przystajnik

Archiwum tagów la projekt

Brzydkie kaczątko Mapivi 1.1

Tak jak świat nie jest czarno – biały, tak nie każdy fotograf opiera swój warsztat pracy o kadry zaszyte w RAW. Dla wielu osób wystarczające się pliki jpeg wypluwane przez jego aparat. Taki tok rozumowania przyświecał zapewne twórcy programu Mapivi, który pod niekonwencjonalnym wizualnie interfejsem Tk skrywa funkcje menadżera zdjęć, edytora tagów Exif i IPTC, zarządcy plików i edytora graficznego pierwszego kontaktu.

Animatron – twórz, animuj, udostępniaj

Przez cała lata jednym z wiodących argumentów przeciwników pełniejszego wykorzystywania Linuksa był brak na nasz system edytora animacji Macromedia Flash, potem Adobe Flash Professional CC a obecnie Adobe Animate CC. To przez to Linux nie zdążył na pociąg z napisem „cały świat kocha i tworzy technologię Flash”. Utarło się, że wszyscy twórcy i artyści omijali Linuksa szerokim łukiem (nawet, jeśli wiedzieli o jego istnieniu), gdyż najzwyczajniej na ten system nie było oprogramowania współczesnego światowym trendom. Niemniej lata mijają, a wyłażące z Flasha w każdy niemal dzień dziury i zagrożenia bezpieczeństwa sugerują rozejrzenie się za następcą. Tak, słusznie zauważyliście – mamy HTML5. A co z oprogramowaniem, które łatwo i przyjemnie pozwoli nam na wykorzystanie możliwości HTML5 w zakresie animacji? W dość nieoczekiwanej formie, ale jednak jest – choćby Animatron.

Vivaldi Beta 2 – przeglądarka na jaką czekacie

Jeżeli po przeglądarce stron WWW oczekujecie szybkości, nowoczesności i ogromu opcji umożliwiających niebagatelną personalizację, to Vivaldi może stać się spełnieniem takich zachcianek. Projekt który zainicjował Jon Stephenson von Tetzchner, ojciec założyciel Opera Software, to odnowienie pro-społecznej misji tego typu oprogramowania. Ma to być produkt „dla nas i naszych przyjaciół”, z użytkownikiem na pierwszym miejscu. Właśnie doczekaliśmy się wydania Vivaldi Beta 2, więc łatwo sprawdzić, na ile słowa twórców pokrywają się z rzeczywistością.

Dziady w wersji opensource – przygarnij zombiaka

Miesiąc listopad czy tego chcemy czy nie, siłą sugestii otoczenia zmusza nas do mimowolnych i nawet krótkich, ale jednak – wspomnień. Wspominać można też projekty opensource które przez ostatni rok nie zdołały utrzymać się na powierzchni zainteresowania społeczności i deweloperów. Choć świat przyjął gruboskórne kryterium oceny ich przydatności („jeżeli ktoś by tego chciał używać, to by program był rozwijany nadal”), to jednak przeciętny użytkownik nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie bogactwo może się kryć w opuszczonych projektach. Nie mówiąc już o deweloperach, którzy zamiast wymyślać koło na nowo mogliby podjąć czyjeś wcześniejsze efekty pracy i doprowadzić je do świetności. I to właśnie z inicjatywą ożywiania porzuconych projektów wyszedł ostatnio Jono Bacon (tak, to ten człowiek pracujący onegdaj dla Canonical). Okazuje się, że nie on jeden.

SourceForge sam przeciw sobie

sourceforge

Trwa exodus projektów z popularnego serwisu SourceForge. A przynajmniej może się zacząć na kanwie ostatnich doniesień i zachowań ekipy odpowiedzialnej za popularny system zarządzania i kontroli projektów. Poszło jak zwykle o pieniądze, które serwis generował za pomocą wyświetlanych reklam. Problem w tym, że niektórzy reklamodawcy przejęli kontrolę nad „kliknięciami” pozwalającymi pobrać instalator niektórych programów, a i same „prawdziwe” instalatory dla wiodącego systemu SourceForge opakowuje w śmieciowe dodatki, które łatwo przeoczyć podczas instalacji. Pierwszy problem SourceForge przyjęło na siebie i uruchomiło kampanię BlockThis, która ma wyeliminować z grona reklamodawców tych, których reklamy wprowadzają w błąd użytkowników. Drugi problem może i byłby do przełknięcia (w końcu uderza tylko w użytkowników wiodącego systemu), gdyby nie troskliwość SourceForge i przejmowanie opuszczonych projektów.

Evolve OS nie może być OS

Choć dzień śmiesznych lub głupich żartów już za nami, to jednak nie wszystkie z nich chcą zniknąć z naszej rzeczywistości. Niestety, twórcy Evolve OS z koperty i listu jaki otrzymał nie wyskoczył pajacyk z okrzykiem „prima aprilis”, lecz notka nawołująca do zmiany nazwy projektu, z racji naruszenia przez nią znaku towarowego zastrzeżonego w Wielkiej Brytanii. I nie chodzi bynajmniej o samo Evolve, a o szeroko używany dodatek OS.

Bezcenne GPG

wernerkoch

Po ostatnich doniesieniach w sprawie GPG chciałoby się zacytować wieszcza: „Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił”. Gdy Werner Koch, jedyny (niemal) programista stojący za rozwojem masowo używanego i krytycznego w obecnych czasach szyfrowania danych GPG opublikował wyniki finansowe projektu oraz kwoty potrzebne do jego kontynuowania, wolny świat zadrżał. Zrozumiano bowiem na jak cienkim włosku wisi przyszłość bezpieczeństwa naszych danych, korespondencji, itp. Niemiecki programista od 1997 roku rozwija projekt własnym sumptem, od czasu do czasu zatrudniając do pomocy dodatkowego dewelopera (odpowiedzialnego głównie za wersję dla Windowsa). Ostatnimi czasy Werner może liczyć na 25 tys. dolarów dochodu, mając na utrzymaniu rodzinę i poświęcając cały swój zawodowy czas na rozwój GPG.

Projekt Devuan – bo zupa była za słona

Na naszych oczach odbywa się exodus deweloperów Debiana, uciekających lub odżegnujących się od tej popularnej dystrybucji. Wszystko za sprawą podjętych zmian, które w miejsce leciwego sysvinit lub Upstarta implementują w Debianie nowoczesny systemd. Wielu osobom nie podoba się kompleksowy i zaborczy charakter systemd – stara się on integrować wszystkie usługi, logi przetrzymuje w binarnym formacie i zrywa z odwieczną zasadą – jeden program do jednego zadania. Chociaż dla naszych systemów biurkowych systemd sprawdza się lepiej i wydajniej, to jednak niesmak pozostaje. Devuan jest odpowiedzią  Veteran Unix Admins na niegodziwe deptanie tradycji i jest pozbawionym nieszczęsnego systemd forkiem Debiana.

Ubuntu w lodowej krainie

Nie tak nie cieszy fanów Linuksa jak wyszukiwanie i dopatrywanie się śladów bytności sfory pingwinów w przeróżnych ciekawych miejscach. Choćby miały to być zwykłe wagi sklepowe z bootującym się Linuksem po aktualizacji cen, billboardy, filmy i seriale, kiosk Nintendo i wiele, wiele innych mniej lub bardziej oczywistych zastosowań. Dlatego może dziwić lub nie pojawienie się Ubuntu w opublikowanym przez NASA sprawozdaniu z jednego z ich projektów badawczych.

Lud pragnie Windows 9 takiego jak Ubuntu?

Choć tematyka dotykająca wyrobów Microsoftu i samego Windowsa nie jest czymś ekscytującym, to z pewnością ciekawie wygląda eksperyment przeprowadzony na żywej tkance użytkowników, którzy zostali przez korporacje przymuszeni do nauki na nowo zasad obsługi systemu operacyjnego w wydaniu Windows 8. I to za ich pieniądze. Ale okazuje się, że tłumy konsumentów mają swoje uzasadnione potrzeby i w oczekiwaniu na Windows 9 który ma być wybawieniem od nieproduktywnego Windows 8, podsuwają gigantowi z Redmont pomysł, jak powinna kolejna wersja Windowsa wyglądać. Najbardziej do tego zadania przyłożył się Ondřej Zástěra, który nieświadomie stworzył działającą makietę, będącą… Krzyżówką Ubuntu z Windowsem.

Ufunduj komuś gwiazdkę – Orca na Indiegogo.com

indiegogo_logoPodczas gdy większość z nas beztrosko rozsiada się przed komputerem po pracy i oddaje się czytaniu tego, co internet naprodukował, osoby niewidome lub niedowidzące na taką przyjemność muszą wydać średnio $1000 za kopię programu wspomagającego czytanie. Biorąc pod uwagę, że 90% osób dotkniętych takim problemem pochodzi z krajów rozwijających się, a w samych Stanach Zjednoczonych 80% niewidomych jednocześnie zasila szeregi bezrobotnych, oczywistym jest, że stosunkowo niewielu jest stać na drogie rozwiązania komercyjne. Dlatego podczas obecnie trwającego festiwalu konsumpcyjnej rozpusty, zastanówmy się, czy koniecznie musimy kupić w galerii handlowej kolejną bezużyteczną błahostkę. Czy nie lepiej wesprzeć tymi pieniędzmi dalszy rozwój projektu Orca, czyli elektronicznego lektora recytującego treści na ekranie. Zbiórkę pieniędzy na ten cel ogłoszono na indiegogo.com.

Linux Voice – głos ludu

LinuxVoice_logo Na indiegogo.com ziszcza się kolejny ciekawy projekt, który za cel postawił sobie stworzenie nowej jakości w formie nowego czasopisma o Linuksie. Może papierowy magazyn (dostępny także w wersji pdf) w dzisiejszych czasach brzmi mało interesująco, lecz to co czyni Linux Voice wyjątkowym, to ekipa sprawcza oraz założenia całego projektu. Np. czytelnicy będą mogli wskazać projekt opensource, na rozbudowę którego zostanie przekazane 50% wpływów ze sprzedaży pisma. Linux Voice chce w ten sposób objąć też mecenat nad wybranymi deweloperami, organizowanymi spotkaniami, itp. Mało tego, materiały opublikowane w piśmie po 9 miesiącach zostaną udostępnione społeczności na licencji Creative Common (CC-BY-SA). Taka oferta z pewnością wyda się ciekawa wszystkim anglojęzycznym czytelnikom a obecny stan zbiórki wskazuje na to, że inicjatywa się powiedzie.

Translate »