przystajnik

Archiwum tagów la źródła

Apple uwalnia Swift

Zaproponowany w 2014 roku przez Apple nowy język programowania Swift dojrzał w swojej formie na tyle, że firma postanowiła udostępnić go szerszej publiczności w formie otwartego kodu na licencji Apache 2.0. Tym samym Linux doczekał się kolejnego kompilowanego języka a Apple może oczekiwać wzrostu zainteresowania swoim dziełem.

Dziady w wersji opensource – przygarnij zombiaka

Miesiąc listopad czy tego chcemy czy nie, siłą sugestii otoczenia zmusza nas do mimowolnych i nawet krótkich, ale jednak – wspomnień. Wspominać można też projekty opensource które przez ostatni rok nie zdołały utrzymać się na powierzchni zainteresowania społeczności i deweloperów. Choć świat przyjął gruboskórne kryterium oceny ich przydatności („jeżeli ktoś by tego chciał używać, to by program był rozwijany nadal”), to jednak przeciętny użytkownik nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie bogactwo może się kryć w opuszczonych projektach. Nie mówiąc już o deweloperach, którzy zamiast wymyślać koło na nowo mogliby podjąć czyjeś wcześniejsze efekty pracy i doprowadzić je do świetności. I to właśnie z inicjatywą ożywiania porzuconych projektów wyszedł ostatnio Jono Bacon (tak, to ten człowiek pracujący onegdaj dla Canonical). Okazuje się, że nie on jeden.

Otwarte łamy otwartego Photographer.io

photographer-ioMiejsc do sieciowego uzewnętrzniania się z osobistą twórczością fotograficzną mamy obecnie na pęczki. Każdy szanujący się i szukający poklasku artysta z bogatym portfolio bez problemu wymieni Flickr, Google Picasa, 500px i tak dalej. Czy mamy jednak jakiś wybór, jeżeli chodzi o uczciwe zasady współpracy z serwisem społecznościowym? Może uczciwe to termin mocno na wyrost, lecz znajdzie się grono osób, które doceni jasne i klarowne reguły korzystania z serwisu, brak reklam, ochronę prywatności i praw autorskich. A także kod źródłowy serwisu udostępniony na wolnej licencji MIT. Taki właśnie stara się być Photographer.io, obecnie na etapie beta.

Google odłącza aparaturę opensource?

blabla-icon Google budzi ambiwalentne uczucia. Jeszcze nie tak dawno debiutujący ze swoim Android pretendent, próbujący stawiać czoła wiadomemu gigantowi z sektora systemów operacyjnych. Rękawica rzucona w twarz MS, przy jednoczesnym wykorzystywaniu i wspieraniu opensource, zjednała Google wiele sympatii w wiadomych kręgach. Z drugiej strony korporacja o nie mniejszym rozmachu niż MS i przemysł opierający się o nasze przyzwyczajenia, upodobania a niekiedy prywatność. Można przełknąć gorzką pigułkę rzeczywistości i stwierdzić – ‚Cóż – ogień trzeba ogniem zwalczać’. Ale ostatnie decyzje Google wprowadzają sporo fałszywych nut w pieśń o zwycięstwie pod sztandarem z hasłem ‚Wolne Oprogramowanie’…

Translate »