przystajnik

Archiwum tagów la suse

SUSE gra twardo

Muzyczne „parodie” opiewające SUSE i jego osiągnięcia urosły już do miana symbolu, a jakość ich wykonania zaprzecza amatorszczyźnie OpenSource, tak chętnie podnoszonej przez antagonistów. Początki tej muzycznej inicjatywy nikną w pomroce roku 2013 i bodajże pierwszej produkcji What Does the Chameleon Say?. I kto wie, czy ta forma nie jest najlepszą promocją Linuksa.

Azure i jego 40% Linuksów

Przeobrażenia jakie przechodzi Microsoft ostatnimi laty nie są czymś co można zbyć wzruszeniem ramion. Owszem, można zignorować ich najnowszy system Windows 10, jednak inne obszary działań na których do tej pory nie widzieliśmy Microsoftu zaczynają wyglądać coraz ciekawiej. I to nawet nie za sprawą produktów samego giganta z Redmond, ale coraz większej więzi i stosowania rozwiązań opensource. W tym a nawet przede wszystkim – Linuksa. Choćby dzieło ich życia, chmura Azure. Niedawno Microsoft pochwalił się, że 40% używanych w niej maszyn wirtualnych to Linuksy.

SUSECON 2016 – Coding in the name of

Na hasło „komercyjny Linux” niemal wszyscy mają przed oczami logo Red Hata. Jednak po burzliwej przeszłości takie SUSE nie jest już biernym obserwatorem rzeczywistości. Ich produkty (SLES, SLED, SES) są chętnie stosowane i to na dużą skalę. Co więcej, zgromadzony wokół SUSE biznes i społeczność z chęcią prezentuje światu swoje osiągnięcia. Tegoroczne SUSECON 2016 odbyło się w dniach 7 – 11 listopada w gwiazdorskiej obsadzie – wystąpili Linux, OpenStack, Ceph, Cloud Foundry, Docker, NFV i inni.

Dogonić kometę z Linuksem

Trwająca 10 lat pogoń sondy Rosetta za kometą, zwieńczona sukcesem i lądowaniem na jej powierzchni lądownika Philae. Wszyscy o tym słyszeliśmy parę dni temu, jednak mało kto wie, że za całym tym sukcesem stoi infrastruktura Europejskiej Agencji Kosmicznej (ang. ESA) oraz Europejskiego Centrum Operacji Kosmicznych (ang. ESOC). Infrastruktura w ramach której działa kilkaset serwerów obsługiwanych przez dystrybucję SUSE Linux.

Anonimowy sukces Linuksa

Od kilku lat spora część blogosfery, entuzjastów Linuksa i rządnych sensacji dziennikarzy cały czas grzeje silniki swoich maszyn do pisania, by w odpowiednim momencie wypalić z nowiną ‚Tak, mamy rok Linuksa!’. Tymczasem rok po roku rewolucja nie nadchodzi, a termin ‚Rok Linuksa’ stał się synonimem marketingowego bełkotu i emanacją marzeń ściętej głowy. Jakby żałośnie nie brzmiało zliczanie powiększającego się promila użytkowników Linuksa, to gdy podsumować całokształt z pominięciem oczekiwanej hegemonii Linuksa na desktopie, determinującej rzekomy przełom, okaże się, że wolne oprogramowanie ma się zupełnie nieźle. Linuksa używa coraz więcej osób, jednocześnie… nie używając Linuksa.

Translate »