przystajnik

Intrepidonizacja

Kontemplacje przerwało uderzenie kropli deszczu o blaszany parapet za oknem. Dariusz odłożył na biurko okulary, które wprawiały go w zakłopotanie porysowanymi warstwami wizyjnymi, które i tak wymieniał dość często z racji ich kruchości a swojej gwałtowności w gestach. Z westchnieniem człowieka, który niedawno skończył miesięczny cykl spirytusowego odkażania krtani, podniósł się ociężale i poczłapał w stronę okna. Z kolejnym westchnieniem wrócił po okulary i spojrzał ponownie przez okno, w dal, tam gdzie przestrzeń ograniczał dach następnego budynku. Trochę ponad nim, niebo wydawało się mówić – ‚wyjdź z domu, a wtedy lunę’.
Mamrocząc niewybredne słowa pod adresem okolicznych cumulusów i stratusów, Dariusz powrócił na zydelek. Miał ochotę zrobić dziś coś szalonego, lecz niekoniecznie chciał moknąć na zewnątrz. Pozostawało gotowanie obiadu, leżenie krzyżem przed kolumnami audio w opływających go dźwiękach Black Sabbath, lub… I wtedy jego wzrok padł na płytkę RW.

Tak się mógł rozpocząć dzień każdego z Was. Oczywistym jest, że w takich chwilach człowiek z nudów zrobi prawie wszystko. Akurat w moim przypadku padło na pobranego niedawno Ubuntu 8.10 Intrepid Ibex ver. Beta, którego oficjalna wersja ma się pojawić 30stego. Ale czasami człowiek musi…

Poligonem testowym został mój laptop (Asus F3sc), na którym wiódł sobie żywot Hardy. Jestem oczywiście może nieco roztrzepany, ale nie głupi – wcześniej odpaliłem na nim rzeczone CD-RW z nagranym Intrepidem, aby sprawdzić, czego mogę oczekiwać. O dziwo, sesja uruchomiła się poprawnie, dźwięk był, internet był, zasadniczo – wszystko co potrzebne do szczęścia. Jako użytkownik o encyklopedycznym podejściu do tematu organizowania dysku, posiadam trzy partycje – /, /home oraz swap. Dlatego, zamiast upgrade do nowszej wersji, wybrałem bezstresowe sformatowanie partycji / i nie ruszanie /home. W ten sposób oszczędziłem wszelkie pliki konfiguracyjny (niekoniecznie dla swojego dobra, jak się potem okazało), oraz uzyskałem totalnie świeżutki system bazowy, bez naleciałości bibliotek/plików konfiguracyjnych z poprzedniej wersji.

Po instalacji Intrepid wystartował, ale objawił się pierwszy problem, akurat ten, którego najmniej się spodziewałem – nie działał internet. Co lepsze, nie znalazłem w menu/centrum sterowania żadnego narzędzia do konfiguracji sieci. Jakieś coś do ustawiania pośrednika, zestaw narządów do pingowania i netstatowania, ale gdzie u diaska mogę sobie wpisać IP? Wiem, że w konsoli, ale 95% użytkowników tego nie wie, a to do nich kierowana jest ta dystrybucja. Po krótkiej inwestygacji okazało się co następuje. Otóż, przecież, rolę administrowania siecią objął nowy Network Manager. Tylko, ktoś zapomniał go dodać do menu/centrum sterowania, listy apletów. Stary gnomowy Network Manager, które zainstalowałem w akcie poszukiwań, nie daje sobie rady z poprawną konfiguracją sieci bezprzewodowej – jak zawsze zresztą, przez co do tej pory używałem Wicd. Ale dobrze, jest nowy manager, co z nim… Poradziłem sobie odpalając w konsoli nm-applet, którego nie da się normalnie dodać do panelu… Nie powiem, nowy jest fajny, choć taki trochę sterylny, niemniej, da się w nim ustawić o wiele więcej niż w jego poprzedniku. Aż sobie go dodałem do sesji (nm-applet).

I w zasadzie, to był jedyny problem który napotkałem w tej wersji Beta. Nieźle, co?

Natomiast co do samego wydania:

– wygląd i funkcjonalność Ubuntu w dużej mierze zależy od zmian w Gnome, zatem nowości w interfejsie i konfiguratorach jest tyle, ile w nowym Gnome 2.24,
– nie ma nowych tematów, przynajmniej domyślnie,
– są nowe tapetki, nadal brązowe,
– nie zainstalowała się automagicznie paczka aspell-pl, przez co pidgin nie sprawdzał moich byków,
– rozdzielono ikonkę ‚wyłącz’ i ‚wyloguj’ – po co?,
– nowy NetworkManager jest naprawdę fajny,
– system->administracja->upoważnienia wyglądają poważnie, acz nieraz będę pewnie psioczył na ustawianie uprawnień,
– system nie startuje szybciej od Hardego (od menu Grub’a do ekranu logowania GDM),
– cena postępu – komponenty środowiska zjadają więcej pamięci,
– co najmniej własnościowe sterowniki Nvidii (177.76) instalują się po dwóch kliknięciach (wyskakuje monit),
– nowy mixer jest fajniejszy,
– syndaemon i blokowanie touchpada przy pisaniu, wymaga (?) grzebnięcia w xorg.conf.

Wbrew powyższemu, Intrepid wygląda dobrze. Nie jest przełomem, nie jest oszałamiający, ale solidny i jak na betę – działa mi od rana stabilnie. W wersji oficjalnej pewnie zostanie poprawiony trick z NetworkManagerem, bo to jedyne co wywołało moją frustrację. PolicyKit’em próbowałem coś mieszać, ale szybko popsułem, szyfrowanie katalogów jest, ale nie sprawdziłem działania. I tyle nowości rzuciło mi się w oczy.

Intrepid został złożony z następujących komponentów:

– kernel 2.6.27
– Gnome 2.24
– Xorg 7.4
– Firefox 3.0.3
– Samba 3.2
– Gimp 2.6 🙂 (z launchpada, do oficjalnego wydania na pewno się nie załapie)
 

Post navigation

Translate »