przystajnik

Monthly Archives: Listopad 2011

Zaawansowane profile w Rawstudio

Twórcy Rawstudio po wydanej niedawno wersji 2.0 swoim tempem przygotowują kolejne wydanie 2.1, które powinniśmy otrzymać ‚na dniach’. Jako przedsmak do całości, na stronie programu zostały udostępnione nowe zaawansowane profile kolorystyczne dla 93 modeli aparatów. Od dotychczasowych ‚prostych’ profili różnią się one większą precyzją w określaniu kolorów, co przekłada się na lepsze wyniki końcowe podczas obróbki zdjęć. Wszystkie powstały przy użyciu darmowego edytora Adobe DNG Profiles i próbników RAW z Image Resource.

Aby skorzystać z nich skorzystać, należy je pobrać i po rozpakowaniu umieścić w katalogu ~/.rawstudio/profiles. Można też zaktualizować Rawstudio do wersji Rawstudio-daily (wymaga dodania repozytorium ppa:rawstudio/ppa), lub zaczekać na finalną wersję 2.1.

Różnice niemal niewychwytywalne, ale histogramy inne.

Należy też pamiętać o ponownym przeliczeniu balansu bieli po zmianie profilu z prostego na zaawansowany (klawisz ‚c’).

Strefa przechowania – Mint 12 „Lisa”

Świat nie ma litości wobec jednodnostek nieprzystosowanych lub opornych na nowości. Nie mniej pozbawione skrupułów są Unity i GNOME Shell, które to rozpoczęły triumfalny marsz na nasze pulpity. Z hasłem ‚Zmieniaj przyzwyczajenia lub skrob pietruszkę’ wprowadzają nas w odmienną przestrzeń zawiadowania zawartością naszych ekranów. A nam pozostaje albo się nauczyć od nowa obsługi komputera, albo szukać ratunku w środowiskach XFCE lub KDE, lub – przeczekać do pełnej dojrzałości Unity/GNOME Shell na hybrydzie jaką proponują nam twórcy niesamowicie popularnego Linux Mint 12 „Lisa”.

Pulpit jak pulpit, ale z paskiem od GS oraz MGSE

Najnowsze wydanie Mint 12 to efekt rozmyślań nad tym jak w miarę bezboleśnie wprowadzić użytkowników w świat nowych odruchów, jaki proponuje nam Unity/GNOME Shell. Akurat w przypadku Minta twórcy wybrali GNOME Shell (i całe GNOME 3) jako jeden ze składników środowiska, do którego włączyli swój dodatek o nazwie MGSE (Mint GNOME Shell Extensions). Za tym zgrabnym skrótem kryje się rozszerzenie GNOME Shell, które dodaje… Dodatkowy panel wyświetlający menu, przycisk odkrywania pulpitu, listę okien aktualnie otworzonych programów, przełącznik pulpitów i przypominacz powiadomień. Dokładnie tyle i w takiej kolejności, bo każdy element to niezbywalna i niezmienna część panela. Osoby które nie są być może w temacie, zapytają się ‚A co to za rewolucja, panel z listą okien wyświetlać?’. Ano taka, że domyślnie Unity ani Gnome-Shell nie posiada już listy okien, wynosząc nawigację między aplikacjami na nowym poziom abstrakcji. Jednym się to podoba lub nie widzą różnicy, inni wręcz przeciwnie, stąd też Mint połaczył wodę z płynem zmiękczającym – by starzy wyjadacze choć trochę mieli ułatwiony start w nieznane.

Poza powyższym, Mint 12 „Lisa” to przeróbka Ubuntu 11.10, ze wszystkimi związanymi z tym konsekwencjami. W odróżnieniu od materiału bazowego, Mint może pochwalić się natywnymi rozwiązaniami jak własne menu (bardzo zgrabne i funkcjonalne), menadżer aktualizacji, centrum oprogramowania (o wiele bardziej responsywne od tego orginalnego z Ubuntu) szybka instalacja kodeków, oraz wspomniany MGSE. Inną ciekawostką są wmontowane na stałe w przeglądarkę wyszukiwarki internetowe. To nie wszystkie różnice oczywiście.

Cała reszta...

Oprócz tego, Mint dostarcza nam środowisko MATE, będące respirowanym Gnome 2.xx – jednak nie ukrywajmy, to najmniej polecane obecnie rozwiązanie. Zmiany nadeszły, czas stanąć im naprzeciw.

Obrazy iso z Linux Mint 12 można pobrać z tego miejsca, wybierając odpowiadającą nam wersję (32/64 bity). Wybrać możemy również edycję DVD bądź CD – w przypadku DVD otrzymamy dodatkowo ‚z pudełka’ wszystkie kodeki i kilka aplikacji więcej.

Jeżeli natomiast przyjrzymy się komfortowi użytkowania GNOME Shell, to zauważymy jaka jeszcze długa droga jest przed całym GNOME 3 w przepisywaniu aplikacji i dodawaniu funkcjonalności do środowiska. MGSE rzeczywiście w jakimś stopniu ratuje sprawę, z tego tandemu daje się korzystać w miarę komfortowo. Choć niektórym drzazgą w oku będzie zmarnowany górny panel (wyświetla tylko nazwę aktywnego okna, oraz nowy-stary tray, z którego większość aplikacji i tak nie potrafi korzystać), enigmatycznie ucięte po paru znakach nazwy programów w Dashu, surowa estetyka GTK3 i poza fruwającymi oknami w Dashu brak ogólnego ‚błysku’ środowiska (przyrównując do takiego KDE). Odrębne kuriozum to negowanie lat rozwoju multitaskingu i siłowe wtłaczanie użytkownika w tryb aplikacji, zamiast jak do tej pory w tryb zadań (MGSE przywraca równowagę). Pozostaje żywić nadzieję, że uproszczenie środowiska pod początkujących użytkowników nie będzie ciągnęło za sobą konieczności uproszczenia ambicji bardziej świadomej części społeczeństwa.

MacroFusion w oparach iluzji

MacroFusion (obecna wersja 0.7) to nowe narzędzie graficzne ułatwiające opanowanie techniki łączenia kilku zdjęć w jedno. Jak powszechnie wiadomo, zdjęcia warto łączyć ze sobą na potrzeby uzyskania większej głębi ostrości (DOF), lub większej dynamiki obrazu (HDR). Jednak zanim o samym programie…

Trucie o genezie

MacroFusion 0.7 w akcji

Spora grupa osób żywo zainteresowanych obróbką zdjęć na Linuksie dobrze wie, jak wygląda sprawa specjalistycznych graficznych narzędzi dla wąskiej grupy odbiorców. Nie ma ich wcale, bądź istnieją w formie programów tekstowych do opanowania tylko przez natchnionych artystów – programistów, podczas gdy ich lista opcji innych przyprawia o mdłości. Sprawa z techniką HDR na Linuksie wygląda podobnie mdławo. Mamy niezły Luminance HDR, jednak obłożony takim natężeniem algorytmów, że ciężko niektórym nad nimi zapanować, a jak już – efekty są zbyt przerysowane. Potem pseudo-hdr (Dynamic Range Compression) w Photivo, długo długo nic, parę wtyczek do GIMPa, szczątkowa obsługa HDR w Darktable… I koniec możliwości? A prawda, pozostał jeszcze Hugin. ‚Jak Hugin, skoro to narzędzie do generowania panoram?’, skrzywią się z niesmakiem fachowcy. I tak i nie, gdyż w ramach projektu Hugin został doń zaadaptowany tandem programów o nazwie Enblend i Enfuse. Pokrótce – Enblend dba o to, aby nachodzące na siebie kawałki panoram ładnie się uzupełniały oraz miały ten sam balans bieli, Enfuse – pozwala nakładać na siebie zdjęcia/fragmenty zdjęć w celu zachowania/wyrównania ekspozycji czy głębi ostrości. I to ten drugi program nas interesuje.

Efekty dla wybrańców

Jednak pierwszym rozczarowaniem jakie przeżyje większość osób pragnących oszczędzić sobie wyłamywania palców na klawiaturze, będzie bezsprzeczny fakt pracy Enfuse właśnie tylko w środowisku tekstowym. Tym samym grono odbiorców tego programu, pomimo jego niewątpliwych zalet i wysokiej skuteczności, dość mocno się zawęża. Można próbować zatem korzystać z Hugina i tam składać HDRy, jednak kto próbował, ten wie, że nie jest to do końca wygodne ani intuicyjne. W końcu to program do panoram.

Na każdy temat...

Nisza dla MacroFusion

I w tych dość dramatycznych okolicznościach, wobec braku konkretnych rozwiązań, na scenie pojawia się MacroFusion. Program jest niczym innym, jak graficzną nakładką dla narzędzi Enfuse oraz Hugin Tools (a konkretnie programu Align_image_stack). Ujęte zostały w nim niemal wszystkie dostępne opcje Enfuse oraz Align_image_stack, dla zaawansowanych fachowców dostępne z zachowaniem w podpowiedziach oryginalnego opisu funkcji. Zasada działania programu zawiera się w trzech prostych machnięciach myszką – dodaj zdjęcia, ustaw opcje, zapisz wynik. Gdy jednak zgłębimy się w rzeczone ustawienia, okaże się, że to też doskonała forma eksperymentowania i dociekania ‚a co będzie, gdy przestawię…’.

Po łebkach przez parametry

Burza, nie burza...

Na czym polega technika HDR zapewne wszyscy wiedzą (nałożenie na siebie kilku takich samych kadrów o różnym naświetleniu, w celu uzupełniania się obszarów cieni/świateł). Czym nakarmić program, aby uzyskać jakieś efekty? Najlepiej zdjęciami o różnym EV (lub DOF). Na różne parametry ekspozycji kadru każdy ma swoje przepisy – statyw, zdalne wyzwalania migawki, bracketing… Moja metoda ‚na lenia’ jest prostsza, choć jakościowo na pewno gorsza. Otóż rzeczony kadr w postaci pliku RAW wywołuję w programie z różnymi parametrami EV (przeważnie -4, -2, 0, +2, +4). I to też działa, przynajmniej na potrzeby testowe. Gdy zdobędziemy już zróżnicowane kadry, w karcie ‚Łączenie‚ możemy określić według jakich wytycznych mają zostać one na siebie nałożone. Tutaj docieramy do głębszych aspektów pracy z Enfuse, mianowicie zrozumienia, jak program dokonuje wyboru pikseli do obrazu finalnego. Otóż wszystko opiera się o ‚wagę’ pikseli, które są klasyfikowane wg. jakości ich naświetlenia, nasycenia, kontrastu. Oprócz tego kilka innych parametrów (‚Centrum ekspozycji‚, ‚Odchylenie‚) decyduje o ew. odchyleniach od sztywnych reguł przy ‚wycenie’ pikseli. Nam pozostaje określić za pomocą suwaków z której półki jakościowej piksele mają być brane pod uwagę w finalnym obrazie. Jakby tego było mało, program posiada kartę ‚Zaawansowane‚, gdzie z kolei straszą skomplikowanymi nazwami bardziej specjalistyczne opcje, o których najlepiej doczytać sobie już na stronie projektu Enfuse lub tutaj (z doświadczenia wynika, że najbardziej przydają się opcje ‚Wymuś twardą maskę‚ oraz ‚Operator skali szarości‚).

Przykładowa 'sklejka' - od lewej kadry zróżnicowane o 2EV, ostatni kadr po prawej - wynik.

To nie wszystko

Jak już przewinęło się to na początku tego opisu, MacroFusion pozwala też na łączenie zdjęć o różnej głębi ostrości. To technika z kolei zarezerwowana dla miłośników zdjęć macro, którzy mają na tyle zacięcia i umiejętności, by wykonać kilka ujęć tego samego kadru różnicując tylko ostrość. Połączenie takich zdjęć zsumuje głębie ostrości każdego z nich wszystkich, co jest szczególnie przydatne gdy głębia na poszczególnych kadrach obejmuje po parę milimetrów. Do takich ujęć przydadzą się nam opcje wyrównywania zdjęć.

Jak zdobyć posłuch

Wobec powyższych przytłaczających informacji, czas na wytchnienie – karta ‚Konfiguracja‚ to tylko proste ustawienia, które ułatwią nam współpracę z programem. ‚Rozmiar podglądu‚ to dokładnie to co sugeruje nazwa – im rozdzielczość podglądu większa, tym dłużej będzie on generowany. ‚Stopnień kompresji‚ .jpeg oraz .tiff to parametry, których program użyje przy zapisie do pliku (podczas podawania nazwy należy wpisać też rozszerzenie, inaczej domyślnie będzie to .jpg). ‚Edytuj za pomocą‚ umożliwia wysłanie wygenerowanego obrazu wprost do naszego ulubionego edytora graficznego – GIMP, Fotoxx, Delaboratory, itp. (przesyłany jest obraz w formacie .tif). ‚Skopiuj dane exif‚ – zapisuje w pliku wynikowym EXIF z pierwszego pliku wejściowego (konieczna jest instalacja programu exiftools).

Didaskalia

Wszystko powyższe to bardzo zgrubne zaprezentowanie charakterystyki programu, jak też działania jego opcji. Nie będę ukrywał – najlepiej samemu przetestować parametry, pobawić się suwakami i przełącznikami – praktyki nie zastąpi nawet ‚Biblia MacroFusion’ (w opracowaniu). Program doczekał się już screencastu obrazującego jak najszybciej poradzić sobie z jego obsługą (i uzyskaniem składowych zdjęć):

Program można zdobyć na kilka sposobów. Albo ze strony Sourceforge.net, bądź z mojego repozytorium Highly Explosive (ppa:dhor/myway, wydania Lucid, Maveric, Natty, Oneiric).


sudo add-apt-repository ppa:dhor/myway
sudo apt-get update
sudo apt-get install macrofusion

Uwagi techniczne

Program do swojego działania wymaga Enfuse w wersji 4.0. Ponieważ Ubuntu Lucid posiada wersję starszą, w moim repozytorium znajduje się stosowna wersja – powinna zainstalować się domyślnie z MacroFusion. Uwaga – osoby posiadają Hugina niech upewnią się, czy starszy Hugin będzie współpracował z nowszym Enfuse. Oprócz tego warto mieć w systemie Exiftool na potrzeby kopiowania metadanych ze zdjęć.

Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że program jest dostępny tylko dla systemu Linux.

Gdyby ktoś program chciał tłumaczyć na inne języki, będzie potrzebował pliku macrofusion.pot, który znajduje się w paczce na Sourceforge.net.

Mile widziane uwagi, opinie, tłumaczenia, zgłoszenia błędów (już niedługo nowa wersja gdzie poprawię parę z nich).

Pozostaje mi życzyć każdemu użytkownikowi wybitnych kadrów i wyników z MacroFusion.

Translate »