przystajnik

Monthly Archives: Grudzień 2011

Gigabajty dla zuchwałych

Podczas formatowania partycji ext3/ext4 w Linuksie, system domyślnie rezerwuje sobie 5% z rozmiaru partycji na swoje specyficzne potrzeby. Np. po to, żeby procesy systemowe działały poprawnie pomimo przepełnienia dysku. Nie da się zaprzeczyć, że to pożyteczna cecha. Lecz w większości przypadków procesy korzystają z partycji / (root), zatem co z zarezerwowanym miejscem na, powiedzmy, partycji /home, tudzież innej służącej za magazyn plików? Cóż, rzeczone 5% pojemności partycji najzupełniej i bezwstydnie się marnuje. W czasach gdy wszyscy mamy już spore dyski, okazuje się, że posiadając partycję 500GB oddajemy w depozyt równiutkie 25GB pojemności. Dla niektórych 25GB wystarcza akurat na upchnięcie w nich 1500 – 2000 zdjęć RAW, na które już nigdzie nie ma miejsca. Lub 6 – 8 obrazów DVD ciekawych dystrybucji. Czy też innych arcyważnych rzeczy.W takich chwilach warto przeprosić się z konsolą i programem tune2fs. Przy jego pomocy bowiem można zmniejszyć ilość wydzielonego miejsca na partycji i odzyskać swoje gigabajty. Wystarczy poinstruować polecenie odpowiednim parametrem…sudo tune2fs -m 1 /dev/sda6

… i już na partycji /dev/sda6 zmniejszyliśmy ilość zarezerwowanej pojemności z 5% do 1%. Ów 1% uzyskaliśmy podając ‚1’ jako parametr dla opcji ‚-m’. Nie ma przesłanek, aby nie podać np. 0, 0.5 lub 2. W ten sposób można potraktować każdą partycję (ext3/ext4) na której chcemy zluzować nieco zasobów. Partycje do tej operacji znajdziemy za pomocą (między innymi):

sudo df -h

(lub ‚sudo fdisk -l’ w celu odnalezienia tych niezamontowanych). Warto wydać to polecenie przed i po wykonaniu tune2fs – w celu sprawdzenia, ile i czy faktycznie zyskaliśmy miejsca (kolumny po nazwie: rozmiar, użyte, dostępne). Taka operacja jest bezpieczna – można dokonywać jej na zamontowanym systemie plików, jak też zawierającym jakieś dane. Nic nie stoi na przeszkodzie, by dla bezpieczeństwa wcześniej odmontować wybraną partycję, ale jak do tej pory nie odnotowano plików, które padłyby ofiarą takich machinacji.

Ciosy specjalne Xfwm

Wiele osób próbujących przekonać się do Xfce (w miejsce Unity/GNOME-Shell) może nie dostrzec w początkowej fazie przygody, jakie miłe i pożyteczne udogodnienia posiada to środowisko. Choćby taki niepozorny Xfwm, będący składową Xfce i zajmujący się wyświetlaniem i obsługą okien. Czy wiecie, że:

– alt + prawy przycisk myszy zmienia rozmiary okna,- alt + lewy przycisk myszy przenosi okno,
– środkowy przycisk myszy wduszony na krawędzi okna umożliwia jego przenoszenie,
– środkowy przycisk na ikonie maksymalizacji okna maksymalizuje tylko wysokość okna,
– prawy przycisk na ikonie maksymalizacji okna maksymalizuje tylko szerokość okna,
– alt + rolka na belce okna zmniejsza/zwiększa przeźroczystość okna,
– rolka na belce okna zwija/rozwija okno

Niby proste i oczywiste rzeczy, a szczególnie dwie pierwsze funkcjonalności mnie wciąż cieszą i ułatwiają życie.

Cryptkeeper i nie dowie się nikt

Szyfrowanie danych w Linuksie posiada wieloletnią tradycję. Szyfruje się wszystko – od haseł począwszy, a na partycjach skończywszy. Niestety, teoretyczna strona tych rozwiązań szczerzy zęby w uśmiechu z głębi tekstowej konsoli, stąd też dla wielu użytkowników temat jest nieistniejący. To spore niedopatrzenie, bo o ile czyni się kroki ułatwiające szyfrowanie całej partycji czy katalogu domowego, to o tyle wybiórcze szyfrowanie jest… Mało przekonywujące w użytku codziennym.Rzeczywistość niekiedy rzuca nam w twarz trywialne i zdawkowe żądaniach, np. ‚Jak zabezpieczyć katalog hasłem?‚. Wydawałoby się, że jak to jak – kliknąć prawym przyciskiem, wybrać ‚zabezpiecz hasłem’ i już. O naiwności (przynajmniej w dystrybucjach opartych o standardy rodem z GNOME). Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że mechanizm zabezpieczania plików/katalogu tak naprawdę dla swej skuteczności musi opierać się o szyfrowanie. Jednak szczęśliwym zbiegiem okoliczności będzie obecność w menu pod prawym przyciskiem opcji ‚Szyfruj’. A i tak bez prywatnych kluczy GPG próba szyfrowania zakończy się konsternacją. Obeznany z fachowymi terminami użytkownik będzie parł dalej i gdy nawet uda mu się wygenerować klucze, zaszyfruje swoje dane i… Okaże się, że korzystanie z nich w formie zwykłego dostępu z poziomu menadżera plików jest uciążliwe. Jak zatem szyfrować?

Cryptkeeper i jego kilka opcji

Jak zatem szyfrować? Okazuje się, że programem który powyższe zadanie ogarnia w cywilizowany sposób jest leciwy Cryptkeeper. Ta aplikacja poza minusami, posiada dwa podstawowe plusy – jest w repozytoriach, dwoma kliknięciami pozwala dotrzeć do zaszyfrowanego katalogu oraz dokonać w nim zmian (kopiowanie, usuwanie, itp). To nawet trzy plusy.

Zainstalowanego Cryptkeepera należy uruchomić (Narzędzia systemowe), co objawi się nową ikonką w zasobniku na panelu (niestety, nie do końca przewidywalne są zachowania Unity oraz GNOME-Shell). Klikamy lewym przyciskiem, odnajdujemy opcję ‚Nowy zaszyfrowany katalog‚ i musimy tylko wybrać/stworzyć folder, który będzie pełnił zadanie naszej tajnej skrzynki zakopanej w czeluściach komputera (a konkretnie w ~/.nazwa_katalogu_encfs). Po potwierdzeniu hasła otworzy się nam okno (Nautilus) z zawartością szyfrowanego położenia – obsługujemy je jak zwykły katalog, z tą różnicą, że po skończeniu umieszczania tam danych, należy ponownie kliknąć lewym przyciskiem na ikonce Cryptkeepera i odznaczyć (odmontować) katalog. Zniknie on z systemu i pozostanie ukryty oraz zaszyfrowany aż do ponownego jego wyboru (zamontowania) z menu Cryptkeepera.

Jak to wszystko wygląda od kuchni? Cryptkeeper korzysta z EncFS oraz domyślnie Nautilusa podanego w opcjach (prawy przycisk na ikonce) – nic nie stoi na przeszkodzi, by wywoływać np. Thunara. Katalog szyfrowany znajduje się w lokalizacji ~/.katalog_encfs. A zainstalować go możemy zwyczajnie (Debian i Ubuntu), z repozytorium:

sudo apt-get install cryptkeeper

I ktoś tu na początku narzekał, że szyfrowanie na desktopie jest dla ludzi z zacięciem…

Ucieczka z tonącej tratwy i Xfce 4.8 zamiast GNOME 2.xx

Tkwiąc od lat w zaciszu naszych świetnie skonfigurowanych i skrojonych na miarę pulpitów, wielu z nas, doświadczonych wieloletnich dłubaczy linuksowych, zaskoczonych zostało nagłą inwazją nowych form komunikacji systemu z użytkownikiem. Jak wiadomo, starych drzew się nie przesadza, co można zatem począć w obliczu napierającego Unity czy GNOME 3? Na nasze szczęście, ciągły plac budowy na jakim tkwi Linux umożliwia nam (jeszcze) swobodny wybór komponentów, co bardziej biegli i zatwardziali zawodnicy skwapliwie wykorzystują, wyhodowując za pomocą konsoli wybujałe efemerydy z aktualnie dostępnych cyberkomponentów. Czy jednak istnieje życie po GNOME 2.xx będące w jakimś stopniu deja vu starych doznań i wyuczonych odruchów? Każdy będzie sobie inaczej wyobrażał przejście w inny stan symbiozy z systemem. Wielu skorzysta z KDE, inni nadal będą próbowali nagiąć i przymusić GNOME 3 lub Unity do starych wypróbowanych form współpracy z oknami i zadaniami. A tymczasem, tuż obok mamy pod ręką środowisko, które wielu z nas odrzuciło we wczesnych formach jego powstawania jako ‚sztywne, niekonfigurowalne i dziwne’. Rzućmy okiem na Xfce 4.8.

Nie takie Xfce straszne - zwykły pulpit

Oko w oko z nieznanym

Biorąc do ręki pierwszą lepszą dystrybucję wykorzystującą Xfce 4.8, dostajemy do ręki niemal tak samo skrojony i używalny system, jak za czasów dystrybucji korzystających z GNOME 2.xx. Różnice są naprawdę kosmetyczne i trzeba mieć jakieś wysublimowane wymagania co do sposobu konfiguracji lub zachowań biurka, by się czegoś przyczepić. Wykorzystując Xubuntu 11.10 lub Mint LMDE Xfce otrzymujemy prawie ten sam stopień automatyzacji, do którego przyzwyczaiło nas GNOME 2.xx. Sterowniki własnościowe same informują nas o swoim istnieniu (Xubuntu), pendrive i CD same się montują, sieć się sama konfiguruje lub pozwala poprawić łatwo ustawienia, itp.

Panel sterowania Xfce 4.8

System daje się konfigurować za pomocą najzwyczajniejszego i przewidywalnego panelu sterowania dostępnego z poziomu Menu -> Ustawienia -> Menadżer ustawień. Znajdziemy tam ustawienia skrótów klawiszowych, zachowań myszki/touchpada, zarządzanie energią, preferencje sesji i programy startowe, preferowane aplikacje itp. Wszystko pod ręką i w czytelnej formie, co może się podobać i o dziwo zdawać egzamin podczas codziennej pracy. Oczywiście pod względem ustawień Xfce do pięt nie dorasta takiemu KDE, jednak stonowana liczba opcji nie płoszy świeżego użytkownika, a starszemu i doświadczonemu pozwala na ‚zgrubne’ ustawienia, do których i tak niektórzy dołożą swoje ulubione narzędzia.

Panel sterownia to za mało? Reszta znajduje się w menu

Gdyby jednak komuś czegoś w ustawieniach brakowało, zawsze można doinstalować programy konfigurujące usługę/sprzęt z GNOME 2.xx/3. I po świeżej instalacji system posiada parę ‚zapożyczeń’ (przynajmniej w przypadku Xubuntu), jak choćby konfiguracja drukarek, kont użytkowników, dodatkowych sterowników, itp. Wszystko co wypracowało jakiś standardowy sposób ustawień i preferencji – będzie można ułożyć po swojemu.

Tak wygląda pierwszy rzut oka na to zwykłe środowisko. Wydaje się być całkiem zwyczajnie, przytulnie i użytecznie. Im dalej w użytkowanie, tym więcej oczywiście różnic zauważymy, co raczej i tak nie powinno nas tak zadziwić jak kompletne przeobrażenie systemu w stylu Unity. Co może wymagać zmiany niektórych zachowań?

Thunar – menadżer plików

Niektórzy po prostu przeglądają pliki. Inni są wyznawcami Nautilusa i ci mogą się skrzywić na obecność Thunara w Xfce. Jednak to podstawowy menadżer plików w tym środowisku i funkcjonalnością niemal nie ustępuje większemu bratu z GNOME 2.xx/3, zachowując się przy tym żwawiej i z większą gracją. Co będzie wymagało zmiany przyzwyczajenia, to łączenie się ze zdalnymi kontami (FTP/FTPS/WebDAV/Windows Share). W Xfce trzeba do tego użyć (na razie) oddzielnego narzędzia – Gigolo, które znajdziemy w menu. To prosty ale funkcjonalny menadżer połączeń, gdzie możemy sobie szybko skonfigurować większość zdalnych położeń. Po połączeniu – zawartość katalogów otwiera się już w Thunarze i pliki obsługujemy jak lokalne. Jak wspomniałem, to rozwiązanie tymczasowe – Thunar w Xfce 4.10 powinien radzić sobie z tym samodzielnie. Innym ‚myk’ dotyczy miniatur obrazów obsługiwanych przez zintegrowany z menadżerem plików Tumbler. O ile standardowe .jpg, .png i podobne miniaturyzują się w podglądzie prawidłowo, o tyle na potrzeby plików RAW trzeba doinstalować wtyczkę tumbler-raw-plugin (do znalezienia w PPA Highly Explosive – patrz na prawo.). Z cech sympatycznych Thunara można wymienić świetne ‚Czynności‚, gdzie może sobie poustawiać podręczne (pod prawym przyciskiem myszy) akcje dla konkretnych plików/katalogów (np. wysyłanie na FTP, itp).

Panele

Panele jak panele, posiadają własny standard wtyczek, są dość konfigurowalne i miło wyglądające. Niestety wtyczki do tych paneli już tak ładnie nie zawsze wyglądają. Dla wielbicieli pluginów z GNOME 2.xx niemiłym zaskoczeniem będzie brak niektórych dodatków. Ale zawsze można pozostawić jeden standardowy pasek (z zegarkiem, menu, listą okien), a resztę dopełnić uroczym Docky czy Avant-Window-Navigator.

Audio i wieczne odwieczne

Pewnym ziarnem piasku w sprawnych trybach konfiguracji Xfce 4.8 był jego mikser dźwięku. Jest on jaki jest, teoretycznie radzi sobie z PulseAudio, jednak nie był wystarczająco sprytny do zgrania w logiczną całość moich dwóch kart dźwiękowych, karty analogowej TV (a co, mam) i innych drobnych niuansów. Dlatego osoby pragnące w pełni zapanować nad wyjściami swojej karty dźwiękowej powinny zainstalować sobie z repozytorium pavucontrol oraz zmienić domyślnie wywoływany mikser po kliknięciu na ikonkę na panelu (Prawy przycisk na ikonce na panelu -> Właściwości -> Polecenie lewego klawisza).

Xfwm4 to nie Compiz

Wszyscy kochają i uwielbiają efektownego Compiza. Jednak w Xfce oknami steruje domyślny menadżer Xfwm4, który z bajerów umożliwia proste ustawienie cieni, przeźroczystości obramowań i w zasadzie to wszystko. Na dodatek, esteci zauważą paskudną przypadłość Xfwm4 – korzystając z Xrender zamiast OpenGL (jak robi to Compiz), Xfwm4 skazane zostało na braki synchronizacji podczas rysowania okien, czy podczas odtwarzania plików video. Nie zawsze i nie każdego będzie to cierniem w oku, lecz by nie pozostawać biernym wobec tego niedopatrzenia pozostaje zamienić Xfwm4 na Compiza – co można stosunkowo łatwo przeprowadzić.

Cała reszta

Dopełnieniem tego środowiska są już nasze preferowane programy. W zależności od dystrybucji dostajemy domyślnie zainstalowany komplet, lecz w większości przypadków konieczne będzie doinstalowanie LibreOffice, swoich ulubionych odtwarzaczy audio/video, programów do obróbki zdjęć/grafiki, itp. To jednak raczej standardowe zachowanie na każdym świeżym systemie. W przypadku Xubuntu do ręki dostajemy Centrum Sterowania za pomocą którego takie operacje przeprowadzimy łatwo i szybko (co nie stoi na przeszkodzie w zainstalowaniu Synaptica).

W ogonie postępu?

Jak widać po powyższych wywodach, duch prostoty połączonej z użytecznością nie zanika. Pytaniem otwartym pozostaje, czy Xfce będzie w stanie rozwijać się nieco bardziej dynamicznie niż do tej pory (dwa lata czekaliśmy na wydanie 4.8). Gdyby osoby skłonne do reanimowanie odchodzącego w niepamięć GNOME 2.xx (MATE) dołączyły do tego projektu, to przyśpieszenie i wykorzystanie mocy twórczych byłyby by widoczne.

Jak takie zachowawcze środowisko poradzi sobie w trudnych czasach gwałtownego rozwoju nowych form interfejsów? Ciężko to przewidzieć. Z jednej strony użytkownicy kręcą nosem na Unity/GNOME 3. Z drugiej jednak na siłę wtłaczają przeróżne dziwne formy poprawek w rewolucyjną falę postępu, skazując się na męki konfiguracji i dostosowań które i tak finalnie nigdy nie zostaną włączone do ‚mainstreamu’ środowiska. Tymczasem większość nowszych dystrybucji (powyższy opis powstała w oparciu o Xubuntu 11.10) pozwala bezstresowo korzystać z Xfce, które aż taką drzazgą w palcu się nie okazuje po bliższym przyjrzeniu. Jako osoba przekonana do pracy z wygodami utrwalonymi przez GNOME 2.xx, do ogródka Xfce 4.8 zajrzałem z ciekawości i jak do tej pory nic nie zmusiło mnie do szukania innych rozwiązań.

Uprzedzając fanów minimalizmu – dlaczego Xfce a nie LXDE. Cóż, to pierwsze to środowisko w pełnym tego słowa znaczeniu, z własnymi autorskimi rozwiązaniami. LXDE to zlepek różnych koncepcji i idei (Openbox, PCManFM), o wiele mniej konfigurowalnych dla dążącego do pełni spokoju użytkownika.

Czy to oznacza, że Unity, Gnome-Shell w dłuższej perspektywie czasu przegrają z Xfce? Oczywiście, że nie. Jednak rozwój Unity i Gnome 3 zajmie jakieś dwa, trzy lata. Ten okres zawieruchy każdy, kto nie chce być beta testerem dziwnych rozwiązań może przeczekać na bardziej przewidywalnym środowisku (lub KDE :)). Jednakże jednostki wybitne poradzą sobie i z Unity i Gnome 3.

Nie strzelać do pianisty – Ubuntu 12.04

Pojawiające się w sieci sensacyjne doniesienia o nowych wydaniach Alpha nadchodzącego wydania Ubuntu 12.04 rozbudzają wyobraźnię wielu osób. Wyobraźnia podsuwa wizje gruntownych zmian w funkcjonalności Unity, jak też w możliwościach konfiguracyjnych tego interfejsu. Lecz ktoś musi powiedzieć to głośno – zmian nie będzie, lub będą kosmetyczne. Unity będzie wyglądało niemal tak samo jak obecnie, no może poza stylem graficznym i tapetą.

Czego możemy być zatem pewni?

– znika Banshee, Tomboy (a z nim reszta Mono), Gbrainy. Na scenę wkracza ponownie Rhythmbox,
– pojawia się Firefox 9 i Thunderbird 9,
– wszystko będzie napędzane kernelem 3.2.x,
– czas wsparcia wydania LTS zostanie wydłużony do 5 lat

Rzecz jasna to streszczenie i ułamek wszystkich przewidywanych i zaplanowanych zmian – podane dotyczą tego, co odczuje użytkownik podczas pierwszego kontaktu z 12.04. Całą listę można znaleźć pod tym adresem – niemniej najczęściej powtarza się fraza ‚stabilność’, ‚dopracowanie’, ‚integracja’. Ani słowa o rewolucji jak widzicie. Dokładną i ostateczną formę zmian poznamy dopiero po wejściu wydania w fazę Feature/User Interface Freeze (zamrożenie zmian w funkcjonalności i interfejsie).

  • 1 grudnia – Alpha 1
  • 2 lutego – Alpha 2
  • 16 lutego – Feature Freeze
  • 23 lutego – User Interface Freeze
  • 1 marca – Beta 1
  • 29 marca – Beta 2
  • 26 kwietnia – Ubuntu 12.04 LTS
  • Żeby zrozumieć zachowawcze podejście do tego wydania należy przypomnieć sobie, że będzie to wydanie LTS – zatem o długoterminowym wsparciu, jak też oczekiwanej przez wielu podwyższonej stabilności i przewidywalności. Dlatego też nikt nie decyduje się na rewolucyjne zmiany a prace dotyczą doszlifowania stabilności programów oraz istniejących funkcji, opcji i zachowań systemu/interfejsu.

    Photivo z podglądem plików

    Świetny edytor plików RAW, Photivo, skutecznie opiera się modzie na błyskawiczny rozrost numeracji wydań. Lecz to nie jest oznaka stagnacji projektu. Jednym z kamieni milowych ostatnio osiągniętych przez program jest wbudowana przeglądarka plików. Dzięki temu program zbliża się do zachowań jakie wypromowały inne aplikacje typu ‚przeglądaj i obrabiaj zdjęcia’. Oczywiście, zbliża się sposobem nawigacji po zdjęciach, bo jeżeli spojrzymy na ilość opcji, filtrów i możliwości kreacji obrazu – to chyba niewiele programów jest w stanie dorównać temu projektowi.

    Od tej pory uruchomienie Photivo (bez podania nazwy pliku) to już nie enigmatyczne okno, lecz gustowny menadżer plików, dzięki któremu szybko dotrzemy do naszej kolekcji zdjęć (lub nawet szybciej przy pomocy zakładek).

    Nawigacja pomiędzy katalogami...

    Z list zdjęć możemy pojedynczym kliknięciem podejrzeć plik w powiększeniu lub po dwukrotnym – przejść do edycji.

    ... i pomiędzy zdjęciami

    Z okna edycji po skończonej obróbce można wrócić do menadżera plików przy użyciu ikonki w prawym dolnym rogu programu. Pomijając kwestie dopytywania się programu o zapisanie zmienionego pliku, jak też powtórne generowanie (wczytywanie?) miniaturek, całość działa bardzo sprawnie.

    Menadżer pojawił się w wersji z datą 2011-11-28 w nazwie paczki (wobec braku ‚normalnej’ numeracji wydań przez developerów Photivo). Do zainstalowania przy wykorzystaniu mojego repozytorium Highly Explosive – dla wersji Lucid, Maverick, Natty, Oneiric (jak również równoważnym wydaniom Minta, oraz teoretycznie Debiana).

    UWAGA
    W związku z wykorzystywaniem przez projekt QT 4.7 (poprzednio QT 4.6) wersja dla Lucida pomimo chęci moich i developerów, zostaje w tyle.

    Translate »