przystajnik

Pitivi 0.95 w coraz lepszej formie

Nieliniowych edytorów wideo dla Linuksa jest pod dostatkiem, ale i dla Pitivi jest miejsce na zatłoczonym ryneczku opensource. Program z wieloletnimi tradycjami (projekt wystartował w 2004 roku) przechodzi ostatnio ogromne transformacje, które wymagają sporego nakładu sił deweloperów, ich czasu i umiejętności. Drogę do kompletnej wersji 1.0 miała przyśpieszyć zbiórka funduszy, których przeznaczeniem było opłacenie pełnowymiarowej pracy twórców. Niestety, nadal nie udało się dozbierać kwoty umożliwiającej ich pełne zaangażowanie się w przekształcenie Pitivi i projekt rozwija się dorywczo (lecz ze sporo liczbą zmian z wersji na wersję). Stąd właśnie wzięło się Pitivi 0.95.

Głównymi czynnikami hamulcowymi dla tego projektu okazały się powiązania z przeszłością. Wtyczka GNoLin dla GStreamera najlepsze lata ma już za sobą i dopiero w obecnej wersji 0.95 twórcom udało się zastąpić ją za pomocą bibliotek GES i silnika Non-Linear Engine. To pociąga za sobą różne regresje w funkcjonalności programu, ale po kolei.

    pitivi

    Pitivi 0.95

  • przepisano oś czasu
  • Oś czasu wykorzystywała do tej pory biblioteki Clutter, co prowadziło do różnych niedomówień. W obecnej wersji została przepisana (oś) na czyste GTK+.

  • przeprojektowano okno transformacji klipu
  • Transformacje zostały parę wydań temu zawieszone z racji wdrażania GES. W 0.95 wracają z powrotem z nieco ograniczonymi możliwościami – póki co.

  • nowe okno podglądu wideo
  • Poprzedni okno oparte na glimagesink (video rendering widget) zostało zastąpione przez nowe korzystające z gtk(gl)sink.

  • bezpośredni import na oś czas
  • Obecnie można przeciągać z menadżera plików klipy bezpośredniko na oś czasu.

  • integracja z GstValidate
  • lepsza współpraca z monitorami o mniejszej rozdzielczości

Oczywiście to wydanie należy traktować jako testowe i jako zaproszenie do współpracy w rozwoju nad programem. Czy to za pomocą drobnych datków, czy też poprzez aktywne zgłaszanie napotkanym błędów.

Jak zdobyć Pitivi 0.95? Obecnie program jest rozprowadzany w postaci kompletnej i dużej (250MB) binarki, która zawiera wszystko co Pitivi wymaga do funkcjonowania. Jedne o co musimy zadbać, to wybranie wersji odpowiedniej dla naszego systemu (32/64bit).  

Post navigation

31 comments for “Pitivi 0.95 w coraz lepszej formie

  1. KaCzKa
    22 listopada, 2015 at 16:39

    Nieliniowych edytorów wideo dla Linuksa jest pod dostatkiem… Taaa… Szkoda, że żaden nie umywa się choć trochę do windzianych produktów ;( Ja jakoś próbuję łatać rzeczywistość w KDENlive, ale kolega pracujący z Adobe Premiere płacze ze śmiechu ilekroć widzi to coś…

    To całe nieszczęsne PiTivi idzie jakoś ustawić, żeby brało kolory z systemu a nie straszyło szaro-szarym interfejsem? Chciałem potestować co to umie, ale zrobiło noc na pulpicie i sobie zasnąłem 🙂

  2. sbv
    22 listopada, 2015 at 18:32

    Ty KaCzKa, może nie pij tyle przed komputerem?

  3. regnar
    23 listopada, 2015 at 9:51

    To odpal mu cinerella. Poza odstarszającym wyglądem ten program to prawidzwa maszyna. Na Cinerella montuje się filmy, na kdenlive materiał z wideo u cioci 😉 Wszystko zależy co komu potrzebne.
    PS. Sam używam kdenlive bo mi w zupełności wystarcza.

  4. megaziuziek
    25 listopada, 2015 at 0:14

    Zapytaj kolegi,ile dał za Adobe Premiere.też chciałbym popłakać ze śmiechu,ilekroć sobie przypomnę tą cenę.

  5. megaziuziek
    25 listopada, 2015 at 0:15

    Daj spokój chłopakowi.
    Widocznie musi.

  6. KaCzKa
    25 listopada, 2015 at 22:16

    Owszem, dał bodajże 3kzł. Ale Co Z Tego? To taka argumentacja gościa co jeździ maluchem i szydzi z kierowcy Mazdy… Te 3kzł już dawno mu się zwróciły na wykonanych projektach. Nie ma powodu dziadować dla idei.

  7. KaCzKa
    25 listopada, 2015 at 22:17

    Odpal, odpal… Chciałem się kiedyś tym pobawić, ale nie ma paczek, a na samodzielną kompilację to ja się nie piszę.

  8. KaCzKa
    25 listopada, 2015 at 22:19

    Wróćcie lepiej do odrabiania zadań, bo pani jutro na was nakrzyczy… Pojęcie o możliwościach programów do nieliniowego montażu video to jeszcze nie wasz poziom.

  9. 25 listopada, 2015 at 22:31

    No to pozostaje Ci komercyjna wersja LightWorks, DaVinci Resolve albo jakieś inne programiki używane np. w Hollywood 🙂

  10. Inter
    26 listopada, 2015 at 0:08

    Jeśli masz pojęcie o programach do nieliniowego montażu wideo to nie porównywałbyś Kdenlive do Adobe’a. To tak jakbyś powiedział że Windows Movie Maker jest kiepski bo After Effect może więcej. To już lepiej porównać WMM z Kdenlive i na tym polu Kdenlive wygrywa, aczkolwiek dla naprawdę prostego, nie wymagającego użytkownika WMM będzie lepszy.

    A że kolega płacze… hehe znam wielu takich cwaniaczków dla których Adobe to styl i szyk a z innych się śmieją. A jakiś czas temu byłem na wystawie fotoimpresji (takie cyfrowe kolaże) kolesia, który publicznie mówił, że pracuje na GIMPie. Niektórzy byli mocno zdziwieni bo prace były naprawdę świetne.

    W pracy twórczej najważniejsze jest to co ma się w głowie a nie na biurku.

  11. megaziuziek
    26 listopada, 2015 at 2:11

    Zgadzam się

  12. megaziuziek
    26 listopada, 2015 at 2:14

    Więc nie dziaduj,i kup se,zamiast wylewać żale na tym forum.
    Tu ludzie się czegoś uczą i wymieniają doświadczeniami.Od słuchania pierdół,cwaniakowania i mówienia,że coś jest śmieszne i sie nie da,mamy wszyscy telewizję.

  13. megaziuziek
    26 listopada, 2015 at 2:19

    Nie musisz pisać „nieliniowego”,bo się przepiszesz.
    Nie ma innych niż nieliniowe i każdy to wie (chyba,że ktoś pracuje na taśmie,montuje i wstawia :P)
    Odrobiliśmy lekcje.
    A i chwila zabawy z miejscowym błaznem-bezcenna.

  14. megaziuziek
    26 listopada, 2015 at 2:21

    Ja właśnie próbuję Lightworks,wersję darmową.Do moich amatorskich zastosowań w sam raz:)

  15. megaziuziek
    26 listopada, 2015 at 12:54

    Rzeczywiście,w porównaniu do poprzedniej wersji (0.93) jest znaczna poprawa działania.Właśnie testuję,na razie bardzo dobrze
    Na razie najbardziej podoba mi się Shotcut.
    Ach,gdzie te czasy Virtualdub…

  16. KaCzKa
    26 listopada, 2015 at 20:49

    W przypadku montażu filmów nie tylko to co w głowie, ale jakie możliwości ma program również. GIMP akurat możliwości ma ogromne i tylko interfejs ciulaty, więc jak się przyłożyć, to można coś zrobić.

    No nie porównuję, bo po prostu nie ma czego porównywać. Nie istnieje żaden linuksiany produkt, który byłby czymś więcej niż zabawką niestety.

    Ja wiem, że kiedyś ludzie mieli do dyspozycji taśmę klejącą i gilotynkę i też coś robili, ale pytanie co się chce osiągnąć i jakim czasem oraz jakim nakładem kosztów. Zdjęcie też można retuszować analogowo, w ciemni, a jednak mówisz o GIMP-ie.

    Po prostu zareagowałem na śmieszne sformułowanie z tego artykułu.

  17. KaCzKa
    26 listopada, 2015 at 20:50

    Kupię, jeżeli tylko będę chciał robić coś więcej niż obecnie. Na pewno nie będę dziadował z tym, co działa pod linuksem, bo nie ma tu żadnego pola do popisu.

  18. megaziuziek
    26 listopada, 2015 at 22:49

    Cóż,jak to mawiają, „wedle stawu grobla”.mawiają też ,że „bieda,to stan umysłu”.
    Że zacytuję Intera:
    „W pracy twórczej najważniejsze jest to co ma się w głowie a nie na biurku”
    Jeśli jak uważasz,po Linuxem nie ma żadnego pola do popisu,pozostaje Windows,lub Apple

    KaCzka-będziemy tęsknić.

  19. megaziuziek
    26 listopada, 2015 at 22:56

    Są,wystarczy poczytać TEGO BLOGA:
    http://404.g-net.pl/2014/12/natron-1-0-0-rc3-nuke-9-dwa-bratanki/

    https://www.thefoundry.co.uk/products/nuke/pricing/

    Koledze pokaż,temu co ma Adobe Premiere,niech porówna,może kupi.

  20. Inter
    26 listopada, 2015 at 23:51

    Oczywiście możliwości programu są ważne i kiedy trzeba zrealizować zamówienie nie patrzy się na koszty softu, które tak jak mówisz się zwrócą. Problem w tym, że z powodu produktów Adobe’a (które ogólnie mają słabą konkurencję pod windowsem czy makiem) wysnuwasz twierdzenia, że wszystko inne to tylko zabawki.

    Otóż poważnie się mylisz w założeniach. Adobe kieruje swoje oprogramowanie do wąskiej grupy specjalistów, ale wierz mi, że istnieje bardzo szeroki rynek odbiorców, którzy szybko i sprawnie chcą uzyskać fajny rezultat. Branża filmowa to nie jest mój kierunek choć miałem okazję liznąć After Effect i Premiere. Wierz mi lub nie ale szybciej złożyłem prosty filmik pod darmowym softem niż pod tym kombajnem.

    Jeśli chodzi o grafikę, która jest mi bliższa, to rządzi tutaj trójca In Design, Illustrator no i Photoshop. Myślisz że każda szkoła, dom kultury, urząd, mała firma kupuje pakiet Adobe’a do swoich potrzeb? Otóż nie. Kupują Corela bo tańszy i paradoksalnie więcej na nim można zrobić bo jest bardziej wszechstronny niż n.p. sam Illustrator. Aczkolwiek ja w pracy porzuciłem dwa lata temu Corela na rzecz Inkscape i jestem zadowolony.

    Z resztą… autor popełnił już ciekawy artykuł o profesjonalnych narzędziach video dobrze działających pod pingiwnem, wykorzystywanych w branży filmowej. Ale to trzeba poszukać…

  21. megaziuziek
    27 listopada, 2015 at 0:19

    są „paczki”:
    http://cinelerra.org/2015/index.php/2014-11-19-00-57-12/cinelerra

    pobierasz z linka dla Ubuntu.Ale nie klikaj w linka,tylko kliknij ppm „zapisz element docelowy jako”

    Zapisuje Ci się:

    cinelerra-5.0-ubuntu-14.04.1-x86_64-20151002-static.txz

    Plik ma 52MB

    po prostu rozpakuj ten plik.W folderze znajdziesz plik „cinelerra”.Ma nadane prawa do uruchamiania.Wystarczy go kliknąć i sie uruchomi program.

    Proste

    I działa

  22. Aspa
    18 grudnia, 2015 at 15:52

    Odświeżę nieco dyskusję, bo dopiero na nią trafiłem. Zajmuję się fotografią i filmem chyba profesjonalnie – o ile za ten drugi przypadek mozna uznac popełnienie paru rzeczy dokumentalnych dla TV w Polsce i poza Polską. Dotychczas pracowałem na produktach Adobe, jednak jakiś czas temu wpadla mi na HDD darmowa wersja Lightworksa dla Windows – program sprawia problemy o tyle, że dla osoby przywzwyczajonej do Premiere nieco inna filozofia montażu wymaga na początku uwagi, bo wyrobione nawyki nie działają tak, jak by się chciało i cały proces się spowalnia. Jednak potencjał tkwiący w Lightworksie uznałbym za w pełni wystarczający do prac na poziomie PRO – w moim wypadku zapadla decyzja, że nowy prywatny komputer do pracy z plikami RAW i video FHD, do którego właśnie zacząłem kupować podzespoły będzie w połowie stycznia ‚stał’ na Linuxie, zaś pieniadze zaoszczędzone na zakupie licencji softu, zostaną pzreznaczone na upgrade szklarni fotograficznej. Nie wiem oczywiście, jak rzecz wyjdzie w praniu na dłuższą metę, zwłaszcza jeśli idzie o video, ale zakładam, że po okresie szlifowania umiejętności w Lightworksie powinno być dobrze. Jako – jakby nie patrzeć – praktyk przychylam się zatem do tezy, że Linux będący od jakiegoś czasu całkiem sensowną propozycją dla fotografow staje się też interesujący dla filmowców. Odezwę się za kilka miesiecy po pierwszym wiekszym projekcie zmontowanym i wyprodukowanym na LInuxie i zdam sprawozdanie z przebiegu eksperymentu.

  23. 18 grudnia, 2015 at 16:02

    Czekamy z niecierpliwościa na pierwsze sprawozdranie z placu boju.

  24. Aspa
    18 grudnia, 2015 at 16:57

    Dziękuję, postaram się wywiązać z obietnicy :-). Przyznam, że decyzja o ‚ulinuxowieniu’ przyszła po – dosłownie – latach rozważań. W pracy ‚zinstytucjonalizowanej’ nadal będę pracował na MacOSX i pakiecie Adobe, ale prywatnie spróbuję w calości zaufać Pingwinowi. Przyznam, że sam jestem ciekawy efektów…

  25. KaCzKa
    18 grudnia, 2015 at 20:38

    Będę wdzięczny za jakieś info, bo faktycznie ten temat mnie interesuje. Na razie zajrzałem na tego LightWorksa stronę i widzę, że w darmowej wersji FullHD nie da rady, ale dobrze, że jest takie narzędzie, choćby płatne. Recenzja profesjonalisty może być interesująca.

  26. Aspa
    19 grudnia, 2015 at 10:25

    Darmowa wersja nie eksportuje do FHD, ma tez kilka innych ograniczeń istotnych z punktu widzenia produkcji TV czy filmowej na poziomie profesjonalnym, ale ma jedna ważną zaletę: narzędzia edycyjne działaja normalnie, więc można ściągnąć i sobie poćwiczyć uzysujac efekty w wystarczajacym do Netu HD720. Jak pisałem jest to o tyle ważne, że dla osób przesiadajacych się ze ‚standardu’ jakim jest Premiere Pro, Lightworks oferuje nico inną filozofię pracy i przesiadka ‚z marszu’ może być bolesna, zwlaszcza gdy robi się poważne zlecenie za pieniądze. Dla mnie ta nieco inna filozofia LIghtworksa to problem, bo mnie spowalnia, ale wierzę, że z czasem będę pracował w nim tak samo szybko, jak w Prmiere czy AfterEffect.
    Od kilku lat pracuję z dźwiękiem przy użyciu Adacity dla Windows i jestem bardzo zadowolony. Eksperymenty z Darktable (mam ćwiczebną instalację Linuxa do eksperymentow), RAW Therapee i GIMPem (te dwa ostatnie w wersji dla Windy) dają zachęcające rezultaty – znowu najsłabszym ogniwem workflow jestem ja z moimi przyzwyczajeniami z Lightrooma i PSa. Wartość Open Offica doceniłem już dawno, pisząc moją drugą prace magisterską pod tym pakietem – wtedy było z tym wiele problemów, mój promotor domagal się *.doc i jak go dostał po eksporcie, to wszystko się posypało. Dziś testuję LibreOffice w najnowszej wersji pod Windows i wygląda to dużo lepiej. Sam Linux jest tez dziś o wiele stabilniejszy i łatwiejszy w konfiguracji niż 15 lat temu powiedzmy (przynajmniej niektóre dystrybucje). Podsumowując – jeśli Lightworks w całkowicie linuxowym środowisku na wydajnym komputerze z najnowszymi podzespołami okaże się stabilny w perspektywie kilkumiesięcznych testów, pożegnam się z Windows definitywnie. Pełna wersja Lightworksa będzie i tak tańsza, niż 1,5 roku abonamentu na Premiere Pro, oszczędzę tez na abonamencie na Lightrooma i Photoshopa. Jesli dodac do tego cenę systemu, pakietu biurowego i paru innych narzedzi, których używam i mam dla nich otwarte zamienniki – zbierze się trochę kasy. Stać mnie, żeby ja wydać, ale zastanawiam się – po co?
    Podsumowując – będę relacjonował moje ‚odkrycia’, skoro kogoś to interesuje. Ale uprzedzam, że chwilę to potrwa zanim wyciągnę ostateczne wnioski 🙂

  27. KaCzKa
    19 grudnia, 2015 at 11:21

    Z LibreOfficem nie jest niestety różowo. jeżeli chodzi o Calca to wciąż kupujemy Excela, bo Calc nie daje rady w finansowych dokumentach, jakie moi klienci obsługują. Writer nieco lepiej, ale też można zapomnieć od docx. Również sam Writer, jeżeli pominąć nawet wymianę dokumentów, radzi sobie słabo np. z numeracją wierszy w tabelce (podstawa w dokumentach biurowych). Impress także ma dużo słabszy tryb prezentera niż PowerPoint, i nawet w banalnych prezentacjach brakuje nam PP.

    W bardziej zaawansowanej pracy znów we Writerze brakuje kopiowania stylów pomiędzy dokumentami. W OpenOffice są, a w Libre usunięto te możliwości niestety. No więc robi się problem, jak chcemy ujednolicić różne dokumenty.

  28. Aspa
    19 grudnia, 2015 at 11:49

    Zgadzam się, że nie każdy znajdzie w otwartym oprogramowaniu PEŁNE zamienniki tego, czego używa pod Windows. Zresztą podobny problem mieli do niedawna ci, którzy chcieli się przesiasć na sprzęt od Apple, tak przy okazji. Pozostaje też kwestia standardów – są ludzie i instytucj, które WYMAGAJA od współpracowników używania określonego softu i nie ma zmiłuj. Jeśli na przykład dostanę zlecenie na dokument, który mam zgodnie z umową nakręcić i tylko wstępnie poskładać a potem przekazać do ostatecznego montażu i postprodukcji do firmy parcującej w Premiere Pro/AfterEffect, to swój kawałek tez zrobię w produkcie Adobe, żeby uniknąć problemów. Na szczęście będe miał taką możliwość po przesiadce na Linuxa – w firmie, gdzie pracuję, rządzi Mac i Adobe 🙂
    Jednak dla bardzo wielu osob Linux i dostępne dla niego oprogramowanie zapewniają obecnie WSZYSTKO, czego im potrzeba. Ja wlasnie chyba osiągnąłem taki poziom: muszę pisac skrypty i scenariusze, robić prezentacje projektów i ukladac proste budżety producji – do tego Libre nada się bardzej niz doskonale, a klienci i współpracownicy dostaną wydruki albo PDFy. Projekty, ktore będę robił na Lightworksie to te, ktore mam oddac klientowi w wersji ostatecznej, albo do własnego portfolio.

  29. KaCzKa
    19 grudnia, 2015 at 11:59

    Moi klienci po przejściowym bumie Open/Libre Office migrują z powrotem na MSO. To zresztą widać od lat, bo OpenOffice.ux.pl i OpenOfficePL, które celowały w firmy też już są praktycznie martwe. A jak do tego dodać to, że wersja LibreOffice po polsku prawdopodobnie niedługo się skończy (brak jest tłumaczy i projekt jedzie na razie na dawnych tłumaczeniach, które coraz bardziej się rozjadą z czasem), to nawet nie staram się ludzi przekonywać do OO/LO.

  30. Aspa
    19 grudnia, 2015 at 12:28

    Mnie jest chyba łatwiej, bo działam w rzeczywistości anglojęzycznej… Ale zgadzam się, że w kwestiach lokalizacji i wsparcia różne kraje mogą oferować użytkownikom inne możliwości, więc nie uogólniam… Dla mnie osobiście na przykład często spotykany zarzut odnośnie dystybucji Linuxa czy jakiegokolwiek programu, że ‚spolszczenie nie jest doskonale lub go brak’ zwyczjnie nie ma znaczenia. Jednak na krajowym rynku może mieć wartość decydującą, podobnie jak dostępność dokumentacji w danym języku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »