przystajnik

Archiwum tagów la kurs

Fotograf z Linuksem u szyi i aparatem na biurku #5

To już ostatnia część cyklu, który ma przybliżyć zorganizowaną formę pracy nad zdjęciami na Linuksie. Zobaczyliśmy do tej pory całkiem sporo narzędzi automatyzujących wiele czynności wykonywanych na co dzień podczas przenoszenia zdjęć z aparatu na komputer. Poprawnie je opisaliśmy lub skatalogowaliśmy, według uznania i gustu przekonwertowaliśmy je z formatu RAW w celu późniejszego i ewentualnego retuszu. Nim jednak pochylimy się nad problemem publikacji efektów naszej pracy, musi nastąpić małe sprostowanie. W poprzednim odcinku dotyczącym edytorów rastrowych do obróbki grafiki, ogromnym faux pas z mojej strony było pominięcie błyskawicznie rozwijającego się ostatnimi czasy edytora Krita.

Fotograf z Linuksem u szyi i aparatem na biurku #4

gimp291

Jeszcze na przełomie wieków, gdy nielicznym zaczęła kiełkować w głowach zuchwała koncepcja wykorzystywania Linuksa do wszelakiej działalności związanej z obróbką zdjęć, jedynym rozwinięciem tej myśli była edycja obrazu w dedykowanym edytorze rastrowym. Na owe czasy była to jedyna słuszna droga, na dodatek fotografia cyfrowa nie reprezentowała jeszcze zaawansowanego poziomu technologicznego – to i wymagania były niewielkie. Z czasem ilość megapikseli rosła, podobnie jak jakość i dokładność obrazu i wtedy na scenę wkroczyły wyrafinowane konwertery RAW – o których już wiemy co nieco. Niemniej, pozwalają one na ogólne przeobrażenia obrazu (no może poza Darktable, Aftershot Pro i LightZone, które działają też na regionach) i niekiedy bez dodatkowego retuszu w innym edytorze ani rusz. Co więcej, dla wielu osób to nadal najwygodniejsze (bo najlepiej poznane) narzędzia do obróbki.

Fotograf z Linuksem u szyi i aparatem na biurku #3

aftershotpro

W poprzednich odcinkach zadbaliśmy o odpowiednią kalibrację monitora i sprawnie przerzuciliśmy kadry z nośnika na nasz komputer, by wstępnie nadać im opisy i tagi IPTC. Choć organizowanie i zawiadywanie kolekcją zdjęć to żmudne zajęcie, warto tego dopilnować by nie utonąć w nieprzebranych stosach nieposortowanych cyfrowych obrazów. Z drugiej strony znam osobiście osoby, które tysiące zdjęć przechowują wg. uproszczonej formuły katalogów z nazwą imprezy i datą i jedyne czym się wspomagają, to system ocen w edytorach RAW. Otóż to, edytory – nadszedł bowiem czas na przegląd tego, co ma do zaoferowania Linux na etapie wywoływania w cyfrowej ciemni surówki z naszej matrycy.

Fotograf z Linuksem u szyi i aparatem na biurku #2

rapidphoto

Jaką drogę obrać, by sprawnie i wydajnie przetwarzać setki a nawet tysiące kadrów które znosimy na kartach pamięci przed ołtarz naszej cyfrowej ciemni? Każdy ma na to jakiś swój sposób, jednak w celu uogólnienia i opisania hipotetycznych etapów jakie muszą przejść zdjęcia, można przyjąć, że taki materiał najpierw kopiujemy z nośnika, nadajemy wstępny opis i tagi, oceniamy i kwalifikujemy kadry RAW do wywołania i je wywołujemy, dokonujemy dalszego retuszu wyeksportowanych plików tiff/jpeg/png (inne?) lub uskuteczniam techniki specjalne. A na koniec zdjęcia publikujemy. Niektóre z tych kroków mogą się zawierać w jednym programie, niektóre możemy pomijać ze względu na specyfikę naszych zdjęć (np. format jpeg) i dla każdego z nas co innego będzie priorytetem. Niemniej, każdemu z tych zadań służy jakimś dedykowany program lub nawet programy o różnym stopniu skomplikowania – w zależności jak bardzo chcemy się poświęcić konkretnemu etapowi.

Fotograf z Linuksem u szyi i aparatem na biurku #1

linuxdesktop

Chwila mojego osobistego rozliczenia się z wykorzystywania Linuksa do fotografii musiała kiedyś nastąpić. To niebywałe, ile rzeczy w naszym życiu robimy tak jak inni chcą żebyśmy robili. Czy to na wskutek cywilizacyjnego pośpiechu, czy też niewiedzy dajemy się mamić marketingowym zapewnieniom i reklamie społecznościowej, lądując w tyglu masowych odbiorców jedynych i słusznych rozwiązań. W zbiorowej świadomości kulturowej na trwałe wyryły się już etykiety przyczepiane konkretnym produktom i programom, a praktykujący artyści z aparatem fotograficznym w dłoni znają tę mantrę doskonale.

Bezpłatny kurs Linuksa na edX

Na naukę nigdy za późno, nauka to potęgi klucz i inne komunały nie były nigdy bardziej aktualne niż teraz, gdy Linux Foundation zaoferowało bezpłatnie jeden ze swoich kursów – Introduction to Linux (Wprowadzenie do Linuksa). Kurs rozpoczyna się 1 sierpnia 2014 na platformie edX i jedynym wymogiem aby w nim uczestniczyć jest jako taka znajomość języka angielskiego oraz zainstalowana na komputerza jedna z dystrybucji. Tak, to są dwa warunki – ale Linuksa przecież już wszyscy mamy zainstalowanego, prawda?

Translate »