przystajnik

Monthly Archives: Luty 2007

O co tyle krzyku

Zmienili prezesa TVP i od razu larum się podniosło. Krzykacze jak zawsze dopinają sprawie polityczne korzenie, a przecież wiadomo nie od dziś, że nowo wybrany prezes Andrzej Urbański to fachowiec, błyskotliwy manager, człowiek z wizją i klarownymi koncepcjami, niezakłóconymi wpływami osób trzecich. Z nieustępliwą stanowczością wniesie TVP na wyżyny profesjonalizmu i obiektywizmu. Jego dotychczasowa kariera pozwala jednoznacznie mieć tylko i wyłącznie optymistyczne nastawienie do jego osoby.

I wszystkiego mu najlepszego, tylko niech wrócą moje ulubione dobranocki.

ps. płaci ktoś jeszcze abonament za tefałpe ?

Mam drugą Japonię

Istnienie płyty Made in Japan ( anniversary edition ) ( 1972 ) przez długi czas odrzucałem, z racji mojego osobistego ‚takiego cuś’, które kazało mi w zaparte twierdzić, że nie lubię płyt koncertowych.
I na nic opinie o tej płycie, że to najlepszy zapis koncertu w historii hardrock’a, na nic zachwyty recenzentów wszelakich. Wszak sam wiem co dla mnie dobre.
Made in Japan
Ale przyszedł czas, że zaczęło mi na stojaczku przybywać coraz to więcej wersji live … A to Slade on Stage, a to Band of Gypsys. Powoli, lecz nieustępliwie topniał lodowy mur uporu, że jakościowo koncerty są beeee ( lecz nie wszystkie, rzecz jasna ).

I co w takim przypadku ? Ano, trzeba uzupełnić kolekcję o kanony. I tak oto zanabyłem rzeczone Made in Japan zagrane przez Deep Purple w 1972 na trzech koncertach w Japonii ( Osaka, Tokyo ). Jako, że to wydanie rocznicowe ( EMI, 1998 ), zawiera bonus w postaci dodatkowej płyty z trzema niepublikowanymi wcześniej nagraniami z koncertów ( Black Night, Speed King, Lucille ).
Zakup zbiegł się z wymianą kabli głośnikowych, zatem miałem doskonały pretekst, aby te kable ‚wygrzać’. Wiadomo nie od dziś, że kable wygrzewane szlachetną odmianą muzyki, same szlachetności nabywają.

Co tu wiele … Kto się spodziewa wirtuozerii i wysmakowania poważnych taktów muzyki klasycznej, trafił nie do tej sali koncertowej.
Mocne, zaostrzone riffy, siła, pot, energia, stanowczość rytmu, żywioł publiki – to wszystko jest na tych płytach !
A te parady gitarowe ( 12sto minutowe Child in Time ! 19sto minutowe Space Truckin’ ! ), perkusyjne ( The Mule ). Publice pozostaje żywiołowo wrzeszczeć do wtóru smagnięć muzyki która zostawia purpurowe smugi na duszy. Całość zdecydowanie szybsza niż wersje utworów z materiałów studyjnych, obdarzona większą chęcią ‚dokopania’. Do tego upstrzone urozmaiceniem riffów, czy niektórych taktów ( czy zmieniono początek Smoke on The Water specjalnie, czy z wrażenia trzeba było improwizować ? ). Płyta wypuszczona z głośników z odpowiednim namaszczeniem mocy, rozpala w pomieszczeniu ogień, który jest w stanie sparzyć największego flegmatyka i spazmami uderzeń energii rzucać nim o ścianę. Człowiek chce, człowiek musi, rytuał musi trwać zgodnie z założeniami mistrzów purpury.

I tak to się ładuje bateryjki w smętne dni niby-zimy.

Nie dla psa film

Wyczytałem sobie na stronach, że nowy polski film Świadek koronny jest do obejrzenia w sieci ! Kupujesz bilet za pomocą SMS i jedziesz z oglądaniem. Ponieważ poczułem się w obowiązku wesprzeć polską kinematografię ( do kina ciężko mi się wpasować z terminami ), już miałem słać tego sms’a, lecz … zerknąłem na wymagania które determinują czy mój bilet będzie ważny. I jak to w bajkach bywa, jest królewna do uratowania, ale na takiej wysokiej górze, a ja bez lin i haków … A dokładniej bez IE w wersji co najmniej 5.0 oraz wiodącego systemu w wersji w XP/2000 lub nowszego.

Mógłbym protestować, ale … film pewnie i tak nie wybija się poza przeciętną jakość ostatnich polskich produkcji, a i ja za stary już na grandy jestem. Jeszcze by mnie milicja jak tych ekologów na świecznik wzięła 🙂

Książkę se poczytam …

O likwidacji WSI

Wszyscy tym żyją, posypały się już oskarżenia, pomówienia, pierwsze pozwy do sądu, itp.
Chyba jak większość rozsądnie myślących, uważam, że ujawnianie tajemnic państwowych, lub przesłanek umożliwiających dojście po nitce do interesów polskich służb wywiadowczych to przejaw chęci smarkacza do zaistnienia w błysku flaszy.
Tylko ludzie o kompletnym braku zrozumienia istoty działania, istnienia i charakteru służb wywiadowczych państwa, wypuszczają na światło dzienne dokonania, agentów, nazwy placówek, itp itd.

I tyle, bo od jakiegoś czasu mam nieżyt nosa, co uniemożliwia mi prychanie z rozdrażnieniem i dezaprobatą 🙂

Czy prostsze znaczy łatwiejsze ?

Znowu się Linus pokłócił z panami od Gnome. Korzenie tej sprzeczki sięgają stwierdzenia ‚If you think your users are idiots, only idiots will use’ ( to o użytkowaniu Gnome ) i nawoływaniu Linusa, aby ludzie przesiadali się na KDE. O co poszło ? A o to, że twórcy Gnome tak mocno trzymają się zasady prostoty interfejsu i środowiska, że ograniczają tak bardzo użytkowników, iż jest to nie do zniesienia. Innymi słowy, KDE ze swoimi opcjami, przełącznikami, możliwością ustawiania wszystkiego i wszędzie jest lepsze.

Druga część tego sporo rozgorzała na nowo po tym, jak Linus podesłał developerom patch’e, aby Gnome zachowywało się tak jak on lubi ( w myśl zasady – ‚chcesz mieć fajny program, napisz se go sam’ ). Są przesłanki, że patch’e nie zostaną dołączone do Gnome.

(…) GNOME apologists don’t say „please send us patches”. No. They basically make it clear that they aren’t even *interested* in fixing things, because their dear old Mum isn’t interested in the feature. (…)

I awantura gotowa.

Swoją drogą, ci którzy narzekają, że KDE jest przeładowane opcjami, zapraszam do opanowania Gnome za pomocą Gconf’a – paskudne narzędzie przywołujące na myśl regedit z wiodącego systemu. Zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku personalizacja ustawień potrafi być morderczo wyczerpująca i zniechęcająca. Nie zawsze podejście developerów jest przeszkodą, czy też narzędzia, lub ich brak. Środowiska graficzne bardzo zmutowały od czasów TOS’a i Workbench’a i teraz możliwość modelowania każdego ze składników GUI jest nie do ogarnięcia przez zwykłego użytkownika. Udostępnianie ‚wszystkiego do przestawiania’ uważam za zbędne zawracanie głowy. Ktoś zaawansowany i bez narzędzi sobie w systemie ustawi to co mu odpowiada. Ktoś mniej zaawansowany poryczy się przed mnogością opcji.

Dlatego lubię prostotę. Lubię XFCE 🙂

Zabawy dorosłego człowieka

Stało się. Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi. Opierałem się, walczyłem, tłumaczyłem sobie – ‚na co ci to’. Ale po trafieniu na okazję – promocję w internecie, nie mogłem oprzeć się pokusie i kupiłem nowe kable głośnikowe do moich wafli.
W zasadzie to szukałem uczciwego konektorka analogowego, żeby zlikwidować światełko i podwójną konwersję sygnału z cyfrowego na analogowy. Ale tak się stało, że trafiłem na wyprzedaż resztek magazynowych kabli QED X-Tube 350 … To poległem i zamówiłem. Do kompletu z interkonektorem Black Rhodium Rhytm.

QED’y wyglądają uczciwie – choć wierzchnia biała izolacja mogła by być innego koloru. Na pewno nie są tak ładne jak kable Moonwalk popełnione przez Audionova ( które też brałem pod uwagę ), ale nie wygląda świadczy o kablach.
Z racji konstrukcji, X-tube to dość sztywne dranie. Choć rurka wewnątrz kabla jest giętka, całość konstrukcji sprawia, że wpasowanie kabla do zacisku przy amplitunerze chwilkę potrwało. Tym bardziej, że kolumny podłączam bi-wiring’iem, więc musiałem się podwójnie mordować z wciskaniem drucików w zaciski ( akurat przy moim Denonie ten element mógłbym zostać jakoś sprawniej zaprojektowany – choć kto przewidział, że znajdzie się ktoś taki jak ja i tyle kabli będzie tam chciał wpinać ).
Black Rhodium wyglądają mniej uczciwie – tzn. wtyczki są miodne – masywne, ładne i dobre jakościowo. Ale samo umocowanie na kablu ma nikczemny wygląd – mam wrażenie, jakby kabel można było w każdej chwili wyrwać.

Koniec końców, podłączyłem wszystko i … Musiałem sobie odpuścić testowanie, bo była noc. Ale za to na drugi dzień …

Na początek postanowiłem sprawdzić czy sreberko w kablach coś dało ( wcześniej miałem plecionkę firmy Jentzen, sama miedź beztlenowa ). Rozpocząłem od lekkiego i zwiewnego repertuaru – Andreas Vollenwieder i White Winds. Cóż – wrażanie jakby scena nieco się wysunęła ku przodowi, system doskonale sobie radził z umiejscowieniem harfy, ale brakło kropki nad ‚i’ w całości. Wyrwałem z półeczki nagraną słabo płytkę RainbowLong Live Rock’n’Roll. Pamiętałem, że dźwięk był na tej płycie taki pudełkowy. Włączyłem i … Cóż – czym ja się łudziłem, że kable poprawią nagranie ? Wróciłem do wyrafinowanych akustycznie płyt i po chwili odezwali się Jimmy i Robert z No Quarter. Ooo. To już coś. Scena przede mną, z prawej strony Jimmy trącający struny, wokal na równi z zespołem. Doskonale wypadł ‚The Truth Explodes‚, duszny i zatłoczony od dryfującej na granicy gitarze. Kable i głośniki znakomicie usidliły dźwięk i system ani się nie zająknął. Tak jak i przy innych kawałkach, gdzie poprzednio miałem wrażenie, że niskotonowe głośniki odtwarzają wysokie tony na pograniczu trzasku. Instrumenty ze środkowo-wschodniego wsparcia wybrzmiewały idealnie, czuło się każde trącenie struny, żaden instrument nie wyrywał się przed scenę.
Rozochocony chciałem sprawdzić, jak będzie z nieco bardziej hałaśliwym materiałem. Wybrałem do tego celu doskonałą płytę Aerosmith, Honkin’ on Bobo. I już po chwili Tyler wrzeszczał z głośników, a dynamiczne kawałki wprawiały w drżenie każdy mebel w pokoju. To było coś, ostre gitary w wysokich partiach miały swoje miejsce, basy i perkusja nie ginęły, scena w przodzie ( choć na poprzedniej konfiguracji też nie było źle ). To zapewne też kwestia doskonale nagranego materiału.

A na koniec przyszedł pan Hendrix i ‚Machine Gun‚ z Band of Gypsys zdemolowało mnie, pokój i sprzęt 🙂

Reasumując – kable nie są jeszcze wygrzane, na pewno dużo słychać tutaj poprawy z racji wymiany interkonektora na analogowy, ale … Scena się poprawiła, góra pokazuje swoje możliwości. Dół bez zmian – ale jako że fanem dudniącego umpa umpa nie jestem, to mi akurat odpowiada. Amplituner jak zawsze grał w trybie Direct – bez podciągania basów i wysokich tonów.

Ależ mi się takie eksperymenty spodobały. Co dalej ? Pewnie wymiana amplitunera na wzmacniacz stereo – kino domowe to nie jest to co używam codziennie ( poza tym, z dwoma kolumnami ? ). Gdyby zatem był ktoś zainteresowany kupnem Denon’a 1705 w stanie sklepowym ( sprzęt ma niecałe 2 lata ), to zapraszam. Sprzęt wypieszczony, wychuchany, traktowany jak dobre domowe bóstwo, któremu trzeba zapewnić dobre miejsce i szacunek połączony z troską 🙂

Pożycz nam swojej emerytury na aktualizację

… czyli ZUS ogłasza przetarg nieograniczony na „Dostawę oprogramowania dla stacji roboczych wraz z opieką serwisową”.

ZUS to duża firma, zatem cyt. 20.000 sztuk oprogramowania biurowego Microsoft Office 2003 PL w wersji Standard oraz 5.000 sztuk oprogramowania biurowego Microsoft Office 2003 PL w wersji Professional lub równoważnych, oraz cyt. uaktualnianie systemu operacyjnego Microsoft Windows, do wersji najbardziej aktualnej, przez okres 36 miesięcy dla 25.000 sztuk stacji roboczych z zainstalowanym oprogramowaniem. Już wiesz na co pójdą twoje pieniążki przymusowo odbierane Ci przez ZUS co miesiąc ?

Fakt, nie można ująć nic twierdzeniom, że przy takiej skali i rozmiarach biurokracji jakie prezentuje ZUS, przesiada z jednego systemu na drugi to niemal samobójstwo. Ale czy widzicie gdzieś tutaj chęć zaoszczędzenia pieniędzy ? Bo ja, nawet przy dobrej woli, nie widzę tu nic takiego. Może ktoś przygotuje alternatywny kosztorys – wariant przejścia na Linuksa, wariant użycia OpenOffice zamiast MS Office. Nie twierdzę, że na początku kwoty nie będą zbliżone. Wszak sama instalacja to nie wszystko – gdzie szkolenie kadry, itp. Ale późniejsze aktualizacje, zmiany wersji, oszczędności wynikające z obsługi ?

Może jestem zbyt wielkim pasjonatom systemów alternatywnych, a może po prostu doświadczenie pokazuje mi, że w kilku miejscach gdzie zainstalowałem i wdrożyłem Linuksa, od niemal roku ( i więcej ) nie wiem, że tam są komputery i ludzie na nich pracują ?

Instalacja Visty w trzech ( czterech ? ) ruchach

Niektórzy zapewne krzykną – oszołom rzucający kłody pod nogi Postępowi !
Ale nie to, żebym osobiście miał coś do nowego systemu MS Vista. Nie znam człowie… systemu. Nie instalowałem, nie widziałem, nie zamierzam. Życie na pewno zweryfikuje mój upór i tak czy siak u kogoś się w końcu zetknę z tym systemem.
Ale nie o tym rzecz – oto krótki film instruktażowy, które podrzucił mi Przemas. Jak najprościej ( autor chwali się, że w dwie minuty ), zainstalować system MS Vista :

[ev type=”youtube” data=”FVbf9tOGwno” height=”337″][/ev]

No ujęło mnie to za skrawek mojego serduszka. Jakie to realne, jakie oczywiste.

Dla tych co zapominają

Niestety – człowiek się starzeje, lecytyna i inne cuda medycyny naturalnej nie pomagają, co tu wiele dywagować – trzeba ratunku szukać.
Jakiś czas temu szukałem czegoś takiego co mi ładnie przypomni, że coś miałem zrobić, itp. Najlepiej w formie ‚naklejek’ na pulpit. Wiem, są przeróżne PIM’y ale z tych co próbowałem i warte wspomnienia …
Tomboy – w Mono … brrrr…
Orage – nie ma karteczek na pulpicie.

Poza tym, nie chce mi się przez minutę konfigurować jakiegoś wydarzenia – wolę kliknąć, wpisać co ma kiedyś być i niech sobie siedzi ten tekst mi przed oczętami. Taki typ ze mnie.

No i wybawieniem okazała się mała pchełka o nazwie Xpad. Program robi dokładnie to czego potrzebuję – umożliwia przyklejenie karteczki na pulpit. Każda karteczka może zawierać inną informacje, mieć inny kolor, położenie, itp. Jest możliwość ściągnięcia z karteczki dekoracji okna, zatem wtapia się ładnie w tło. Jedyne co mi brakuje – to przeźroczystość. Ale poza tym, program doskonale spełnia rolę upierdliwego przypominacza 🙂

Serce rośnie

A to za sprawą informacji o wykonaniu cover’ów zespołu Kraftwerk za pomocą … a poczytajcie sami tutaj.

Niestety, później nie jest już tak entuzjastycznie. Kawałków można posłuchać online, aby je posiąść, należy je kupić. Niby normalna sprawa. 🙂

TRACKLIST
01. Bacalao – The Robots (Die Roboter) – Switzerland
02. Glomag – Pocket Calculator – USA
03. Covox – Computer Love – Sweden
04. Role Model – Showroom Dummies – Sweden
05. Nullsleep – The Model – USA
06. David E. Sugar – Radioactivity – UK
07. Oliver Wittchow – Kristallo – Germany
08. 8-Bit Weapon – Spacelab – USA
09. firestARTer – Computer World (Computerwelt) – Germany
10. Neotericz – Electric Café – Argentina
11. Receptors – Trans-Europe Express – USA
12. Herbert Weixelbaum – Tanzmusik – Austria
13. Bubblyfish – It’s More Fun To Compute – USA
14. Bit Shifter – Antenna – USA
15. gwEm and Counter Reset – The Man-Machine (Die Mensch-Maschine) – UK

Bywalcy niektórych miejsc niektóre ksywy na pewno skojarzą 🙂

Słowiański sport narodowy

Nie od dziś wiadomo, że piłka ręczna to nasz sport narodowy – dlatego dziwię się, że zainteresowanie tą dziedziną sportu rośnie dopiero wtedy, gdy naszej drużynie udaje się awansować do finałów Mistrzostw Świata. Po meczu-spacerku z Danią ( 36:33 dla Polski, bagatela, dwie dogrywki ), czeka nas rozgrzewka z Niemcami. O złoto.

Sport to fascynująca sprawa. Człowiek potrafi wysiedzieć kilkadziesiąt minut przed TV i dopingować, a z zasad rozgrywki rozumiejąc tylko moment, gdy piłka wpada do siatki.

Zasady nie ważne, istotne, że gramy o złoto !

Translate »