przystajnik

Archiwum tagów la odtwarzacz

Powrót zucha – DeaDBeeF 1.8.1

Najmilsza chwila poranka? Kiedy wśród porannych aktualizacji zauważamy nową wersję ulubionego programu. A co może być milszego, niż powrót do żywych projektu co do którego straciliśmy już nadzieję na aktualizację? Projekt DeaDBeeF po raz ostatni wydał nową wersję trzy lata temu. Ten przesympatyczny odtwarzacz audio aż do teraz pogrążył się w pozornym stanie odrętwienia.

Dobrze wysmażony DeaDBeeF 0.7.0

deadbeef

Nic tak nie umila ciężkiej pracy jak miła muzyka sącząca się z głośników. A jak muzyka, to tylko z jakiegoś ciekawego odtwarzacza. Na ich wybór w Linuksie nie możemy narzekać – mamy odtwarzacze małe, duże, kolorowe, mono, tekstowe, zarządzające naszą kolekcją, itp. Jednak to co wyróżnia niepozornego DeaDBeeF to jego nazwa i minimalistyczna forma. Niemal półtora roku zajęło autorowi pokonanie granicy pomiędzy wersją 0.6.2 a aktualną 0.7.0. Program jest lekki, z bogatą kolekcją wtyczek, potrafi odtwarzać niemal wszystko (nawet chiptune’y!) i jedyne czego może nam brakować to nieco bardziej sugestywnej obsługi streamingów (np. radia, SoundCloud).

Sayonara 0.7.1 – dla minimalistów chcących więcej

sayonara

Chociaż odtwarzaczy audio dla Linuksa jest całe mnóstwo i jeszcze więcej, to miło od czasu do czasu natrafić na dzieło, którego głównym założeniem jest minimalizm, oszczędność zasobów oraz dbałość o odpowiednie proporcje formy do treści. Wśród przeróżnych projektów mamy zatem odtwarzacze „duże”, obarczone poważnymi funkcjami ale i w zamian żądające sporo zasobów, jak też małe pchełki które niewiele robią i niewiele wymagają. Sayonara 0.7.1 podchodzi do kwestii odtwarzania mediów z elegancją – nie jest kombajnem, nie jest też prosty grajkiem mp3, a liczba jego funkcji może zadowolić również tych bardziej wybrednych użytkowników.

Terminal pogryzł człowieka: mp3blaster

Jeżeli wyłączyć by dzwonek systemowy, to wymowna czerń terminala zamyka nas w swoich odmętach otaczając nas wzorową próżnią. Nie dobiegają z niej (czeluści tekstowej krainy) żadne odgłosy. Ale jest to stan złudny. Wystarczy odpowiedni program, by horyzont upstrzony tekstem wybuchł feerią dźwięków, zachęcających nas do wytężonych działań, lub trwania na bezdechu w oczekiwaniu zakończenie kompilacji. Takim typowym rozpraszaczem ciszy może być np. mp3blaster. Program z tradycjami i filozofią działania niepodlegającą modnym trendom.

Terminal pogryzł człowieka: TermRecord

Czasami ciekawe rozwiązania znajdziemy w równie nieoczekiwanych miejscach, co samo działanie tychże. A przyznacie chyba, że efektowny i odtwarzany w przeglądarce screencast z pracy w terminalu to rzecz na miarę czasów. Oczywiście bez żadnego uciekania się do szeroko pojętych multimediów – TermRecord, bo to o nim mowa, generuje zgrabny plik .html, który możemy rozpowszechniać bez obaw, że ktoś nie będzie miał kodeków do jego odtworzenia. Plik .html zawiera w sobie zaszyty zapis sesji terminalowej w postaci danych interpretowanych przez Javascript. Na dodatek, wygląda to równie dobrze, jak brzmi i tylko może zdziwić sposób instalacji.

Translate »