przystajnik

Monthly Archives: Kwiecień 2009

Zrób to sam – domowy składzik na pliki

Pomysł

Popularny ostatnio termin Dropbox omijał mnie szerokim łukiem i nie wzmógł jakichś ukrytych pragnień czy chęci. Czasy się jednak zmieniają, jak też lenistwo człowieka postępuje i chcąc skrócić sobie drogę z jednego pokoju do drugiego, postanowiłem że pliki które chcę wymieniać między komputerami, fajnie by było wciskać w jakieś oczywiste i łatwo dostępne miejsce. Ponieważ nie tylko ja korzystam z komputerów, jak też maszyn się czasem przewija kilka, rozwiązanie musiało powstać uniwersalne. Koncepcja która się snuła za mną przez dzień lub dwa była prosta. Jeden katalog na komputerze ‚matce’, dostęp do katalogu dla każdego użytkownika (lub wariant ‚dla każdego), możliwość tworzenia plików i katalogów, lecz brak możliwości ich usuwania (wariant drugi – pełen dostęp). Naiwność powyższego bije swą szczerością prosto w uśmiechnięte lica obeznanych z tematem geeków, ale jednak przedstawię moją drogę.

Potrzebne będą

– zainstalowana Samba (sztuk jeden),
– katalog /home,
– konsola, terminal, wedle uznania,
– sprawna klawiatura.

Po zalogowaniu się w konsoli jako root (dla Debiana jak su, dla Ubuntu sudo su), tworzymy w /home folder o nazwie np. ‚skladzik’ – mkdir /home/skladzik.

Nadajemy owemu katalogowi prawa – chmod 770 /home/skladzik (chmod 777 /home/skladzik dla pełnego dostępu – z kasowaniem zawartości włącznie).

Zmieniamy użytkownika i grupę dla katalogu ‚skladzik’ – chown nobody.shared /home/skladzik (jeżeli nie mamy w systemie grupy ‚shared’ – tworzymy ją – addgroup shared).

Ustawiamy dla katalogu ‚skladzik’ sticky bit, dającej możliwość usuwania plików i katalogów tylko właścicielowi katalogu lub administratorowi (dla wariantu dostępu pełnego dodamy pewną opcję, ale o tym niżej) – chmod +t /home/skladzik

Ustawiamy dla katalogu ‚skladzik’ bit SGID, dzięki czemu wszystko co zostanie w nim utworzone będzie miało grupę katalogu nadrzędnego (czyli grupę ‚shared’) – chmod g+s /home/skladzik

Uzupełniamy elementy

Mamy miejsce na składzik, teraz czas poinformować oprogramowanie, by z niego skorzystało. Do tego celu wykorzystamy Sambę. W pliku konfiguracyjnym /etc/samba/smb.conf, dodajemy na samym końcu sekcję:

[skladzik]
comment = Domowy Skład Na Pliki
path = /home/skladzik/
read only = no
valid users = @shared
browseable = yes
inherit owner = yes
directory mode = 3770
force directory mode = 3770

Co tu wymaga wyjaśnienia… Opcja ‚inherit owner’ załatwi nam dostęp do plików dla każdego użytkownika – po skopiowania plików, nada im właściciela z katalogu ‚skladzik’. ‚Directory mode’ i ‚force directory mode’ pozwolą na kopiowania katalogów z podkatalogami. ‚Valid users’ da dostęp do naszego składu tylko użytkownikom dopisanym do grupy ‚shared’.

Istotna informacja dla chcących stworzyć pełen dostęp – należy między tymi opcjami dodać następującą: guest ok = yes. W połączeniu z prawami 777 dla katalogu /home/skladzik, da to każdemu użytkownikowi pełen dostęp do zawartości – kopiowanie, kasowanie, zmienianie nazwy, itp. Użytkownik nie będzie też musiał posiadać konta w systemie (jak też przynależności do ‚shared’). Jest to rozwiązanie wygodne, ale tylko dla zamkniętych sieci (za różnymi zaporami i bez wstępu sieci zewnętrznej do naszych zasobów). Ja osobiście używam tego trybu, w odpowiedzi na kontrowersję jakie wzbudza dodawanie użytkowników do grupy ‚shared’, jak też pytania o ich hasło podczas logowania do zasobów – skoro ma być łatwo i przyjemnie, po cóż tyle ceregieli?

Podsumowanie

Pozostaje utworzony zasób albo automagicznie montować przy uruchomieniu komputera, bądź zrobić sobie jakąś miłą zakładkę, skrót na pulpit, itp. Wedle uznania i zapotrzebowania (Nautilus wygodnie w tym pomaga).

Zdaję sobie sprawę, że powyższe łamańce konsolowe to nieco frontowe rozwiązanie, lecz ma ono jedną podstawową zaletę – u mnie działa.

Znikający punkt

Przy pierwszej próbie, przegnało nas z jej stoków gradobicie. Drugie podejście też ugrzęzło w niesprzyjających śniegowych okolicznościach, z braku odpowiedniego ekwipunku. Lecz jak to się w przysłowiu rzecze, za trzecim razem w końcu udało się wdrapać na tę górę. Tak właśnie zdobywałem Jaworzynę Konieczniańską (881 m n.p.m.).

Plan wyprawy był prosty – docieramy do przejścia granicznego w Koniecznej, stamtąd szlakiem na Beskidek (zahaczając po drodze o cmentarz z I woj. św. – tutaj lepiej się jest trzymać najpierw szlaku czarnego, a potem za cmentarzem niebieskiego). Chwila odsapnięcia u stóp Jaworzyny i dość mocne, ostre podejście na jej szczyt (250m przewyższenia na odcinku 1km). Cel nie został wybrany przypadkowo – na Jaworzynie znajduje się, a w zasadzie znajdował, jeden z ciekawszych punktów widokowych na Beskidy. Niestety, na miejscu potwierdziło się to, że punkt widokowy… Zanika. Drzewa powoli przejmują kontrolę nad całością grzbietu Jaworzyny, wesoło informując przybyłych ‚i praw natury pan nie zmienisz’. Bardzo imponująco wygląda na szczycie dziwny i lekko upiorny las po stronie słowackiej (grzbietem biegnie granica, słowacka strona to rezerwat) – doskonałe miejsce na klimatyczne ujęcia w odpowiednio klimatycznych warunkach pogodowych.

Gdy już się upewniliśmy, że nic więcej z tego grzbietu nie obejrzymy, podreptaliśmy z powrotem, w stronę Koniecznej, w lesie skręcając jednak w jedną ze ścieżek, wiodącą gdzieś na słowackie pustkowia. Długą, lecz ładną dolinką przeszliśmy do głównej drogi i asfaltem parę km z powrotem do przejścia (dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że z dolinki można było na azymut przeć w stronę opuszczonego PGR’u i nie robić dość sporego koła, a już na pewno uniknąć asfaltu).

Polecam ten wariant kombinującym odpoczynek w tym rejonie. Prośba – nie śmiećcie po lasach, bo po niektórych widokach mam potem dylematy moralne, czy wyrzucić pod krzak skórkę od banana.

spoczynek

Klimkowka

pleskanka

Plotek

z_koniecznianskiej3

oczko

vrchy

z_koniecznianskiej

stop

yyy

vrchy

eco_bitumit

Co zawdzięczamy EXT4?

Nowa linuksowa wunderwaffe wycelowana w desktopy, staje się czymś powszechnym – wszędzie widzimy masową migrację dystrybucji na system plików EXT4. Nowe Ubuntu (Jaunty Jackalope 9.04) które na masową skalę zastąpi na naszych komputerach ext3 nowym ext4, od jakiegoś czasu jest już dostępne. I skutek zamiany systemu plików jest widoczny, nawet okiem laika.

Ale co, poza inną nazwą, tak naprawdę dał nam EXT4?

Wszystkie zmiany jak zawsze sprowadzają się do jednego – aby było szybciej i sprawniej. Etatowego użytkownika nie interesują takie terminy jak poprawiające wydajność ekstenty, dynamicznie optymalizowane rozmieszczenie danych na dysku (allocate-on-flush), usprawnia obsługa księgowania (sumy kontrole) i parę innych. Co więcej, jego takie dociekania nad naturą powyższych, kompletnie nie obchodzą – jego komputer ma działać szybciej, sprawniej i ma mieć kolorowy pulpit. Natomiast testy lubimy My (określona grupa określonego kręgu społecznego). W przypadku wspomnianego wcześniej Ubuntu 9.04 warunek prędkości został spełniony – system uruchamia się sporo szybciej niż we wcześniejszych wersjach. Czy jest to jednak wynik sprawniejszego systemu plików, czy może zmieniły się skrypty startowe i ich wydajność?

Mój Jaunty którego testuję od wersji RC, natchnął mnie do sprawdzenia różnicy w wydajności pomiędzy ext3 a ext4 na moim dopieszczony Debianie. Dla partycji na tym samym dysku (jedna partycja ext3, druga ext4), zapuściłem w prostacki sposób Bonnie++ ($# bonnie++ -s 4128). A wyniki są takie:

EXT3


Size
4128M
------Sequential Output------
-Per Chr- --Block-- -Rewrite-
K/sec %CP K/sec %CP K/sec %CP
34740..71.35551..10.16804...3


--Sequential Input- --Random-
-Per Chr- --Block-- --Seeks--
K/sec %CP K/sec %CP /sec %CP
36828..83.37393...3.176,8..0

EXT4


------Sequential Output------
-Per Chr- --Block-- -Rewrite-
K/sec %CP K/sec %CP K/sec %CP
51493..96.56371..12.23641...4


--Sequential Input- --Random-
-Per Chr- --Block-- --Seeks--
K/sec %CP K/sec %CP /sec %CP
55680..96.57802...5.192,0..0

Jak się już tak człowiek wczyta w te cyferki, liczby i symbole (to nie moja wina, że to tak wygląda, Bonnie++ tak podaje wyniki), to nasuwają się oczywiste wnioski i konkluzje (dla uproszczenia tylko dla operacji na blokach):

– ext4 jest szybszy od ext3 – zarówno przy zapisywaniu (56371 K/sec vs 35551 K/sec) i odczytywaniu danych (57802 K/sec vs 37393 K/sec),

– ext4 jest szybszy od ext3 podczas nadpisywania plików (23641 K/sec vs 16804 K/sec),

– ext4 bardziej obciąża procesor (zapis – 12% vs 10%, odczyt 5% vs 3%).

Cóż można więcej rzec. Przy najbliższej sposobności muszę przeformatować swoją partycję / na nowy system plików. Podobne rozwiązanie polecam osobom aktualizującym swoje Ubuntu do nowszej wersji – optymalnie będzie uruchomić instalację z płytki, a partycję / potraktować jak wspomniałem. Oczywiście, tylko w przypadku, gdy ważne dane i /home mamy na osobnej partycji.

Można wcześniejszą partycję ext3 zamontować jako ext4, ale nie da to wielkiego przyrostu w wydajności – właśnie z powodu specyficznych i właściwych tylko ext4 rozwiązaniom.

Rzecz jasna, powyższy test jest taki bardziej ‚na oko’. Na Phoronixie i innych serwisach, testów i benchmarków EXT4 wykonano już całe multum, jednak nikt chyba nie zwrócił uwagę na śladowe, ale jednak większe, zużycie CPU. Ale przecież mamy coraz lepsze procesory, a różnica w obciążeniu jest akceptowalna, w stosunku do wzrostu wydajności zapisu i odczytu.

Testu dokonano na Debianie z kernelem 2.6.29, dysku WD (IDE), dwóch partycjach zamontowanych z parametrem ‚noatime’.

Przeglądarek nigdy mało

Ktoś pamięta program XnView w wersji dla Linuksa? Przestarzały interfejs w Motif’ie, ale całkiem niezła funkcjonalność, choć dość losowe zachowanie w niektórych momentach. Po paru latach bez aktualizacji programu nie dało się już używać. Kolejny zapomniany kawałek softu?

A tu, proszę, niespodzianka. Twórca (twórcy) przygotowali nową wersję XnViewMP 0.12, która w założeniu ma tak samo działać i wyglądać pod wszystkimi platformami. W chwili obecnej to jeszcze stadium Alpha, ale już można spróbować się z nią polubić. Program jest napisany z użyciem bibliotek QT, jednak znajdują się one wszystkie w paczce z prekompilowaną binarką, nie trzeba zatem umieszczać w systemie jakichś dodatkowych zależności. Wystarczy pobrany katalog rozpakować do jakiegoś zacisznego miejsca na dysku i następnie uruchomić znajdujący się tam skrypt xnview.sh.

Co w tym programie jest takie arcyciekawego? Przede wszystkim, ilość rozpoznawanych formatów – jakieś 465 sztuk, niektóre całkiem egzotyczne. Przeglądarka umożliwia też tagowanie zdjęć, nadawanie im różnych priorytetów, eksport do kilku popularniejszych formatów, bądź wysyłanie do zdefiniowanego programu graficznego. Wspiera też lokalizację zdjęcia w przypadku, gdy posiada ono dane z GPS’a.

xnviewmp_lnx

Co najistotniejsze dla mnie – program jako jeden z nielicznych obsługuje wyświetlanie podglądu plików .orf (i pewnie innych zdjęć w formacie RAW). Robi to szybko, wyświetla bez ceregieli dane EXIF, jak też histogram i inne ciekawe informacje. Jak na wersję Alpha, to zupełnie przyzwoicie.

Czego programowi brakuje? Na pewno narzędzi do jakiejś wstępnej obróbki – zmiany rozmiaru zdjęcia, kadrowania, jakichś prostych filtrów, wyostrzania, itp. Program nie występuje jeszcze w polskiej wersji językowej.

Tak czy owak – mieć jedną przeglądarkę do wyboru, a takowej nie mieć, to razem dwie przeglądarki – więc pozostaje trzymać kciuki za rozwój tego programu.

Wersje dla innych systemów można ściągnąć stąd.

Rozruch

Po morderczej zimie, przyszedł czas odetchnąć rześkim powiewem wiosny. Na miejscu, które wybrałem do tych ćwiczeń oddechowych, okazało się, że do prawdziwej wiosny to jeszcze trochę brakuje, a im dalej w las, tym mniej zieleni.

Ale słowo się rzekło i wracać o niczym było nietęgo. Zatem przedreptaliśmy Dolinę Bielicznej (obok Izb) tam i z powrotem. Akurat spacer na rozruszanie butów. Dodatkowym czynnikiem motywacyjnym była powolna komercjalizacja tych rejonów. Dolina Bielicznej znajduje się w opisach atrakcji pobliskich pensjonatów. Atrakcje te obejmują, oprócz hipiki, również rajdy quadami i innym wyjącym ustrojstwem. Więc za jakiś czas, może nie być tam tak cicho, a i sama infrastruktura rozwijająca się u wylotu doliny, powoli przesuwa się w jej głąb. Idzie nowe, itp.

Sama dolina jest warta odwiedzenia, oprócz dla widoków (np. na Lackową), również dla znajdującej się tam cerkwi. Ciekawostka, w czasie gdy tam chodziliśmy, cerkiew była otworzona i można było wejść do środka. Totalne odludzie (no, prawie), do najbliższego domostwa ok. 3 – 4 km, a tu wystarczy za klamkę i już się jest w środku. Cieszy takie zaufanie, ale czy każdy to doceni… Powyżej cerkwi znajduje się stary łemkowski cmentarz, jednak niknie powoli w oczach, praktycznie wszystkie nagrobki są uszkodzone, choć widać ślady sprzątania.

I pewnie podreptał bym dalej w górę, by dojść do szlaku prowadzącego na Ostry Wierch. Ale, że zostałem uświadomiony niemal siłą, że przyjemności trzeba sobie dozować, Ostry Wierch i reszta musi poczekać.

jeszcze_nie_w_zieleni

starszyzna

wejscie_ewakuacyjne

bieliczna_w_przededniu1

gadzina

koronacja_lackowej

Perturbacje

Nie trudno zauważyć, że ostatnio nic się tu nie dzieje. Zero wpisów, poezji, pieśni patriotycznych, czy porad ‚podkręć swój monitor’. Ale mam fantastyczne wytłumaczenie na to.

Na początku, lenistwo. Nie każdy może się pochwalić takim rasowym lenistwem – to nie wada wszak, a mocny punkt charakteru.

Następnie mamy zniewolenie. Przez czynniki zewnętrzne, wymuszające na jednostce działania w celu podtrzymania stanu posiadania i zamieszkania.

Kolejna rzecz, to oprogramowanie. Darowanemu koniowi w zęby się nie zerka, lecz jednak, niestety, WordPress od pewnego czasu płatał mi psikusy, by całkiem stwierdzić, że nie będzie zapisywał moich prób nawiązania łączności ze światem. Albo coś mu się zepsuło w bazie, albo sam WordPress się zepsuł, albo ktoś mi coś zepsuł.

Ten ostatni punkt wymaga rozwinięcia, bo jak stali bywalcy zauważyli, zmieniło się tu co nieco. W związku z buntem starego silnika (2.0.6 (sic!)), pojawił się nowszy WordPress. Zmienił się też wystrój waszych i naszych monitorów, za sprawą tematu ‚minimalism’, który nieco podrasowałem i spolszczyłem. Po drodze była jeszcze ciekawa przygoda z przenoszeniem bazy wpisów, bo się okazało, że od wieków mam w bazie danych krzaczki a nie polskie znaki. Stary 2.0.6 potrafił jakoś to wyświetlać po naszemu, nowy już nie zdołał – pozostała konwersja bazy (załatwiłem to starym trickiem z BLOBem w roli głównej).

No i tego… W związku z powyższym, witam wszystkich przybyłych, życzę dobrego dnia, itp itd.

Translate »