SSH na sterydach – PAC Manager 4.5.5.7

Dla każdego kto przeszedł gehennę na wiodącym systemie w poszukiwaniu uczciwego menedżera sesji SSH, PAC Manager będzie objawieniem ostatnich trzydziestu lat pod butem korporacji z wiadomych okolic Redmond. Z linuksowym PAC Manager niestraszne bowiem jest zawiadywanie poprzez SSH nawet i setką maszyn. A liczba opcji jaką znajdziemy w ustawieniach wywołuje stan błogości nawet u miłośników ascezy.

PAC Manager i tysiące serwerów
Zamaskowana frustracja we wstępie ma swoje uzasadnienie. Bowiem uciążliwe poszukiwanie wygodnego menedżera sesji SSH na wiodącym systemie może przyprawić o stany nerwowe. Niby programów jest sporo, ale każdemu czegoś brakuje. A to brak obsługi proxy, a to brak obsługi skryptów, a to haniebnie zepsute autologowanie, brak kart, itp., itd. Tymczasem poszukiwania programu na Linuksie trwały 5 minut i bogactwo jakie oferuje PAC Manager jest w stanie przyćmić nawet komercyjne rozwiązania. Ale o co tak naprawdę walczymy?

Tkwiąca w człowieku potrzeba ułatwiania sobie życia, tłumiona przez szalejące na świecie „jednoklikalne” program, często daje sobie znać o sobie w dość oczekiwanych momentach. Jak choćby konieczność sprawnego i szybkiego poruszania się (logowania) do kilkudziesięciu różnych serwerów, gdzie każdy z nich ma swoją niewypowiadalną nazwę, osobne niuanse logowania a na dodatek odmienne hasło, brak możliwości zainstalowania klucza publicznego i tak dalej. W takich momentach docenia się graficzne okienko z listą serwerów, oddzielne ustawienia dla każdego, otwieranie sesji w kolejnych kartach. Niby rzeczy oczywiste, ale najwidoczniej ciężko przewidzieć cały zestaw takich funkcji i wmontować go w jeden interfejs.

Opcje? Proszę bardzo.
PAC Manager wkracza na scenę gdy już całkiem dopada nas zwątpienie. Ten niesamowicie dopieszczony projekt popełniony w Perlu i GTK+2 zawiera bowiem taki zestaw możliwości, że trudno mówić o jakichś brakach. Po pierwsze możliwość dodawania nieskończonej liczby sesji oraz grupowania ich i łączenie w klastry. Po drugie zupełna dowolność w ustawieniach połączenia do serwera – hasła (w tym integracja z KeePass), klucze, proxy, itp. No a potem to już całkowicie można się pogubić – możemy zdefiniować skrypty wywoływane przed i po połączeniu, własne makra i zmienne oraz zdefiniować reakcję na pojawiające się w terminalu ciągi znaków (Expect). Dowolnie możemy również modyfikować wygląd terminala a na dokładkę, po połączeniu istnieje możliwość podzielenia danej karty w pionie/poziomie i połączenie z innym serwerem.

I gdy już złapiemy nieco oddechu okazuje się… że to dopiero początek, gdyż niezależnie od ustawień dla każdego połączenia, PAC Manager posiada swoje ustawienia globalne. Zdecydowanie nie jest to program dla zwolenników form prostych.

Martwić może nieco data ostatniego wydania (przełom 2016 – 2017), ale na Githubie program nadal otrzymuje podtrzymujące go w stawce poprawki. Niestety, nie zainstalujemy go z repozytoriów i musimy ręcznie pobrać pakiet deb. Po dwukrotnym kliknięciu na nim powinien się poprawnie zainstalować (to Perl).