowy przycisk myszy wduszony na krawędzi okna umożliwia jego przenoszenie,
– środkowy przycisk na ikonie maksymalizacji okna maksymalizuje tylko wysokość okna,
– prawy przycisk na ikonie maksymalizacji okna maksymalizuje tylko szerokość okna,
– alt + rolka na belce okna zmniejsza/zwiększa przeźroczystość okna,
– rolka na belce okna zwija/rozwija okno

Niby proste i oczywiste rzeczy, a szczególnie dwie pierwsze funkcjonalności mnie wciąż cieszą i ułatwiają życie.

Ucieczka z tonącej tratwy i Xfce 4.8 zamiast GNOME 2.xx

Tkwiąc od lat w zaciszu naszych świetnie skonfigurowanych i skrojonych na miarę pulpitów, wielu z nas, doświadczonych wieloletnich dłubaczy linuksowych, zaskoczonych zostało nagłą inwazją nowych form komunikacji systemu z użytkownikiem. Jak wiadomo, starych drzew się nie przesadza, co można zatem począć w obliczu napierającego Unity czy GNOME 3? Na nasze szczęście, ciągły plac budowy na jakim tkwi Linux umożliwia nam (jeszcze) swobodny wybór komponentów, co bardziej biegli i zatwardziali zawodnicy skwapliwie wykorzystują, wyhodowując za pomocą konsoli wybujałe efemerydy z aktualnie dostępnych cyberkomponentów. Czy jednak istnieje życie po GNOME 2.xx będące w jakimś stopniu deja vu starych doznań i wyuczonych odruchów? Każdy będzie sobie inaczej wyobrażał przejście w inny stan symbiozy z systemem. Wielu skorzysta z KDE, inni nadal będą próbowali nagiąć i przymusić GNOME 3 lub Unity do starych wypróbowanych form współpracy z oknami i zadaniami. A tymczasem, tuż obok mamy pod ręką środowisko, które wielu z nas odrzuciło we wczesnych formach jego powstawania jako ‚sztywne, niekonfigurowalne i dziwne’. Rzućmy okiem na Xfce 4.8.

Nie takie Xfce straszne - zwykły pulpit

Oko w oko z nieznanym

Biorąc do ręki pierwszą lepszą dystrybucję wykorzystującą Xfce 4.8, dostajemy do ręki niemal tak samo skrojony i używalny system, jak za czasów dystrybucji korzystających z GNOME 2.xx. Różnice są naprawdę kosmetyczne i trzeba mieć jakieś wysublimowane wymagania co do sposobu konfiguracji lub zachowań biurka, by się czegoś przyczepić. Wykorzystując Xubuntu 11.10 lub Mint LMDE Xfce otrzymujemy prawie ten sam stopień automatyzacji, do którego przyzwyczaiło nas GNOME 2.xx. Sterowniki własnościowe same informują nas o swoim istnieniu (Xubuntu), pendrive i CD same się montują, sieć się sama konfiguruje lub pozwala poprawić łatwo ustawienia, itp.

Panel sterowania Xfce 4.8

System daje się konfigurować za pomocą najzwyczajniejszego i przewidywalnego panelu sterowania dostępnego z poziomu Menu -> Ustawienia -> Menadżer ustawień. Znajdziemy tam ustawienia skrótów klawiszowych, zachowań myszki/touchpada, zarządzanie energią, preferencje sesji i programy startowe, preferowane aplikacje itp. Wszystko pod ręką i w czytelnej formie, co może się podobać i o dziwo zdawać egzamin podczas codziennej pracy. Oczywiście pod względem ustawień Xfce do pięt nie dorasta takiemu KDE, jednak stonowana liczba opcji nie płoszy świeżego użytkownika, a starszemu i doświadczonemu pozwala na ‚zgrubne’ ustawienia, do których i tak niektórzy dołożą swoje ulubione narzędzia.

Panel sterownia to za mało? Reszta znajduje się w menu

Gdyby jednak komuś czegoś w ustawieniach brakowało, zawsze można doinstalować programy konfigurujące usługę/sprzęt z GNOME 2.xx/3. I po świeżej instalacji system posiada parę ‚zapożyczeń’ (przynajmniej w przypadku Xubuntu), jak choćby konfiguracja drukarek, kont użytkowników, dodatkowych sterowników, itp. Wszystko co wypracowało jakiś standardowy sposób ustawień i preferencji – będzie można ułożyć po swojemu.

Tak wygląda pierwszy rzut oka na to zwykłe środowisko. Wydaje się być całkiem zwyczajnie, przytulnie i użytecznie. Im dalej w użytkowanie, tym więcej oczywiście różnic zauważymy, co raczej i tak nie powinno nas tak zadziwić jak kompletne przeobrażenie systemu w stylu Unity. Co może wymagać zmiany niektórych zachowań?

Thunar – menadżer plików

Niektórzy po prostu przeglądają pliki. Inni są wyznawcami Nautilusa i ci mogą się skrzywić na obecność Thunara w Xfce. Jednak to podstawowy menadżer plików w tym środowisku i funkcjonalnością niemal nie ustępuje większemu bratu z GNOME 2.xx/3, zachowując się przy tym żwawiej i z większą gracją. Co będzie wymagało zmiany przyzwyczajenia, to łączenie się ze zdalnymi kontami (FTP/FTPS/WebDAV/Windows Share). W Xfce trzeba do tego użyć (na razie) oddzielnego narzędzia – Gigolo, które znajdziemy w menu. To prosty ale funkcjonalny menadżer połączeń, gdzie możemy sobie szybko skonfigurować większość zdalnych położeń. Po połączeniu – zawartość katalogów otwiera się już w Thunarze i pliki obsługujemy jak lokalne. Jak wspomniałem, to rozwiązanie tymczasowe – Thunar w Xfce 4.10 powinien radzić sobie z tym samodzielnie. Innym ‚myk’ dotyczy miniatur obrazów obsługiwanych przez zintegrowany z menadżerem plików Tumbler. O ile standardowe .jpg, .png i podobne miniaturyzują się w podglądzie prawidłowo, o tyle na potrzeby plików RAW trzeba doinstalować wtyczkę tumbler-raw-plugin (do znalezienia w PPA Highly Explosive – patrz na prawo.). Z cech sympatycznych Thunara można wymienić świetne ‚Czynności‚, gdzie może sobie poustawiać podręczne (pod prawym przyciskiem myszy) akcje dla konkretnych plików/katalogów (np. wysyłanie na FTP, itp).

Panele

Panele jak panele, posiadają własny standard wtyczek, są dość konfigurowalne i miło wyglądające. Niestety wtyczki do tych paneli już tak ładnie nie zawsze wyglądają. Dla wielbicieli pluginów z GNOME 2.xx niemiłym zaskoczeniem będzie brak niektórych dodatków. Ale zawsze można pozostawić jeden standardowy pasek (z zegarkiem, menu, listą okien), a resztę dopełnić uroczym Docky czy Avant-Window-Navigator.

Audio i wieczne odwieczne

Pewnym ziarnem piasku w sprawnych trybach konfiguracji Xfce 4.8 był jego mikser dźwięku. Jest on jaki jest, teoretycznie radzi sobie z PulseAudio, jednak nie był wystarczająco sprytny do zgrania w logiczną całość moich dwóch kart dźwiękowych, karty analogowej TV (a co, mam) i innych drobnych niuansów. Dlatego osoby pragnące w pełni zapanować nad wyjściami swojej karty dźwiękowej powinny zainstalować sobie z repozytorium pavucontrol oraz zmienić domyślnie wywoływany mikser po kliknięciu na ikonkę na panelu (Prawy przycisk na ikonce na panelu -> Właściwości -> Polecenie lewego klawisza).

Xfwm4 to nie Compiz

Wszyscy kochają i uwielbiają efektownego Compiza. Jednak w Xfce oknami steruje domyślny menadżer Xfwm4, który z bajerów umożliwia proste ustawienie cieni, przeźroczystości obramowań i w zasadzie to wszystko. Na dodatek, esteci zauważą paskudną przypadłość Xfwm4 – korzystając z Xrender zamiast OpenGL (jak robi to Compiz), Xfwm4 skazane zostało na braki synchronizacji podczas rysowania okien, czy podczas odtwarzania plików video. Nie zawsze i nie każdego będzie to cierniem w oku, lecz by nie pozostawać biernym wobec tego niedopatrzenia pozostaje zamienić Xfwm4 na Compiza – co można stosunkowo łatwo przeprowadzić.

Cała reszta

Dopełnieniem tego środowiska są już nasze preferowane programy. W zależności od dystrybucji dostajemy domyślnie zainstalowany komplet, lecz w większości przypadków konieczne będzie doinstalowanie LibreOffice, swoich ulubionych odtwarzaczy audio/video, programów do obróbki zdjęć/grafiki, itp. To jednak raczej standardowe zachowanie na każdym świeżym systemie. W przypadku Xubuntu do ręki dostajemy Centrum Sterowania za pomocą którego takie operacje przeprowadzimy łatwo i szybko (co nie stoi na przeszkodzie w zainstalowaniu Synaptica).

W ogonie postępu?

Jak widać po powyższych wywodach, duch prostoty połączonej z użytecznością nie zanika. Pytaniem otwartym pozostaje, czy Xfce będzie w stanie rozwijać się nieco bardziej dynamicznie niż do tej pory (dwa lata czekaliśmy na wydanie 4.8). Gdyby osoby skłonne do reanimowanie odchodzącego w niepamięć GNOME 2.xx (MATE) dołączyły do tego projektu, to przyśpieszenie i wykorzystanie mocy twórczych byłyby by widoczne.

Jak takie zachowawcze środowisko poradzi sobie w trudnych czasach gwałtownego rozwoju nowych form interfejsów? Ciężko to przewidzieć. Z jednej strony użytkownicy kręcą nosem na Unity/GNOME 3. Z drugiej jednak na siłę wtłaczają przeróżne dziwne formy poprawek w rewolucyjną falę postępu, skazując się na męki konfiguracji i dostosowań które i tak finalnie nigdy nie zostaną włączone do ‚mainstreamu’ środowiska. Tymczasem większość nowszych dystrybucji (powyższy opis powstała w oparciu o Xubuntu 11.10) pozwala bezstresowo korzystać z Xfce, które aż taką drzazgą w palcu się nie okazuje po bliższym przyjrzeniu. Jako osoba przekonana do pracy z wygodami utrwalonymi przez GNOME 2.xx, do ogródka Xfce 4.8 zajrzałem z ciekawości i jak do tej pory nic nie zmusiło mnie do szukania innych rozwiązań.

Uprzedzając fanów minimalizmu – dlaczego Xfce a nie LXDE. Cóż, to pierwsze to środowisko w pełnym tego słowa znaczeniu, z własnymi autorskimi rozwiązaniami. LXDE to zlepek różnych koncepcji i idei (Openbox, PCManFM), o wiele mniej konfigurowalnych dla dążącego do pełni spokoju użytkownika.

Czy to oznacza, że Unity, Gnome-Shell w dłuższej perspektywie czasu przegrają z Xfce? Oczywiście, że nie. Jednak rozwój Unity i Gnome 3 zajmie jakieś dwa, trzy lata. Ten okres zawieruchy każdy, kto nie chce być beta testerem dziwnych rozwiązań może przeczekać na bardziej przewidywalnym środowisku (lub KDE :)). Jednakże jednostki wybitne poradzą sobie i z Unity i Gnome 3.

Xubuntu i zdesynchronizowany Xrender

… czyli co najmniej jedna rzecz do zrobienia po zainstalowaniu Xubuntu (11.10).

Teorii czar

Błąd ten przewija się przez Launchpad, Bugzille i inne miejsca od dłuższego czasu (paru lat?). Mianowicie, korzystając z kompozytora opierającego się o Xrender, a nie OpenGL (np. Xfwm4 w Xubuntu), esteci zauważą szarpanie się krawędzi okien podczas ich przesuwania, czy też poziome lekkie przesunięcie rozdzielające na pół oglądany materiał video.

Błąd ten jest spowodowany brakiem synchronizacji vblank w Xrender. A opisując to obrazowo: zawartość ekranu jest ‚rysowana’ magicznym pisakiem od góry ekranu do dołu, linijka po linijce. Jeżeli pisak znajdzie się w połowie ekranu i zacznie rysować nasze okno, a my je w tym momencie przesuniemy, to np. połowa lewej krawędzi okna zostanie narysowana na pozycji powiedzmy, 400 piksela szerokości ekranu, a druga połowa na pozycji 410 piksela szerokości ekranu. Czyli pionowa linia będzie nierówna. Jeżeli natomiast użyjemy synchronizacji vblank, to pisak z rysowaniem efektów poczeka do następnego rozpoczęcia rysowania całości ekranu (czyli jak zakończy rysowanie na dolnej krawędzi i wróci do góry). Tyle mądrości, a co począć z tym problemem?

Plan ataku

O ile w przypadku odtwarzaczy można ratować się ustawieniem sterownika wyjścia obrazu na korzystający z OpenGL (Mplayer i pochodne – wyjście obrazu GL), o tyle w przypadku nierównych krawędzi okien mamy nieco zawężone opcje. Otwarta jest kwestia użycia innych sterowników graficznych – zamkniętych od NVIDII lub otwartych Nouveau, analogicznie w przypadku ATI, czy Intela. Jednak szybkie googlanie po sieci wykazuje, że nie zawsze jest to panaceum na nieestetyczne okna. Można też czekać na jakieś usprawnienia w Xrender, jednak strony zainteresowane wydają się trwać w impasie, patrząc wyczekująco na siebie (developerzy menadżerów okien, developerzy Xrender i developrzy od sterowników graficznych). Zatem musimy wymienić Xfwm4 na jakiś menadżer okien który sobie z tym problemem poradzi. A radzi sobie stary, dobry Compiz, wykorzystujący OpenGL do malowania zawartości naszych pulpitów.

Schemat działania jest następujący – instalujemy paczki compiz i compizconfig-settings-manager (zależności się dociągną), na próbę podmieniamy menadżera okien i sprawdzamy czy to jest to co nam pasuje. Następnie dokonujemy zmiany na stałe zastępując w ustawieniach sesji Xfwm4 Compizem.

Przemeblowanie

Najszybciej zrobimy to w terminalu, zatem otwieramy magiczne czarne okienko i bez skrępowania polecamy mu zainstalowanie Compiza:

sudo apt-get install compiz compizconfig-settings-manager

Jeżeli nic się nam nie zbuntowało, podmieniamy Xfwm4:

compiz --replace&

Jeżeli coś pójdzie nie tak (np. nie mamy wsparcia 3d w sterownikach), stosowne info wyświetli się nam w odpowiedzi na to polecenie. W innym przypadku ekran błyśnie, huknie i… Od tej pory Compiz będzie zawiadywał naszymi oknami. Sprawdzamy jak się zachowuje i jeżeli nam odpowiada, przystępujemy do stałej zamiany.

Tutaj są dwie szkoły – globalna i lokalna. Globalnie (dla każdego nowego użytkownika), zmiany dokonujemy w pliku:

sudo gedit /etc/xdg/xfce4/xfconf/xfce-perchannel-xml/xfce4-session.xml

Odnajdujemy ciąg ‚xfwm4‚ i zastępujemy go wpisując ‚compiz‚. Zapisujemy plik.

Teraz dokonujemy zmian na własne potrzeby. Możemy podłubać w pliku

gedit ~/.cache/sessions/xfce4-session-NAZWA_WASZEGO_KOMPUTERA:0

… zamieniając xfwm4 na compiz, bądź za pomocą ustawienia->menadżer ustawień->sesja i uruchamianie->sesja, wyłączyć (zaznaczamy program na liście i klikamy ‚wyłącz’) wszystkie programy zostawiając tylko Thunar, Xfdesktop, Xfce4-panel, Xfce4-settings-helper oraz Compiz. Tak zmodyfikowaną sesję zapisujemy.

Wylogowujemy się i logujemy ponownie. Wyciągamy z szafki zakurzoną plakietkę ‚Geek of the Week’, przecieramy i przypinamy sobie dumnie do piersi.


Podpowiedź nr. 1

W celu zmiany domyślnej dekoracji okna, musimy wskazać jakiś motyw Metacity. W tym celu edytujemy plik:
gedit .gconf/apps/metacity/general/%gconf.xml
… i po odnalezieniu
<entry name="theme"(...)
… w tagu:
<stringvalue></stringvalue>
… zamieniamy nazwę tematu Metacity na własną.

Translate »