przystajnik

Monthly Archives: Listopad 2010

Jak dobrać się do PPA

PPA (Personal Package Archive) to jeden z przykładów, jak pomocna może być społeczność linuksowa. Bez tych repozytoriów wielu z Was nadal używałoby niektórych programów w wersji dostarczanej przez oficjalne repozytoria danego wydania Ubuntu. Pół biedy, jeżeli kolejne zmiany w programie dotyczą błahostek, wtedy można ze spokojnym sumieniem używać wersji sprzed roku. Ale jeżeli zmienia się zasadnicza funkcjonalność – o, to wtedy lepiej być na bieżąco. Ale z racji tego, że Ubuntu nie jest wydaniem ciągłym, osoby np. z wersją 10.04 będą tkwiły w archiwalnych wersjach niektórych aplikacji.

I tak oto PPA wkraczają na scenę, bo właśnie tam w większości przypadków jakaś dobra dusza prowadzi archiwum paczek (i regularnych, i backportów) konkretnego programu dla konkretnego wydania Ubuntu. A jak wygodnie z PPA korzystać, to tylko za pomocą programu Y PPA Manager.

Menadżerów paczek i ‚ułatwiaczy’ życia popełniono wiele, lecz ten programik jest o tyle ciekawy, gdyż przybliża zwykłemu użytkownikowi możliwość przekopania bezdennych otchłani PPA i zarządzania repozytoriami bez konieczności tkwienia w prostackim terminalu*.

Nic odkrywczego w tym programie nie ma, a jednak łatwo i bezboleśnie możemy przeszukać PPA (wg. nazwy pakietów), podejrzeć co w którym repozytorium i w jakiej wersji się kryje (lub dowiedzieć się, że dla naszej wersji Ubuntu paczek nie ma), dodać PPA, usunąć, itp. Niewiele, ale użytecznie, bo za pomocą jednego okienka (które mogłoby mieć nieco lepiej dopracowany UI). Jedyny minus jest tak, że trzeba znać mniej więcej nazwę programu którego się szuka.

Program w wersji dla Ubuntu Lucid i Maverick instalujemy:

sudo add-apt-repository ppa:webupd8team/y-ppa-manager
sudo apt-get update
sudo apt-get install y-ppa-manager

A następnie uruchamiamy -> Programy -> Narzędzia Systemowe.

* Fani terminala i tak wiedzą, że to ironia grubymi nićmi szyta

Jak zostać certyfikowanym dziwakiem

Odpowiedź jest prosta. Wystarczy w miejscu publicznym (np. pracy) głośno słuchać radia. Nie byle jakiego radia, lecz linux.fm. Stacji, która ‚czyta’ na żywo kod źródłowy poszczególnych elementów kernela linuksowego. Powtórzę – syntezator mowy skanduje w internetowy eter linijka za linijką z każdego pliku źródłowego składającego się na kernel Linuksa.

Dziwakowi nikt nie podskoczy…

Optymalizacja czy nadinterpretacja?

Wobec doniesień na temat fantastycznych rezultatów w testach przeglądarki Internet Explorer 9 nie mogło się obejść bez zgrzytu, jakim było odkrycie, że Internet Explorer 9 na testach… Oszukuje. A przynajmniej wielu tak nazywa zachowanie nowej wersji przeglądarki.

Wszystko za sprawą optymalizacji jakimi obdarzono w IE9 nowy silnik JavaScript, Chakra. W szczególe kontrowersje dotyczą metody eliminacji/zmiany fragmentów kodu Java, rozpoznawanych przez silnik jako ‚dead code’. Wyjaśnienie tego mechanizmu znajduje się w linkach powyżej, natomiast problemem był błąd w tym algorytmie, który powodował, że IE9 testy match-cordic SunSpider wykonywał dziesięciokrotnie szybciej niż konkurencja (co wpływało na całościową średnią testu). Nie przeszkodziło to poprowadzić przez internet triumfalnej fali entuzjazmu nt. nowej wersji tej przeglądarki. Po usunięciu błędu wyniki były mniej szokujące, IE9 wrócił na swoje miejsce w szeregu, a cały mechanizm ‚dead code elimination’ został wzięty pod lupę.

O co tyle krzyku? Młodsza część czytelników może nie pamiętać czasów, kiedy podczas agonii Netscape’a jak wiodącej przeglądarki internetowej, swoje pięć (a nawet dziesięć) minut w historii miał Internet Explorer (wtedy w wersji ~4). Wtedy też za sprawą swobodnej interpretacji standardów przez tą przeglądarkę upowszechniło się niechlujstwo w pisaniu stron (‚błędy? E, przeglądarka to jakoś pokazuje’) oraz dwa kierunki rozwoju elementów html (wg. W3C i wg. MS). Dlatego o tyle nadinterpretacje w Chakra są niebezpieczne, bo dopuszczają do dowolności, która luzuje rygory porządnego i optymalnego kodowania.

Translate »