przystajnik

Dużo dobrej muzy

Pierwszy raz uległem spamowi. Dostał, przeczytałem (sic!), bynajmniej nie dotyczył on muskulatury wiadomych części ciała. A przynajmniej nie tych części co zawsze.

Ale do rzeczy. Znacie polskie wydawnictwo ARMS? Osoby bywające na salonach i w temacie, na pewno znają. Mnie, niestety, ich osiągnięcia umknęły. Z różnych powodów – a to czasy młodzieńczego buntu i kompletowania zagranicznych twórców, czy też z przekonania o dole i nijakości polskiej sceny muzycznej. O w jakim ja błędzie byłem. W dodatku przesiadując od czasu do czasu na forum hfm.pl, jak mogłem tam nie zauważyć tych płyt.

Rzeczony spam zawierał informację o promocji wydawnictwa ARMS na swoje produkty. Mało tego, w przystępnej cenie oferowane jest zestawienie kilku płyt. Śpiewające damy, pakiet audiofilski, pakiet jazzowy… I tym ostatnim się zainteresowałem. Wirtualne pieniążki zmieniły właściciela i za dwa dni zapukała do mych drzwi Pani (Pani!) Listonosz.

Mega paka jazzowa zawiera cztery płyty + jeden bonus i jeszcze jeden bonus bonusowy – przynajmniej ja go znalazłem w swojej przesyłce. Regularne wydania to:

Włodek Pawlik – „Grand Piano”

Paweł Kaczmarczyk – „Audiofeeling”

Rafał Sarnecki Quartet – „Songs From a New Place”

Grzech Piotrowski – „Sin”

A w roli bonusu wystąpił Sampler testowy.

Cóż ja mogę napisać. Jestem zauroczony tymi płytami. To solidna dawka jazzu wszelkiej maści, nagranych (studio) z pietyzmem i wyrafinowaniem.

Włodek Pawlik – Grand Piano – to praktycznie 2 godziny (dwie płyty CD) fortepianowych solówek-improwizacji. Całość brzmi niemal jak spowiedź artysty, a surowości wyznania dodaje dowolność interpretacji – materiał nie został upstrzony fantazyjnymi tytułami utworów (track 1, track 2, track 3, itp). Często przeplatają się nawiązania do klasyki (stylistyczne), czasem może brakować ‚kropki nad i’ w postaci dosadnego rozwiązania tematu, lecz całości słucha się… W odrętwieniu i oderwaniu od rzeczywistości. Płyta jest nagrana bez wydziwiania z dźwiękiem – fortepian brzmi jak fortepian, być może zbyt naturalistycznie, ale od czego jest gałka głośności w sprzęcie. Zresztą, to nie muzyka mająca poruszać trzewia niskimi częstotliwościami.

Wydanie – pierwsza klasa, świetna poligrafia, opakowanie płyty rodem z SACD (za zatrzaskiem). Jak można się spodziewać – polecam.

Paweł Kaczmarczyk – Audiofeeling – niech nie zwiedzie was badziewna okładka, zupełnie nie przystająca do tego co znajdziemy na płycie. Tutaj też pierwsze skrzypce gra fortepian, lecz wspomożony trzema (sic!) saksofonami, perkusją i basem. Co można rzecz o stylu. Styl płyty i utworów jest wysmakowany, starając utrzymać się ‚w normach przyzwoitości’. Nie znajdziemy tu gwałtownych ekspresji, wyskoków i gwałtownych zmian tempa (które są, lecz delikatne). Kompozycje cieszą ucho sprawnością z jaką artyści poruszają się po tematyce – choć przyznam, że płyta musi się wetrzeć w ucho, nim będziemy ją w stanie przyswajać. Jakość nagrania – rewelacja. Co więcej, płyta została zarejestrowana na pozłacanym nośniku – bynajmniej nie w celu poprawy cyfrowego nagrania, lecz przedłużenia żywota płyty (to dla anty-audiofilii).

Opakowanie – niestety, digipack.

Rafał Sarnecki Quartet – Songs From a New Place – tu znajdziemy nieco inny typ muzyki. Rzekłbym, jazz bardziej ludzki. Artyści nie wdają się w skomplikowane zawiłości aranżacyjne czy improwizacyjne, a co więcej – część utworów jest ułagodzonych wprowadzeniem melodii (lecz, jak to w muzyce ambitnej – nie takich od kropki do kropki). W wielu recenzjach można przeczytać o tym, jak ten album nawiązuje i pokazuje ducha Nowego Jorku, w którym autor szlifował swoje zdolności. Prawdę mówiąc – w Jorku nie byłem, nie znam się. Album mi się podoba, słucha się bardzo dobrze. Nie razi w uszy wyskokami czy to gitary, kontrabasu czy fortepianu, jednym słowem – miło się spędza przy płycie czas.

Wydanie – digipack, niestety.

Grzech Piotrowski – Sin – ooo, proszę państwa. To jedna z jaśniejszych perełek w tym zestawieniu. Co ja mówię. Płyta jest rewelacyjna. W zasadzie, nie wiem co o tej płycie napisać. Po prostu siadam i słucham. Saksofon, harfa, gitara basowa, perkusja, klawisze i wiele innych ciekawych instrumentów które się tu przewijają, zostały zaaranżowane w zmyślne, snujące się wokół nas kompozycje, które wciągają niczym tytułowy grzech. Może płyta nawiązuje do wzorów różnakich, ale dobrych wzorów. Może brzmieć momentami zbyt nowocześnie – ale bez przesady. Lecz całość roztacza ciekawą magię, która mnie zaczarowała motywami blisko-wschodnie (oj tak), świetnym saksofonem i nutką nowoczesności. Początek płyty może zwodzić – że będzie ot tak, normalnie. Lecz z każdym utworem, jawi się nam kolejna opowieść, rewelacyjnie opowiedziana czy to saksofonem, czy też każdym innym instrumentem.

Wydanie – tekturowa okładka, świetna poligrafia, płyta nagrana na złotym nośniku. Bo prostu bajka. A z ciekawostek (i tu fragment dla mojego znajomego, on będzie wiedział, że to o nim :)). Artysta otrzymał do testów srebrne kable. Przesłuchał nagrany materiał i… I przez to opóźniło się nagranie płyty, bo postanowił nagrać jeszcze raz parte saksofonu, właśnie za pomocą nowych kabli.

Sampler – zasadniczo do ustawiania sprzętu i testowania. Ale u mnie gra wszystko ok, nawet nie przesłuchałem. Jeszcze.

Bonus bonusowy:

Apolonia Nowak, Jacek Urbaniak – Zaświeć niesiądzu – płyta dołączona do magazynu Hi-Fi, do mojego zamówienia została dorzucona w miłym geście i ogromne podziękowania się za nią należą. Numer magazynu z tą płytą przegapiłem, a jednocześnie przegapiłem coś tak zjawiskowego, że szczęka opada. Co jest na płycie? Tradycyjne pieśnie kurpiowskie. Ale jak zaśpiewane! Do tego akompaniament – ale jaki! W myśl ‚swego nie znacie, cudze chwalicie’, takie perełki jak ta płyta niestety pozostają niedocenione i nieznane na naszym rynku. Nie znaczy, że jest to folk dla każdego. Trzeba umieć przekroczyć barierę ‚obciachowości’ jaka została przylepiona naszemu folklorowi. A wtedy teksty pieśni, w połączeniu z średniowiecznym dopełnieniem muzycznym, objawią się nam w nowym świetle.

Wydanie – jako bonus z gazety, płyta we folii.

I co ja mogę powiedzieć na koniec. Wydawnictwo ARMS odwala kawał niesamowitej roboty. Mało kto ją dostrzega, bo wydawana muzyka i artyści są niepospolitego formatu. Nie dla masowego odbiorcy. To wyjaśnia trudności studia, o jakich można poczytać na forum hfm.pl. A pakiet takich płyt za 79,00 zł (do znalezienia na Allegro) uważam za rewelacyjną ofertę na naszym rynku, a zainteresowani nie powinni się zastanawiać nawet przez moment jak ulokować powyższą kwotę. Rozumiem różnicę gustów, nie każdy musi tak entuzjastycznie podchodzić do tego materiału jak ja. Ale powinniśmy docenić wkład i zaangażowanie. Bo kto za jakiś czas zaoferuje nam tej klasy muzykę? Dodadzą do chipsów lub hamburgera?

Może się powtórzę – ale jeszcze raz polecam.
 

Post navigation

Translate »