przystajnik

Linux – 25 lat bez wytchnienia

25 lat temu nikt zapewne nie spodziewał się jakim doniosłym dla ludzkości projektem okaże się inicjatywa młodego Linusa Torvaldsa. W 1991 roku, 25 sierpnia, wysłał on na grupę dyskusyjną użytkowników systemu Minix informację następującej treści: „I’m doing a (free) operating system (just a hobby, won’t be big and professional like gnu) for 386(486) AT clones”. I lawina ruszyła.

slack_imgs.comTen niewielki i nieprofesjonalny projekt powstał pod wpływem inspiracji wspomnianym Miniksem i w pewnym okresie historii pojawiły się nawet zarzuty, że stanowi nieautoryzowaną kopię swojego protoplasty. Jednak Linuksa w obronę wziął sam twórca Miniksa, Andrew S. Tanenbaum a klasyką gatunku stała się debata Linusa i Andrew o wyższości mikro kerneli nad kernelami monolitycznymi. Tak czy owak, koncepcja wspólnego rozwoju udostępnionych przez Linusa źródeł systemu operacyjnego zachwyciła deweloperów na całym świecie i zachwyca do dnia dzisiejszego. Opensource stało się jednocześnie ostatnim bastionem bezinteresownej kooperacji międzyludzkiej i przykładem, jak wiele można zdziałać w sposób w jaki zbudowała się potęga naszego gatunku. Jednak obecnie zmienił się układ sił i wkładu w rozbudowę i udoskonalanie kernela. Dzisiaj niezależni deweloperzy stanowią zaledwie 7,7% ekipy zaangażowanej w tworzenie Linuksa. Po prostu każdy kto wykazuje umiejętności pracy nad kernelem bez większych problemów znajduje zatrudnienie w jednej z wielu firm, których rozwój uzależniony jest od rozwoju Linuksa. Tutaj w czołówce są Intel, Red Hat, Linario, Samsung, SUSE, IBM, Renesas Electrionics, Google, AMD, Texas Instruments, ARM, Oracle i pozostałe 1300 firm, które przyczyniły się do wzrostu znaczenia Linuksa (w tym również Microsoft).

Skoro jesteśmy już przy liczbach – Linux to obecnie 22 mln linii kodu, ponad 5000 deweloperów i około 500 korporacji czynnie wspierających ten projekt. Tempo prac również imponuje – 7,8 poprawek co godzinę, każdego dnia nowe 11 plików i 4,600 linii kodu.

25 lat temu Linus zapewne nigdy nie postawiłby pieniędzy na to, gdzie w przyszłości będzie można spotkać zapoczątkowany przez niego system operacyjny. Gdzie dziś bowiem możemy zobaczyć Linuksa? Złośliwi powiedzą, że wszędzie poza biurkiem użytkownika. Linux napędza superkomputery, większość infrastruktury internetowej, serwery, usługi, nasze urządzenia mobilne (w porządu, Android to nie Linux, ale… Nakładka na kernel Linuksa), telewizory i można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że nie bylibyśmy uczestnikami takiej cywilizacji i takiej społeczności jak obecnie, gdyby nie kernel Linuksa. System zapoczątkowany w 1991 zrewolucjonizował naszą rzeczywistość, choć zajęło mu to nieco czasu. Prawda, nadal nie uruchomimy na nim topowych gier AAA i innych – ale czy to wina systemu, czy producentów oprogramowania? Odwiecznie wyśmiewana procentowa kondycja Linuksa w gronie systemów desktopowych jest w tak dobrej formie jak nigdy dotąd.

Warto również pamiętać o tym, co powiedział niegdyś Linus: „Under the GPL… nobody will take advantage of your code, it will remain free”. Czyli GPL stanowi gwarancję i stoi na straży użycia naszego kodu źródłowego przez ludzkość dla ludzkości.  

Post navigation

26 comments for “Linux – 25 lat bez wytchnienia

  1. Ernest Magnus
    25 sierpnia, 2016 at 9:23

    Wspaniały tekst! Dziękuję 🙂

  2. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 11:40

    Poza Linuxem na świecie jest jeszcze kilka zjawisk, które napawają nadzieją a mają podobne założenia ideologiczne u swych podstaw. Opowiem wam pewną historię (spokojnie, będzie Linux w zakończeniu).
    Wielu ludzi – w tym bogaci celebryci – przejmuje się losem amazońskiego lasu deszczowego, ekosystemu niezwykle ważnego dla całej naszej planet. Ów las, jak chyba każdy wie, od dziesięcioleci jest intensywnie wycinany w celu pozyskania drewna oraz terenów pod wypas zwierząt i uprawy monokulturowe. Podejmowano wiele prób zmiany tego stanu rzeczy: protesty, regulacje prawne, wykupywanie działek przez celebrytów etc. Z różnym skutiem, często odmiennym od założonego.
    Amazonka i jej doplywy, ktore tamtejszą dżunglę konstytuują, są niezwykle bogate w… ryby. Bardzo wiele gatunków jest hodowanych w akwariach w bogatych krajach Europy, Azji i Ameryki. Większość ozdobnych rybek z Amazonki daje się rozmnażać w niewoli, ale w wielu wypadkach jest to proces trudny i małowydajny.
    Jest jedna rybka, zwana po łacinie Paracheirodon axelroi, po polsku – neon czerwony, zaś po angielsku: cardinal tetra, która sprzedaje się corocznie w milionach sztuk. O ile łatwo (stosunkowo) w akwarium doprowadizć do tarła neonów, o tyle wychów narybku to zadanie dla fachowców, i to wybitnych. Mimo to jest neon komercyjnie mnożony w Czechach, w Polsce (na Śląsku) i na farmach na Dalekim Wschodzie. Jednak popyt jest znacznie większy, niż podaż, jaką oferują hodowle. Różnica była uzupełniana połowami ryb w naturze, aż w pewnym momencie w Brazylii rozważano objęcie gatunku całkowitą ochroną.
    Dziś w wioskach w sercu dżungli proceder połowu neonów na eksport kwitnie. Ale nie ma w tym nic złego: lokalni indianie zarabiają dzięki temu bardzo potrzebne im pieniądze. Co jednak ważne – mając neony za główne źródło dochodu – miejscowi chronią las deszczowy.
    Czemu? Pisałem, że neona trudno rozmnożyć. Wynika to z faktu, ze w natureze rozmnaża się on w czasie, gdy Amazonka występuje z brzegow i zalewa las deszczowy. Kto był (ja byłem) ten wie, że na poziomie poszycia panuje tam niemal nieprzenikniona ciemność – to właśnie w tej ciemności neony składają ikrę w warstwie butwiejących liści, z dala od drapieżników. Po wiekach ewolucji ikra stała się wrażliwa na światło, podobnie jak świeżo wyklute larwy – mogą przetrwać jedynie w bardzo miękkiej, kwaśnej, ciepłej i… pozbawionej dopływu światła wodzie.
    Każdego roku w Amazonce do tarła przystępują miliardy neonów. 99 procent z nich nie dożywa kolejnego sezonu, ale zastępują je miliardy nowowyklutego potomstwa. Część młodych ryb jest odławiana i eksportowana do Europy czy USA, gdzie ozdabiają tysiące akwariów (neon to rybka stadna, pięknie wygląda w grupie minimum kilkunastu sztuk). W niewoli żyją znacznie dłużej, trzy do pięciu lat. Każda sprzedana rybka oznacza niewielki dochód w pieniadzu dla amazońskich rybaków, tak bardzo im potrzebny w komercjalizującym się na potęgę świecie.
    Dzięki rozwijanym od lat 90-tych wyprawom akwarystów do Amazonii i ich kontaktom z miejscowymi, indianie zrozumieli, że na neonach mogą zarabiać… zawsze. Zrozumieli także jednak, że gdy rzeki i strumienie rozleją na oświetlone łąki, powstałe po wycięciu lasu – neony wprawdzie przystąpią (może) do tarła, ale nie wykluje się ani jedna mloda rybka i w przyszłym roku w rzece nie bezie ani jednego neona do odłowienia. Owszem, wioska dostanie kasę za pozwolenia na wycinkę drzew, ale… za neony będzie dostawala pieniądze corocznie, plus pojawią się akwaryści – turyści, chcący zobaczyć swoje ukochane ryby w naturze. Las znalazł więc obrońcę za sprawą małych, kolorowych rybek i zaangażowaniu akwarystów, ktorym chcialo się spędzić urlop w Amazonii i nauczyć miejscowych, ile mogą zyskać.
    Gdzie w tym miejsce dla Linuxa? Otóż uznałem za niezwykle interesujacą tę historię, w ktorej zwyczajni ludzie mający przywilej mieszkania w bagatym świecie dogadali się z ubogimi ludźmi mieszkającymi w dżungli bez pośrdnictwa polityków, celebrytów a nawet naukowców – i zrobili wspólnie coś wspaniałego dla planety. Od ponad roku pracuję nad filmem dokumentalnym, w ktorym mam zamiar tę historię opowiedzieć. A ponieważ chciałbym, aby ten film był swego rodzaju manifestem możliwości, jakie daje WSPÓŁPRACA na zwykłym, międzyludzkim poziomie, bez skupianiu się na zysku innym, niż wspólny – postanowiłem, by dokument opowiadał o tej współpracy na wielu poziomach. Z tego powodu wszystkie papiery związane z pozyskaniem srodków i przygotowaniem projektu powstają pod Linuxem i w opensourcowych programach. Chcialbym także, by ostateczna produkcja tak była zrobiona, nawet, jeśli mialaby na tym lekko ucierpieć jakość (i tu mam problem, bo jedyne, na czym daje się montować większe projekty pod Linuxem w tej chwili to komercyjny i zamknięty Lightworks, ale nie tracę nadziei :-)). Owa linuksowa prowieniencja projektu będzie jasno zakomunikowana widzom.
    Zastanawiam się także, czy przynajmniej części środków na samą realizację zdjęć nie pozyskać w formie zbiórki publicznej, ale to jeszcze nie czas na takie decyzje – na tę chwilę zakładam finansowanie ze środków własnych oraz grantów od NGOsów 🙂

    PS. Jeśli Salvadhor nie ma nic przeciwko, proszę o ewentualne komentarze do projektu. Chętnie poznam opinię środowiska ludzi zwiazanych z Linuxem na tematy… akwarystyczne 🙂

  3. Hepita
    25 sierpnia, 2016 at 12:28

    Bardzo ciekawe porównanie pokazujące jak ważna jest współpraca, nie wpadłbym na coś takiego. Gratuluję pomysłu 🙂 Film robisz tylko o Amazonce i współpracy między miejscowymi a akwarystami, czy chcesz przy okazji „zareklamować” Linuksa i przytoczyć to porównanie?
    Akwarystyką się nie zajmuję, mam dość wilgotny dom i do tego pokój od północy – nie chcę sobie przy okazji wyhodować okazałych grzybów i pleśni. Ryby w stawie się liczą?

    Z bardziej technicznych spraw – w czym montujesz? Ja akurat nie pracowałem w Lightworks, jednak zmontowałem kilka drobnych projektów w kdenlive, który ma swoje niedociągnięcia, jednak według mnie jest całkiem OK.

  4. ⲼⲶ
    25 sierpnia, 2016 at 13:01

    Podobno w Blenderze można bardzo wygodnie montować duże projekty tylko większość osób nie kojarzy tego programu z montażem. Osobiście nie sprawdzałem, więc tylko rzucam haczyk (sic!)

  5. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 13:35

    Nie, dokument ma to do siebie, że jeśli ma zbyt wiele wątków to staje się nieoglądalny. Zatem film będzie o zjawisku wywołanym przez współpracę akwarystów i Indian oraz cholernej efektywności tego prostego dealu w zakresie problemu, który przerósł niejednego polityka czy celebrytę.
    Wykonanie projektu od strony technicznej w całości ‚pod Linuxem’ ma być dodatkową warstwą informacyjną zawartą w filmie. Będzie to miało zapewne postać napisu końcowego i/lub informacji związanej z dystrybucją (bedzie to typowy film ‚festiwalowy’, w tym przypadku ewentualna emisja w TV może być kwestią dodatkową). Nie chcę tłumaczyć ludziom, co to jest Open Source, co to jest Linux – chcę poinformować jedynie, że DA SIĘ zrobić profesjonalna produkcję na ważki temat dzięki bezinteresownej pracy rzeszy wysoko wykwalifikowanych fachowców, którzy za darmo zbudowali w pełni profesjonalne środowisko pracy dla twórców. Ci, którzy skojarzą, co to jest Linux – albo utwierdzą się w przekonaniu, że jest to dobry OS, albo może swe przekonania zmienią, jeśli uważają inaczej. Ci zaś, którzy o Linuxie nie słyszeli – może zechcą sie czegoś dowiedzieć. Publiczność festiwalowa, w przeciwieństwie do konsumentów TV, to raczej ludzie inteligentni i dociekliwi.
    Tak na marginesie – wiosną wziąłem udział w wystawie grupowej, na której zaprezentowałem instalację video i fotograficzną zatytułowaną ‚Memorama’. Była ona, od strony technicznej, całkowicie zrobiona pod Linuxem i otwartym oprogramowaniem, co wyraźnie zaznaczyłem w tzw. artist statement. Wystawa była sukcesem a moja praca wzbudziła szczególne zainteresowanie i sporo dyskusji właśnie dzięki swej ‚ideologicznej’ opensourcowej prowieniencji.
    Bardziej technicznie – zawsze montowałem większe produkcje pod Adobe Premiere/After Effects, czasem pod Vegasem. Gdy zdecydowalem się na migrcję do Linuxa, najpierw zachwycilem się Kdelive, który świetnie działał na mojej maszynie testowej, na ktorą przeznaczyłem starego laptopa. Jednak gdy uruchamiałem docelową stację edycyjną – i7 Skylake, 32 GB DDR 4 itepe – Kden okazał się wysoce niestabilny przy dłuższych pracach, zaś mój poziom zaawansowania w kwestiach linuxowych zbyt mały, by znaleźć rozwiązanie. Kupiłem zatem licencję na Lightworksa, który oferuje wprawdzie specyficzną filozofię montażu, ale poza tym jest narzedziem w pełni profesjonalnym i… działa stabilnie pod Linuxem (w moim wypadku – Ubuntu Mate, choć testowałem kilka innych dystrybucji). Nie dalej jak przed tygodniem zmontowałem pod Lightworksem bardzo techniczną reklamę dla pewnej ekskluzywnej marki AGD – paca średnio twórcza, ale dobrze płatna 🙂
    Dodam, że jako fotograf jestem pod Linuxem i otwartym softem spełniony – Darktable i Gimp dają mi wszystko, czego trzeba. Także praca z dźwiękiem nie stanowi problemu – Audacity to świetne narzedzie, a są też inne. Tylko te cholerny montaż…

  6. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 13:38

    Nie, nie, nie… Blender (świetne narzędzie do tego, do czego go stworzono, BTW) pozwala poniekąd zrobić opensourcowo to, co normalnie robi się pod Adobe After Effect. Nie wszystko i nie zawsze tak łatwo, ale – da się.
    Da się też pod tym zmontować ‚normalny’ film, tak jak da się pojechać po chleb i mleko do sklepu czołgiem, jednak na dłuższą metę nie jest to rozwiązanie, które uznałbym za sensowne jako praktyk produkcji filmowych i telewizyjnych…

  7. etmoon
    25 sierpnia, 2016 at 14:16

    Nie znam się na rybach za bardzo ale projekt bardzo zacny, pokazujący potęgę współpracy ludzi w celu osiągnięcia celu i obopólne korzyści z tego wynikające. Daj znać na tej stronce jak projekt będzie gotowy.

  8. etmoon
    25 sierpnia, 2016 at 14:17

    100 lat! 100 lat! A nawet dłużej 😉

  9. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 14:55

    To, obawiam się, nieprędko. Gdy pracowałem z ekipą kilkunastu osób i budżet był w miarę dopięty, produkcja podobnego dokumentu zajmowała ponad dwa lata. Nad tym projektem pracuję sam jak na razie, na początku 2017 dopiero będę starał się o finansowanie z NGOsów, ‚europejską’ część zdjęć może uda mi się zacząć za jakieś pół roku a potem trzeba jeszcze lecieć do Brazylii na parę tygodni… No i postprodukcja, która też trwa…

  10. diatryba
    25 sierpnia, 2016 at 15:30

    Dwadzieścia pięć lat ludzi łączy, podobny jest do dzikich kłączy, oplata prawie całą Ziemię, łączy i dzieli polskie plemię. Dziś lat dwadzieścia pięć już mija, wytrysnął niczym piwo z kija, ożywczy smak doceni wielu, BITNET pomimo Peerelu! MILNET, ARPANET jest dostępny, w CERN też zagląda lud podstępny, ucząc się z Bajtka nowej sztuki, wszystko „dla dobra”, „dla nauki”

    Obserwowano więc z zachwytem, jak goni w sieci bit za bitem, mozolnie bucząc i powoli, jak ta golarka, co źle goli, harcerskie radio też o sieci, wspaniałe czasy, łezka leci…

    EXPERT, co plótł nam w usenecie… To już dwudziestopięciolecie? Czy aż tak wiele się zmieniło? Szybciej się żyje niż się żyło, modem „na gumę” nie jest w modzie, lecz wielu żyje w ciemnogrodzie. Wciąż bełkot, wyzwisk moc i waśnie, tak to wyglądać miało? Zaś, nie! Rzucono perły między ludzi, powszechny dostęp durni budzi, zaistnieć chcą za wszelką cenę, i z byle gównem na arenę! Omamić, zniszczyć, byle górą! I swą postawą tak ponurą psują relacje, zniesmaczają, brudzą i śmiecą, zachwaszczają.

    Nie warto się daremnie żalić, dziś jest rocznica! Jest co chwalić! Powoli rósł nam, choć niezdarnie, mądrych studentów tłum w Plearnie, a Kluska, ale to już wiecie, pomyślał także o Onecie! Polbox, kto dzisiaj to pamięta? Po Internecie lud się pęta, mówiąc mam „gugle” w komputerze, mnie to nie dziwi mówiąc szczerze. Internet trafił nam pod strzechy i gdy się czasem robią „zwiechy” nerwowość wzrasta i są kłótnie, a kiedy wiatr kabelek „utnie”, snują się groźni i bez celu, Internet zabrał duszę wielu. Jak żyć bez czata? Bez portali? Bez Internetu? Świat się wali! Tak żyć się nie da! Rozpacz, trwoga! – Ja MUSZĘ dostęp mieć do bloga!

    Ćwierć wieku temu, gdzieś o świcie, Internet wtargnął w nasze życie!

  11. 25 sierpnia, 2016 at 15:52

    Wybitnie trafne podsumowanie 🙂 Gratulacje.

  12. etmoon
    25 sierpnia, 2016 at 16:01

    Mimo wszystko trzymam kciuki za Twoją produkcję. Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie niezła przygoda i równie udany sukces.

  13. 25 sierpnia, 2016 at 16:20

    Na akwarystyce znam się jeszcze mniej niż na Linuksie (nadal próbuję hodować roślinki w twardej wodzie, której tylko dozowanie CO2 pomaga), ale powyższy temat to kapitalna rzecz, nawet w oderwaniu od opensource.

    Przypuszczam, że tamtejsze ludy z pewnością znały zależność tego ekosystemu i wiedziały, że bez drzew/lasów ich rzeki zubożeją o niektóre aspekty, które w ich warunkach przekładają się na żywność. Cywilizacja ma jednak to do siebie, że niszczy wiedzę i pamięć wieków, a także generuje nowe potrzeby – jak w ich przypadku pieniądze. Uświadomienie im, że mogą te pieniądze zdobyć bez dewastacji swojego środowiska to wielka rzecz. Problemem w takich przypadkach jest tylko chęć znalezienia punktów wspólnych, odnalezienie zależności pomiędzy nimi i naświetlenie sprawy. Wycinka drzew ma tę zaletę, że to szybki pieniądz. Sztuką jest wytłumaczyć, że jednorazowy. Podobnie jak wiele produktów w megapromocjach, które co z tego, że kosztują 1/10 tego, co lepszy odpowiednik, a psują się po miesiącu.

    Dlatego tym bardziej takie inicjatywy wymagają nagłośnienia, bo to przykład pro-eokologicznej postawy ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu (na przekór eko-terrorystom).

  14. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 16:46

    Właśnie to mnie urzekło w tej historii – że bez konferencji naukowych, programów rządowych, ambasadorów kampanii w formie znanych aktorów – udało się. Bo to AUTENTYCZNIE działa. Ba – najpierw zadziałało, a dopiero potem zaczęto o tym dyskutować na forach tematycznych. O ile wiem, w fachowej prasie ukazało się sporo artykułów opisujących zjawisko, w UK uruchomiono przynajmniej jeden uniwersytecki grant w celu zbadania tego fenomenu i wdrożenia go w innych rejonach świata. Mam nadzieję, że mój film będzie pierwszą opowieścią na ten temat z użyciem medium braci Lumiere….
    Dla miejscowych sprawa nie była oczywista, bo Parcheirodon axelrodi to… chwast rybi, nieprzydatny tamtejszym rybakom do niczego, niejadalne, bo zbyt małe. Nasi wędkarze też zapewne nie zareagowaliby na spadek populacji ciernika czy słonecznicy – inaczej niż w przypadku pstrąga albo szczupaka, nie?
    A co do roślin – są gatunki lubiące twardą wodę. Spróbuj rodzaju Valisneria, na przyklad. To, że pomaga w twoim wypadku dodanie CO2 nie ma wiele wspólnego z twardością – dwutlenek węgla to POKARM dla roślin. Dwutlenek bywa problemem w wodzie bardzo miękkiej i kwaśnej, z twardością węglanową (KH) poniżej czterech stopni – brakuje wtedy buforu i nadmiar CO2, który jest bezwodnikiem kwasu węglowego, po dodaniu do wody gwałtownie obniża jej pH. To bywa problemem dla ryb – niejeden hodowca stracił całą obsadę paletek w ten sposób, bo przedobrzył ze zmiękczaniem wody a chcial mieć piękne rośliny…

    PS (żeby wrócić do Linuxa) – widzialem niesamowity sterownik do paludarium (połączenie akwarium ze szklarnią) zbudowany na Raspbery Pi i dedykowanej dystrybucji Linuxa. Kontrolował światło, temperaturę, dozowanie minerałów i CO2 a nawet efekty dświękowe i świetlne (burza) oraz deszcz… Niesamowite, zachorowałem na coś takiego i… kiedyś sobie sprawię 🙂

  15. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 16:48

    Dzięki 🙂

  16. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 16:55

    Emu, emu
    Emu, emu
    Niech nam żyje
    Kernel naszego systemu!
    Niech żyyyyje nam!

    Niech się linux kompiluje
    Windowsiarze to są…
    …zamkniętoźródłowcy!

  17. 25 sierpnia, 2016 at 17:02

    Niepotrzebnie niszczysz taki doskonały rym. Przecież każdy inteligentny czytelnik wie, że… ZBÓJE!

  18. Aspa
    25 sierpnia, 2016 at 17:05

    No ale to by była mowa nienawiści, drogi Salvadhorze! Coś jak ‚Linux to nowotwór świata IT’… Nie możemy sobie na to pozwolić!

  19. aix
    25 sierpnia, 2016 at 20:36

    Pierwszego Linuksa jakiego u siebie zainstalowałem mieścił się za 9 dyskietkach 3,5″. Chyba Red Hat 1.0. Było to w 1994 roku. Po wgraniu była konsola bez środowiska graficznego i był mc. Szok jak się to wszystko zmieniło.

  20. pavbaranov
    26 sierpnia, 2016 at 13:03

    To jak – budujemy: https://www.kernel.org/pub/linux/kernel/v1.0/ ? 🙂 Cały kernel 1MB… Możemy się pokusić o dystrybucję. Najstarsza, jaką znalazłem – luty 1992 – MCC Interim Linux: http://www.ibiblio.org/pub/historic-linux/distributions/MCC-1.0/1.0/

  21. K
    26 sierpnia, 2016 at 14:18

    Ciężko będzie znaleźć coś starszego 🙂 MCC Interim Linux było pierwszą dystrybucją linuksa 🙂 Potem powstał osławiony SLS http://www.oldlinux.org/Linux.old/distributions/SLS/ , na którym bazowało Slackware i Debian.

  22. anonim
    28 sierpnia, 2016 at 23:02

    Jesli z video masz problem to wypróbuj Openshot
    + możesz dodawać ścieżki
    + przejscia
    – brak tylko dodatkowych darmowych dzwięków i animacji

    + fragmenty same się przyciągają

    + możesz odrazu zapisac do formatu Youtube

    – brak tylko mega rozdzielczosci
    + dla mnie bajecznie prosty, choć bardziej skomplikowane rzeczy są schowane w ustawieniach.
    – trzeba zapisywać projekt co jakiś czas bo lubi się wykrzaczać
    – to nie jest program na słabe komputery, choć na średnim daje radę.

  23. devpad
    29 sierpnia, 2016 at 12:03

    Nie znoszę tej komunistycznej retoryki o tym jak to Linux (w tym przypadku) i całe GNU w ogóle zostało rzekomo stworzone w czynie społecznym czy jakiejś cudownej komitywie dobra i miłości… Socjaliści zawsze przypisują sobie nieswoje zasługi, własne porażki oczywiście zawsze są winą kapitalistów 😉

    Linux nie został stworzony w żadnych celach, dobrych, złych czy społecznych, to był zwykły projekt hakerski, każdy programista takie robi i robi je wyłącznie dla siebie, aby się ulepszać, aby się pokazać w społeczności, czasem, ale to czasem taki projekt jest naprawdę dobry i w tedy, uwaga (!), staje się komercyjny tak jak Linux, licencja GNU nie ma tu nic do rzeczy.

    Otwarte licencje, to naturalna kolej rozwoju świata IT. Tu własność intelektualna jest absurdalna i istnieje póki co jedynie dzięki wpływowi ogromnego kapitału z poprzedniego świata, ale wymrze, bo zawsze swoboda wyrażania myśli zwycięży nad próbą kontrolowania ludzkich umysłów. Własność intelektualna czy patenty na oprogramowanie jest właśnie próbą kontrolowania tego co ludzie mogą pomyśleć. Kod jest jedynie odwzorowaniem ludzkich myśli…

    Oprogramowanie na licencjach otwartych jest pięknym przykładem tego jak powinna wyglądać wolnorynkowa gospodarka, jak firmy powinny konkurować ze sobą jakością a nie prawnikami. Firmy powinny zarabiać pieniądze dzięki najlepszemu zaspokajaniu potrzeb klientów a nie dzięki zakazom zaspokajania tych potrzeb przez konkurencję.

    Linuksa tworzą dziś komercyjne firmy i tworzą go wyłącznie dla własnych korzyści finansowych i tak powinno być!

    Nierozwiązywalnym pozostaje jak na razie problem tego jak skomercjalizować Linuksowy desktop. Bo niekomercyjny desktop ssie i to bardzo i to jest problem.

  24. MiloszI
    29 sierpnia, 2016 at 12:53

    No wiem, co Ci ssie desktopowy Linux, ale używam od lat i wsio działa jak powinno. Nie gram, ale nie dlatego, że używam Linuxa 🙂

  25. devpad
    29 sierpnia, 2016 at 14:56

    Baza dostępnego oprogramowania… Ja wiem że jeśli by oceniać jakość KDE, Gnome czy innego XFCE to są spoko, tylko co komu po tym że KDE jest napakowane ficzerami jak nic innego skoro nie można zainstalować Photoshopa, że nie wspomnę że brakuje pakietu biurowego, Libre Office to raptem namiastka takowego…

    To oczywiście nie wina twórców, a okoliczności, w których żadna firma nie widzi możliwości zarabiania pieniędzy na tej platformie… Jak wspomniałem wcześniej to jest problem jak na razie bez rozwiązania…

  26. 30 sierpnia, 2016 at 19:35

    Baza dostępnego oprogramowania jest piętą achillesową Linuksa ale najbardziej widoczne jest to w bazie sterowników i gier. Open/Libre Office to namiastka pakietu biurowego? Nie można zainstalować Photoshopa? Ty tak poważnie? Czy jaja sobie robisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »