przystajnik

Diabeł Łańcucki – czyli wpływ pogody na rozwój czytelnictwa w Polsce

Nie da się ukryć, pogoda w moim rejonie ostatnio nie rozpieszcza, zatem nie pozostało nic innego, jak zaszyć się z książką w ręku w domowych pieleszach. I tak sobie od niedzieli przebiegłem tam i z powrotem po starych dziejach Bieszczad, Łańcuta i okolic.
Jacek Komuda mnie nie zawiód – po doskonałym ‚Bohunie’, poczułem nieodpartą chęć poznawania innych książek tego autora. Niestety, pozostałe książki okazały się zbiorami opowiadań (‚Czarna szabla’, ‚Opowieści z dzikich pól’). Na dodatek z niektórymi opowiadaniami zdublowanymi (oj, nie po to płacę pieniążki, żeby 1/3 książki znać z wcześniejszego tomu opowiadań). Sporo mojej w tym winy, bo w tym napaleniu, nie sprawdziłem co jest w środku – kupiłem niemal na ślepo.

Ale ‚Diabłu Łańcuckiemu’ nie można praktycznie nic zarzucić – to uczciwe, rzetelne i praktyczne lanie się po mordach, chlastanie szablami po barkach, łamanie gnatów, pościgi, ucieczki, zasadzki w połączeniu z rubasznym i sprośnym podejściem życia przez XVII-wieczną szlachtę. Przez całe pięćset (525 z przypisami) kart książki nie ma ani chwili, kiedy człowiek miałby ochotę ziewnąć. Autor skutecznie rozwija nastrój i wciąga w wir wydarzeń, niczym młyńskie koło nieświadomego nieszczęśnika. Historia można by rzec prosta – bo jak to w wielu już książkach opisywano, opiera się na schemacie – On – Ona i ten trzeci. Ale to jeden z wątków, jakby na to nie patrzeć, sprawczy, ale jednak okraszony innymi, z akcentami brutalnej rzeczywistości życia na terenach opisanych w książce.

Zatem, kto jest ciekaw przygód Jacka Dydyńskiego, co i komu zawinił pan Stadnicki, jakie tajemnice przywiózł ze sobą Gedeon, czy Kostusia może mieć zmysłowe drażniątka – niech nie szuka po internecie streszczeń, tylko sięgnie po tę lekturę. I to za uczciwą cenę – 29.99 zł !.
 

Post navigation

Translate »